Szare istnienie - zmiany #27

Szare istnienie  - zmiany #27Wypili niecałą butelkę, kiedy rozległo się trzykrotne pukanie, a po nim drugie. Laura zamarła, nie spodziewała się gości, do tego nie piła alkoholu, który w tym momencie pomógłby choć trochę ukoić nerwy.
– Spokojnie, wiem, kto to – rzekł Jimmy i ruszył do drzwi.
Za moment w mieszkaniu pojawiło się dwóch chłopaków w wieku zbliżonym do bruneta. Widząc nowe twarze, zastygli w bezruchu, podobnie Laura. Nieznajomi wyglądali jak rasowi bandyci z kryminalnych filmów. Nie byli tak dobrze zbudowani jak te wszystkie olbrzymy z obstawy mafijnych bossów, lecz w wyrazach ich twarzy było coś, co przyprawiało o dreszcze. Widząc ich na ulicy, od razu można byłoby stwierdzić, że niezły z nich element.  
– Co to ma być? – wycedził cierpko wyższy z nich.
– Luz, Darren nie mówił?
– Nie, nie mówił. Może mi to wyjaśnisz? – burczał chłopak, patrząc to na Laurę, to na Emmę.  
– Kurwa, wyluzuj, dobra? Sprawę ustaliłem, więc się uspokój. Darren miał was powiadomić. – Wkurzył się Jimmy. – Jak coś ci nie pasuje, możemy rozwiązać naszą umowę.
– W umowie nie było mowy o dziwkach, przez które może zrobić się szum. – Koleś nie odpuszczał.
– Co powiedziałeś?! – zagrzmiał Jimmy i ruszył na chłopaka.
– Zostaw. – W pół drogi zatrzymał go drugi z nieznajomych. – A ty nie szalej. Skoro Darren jest w temacie, nic nam do tego – zwrócił się do kolegi, nalał wódki do kieliszka i szybko wypił.
– Dowiem się, co tu się odpierdala! – warknął niezadowolony chłopak i wyszedł, mocno trzasnąwszy drzwiami.
– Przejdzie mu. Miał ostatnio trochę zgrzytów, dlatego jest nieufny. No i nie lubi niespodzianek. Trzymaj, adres jest w środku. – Wysoki blondyn postawił na stole niewielką torbę, raz po raz patrząc na obie dziewczyny. – Pogadajmy – rzekł do Jimmy’ego i wyszedł do kuchni.
– I już są kłopoty. A mówiliście, że wszystko będzie w porządku? – szepnęła pretensjonalnie do Billy’ego Emma.
– I będzie, Jimbo wszystko załatwi. Nie wiem tylko, dlaczego Darren ich nie poinformował.
– Bo pewnie sam nie był zadowolony z takiego obrotu spraw i dlatego teraz ma w dupie, jak będziecie się tłumaczyć. Billy, ja się boję – przyznała blondynka.
– Będzie dobrze, i skończ już – burknął chłopak.
Również był zdenerwowany, czego nie potrafił ukryć. Jimmy z kolegą wrócili do pokoju i blondyn zasiadł przy stole. Laura zamarła, gdyż zajął miejsce obok niej. Billy bez słowa nalał alkoholu, zabrał torbę i wyniósł do drugiego pokoju.
– Jimbo, masz świadomość, że w razie kłopotów opcja będzie tylko jedna – ostrzegł nieznajomy, obejmując Laurę za szyję. Dziewczynie zrobiło się gorąco, słowa przybysza brzmiały bardzo sugestywnie.
– Wiem – mruknął Jimmy.
Także był poddenerwowany, co wywoływało u Laury jeszcze większy lęk. Wiedziała, że skoro chłopak nie jest pewny siebie, to i w razie problemów nie będzie mógł nic zrobić.  
– Lubicie się zabawić? – zapytał blondyn, gapiąc się na przemian na obie dziewczyny.
Żadna nie odpowiedziała.  
– Może wpadniecie do nas wieczorem? Napijemy się, pogadamy – kontynuował koleś, szarpiąc Laurze nerwy jeszcze bardziej.
– Li, daj spokój – mruknął Jimmy.
Chłopak zaśmiał się beztrosko, uwolnił nastolatkę i wstał.  
– Do zobaczenia o jedenastej – rzekł, wypił wódkę i wyszedł z mieszkania.
– Jimmy… – bąknęła płaczliwie Laura, gapiąc się na bruneta godnym politowania wzrokiem.
– Wszystko ok. Zaraz zadzwonię do Darrena – rzekł wkurzony chłopak i chwycił telefon.
Chwilę później z kuchni zaczął rozbrzmiewać jego wściekły głos. Laura nie słyszała, o czym mówił, jedyne, co udało jej się wyłapać, to: „do kurwy nędzy” i masę innych przekleństw. Jimmy wrócił dość szybko i ciężko usiadł obok ukochanej.
– Darren nic im nie powiedział, masz pojęcie? Zrobił mnie w chuja, tylko nie rozumiem, dlaczego? Przycina ze mną? Nie, kurwa, tak tego rozgrywać nie będziemy – warknął do Billy’ego, pałając gniewem. – Załatwiłem tę sprawę… mam nadzieję – dodał i chwycił butelkę.
Ręce mu drżały, co skłoniło Laurę do natychmiastowego wyciągnięcia prawdy.
– Co się dzieje? – zapytała. – Tylko mów prawdę! I co ma być o jedenastej?
– Nic, to moje sprawy. Nie przyjdą tu, ja muszę iść do nich. Piękna… – mruknął chłopak – ja… ja, kurwa, nie myślałem, że tak mnie chuj zrobi. Wiedział, że bez ciebie nie jadę, dogadaliśmy się, a teraz się okazuje, że chłopaki nie mają o niczym pojęcia? Nie dziwne, że Wick się wkurwił, też bym się wkurwił – wyjaśnił.
– Co jest w torbie? – dociekała dziewczyna.
Jimmy wstał, przyniósł ją i otworzył przed nosem Laury. Zdębiała, widząc kilka plików banknotów, sześć pistoletów i trzy paczuszki z białym proszkiem. Już się nie odzywała, zabrakło jej słów.
– Muszę to dostarczyć do dziewiątej wieczorem i zabrać coś z podanego adresu. Zajmie mi to do dwóch godzin. Tyle w temacie. I skoro znasz już prawdę, nie drąż tego, ok? – rzucił rozdrażniony chłopak.
– Jimmy, ty sobie żartujesz, tak?  
– Przestań już!
– Kurwa, jak to przestań? Poza tym jak chcesz z tym jechać? Masz tu prochy, broń, a przecież piłeś. Jak cię zatrzymają i sprawdzą, sprawdzą też samochód. Cholera, Jimmy, myślisz czasami?! – Dziewczyna znacznie podniosła głos.
– Wiedziałaś, co będę robił, więc o co teraz te pretensje? – syknął chłopak.
– O to, że piłeś.  
– Nic się nie stanie.
– Nie, nie pojedziesz pod wpływem. Ja pojadę z tobą i poprowadzę – rzekła Laura.
Emma aż otworzyła usta, patrząc z niedowierzaniem na koleżankę. Jimmy przez chwilę zaniemówił, lecz zaraz roześmiał się w głos.
– Nie ma mowy – wycedził niewyraźnie.
– Jest i zdania nie zmienię. I tak już mamy kłopoty, większe nam niepotrzebne.
– Piękna, nie będę cię mieszał do naszych interesów, rozumiesz?  
– On ma rację. Jeśli wpadnie, to sam. I od kiedy to zrobiłaś się taka odważna? – wtrącił Billy.
– Jak to „wpadnie”? Kurwa, to teraz już jest opcja z wpadką?! Dwa dni temu nie było o tym mowy! Do chuja, Jimmy, to teraz tak to ma wyglądać?! Co dzień jakaś niewiadoma? A co z nami? Co będzie, jak cię złapią, pomyślałeś o tym? Wiesz co? Chyba najlepiej będzie, jak wrócę do domu; w ogóle niepotrzebnie zaczęliśmy tę zabawę. Mówiłeś…
Nie skończyła, tylko wyszła do kuchni i przysiadła na stołku. Była tak wściekła, że miała ochotę się rozpłakać.
– Piękna, nie denerwuj się, wszystko się ułoży. Ale masz rację, niepotrzebnie piłem. – Jimmy przykucnął naprzeciw dziewczyny.
– Musisz dziś? – mruknęła.
– Muszę.
– Jedź taksówką.
– Nie mogę, nikt nie może znać adresu i tego miejsca. No i muszą zobaczyć znajome auto, inaczej będą problemy.
– Wracajmy do domu.
– Laura, daj temu szansę, obiecuję, że nie będzie lipy. Zaufaj mi – uspokajał Jimmy. – Muszę wywiązać się z umowy, tak już jest w tym biznesie.
– Ciągle słyszę o zaufaniu, ale jak mam ci zaufać, skoro dziś wystarczająco już je nadwyrężyłeś? – bąknęła nastolatka.
Jimmy się wyciszył, chyba zabrakło mu argumentów. Laura także się nie odzywała, czekała na decyzje chłopaka, na jakiekolwiek racjonalne postanowienia.
– Dobra – mruknął po dłuższej chwili brunet.  
Spojrzała na niego pytająco.
– Dobra, pojedziesz ze mną, ale… Ale wysiądziesz wcześniej, a na miejsce dojadę sam. To zadupie, więc nie ma problemu, choć mam nadzieję, że się jeszcze rozmyślisz – dodał chłopak, na siłę wypychając słowa.  
– Nie rozmyślę się. I wiem, o czym myślisz. Tak, masz rację, boję się jak cholera, ale wolę to, niż żeby cię zgarnęli. Ja sama sobie nie poradzę, a Billy? Jest raczej mniej doświadczony w ciemnych interesach i mniej ogarnięty życiowo – oświadczyła dziewczyna, uśmiechając się mizernie.
Jimmy  niemrawo zachichotał.  
– Sprawa załatwiona? – zapytał, tuląc się do dziewczyny.
Przytaknęła głową.


– Zbierajmy się – rzekł brunet, gdy piknął zegarek, ogłaszając dwudziestą.
– Kurwa, Jimbo, ty tak na poważnie? – zapytał Billy. – Wiesz, co będzie, jak ją zobaczą? Kurwa, chłopie, zastanów się.  
– Nie zobaczą.  
– Laura, nie jedź. – Teraz to Emma spanikowała.
– Jadę i zdania nie zmienię.  
– Dziewczyno, to nie są dresy handlujące trawką za winklem, to inna liga. Niech jedzie sam, poradzi sobie.
Laura już nie dyskutowała, tylko założyła bluzę i ruszyła do wyjścia.
– Laura!
To również zignorowała i wyszła z Jimmym z mieszkania.
– Śliczna, na pewno nie zrezygnujesz? – zapytał chłopak. – Ja spokojnie sam dam sobie radę.  
Nie usłyszał odpowiedzi, darował więc sobie dalsze próby przekonania dziewczyny. Doszli do auta i Jimmy schował kontrabandę w bagażniku. Laura wisiała za jego plecami, jakby chciała się upewnić, że torba jest niewidoczna.
– Co? – Brunet zachichotał, widząc pełną powagi minę ukochanej.
– Dobrze, że humor cię nie opuszcza – fuknęła Laura, wkurzona chwilową beztroską chłopaka. – Jedźmy.


Podróż trwała niecałe czterdzieści minut. Im dłużej jechali, tym bardziej dziewczyna się denerwowała, w końcu Jimmy kazał jej się zatrzymać.  
– Schowaj się tam i poczekaj, będę do kwadransa. – Wskazał ręką wysoki stos drewnianych pali. – I nie panikuj, jakbym się odrobinę spóźnił. Na razie. – Ucałował dziewczynę w usta i zaraz go nie było.
Laura skryła się w wyznaczonym miejscu i rozejrzała dookoła. Była na jakimś pustkowiu, w sąsiedztwie znajdującego się kilkadziesiąt metrów dalej lasu. Zaczęła się zastanawiać, czy dobrze zrobiła, uciekając z domu. Zaufała chłopakowi, a mimo wszystko sprawy zaczęły wymykać się spod kontroli. Do tego miała zadzwonić do matki, a przez to całe zamieszanie zapomniała. Postanowiła się jednak nie dołować i nie nabierać do głowy pesymistycznych perspektyw. Tłumaczyła sobie, że dzisiejszy dzień to dopiero początek, dlatego wyszły nieporozumienia i że z czasem wszystko się ułoży.
Minęło zaledwie dziesięć minut, kiedy usłyszała klakson. Szczęśliwa, że chłopak wrócił bezpiecznie, niemal biegiem ruszyła do auta, lecz gdy podeszła bliżej, zatrzymała się. Na miejscu pasażera siedział jakiś facet, który, gdy ją zobaczył, skrzywił twarz i natychmiast skierował wzrok na Jimmy’ego. Nadzieje dziewczyny na lepszą przyszłość właśnie uleciały w siną dal. Znów ogarnął ją lęk, przez co nie potrafiła zrobić kolejnego kroku.
– Mała, chodź! – krzyknął Jimmy, wyłaniając się z pojazdu.
Na sztywnych nogach podeszła do samochodu, nie wiedząc, jak się zachować.
– No wsiadaj, na co czekasz? – burknął pasażer, operując bardzo niezadowoloną miną.
Wsiadła i skuliła się na tylnym siedzeniu.
– A my mamy do pogadania – fuknął do Jimmy'ego nieznajomy i odpalił papierosa.
Laura miała dość. Ciekawa była, co jeszcze ją czeka.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1897 słów i 11280 znaków, zaktualizowała 3 lut o 16:50.

2 komentarze

 
  • Zuza

    Tyle czasu czekałam na nowe wpisy , pisz dalej 🙏🏼🙏🏼 Albo zakończ to jakoś w następnych postach. Ale czytam już twoje opowiadania od tylu lat i fajnie jakby miały zakończenie a nie paro letnie przerwy ❤️

  • agnes1709

    @Zuza Ktoś jeszcze to czyta?:eek: To miłe, dzięki. Wena nawala, przymierzam się i przymierzam, i nie wychodzi. Ale specjalnie dla Ciebie teraz coś skrobnę... a przynajmniej będę próbować ;)

  • Zuza

    @agnes1709 jejku to byłoby super. Jak już wspomniałam jeśli nie masz już pomysłów ani weny na ta opowieść to ja zakończ jakoś fajnie albo i nie haha , ale fajnie jakby miała początek i koniec , napewno do niej wrócę za pare lat i super by było przeczytać od początku do końca  :danss:

  • agnes1709

    @Zuza Remont jeszcze tydzień, jak się skończy, postaram się coś skrobnąć. Nawet pomysł wpadł, trzeba go tylko rozwinąć

  • Iga21

    Miała już dość ale ciekawość wzięła w górę i co dalej

    -

  • agnes1709

    @Iga21 Do wora :lol2: