Szare istnienie #119

Szare istnienie #119

– To gdzie? – Jimmy zapytał ponownie.
– Nie wiem, nie znam tej okolicy. Byłam tu tylko dwa, może trzy razy z Emmą, jak jeździła pracy do tej suki, swojej matki – warknęła Laura.
– Jest wredna?
– Wredna?! – dziewczyna uniosła brwi. – To szmata, zupełna ignorantka. Jak Emma zaginęła, dzwoniłam do niej, pytałam, opierdoliłam ją nawet, i co? I nic. Stwierdziła, że nic ją to nie obchodzi! – wyjaśniła, wkurzona.
– Więc może wcale nie zgłosi, jak młoda pojedzie.
– Nie zgłosi? Jimmy, na jakim ty świecie żyjesz? Ona nawet, jak się nie martwi – w co szczerze wątpię – to zrobi to tylko i wyłącznie po to, żeby pokazać, co to ona może i zagrać Emmie na nerwach. Nie rozumiem. Ona zawsze była nadopiekuńcza, biegała nawet za nami, jak spotykałyśmy się ze znajomymi, uwierzysz? I takiej kichy potrafiła dziewczynie narobić, że większej już się chyba nie da. Więc jeśli wtedy pilnowała jej, jak nawiedzona, dlaczego teraz zupełnie olała to, co do niej mówiłam? I jeszcze nazwała ją dziwką. No co za rura! – wzburzyła się Laura, mówiąc coraz głośniej.
– To gdzie? – wtrącił kierowca, gdyż właśnie przejechali przez North Bridge, największy z trzech mostów.
– Mała? – Jimmy chwycił rękę dziewczyny.
– Nie wiem.
– Co chcesz zjeść?
– Hamburgera – uśmiechnęła się.
– Co?! Przejechaliśmy pół miasta dla hamburgera? – zaśmiał się chłopak.
– Przejechaliśmy pół miasta, żebym nie nadziała się na rodzinkę – odparowała. – I dla hamburgera – dodała czupurnie.
Jimmy rozradował się już na całego, rozłożyła go na części pierwsze.
– Oj, śliczna, ale cię fajnie merdnęło – chichotał, ale zaraz zwrócił się do kierowcy. – Zna pan jakąś knajpę z dobrymi hamburgerami?
– Tak, są tu dwie, często tam bywam. Robią doskonałe i duże kanapki – odparł facet.
– Niech pan jedzie.


Pod barem zatrzymali się zaledwie chwilę później. Laura nie spuszczała już głowy, wiedziała, że nie ma szans, aby spotkała tu kogoś z rodziny. Usiedli przy stoliku na samym końcu i zaraz podeszła do nich młoda, ruda dziewczyna z zapytaniem o zamówienie.
– Cheeseburgera z warzywami i… – rzekła Laura, ale się zacięła, gapiąc się w kartę.
Eliza – jak widniało na plakietce stała i cierpliwie czekała.
– Śliczna – ponaglił Jimmy.  
– Są tu takie drinki? Nie wiem, jak się nazywał – brunetka podsunęła kartę pod nos chłopaka.
– To nie był drink z karty – odparł z uśmiechem Jimmy. – Macie wódkę? – spojrzał na pracownicę lokalu.
– Tak.
– To pięćdziesiątkę z sokiem żurawinowym sto procent i plasterkiem cytryny. Da się zrobić? Macie taki sok?
– Jasne – ruda szeroko się uśmiechnęła, gapiąc się jak najęta na chłopaka.
– To super. I taką samą kanapkę i piwo – Jimmy skorygował zamówienie i dziewczyna się oddaliła, oglądając się jeszcze po drodze.
– Napaliła się na ciebie – zaśmiała się Laura.
– To ma problem – odparł luźno Jimmy.     
– Jimmy, a co by powiedział Derek, gdyby wiedział, kim jest matka Emmy? – wyjechała nagle Laura, która zakręcona alkoholem nie miała już problemów z zadawaniem pytań.
– Nie wiem, ale myślę, że byłaby lekka lipa. Chociaż w takich towarzystwach szanuje się kobiety kumpli, kim nie byłaby ich matka, powinnaś o tym wiedzieć – dodał, nie chcąc, aby dziewczyna zaczęła się denerwować. – A powiedziałem o was dlatego, żeby nie było niespodzianek, jakby niechcący wpadł bez zapowiedzi.
– A pomyślałeś o tym, co będzie, jak wpadnie tam policja nasłana przez tą sukę? Narobicie problemów i sobie, i jemu.
– Mała, ta chata jest tak bezpieczna, że bezpieczniej już się chyba nie da, rozumiesz?
Na stół wjechały napoje i Laura natychmiast przykleiła usta do szklanki, mieszanka, którą dziś już piła bardzo przypadła jej do gustu.
– Widzę, że posmakowało – zauważył Jimmy.  
– Tak.
– Chata jest czysta – chłopak wznowił wątek. – Fakt, jest w samym centrum, ale najciemniej pod latarnią, prawda? Poza tym w sąsiedztwie mieszka masa naszych ziomków, więc gdy tylko pały pojawią się w okolicy, pierwszy będę o tym wiedział. No i Derek, on ma sporo wtyczek w policji, więc też dużo wie. Uspokoiło cię to?  
– Nie bardzo.
– Śliczna, wyluzuj, będzie dobrze, chyba, że po prostu nie chcesz jechać – dociekał, niepewnym głosem.
– Nie wiem. Może i chcę – przyznała się w końcu, bo jednak ją korciło, w czym wódka bardzo pomagała. – Ale matka… Najbardziej tym się martwię.
– Ty chcesz jechać, czy teraz alkohol? – ironizował ciepło Jimmy.
– Żaden alkohol, czy ja jestem pijana? – obruszyła się nastolatka.
– Niewiele już brakuje – droczył się chłopak.
– Spadaj, jeszcze wiele mogę – dziewczyna walczyła dzielnie.  
– Oczywiście – potwierdził grzecznie, wylewając uśmiech na całą swoją twarz.
– Spadaj, kmiocie – warknęła.
Jimmy zarechotał głośno, obejmując, tym razem bardzo delikatnie Laurę w pasie.
– Musze cię kiedyś nagrać – oświadczył.
– No i gdzie te kanapki? – Laura zmieniła temat, uśmiechając się pod nosem.
– Zaraz będą, spokojnie. Minęły trzy minuty.
– O trzy za długo. Jestem głodna.
– Nie zemdlejesz? – Jimmy znowu zaczął.
– Zemdleję.
– To świetnie, będę miał okazję zrobić usta, usta. A możesz zemdleć już teraz? – ironizował, zadowolony.
– Żebyś się nie zdziwił. Spadaj – nastroszyła piórka, zawstydzona, że znów znalazł odzywkę.
– Śliczna… – Jimmy ze śmiechem zajrzał jej w oczy.
– Jestem głodna.
– Zaraz będzie, wyluzuj – powtórzył brunet. – Śliczna, a może po prostu pogadaj z nią wprost? – chłopak nagle zmienił temat, wracając do osoby pani Anderson.
– Tak? To niewykonalne, żeby się zgodziła, a nawet, jeśli JAKIMŚ CUDEM by się udało, to przecież zaraz tatuś będzie się wtrącał i moje wysiłki i tak pójdą na marne. On zawsze ją przekabaci.
– Tatuś… – Jimmy parsknął śmiechem. – Masz na niego parcie, nie ma co – brechał.
– Bo to tatuś. Wszystko musi widzieć, do tego jest wredny – skwitowała Laura, delikatnie szczerząc zęby.
– Smacznego – na stole pojawiły się dwa talerze, lecz nie z dużymi, a z ogromnymi kanapkami.
– Dziękuję – mruknęła Laura i natychmiast wgryzła się w hamburgera.
Jimmy już jej nie zaczepiał, tylko pozwolił w spokoju zjeść. Skończył pierwszy, lecz Laura nie była gorsza, bo też już miała resztkę, dziwiąc się przy okazji, jakim cudem wcisnęła w siebie tak dużą porcję. Zadzwonił telefon bruneta i gdy tylko chłopak odebrał, Laura usłyszała głośny szmer. Od razu poznała, kto dzwoni, Susan nie zachowywała się zbyt cicho.
– Dobra, nie umrzesz. Daj mi chwilę, jestem z dziewczyną, tak? Zjemy, pogadamy i zaraz przyjedziemy – rzekł zirytowany chłopak.
Sue znowu coś powiedziała i Jimmy zakończył rozmowę.
– Tęskni – zaśmiał się. – Śliczna, możemy jechać? Diablo chce jeszcze zamienić ze mną dwa słowa i czeka. No, ale jeśli chcesz posiedzieć, nie ma sprawy, zadzwonię i umówię się z nim później.
– Co z Amber? – zapytała niespodziewanie nastolatka, przełykając ostatni kęs, który zaraz popiła, kończąc tym samym drinka.
Język już nieznacznie zaczął jej się plątać, ale zignorowała to.
– A co ma być? – zdziwił się Jimmy.
– Nie wiem, czuję, że to się dobrze nie skończy.
– Laura, co jest z tobą? – chłopak się zbulwersował. – Naprawdę przejmujesz się tą suką? Co się dzieje? – naciskał.
– Nie przejmuję się, po prostu nie chcę, aby Sue przesadziła. A z resztą, jebię to, ma szmata w końcu to, na co zasłużyła – Laura nagle zmieniła swoją postawę, wprowadzając bruneta w niemałe osłupienie; wódka coraz bardziej wypierała z niej wszelkie skrupuły.
– No właśnie, i tego się trzymaj. Jestem z ciebie dumny – rzekł zadowolony chłopak, ucałowawszy policzek nastolatki. – To co, możemy jechać, czy chcesz zostać, albo pojechać jeszcze gdzieś?
– Jedźmy.
Jimmy skinął na barmankę, która w okamgnieniu przyniosła rachunek w postaci dwudziestu jeden dolarów. Laura nie czekając na wywody bruneta, bez słowa położyła na paragonie dwudziesto- i pięciodolarowy banknot.
– Mała… – obruszył się.
– Ja płacę, ja chciałam tu przyjechać – odparła sucho.
– Ok – ustąpił, nie widząc sensu sprzeczania się o głupoty, zwłaszcza, że mina Laury była dość chmurna.  


– Piękna, chodź, zajdziemy jeszcze do sklepu – poprosił chłopak widząc, że Laura już kieruje się w stronę jego domu.
Chodziła odrobinę niezgrabnie, a oczy już jej błyszczały. Nie była jeszcze pijana, lecz podpita i owszem, ale sporo dziś zjadła i to było bardzo dobre posunięcie, w przeciwnym wypadku zapewne byłaby już nawalona, jak smok.
Nie sprzeciwiała się, tylko udała z chłopakiem do najbliższego sklepu. Już nie chowała się za czapką, głowę trzymała uniesioną.
– Co bierzemy do picia? – zapytał chłopak.
– Sok żurawinowy – odparła pewnie.
– Ok, a coś jeszcze?
– Nie.
Jimmy kupił trzy soki i kilka batoników. Po wyjściu ze sklepu od razu wręczył Laurze małą, granatową tekturkę.
– Wziąłem za trzy dychy. Myślę, że na razie wystarczy, a potem się dokupi – wyjaśnił szybko.
– Jimmy, ale ja tak nie chcę – dziewczyna od razu zaprotestowała.
– Mała, musisz mieć doładowany telefon, jak gdziekolwiek zadzwonisz? Nie rób problemów z głupot, ok? – tłumaczył spokojnie.
– Oddam ci za tą kartę – poinformowała od razu, tonem nie uznającym sprzeciwu.
– Dobrze, piękna, wrzuć na luz – zaśmiał się chłopak i minutę później przekraczali już próg jego domu.

***

Ja nie wiem, czy to złośliwie mi się rozłazi, czy jak? Może jakiś pomysł, poradę, jak wreszcie przestać wdawać się w pogaduszki, oraz zaprzestać pisania innych pierdół, które same bezczelnie włażą mi na "papier"? Chcę wreszcie zakończyć, a tu jak po złości! Szlag mnie chyba trafi i jasna cholera! :(  
Pozdrawiam :*

875 czyt.
100%119
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1719 słów i 10292 znaków, zaktualizowała 13 mar o 12:38

Komentarze (9)

 
  • Olciaa

    Olciaa 22 marca

    Kiedy cos nowego zawita ??

  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 15 marca

    Niech cię ten szlag trafi, bo ja chcę jeszcze poczytać   

  • Zuzaa

    Zuzaa 15 marca ip:89204153

    Ja jestem za tym żebyś pisała jak najdłużej sie da !  

  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK 14 marca

    Super    kiedy kolejna część?  

  • aKubek

    aKubek 13 marca

    Uhuhuhu Śliczna  dobrze Ci idzie

  • Black

    Black 13 marca

    Nie marudź mała, przynajmniej można poczytać coś dobrego

  • Fanka

    Fanka 13 marca

    Kochana moje modły słuchasz, by nie kończyć

  • AnonimS

    AnonimS 13 marca

    Bardzo fajnie Ci się to rozłazi . Aż się uśmiałem z niektórych tekstów. Pisz dalej a my poczytamy.

  • Marida

    Marida 13 marca ip:21376164

    Dobrze jest