Szare istnienie #1

Szare istnienie #1

Dramat/środowisko/miłość.
Fabuła w większości opiera się na prześladowaniu i w dalszej części bywa dość (a raczej trochę bardziej, niż "dość") brutalna, lecz nie brakuje w niej też flirtu i odrobiny humoru - informuję gwoli nakreślenia charakteru opowiadania!
Serdecznie proszę o opinie i komentarze, oraz sugestie i porady, które pomogą podciągnąć się w kwestii pisania. Za ewentualnie pojawiające się błędy przepraszam, zostaną poprawione.
P.S. Co do tytułu - nie wiem, czy akurat taki tu pasuje, ale już się do niego przywiązałam. Może macie inne pomysły?
Z góry dzięki za odwiedziny i pozdrawiam! :*

UWAGA! OPOWIADANIE ZAWIERA WULGARYZMY ORAZ NIECENZURALNE, BRUTALNE WĄTKI!

***

– Kończ już zamiatać tą podłogę, za piętnaście minut ma być otwarte! – krzyknął nagle za plecami dziewczyny właściciel lokalu. Laura aż podskoczyła, nieźle ją wystraszył.
Niewysoka, drobna brunetka, zaczęła operować miotłą nieco szybciej, pamiętała notoryczne groźby faceta w kwestii zwolnienia jej z pracy. Gdy skończyła, chwyciła za mop i zaczęła przecierać pod stolikami.
– Jesteś tu od godziny i dopiero to robisz?! – huknął ponownie mężczyzna, pojawiając się za nastolatką – dziewczyna już od dnia zatrudnienia zauważyła, że gość ewidentnie ma do niej jakiś problem.
Milczała i robiła swoje. Spojrzała na zegar nad barem – dochodziła 10:00. Zaczynała się denerwować, za chwilę do pracy miał przyjść barman, który był w stosunku do niej tak samo nieuprzejmy.
Panna nie wiedziała, dlaczego obaj panowie czują do niej taką niechęć. Była młoda i niedoświadczona w kwestii pracy, ale to nie był powód do takiego traktowania. Chciałaby iść na studia, lecz nie było ją stać, gdyż od czasu śmierci ojca w jej domu nieszczególnie się przelewało. Niedawno skończyła osiemnaście lat i nie miała za dużego wyboru w kwestii zatrudnienia, więc chcąc na siebie zarobić, zgadzała się na takie warunki.
  
  
Trzasnęły głośno wejściowe drzwi. Nastolatka podniosła głowę i zobaczyła Jacka, barmana, którego z niepokojem oczekiwała. Zaraz po nim weszło dwóch gości, którzy pracowali na kuchni. Głośno rozmawiali i zaraz schowali się w wejściu za barem.
– Długo jeszcze będziesz spać nad tym mopem?! – wrzasnął Jack, zauważywszy, że Laura zagapiła się na widoki za szybą.
– Przepraszam – odparła i ruszyła na kuchnię po suchy sprzęt, aby wytrzeć wilgoć z posadzki.
– Znowu się na ciebie wydziera? – zapytał Frank, starszy z chłopaków, zawsze będący w stosunku do niej uprzejmy.
Dziewczyna nie odpowiedziała, w milczeniu grzebała się w schowku na środki czystości.
– Czemu mu w końcu nie odpyskujesz?! Pracuje tu niecałe pół roku, a panoszy się, jakby był nie wiadomo, kim! Ja bym szybko uciszył chama! – krzyczał z uśmiechem z drugiego końca kuchni.
Laura nadal milczała. Nie była wstydliwą osobą, ale przy starszych facetach skrępowanie pojawiało się zawsze. Młody mężczyzna miał dwadzieścia trzy lata, więc to była spora różnica.  
Wygrzebała w końcu nowy mop i założyła w miejsce starego. Wolno udała się na salę i zaczęła wycierać mokrą podłogę. Starała się to robić szybko, zwłaszcza, że za barem stało już dwóch prześladowców i o czymś rozmawiali. Za chwilę właściciel opuścił lokal.
– Ruszaj się dziewczyno, na kuchni też jest co robić! – huknął ponownie Jack.
– Zamknij w końcu mordę i nie drzyj się na nią. Sam weź szczotkę i posprzątaj, jak potrafisz lepiej i szybciej to zrobić! – zagrzmiał z kuchni Frank.  
W ścianie za barem był otwór, przez który wydawało się posiłki, więc gbur słyszał chłopaka bardzo wyraźnie. Ucichł, obserwując nastolatkę spod byka. Ta w końcu skończyła, pochowała wszystkie rzeczy i gdy weszła do kuchni, usłyszała od Franka:
– Możesz tu podejść?  
Zbliżyła się.
– Chcesz coś zjeść? Na pewno jesteś bez śniadania. Może być stek? Matt zaraz usmaży. Mam dość ociekających tłuszczem śmieci, ty chyba też? – uśmiechał się ciepło.
– Dzięki, nie jestem głodna – odparła, spojrzawszy na niego nieśmiało.
– Jakoś ci nie wierzę – roześmiał się. – Wstydzisz się zjeść śniadanie? Zupełnie niepotrzebnie.
– Nie wstydzę się, mam dużo pracy.
– Do piątej daleko, zdążysz się jeszcze napracować. Matt, usmaż trzy! – wrzasnął do kumpla. – Kuchnia jest duża, nie musisz jeść z nami – uspokajał dziewczynę.  
– Muszę sprzątnąć w chłodni – rzuciła głupio i odeszła.
– Widzę cię tu za dziesięć minut!  
Czas zleciał w okamgnieniu.
– Młoda, chodź! – Frank krzyknął bardzo punktualnie.  
Nie chcąc robić żenady, podeszła do kumpla. Zaraz dostała talerz ze stekiem, sałatkę i dwa tosty.
– Nie moja sprawa, co z tym zrobisz. Możesz zjeść, zostawić, albo wyrzucić. W każdym razie smacznego! – powiedział i nachylił się nad swoim posiłkiem.
Dziewczyna poszła na drugi koniec kuchni i zjadła przygotowane śniadanie  
– Dzięki! – krzyknęła do facetów, odstawiając umyty talerz.
– Ej...! Sprawdź w chłodni, ile mamy jeszcze frytek! – wrzasnął Matt.
Znalazła jedną, dużą paczkę.
– Jedno opakowanie – poinformowała, wróciwszy do kucharza.
– Co za burdel! Czy to ja mam myśleć o zaopatrzeniu?! Jest sobota, wczoraj wieczorem powinno być uzupełnione! – ryknął chłopak, rzuciwszy z łomotem garnek do zlewu.
– Zrobię sałatki i sam za godzinę pojadę do hurtowni. Nie pierwszy i nie ostatni raz –
– zaśmiał się Frank i podał Laurze jakąś dużą kartkę. – Widzisz te produkty? Idź i zapisz, ile ich jeszcze mamy w chłodni i w magazynku.
Dziewczyna chyba go nie zrozumiała, bo zrobiła nieco wystraszoną minę. Chłopak się roześmiał.
– To jest lista zakupów przywiezionych tydzień temu. Napisz, ile opakowań każdego z tych rzeczy jeszcze zostało. Będę miał rozeznanie, co dokupić. Tylko zrób to na oddzielnej kartce – dodał z zaczepnym uśmieszkiem.  
Nastolatka zażenowana faktem, że wykazała się głupotą i nie pojęła najprostszego zadania poszła zrobić to, o co prosił.  
Minęło dobre dwadzieścia minut, a dziewczyny nie widać. W końcu młody mężczyzna ruszył w stronę chłodni.  
– Masz jakiś problem? – zapytał.
– Jest jedno opakowanie frytek, ale oprócz tego jest jedno zaczęte.
– Sorry, zapomniałem ci wspomnieć, że otwarte też masz policzyć. Kto w ogóle je tu położył? Powinny być w zamrażarce na kuchni – chwycił otwartą mrożonkę i zajrzał w kartkę. – Zapisałaś już wszystko?
– Jeszcze chwila…
– Pośpiesz się. Matt się wkurza, bo nie ma niektórych składników. W tej kuchni zawsze jest jakiś problem. Dobrze, że za tydzień już mnie tu nie będzie – mruknął i wyszedł.
Małolata zrobiła dość dziwną minę po tym oświadczeniu. Posmutniała. Chłopak zawsze był dla niej miły i wstawiał się za nią, a teraz znowu będzie skazana na siebie. Poza tym miał uroczy uśmiech... jak wszystko zresztą.
  
  
Laura pracowała tam dopiero tydzień i przez pierwszy okres kompletnie nie zwracała na niego uwagi, zajmowała się zmywaniem garów. Poza tym nie miała czasu na przyglądanie się pracownikom. Dopiero, gdy trzy dni temu chłopak po raz pierwszy stanął w jej obronie, zauważyła, że ma to coś...

  
– Mała...! Nie śpij – znów nad nią zawisł. – Źle się czujesz?
– Nie, przepraszam.
– O czym tak rozmyślasz?
– O niczym, trochę boli mnie głowa – kłamała jak z nut.
– Daj mi to i idź się przebrać, pojedziesz ze mną – zabrał jej kartkę i długopis. – Matt nie może, bo ktoś musi zostać na kuchni, a mi przyda mi się pomoc – zakomunikował, zapisując ostatnie rzeczy.
– Nie mogę wyjść z pracy, wywalą mnie.  
– Spokojnie, nikt cię nie wywali, robienie zakupów to też praca. Zresztą Ben sam jest sobie winien, że nie pilnuje własnego biznesu.
Laura stała niezdecydowana.
– No idź, ubieraj się, nie ma czasu! – chłopak się zniecierpliwił.
Ruszyła w końcu do szatni i za chwilę była z powrotem. Frank jeszcze uzgadniał coś z kolegą i za chwilę ruszył w jej stronę z kluczykami w dłoni.
– Chodź – skinął głową.
Ruszyła za nim. Gdy wyszli z zaplecza, barman od razu wyskoczył:
– Dokąd?!
– Rób to, co robisz! – burknął Frank.
– Ona nie jest od zaopatrzenia – syknął Jack widząc, że chłopak ma świstek w ręku.
Ten zawrócił i podszedł do baru.
– Masz jakiś problem? Proszę bardzo! Za godzinę mam mieć to na kuchni! – trzepnął kartką o blat, przed samym nosem kolesia.
Za chwilę widząc, że Jack nie zwraca na nią uwagi i nadal wyciera ladę, wyjechał:
– Więc pilnuj baru i się nie wpieprzaj! – Idziemy – rzekł poirytowany do Laury.
Wyszli na zewnątrz i chłopak otworzył prawe, przednie drzwi srebrno-czarnego Mustanga.
– Wskakuj.
Panna wsiadła, a on otworzył bagażnik i schował w nim głowę. Po chwili usiadł za kółkiem i spojrzał na kartkę.
– Marnie z klientami. Coraz rzadziej dokupujemy produkty – oświadczył, choć raczej bez zbytniego przejęcia.
Wreszcie przekręcił kluczyk silnik – odpalił bardzo gładko. Dość mocno wcisnął gaz i ruszył. Samochód wyglądał na sportowy i miał niezłego kopa. Laurę nieco wcisnęło w fotel, gdy chłopak ruszał. Przez dłuższą chwilę siedzieli w milczeniu, w końcu zapytał:
– Jak masz na imię? Pracujemy razem tydzień, a nawet nie wiem – spojrzał na Laurę z uśmiechem.
Opowiedziała, z nutką skrępowania.
– Bardzo ładnie, pasuje do ciebie. Wnioskuję, że moje od dawna znasz, Matt wykrzykuje je co piętnaście minut. Wiecznie coś mu nie pasuje. Ale to świetny kumpel, tylko w pracy tak się unosi, bo też ma dość tego chlewu. I nie przejmuj się Jackiem, on nie tylko do ciebie się czepia. Do dziewczyny, która pracowała przed tobą, też się przypieprzał, w końcu miała dość i odeszła. To frajer, tak się zachowuje i na takiego wygląda. Do mnie ani do Matta nie ośmieli się podjechać, bo wie, że polegnie – zaśmiał się i zakończył temat, skupiając wzrok na drodze.
Milczał, lecz zerkał co chwila na nastolatkę. Gdy ich spojrzenia czasem spotykały się ze sobą, Laura momentalnie uciekała gdzieś wzrokiem. Frank widział, że panna czuje się przy nim trochę nieswojo, dlatego już nie zagadywał koleżanki. Wkrótce zatrzymał się pod dużym budynkiem.
– No to jak, uśmiechniesz się w końcu? – zapytał.
Zrobiła to, ale bardzo niemrawo.
– Oj, mała, co tak skromnie? Gdybym żywił się uśmiechami, po kolacji z twojego na pewno poszedłbym spać głodny – oświadczył i tymi słowami w końcu wymusił na dziewczynie chichot.
– No widzisz…? Jak chcesz, to potrafisz. Chodźmy, załatwmy to szybko. Nie lubię pałętać się po sklepach, a ten do najmniejszych nie należy.
Kilkanaście minut później mieli już w wózku wszystkie potrzebne produkty. Wyjechali nim na zewnątrz i chłopak zapakował wszystko z tyłu auta. Zmieściło się na styk.
– Cholera jasna! Ten samochód przeznaczony jest do innych celów, nie do wożenia zakupów! Ostatni raz się za to biorę! – huknął, mocno trzasnąwszy klapą bagażnika.
W drodze powrotnej 18-latka w końcu się odezwała:
– Dzięki, że się za mną wstawiłeś.  
– Nie ma sprawy, nie lubię typka. Jest bezczelny i tępy. Ben chyba nie wie, jaką ciotę zatrudnił.  
Nagle samochód się zatrzymał i Frank wystawił głowę przez okno.
– Wracasz od Davida? – zapytał jakąś dziewczynę, będącą mniej więcej w jego wieku.
– Tak.
– Gdzie twój samochód?
– Pojechaliśmy jego, a dziś nie mógł mnie odwieźć. Ma jakieś sprawy.
– Wsiadaj!
Klapnęła na tylne siedzenie. Frank poznał sobie obie panie, dziewczyny podały sobie ręce i chłopak ruszył. Małolata czuła się nieswojo, nie odzywała się. Frank dość długo spoglądał na towarzyszkę, w końcu wyskoczył:
– Frytki się nam rozmrożą! Jak je ponownie zamrozimy, to się zapewne wszystkie skleją! Chciałbym zobaczyć minę klienta, który dostaje kupę zbitych kartofli! – zaśmiał się na całe gardło, rozbawiając pasażerki. Po kilku chwilach zatrzymał Forda pod dużym domem i starsza z dziewczyn wysiadła.
– Dzięki. A teraz spadaj do pracy! – krzyknęła wesoło. – Miło było cię poznać – zwróciła się do Laury, nachyliwszy do przedniej szyby.
– Wzajemnie – wydusiła nastolatka.
Chłopak ruszył trochę szybciej. Laura jakby się bała tej agresywnej jazdy.
– Spokojnie, ja urodziłem się za kółkiem, poza tym musimy szybko dowieźć te zakupy. Nie będzie za ciekawie, jak to wszystko naprawdę się rozmrozi, Matt urwie mi głowę.
  

Za niedługi czas byli pod lokalem. Chłopak dał Laurze niewielkie pudełko z przyprawami, a sam wziął torbę z frytkami. Już po wejściu do baru krzyknął do Jacka:
– Rusz dupę po zakupy z samochodu!
Dziewczyna weszła do kuchni i chciała wręczyć Mattowi swoje pudełko.
– Zanieś do magazynu, na razie jeszcze mam.
Wykonała polecenie i poszła się przebrać. Gdy po powrocie zobaczyła, ile czeka ją zmywania, od razu zebrało się jej na płacz złości. Gary z kuchni, kufle po piwie i talerze klientów – multum rzeczy z dnia poprzedniego, porozstawianych było wokół dziewczyny.
– Przepraszam cię za te patelnie. Sam bym je umył, ale nie mam na to czasu! Czeka mnie kupa roboty. O pierwszej będzie tu masa ludzi, muszę się ze wszystkim wyrobić! –
– krzyknął Matt.  
Laura się zdziwiła, że chłopak ją przeprasza, przecież zmywanie to nie jego obowiązek. Chwyciła płyn, gąbkę i wzięła się do pracy. Po kilku minutach Frank wpadł do kuchni i od razu wyskoczył do kumpla:
– Ten gnój działa mi na nerwy! Knajpa jest pusta, są dwie osoby, a on z wielką łaską pomógł mi z towarem! Poczekam na Bena, skończy się jego cwaniactwo!
– Olej, za tydzień będziesz miał z głowy.
Małolata stała i przysłuchiwała się tej rozmowie. Nagle z baru przyszło zamówienie i po niedługim czasie kuchni rozszedł się dźwięk wrzuconych na ruszt hamburgerów. Frank w tym czasie wyjął kilka bułek, włożył w nie jakieś warzywa, kotlet i polał dwoma sosami, trzymając je w obu rękach. Umieścił kanapki na talerzach i postawił do wnęki przy barze. Za chwilę obok pojawiły się frytki. Zajrzał przez dziurę na salę i rzekł:
– Jest sobota, dochodzi 12:00 i nikogo nie ma. Dziś chyba będzie luz.
– Tak...? Zobaczymy za godzinę – roześmiał się Matt.
– Amber dziś pracuje? Jeśli o pierwszej przyjdzie takie samo bydło, jak tydzień temu, sami nie damy rady.  
Laura się skrzywiła, nie przepadała za nią. Tamta nigdy się do niej nie odzywała, ale wydawała się bardzo niesympatyczna. Poza tym naśmiewała się chyba z dziewczyny, bo za każdym razem, gdy przychodziła, miała podejrzanie dobry humor.  
Z zamyślenia wyrwał ją donośny dźwięk upadającej patelni. Ta stuknęła tak niefortunnie, że pękła w niej rączka, która zapewne była już uszkodzona. Nastolatka znieruchomiała, spanikowana. Frank usłyszał rumor i zaraz się pojawił przy nastolatce. Zobaczywszy połamany sprzęt, głośno się roześmiał.
– W końcu doczekam się na nową patelnię! – wrzasnął na całą kuchnię, ale dziewczynie wcale nie było do śmiechu. Stała i mało nie płakała.
– Nie przejmuj się, to złom. Wyświadczyłaś mi przysługę, od miesiąca nie mogę doprosić się o nowy zestaw.
Laura nie reagowała. Po chwili znowu nachyliła się do zlewu, choć miała już serdecznie dość. Chłopak chwycił jej rękę
– Czemu robisz to bez rękawiczek? Zniszczysz sobie skórę. Ten syf w garach jest naprawdę paskudny.
– Nie wiem – mruknęła.
Frank poszedł i przyniósł jej dwie pary. Spojrzał na zegarek nad wnęką i wrócił do swojej roboty. Dochodziła 12:45.
  

Dziewczyna umyła połowę brudów. Zmywak był ogromy, mieściły się w nim naczynia chyba z całej kuchni – tak jej się wydawało z tej złości. Ale codziennie robiła to samo i żyła, więc było jej już wszystko jedno, choć w tej chwili najchętniej poszłaby do domu. Po pół godzinie Frank znowu się koło niej pojawił i stanął obok, oparłszy się o ścianę.
– Ten zlew jest zdecydowanie za nisko – zakomunikował. – Jak zaczynałem tu robotę, też przy nim tyrałem. Po ośmiu godzinach nie czułem pleców. Odpocznij chwilę, już prawie nic nie zostało, a dziś raczej dużo zmywania nie będzie. Gdyby miało być, już by było.
– Muszę dokończyć – odparła, wskazując głową na dwa garnki i srebrną chochlę.
– Zostaw to i chodź. Przecież widzę, że masz dość – zdjął jej rękawiczki i pociągnął za rękę.
Zaprowadził dziewczynę na drugą stronę pomieszczenia i włączył wodę w czajniku. Pokazał jej dwa pojemniki.
– Tu masz kawę i cukier. Zrób nam i sobie, jak masz chęć. Po dwie łyżeczki i tyle samo cukru. Jak nie lubisz czarnej, w lodówce jest mleko.
– Nie piję kawy.
– Obok jest herbata. A może chcesz coś zimnego?
– Nie, herbata może być.  
– Jak będziesz czegoś potrzebować, nie wstydź się, wal śmiało… Jasna cholera! – zerwał się jak oparzony i migiem ruszył w stronę kuchenki. Chwycił stojącą na niej patelnię i z zawartością wrzucił do zlewu. Wydobył się głośny syk i po kuchni rozszedł się delikatny zapach spalenizny.
– Nie możesz zerknąć na patelnię?! – wrzasnął do Matta.  
Ten się tylko uśmiechał. Laura też rozweseliła się pod nosem. Zasypała dwie kawy, herbatę i czekała na wodę. Frank umył patelnię i ponownie postawił na kuchence. Był wściekły. Wyjął z lodówki dwa spore kawałki mięsa z kurczaka, rzucił na deskę i chwycił nóż.
– Miałbym już na michę sałatki, a teraz muszę znowu kroić! Zapamiętam to! – zagroził kumplowi.
Ten nadal milczał, śmiał się tylko, mieszając jakąś papkę. W końcu się jednak odezwał:
– Nie trzeba romansować w pracy – uśmiech się powiększył.  
Laura się speszyła. Frank już nic nie mówił, tylko wziął do pracy. Dziewczyna zaparzyła napoje, posłodziła i zaczęła przyglądać się chłopakowi, jak zgrabnie kroi mięso. Zrobił to w kilka chwil i wrzucił na patelnię.
– Jak tam kawa? – zapytał.  
– Już gotowa.
Podszedł do dziewczyny i chwycił za szklankę. Nie napił się wcale, umoczył tylko usta – wrzątku nie da się pić.
– Chcesz zmienić pracę? – wyjechał nagle.
Laura nieco osłupiała.
– Zmieniłabym, ale nie ma innej – powiedziała cicho.
– Pracowałaś kiedyś jako kelnerka?
– Nie.
– To twoja pierwsza praca?
– Tak.
– Mój ojciec otwiera restaurację, długo go namawiałem. Do końca następnego tygodnia lokal zostanie wykończony. Na pewno nie przyjął jeszcze nikogo do pomocy, mogę cię wkręcić, jak jesteś zainteresowana.
– Kochasiu, kurczak! – wrzasnął Matt.
Frank poszedł, podrzucił kilka go razy i wrócił.
– Być może też trafisz na zmywak, ale będziesz miała lepszą pensję, kogoś do pomocy i nikt nie będzie się na ciebie darł. W kuchni też się czasem przydasz, nie da się nieustannie zmywać garów.
– To dlatego odchodzisz?
– Jasne. Nie po to kończyłem szkołę, żeby smażyć hamburgery. Nie ma pracy w otwartych już restauracjach, więc będę miał swoją – rzekł zadowolony.
– Patelnia! – powtórzył przyjaciel.
Chłopak udał się do mięsa. Pomieszał, wziął kawałek do ust i wyłączył palnik. Przewalił wszystko do sporej michy, poszedł na zaplecze i przyniósł dwie puszki ananasa. Otworzył i odcedził do drugiej miski. Chwycił deskę, nóż, owoce i położył przed nosem nastolatki.
– Pokrój mi to wszystko w kostkę. To lepsze, niż zmywanie – uśmiechnął się i chwycił za kawę. – Nie musisz się śpieszyć, możesz najpierw spokojnie wypić herbatę – dodał.
Matt w końcu oderwał się od swoich zajęć i też złapał za kubek. Usiadł w kącie i odpalił papierosa, ale zaraz wstał i zajrzał do wnęki, po czym krzyknął:
– Co się dzieje?! Niedługo 14:00, a nikogo nie ma! Są jacyś faceci, ale piją tylko piwo! Dziś wcześniej do domu!  
– Złamas ich płoszy. Klienci widzą przez szybę jego parszywą mordę i omijają nas z daleka – zarechotał głośno Frank i towarzysze uderzyli śmiechem.  
Nagle w kuchni pojawiła się nielubiana przez Laurę dziewczyna.
– Cześć! Nie za wesoło wam? – stanęła obok.
– Nie – odparł Matt.
– Czemu są takie pustki?
– Dla nas to bardzo odpowiada.
– Idę się przebrać – rzekła i poszła do szatni.  
Gdy wróciła, Matt zapytał:
– Po co się przebrałaś? Widzisz tu coś do roboty?
– Jeszcze jest wcześnie – odparła.
Laura zauważyła, że młodszy chłopak chyba jej nie lubi i poczuła lekką ulgę.
– Idź, dokończ zmywanie – wtrącił Frank do przybyłej.
– Chyba sobie żartujesz...?!
– Idź, zostały trzy naczynia.
– Potem. Jak trzy, to mogą poczekać.
Włączyła wodę i zasypała kawę. Frank tylko westchnął, po czym wstał i wziął się za robienie sałatki. Amber stała koło dziewczyny, przez co ta nie mogła skupić się na krojeniu. Ręce nie do końca jej słuchały. W końcu tamta powiedziała głośno:
– Daj, ja to zrobię! – wyciągnęła rękę i chciała zabrać jej nóż.
– Odejdź od niej! – huknął Frank. – Chyba ci powiedziałem, co masz zrobić! Przebierz się i idź do domu, jak masz plątać się pod nogami!
– Co cię dziś ugryzło?! – spytała oburzona, ale za chwilę ruszyła do garnków.
Laura spojrzała na facetów – uśmiechali się pod nosami. Skończyła krojenie i zaniosła wszystko starszemu chłopakowi. Nie wiedziała, co ma robić, więc stanęła obok. Frank wyciągnął do niej dłoń z łyżką sałatki.
– Spróbuj.
Zjadła.
– Czegoś brakuje?
– Nie, jest bardzo dobra.
Chłopak się uśmiechnął i zerknął na zegar – 14:20. Zafoliował naczynie i zaniósł do lodówki, po czym skinął głową do dziewczyny.
– Chodź.
Podeszli do frytkownicy i chłopak włączył guzik, przy którym zapaliła się czerwona lampka. Otworzył zamrażarkę i wyjął frytki. Stał koło nastolatki i wpatrywał się w urządzenie. W końcu zgasło czerwone światełko i zapaliło się zielone.
– Olej jest rozgrzany. Teraz wrzucasz frytki – sięgnął do opakowani, wsypał kilka garści, do koszyka, po czym zanurzył go w tłuszczu. Potrzasnął nim porządnie i czekał. Laura w milczeniu bacznie się temu przyglądała. Po niedługim czasie ziemniaki były już złote. Wyłączył frytkownicę, otrząsnął je z tłuszczu i wywalił na duży talerz, z którym udał się w stronę blatu z czajnikiem.
– Siadaj i wcinaj – uśmiechnął się do Laury, stawiając przed nią frytki i ketchup.
Usiadła obok i nieśmiało sięgnęła po potrawę. Podszedł Matt, chwycił całą garść i wpakował do ust, po czym się uśmiechnął.
– Dobre! Masz talent!  
Pozostała dwójka uderzyła wesołością. Frank widząc, że dziewczyna się krępuje i jedzenie jej nie idzie, zostawił ją samą i poszedł do Amber.
– Pół godziny myjesz trzy rzeczy? – mruknął.
– Spadaj.
Chłopak dał spokój i wrócił do Laury. Zjadła, ale tylko odrobinę.
– Co tak słabo? – zapytał.
– Nie jestem głodna.
Nie torturował jej dłużej. Usiadł i w milczeniu dopijał kawę.
  
  
Przewidywania Matta po pół kilku minutach się sprawdziły. W lokalu pojawiło się kilkanaście osób, wracających chyba z pracy. Faceci ruszyli do pracy, zatrudniając Laurę do podawania talerzy na bar. Nie było to zbyt wyczerpujące zajęcie. Starsza dziewczyna zajęła się frytkami. Po mniej więcej godzinie intensywnej obsługi lokal znów opustoszał, została tylko sterta naczyń na sali. Laura wiedziała, że musi to wszystko pozbierać, lecz nie pałała entuzjazmem.  
Ruszyła na salę i zaczęła ładować talerze na tacę. Ręce nieco jej drżały. Zapełniła już całą i ruszyła na kuchnię. Zostawiła naczynia w zlewie i wróciła do stolików. Barman jednak nie wytrzymał:
– Będziesz brać po sześć talerzy?! Do jutra tego nie zrobisz! – zaśmiał się ironicznie.
Nastolatka milczała i była coraz bardziej poddenerwowana. Ponownie zrobiła kurs na zmywak i z powrotem.  
– Ruchy, dziewczyno! Podłoga też się sama nie umyje!  
Pannę ścisnęło w gardle, ale nie przerywała pracy. Nagle Frank wyskoczył z zaplecza, chwycił bydlaka za fraki i trzepnął nim o ścianę.
– Odwalisz się od niej w końcu czy nie?! – zagrzmiał.
– To niech się szybciej rusza – burknął typ, ale jego pewność siebie gdzieś zniknęła.
Chłopak go puścił i rzucił, odchodząc:
– Niech tylko jeszcze raz usłyszę...!  
Laura pobierała wszystko i wzięła się za zmywanie. Spojrzała na zegarek – 16:30, zostało jej pół godziny pracy. Od czasu do czasu spoglądała na facetów. Matt zmywał jakieś drobiazgi w kuchennym zlewie, a Frank robił porządku na kuchni. Amber kręciła się przy nim nieustannie, choć on kompletnie nie zwracał na nią uwagi. W końcu się jednak zirytował:  
– Idź do domu, nie łaź bez celu. I tak zaraz kończymy.
– Poczekam na was.
Chłopak nie skomentował jej nachalności, tylko podszedł do Laury. Chwycił gąbkę z płynem, pierwszy z brzegu talerz i wziął się za zmywanie. Dziewczyna milczała. Po kilkunastu minutach wszystko było czyste i poustawiane na suszarkach. Frank spojrzał na zegar.
– Dobra, fajrant – rzucił do Laury.
– Muszę sprzątnąć salę.
– Jutro to zrobisz. Przychodzisz chyba na dziewiątą?
– Tak.
– No chodźcie już! – poganiała go Amber.
Frank obciął ją wzrokiem, nie odzywając się słowem.
– Idź się przebrać. Wystarczy na dziś – rzekł do małolaty.
Wychodząc już z zaplecza Laura zobaczyła szefa, rozmawiającego z barmanem.
– Czemu podłoga jest nie umyta? – zapytał Ben.
– Chyba zawsze robi to rano? – wtrącił się Frank. – Daj mi klucze, jutro sam otworzę. Muszę przyjść wcześniej, mam niedokończoną robotę.
Dostał je, po czym rzekł bez ogródek:
– Przytemperuj język swoim pracownikom, bo chamstwa nie będę tolerował!
Szef spojrzał na Jacka, lecz nie powiedział nic.
– Idziemy – rzekł Frank do stojącej przy nim Laury.
Gdy wyszli na zewnątrz, ponownie zwrócił się do dziewczyny:
– Jedziemy na piwo, jedziesz z nami?  
– Nie, muszę wracać.
– No chodź, jest sobota. Jutro i tak pracujesz tylko cztery godziny. Zobaczysz jak niszczę Matta w kwestii opróżniania butelki. Zawsze przegrywa, ale co tydzień dzielnie staje do boju – roześmiał się.
Laura spojrzała na młodszego chłopaka – uśmiechał się pod nosem. Amber nie odpuszczała, nadal stała obok.
– No to jak? – ciągnął Frank.
– Dobrze, ale tylko na chwilę.
Od razu się rozweselił i otworzył tylne drzwi swojego auta.
– Włazić!
Matt usiadł z przodu, więc starszej z dziewczyn pozostał tył, gdzie zaraz klapnęła. Laura niepewnie zajęła miejsce koło niej. Starszy chłopak był jednak bardzo spostrzegawczy.
– Chodź, usiądziesz z przodu – odwrócił się do Laury.
Matt szybko wysiadł. Amber sprawiała wrażenie wściekłej. Laura zajęła miejsce obok kierowcy, który zaraz przekręcił kluczyk i ruszył ostrym szarpnięciem. W okamgnieniu znaleźli się pod pubem, noszącym wdzięczną nazwę ”Lucky Day”. Weszli do środka i zajęli miejsca przy stoliku koło okna. Siedziała już przy nim jakaś brunetka, która od razu przywitała się z Amber, nie wykazując jednak zbytniego poruszenia. Laura zrobiła się jeszcze bardziej niespokojna. Dziewczyny zapoznały się ze sobą i nastolatka dowiedziała się, że panna ma na imię Amy.
Frank usiadł koło niej, a Amber od razu władowała się obok. Laura usiadła więc naprzeciw. Chłopak natychmiast wstał i podszedł do nastolatki.
– Idę po zaopatrzenie. Co chcesz?
– Nie wiem, nie piję często.
– Może zdasz się na mój gust? – uśmiechnął się.
– Dobrze.
W oczach Amber zaiskrzyła złość. Gdy 23-latek poszedł do baru, Matt postawił na stół kilka piw. Dał znajomym po butelce, jedno postawił przy miejscu Franka, po czym otworzył sobie. Starszy z facetów zaraz wrócił z niebieskim drinkiem, w którym tkwiła czerwona wisienka. Postawił go przed nastolatką.
– Przewiduję, że będzie ci smakował.
– Dziękuję.
Tym razem nie wrócił na miejsce, tylko usiadł obok Laury, co jeszcze bardziej wkurzyło Amber. Otworzył piwo i spojrzał na Matta.
– Dobra, gotów?! Do dzieła! 3...! 2...! 1...!  
Przyssali się do butelek. Po kilku chwilach Frank odstawił swoją.
– Może dasz już sobie spokój? – roześmiał się zadowolony, wycierając krople, które uciekły mu przez pośpiech.
– Za tydzień też mam szanse – Matt się chyba nieco speszył.
Laura patrzyła na te wariacje i uśmiech zagościł na jej twarzy. Napiła się w końcu trunku z kieliszka.  
– I jak…? – zapytała Frank, wystawiając twarz przed jej nosem.
– Bardzo dobry.
– Wiedziałem. Te dwie chlają piwo, to nie jest romantyczne. Prawdziwa kobieta powinna pić niebieskie Curracao z wisienką! – ironizował, po czym rozsiadł się wygodnie, opierając o barową kanapę.
Amy co chwila zagadywała Matta, wywołując u niego śmiech. Amber od czasu do czasu wtrącała coś do koleżanki, wybuchając radością. Ta odpowiadała wymuszonym uśmiechem, czego nie dało się nie zauważyć. Laura wiedziała, że to ona wywołuje wesołość u koleżanki z pracy i była coraz bardziej spięta. Matt dość długo obserwował nastolatkę i obie panie, w końcu rzekł:
– Amber, ile czasu uczyłaś się obsługi frytkownicy? Pamiętam, że pierwsze trzy porcje spaprałaś. Zjarane na brąz kartofle nie prezentowały się wdzięcznie, co zaowocowało tym, że każde twoje późniejsze podejścia do smażenia nie napawały optymizmem. Jakimże trzeba być tępym, żeby nie umieć wykonać roboty, polegającej na zanurzeniu frytek w oleju i wyjęciu ich po kilku minutach? – Może być też drugi powód – trzeba znać się na zegarku – uderzył głośnym śmiechem. – Jeśli czynność trwa krótko, należy jej pilnować, a nie łazić i zagadywać kucharzy, którzy mają kupę roboty... – zerknął na Franka, który się uśmiechnął. –...I notabene mają cię w dupie! – dodał, popijając z butelki.
– A odwal się w końcu! Mam gdzieś twoje złośliwości! – wkurzyła się Amber.
– To nie są złośliwości, małolatka załapała od razu. Jutro idziesz na zmywak, a ona do frytek.
– Żebyś się nie zdziwił.
– Chcesz się założyć?! – chłopak natychmiast spoważniał.
– Spadaj – wymruczała.
Laura była nieco zaskoczona zaistniałą sytuacją. Z tych nerwów nawet nie zauważyła, że skończyła drinka. Jak na jej doświadczenie w kwestii picia alkoholu to było porażająco szybko.
– Chyba ci posmakował – zaśmiał się starszy chłopak. – Przyniosę następnego.  
Dziewczyna nie zdążyła nawet zaprotestować, bo wstał i szybko odszedł. Za chwilę odsunął pusty kieliszek, w jego miejsce stawiając pełny.
– Niepotrzebnie kupiłeś, nie piję dużo. Jeden by wystarczył – powiedziała, skrępowana.
Czułaby się o wiele lepiej, gdyby sama zapłaciła za te trunki.
– Dwa drinki to nie koniec świata. Poza tym te nie są mocne – przemiły wyraz jego twarzy nieco uspokajał nastolatkę.
Piwo się skończyło. Matt wstał i zwrócił się do przyjaciela:
– Chcesz jeszcze browar?
– Nie, prowadzę, dwa wystarczą. Kup mi coś gazowanego.
Młodszy facet poszedł, kupił drinka i napój kumplowi. Po powrocie od razu odpalił fajkę. Obserwacja kobiet przez chłopaka trwała nadal. Jego mina była dość zastanawiająca, wręcz zniesmaczona. Siedział w milczeniu, sącząc trunek. W końcu się jednak podniósł.
– Chodźcie, zagramy w bilard. Mam dość oglądania tej ździry – rzekł do znajomych.
Laurę zamurowało. Amber nie zareagowała.  
– Idziesz? – zapytał Amy.
– Nie, dokończę piwo i spadam.
Nie nalegał, tylko dał się na koniec lokalu.
– Chodź – Frank pociągnął Laurę za rękę, zaprowadził do stolika przy miejscu do gry i wrócił po drinka, którego zaraz jej oddał.
Ustawili bile i zaczęli. Dziewczyna przyglądała się tym wyczynom. Za chwilę Frank do niej podszedł.
– Chodź do nas.
– Nie biorę się za bilard. Nigdy nie nauczę się w niego grać.
– Nikt ci nie każe, dotrzymasz nam towarzystwa.
Panna wstała i ruszyła do stołu. Frank od razu wręczył jej kij z nieco cynicznym uśmieszkiem. Nastolatka spojrzała pretensjonalnie, ale chłopak kompletnie się tym nie przejął.
– Nie umiem – mruknęła, wyciągając do niego rękę z kijem.
– Pomogę ci.
Pochylił brunetkęę nad stołem i ulokował na nim jej lewą rękę. Umieścił koniec przyrządu między palcami dziewczyny i położył na nich swoją dłoń. Prawym ramieniem objął pannę i zacisnął rękę na jej drugiej dłoni, trzymającej kij. Uderzył bezbłędnie.
Dziewczyna speszyła tym dość mocnym uściskiem.
– No widzisz...? Dobrze ci idzie! – odsunął się od niej, uśmiechając szeroko.
Laura od razu umknęła do stolika.
– Wracaj, jeszcze raz! – krzyknął chłopak.
Podeszła do niego nieśmiało i Frank powtórzył czynność, ale nie trafił.  
– To nie była najłatwiejsza bila – tłumaczył się.
Dziewczyna operowała uśmiechem, ale milczała.
– Ok, napij się spokojnie, już nie będę cię męczył.
Nastolatka klapnęła przy stoliku i odruchowo spojrzała na Amber – uśmiech zniknął z jej twarzy. Siedziała zła, bezustannie gapiąc się na chłopaka. Amy podeszła do stołu.
– Idę do domu.
– Zmęczyła cię? – zaśmiał się Matt.
Dziewczyna się uśmiechnęła.
– Odprowadzę cię.
Panna się pożegnała się i odeszli. Frank usiadł koło Laury.
– Bilard jest łatwą grą, to tylko kwestia wprawy. Wiem, że laski za nim nie przepadają, choć znam jedną, od której dostałem kiedyś niezłe baty – powiedział wesoło.
Nastolatka skończyła drinka.  
– Muszę jechać do domu, już siódma – oświadczyła.
– Jeszcze wcześnie.
– Mam już dość na dziś.
– Wiem, jesteś padnięta po tych nieszczęsnych garach. Pamiętaj, że w restauracji będzie o wiele więcej zmywania, niż w barze, ale nie będziesz sama. Na początek popracujesz cztery godziny dziennie i zobaczysz, czy ci odpowiada, a potem zobaczymy. Przemyśl moją propozycję, nie chcę zostawiać cię w tym burdelu.
– Dobrze, zastanowię się, muszę iść… – wstała od stolika.  
– Poczekaj, zaraz wróci Matt, to cię odwiozę.
– Nie musisz.
– Nie podskakuj, tylko siadaj. Nie ma sensu telepać się autobusem. Poza tym ja kocham prowadzić – rzucił Frank, jeszcze bardziej wyszczerzając zęby.
Usiadła. Obserwowała jego uśmiech, gdy chłopak na nią nie patrzył, ale on dobrze wiedział, że się w niego wpatruje, dlatego co chwila uśmiech zmieniał się w śmiech. Matt w końcu wrócił.
– Odwiozę ją. Zaraz wracam – rzekł Frank.
– Ok.
Za chwilę byli w aucie.  
– Gdzie mam jechać? – zapytał.
Wskazała mu ręka i ruszył. Przez chwilę trwała grobowa cisza. Laura nadal przyglądała się chłopakowi, ale jej kamuflaż w dalszym ciągu szedł na marne, gdyż ten co chwila uśmiechał się pod nosem. W końcu powiedział:
– Nie przejmuj się Amber, to wywłoka. Zawsze zgrywa damulkę, a jest pusta i głupia. Matt od samego początku jej nie trawił, bo nie lubi zarozumialstwa. Księżniczka naśmiewa się z ciebie, co już pewnie zauważyłaś, nie patrząc na to, jak sama jest traktowana. Wepchnęła się do wozu, choć zapewne domyślała się, że Matt prędzej czy później ją stłamsi. Daje sobą pomiatać tylko po to, żeby być blisko faceta. To żenujące, nieprawdaż? – spojrzał ciepło na dziewczynę.
– Tak – uśmiechnęła się.  
Zdziwiła się nieco bezpośredniością kolegi.  
– Jak chcesz, mogę przyjechać po ciebie jutro. Jak widzę, mam po drodze – zatrzymał się pod jej domem.
– Nie trzeba, sama dojadę.
– To żaden problem.
– Rano zawsze jestem zabiegana, nie wiem, o której się wybiorę.
– Dobrze, jak chcesz. W razie, jakbyś zmieniła zdanie – podał jej kartkę z numerem komórki.
– Ok. Dzięki za podrzucenie.
– Nie ma sprawy. Miło posiedzieć w końcu z dziewczyną, która ma trochę oleju w głowie.
Laura się zawstydziła i zaraz opuściła Forda.
– Miłej nocy – zajrzała przez szybę.
– Wzajemnie.
– Cześć – dodała i szybko odeszła. W połowie drogi się obejrzała – samochód nadal stał na ulicy. Dopiero gdy doszła do drzwi, Frank zatrąbił dwa razy i odjechał.
  
  
Dochodziła 19:30. Weszła do domu i od razu skierowała się do kuchni.
– To teraz Frank odwozi gówniary do domu?! – usłyszała z salonu.  
Nie odpowiedziała, tylko otworzyła lodówkę i wyjęła z niej sałatkę, kawałek jakiegoś mięsa i Sprite'a.
– Jak tam w robocie? – w progu stanął Travis, 22-letni brat dziewczyny.
– Dobrze.
– Pracujesz w barze i przychodzisz głodna? Macie chyba jakiegoś powalonego szefa.
– Nie, jadłam trochę, a szef jest powalony – uśmiechnęła się.
Chłopak wziął piwo z lodówki.
– Emma pytała o ciebie na basenie i kazała ci przekazać, że jutro od 12:00 też tam będzie.
– Idę do pracy – odparła, przeżuwając jedzenie.
– W niedzielę…?!  
– Tylko na cztery godziny.
– Dziewczyno, masz osiemnaście lat, odpuść. Zdążysz się jeszcze napracować. Jak będziesz potrzebować kasy, to zawsze możesz się do mnie zgłosić. Ratownik majątku nie zarabia, ale damy radę.
– Przestań, gadasz jak matka!
– Aaaa...! Już wiem, czemu księżniczka z takim zapałem rwie się do pracy! – Ten powód właśnie odjechał srebrnym Mustangiem! – zaśmiał się głośno.
– Spadaj!
Zapadła cisza. Nastolatka skończyła posiłek, odłożyła naczynie do zmywarki, wzięła puszkę z napojem i klapnęła na sofie w salonie. Travis usadowił się z drugiej strony. Pozakładali nogi na łóżko i oboje chcieli chwycić za pilot, lecz dziewczyna była szybsza. Zaczęła skakać po kanałach, w końcu zatrzymała się na jakimś teleturnieju.
– Co...?! To teraz będziemy oglądać to gówno?! – wkurzył się chłopak.
– Tak, poza tym nic ciekawszego nie ma. Film jest o wpół do dziewiątej.
– Wyłącz to dziadostwo, przerzuć na muzykę!
– Nie!
Rzucił się na siostrę i chciał zabrać jej urządzenie, ale ta skuliła się w kłębek, więc Travis nie mógł się do niego dostać.
– Dawaj to! – huknął, rozbawiony.
– Spieprzaj!
Przez krótki czas próbował wyciągnąć rękę z pilotem, w końcu odpuścił. Robił sobie oczywiście jaja z siostry, bo gdyby naprawdę chciał jej go odebrać, zrobiłby to. Laura wpatrywała się w telewizor i powoli przysypiała. Była kompletnie wykończona. Już prawie odpłynęła, gdy nagle trzasnęły wejściowe drzwi i matka dziewczyny weszła do salonu.
– Cześć! – ucałowała ją. – Piłaś?  
– Jednego drinka.
– Oby nie za często – rzekła i zniknęła w kuchni.
Dziewczyna nigdy jej nie okłamywała, gdyż miała niezwykle wyluzowaną matkę. Siedziała jeszcze chwilę przed telewizorem, w końcu wstała i poszła na górę do łazienki. Travis nawijał przez telefon w swoim pokoju. Wzięła prysznic i już w ciuchach do spania schowała się w pokoju. Lgnęła na ukochane łóżko i od razu poczuła ulgę. Była dopiero dziewiąta, ale dziewczynie bardzo chciało się spać. Po ośmiu godzinach stania i łażenia, niesamowicie dokuczały jej nogi i plecy. Zasnęła prawie natychmiast.
C. D. N.

5 080 czyt.
100%157
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 6802 słów i 39964 znaków, zaktualizowała 7 sty o 13:09

Komentarze (7)

 
  • AuRoRa

    AuRoRa 7 stycznia

    Czyta się z ciekawością, jakby się tam było, razem z bohaterami opowiadania. Niby codzienne życie, praca, a napisane czasem z humorem, a czasem ma się ochotę pomóc Laurze.

  • Obca

    Obca 18 maj 2018 ip:31065

    Ciekawe i życiowe. Postaram się nadrobić wszystkie odcinki i być na bierząco

  • dreamer1897

    dreamer1897 24 gru 2017

    Dla mnie przyjemne do czytania, szczególnie jak pada tak jak dziś. Biorę tablet i czytam, czytam i skończyć nie mogę

  • Ness2812

    Ness2812 13 sie 2017

    W końcu znalazłam chwilę, żeby przeczytać ten długaśny rozdział. Po #14 myślałam, że to Jimmy jest główną postacią męską, a teraz wychodzi na to, że chyba jednak nie A już zdążyłam go polubić.

  • DanaScully

    DanaScully 18 mar 2017

    Haha moja bohaterka tez ma na imie Laura A wiec tak: dosc obszerny rozdzial, ale bron boze nie da sie przy nim przysnac. Uwazam po prostu, ze latwiej sie czyta nieco krótsze party. Poza tym nie lubie slow: facet i panna. Nie wiem, tak jakos nie przemawiaja do mnie. Jesli chodzi o calosc to nie mozna sie przyczepic. Pierwsza czesc jest bardzo prawdziwa, idealnie oddaje realia pierwszej pracy. Co prawda malo mamy opisów emocji głównej bohaterki, ale... jej zachowanie doglebnie zarysowuje jej stlumione emocje. Podsumowując: jestem na TAK i napewno przeczytam kolejna czesc.

  • agnes1709

    agnes1709 21 sie 2016

    Dzięki. Miłe, motywujące słowa. Dopiero jedynka? Długa drogą przed Tobą. Mam nadzieję, że sie nie znudzi. Pozdrawiam i thx za komentarz.

  • kaktus

    kaktus 21 sie 2016

    Dobrze napisane. Wiadomo, co jest rozmową, nie trzeba się domyślać. Składnia, jest bardzo dobra, reszta też na plus. Przeczytam do końca.  
    A właśnie, bo bym zapomniał. Jeśli chodzi o nazwę, " Szare istnienie." to jest trafna. Zawsze życie jest mniej ciekawe, niż powinno być, a człowiek ma lepszą pamięć do złych zdarzeń, niż dobrych. Dobrą dewizą jest tutaj "Człowiek uczy się na błędach." i to dlatego lepiej, że się je pamięta.