Szare istnienie #58

Szare istnienie #58UWAGA! ZAWIERA BRUTALNE I NIECENZURALNE TREŚCI!!!

  Dziewczyna zdębiała, spodziewałaby się tu pewnie każdego, ale na pewno nie jego.
  – Jimbo...? Co tu się dzieje? – zapytał chłopak. – Wy się znacie? – dalej nie dowierzał, że widzi kumpla i byłą w jednym pomieszczeniu, do tego z bandytami i gwałcicielami do spółki. Kompletnie się pogubił. – Jimmy! – zagrzmiał, żądając wyjaśnień i patrząc to na kumpla, to na Emmę, bał się, aby nie skończyła tak, jak niedawno Laura.
  – Mamy tu małe interesy, wieczorem się zmyjemy – rzekł spokojnie brunet.
  – Pogadajmy na zewnątrz – mruknął Billy i wyszedł, więc Jimmy ruszył tyłek i udał się za nim. – Co ona tu robi? – zapytał od razu, mierząc kumpla pretensjonalnym wzrokiem.
  – To wy się znacie? – Jimmy był kompletnie zaskoczony.
  – Znamy się.
  – I nie znałeś Laury? Przecież to najlepsze kumpele.
  – Nie wiem, może kiedyś widziałem. Zadałem ci pytanie!
  – Uspokój się, chciałem jej pokazać, jak "J” ponosi karę.
  – Tak, kurwa?! I skończy tak samo jak Laura, tak?! – młodzik się zdenerwował.
  – Kurwa, stary, wyluzuj, Chris ją zabrał, nic jej się nie stanie, poza tym chyba jest ze mną, nie?
  – Długo zamierzacie tu siedzieć? Muszę wstawić nowy zamek – pokazał brunetowi torbę.
  – Spoko, zrobisz to jutro. Chodź, walniesz kielicha – rzucił i ruszył w stronę powrotną.
  – Jimmy... – młodzik go zatrzymał. – Jeśli coś jej się stanie...! – przeciął kumpla zimnym jak głaz spojrzeniem.
  – Wyluzuj, chyba coś ci powiedziałem. W ogóle to skąd się znacie? Bo ciebie znam w chuj lat, a ją dopiero od czasu, kiedy poznałem Laurę.
  – Stare dzieje – mruknął Billy. – Byłem z nią kiedyś, jakiś rok temu, ale tylko cztery miesiące, bo zacząłem rozrabiać i jej matka się wjebała, zagroziła, że zgłosi dla mojego kuratora, że ją nachodzę, że ich okradłem i takie tam pierdoły.
  – A okradłeś?
  Billy tylko spojrzał i Jimmy już wiedział.
  – I co, kurwa, dałeś się tak spławić?
  – Nie chciałem zadymy ze względu na babkę, wiesz, że pikawa jej siada, a jeszcze jakby jej coś się stało, to bym się chyba zajebał, poza tym gdyby zgłosiła rzekomą kradzież, to zaraz bym pojechał.
  – Kurwa, ona nie mogłaby cię oskarżyć, a jakieś dowody?
  – Dowody? Wystarczy, że pokradłem, ile pokradłem, psy są na mnie uczulone, powiedziałaby, że widziała, jak biorę i mam pozamiatane. Tak mi powiedziała: widziałam, jak wziąłeś i uciekłeś i jeśli się od niej nie odpierdolę, to tak zezna. Dałem jej więc spokój, ale mówię – tylko ze względu na babcię, bo tak bym na pewno nie dał suce nas rozdzielić – oznajmił Billy, dość dziwnym głosem.
  – Ona o tym wie?
  – Nie wie i niech tak zostanie, rozumiemy się?
  – Nie rozumiem, stary, że tak łatwo odpuściłeś, bo widzę, że dalej coś cię do niej buja.
  – Dobra, dajmy już spokój. Spadam, nie siedźcie długo.
  – Gdzie? Chodź na kielicha.
  – Kurwa, mam na nią patrzeć?! Nie chcę – rzekł małolat, odpalając papierosa. Ręce mu drżały.
  – No chodź, jakoś to będzie, no i będziecie mieli okazję pogadać.
  – Tak, twój kumpel na pewno tak łatwo odpuści, nie? Poza tym ja wiem, kto to jest, on raczej nie da tak łatwo za wygraną. Na razie – rzucił przybity młodzik i znów chciał odejść, lecz brunet go zatrzymał.
  – Kurwa, stary, nie zawieszaj. Masz okazję spędzić z nią czas, a spierdalasz?! Nie rozumiem cię. Chrisa zostaw mnie, załatwię tą sprawę, obiecuję ci. To, że jest znany i poważany, nie znaczy, że jest dupkiem. To porządny koleś. No chodź, kurwa, nie daj się prosić – nalegał starszy chłopak, ciągnąc przyjaciela za ramię, w końcu ten uległ i ruszył wolno w kierunku domku, zatrzymał się jednak kilka metrów przed nim.
  – Czekaj, spalę i pójdziemy – rzekł, mając jeszcze pół używki. – To one się przyjaźnią? – zapytał, zaskoczony. – Długo?
  – Nie wiem, ale chyba długo. To dziwne, że jej nie znasz – Jimmy skomentował osobę brunetki.
  – Nie wiem, kiedyś poznawała mnie z jakąś laską, ale czy to była Laura, to nie mam pojęcia, nie pamiętam. Dobra, chodź – mruknął Billy, wyrzucając peta i zaraz otworzył drzwi.
  – Chris, chodź na słowo – poprosił Jimmy, wsadzając głowę do pomieszczenia.
  Niezbyt zadowolony 30-latek wolno ruszył się z miejsca i zaraz był na zewnątrz.
  – Słuchaj, odpuść laskę – Jimmy wyjechał od razu.
  – A tobie co? – zapytał skołowany chłopak.  
  – To była Małego, chyba dalej go na nią targa.
  – Kurwa, a co mnie to...? Coś ty się zrobił taki sentymentalny? – wkurzył się Chris.
  – Kurwa, nie sentymentalny, tylko to mój dobry ziomek i chcę mu pomóc... no kurwa! Wyłapujesz po trzy dupy dziennie, jedną możesz odpuścić, poza tym ona i tak nie da ci pomoczyć, chyba, że ją albo nastraszysz i sterroryzujesz, albo doprowadzisz do stanu nieużywalności i będziesz jebał, jak manekina – oznajmił Jimmy.
  – Skąd ta pewność?
  – Stąd, że znam takie laski, to nie Amber – rzucił brunet, uśmiechając się cynicznie.
  – Kurwa, to po to ją zgarnąłem, żeby teraz odpuścić? – rzucił Chris, kompletnie olewając złośliwość kumpla.
  – No kurwa, stary, proszę cię... mam cię błagać? Nie możesz zrobić dla mnie jednej jebanej rzeczy w tym parszywym życiu?! – Jimmy nie dawał za wygraną.
  – A idź na chuj! – rzucił wkurwiony Chris i ruszył z powrotem do domku.
  Wszedł zamaszystym krokiem i od razu spojrzał na "J-a”, który siedział pod ścianą obok Tobye’go i robił dziwne miny, coś na wzór człowieka zniecierpliwionego, mającego dość wkurzającego go towarzystwa. Natychmiast do niego podszedł i z całej siły trzasnął go z liścia w twarz.
  – Co, kurwa, wykręcasz ryj?! – zagrzmiał. – Coś ci nie leży, cwelu?! – No tak, nie leży, co widać po obecnym wyglądzie tej dziewczyny! Odpowiadaj, kurwo! – huczał i drugi raz go uderzył, był wściekły. – A ty siadaj! – wskazał Billy’emu miejsce obok Emmy, wypił kieliszek i zaraz polał drugi, który też od razu opróżnił i natychmiast odpalił fajkę.
  – Rozbieraj się, szmato! – ryknął do "J-a” i zaraz zębami otworzył prezerwatywę. – Już, suko! – wrzeszczał, totalnie nabuzowany.
  Jimmy był przewidywalny i szybko pozdejmował ze stołu wszystkie rzeczy, które postawił przy kanapie, od strony Emmy. Uśmiechał się pod nosem i spojrzał na nastolatkę – wydawała się być przerażona. Szybko wyjął telefon skradziony biznesmenowi i ustawił w nim opcję nagrywania, lecz jeszcze jej nie włączał. Jack nadal nie ruszał się z miejsca, więc Diablo wstał, chwycił go za chabety i powalił na stół, robiąc to tak agresywnie, że o mało nie połamał i mebla, i typa.
  – Chris, kurwa, nie rób tego, proszę cię! – spanikował "J”, lecz chłopak był już "ubrany”. – Kurwa, puść mnie! – wrzeszczał do Diablo, szamocząc się w każdą stronę.
  – Zamknij się, cwelu! – zawył olbrzym, mocno wykręcając mu lewą rękę.  
  Rozszedł się cichy trzask pękającej kości, dryblas się nie patyczkował.
  "J” ryknął z bólu, a z oczu popłynęły łzy, lecz nadal wierzgał na stole.
  – Kurwo, uspokoisz się, czy mam połamać ci drugą?! – wrzasnął wielkolud, wykręcając mu prawą kończynę.
  – Łam go całego! – krzyknął zadowolony Jimmy, śmiejąc się głośno.
  – Trzymaj cwela! – rzucił Chris i zaraz ściągnął mu dolną część odzieży, po czym bez zastanowienia wbił się w niego z całej siły, trzymając fajkę w zębach.
    Jack zawył tak głośno, że słychać go było chyba w centrum i mocno zadrżał z bólu, mocno wyginając się w łuk. Jimmy włączył nagrywanie.
  – Zamknij ryj, powiedziałem! – warknął Diablo, ścisnąwszy go za włosy i wściekle przydusiwszy jego twarz do blatu, co ofiara odczuła zapewne bardzo boleśnie, koleś był potężny, miał krzepę.
  Chris zaczął wsuwać się w chłopaka bardzo brutalnie i do samego końca, o czym świadczył jego przerażający krzyk, tłumiony ręką olbrzyma.
  – Kurwa, jaki suchy, mogłem kupić olejek – zaśmiał się. – Podajcie flaszkę.
  Zaczerpnął z butelki i jeszcze bardziej przyśpieszył, wyciskając z "J-a” chyba wszystkie łzy. Młodzik siedział skulony pod ścianą, z trwogą w oczach, modląc się chyba, aby nie być następnym, a Jack darł się na cały pokój, stłumionym przez wielką dłoń odgłosem.
Przestał wierzgać, gdyż Diablo w końcu chwycił go za połamaną rękę, odchylając ją lekko do tyłu, płakał tylko rzewnymi łzami.
  Chris pobawił się jeszcze kilka minut, po czym zrzucił go jak ścierwo na podłogę i zaraz postawił na kolana.
  – Otwieraj gębę! – zagrzmiał.
   "J” nie usłuchał, więc Diablo z całej siły chwycił go za policzki i natychmiast otworzył mu usta. Chris od razu zapakował go do środka i dopiero wtedy skończył, pieczętując to głośnym, namiętnym wydechem. Diablo i Jackowi natychmiast zatkał usta.
  – Łykaj, cwelu – zaśmiał się.
  Mimo, ie go rwało, cały czas trzymał substancję w ustach, uparcie nie chcąc połknąć, w końcu kolos najmocniej, jak chyba tylko dał radę, ścisnął go za twarz i "J”, pod wpływem bólu, w końcu połknął "nektar”, wtedy olbrzym go puścił.
  – Nie rzygaj tu! – wrzasnął Chris, zapinając spodnie, więc Diablo zaraz wywlekł go na zewnątrz, zamykając za sobą drzwi.
  Jimmy wyłączył nagrywanie, schował telefon i poustawiał wszystko z powrotem na stół. Emma siedziała w kompletnym szoku, bojąc się już chyba nawet oddychać, choć wcale nie było jej żal chłopaka, wręcz przeciwnie, była jednak przerażona charakterem i brutalnością takiej zemsty, dlatego siedziała mocno wystraszona. Billy tkwił obok i milczał, też był nieco zagubiony, nie widział jeszcze takiej akcji i trochę się pogubił.
  – Wypijecie z jednego? Nie mamy więcej szkieł – zapytał Jimmy, nachyliwszy się nad Emmą i podał jej wódkę i napój.
  – Jasne – odparł Billy.
  Blondynka wzięła kieliszek i natychmiast wysuszyła, trzęsącymi się nadal rękoma.
  – Emma, uspokój się już – Jimmy ukucnął przed nią i chwycił jej tańczące dłonie. – Przecież jest Billy, teraz już powinnaś wyluzować. Nie przejmuj się tym, co się stało, należało się bydlakowi, poza tym to jeszcze za mała kara. Ale spokojnie, dopiero po ósmej, a za Laurę gnój będzie dziś katowany do bólu, zresztą Chris ma jeszcze kaktus – zawył radośnie i Emma w końcu lekko się uśmiechnęła.  
  Pod nos Billy’ego wjechała ręka 30-latka, trzymająca otwartą paczkę fajek. Poczęstował się, Jimmy także i blondyn klapnął obok małolata. Diablo właśnie wszedł do pomieszczenia, prowadząc przed sobą dziwnie już w tej chwili wyglądającego "J-a”, który był cały blady i zapłakany, zapewne od wymiotowania, ale chyba nie tylko... Ofiara usiadła obok Toby'ego, a olbrzym na swoim miejscu.
  – Muszę na chwilę wyjść – mruknęła Emma.
  – To idź – rzucił Jimmy.
  – Pójdę z nią – oznajmił Billy i oboje podnieśli się z miejsca.
  – Dokąd? – zapytał natychmiast Chris.
  – Do kibla, kurwa! – warknął Jimmy.
  – Mają wrócić – burknął blondyn.
  Był wyraźnie niezadowolony, jego humor i spokój gdzieś wyparowały. Emma wyszła z Billym i od razu wyjechała:
  – Chodźmy stąd.
  – Zgłupiałaś, chcesz narobić sobie kłopotów? Oni nic ci nie zrobią, chcą tylko poświrować.
  – Ja idę – rzuciła i już chciała ruszać, lecz chłopak ją zatrzymał.
  – Em, nie pójdziesz, to się niedługo skończy. Zapewne słyszałaś o braciach Amber?
  – A co oni mają tu do rzeczy?
  – A myślisz, że z kim pijesz?
  Dziewczyna zbladła, zaskoczona, nie miała pojęcia.
  – Który to? – wydusiła.
  – Ten, który cię podrywał.
  – Nie wygląda na bydlaka i się tak nie zachowuje, a przecież opowieści o nich są, jakie są, więc coś mi tu ściemniasz – twardo wyciągała prawdę.
  – To raczej tyczy się Lucasa, którego, zapewniam cię, nie chciałabyś poznać, Chris jest raczej normalny... co nie znaczy, że nie niebezpieczny. Nigdzie nie pójdziesz, chcesz narobić sobie kwasu? – chwycił jej ręce, gapiąc się na nią na wskroś.
  – Co ty tutaj robisz? – zapytała, nadal chyba nie wierząc.
  – To moja działka.
  – Twoja...? Nigdy tu nie byłam.
  – Bo nie było potrzeby, widzisz tu coś ciekawego do roboty? – uśmiechnął się.  
– Chodź tu – mruknął i otulił ją rękoma, mocno przytulając do siebie.
  Objęła go w pasie, nie odzywając się słowem. Stał tak z nią dobrą minutę, głaszcząc ją po głowie, w końcu Jimmy wyjrzał z domku.
  – Mały, żyjecie?! Co tam robicie, wódka się grzeje! – krzyknął, rozbawiony.
  – Zaraz przyjdziemy! – odpowiedział Billy, nie wypuszczając dziewczyny z uścisku.
  – Wracajcie, tu macie chociaż łóżko! – ironizował i Emma się roześmiała się w klatkę piersiową chłopaka.
  – Zaraz, nie?! – młodzik się zirytował i brunet schował się do środka.
  – Czemu tak zniknąłeś? – wymruczała nagle, nie odrywając się od młodzika. – Po tym, jak napisałeś, że nie możemy się widywać, dzwoniłam do ciebie dziesiątki razy, czemu nie odebrałeś? Nic nie wyjaśniłeś, tylko zniknąłeś, dlaczego?
  – Miałem swoje powody, przepraszam.  
  – Jakie powody, kurwa?! – Emma wróciła do pionu i natychmiast wlepiła w chłopaka pretensjonalny wzrok. – Przecież wszystko było ok, miałeś kogoś innego?  
  – Nie, po prostu tak wyszło.
  – Kurwa, Billy, wyjaśnij mi, co się stało – nie odpuszczała, lecz głos definitywnie jej się zmienił.
  – Przecież wiesz, że trochę rozrabiałem, nie chciałem cię w to wszystko wciągać – łgał jak z nut, lecz mina dziewczyny nie uległa zmianie.
  – Billy, tu nie chodzi o żadne rozrabianie, oboje o tym wiemy. Nie umiesz kłamać. Proszę cię, powiedz mi, chociaż teraz, jak nie wtedy.
  – Już ci powiedziałem.
  – Czy moja matka miała z tym coś wspólnego? – wyjechała nagle i chłopaka przeszedł zimny dreszcz, ton jej głosu nie nastawiał go optymistycznie.
  – Nie, czemu tak myślisz? – wystękał.
  – Bo myślę. Jak dobrze wiem, jakie ona miała zdanie na twój temat. Powiedz mi tylko, czy to jej sprawka? No kurwa, proszę cię, muszę to wiedzieć – już mało nie płakała.
  – Nie.
  – Dobra, nie chcesz, nie mów, ale ja i tak się dowiem – zagroziła.
  Chłopak nie odpowiedział, tylko się nachylił i ją pocałował, ale natychmiast się od niego odkleiła.
  – I co? Znowu znikniesz?!  
  – Nie zniknę.
  – Nie, już ci nie wierzę – rzuciła i ruszyła w stronę domku, ale ją złapał.
  – Em, ja naprawdę musiałem, no proszę cię...  
  – Co musiałeś? Dlaczego? Jeśli nie chcesz być ze mną szczery, nie widzę sensu kontynuowania tej rozmowy – oznajmiła i znów chciała odejść, lecz ponownie została przyblokowana.
  – Em, naprawdę nie mogę ci powiedzieć, zrozum – tłumaczył.
  – Dlaczego? To moja matka, tak? Zaszantażowała cię, bo ma znajomości?
  Chłopak zamilkł.
  – Tak?!
  Cisza.
  – Wiedziałam, kurwa! Od początku wiedziałam, ale ona tak słodko się wypierała, że jej w końcu uwierzyłam. Czemu ja jestem taka głupia?! – dziewczyna się wkurwiła, zapominając o domku, Laurze, Travisie... o wszystkim.
  – Dobra, to już nieważne, to było prawie rok temu – rzucił chłopak.
  – Nie, kurwa, ważne, nie daruję jej tego!
  – Przestań, nie rozgrzebuj tego – znowu ją przytulił.
  Była wściekła.  
  – Tęskniłem za tobą – uśmiechnął się.
  Milczała, pałając złością w jego ramionach.
  – Mały, no co z wami?! Wracajcie, "J” szykuje się do robienia loda! – wrzasnął maksymalnie rozweselony Jimmy.
  – Idziemy? – zapytał Billy.
  – Muszę do łazienki.
  – No raczej łazienki tu nie uraczysz, ale śmigaj za domek – zaśmiał się.
  Załatwiła sprawę w minutę i gdy wrócili do ekipy, zastali kolejny przykry widok. Młodzik stał na baczność z pałą na wierzchu przed klęczącym "J-em”, któremu z ust lała się krew, co świadczyło o tym, że dość mocno oberwał w twarz, Chris stał obok i robił jointa, Jimmy zaś z komórką w ręku i skrętem w zębach usiadł na krześle obok i czekał na rozwój wypadków.
  – Polałem wam, na zdrowie – oznajmił, wskazując kieliszki.
  Billy podał dziewczynie wódkę, którą zaraz wypili i natychmiast odpalił papierosa.
  – Jimmy, mogę zapalić? – zapytał, wskazując rozwaloną na stole marihuanę.
  – Pal – rzucił Chris, więc Billy za chwilę wykonał skręta. – No kurwa, ciągnij, przecież go kochasz! – zawył do "J-a" 30-latek, odpalając trawkę.
   Ten nadal nie reagował.
  – Kurwa, dawajcie tą pałę! –krzyknął blondyn i zaczął rozglądać się za kijem.  
  Znalazł go oparty o ścianę, więc zaraz chwycił w dłoń. – Dobra, Diablo, dawaj go na stół, nie chce obciągać, to wyrucham go tą pałą. Trochę duża, ale jesteś potężny, silny chłop, wciśniesz – śmiał się w najlepsze.  
  Olbrzym już chciał podnosić chłopaka, lecz ten krzyknął spanikowany:
  – Dobra, kurwa, zrobię to!
  – No to już – Chris spoważniał i polał kolejne porcje. – Chudy, daj nową flaszkę – poprosił i brunet zaraz rzucił mu niezaczęta butelkę.
  Złapał ją w jedną rękę, co świadczyło o tym, że nie był jeszcze pijany, ale upalony i owszem. "J” w końcu podobnie jak Toby zamknął oczy i wziął członka do ust, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie.
  – No co, nie smakuje ci twój kochaś? Na pewno obciągacie sobie w domu, jak nikt nie widzi, więc nie udawaj mi tutaj zajebanej cnotki – zarżał Chris i zaraz usiadł obok Emmy, która od razu się zestresowała. – Czemu nie palicie? – wskazał na skręta, którego Billy cały czas trzymał w dłoni.
  – Zaraz zapalę – odparł młodzik.
  – A może chcesz piwo, jeśli nie lubisz wódki? – Chris spojrzał na blondynkę.
  – Nie – mruknęła.
  – Jeszcze nie wyluzowałaś?
  – Wyluzowałam.
  – Jakoś nie widać. Jak będziesz miała chęć, częstuj się – poinformował i położył koło dziewczyny reklamówkę z brązowymi butelkami.
  – Do końca, kurwa, co to za prowizorka?! – krzyknął nagle Jimmy i Chris z pozostałymi spojrzeli w stronę Jacka. – Trzymaj i kręć – brunet wcisnął komórkę w rękę dziewczyny i zaraz znalazł się przy "J-u”.
  Mocno chwycił go za włosy, drugą rękę założył na lędźwie młodzika i zaczął przyciskać głowę brata do podbrzusza małolata. Typek od raz zaczął się dławic i ślinić, lecz brunet miał to głęboko gdzieś.
  – Tak się to, kurwa, robi. Do końca, suko, tak, jak mu robisz na co dzień – rechotał, z każdą sekundą przyduszając jego twarz coraz mocniej, w końcu Diablo oderwał jego rękę.
  – Stary, udusisz go! – zagrzmiał.
  Emma twardo trzymała telefon, lecz ręka mocno jej drżała i film zapewne nie nagrywał się zbyt wyraźnie.
  – Dobra, zmiana! – krzyknął Chris i kolos natychmiast postawił młodzika na kolana. Ten trząsł się jak galareta, lecz nie pisnął ani słowem, strach zablokował mu wszystkie słowa.
  – No rozbieraj się, kurwa, na co czekasz! – warknął Jimmy i "J” za chwilę wyjął fujarę. – No, młody, Diablo już cię rozprawiczył, więc nie powinieneś mieć problemu – zaśmiał się.
  Toby wiedząc, że sprzeciw może spowodować tylko gorsze w skutkach konsekwencje, zamknął oczy i wziął go do buzi.
  – Do końca! – powtórzył Jimmy, lecz już się nie śmiał.
  Po chwili wstał i znowu pozbierał rzeczy ze stołu. Źrenice obu zgnębionych natychmiast się powiększyły i młodzik przez chwilę przestał pieścić kumpla.
   – Ogłosiłem przerwę?! – zawył Diablo i Toby kolejny raz oberwał w tylną część głowy.
   Dobra, dosyć tego dobrego – Jimmy wstał i chciał chwycić brata za fraki, lecz rozstrojony już nerwowo chłopak nagle chwycił go za włosy i z całą siłą trzepnął jego głową o blat stołu.
  – Odpierdol się, kurwa, ode mnie! – wrzasnął.
  Brunet padł jak kłoda i już się nie podniósł.

1 983 czyt.
100%132
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3457 słów i 20477 znaków, zaktualizowała 29 sty 2017.

2 komentarze

 
  • aKubek

    aKubek · 30 sty 2017

    Przeczytałem całość i stwierdzam że całkiem fajne to opowiadanie  

  • Mlody1

    Mlody1 · 28 sty 2017

    w takim momencie skończyć? @