Szare istnienie #63

Szare istnienie #63

Zjadł w okamgnieniu i zaraz miał w rękach kolejne dwa, które wchłonął w takim samym tempie. W salonie pojawił się David i w pozycji stojącej także wziął się za posiłek, robiąc podobną kanapkę, jak Frank.
  Zapadła cisza. 23-latek raz po raz dyskretnie zerkał na byłą, wciąż mocno poddenerwowany, Matt natomiast inwigilował wzrokiem to jego, to Laurę i już wiedział że coś jest nie tak, ale myślał, że się chyba tylko pokłócili.
  – Chcecie piwo? – zapytała w końcu Jenny, chcąc zmienić klimat, gdy zauważyła, że nastrój jej i bruneta robi się coraz bardziej kwaśny,  
  – Nie, pojedziemy do tego cyrku, może złapiemy jeszcze buca – wypaplał Frank, dość niecodziennym głosem i spojrzał na zegarek – 17:07.
  Matt zrobił jeszcze bardziej zdezorientowaną minę, przyjaciel wyglądał w tej chwili jak zagubiony w hipermarkecie pięciolatek.  
  – Idziemy? – brunet spojrzał na kumpla.
  – Tak.
  – Frank – odezwała się nagle Laura.
  Ukucnął przed nią.
  – Wrócisz? – wymruczała, łapiąc go za rękę.
  Sprawiała wrażenie nieco wystraszonej, a może raczej zagubionej lub też zmęczonej jedzeniem tą feralnej sałatki, której wcisnęła trochę więcej, niż pół. Wciąż miała w głowie czyn chłopaka i bardzo ją bolał ten fakt, lecz bała się wizyty Travisa i wolałaby, żeby jednak tu był, w końcu to Frank, z nim czuła się bezpiecznie...
  – Mała – porusza jej dłonią. – Słuchasz mnie?
  – Tak – mruknęła.
  – Wrócę, za jakąś godzinę.
  – Nie jedź...
  Chłopak kolejny raz wywalił oczy, ale zaraz odparł:
  – Mała, Matt chce odebrać kasę, szybko wrócimy.
  – A jak przyjdzie tu ten koleś – ponownie zaczęła przynudzać w kwestii brata.
  – Laura, ty znowu swoje...? – usiadł i przytulił nastolatkę. – Przestań już panikować, przecież jest Jenny... i David, nic ci nie grozi.
  Spuściła głowę, ton jego głosu był bardzo pretensjonalny.
  – Mała... – ścisnął ją jeszcze mocniej – zrozum, nic złego ci się nie stanie, to twój brat.
  – Ale na pewno wrócisz za godzinę? – nie odpuszczała.
  – Tak. Prześpij się – ucałował ją w czoło i wstał. – Idziemy – rzucił do Matta i ruszył w stronę wyjścia z salonu
  – Frank! – krzyknął David.
  Odwrócił się.
  – Czym zamierzasz jechać?
  – Wezmę taksówkę.
  – Nie rób jaj! – wzburzył się chłopak i rzucił mu kluczyki do pickupa.
  – Dzięki – mruknął nieco zawstydzony tą ciągłą pomocą brunet i minutę później siedział już z Mattem w aucie.  
  Wycofał z podjazdu i ruszył bardzo agresywnie, nadal operując niezrozumiałą miną. Jechał bardzo szybko, nie patrząc na kumpla, jakby zapomniał, że tu jest, w głowie miał tylko obraz seksu z Jenny i masę pytań: "co będzie dalej?”.
  – Frank!!! – zagrzmiał w końcu Matt, budząc kolegę z tej przywieszki. – Co z tobą?! Kurwa, zwolnij!
  – Sorry – mruknął otępiały chłopak, gapiąc się przed siebie.
  – Co jest? Pokłóciliście się?
  – Nic, nieważne...
  – Kurwa, mów, przecież widzę.
  – Daj spokój, nie ma o czym gadać, po prostu zjebałem sprawę i tyle.
  – Czyli...? – naciskał przyjaciel.
  – Kurwa, przeleciałem Jenny! Już... zadowolony?! – huknął wściekły natarczywością przyjaciela brunet.
  – Co zrobiłeś...?!!! – Matt aż otworzył usta, unosząc do góry brwi.
  – I najgorsze jest to, że ona chyba wszystko słyszała – dodał Frank, lecz już bardzo, bardzo cicho i niemal zrozpaczonym głosem.
  – No... to stary, gratuluję ci. Co ci odjebało? Masz taką fajną laskę i pieprzysz się z byłą?! – 21-latek nie mógł uwierzyć w głupotę kumpla.
  – Dobra, skończmy ta gadkę, ok?! – warknął brunet.
  – Oj, Frank... Jeśli ona naprawdę to słyszała... ja nie wiem, czy to przejdzie... – oznajmił Matt, dobijając kierowcę jeszcze bardziej. – Jeśli jej nie chcesz, możesz mi ją oddać – zaśmiał się.
  – Kurwa, zamknij się już! – zawył 23-latek, wkurwiony do granic możliwości.  
  Pasażer bardzo dobrze znał przyjaciela, dlatego nic sobie nie robił z jego zbulwersowania, ale uszanował jego prośbę i już nie rozgrzebywał tematu.  
  – Sorry – mruknął Frank.
  – Luz.
  Dojechali pod knajpę i siedząc jeszcze w aucie, od razu spojrzeli przez witrynę – w środku były trzy osoby.  
   – Kurwa, klientela aż wylewa się drzwiami, buc powinien przemyśleć powiększenie sali, przecież przy takich masach już po chwili nie będzie gdzie usiąść – wyjechał Matt, rechocząc jak dziki, więc Frank nie wytrzymał i także się roześmiał. – Albo zrobić jakiś ogródek, tylko że też mógłby mieć potem problem... – dodał 21-latek.
  – Jaki?
  – Wszyscy pchaliby się do tamtych stolików, żeby nie patrzeć na złamasa. No kurwa, chyba wiesz, że on każdemu odbierze apetyt, nie wspominając o narażaniu zdrowia! Przecież wystarczy tylko chwilkę pogapić się na tą pałę, żeby się, kurwa, zadławić, i co wtedy? Co napiszesz na nagrobku? "Zginął śmiercią tragiczną, uduszony facjatą imbecyla?!” – rżał Matt, który coraz lepiej się bawił, Frank natomiast już płakał, co udowadniała widoczna wilgoć jego rozweselonych oczu.
  – Dobra, cicho, idziemy – zarządził kierowca i chłopcy wysiedli w wozu.
  – Chcesz mnie mieć na sumieniu? Nie wiedziałem go tyle czasu, do tego jestem osłabiony, a jak zejdę tu na zawał? – zapytał 21-latak, patrząc na kumpla, lecz zrobił to z tak poważną i przejętą miną, że Frank już nie zarżał, a zawył na całą ulicę, kierując tym samym na siebie spojrzenia nielicznych przechodniów, lecz zaraz się skrzywił.  
  – Co jest? Znowu gnaty? – zapytał Matt, który natychmiast spoważniał.
  – To nic, minie, ale nie mogę za się jednak za ostro śmiać, bo trochę napierdala.
  – Idź z tym do lekarza.
  – David mnie oglądał, namazał mnie jakąś maścią i tyle, inny lekarz nic więcej tu nie poradzi.
  Zadzwonił telefon. Frank spojrzał na wyświetlacz i znów zrobił kwaśna minę – Jenny. Na chwilę zapomniał, to musi dzwonić? Ale nie ma co obwiniać innych, w końcu sam jest sobie winien i nie ma się co nad sobą użalać, tylko przyjąć przyszłe konsekwencje z pełną odpowiedzialnością. Jest dorosły, wiedział, co robi, miał też świadomość, że ukochana jest obok, dlatego teraz nie ma co gdybać i rozmyślać, tylko trzeba wypić to piwo...
  – Stary! – ryknął Matt. – Telefon dzwoni!
  – No tak... – bąknął kierowca i niechętnie odebrał.
  – Frank...? – usłyszał Davida. – Co tak długo? Czekam już chyba z minutę.
  – Sorry, jakoś tak wyszło.
  – Kup bandaż elastyczny, bo zapomniałem, zawiążemy twoje gnaty.
  – Dobra.
  – Tylko nie zapomnij! To na razie – powiedział chłopak i się wyłączył.
  – Dobra, chodź, już wpół do szóstej – rzucił mętnie, rozkojarzony nieco brunet i ruszył w stronę drzwi do uwielbianego przez niego edenu kulinarnych rozkoszy. – Ciekawe, czy jest? – odwrócił się do Matta, chwytając klamkę.
  – Pewnie jest.
  Przytrzymał przyjacielowi drzwi i zaraz zamknął je za nim. Jack, widząc chłopaków aż wstał, rozdziawiając gębę. Podeszli do lady.
  – Jest Ben? – zapytał Frank głosem wyraźnie wskazującym na to, że przecież tylko co zobaczył gębę barmana, a już miał dość.
  Matt przysiadł na obrotowym krzesełku.
  – Nie ma, będzie przed szóstą – odparł Jack.
  – Daj po piwie.
  32-letni chłopak po chwili postawił na blacie dwie zaszronione szklanki.
  – Przyjął kogoś? – kontynuował brunet.
  – Tak, dwie osoby, ale chyba marnie sobie radzą, bo ciągle jakieś sprzeczki.
  – Wywłoka jeszcze pracuje?
  – Jest na kuchni.
  – No... to dlatego te sprzeczki! – zaśmiał się Frank, spojrzawszy na przyklejonego do szkła przyjaciela. – A ty nie chlaj tyle, ile już dziś wypiłeś?
  – Bujaj, typie, trzeci browar! – wkurzył się Matt.
  – Ty...! Chodź na kuchnię, zobaczymy, co się tam dzieje! – zarechotał 23-latek, wziąwszy łyk piwa, więc Matt odstawił kufel, podniósł cztery litery i ruszyli w kierunku zaplecza.
  Cicho przekroczyli przejście między salą, a korytarzem prowadzącym do szatni i już od wejścia usłyszeli:
  –...być umyte dokładnie, a jak jest?! – po czym doszedł ich metaliczny stukot rzucanego do zmywaka garnka.
  Matt zrobił bardzo osobliwą minę, słysząc głos Amber.
  – I co? Młodej nie ma, to już dziwka znalazła sobie inna ofiarę? – spojrzał z niedowierzaniem na kumpla, jakby chciał powiedzieć: "pomóżmy jej, do chuja”.
  Bezszelestnie, jak złodzieje, przemieścili się w kierunku kuchni i stanęli w progu.
Zajęta frytkami Amber nie zauważyła gości, natomiast stojąca do nich plecami, trochę wyższa od Laury, także brunetka, kończyła zmywanie "czegoś” i podobnie, jak 18-latka była chyba wyraźnie poddenerwowana, gdyż wszystko, co robiła, robiła nieco chaotycznie, jakby nie mogła skoncentrować się na jednej czynności. Faceci spojrzeli po sobie znacząco, lecz nadal stali bez słowa, obserwując wściekłe ruchy urzędującej przy frytkownicy 22-latki.
  – Ty! Ta wywłoka ma chyba jakąś wścieklicę... tak ogólnie, całe życie. Przecież ta dziewczyna jest kompletnie wypompowana z chęci na cokolwiek, więc to nie była tylko Laura... – szepnął Matt i już chciał coś dopowiedzieć, ale w tym momencie rozległ się następny łomot, tym razem padającej na podłogę blachy, którą brunetka upuściła albo ze zdenerwowania, albo po prostu przez śliskość płynu do naczyń.
  – No kurwa!!! – zagrzmiała Amber, odwróciła się na pięcie i już chciała ruszać do dziewczyny, lecz od razu stanęła jak wryta!
  Podobnie, jak Jack, tkwiła w miejscu, z otwartymi ustami, gapiąc się na Matta wielkimi jak talerze oczyma. Milczała, nie wiedząc co powiedzieć, co zrobić, kompletnie się pogubiła. Stała jeszcze chwilę, w jakimś dziwnym szoku, w końcu nie chcąc chyba wyjść na kretynkę wróciła do frytek, które za moment znalazły się na talerzu, a chwilę później na barze.
  Ochłonąwszy już chyba nieco z tego wstrząsu, którą wywołała osoba Matta, łyknęła odrobinę kawy i ni z tego, ni z owego, rzuciła do chłopaków, nie spojrzawszy nawet na nich:
  – Już tu nie pracujecie, więc macie natychmiast opuścić to pomieszczenie.
  Panowie spojrzeli na siebie, po czym jak jeden mąż uderzyli śmiechem i w tym momencie brunetka się odwróciła, nie miała pojęcia, że cztery metry za nią stoją jacyś goście. Jej wyraz twarzy był dość dziwny, wystraszony, zmęczony i ewidentnie smutny. Na oko miała nie więcej, jak dwadzieścia trzy, dwadzieścia cztery lata i wyglądała na dość spokojną dziewczynę, choć być może to Amber z serdeczną życzliwością jej w tym spokoju pomogła. Chłopakom niesamowicie szkoda zrobiło się dziewczyny i Matt z miejsca postanowił poinformować ją o zagrożeniu ze strony "wywłoki” i nakłonić do rzucenia pracy.  
  

  – No kurwa, kończ to zmywanie, zaraz zamykamy! – warknęła Amber i szybko podeszła do brunetki, chcąc chyba usilnie pokazać facetom, że ich obecność nie ma dla niej żadnego znaczenia.
  Matt chciał do niej ruszyć, ale stojący obok Frank natychmiast go zatrzymał, kładąc rękę na klatce piersiowej. Amber wzięła z suszarki umyte sztućce i wystawiła przed nosem dziewczyny.
  – To ma być czyste?! No kurwa...! – fuknęła i wrzuciła wszystkie z powrotem do zlewu.
  Niewątpliwie chciała popisać się przed gośćmi, wychodząc chyba ze złudnego założenia, że jak już tu nie pracują, to nie mają prawa się wtrącać, pomyliła się jednak, bo Matt w tej chwili wyminął trzymającego go Franka i zaraz znalazł się przy 22-latce. Natychmiast zbladła, lecz milczała, usilnie próbując zaprezentować minę, mówiącą: "nie rusza mnie twoja obecność”.
  – I co... zdziwiona...? – wyjechał chłopak.
  Cisza.
  – Matt, chodź – natychmiast pojawił się obok niego Frank i chciał odciągnąć kumpla, bojąc się, że akcja z pobiciem może się powtórzyć.
  – Zostaw mnie!!! – zawył 21-latek i chłopak niechętnie go puścił, lecz nadal stał bardzo blisko.
  Brunetka właśnie ujęła w dłoń pierwsze z brzegu sztućce i chciała ponownie zacząć je myć, lecz Matt natychmiast je jej odebrał i wrzucił z powrotem do zlewu.
  – Zostaw – spojrzał prosto w brązowe oczy potulnej, spłoszonej dziewczyny, która spięła się w tym momencie jeszcze bardziej, kompletnie nie wiedząc, co się dzieje. – Za piętnaście szósta, a pracujecie przecież do piątej – wrócił wzrokiem do Amber, coraz bardziej poirytowany.  
  Nie odpowiedziała, tylko odwróciła się na pięcie i chciała odejść, ale szybko złapał ją za koszulkę i przyciągnął z powrotem, chwytając za ramiona.
  – Pytałem o coś, nie?! – ryknął.
  – Matt! – brunet ponownie ścisnął ramię przyjaciela, lecz ten od razu się wyszarpnął, nadal trzymając 22-latkę.
  – Kurwa, puszczaj, pracujemy do szóstej! – zawyła Amber, uporczywie próbując się uwolnić.
  – Niecały kwadrans do końca, już powinnaś ją puścić! Co...?! Musisz pokazać, co to nie ja?! – darł się. – Idź, przebieraj się – spojrzał na pracownicę zmywaka, lecz ta się nie ruszała, nadal stała zdezorientowana i wystraszona. – No idź, koniec na dziś – podniósł głos i wtedy dopiero niepewnie udała się do szatni, oglądając się jeszcze strachliwie po drodze na osobę prześladowczyni.
  – Kurwa, puszczaj mówię! Widzę, że chyba koniecznie chcesz powtórki z rozrywki – zagrzmiała zniecierpliwiona Amber, siłując się z młodym facetem.
  – Co, kurwa...?! – zatrąbił Matt i huknął dziewczynę z liścia. – Raz ci się udało, ale drugi raz już tak nie będzie, rozumiesz, suko?! – wrzeszczał rozjuszony chłopak, chwytając Amber za fraki i mocno potrząsając.
  – Matt, zostaw!!! – huknął Frank i teraz już się nie patyczkując, agresywnie chwycił kumpla i odciągnął od 22-latki.
  – Pojebana dziwka! – warknął jeszcze przyjaciel, ale już nie atakował dziewczyny, tylko odwrócił się o sto osiemdziesiąt stopni i ruszył w kierunku sali.
  Wszedł do niej energicznym krokiem, wziął po drodze swoje piwo i usiadł przy stoliku obok okna. Frank po chwili do niego dołączył i od razy wyjechał:
  – No kurwa, Matt, co ty odpierdalasz? Chcesz znowu na oiom? Nie wiesz, z jakimi marginesami ta szmata się ciąga?! No kurwa...! – chłopak się zdenerwował.
  – Jebać ją... – bąknął obojętnie przyjaciel, który najwyraźniej miał w dupie Amber i jej ewentualną zemstę.
  Z zaplecza wyszła nowa pracownica pubu i szybkim krokiem podążyła w stronę wyjścia.
  – Ej! – krzyknął Matt i dziewczyna się odwróciła, zatrzymawszy przed samymi drzwiami.
  Skinął ręka, prosząc o przyjście, podeszła więc.
  – Siadaj – nakazał twardym, spowodowanym złością głosem, więc brunetka niepewnie usiadła. – Długo tu pracujesz? – zapytał.
  – Trzy dni – odparła, speszona, mina chłopaka nie zachęcała jej zbytnio do zawierania nowych znajomości.  
  – Chcesz piwo?
  – Nie, zaraz muszę spadać.
  – Za co się do ciebie przyjebała? – zapytał wprost.
  – Nie wiem, od początku się do mnie sadzi – odparła prosto z mostu.
  – Rzuć tą robotę. Ona nie da ci żyć, to kurwiszon, jakich mało.
  – Próbowałam, mówiłam dziś szefowi, jaka jest sytuacja, no i niby z nią rozmawiał, co jest chyba prawdą, bo rano wszystko było ok, ale w południe znów zaczęła szukać problemów – ciągnęła dziewczyna, jak na spowiedzi. – Prosił mnie, żebym nie rezygnowała, że załatwi tą sprawę, ale jak widać, słabo mu idzie – dodała i w tym momencie z zaplecza wyszedł "temat rozmowy”. Podeszła do baru, szepnęła coś do barmana, po czym prężnym krokiem, rzucając po drodze w kierunku swojej ofiary rozjuszone spojrzenie, udała się w stronę drzwi, zamknąwszy je za chwilę za sobą głośnym łomotnięciem.
  – No widzisz? – wznowił 21-latek – ona na definitywnie potrzebuje pomocy, bo nie jest zdrowa – zaśmiał się i brunetka lekko wygięła usta.
  Spojrzał na zegarek – za trzy szósta.
  – No i gdzie on jest?! Ile mam czekać?! – zwrócił się do Jacka.
  – A skąd ja mam wiedzieć? Miał być przed szóstą, czyli już może nie przyjedzie, bo kazał zamknąć najpóźniej pięć... – rzekł barman, lecz przerwało mu trzaśnięcie drzwiami.
  – No, nareszcie! – zatrąbił z ulgą Matt, kierując wzrok na stojącego przy wejściu Bena.
  – Matt?! Co ty tu robisz?! No i gdzie się podziewałeś tyle czasu?! – zapytał totalnie zaskoczony mężczyzna. – Chodź do biura – poprosił i zaraz się w nim schował.
  – Chcesz rzucić ten chlew? – 21-latek spojrzał na brunetkę wzrokiem, mówiącym wyraźne: Kobieto! Nie ma się nad czym zastanawiać!”.
  – No pewnie, ale znów będzie mnie przekonywał i nie wiem, czemu, ale jakoś owocnie mu to wychodzi – ponownie wygięła usta, tym razem jednak w szerokim i przemiłym uśmiechu.
  – Chodź – Matt skinął głową, wstając z miejsca i dziewczyna się podniosła. – Idziesz? – spojrzał na Franka.
  – Poczekam.
  Po chwili byli już w biurze, gdzie Ben przewalał jakieś papiery.
  – Wiesz, że wisisz mi siedemset dwadzieścia dolców? – wyjechał od progu chłopak.
  – Wiem, ale nie mam dzisiaj – odparł szef, nie spojrzawszy nawet na 21-latka, co ten odebrał jako totalna ignorancję w stosunku do jego osoby.
  Złość natychmiast wzrosła.
  – Jak to nie masz?! To weź z kasy, nie będę jeździł codziennie – ciągnął chłopak.
  – Nie wiem, ile tam jest – burknął wyraźnie niezadowolony mężczyzna, oderwawszy się od dokumentów i dopiero teraz zobaczył, że obecna jest tu także jego pracownica.
  – O co chodzi? –zapytał.
  – Rezygnuje z pracy – wtrącił Matt.
  – Jak to: "rezygnuje”? Poza tym to jej pytałem – warknął Ben.     
  – Tak, chcę zrezygnować – potwierdziła dziewczyna.
  – Przecież rozmawialiśmy dziś na ten temat i chyba wszystko żeśmy ustalili? – rzucił zdezorientowany facet.
  – Tak, ale jak widać, pana słowa nie mają żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości – oznajmiła bez ogródek brunetka.
  – Dobrze, porozmawiam z nią jeszcze, ale ty nie możesz zrezygnować ot, tak, wystarczy, że oni już raz zostawili mnie na lodzie – bronił się Ben, wskazując głową Matta.
  – Nie. Proszę mi oddać dziewięćdziesiąt dolarów za trzy dni pracy i się żegnamy – rzuciła twardo i bezkompromisowo dziewczyna, wywołując uśmiech na twarzy 21-latka.
  – Ashley, nie możesz tak odejść, spróbuj jeszcze jutro, załatwię tą sprawę – płaszczył się typ i Matt odniósł wrażenie, że gdyby nie było to ujmą na jego honorze, zapewne padłby teraz przed dziewczyną na kolana.
  – Nie, proszę się ze mną rozliczyć i temat uważam za zakończony!
  – Czemu po prostu nie zwolnisz Amber? – zareagował w końcu chłopak.
  – Taaak?! Ona sama nie zrezygnuje, kiedy inni to robią, i co... zostanę z jednym Jackiem?
  – No kurwa, a przez kogo zrezygnują? – rzucił 21-latek. – Wyjeb ją i będziesz miał problem z głowy.
  Szef już nie odpowiedział.
  – Długo jeszcze?! – wyskoczył Frank, który nagle wsadził głowę do biura.
  – To co z tą kasą? – niecierpliwił się Matt.
  – Mówiłem, że nie mam, przyjedź jutro rano.
  – A z nią kiedy zamierzasz się rozliczyć?!
  – Kurwa, przyjdźcie o dwunastej, to wam zapłacę! – wkurwił się mężczyzna.
  – Dobra, chodź, umówimy się jakoś jutro i odzyskasz pieniądze – rzekł Matt, spojrzawszy na Ashley.
  Nie była przekonana, lecz nie protestowała i po chwili opuścili biuro, a następnie cały przybytek. Wyszli na zewnątrz i Matt natychmiast zapytał nową znajomą:
  – Może piwo?
  – Jasne – uśmiechnęła się.
  Chłopak już otwierał ponownie usta, lecz przerwał mu telefon bruneta, odpuścił więc chwilowo.
  – Halo – rzucił brunet po wciśnięciu ikonki.
  – Frank, jesteś samochodem?! – usłyszał głos rozgorączkowanego Travisa.
  – Tak, a co? I ciszej, ogłuchnę przez ciebie!
  – Kurwa, zabrali ją gdzieś, kurwaaa!  
  – Czekaj, powoli, kogo zabrali?
  – Kurwa, czekali za bramą, typ podszedł i centralnie wciągnął ją do samochodu! Jechałem za nimi, ale przestrzelił mi opony i gówno, teraz jestem bez wozu. Możesz po mnie przyjechać?! – grzmiał rozhisteryzowany chłopak.
  – Jak to czekali? I tak po prostu ją zabrał?! – Frank był nieco skołowany, ale już i także nieco zaniepokojony.
  – Dobra, potem ci opowiem! Przyjedziesz?!
  – Ok, już jadę.
  Muszę jechać po brata młodej, bo znowu coś niedobrego się dzieje. No kurwa, kiedy to się w końcu skończy? Jak nie to, to tamto. Kurwa, z kim ona się zakumplowała?!!! – wkurwił się brunet.
  – Kto? – zapytał zdezorientowany Matt.
  – No jak to kto?! Laura!!!...

1 793 czyt.
93%141
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3448 słów i 21124 znaków, zaktualizowała 10 lut 2017

Komentarze (1)

 
  • aKubek

    aKubek 10 lut 2017

    Jakoś dziwnie spokojna część...nie podobna do Ciebie