Szare istnienie #65

Szare istnienie #65Oczy wyszły mu na wierzch, gdy zobaczył, iż nadawcą jest Jimmy i natychmiast zorientował się, co może zawierać ów film. Spojrzał na Franka – gapił się na niego w oczekiwaniu miną kładącą wyraźny nacisk na szybkie udzielenie wyjaśnień. Travis skinął głową i ruszył w kierunku wyjścia, więc brunet bezzwłocznie udał się za nim.
– Wychodzicie? – zapytał zdezorientowany David i Laura nerwowo się poruszyła.
– Na chwilę – wyjaśnił Frank i po chwili zamknął drzwi z drugiej strony.
– Dostałem jakiś film... od tego Jimmy’ego – wyjechał od razu ratownik, lekko szturchnąwszy łokciem kumpla
– Dawaj.
Chłopak uruchomił plik i tak, jak obaj stali, tak w sekundę zamarli, widok gwałconego, wrzeszczącego na całe gardło, płaczącego "J-a” zablokował im wszystkie reakcje.
– Ty, patrz, to ten sam pokój – zorientował się nagle Travis.
– Widzę – mruknął Frank.
Film trwał dwie minuty i czterdzieści sekund i chłopcy obejrzeli go do końca.
– Widziałeś?! – nie dowierzał brat brunetki. – Kurwa, ale go sponiewierali, no takiego czegoś to bym się nie spodziewał, nawet widząc, w jakim humorze był ten koleś.
– Martwisz się? Dobrze tak, skurwielowi, i jeszcze za mało – warknął wkurzony Frank, gdyż film przypomniał mu, że przecież tak samo potraktowali jego ukochaną. – Zamierzasz jej to pokazać? Kiedyś...? – zapytał, spojrzawszy na przyjaciela.
– Nie wiem, może kiedyś, ale to na pewno w później przyszłości. Ona się chyba pokapowała, że to jej telefon, widziałeś jej minę? Ty być może nie zauważyłeś, ale ja ją znam od osiemnastu lat... ona wyłapała tego sms-a, więc być może po jakimś czasie będzie pytać i chyba będę musiał jej powiedzieć. Kurwa, czemu nie wyłączyłem dźwięku? Miałem to zrobić rano, ale wpadł ten Jimmy, potem praca, a potem akcja z Emmą, no i zapomniałem, a znając młodą, nie odpuści, sam wiesz, że zrobiła się strasznie bojowa.
– Taaak? Na samo wspomnienie tego gnoja widzisz, jak reaguje, to co będzie, jak zobaczy film?! – zdenerwował się brunet.
– Stary, to co, mam usunąć ten plik? I co jej potem powiem? Zaraz będzie jazda, że pokasowałem jej wiadomości i jak już dojdzie do siebie, to znowu może się zbuntować i gdzieś zniknąć, sam widzisz, że robi się coraz gorsza. Ona mnie normalnie czasami już przeraża i szczerze mówiąc to boję się, żeby nie zaczęła pić, lub nie daj Boże ćpać, albo robić jakieś inne głupoty. I jak znowu spierdoli do niego? On nie jest raczej chłopcem, który da jej kwiaty, zabierze na kawę, a potem, o północy, grzecznie odstawi do domu, a młoda, jak widzę, dziarsko idzie w jego ślady. Przecież miesiąc temu to była całkiem inna dziewczyna, co się z nią stało? Pyskuje, obraża ludzi, wyciąga ręce do matki... tak bardzo jej wtedy zależało, żeby wyjść? Po co? Emma mówiła, że była chyba naćpana, bo jak strasznie bezsensownie gadała, a raczej bełkotała jak kretynka i jeszcze ją wyśmiała. No kurwa...! – rzekł Travis, a może bardziej pasowałoby tu w tej chwili słowo: "krzyknął”.
– Nie wiem, ja też zauważyłem, że coś jest nie tak, ale ona cokolwiek powie...?! Ile razy była u mnie, też dostawała jakieś sms-y, ale twierdziła, że to reklamy albo Emma. Nie zauważyłem nic podejrzanego w jej zachowaniu, więc łyknąłem – mruknął Frank, którego nastrój od czasu filmu zrobił się strasznie gnuśny, do tego ta wiadomość o Jimmym zaczęła mu w tej chwili nasuwać milion spekulacji...
– Co tam robicie?! – krzyknęła nagle Jenny, pojawiwszy się w oknie.
– Już idziemy – bąknął Frank,  
– Co jest? – zapytał Travis.
– Nic.
– Chcesz pogadać? – drążył widząc, że chłopak nagle jakby stracił chęć do życia.
– Nie, po prostu przypomniał mi się tamten film, co mnie strasznie wkurwia – rzekł, ściemniając pięknie.  
Strasznie świerzbił go język, aby wyznać Travisowi prawdę, za co dostałby zapewne ostry opierdol, ale i być może też jakąś radę...? Bał się tej nocy, bał się spać obok nastolatki, nie wiedział, czy zapyta, wypomni, będzie drążyć...? I co jej powie? Głupie: "przepraszam”?
– Frank, co z tobą? – ponowił pytanie ratownik widząc, że chłopak odleciał.
– Nic, łeb mnie boli. Wracajmy
– Zaraz dziewiąta, pojadę już, tylko pożegnam się z młodą – oznajmił 22-latek.
– Dzwoniłeś do niej? – zapytał nagle brunet w kwestii Emmy.
– Nie, ale zaraz to zrobię, wcześniej i tak by pewnie nie odebrała, ciekawe, czy teraz odbierze? Wątpię, oni jej nie pozwolą – odparł Travis, który i tak będąc poddenerwowanym sytuacją z telefonem, zdenerwował się w tej chwili jeszcze bardziej.
– To napisz, co i jak.
– Ok.
Po chwili byli w salonie i rozgorączkowany brunet natychmiast chwycił wypełnioną do połowy szklankę, osuszając ją do dna. Travis usiadł przy siostrze, która, co dziwne, wykazała w tej chwili zupełną obojętność, nie było bez marudzenia, paniki, po prostu spojrzała tylko na niego, po czym wróciła do beznamiętnego głaskania siedzącego obok psa.
– Młoda, spadam, rano muszę zrywać się do roboty. Przyjadę jutro – chwycił jej dłoń.
– Przywieziesz Emmę?
– Nie wiem – odparł, starając się zachować spokój, mając nadzieję, że jednak do jutra sprawa się wyjaśni. – Wiesz, kim jestem? – zapytał zdziwiony faktem, że już się go nie boi.
– Tak.
– To dobrze – uśmiechnął się i natychmiast ją uściskał, kamień spadł mu z serca. – Dobra, jadę, zobaczymy się jutro – ucałował ją w czoło i wstał.
– Oddaj mi telefon – rzuciła nagle, nie spojrzawszy nawet na niego.
Chłopaka zamurowało i aż otworzył usta, zaskoczony, podobnie stojący z boku Frank, którego w sekundę zmroziło. Oboje stali chwilę, kompletnie nie wiedząc, co teraz zrobić. Spodziewaliby się wszystkiego, dosłownie: "wszystkiego”, ale nie tego.
– Młoda, nie mam, leży w domu. To był mój telefon, przecież też mam iPhona – wydusił w końcu Travis, bardzo słyszalnie plącząc słowa i szczerze mówiąc, był już nieco mokry.
– Masz Samsunga, oddaj mi komórkę! – podniosła głos i chłopak totalnie się pogubił.
Ponownie odwrócił głowę w kierunku przyjaciela, lecz ten tylko wzruszył ramionami w geście mówiącym: "nie mam pojęcia, co zrobić”.  
– Oddaj – powtórzyła po raz trzeci, lecz spokojnym już głosem.
Travis chcąc nie chcąc, wyjął komórkę i wyciągnął dłoń w kierunku dziewczyny. Lekko drżała, czego Laura nie mogła nie zauważyć, ale podeszła do tego obojętnie (lub tylko dobrze grała), chwyciła telefon i razem z nim przyjęła pozycję leżącą.
– Dobra, spadam – wystękał Travis, ponownie ucałował siostrę w czoło i ruszył do drzwi.
– Odprowadzę cię – rzekł Frank, 22-latek się pożegnał i wyszli. – Może cię podrzucić? Mam jeszcze kluczyki, zapomniałem oddać – zaśmiał się, pokazując kumplowi powieszoną na palcu za metalowe kółeczko, wspomnianą rzecz.
– Nie rób sobie zachodu.
– Dawaj, to niedaleko, za dziesięć minut będziesz w domu – przekonywał Frank, otwierając przednie drzwi pasażera.
Travis już się nie stawiał, tylko wsiadł do auta, brunet wskoczył za kierownicę i odpalając silnik, od razu wyjechał:
– I co teraz? Kurwa, ja nie wiem, co to będzie, jak ona zobaczy ten film?
– Wiesz, co...? – ratownik spojrzał na niego z dość nieodgadniona miną. – A może to i dobrze, niech zobaczy. Będzie wiedzieć, że ktoś ją jednak pomścił i może przestanie się w końcu bać.
– Pojebało cię? A co ma do tego zemsta?
– No jak to, co? Będzie miała świadomość, że nie ma się czego już bać, że jak wyjdzie z domu, to nikt jej nie zaczepi, nie zaszantażuje, gość raczej nie będzie chciał powtórzyć imprezy.
– Być może, ale co z tego? Czy ty nie zdajesz sobie sprawy, że ona znowu może zdziczeć, jak zobaczy jego gębę, do tego w takich okolicznościach? Zaraz stanie jej we łbie to, co przeżyła i znowu będzie to samo... – Frank się wkurzył. – Mi by stanęło – dodał. – Kurwa, nie mogłeś jakoś się wykręcić?! – ryknął na Bogu ducha winnego chłopaka.
– Co się czepiasz, a co miałem zrobić?!  
– Nie wiem, jesteś jej bratem, znasz ją lepiej! – brunet krzyczał coraz głośniej, podburzony dzisiejszymi wydarzeniami, które w tej chwili skumulowały się w jeden wielki kłębek agresji.
– A kurwa, spierdalaj, co ci dziś jest, do chuja?! – zagrzmiał Travis. – Zatrzymaj się!
– Dobra, sorry, wkurzyłem się – Frankowi natychmiast zrobiło się głupio, że tak ostro wyjechał.
– Stań!
– No nie świruj, zaraz dojeżdżamy. Sorry, kurwa, mam doła, temu tak mnie ciśnie – mruknął brunet.  
– Co jest? – Travis nieco ochłonął.
Franka coraz bardziej korciło, żeby wyrzucić to z siebie, lecz nie dał rady. Wiedział, że po wywaleniu z siebie prawdy będzie mu lżej i w duchu łudził się, że może chłopak pomoże mu wybrnąć z tej sytuacji, pogada z siostrą, przekona, lecz nadal nie miał odwagi się przyznać, gdyż po prostu, najzwyczajniej w świecie bał się teraz przyjaciela.
– Frank!!! – ryknął Travis. – Gdzie ty jedziesz?! – roześmiał się.
– O kurwa! – brunet ryknął śmiechem, zatrzymał się i zaraz cofnął o kilkadziesiąt metrów. – Sorry...
– O czym tak myślisz, chłopie? Dobrze, żeś na drzewo nas nie wsadził – cieszył się 22-latek, do tego humor podsycała mu jeszcze śmieszna, zbłąkana mina kumpla.  
– O niczym.
– Kurwa, stary, pogadajmy, przecież jestem facetem i przełknę wszystko, co by to nie było – ponowił próbę Travis. – Wal!
– Zdradziłem ją... – mruknął w końcu brunet, miał już dość.
– Co...? – Travis szeroko otworzył oczy, jakby nie dosłyszał, albo może myślał, że źle słyszy, przecież to do cholery Frank, przecież on zawsze za nią w ogień...
– No tak, zdradziłem. Nie będę się tłumaczył, bo tu nie ma czego tłumaczyć, zjebałem sprawę i już. No trudno, stało się, nie wiem, co mi odwaliło w tym durnym łbie..? Po prostu odwaliło – dodał kierowca, ciężko wyciskając słowa.
– Trudno...?!!! – huknął pasażer, mówiąc to takim tonem, że Franka ciarki przeszły. – Kurwa! – ryknął ponownie i szybko wysiadł z auta.
– Travis! – krzyknął za nim 23-latek, chcąc natychmiast załagodzić sytuację, może w jakikolwiek sposób spróbować się chociaż wytłumaczyć, coś dopowiedzieć, wyjaśnić...?
Był totalnie zaskoczony, absolutnie nie spodziewał się takiej reakcji ze strony kolegi.  
– Muszę to przemyśleć, odezwę się – rzekł zimno Travis i ruszył w stronę domu.
– Kurwa! – ryknął Frank, trzepnąwszy rękoma w kółko przed sobą.  
"I jeszcze ten się obraził, no ładnie, kurwa...!” – pomyślał, mając już szczerze dość wszystkiego, w tej chwili czuł się, jakby wszyscy go opuścili i miał ochotę po prostu się napić, upić i iść spać. Spojrzał na zegarek – 21:19. Nie chciał wracać do Ricksów, tym bardziej, iż wiedział, że Laura ma komórkę, w której były bardzo niepożądane rzeczy, bał się, co zrobi, jak obejrzy film. Nie chciał znów patrzeć na jej wariacje i się wkurwiać, do tego niepokoiło go, że pod wpływem obejrzanego video konsekwencje zdrady mogą być miażdżące, w końcu nie wiadomo, w jaki nastrój wpadnie, co zrobi... odwala jej przecież. I jeszcze Jenny, która tam jest, więc cały czas będzie stał mu w oczach ten nieszczęsny seks, a nie miał ochoty znowu się katować... choć sam jest sobie winien.
Teraz najchętniej pojechałby do domu, ale jak Laura będzie protestować? Dziś już przecież nie chciała go wypuścić...
I nagle wykombinował! Może po prostu w progu odda któremuś z małżonków kluczyki i po problemie. Ale co, jak się wkurzy jeszcze bardziej? Nie dość, że zawalił, to jeszcze dojdzie do tego pojebany foch, że ją zostawił...
  Zadzwonił telefon i Frank wrócił do żywych. Komórka grała, a on siedział jak zaczarowany, nie sprawdziwszy nawet, kto to. Urządzenie zamilkło, żeby po chwili zadźwięczeć ponownie, co tylko podnosiło chłopakowi ciśnienie. W końcu spojrzał na wyświetlacz, lecz nie znał tego numeru. Odebrał.
– No kurwa, Frank, czemu nie powiedziałeś, że bierzesz samochód?! – rozdarł się wściekły David.
– Sorry, myślałem, że szybko obrócę, a ty się domyślisz – wybąkał byle jak.
– No kurde, stary, nie mogłeś krzyknąć przez okno? – głos blondyna nieco się uspokoił.
– Przepraszam, już wracam. Wyjdź przed dom, dobra?
– Dlaczego?
– Wyjdź, ok? Jak mała?
– Śpi.
– To tym lepiej. Za kilka minut będę – rzekł brunet i zakończył rozmowę.
Niemrawo ruszył, czuł się strasznie dziwnie. Nie miał pojęcia, czy to strach przed konsekwencjami zdrady, przed niewiedzą, co jej powie, jak zapyta: "dlaczego”, czy może dręczył go po prostu ten jebany film? Nie wiedział już nic, a chęć na alkohol stawała się coraz większa, co mu się raczej nie zdarza.
Dojechał w niecałe dziesięć minut – David siedział na dużej ławce przed domem. Frank od razu oddał mu kluczyki i poprosił markotnie:
– Możesz mi przynieść moją flaszkę? Muszę się napić.
– Co się stało?! – David zmarszczył nieco brwi.
– Nic, po prostu chcę się przejść, ale chyba pojadę dziś do domu i przyjadę rano. Jakby mała pytała, to powiedz, że matka mnie ściągnęła, ok?
– Stary, co jest? – powtórzył blondyn widząc, że chłopak strasznie sposępniał.
Gdyby wiedział, co jest jedną z przyczyn tego nastroju, nie wypytywałby się już tak troskliwie, tylko zapewne od razu przyjebał mu w gębę.  
– Kurwa, nic, nie pytaj, dobra? Dasz mi tą wódkę?
Pan Ricks już nie drążył, tylko schował się w domu. Po chwili wyszedł i podał kumplowi alkohol.
– I gdzie chcesz iść? Będziesz szedł i pił? Bez sensu. Chodź do domu, tam się napijesz – naciskał David.
– Nie, muszę połazić. Czy mała oglądała coś w swojej komórce?  
– Nie wiem, jak byłem w salonie, to nic takiego nie zauważyłem, poza tym zasnęła zaraz po tym, jak wyszliście, a co?
– Nic, tak pytam... Dobra, spadam, jakby coś się działo, to wiesz... To twój numer, z którego dzwoniłeś?
– Tak.
– Ok, zaraz sobie zapiszę. Jakbym jednak nie wrócił, tylko pojechał do domu, napiszę – mruknął 23-latek i już chciał odejść, ale David go zatrzymał.
– Frank, a czemu do domu? Przecież miałeś nocować z Laurą.
– Nie wiem, głowa mnie boli już od tego wszystkiego, muszę chwilę odpocząć. Nie wiem jeszcze, czy pojadę, czy wrócę, powiedziałem, że napiszę – burknął zniecierpliwiony chłopak, odkręcił flaszkę i jak rasowy menel, głęboko pociągnął z butelki.
– Zamierzasz wypić prawie litra? – zaśmiał się blondyn. – Oj, jutro będzie jebać...? – chichotał i Frank lekko wygiął usta, lecz trwało to tylko chwilę, za moment ponownie wyglądał jak z krzyża zdjęty. – Dobra, idź, podumaj, ale może wróć? Będziesz się ciągnął do centrum? Zostawię otwarte drzwi – rzekł David widząc, że chłopak chciałby już zostać sam.
– Dobra, zobaczę. Na razie – wybełkotał brunet i natychmiast się oddalił.
Sprawdził godzinę – dochodziła dziesiąta i na dworze był już gęsta szarówka. Wyszedł na chodnik, wypił kolejny, potężny łyk, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie, zerknął przelotnie w stronę domu, którego widok jeszcze bardziej negatywnie go nakręcił i ruszył w kierunku miasta. Znów włączyło się myślenie, a znikająca coraz szybciej w gardle gorzała jeszcze bardziej napędzała smutne, dołujące perspektywy. Już nawet nie film, nawet i nie gwałt, tylko ta nieszczęsna zdrada coraz bardziej gryzła chłopaka, gdyby tylko mógł cofnąć czas...
Szedł już dobre pół godziny, a w butelce, która pierwotnie zawierała około siedmiuset mililitrów, z sekundy na sekundę, zostawało coraz mniej zawartości, w końcu wyschła, co zaowocowało tym, że brunet był już nieźle wycięty.
Nie był pijany, lecz mocno podpity i owszem, ale że nadal szedł dość stabilnym krokiem, postanowił jeszcze się doprawić i zaczął rozglądać za sklepem. Nie szukał długo, już po kilku metrach doszedł do jakiejś rudery z szyldem o "imieniu” "Toby’s Market” i zaraz znalazł się w środku. Nabył kolejne pół litra i wznowił podróż, będąc już około dwóch, może trzech kilometrów od centrum miasta.
Nie czekał na zaproszenie, tylko szybko odkręcił trunek i przyssał się do szkła. Po tej sporej dawce alkoholu myślał już o wszystkim: o zdradzie, gwałcie, Jimmym; Amber, której najchętniej by w tej chwili wpierdolił; Mattcie, jak mu idzie podryw; porwanej Emmie, oraz o znienawidzonym ojcu, i nie wiedzieć czemu, na tej myśli akurat się zatrzymał, w tym momencie chyba każdy sposób na budzenie w sobie coraz większej wściekłości był dobry.
Nagle rozbrzmiało: ”Uważaj!!!", po czym rozległ się głośny pisk samochodowych opon, donośny, grzmiący huk uderzenia i przeszywający krzyk młodej, przerażonej kobiety...

1 855 czyt.
100%122
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2952 słów i 17465 znaków, zaktualizowała 22 lut 2017.

2 komentarze

 
  • zabka815

    zabka815 · 22 lut 2017

    Super    jak zwykle czekam na więcej  

  • Black

    Black · 22 lut 2017 · 196859647

    W takim momencie... Będzie ciężko wytrzymać do kolejnej części