Szare istnienie - zmiany #13

– Dario, chodźmy do tamtego ogródka, nie chcę wpieprzyć się na matkę, która zaraz będzie zrzędzić – poprosiła luźno Emma, wskazując palcem wnętrze lokalu.
– Ok.
Szybko przeszli przez pub i wyszli z drugiej strony. Laura nieco odetchnęła, lecz nadal czuła się dość dziwnie w obecności chłopaka. Nie była już pijana, więc i odwaga z niej uszła. Darren wyglądał na sympatycznego, rozmawiał także ciepło, ale przecież znały go tylko "chwilę” i nie mogły wiedzieć, czego się tak naprawdę można po nim spodziewać. No i ten kumpel.
– Hej – szturchnął ją w ramię.
– Musisz przywyknąć, ona czasem tak ma – wtrąciła Emma, bez skrupułów odgryzając się za wcześniejsze pyskówki brunetki.
– Ojojoj – warknęła Laura, zaśmiawszy się po chwili z własnej odzywki.
– Uczycie się jeszcze? – zapytał rozbawiony Darren, widząc, że brakuje konkretnego tematu.
– Nie.
– A co robicie? No w sumie durne pytanie, są wakacje – uśmiechnął się. – Pójdę po piwo, bądźcie grzeczne – rzekł, unosząc swoją pustą szklankę i zniknął w lokalu.
– Em, a co będzie, jak on zaraz wróci, a nas nie ma. Na pewno się wkurwi, jest taki sam, jak Frank – wkurzająco nadopiekuńczy. Będzie gadka – rzekła Laura.
– Przestań, powiemy, że spotkałyśmy ludzi ze szkoły i tyle. Jesteś jego własnością? – odparła szyderczo Emma.
– Nie, ale nie wiesz, gdzie jesteśmy? Niecałe dwieście metrów od jego domu, a jak niechcący tu wpadnie? Albo ktoś znajomy? Z moim szczęściem nie zdziwiłabym się wcale.
– No to co? Powiemy: "cześć” – zachichotała blondynka.
– Tak, jasne, dla ciebie zawsze wszystko przychodzi tak łatwo, jestem tylko ciekawa, jak zachowasz się w rzeczywistości – walczyła Laura, wkurzona beztroskim podejściem przyjaciółki. – Nie wiem, czy Billy byłby zadowolony, widząc cię tu z jakimś – muszę to, niestety, przyznać – przystojniakiem – Laura wyszczerzyła zęby.
Emma nie zdążyła się odgryźć, bo Darren pojawił się w ogródku w towarzystwie wysokiego, niezbyt urodziwego blondyna. Na widok nieznajomego Laurze od razu skrzywiła się twarz. Ubrany w drogie ciuchy, obwieszony dość grubym, złotym łańcuszkiem chłopak od razu nie przypadł dziewczynie do gustu. Dzieła interpretacji dopełnił duży, srebrny, warty co najmniej kilkaset dolarów zegarek; Laura od razu poczuła, że ten żywcem wyrwany z ekskluzywnego salonu koleś będzie zadufany w sobie, a takich dziewczyna nie cierpiała.
– Nawet się nie waż – szepnęła Emma, celnie odczytując minę koleżanki, dobrze wiedziała, co jest grane.
Laura milczała.
– Dziewczyny, to jest Patrick – Darren wyszczerzył zęby.
Przybysz podał dłoń przyjaciółkom, przy czym Laura musiała naprawdę dać z siebie dużo, aby nie poczęstować chłopaka zgryźliwą miną. Uśmiechnęła się mdło i natychmiast chwyciła za szklankę, wypijając wszystko jak zawodowy nałogowiec.
– Widzę, że smakowało – rzekł zadowolony Dario. – Pójdę po jeszcze.
Patrick usiadł naprzeciwko Emmy i od razu upił piwa, zdawał się być zdenerwowany. Milczał. Darren chyba wiedział, że kumpel jest zagubiony, bo wrócił bardzo szybko, dumnie stawiając przed brunetką wino.
– Ty – szturchnął kumpla – laski nie chcą zawinąć na imprezę. Może ty je przekonasz?
Patrick spojrzał na niego, zdziwiony, uśmiechając się jedynie w odpowiedzi.
– Spoko, jest nieśmiały, trzeba mu procentów – zaśmiał się szatyn.
– Czyli pasowałby do Laury – wystrzeliła Emma, bardzo z siebie zadowolona.
– Spierdalaj – warknęła brunetka, coraz konkretniej czując działanie alkoholu.
– Hej, dziewczyny, spokój – zaśmiał się Darren. – Wy tak zawsze?
– Tak, jak słyszę durne gadki – syczała Laura, wywołując u chłopaka głośny śmiech.
– No tak, jak to nastolatki. Aha, zapomniałbym, macie pozdrowienia od Jestera – wyjechał wesoło.
– Też go pozdrów, jest słodki. Czemu go nie wziąłeś? – zapytała Emma.
– Jadę popić, poza tym nie raczej wpuściliby go do knajpy. Jak będziecie miały chwilę, możemy znowu spotkać się nad jeziorem. Jeszcze pewnie przez miesiąc albo i lepiej będzie gorąco. Trzymajcie, jak tylko będziecie miały ochotę… – szatyn podsunął kartkę pod nos Emmy, zauważył chyba, że Laura wygląda, jakby chciała kogoś ugryźć.
– Ale my wyjeżdżamy i nie wiemy, kiedy wrócimy – wyjaśniła blondynka.
– Kiedyś wrócicie – odparł Darren. – A ty co? Śpisz? – szturchnął kumpla, który siedział jak manekin.
– Nie śpię – mruknął Patrick.
Laura była szczerze zdziwiona. Widząc go, wchodzącego do ogródka, odniosła całkiem inne wrażenie, spodziewała się raczej chwalącego się kasą, zarozumiałego typa z nadętym ego, nie nieśmiałego i cichego chłopaka.
Wykończyła kolejną porcję, kiedy Emma wypiła dopiero pierwszą, i była już nieźle podpita.
– Idę po drinka. Co chcecie? – zapytała, podnosząc tyłek, ostatnimi czasy alkohol zdecydowanie za bardzo jej posmakował.
– Masz kasę? – zapytała Emma.
– Coś tam mam.
– Pójdę z tobą, masz coś przeciwko? – rzekł nagle Patrick i dziewczyna zdębiała, mimo, że jej podejście co do nowego znajomego nieco się ociepliło, nie miała najmniejszej ochoty na towarzystwo.
– Nie – odparła brunetka, w końcu co innego mogła powiedzieć.
Spojrzała na Emmę – złośliwy uśmieszek figurował pod jej nosem. Zmarszczyła się w odpowiedzi i ruszyła w stronę pubu.
– Pójdę do toalety – oznajmiła blondynowi i schowała się w łazience.
Z każdym kolejny łykiem złość z niej uchodziła, aczkolwiek nadal nie była zadowolona, w końcu miała posiedzieć sama z przyjaciółką, nie niańczyć jakichś nieznajomych świrów. Po chwili jednak pomyślała, że przecież sama nie raz zachowywała się tak samo i teraz dopiero zrozumiała, jak śmiesznie musiała wtedy wyglądać i jakie to było głupie. Od zawsze wkurzała się na siebie za to, że nazbyt często w nieznajomym towarzystwie robi się dzika i zachowuje dziwacznie, lecz mimo tego, że nieraz próbowała się wyluzować, jej wewnętrzne "ja” zwyciężało i nic nie mogła na to poradzić. Taka po prostu była.
Zaczęła się też zastanawiać, czy przypadkiem to, że coraz więcej popija, nie jest efektem tego właśnie zachowania. Po alkoholu stawała się odważna, czasem nawet pyskata i podobało jej się to, niemniej jednak wiedziała, że przegina i postanowiła, że jak wyjadą, uspokoi się.


Po dłuższej chwili załatwiła w końcu sprawy i wyłoniła się z toalety. Patrick stał przy barze i czekał.
– Fajnie, że jesteś, już myślałem, że tam usnęłaś – rzekł z miłym wydźwiękiem, uśmiechając się przyjaźnie.  
Mimo, iż nie zaliczał się do przystojniaków, z tym uśmiechem wyglądał całkiem inaczej, o wiele luźniej i weselej, teraz zdecydowanie stał się facetem do pogadania.
– No wiesz… jestem dziewczyną, potrzebuję chwili – odparowała Laura.
Chęci na dokuczenie chłopakowi już wyparowały, aczkolwiek ta niegroźna pyskówa sama wcisnęła jej się na usta.
– Co pijecie? – zapytał, ściskając w ręku portfel.
– Ja zapłacę – oznajmiła dziewczyna.
– Może innym razem, co?  
– Dlaczego? Czy kobiety nie mogą postawić facetom drinka? – Laura zaczęła się uruchamiać.
– Mogą, ale po co? Kobiety powinny roztaczać nieodparty urok i ściągać kasę z kolesi – zaśmiał się Patrick. – Wiem, że to zabrzmi wyniośle, ale wierz mi – stać mnie – dodał zawadiacko, jego zachowanie zmieniło się o nagle sto osiemdziesiąt stopni.
Laura była kompletnie zaskoczona, spodziewała się raczej, że w milczeniu załatwią sprawy we wnętrzu lokalu i w takim samym milczeniu wrócą do towarzyszy.
– Ok, jak chcesz. Ale nie wiem, co piłam, jakieś wino – rzekła dziewczyna, czując się coraz swobodniej.
Chłopak szybko dowiedział się, co zamawiał kolega i poprosił o to samo, z tą różnicą, że całą butelkę, do tego zamówił też dwa piwa i pizzę, i gdy już dokonał formalności, chwycił wino i z miłym: "zapraszam”, wskazał Laurze ręką wyjście.
– Rozdrabniasz się – zaśmiał się do kumpla, stawiając na stole butelkę.
Darren się uśmiechnął. Laura spojrzała na przyjaciółkę – wyglądała na zadowoloną.


Siedzieli pochłonięci pogaduszkami już dość długo i rezultacie dziewczyny wypiły całą butlę wina, jedząc przy okazji dość pokaźne porcje pizzy. Nastawienie Laury do blondyna zmieniło się całkowicie, przegadała z nim prawie cały ten czas. Dowiedziała się, że ma dwadzieścia dwa lata, studiuje psychologię, ma dwie młodsze siostry, jego ojciec jest inżynierem pracującym gdzieś w krajach azjatyckich, a matka profesorem literatury.
Darren mimo, że to raczej Laura podobała mu się bardziej, wsiąkł w rozmowę z Emmą i chyba dobrze im się rozmawiało, o czym świadczyły wydobywające się co chwila z ich ust wesołe śmiechy.
– Kurde, kochanie, ale będziemy miały pozamiatane – zapiszczała nagle pijana już Emma, ciesząc się do przyjaciółki. – Musimy coś wymyślić – dodała, pieszcząc się jak mała dziewczynka.
– Która godzina? – zapytała, czy raczej wymamlała Laura.
– Wpół do szóstej – odparł Patrick.
– Co? Kurwa, już wpół do szóstej? A gdzie druga, trzecia, czwarta i piąta? – zapiała głośno brunetka, po czym uderzyła w śmiech.
Alkohol jak zawsze znów zaczął ingerować w jej zachowanie i było jej już bardzo dobrze.
– Laski się najebały, czuję się winny – zaśmiał się Darren, robiąc niewinną minkę.
– A żebyś wiedział. Ale to nic, od przybytku głowa nie boli – rzekła czupurnie Laura.
Spojrzała na Patricka, który od dobrych dwóch godzin siedział już obok niej – patrzył na nią z przyjaznym politowaniem, uśmiechając się szeroko.
Odwzajemniła uśmiech i upiła łyk soku, który kupili faceci.


Do ogródka weszło czterech podpitych chłopaków i od razu spojrzeli w ich stronę. Nikt nie zwrócił na nich uwagi, do czasu, kiedy po upływie kolejnych minut jeden z nich, wysoki, chudy, z wredną gębą podszedł do ich stolika.
– Cześć, dziewczyny – wyszczerzył zęby. – Nie macie czasem ochoty zmienić miejscówy? – zapytał, zionąc wredną pewnością siebie.
– Nie – odparła grzecznie Laura, choć poczuła się dziwnie.
– Na pewno? To może my się przysiądziemy?  
– Odejdź, koleś – poprosił Darren, lecz nie zrobił tego zbyt hardo.
– Dlaczego? Przecież jestem miły, nie? Ej, Elmo, dziewczyny zapraszają nas do stolika! – krzyknął w stronę kolegów.
– Naprawdę?!  
– No pewnie, znudziło je chyba towarzystwo! – drwił, alkohol raczej nie wpływał pozytywnie na jego zachowanie.
Teraz już procenty nie pomogły i Laura się wystraszyła, zadając sobie przy okazji pytanie, dlaczego zawsze garnie do siebie jakichś niebezpiecznych bydlaków. Wiedziała, że podoba się mężczyznom, ale czemu zawsze zaczepiają ją ci chamscy i podejrzani?
Popatrzyła na Emmę – wyglądała podobnie.
– Odejdź, proszę, jak nie chcesz napytać sobie biedy – rzekł Patrick, który mimo ewidentnego zagrożenia, zachowywał stoicki spokój.
– No dawajcie, laskom skończyła się butelka! – krzyknął ponownie typ i bezczelnie posadził tyłek obok Laury, przesuwając ją przy okazji na środek ławki.
Dziewczyna struchlała.

553 czyt.
100%141
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1922 słów i 11586 znaków, zaktualizowała 10 gru 2018

Komentarze (1)

 
  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK 19 gru 2018

    Kochana kiedy kolejna część?