Szare istnienie #83

Szare istnienie #83– Matka jest w pracy, czy u Charliego? – zapytała brata i w końcu ciężko usiadła na kanapie.  
Od czasu przestąpienie progu przez zszargane nerwy jedyne, co robiła, to wolno dreptała po pokoju, jednakże w tej chwili poczuła się już zmęczona, poza tym zaczęła pobolewać ją głowa.
– W pracy, ale może pojedzie do niego. Ma zadzwonić. Może powiem jej, że wróciłaś, martwi się…
– Nie…! Jutro… pojutrze… nic nie mów! – spanikowała.
– Dobrze, nie denerwuj się.
– Zadzwonię jeszcze – chwyciła telefon i wybrała numer.  
Tym razem komórka była włączona, lecz Emma nie odbierała.
– To ja już nic nie rozumiem. Raz jest wyłączony, teraz znów włączony, ale nie odbiera. Ona chyba nie ma przy sobie telefonu, bo nie dzwoniłaby z budki – cisnęła uparcie, szarpana niepokojem. – Może jej ukradli, dlatego płakała, a może matka jej zabrała? Travis, ona miała wczoraj komórkę?
Pokiwał przytakująco głową. Laura patrzyła na brata i nagle jej mimika uległa całkowitej zmianie, przez co 22-latka także.
– Travis, ty coś wiesz – stwierdziła pretensjonalnie.
– Co? – spojrzał głupio.
– Nie wiem, ale widzę twoją minę. Mów, co się dzieje.
– Nic… nie wiem, rozstałem się z nią po basenie.
– Kurwa, człowieku, nie denerwuj mnie, dobrze?! Gadaj, co wiesz i mnie nie wkurwiaj! – rozdarła się, stając przed chłopakiem.
Natychmiast poczuła ból, ten nagły zryw nie był jej raczej potrzebny. Skrzywiła się, sycząc cicho.
– Mała, nie unoś się i siadaj – wepchnął się w tą przepychankę Frank, objąwszy dziewczynę.
– Puść mnie! – wywinęła się. – Czekam – przeszyła brata piekielnym spojrzeniem.
– A odwal się, co mam ci powiedzieć?! – zagrzmiał chłopak.
– Prawdę. Po tym wszystkim, co się ostatnio wokół mnie dzieje już nic gorszego raczej spotkać mnie nie może, chyba, że umarła – ironizowała wściekła nastolatka.
– Już powiedziałem i temat uważam za zakończony – rzekł ratownik i ulotnił się do kuchni.
– Frank, on kłamie, może coś powiesz? – przeniosła atakujący wzrok na osobę bruneta.
– Ale co? Nie kłamie, mała, po prostu też pewnie zdenerwował się jej telefonem. Nie kłóć się z nim, to nic nie da…
– Trzymaj – 22-latek wcisnął w rękę kolegi butelkę piwa i ruszył w stronę schodów.
– Travis! – krzyknęła Laura, lecz nie usłuchał, tylko szybko zniknął z jej pola widzenia.
– Kur… Frank, no widzisz? Jak to nie kłamie, kurwa, czy ja jestem ślepa? Dlaczego go bronisz? Znam go chyba dłużej i wiem, co znaczyła mina, którą zrobił chwilę temu. To moja najlepsza kumpela, chcę jej pomóc, bo nie wiem, gdzie jest i co się z nią dzieje, a ten mi ściemnia, jak gówniarzowi. Poza tym widzisz, jak szybko uciekł?! – znów zaczęła się unosić, gestykulując wymownie i gdy skończyła już gnębić 23-latka, kolejny raz wybrała numer Emmy. Po chwili spojrzała na ukochanego z kompletnie zrezygnowaną już miną.
– Znowu wyłączony – mruknęła.
Chwilowo zapomniała o zdradzie, gwałcie, matce i innych rzeczach, nie zapomniała jedynie o bólu, który przez jej furiackie pląsy znacznie zebrał na sile.
– Chcesz tabletkę? – zapytał Frank, nie odrywając ręki od talii dziewczyny.
Pokiwała głową, więc chłopak po chwili wręczył jej pigułkę i szklankę wody.
– Dzięki – wydusiła cicho, gdyż znów zbierało jej się na szloch.
Nie wiadomo, skąd jej się to wzięło, ale nakręciła sobie, że z kłopotami Emmy na pewno mają coś wspólnego Amber i "J”. W międzyczasie spekulowała też, że przecież Jack został dotkliwie ukarany, więc raczej to nie jego sprawka, lecz po chwili znajdowała ekspresowe wytłumaczenie – przecież mógł to zrobić przed pobiciem.  
Tak jej to wlazło do głowy, że mimo próby przekonania siebie, że to raczej matka, może jednak Travis, lub ktoś zupełnie obcy i tak za moment wracała opcja z Amber i "J-em”, za cholerę nie chcąc dać jej spokoju.
– Laura – przytulił ją mocniej. – Nie martw się, wszystko będzie dobrze.
– Podaj mi telefon – poprosiła nagle, mając dość tych niemiłych przemyśleń.
– Gdzie chcesz dzwonić? – zapytał, zaskoczony, wręczając jej słuchawkę domowego urządzenia.
Nie odpowiedziała, tylko wybrała numer kumpeli.
– Halo – bardzo szybko usłyszała głos jej matki.
Był bardzo dziwny, zimny, pretensjonalny i jakby wkurzony. Zdusiło ją w gardle, lecz zaraz wymamlała:
– Dzień dobry, z tej strony Laura. Mogę rozmawiać z Emmą?
Frank patrzył na ukochaną z widocznym zdziwieniem, lecz siedział w ciszy i oczekiwał na rozwój wypadków.
– Nie ma jej – fuknęła niezbyt przyjaźnie kobieta.
Zaskoczyła dziewczynę. Nigdy raczej nie miała w zwyczaju tak kwaśno się do niej odzywać, nawet, jeśli za nią nie przepadała, czego Laura oczywiście już od dawna się domyślała.
– A gdzie jest? Kiedy wróci?
– Nie wiem – ton nie nabrał ani odrobiny ciepła.
– Pani Colleman. Dlaczego ona do mnie dzwoniła i płakała, czy coś się stało? – Laura nie ustępowała.
– Słuchaj! Nie wiem, czy coś się stało, więc mnie nie pytaj, poza tym nie mam w tej chwili czasu na pogaduszki – warczała 41-latka.
– Kurde, nie obchodzi panią, co się dzieje z pani córką?! A jeśli coś jej się stało?! No co z panią, do cholery?! – zagrzmiała brunetka, której już puściły nerwy.
Frank aż otworzył usta, nie odrywając wzroku od nastolatki.
– Nie, nie obchodzi obchodzi mnie, co robi ta mała dziwka! I nie dzwoń tu więcej! Do widzenia! – huknęła pani prokurator.
Laura aż wytrzeszczyła oczy, nie wierząc w to, co słyszy. Zaniemówiła, lecz szybko się pozbierała.
– Wie pani co…?! – ponownie się uniosła, przymierzając się już do wytknięcia jej wszystkiego, co leżało jej w tej chwili na sercu, lecz nie zdążyła, bo kobieta właśnie odłożyła słuchawkę, bezczelnie ignorując dziewczynę i to, co ma do powiedzenia.
Laura spojrzała na ukochanego, zszokowana, mówiąc bezgłośne: "no nie wierzę”.
– No co? – ponaglał.
– No kurwa, co za suka – podsumowała wkurzona dziewczyna, odrzucając słuchawkę na kanapę. – Więc teraz już wiem, że coś się stało w domu, szmata warczy, jak pojebana. Ale czemu Emma płakała, to do niej niepodobne, co tam się mogło stać? Choć po tej rozmowie powoli przestaję się dziwić jej zachowaniu.
– Mała, na pewno nic się nie dzieje, po prostu się pokłóciły i Emmie pewnie puściły nerwy. Przejdzie jej, przejdzie matce, pogodzą się – odparł ciepło.
– Ty wiesz, co ona właśnie mi powiedziała? – mina dziewczyny wyglądała w tej chwili jak mina świadka tragedii w katastroficznym filmie.
Milczał, patrząc wyczekująco.
– Że nie obchodzi ją, co robi ta mała dziwka. "MAŁA DZIWKA” rozumiesz? O co jej chodziło? Wiem, jaka jest pogięta i ile razy zszarpała już Emmie nerwy, ale taki tekst?  
– To nieźle, ma laska w czubie – odparł zaskoczony chłopak.
– Frank, musimy jej poszukać, bo coś czuję, że to nie była zwykła kłótnia.
– Mała, ale gdzie?
– Nie wiem, wszędzie? Ona nie brzmiała dobrze, boję się o nią. Kiedyś, jak już nawet doszło do tego, że pobiła się z matką, to wypłakała swoje, co trwało dosłownie chwilę, a potem zostały tylko przekleństwa, a teraz? Przecież ona była kompletnie roztrzęsiona. Proszę cię, przejedźmy się po centrum, może gdzieś indziej, nie wiem… – nalegała i ciężko wstała z miejsca, zakładając ciemne okulary.
Chłopak już nie protestował, tylko poszedł w jej ślady.
– Travis!!! – wrzasnął, gdy już byli przy schodach.
– Czego?! – doszło z góry.
– Zejdź na chwilę!
Brat nastolatki pojawił się na dole i Frank oświadczył:
– Jedziemy do miasta, poszukamy jej.
– Do miasta? – zadziwił się.
– No przecież dzwoniła z budki, może się gdzieś tam plącze – rzuciła Laura. – Czy ona nie mówiła ci, że coś nie tak z matką?
– Nie – zdziwienie wzrosło, ale odczuł także lekką ulgę. – Czemu z matką?
– Dzwoniłam przed chwilą i babie kompletnie odpierdala, wyzwała ją od dziwek, masz pojęcie? Czuję, że tam wybuchła jakaś ostra wojna – nastolatka znowu zaczęła się uruchamiać.
– Od dziwek? Nic nie kapuję. Przecież jej stara to chyba fajna babka.
– Fajna?! – zarechotała brunetka. – Jak się znajduje na drugim końcu świata – szydziła. – Frank, jedźmy, na co my czekamy?
– Pojadę z wami – rzekł Travis. – Ja w lewo do Davida, może myśli, że tam jesteś i jakimś cudem do nich zaszła, a wy do centrum.
– Do Davida? Ona by do nich nie zaszła, nie ma mowy, najszybciej zaszłaby tu. Siedź w domu, może się pojawi, bo wnioskuję, że nie ma z czego zadzwonić.
– Ok.
Chwilę później Frank już zapinał ukochanej pas, ponownie delikatnie krzywiąc twarz, gdyż wredne żebro nie dawał o sobie zapomnieć.
– Frank, co znowu? Co ci jest, do cholery?! – ponowiła temat Laura teraz już dotknęła jego wcięcia w talii.
Zastygła w bezruchu, lecz tylko na moment.
– Co masz pod koszulką? – zapytała od razu, wyraźnie wyczuwszy bandaż na jego klatce piersiowej.
– Bandaż. Już ci mówiłem, że zbiłem sobie bok, poza tym byłem przecież w szpitalu i tam mi go założyli, bo trzepnął mnie w to samo miejsce – wyszczerzył się głupio, lecz był już mocno poddenerwowany.
– Koleś, kłamiesz, masz dziwną minę.
Była pewna, że gdy zaginęła, winił o to Amber, dlatego znając go, miała prawo sądzić, że mógł robić coś w tej sprawie i być może przez to wpakował się w jakieś kłopoty, stąd jego dolegliwości.
A gdyby miała pojęcie, że widział film…? Z tym jednak miała spokój, ponieważ nie wyłapała nawet, że Amber go nagrywa, wówczas dochodziło do niej tylko i wyłącznie to, co robił Jack.
Chłopak się wyciszył.
– Frank – naciskała.
– Kurwa, Laura, daj już spokój, zaczynasz mnie denerwować! – huknął, wkurzony, odpalił silnik i ruszył, nie spojrzawszy nawet na dziewczynę.
Odpuściła, widząc jego zacięcie, poza tym nie miała ochoty na kłótnie. Teraz w głowie siedziała jej jedynie Emma, niemniej jednak ten wyskok dał jej dużo do myślenia. Wiedziała już, że coś może być na rzeczy, jego wybuch był dość obrazowy, nasuwają przy okazji mnóstwo spekulacji.
– Mała, przepraszam cię, ale jesteś strasznie upierdliwa – odezwał się w końcu, po upływie dość długiej ciszy.
– W porządku.
Nie patrzyła na chłopaka, bacznie rozglądała się wkoło, mając wielką nadzieję, że wypatrzy przyjaciółkę.
– Która godzina? – mruknęła.
– Za piętnaście ósma.
– Zaraz zacznie się ściemniać i gówno zobaczymy.
– Jedziemy przez Hilton, czy przez Grand? – zapytał Frank, gdyż obie, przecięte budynkami ulice leżały równolegle do siebie i w sumie można by powiedzieć, że obie należały do centrum.
– Nie wiem, nie mam pojęcia. Jest jeszcze sporo ludzi, więc jeśli płakała lub nadal płacze, to raczej będzie unikać świadków. Ale jedź na Hilton, chociaż na Grand jest spokojniej… a zresztą sama już nie wiem – plątała posępnie Laura.  
Do początku Hilton Street dojechali po chwili i Frank zwolnił. Ruch na jezdni znacznie się zmniejszył, lecz na chodnikach i w ogródkach pubów przewijała się jeszcze masa ludzi, trzeba więc była być bardzo czujnym, aby nic nie umknęło uwadze.  
Frank obserwował lewą, natomiast Laura prawą stronę, pozbywszy się okularów.
– Myślisz, że poszłaby do miasta, nie do Travisa?  
– Nie wiem, chyba się pokłócili.
Zapadła cisza. Chłopak nadal jechał bardzo wolno i w rezultacie póki tym tempem dotarli do końca głównej, dochodziła już 20:40 i Emma kilka chwil przed nimi przebyła już tą trasę, minęli się więc zaledwie o minuty.
– I co teraz? – Laura w końcu spojrzała na ukochanego, gdyż most, w którego stronę udała się przyjaciółka nie przemknął jej nawet przez myśl.
Były tam dwa, może trzy razy w życiu, do tego zupełnym przypadkiem, nigdy nie miały w zwyczaju tam jeździć.
– Nie wiem, jedźmy na Grand.
Pokiwała tylko głową, była już kompletnie zrezygnowana, bez cienia wiary, do tego z wolna zaczynała odczuwać zmęczenie.
Robiło się coraz ciemniej. Przejechali Grand, lecz to było jak szukanie igły w stogu siana, przy tej właśnie ulicy na całą jej długość rozciągał się park, więc nawet, jeśli dziewczyna by tam była, ciężko byłoby ją namierzyć.
– Sprawdźmy szpitale – wyskoczyła nagle Laura.
– Szpitale? A co ona robiłaby w szpitalu? – Frank nieco osłupiał.
– A kto wie, czy nic się nie stało? Na pewno była rozkojarzona, zamyślona, może coś…? – zacięła się.
– Mała, przestań.
– Kurwa, ja mówię poważnie. Chyba sam powinieneś wiedzieć najlepiej, jak się łazi po mieście z głową w chmurach – uśmiechnęła się w końcu kąśliwym półuśmieszkiem.  
– Laura, przecież ty już padasz z nóg. Wrócimy do domu, to podzwonimy, popytamy.
– Nie, do sprawdzenia są tylko Golden, Lincoln i Center, to chyba nie zajmie zbyt dużo twojego cennego czasu. Jeśli nie chcesz, podwieź mnie i sama się dowiem, a potem wrócę sobie autobusem – warknęła dziewczyna.
– Kurwa, o co ci chodzi?! Myślałem, że jesteś zmęczona, dlatego chciałem załatwić to telefonicznie, przestań się, kurwa, do mnie sadzić! – zagrzmiał chłopak, stuknąwszy rękoma w kierownicę, dziewczyna powoli zaczynała go irytować.
Laura odwróciła głowę do okna i ponownie zapadła gęsta, naszpikowana złością cisza. Brunet zakręcił i skierował auto w stronę pierwszego szpitala, czyli Golden Park, przejechał jednak tylko kilka przecznic, ponieważ odezwała się jego komórka. Stanął na poboczu i spojrzał na wyświetlacz.
– Jenny – mruknął niemrawo, dość mocno zdziwiony, po czym nacisnął zieloną ikonkę.
Laura niechętnie zwróciła głowę w stronę kierowcy, nie odzywając się. Głos w słuchawce szmerał chwilę i nagle Frank zrobił bardzo oryginalną minę, po czym roześmiał się na całe gardło.
– Poważnie?! – natychmiast wymownie spojrzał na Laurę. – No chyba jaja sobie robisz?! – brechał, jak najęty, przez co dziewczyna zaczęła się powoli niepokoić, nie wiedząc, co się dzieje i czemu mówią o niej.
Ponowny szum z drugiej strony.
– Dobra, zapytam i jutro rano oddzwonię, dziś mamy tu trochę zamieszania – rzekł chłopak i kilka sekund później zakończył połączenie. – No kurwa, zwyczajny cyrk! – oświadczył, drugi raz sugestywnie spogladając na ukochaną, po czym śmiejąc się jak idiota odpalił silnik, wyjechał na prawie pustą już drogę i ruszył w kierunku placówki.

1 313 czyt.
100%101
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2603 słów i 14940 znaków, zaktualizowała 21 maj 2017.

1 komentarz

 
  • zabka815

    zabka815 · 21 maj 2017

    No no koleżanko czemu takie krótkie?   Nareszcie Laura i frank wrócili    Super czekam na następną część