Szare istnienie #90

Szare istnienie #90Po wypiciu kolejnej pół butelki Emma nie mogąc usiedzieć już w miejscu, podniosła tyłek.
– Chodź poskakać! – wyszczerzyła zęby w kierunku Susan, która natychmiast wstała i w chwilę później znowu wariowały wśród ściśniętego tłumu, kręcąc się i skacząc jak szalone. Wydawały się być niezmordowane, a pulsująca w każdym zakamarku ich ciał muzyka niosła je coraz głębiej i głębiej w wir zabawy.
Wariowały w najlepsze, gdy nagle nastolatka zatrzymała się w bezruchu, wlepiwszy wzrok w bar. Poniesiona tłumem Sue zniknęła jej z pola widzenia. Dziewczyna stała jak słup, gapiąc się w jedno miejsce, po chwili jednak dziarskim krokiem ruszyła w tamtym kierunku.
– Oooo, jak miło! Witaj, kochanie! – zapiszczała, wyginając usta w sztucznym, złośliwym uśmiechu. – Widzę, że znalazłeś sobie nową ofiarę – rzekła, przechodząc z uśmiechu w monstrualnie gorzką minę. – Czy to tylko koleżanka? Ale jaka to różnica, dziury takie same, prawda? – ponownie wyszczerzyła zęby.  
Eloy stał jak słup, gapiąc się na nastolatkę, totalnie zaskoczony. Nie wypowiedział nawet słowa, kompletnie go przytkało.
– Cześć! Emma, jego wcześniejsza zabawka! – rzuciła szyderczo, podając dłoń stojącej obok niego, ładnej blondynce.
– Ej, odejdź stąd – teraz już zareagował, delikatnie odpychając dziewczynę.
– Dlaczego mam odejść? Nie chcesz porozmawiać o starych, dobrych czasach? Przecież ostatnio byłeś taki wygadany, a teraz co? Skończyły ci się tematy, czy gumki? No tak! Akurat w twoim przypadku, bez gumki, rozmowa mogłaby być dość ryzykowna, prawda, misiu? – kontynuowała perfidnie, kompletnie ignorując słowa chłopaka. – W "Stars” już wszystkie zaliczone, że przyszedłeś tu? Już cię zerżnął, czy na razie tylko popijacie drinki? – ponownie spojrzała w stronę towarzyszki "byłego”.
Ta stała w osłupieniu, nie mniej zaskoczona, jak Eloy, patrząc z niedowierzaniem na operującą diabelskim wyrazem twarzy nastolatkę. Ta stała luźno, w pozycji "spocznij”, trzymając ręce w kieszeniach. Nie wyglądała zbyt przyjaźnie. Chłopak chyba zupełnie zbłądził, bo znów zamilkł, nie spodziewał się zapewne takiej akcji.
– No, co, kotek? Odpowiedz mi – wznowiła Emma, przestępując na drugą nogę – Przecież tak dobrze nam było razem, dlaczego nie chcesz pogadać? – nękała chłopaka, do bólu zniesmaczona jego widokiem i perspektywą tego, że zapewne skrzywdzi tą biedną, nieświadomą niczego dziewczynę.
– Nie przejmuj się, to moja była i robi bezsensowne widowisko – wymruczał w końcu Eloy, lecz z jego głosu wypływała ewidentna niepewność, a może i strach. –Najwyraźniej boli ją, że między nami wszystko skończone – starał się mógł pozować na pewnego siebie ważniaka.
Emma roześmiała się na całe gardło.
– Skończone…?!!! Kurwa, jak może skończyć się coś, co się nawet nie zaczęło?! – rechotała. – Wiesz co…?! Powiem ci coś! – oświadczyła, gapiąc się na blondynkę. – Powiem ci szczerze, żebyś była świadoma. Tak, pieprzy się nieźle, to fakt, więc jeśli lubisz seks, to dobrze trafiłaś. Ale pamiętaj! To będzie tylko seks, bo nie licz na to, że połączy was kwiecista miłość. On lubi jedynie zerżnąć, a potem się schować. I nie zapomnij dać mu numeru telefonu, żeby miał możliwość napisania, że ma cię w dupie. Choć ciebie akurat może to nie dotyczyć, zajęty szukaniem nowego obiektu do ruchania może nie mieć czasu. I widzisz?! Ja to jestem szczęściarą, mnie spotkał ten zaszczyt, dostałam wiadomość. I nawet znalazł czas, to godne uznania poświęcenie. Ale napisał, to najważniejsze, jestem, kurwa, przeszczęśliwa…!!!
– Dość tego! – zagrzmiał w końcu Eloy i szarpnąwszy dziewczynę za ramię, poprowadził przed siebie.
– Puszczaj mnie, gnoju!!!  
Nie zareagował, tylko wyprowadził ją z dyskoteki, skręcił w lewo, w stronę końca budynku i agresywnie odepchnął w kierunku ściany.
– Co ty, kurwa, odpierdalasz?! – wydarł twarz.
– Jaaa?! – rozłożyła ręce w sardonicznym geście, unosząc brwi i szczerząc się prowokacyjnie. – Co ja robię?!!! – uśmiech zniknął. – Powiedziałam jej prawdę, żeby wiedziała, z jakim dupkiem tańczy!
– To nie twój interes, rozumiesz?! Poza tym gdzie są twoi koledzy? Ukradli mi telefon, wiesz o tym? Chcę go odzyskać, a jeśli nie, zgłoszę to – zagroził.
– Proszę bardzo – wskazała rękoma wejście do klubu i znów wyszczerzyła zęby, robiąc to do bólu złośliwie.
– Wiesz co? Teraz widzę, że miałem rację. Nadajesz się tylko do ruchania, gdyż patrząc na ciebie w tej chwili to rzeczywiście – wyglądasz jak kurwa – wyskoczył, chcąc usilnie odegrać się za jej kąśliwe słowa.
Z miejsca dostał potężny cios w twarz. Zamachnął się w odwecie, lecz dziewczyna ani drgnęła. Wywalił oczy, spodziewał się zapewne, że się wystraszy.
– Pojebana suka – burknął po chwili, wyraźnie skonsternowany, odwrócił się na pięcie i odszedł. – I żebym cię nie widział, rozumiesz?! – krzyknął jeszcze, wpieniony strzaskaną dumą, po czym schował się w lokalu.
Wściekła dziewczyna ruszyła za nim, lecz po wejściu do wnętrza skręciła w drugą stronę, rzucając jeszcze w kierunku chłopaka pełne "uwielbienia” spojrzenie. Doszła do stolika i zamaszystym ruchem usiadła obok Chrisa.  
Sue i Jimmy’ego nie było.
– Piękna, co się stało? – natychmiast zauważył.
– Nic!
– Emma…!
Nastolatka się nie odzywała, po chwili jednak uśmiechnęła się do siebie serdecznie, pomyślawszy, jak ładnie przedstawiła Eloya jego nowej koleżance. Była bardzo usatysfakcjonowana. Sama chwyciła butelkę i zapełniła szkła.
– Żono, co jest? – Chris nie odpuszczał, widząc jej reprezentacyjną minę.
– Nic, spotkałam jednego dupka, którego nie miałabym ochoty akurat dzisiaj oglądać, ale cóż… Nawet w najporządniejszym lokalu można znaleźć jakieś brudy – odparła szorstko.
– Wkurzyłaś się, co? Coś się stało między wami, coś ci zrobił?
– Nie, dogadałam mu tylko i sobie poszłam – wyjaśniła, zadowolona.
Olała Eloya i przykre wspomnienia, radość powróciła. I tak przecież nie cofnie czasu, dała więc sobie spokój z rozdrapywaniem ran, poza tym w tej chwili miała to głęboko gdzieś.
– Żono, na pewno wszystko ok? Nie patrz na mój charakter, tylko powiedz. Jeśli coś jest nie tak, możemy to wyprostować, nie życzę sobie, aby ktoś psuł ci wieczór – Chris nie mógł darować.
– Wszystko ok, naprawdę.
Widząc, że cieszy się od ucha do ucha dał wiarę jej słowom i zakończył temat.  
Jimmy z Susan wrócili.
– Co tam? – brunet się uśmiechnął.
– Dobrze – Emma odwzajemniła uśmiech.
– Co tam robiliście? Nie było was piętnaście minut – zapytał Chris.
– Nie interesuj się – usłyszał od Sue, której głos był nieco dziwny. Emma od razu zinterpretowała sprawę po swojemu i uśmiechnęła się delikatnie.

Wypili dwie kolejne flaszki. Nastolatka przez cały wieczór zażyła w sumie niezbyt dużą ilość kokainy, dlatego też po wypaleniu skręta i wypiciu połowy trzeciej butelki była już dość mocno podpita. Mimo, iż jej stan ewidentnie się zmienił, chęć na narkotyk nie zniknęła, raz czuła używkę, raz nie, co bardzo drażniło dziewczynę. Wspomagana alkoholem nie mogła jednak usiedzieć w miejscu, dlatego też co chwila wracała na parkiet i tam dawała upust swojej spowodowanej brakiem proszku frustracji i tańczącej w niej energii.
Wariowała dość długo, w końcu się jednak zmęczyła i zgrzała, wyszła więc na zewnątrz, chwiejąc się już lekko na nogach. Nie powiadomiła ekipy, bo i po co? Przecież zaraz wróci.  
Usiadła na murku, sącząc dopiero co otwarte piwo, które bez problemu kupiła. To raz mocniej, raz słabiej uderzało jej do głowy, dlatego też piła coraz szybciej, chcąc zagłuszyć chęć na kokainę, która także targała nią jeszcze na przemian.
– Eeemmaaa?!!! – usłyszała nagle.
Nie zdążyła zorientować się, kto to, bo ten ktoś w okamgnieniu uwiesił się na jej szyi, dusząc dziewczynę – Co ty tu robisz?!  
– A ty?! – nastolatka natychmiast wyraziła swój zachwyt szerokim uśmiechem, widząc po chwili Natalie, kumpelę z byłej szkoły, dziewczynę w jej wieku.
Także mocno ją uściskała, bardzo lubiła koleżankę.
– Chodź! – ta natychmiast pociągnęła ją za dłoń żądając, aby wstała.
– Gdzie, po co? – zapytała zaskoczona blondynka.
– Chodź, chłopaki są na tyłach.
W okamgnieniu naszła ją ochota na spotkanie, dobrze wiedziała, o kim mówi Natalie, aczkolwiek wolałaby powiadomić pozostałych, że zniknie na chwilę, żeby jej nie szukali.  
Wstała z miejsca.
– Poczekaj chwilę, nie jestem sama. Powiem im, że wrócę za "potem” i zaraz tu wrócę, ok? – zaśmiała się, słysząc sama siebie.
– Ok.
Ruszyła do klubu, lecz tuż po przekroczeniu progu zatrzymała się. Pomyślała o towarzyszach zabawy i nagle przyszło jej na myśl, że gdy powie im o starych kumplach, ktoś z nich zaraz będzie chciał z nią iść, a ona nie miała zamiaru, aby znajomi widzieli, z kim przyszła. Nie to, żeby się ich wstydziła, chciała po prostu uniknąć zbędnych pytań i tłumaczeń. Natalie i ekipa nie należeli raczej do ludzi cnotliwych, ale po co ryzykować? A Chris jakby się uparł, to i tak przecież nie posłuchałby jej próśb, czego by mu nie powiedziała, i tak poszedłby z nią.
Zawróciła.
– Ok, idziemy – rzekła wesoło, ponownie widząc twarz czekającej na nią, wyższej o pół głowy brunetki.
– Gdzie Laura? – zapytała Natalie.
– W domu.
– W domu? – szerzej otworzyła oczy. – To z kim przyjechałaś? Czemu ich nie zawołałaś?
– To nie wasze klimaty, oni mają trochę inny światopogląd – Emma wyszczerzyła zęby, kończąc piwo i ciskając butelkę w pobliski krzak.
Kiwała się coraz mocniej, alkohol sprawował się na medal.
– Nieźle cię już ruszyło, ileś ty wychlała? – zaśmiała się kumpela.
– Duuużo – weseliła się Emma.
Doszły za budynek, weszły na niewielki, oddalony o jakieś sto metrów, porośnięty trawą nasyp, po czym zeszły z drugiej strony.
– Patrz, kto idzie?!!! – nieopodal rozbrzmiał szczęśliwą barwą męski głos. – Em, a ty skąd się tu wzięłaś? – niedowierzający koleś zaraz uściskał dziewczynę, a po nim drugi.
– Cześć – uśmiechnęła się delikatnie.
Alex i Peter byli rodzonymi braćmi, z których pierwszy uczył się w klasie z Emmą i Laurą, drugi natomiast z jej koleżanką.
– Gdzie Anderson? – zapytał Alex, nieco wyższy od brata, jasnowłosy, ścięty na jeża chłopak.
– Kurde, co wy z tą Laurą? Została w domu – fuknęła z sympatią nastolatka, siadając na nasypie i zaraz dostała kolejne piwo.
– Ty i Anderson oddzielnie? Muszę to gdzieś uwiecznić! – orzekł chłopak, który także był już w wyraźnie wskazującym stanie. – Co u was?
– Wszystko po staremu – odparła Emma, która w tej chwili miała szczerze w dupie krzywdę przyjaciółki.
Narkotyk nie dawaj jej spokoju, uparcie wiercąc w niej dziurę "braku czegoś”, starała się jednak odgonić od siebie te myśli. Wiedziała, na co się pisze, co powiedział jej Jimmy, a zwłaszcza potem Chris i Susan, i to właśnie ich słowa dodawały jej nieco otuchy.
– Czemu nie wzięłaś Laury? Sto lat jej nie widziałem – wtrącił Peter, chłopak mający identyczny kolor włosy, co Alex.
Ogólnie byli do siebie dość mocno podobni, lecz tylko z wyglądu, wyższy z nich był zdecydowanie bardziej figlarny i nieokrzesany.
– Od niecałych dwóch miesięcy! – sprostowała Emma, ciesząc się.  
Była niesamowicie zadowolona z tego spotkania. Po chwili trzydziestotrzymililitrowa butelka skończyła się tak szybko, jak się zaczęła i poleciała w bliżej nieokreśloną stronę.
– A tobie co? Brałaś coś? – zapytał bez zwłoki Alex widząc, w jakim tempie kumpela opróżniła szkło. – No pewnie, jest nawalona jak smok! – zajrzał jej w oczy, brechając.
Nastolatka skomentowała to jedynie chichotem i dostała kolejną butelkę. Po upływie pół godziny wypiła już trzy piwa, lecz nadal jako tako trzymała się na nogach, choć w głowie miała już niezły mętlik.
– Jedziemy do "Twistera”, nudno tu! – zaproponowała nagle Natalie. – No i będzie bliżej do chaty!
– Po co tam? Źle ci tu? – szturchnęła ją Emma.
– No pewnie. Chodźcie, pojedźmy – nalegała brunetka. – Kupimy tu jeszcze tylko wódkę, bo mamy pieczątki i spadamy.
Emma mimo pyskówki do koleżanki mocno nakręciła się na wizytę w skateparku, kochała to miejsce i dawno tam nie była. W tej chwili olała Jimmy’ego, Chrisa i Susan, alkohol, kokaina i trawa kompletnie zagłuszyły jej zachowanie "fair” w stosunku do znajomych. ‘Wyjaśnię im później, nie obrażą się przecież” – pomyślała, dziś wszystko wydawało jej się takie proste i łatwe.
– Idziemy! – nakazała euforycznie i ruszyła się z miejsca. – Tylko tamtędy – wskazała ulicę znajdującą się z drugiej strony budynku.
– A twoi znajomi? – zapytała kumpela.
– Są dorośli, ja też. Jutro im wyjaśnię – usłyszała zdecydowaną odpowiedź.
– Ok, jak chcesz – rzekła Natalie i na tym dyskusja zakończyła swój bieg.
Emma dołożyła dziesięć dolarów, Alex, który wyglądał nieco poważniej od brata zakupił alkohol i po kilku minutach mknęli już taksówką do ich starego miejsca posiedzeń, do którego dotarli po niecałym kwadransie.
Nie zastanawiali się, gdzie iść, od razu wiedzieli, że małe, zaledwie kilkuosobowe, drewniane altanki będą najodpowiedniejsze.  
– Z czego zmierzasz pić tą wódkę? – zapytała Emma, sadzając tyłek i patrząc na Alexa.
– Spokojnie, mamy tu pełny asortyment – uśmiechnął się, stawiając plecak na stoliku, z którego po chwili wyjął dwa kieliszki, dwa kubeczki i paczkę dużych chipsów.
– Aaaa, czyli już chlaliście dziś! A do mnie się pruje! – zaśmiała się nastolatka, szturchając w ramię siedzącą obok koleżankę.
– Ale ja nie łażę slalomem – odparła Natalie, chichocząc.
Po chwili byli już po "zabiegu” i nagle Emma coś sobie przypomniała! Natychmiast wstała i wsadziła rękę do kieszeni – nic się w niej nie zmieniło.
– A ja mam skręta! – zatańczyła radośnie, chełpliwie machając przed sobą dłonią z blantem, który, o dziwo, się nie połamał, nie pogiął się nawet.
– Spoko. Skąd masz? – zapytał Peter.
– Dostałam – oświadczyła dumnie i posadziła tyłek na miejsce.
Zabawa się rozkręcała…



– Gdzie jest młoda? – zapytała Susan, spoglądając na zegarek – 00:20, dziewczyny nie było już dobre czterdzieści pięć minut.  
– Nie wiem, pewnie gdzieś fika, nieźle się odpaliła. Zmęczy się, to wróci, robi pauzy mniej więcej co pół godziny – zaśmiał się Chris.
Sue to jednak nie przekonało, bo zapaliła papierosa, chwyciła piwo i wstała.
– Przejdę się – oznajmiła i moment później krążyła już między tańczącymi.
Sporo ludzi się już wykruszyło i zrobiło się o wiele luźniej, co bardzo ułatwiło obserwację parkietu. 27-latka przeleciała wzrokiem po wszystkich bawiących się, następnie sprawdziła bar i toaletę, ale nastolatki nie znalazła. Wyszła na zewnątrz. Stało tam kilka rozbawionych grupek, lecz i tam nie wypatrzyła 18-latki, postanowiła więc okrążyć budynek wiedząc, że tam także często siedzą imprezowicze, no i chciała się też trochę przewietrzyć.
Rozejrzała się wkoło, nadal jednak nigdzie nie widać było dziewczyny i Susan zaczęła się powoli denerwować. Polubiła ją, nie była więc zachwycona jej zniknięciem, tym bardziej wiedząc, w jakim jest stanie.
Wróciła do chłopaków.
– Kurwa, Mnichu, nigdzie jej nie ma. Mówiła coś? Że gdzieś wychodzi? – zapytała, opierając ręce o stolik.
– Nie. Przecież tańczyła niedawno przed naszym nosem.
– Kurwa, Chris, mówiłem ci, żeby nie dawać jej prochu?!!! – zagrzmiał Jimmy, wstając z miejsca. – Widziałeś, jak ją trzepnęło! Teraz polezie, nie wiadomo, gdzie, albo jeszcze gdzieś wlezie i narobi sobie przypału… w najlepszym wypadku! – grzmiał. – Jak coś jej się stanie, śliczna urwie mi łeb! Idziemy!  
Ruszył przed siebie, nie czekając na przyjaciół, ci jednak zaraz ruszyli za nim. Jeszcze raz obeszli cały lokal, niestety, bez powodzenia. Wyszli na zewnątrz.
– Już sprawdzałam – powiedziała Susan widząc, że Jimmy także chce kierować się za budynek.
– Idziemy jeszcze raz – zarządził Chris, sprawdzili więc ponownie, lecz Emma przepadła jak kamień w wodę.
Miejsce, w którym siedziała było w dość sporej odległości, dlatego też nie mogli usłyszeć dziewczyny, poza tym od dobrej pół godziny już jej tam nie było.
– No kurwa, Mnichu, to już nie są żarty. Nawaliła się wszystkiego, czego tylko mogła się nawalić, jeszcze ktoś gdzieś ją zerżnie – brunet był coraz bardziej zdenerwowany.
– A odwal się ode mnie, nie ma chyba pięciu lat, nie?!!! – huknął Chris. – Nie była na tyle wykręcona żeby nie wiedzieć, co robi!
Jimmy tylko machnął ręką i sięgnął po telefon. Po krótkiej rozmowie oświadczył:
– Zaraz przyjedzie Kenny, bo jest jeszcze w mieście. Poszukamy jej.
Ford pojawił się bardzo szybko.  
– Kenny, przejedziesz po centrum i pozaglądamy gdzieniegdzie, ok? Małolata nam zaginęła, jeszcze wpakuje się w jakieś kłopoty – rzekł Jimbo, ładując się na przednie siedzenie.
– Nie ma sprawy, mów, gdzie jechać.

Objechali całe miasto, zaglądając do najbardziej popularnych do spotkań miejsc, ale przyszło im z tego jedynie rozczarowanie.  
– To nie ma sensu, ona może być wszędzie. Kenny, jedź do mnie. Kurwa, co jej do łba strzeliło, żeby się ulotnić? I gdzie poszła? A może sama nie poszła, może ktoś jej pomógł? Nie wiem już, kurwa – wściekał się chłopak, który także bardzo polubił nastolatkę i martwił się o nią dobitnie.
– Może przyjdzie tu – mruknął Chris, z którego cały dobry humor już dawno wyparował.  
– Nogi jej z dupy powyrywam! – fuknęła nagle rozgniewana Susan, która od dobrych kilku minut się nie odzywała.  
Jimmy spojrzał na zegarek – 01:12. Zadumał się chwilę i nie mając już innego pomysłu, wybrał numer Laury. Wiedział, że jeśli ktoś może ją znaleźć, to tylko ona.
– Gdzie dzwonisz? – zapytała Sue.
– Do jej kumpeli. Cicho!
Czekał kilka sygnałów, lecz dziewczyna nie odbierała, zadzwonił więc kolejny raz, oczywiście z podobnym skutkiem. Zrozumiawszy, że nastolatka na pewno boi się odebrać, napisał wiadomość o treści: "Laura, odbierz, chodzi o Emmę”, sprawdził jeszcze, czy jest ok i kliknął: "wyślij", po czym usiadł zrezygnowany i mocno zaciągnął się papierosem.

1 551 czyt.
100%113
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3319 słów i 19232 znaków, zaktualizowała 21 cze 2017.

3 komentarze

 
  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 · 21 cze 2017

    ,, Emma, która w tej chwili miała szczerze w dupie krzywdę przyjaciółki"- No i właśnie to mi nie pasuje \(•-•)/

  • Naznaczona

    Naznaczona · 21 cze 2017

    Ciekawe Ta Emma to ma mocny łeb, normalny człowiek wykitowałby już po połowie tego, co ona wypiła.

  • zabka815

    zabka815 · 21 cze 2017

    A to Emma   .Czekam na kolejna część dodaj szybciutko plissssss.......