Szare istnienie - zmiany #10

Szare istnienie - zmiany #10Od razu sprawdziła lodówkę i rzeczywiście – prócz masła i resztek sera świeciła pustką.  
– Poczekaj chwilę – poprosiła i zniknęła w swoim pokoju, wracając po chwili z dwoma piwami. – Gdybym zostawiła, już by nie było – uśmiechnęła się tępo, podając chłopakowi jedno.
– Gdzie młody? – zapytał Jimmy.
– Nie mam pojęcia. Ale dziwisz się? Siedziałbyś w tym chlewie?
– Może poszedł po chłopaków – zaśmiał się Jimmy.
– Kurwa, nie ironizuj, dobrze? – syknęła Susan, ze złością otwierając butelkę.  
– Wyganiasz starych? Zdaje mi się, że mówiłaś coś innego.
– Nie starych, tylko tych tam, ale widzę, że nie dociera – warknęła Sue, zamaszyście odwróciła się na pięcie i ponownie wtargnęła do pokoju.
Jimmy migiem ruszył za dziewczyną, której prezencja była coraz bardziej niepokojąca. Chłopak mimo iż jej rodzice byli, jacy byli, bardzo ich lubił i nie chciał, aby kumpeli coś głupiego strzeliło do głowy, co zakończyć się mogło tylko i wyłącznie rękoczynami.
Znał możliwości dziewczyny spowodowane zapewne tym, co przeszła za młodu, dlatego bał się, aby sytuacja nie wymknęła się spod kontroli. Wiedział, że ojciec bił ją, gdy była jeszcze małolatą, a potem nastolatką, co trwało do czasu, gdy Sue w końcu podrosła i nakręcona używkami, stłukła go dotkliwie nogą od stołu. Od tamtej pory ani razu nie podniósł już na nią ręki, co więcej – zaczął niewątpliwie bać się dziewczyny, gdyż od tego czasu, jaki pijany by nie był, zawsze starał się unikać z nią utarczek.
– Kurwa, macie wadę słuchu?! – ryknęła blondynka, stając nad głową starszej z nieznajomych i raz po raz zerkając na młodą dziewczynę.
Jimmy odniósł wrażenie, że pomimo stanu upojenia, w jakim się znajduje, dwudziestoparolatka jest wystraszona i dlatego boi się ruszyć z miejsca.
– My do ciebie tu nie przyszliśmy – wybełkotała bezczelnie starsza kobieta, najwyraźniej nie wiedząc, jaka jest Sue.
To wystarczyło, bo Susan już nie dyskutowała, tylko zamachnęła się porządnie i chciała uderzyć nieznajomą, lecz Jimmy chwycił jej rękę.
– Zostaw, nie widzisz, że zaćmione mózgi. A wy nie słyszeliście? Wypierdalać! – nakazał złowrogo, wskazując palem drzwi. – No już!
– Puść – poprosiła grzecznie dziewczyna, lecz nie posłuchał.
– Chodźcie – rzekła wreszcie młoda nieznajoma, wstając z miejsca, lecz do jej kompanów jakby nie docierało, bo nie zareagowali. – No chodźcie, kurwa, wstawaj! – dziewczyna podniosła głos i łapiąc kobietę za fraki, agresywnie postawiła ją do pionu; najwyraźniej nie była aż tak pijana, na jaką wyglądała. – Idziemy! Roy, wychodzimy! – sugestywnie kopnęła mężczyznę, ciągnąc koleżankę w stronę wyjścia.
– Przyjdziemy potem, albo wy przyjdźcie do nas – rzekł mdło facet, po czym niechętnie wstał i machnąwszy ręką w geście rezygnacji, pokiwał się w stronę korytarza.
Sue w asyście bruneta odprowadziła towarzystwo i szeroko uchyliła przed nimi drzwi.
– I nie ma żadnego "potem”, zrozumiano? Jak jeszcze raz was tu zobaczę, wszyscy dostaniecie w pierdol – poinformowała sucho, po czym z hukiem zamknęła skrzydło. Zaraz je jednak otworzyła i wystawiła głowę przez szparę.
– A ty, młoda? Zupełnie nie rozumiem, jak możesz ciągać się z takimi brudasami? Zmądrzej trochę – dodała i teraz już delikatnie zamknęła za nimi drzwi.
Spojrzała na kumpla – szczerzył się pod nosem. Szturchnęła go i ciężko usiadła na kuchennym stołku.
– Pijmy i jedźmy, bo zaraz mnie coś trafi – mruknęła zła.
– Myślisz, że nie wrócą?
Sue tylko wzruszyła ramionami, wyjęła komórkę i wybrała numer brata.  
– Wyłączony, czyli szybko nie wróci – oznajmiła.  
Jimmy milczał, uśmiechając się ciepło.
– Powiedziałeś jej? – zapytała nagle dziewczyna.  
– O czym? – chłopak ze zdziwieniem zmarszczył brwi.
– No nie wiesz, o czym? – blondynka uśmiechnęła się zaczepnie.  
– Po co? Nie byliśmy razem, zresztą nadal nie wiem, czy jesteśmy, więc chyba nie mam obowiązku – odwarknął Jimmy, czując niemałe zakłopotanie tym nieoczekiwanym pytaniem.
– A powiesz? – kontynuowała zadziornie dziewczyna.
– Nie wiem, pewnie kiedyś powiem, choć czy to ma jakieś znaczenie? – uśmiechnął się.
– Em połapała – stwierdziła Susan, radując się od ucha do ucha.
– Wiem, więc pewnie sama wygada – rozpromieniał brunet. – Pij i idziemy, może w końcu przylazą – dodał i odstawiając pustą butelkę, wstał od stołu.



– Jak wam to zostawię, będziecie grzecznie siedzieć w domu? – zapytała Susan, pokazując rodzicom ściśnięty w dłoni, studolarowy banknot.
– No jasne – wypaplał ojciec, próbując strugać luzaka, lecz oczy wyraźnie zabłyszczały mu żądzą na widok pieniędzy.
– Na pewno? I nikogo w domu! – nakazała dziewczyna.
– Dobrze.
– Dobrze? A czemu wam nie wierzę?
– Sue, po co nam goście, skoro dasz nam pieniądze? – wtrąciła matka. – Ale zostawisz parę papierosów? – poprosiła niepewnie.
– Przecież będziecie mieli stówę, nie możecie sobie kupić?
– No ale wiesz… – kombinowała kobieta.
Sue westchnęła ciężko i wyciągnęła paczkę z kieszeni.  
– Jimbo, daj swoje, moje zostały u ciebie – dziewczyna spojrzała na kumpla.
Dał jej paczkę z zawartością dwunastu sztuk, którą włącznie ze swoimi pięcioma położyła na stole i znów wgapiła się w ojca.
– Ma być tu porządek, rozumiesz? Jeśli nie dotrzymacie słowa, nie dostaniecie już ode mnie ani grosza.
– Będzie – wypaplał mężczyzna i od razu chwycił za paczkę.
– Pamiętaj! – powtórzyła Sue, kładąc na stole banknot i chwilę później zamykała drzwi na klucz.


– Patrz – szturchnął ją Jimmy, wskazując siedzącego na ławce Tommy’ego.
– Młody! Chodź tu! – krzyknęła dziewczyna i chłopak zaraz znalazł się przy siostrze.
– Widziałaś? – zapytał wściekły, podając rękę brunetowi.
– Już ich nie ma. Jadłeś coś?
– Tak. Gdzie twoja koleżanka?
– Nie ma. Młody, jadę do niego – Sue wskazała bruneta – i nie wiem, czy dziś wrócę. Masz pieniądze?
– Coś tam mam. Czemu nie ma? – dopytywał chłopak.
– Bo nie ma, przestań już – wkurzyła się Susan. – Tommy, zostawiłam im parę groszy, więc powinno być spokojnie. Nie rób żadnych komedii. Trzymaj – podała bratu kilka dwudziestodolarówek. – I zrób jakieś zakupy, takie na dziś, muszą przecież coś żreć.
– Nie będę nic kupował. Komu, pijakom? – wzburzył się Tommy.
– Tommy, oni już nie wrócą. Ta młoda była nieźle zasrana, myślę, że nie pozwoli im już przyjść – rzekła spokojnie dziewczyna. – To jej starzy?
– Nie mam pojęcia.
Podjechała taksówka.
– To dawaj z nami – zaproponował Jimmy.
– Nie, zamierzam się najebać – odparł trochę luźniej Tommy, wskazując dwóch siedzących na ławce chłopaków w podobnym do niego wieku.
– Co to za typy? – zapytała Sue.
– Kumple z centrum, są w porządku.
– Tommy, nie wpierdol się w kłopoty! – ostrzegła dziewczyna.
– Na razie – odpowiedział wesoło chłopak i operując soczystym uśmiechem, szybko się oddalił.  
Po chwili się jednak odwrócił.
– Aha, i dzięki za kasę! Zabrakłoby! – krzyknął radośnie, idąc tyłem i za moment, wielce zadowolony, klapnął obok kolegów.
– Mam nadzieję, że chuj dotrzyma słowa, bo nie wiem, co będzie, jak Tommy pijany wpadnie do domu, a tu kolejna impreza. A zresztą, jebię to... – oznajmiła Sue, zajmując miejsce z tyłu, obok Jimmy’ego.
– Będzie dobrze, przestań się już nakręcać. A nawet, jak nie będzie, porządne w pierdol jednemu z drugim nie zaszkodzi, pomijając, że się należy. I tak podziwiam typa, że tak długo wytrzymał, ja bym już kopał – odparł ironicznie chłopak.
Susan tylko westchnęła i się wyciszyła. Jimmy już jej nie zagadywał i w takiej atmosferze jechali całą drogę, lecz gdy tylko zbliżyli się pod dom chłopaka, oboje spojrzeli po sobie, zaskoczeni. Na ławeczce przed domkiem siedziało czterech chłopaków i bacznie obserwowali wysiadającą z auta parę.
– Przecież nic nie mam – rzekł brunet, zamykając drzwi taksówki.  
– Pewnie nie wiedzą.
Jimmy ruszył pierwszy i gdy tylko przekroczył bramkę, cała czwórka jak jeden mąż podniosła się z miejsca.  
– Witam! – rzucił luźno gospodarz, lecz jeden z facetów, zamiast tradycyjnego, wesołego powitania, z monstrualnie wściekłą miną podszedł do chłopaka i agresywnie pchnął go do tyłu…

541 czyt.
100%111
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1483 słów i 8743 znaków, zaktualizowała 25 paź 2018.

1 komentarz

 
  • zabka815

    zabka815 · 26 paź 2018

    Musiała skończyć w takim momencie . łapka w górę obowiązkowo