Szare istnienie #94

Szare istnienie #94

Gdy otworzyła oczy, nie kojarzyła jeszcze, gdzie jest i co się dzieje. Po chwili nieco oprzytomniała i natychmiast ogarnął ją lęk – była w sali sama. I pierwsze pytanie: "gdzie jest Frank?”. Strach zebrał na sile, ponieważ, jak to ona, od razu ubzdurała sobie, że ją zostawił. Za moment jednak dodała sobie otuchy, że przecież nie zrobiłby tego, nie mógłby… "A może coś się stało? Może coś mu wypadło, ktoś zadzwonił?”. Nie sądziła, aby akurat teraz wydarzyło się coś, przez co musiałby wyjść, to byłby zbyt dziwny zbieg okoliczności, aczkolwiek biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia i jej życiowe szczęście, była w już w stanie uwierzyć we wszystko.  
Ale nie tylko to było powodem niepokoju, do uszu nastolatki zaczęły dochodzić wyraźne odgłosy rozmów, co było świadectwem, iż w poczekalni zabrała się większa ilość osób. Czapka zniknęła z jej głowy, lecz nie przepadła, leżała na łóżku, obok jej prawej dłoni.  
Brunetka tkwiła na łóżku i wstrzymując oddech, bacznie wsłuchiwała się w mieszające się pomruki za drzwiami. Wezbrała w niej złość na chłopaka. Jak mógł sobie wyjść wiedząc, że w przychodni zebrały się tłumy? Zostawił ją na pastwę mimowolnych widzów, robiąc z niej potencjalny obiekt politowania. Nastawiła się bardzo niepozytywnie, już układając w głowie odpowiedni ochrzan, nie zamierzała mu tego darować.
I nagle nasunęło się kolejne pytanie: "ile czasu tu jest i która godzina?”. Rozejrzała się po pomieszczeniu, poszukując wzrokiem zegarka, niestety, nikt nie raczył go tam powiesić. Uniosła się lekko, próbując dojrzeć hol, lecz drzwi do pokoju były mocno przymknięte i zasłaniały jej cały widok. Głowa wróciła na poduszkę. Spojrzała na kroplówkę – była pusta. Wiedząc, że nie pozostało jej nic, tylko czekać, zamknęła oczy, aby w spokoju móc na powrót zacząć katować się osobą Emmy. Nie potrafiła darować sobie tematu, drań bezczelnie powracał i powracał, wiercąc dziurę w głowie i namolnie uprzykrzając jej życie. " A może się znalazła, dlatego go nie ma? Ale jak ja teraz wrócę?” – znowu się wystraszyła, aczkolwiek zaraz się uspokoiła, pomyślawszy: "ale co ma Frank do Emmy?”.
– Wyspałaś się? – usłyszała nagle wesoły ton i natychmiast kamień spadł jej z serca.
Uniosła powieki. Usiadł obok, szczerząc się głupio, czym tylko prowokował dziewczynę.
– Gdzie byłeś?! – wyjechała cierpko. – Tam jest kupa ludzi, a tym mnie zostawiłeś?! Dziękuję ci bardzo! – warczała, napuszona, oczami wyobraźni widząc już gapiących się na nią, jak na niespotykane zjawisko, pacjentów.
– Mała, wyluzuj – chwycił jej dłoń. – Miko został w samochodzie, prawda? Poszedłem się z nim przejść, nie może przecież siedzieć zamknięty. Samochód stoi w cieniu, ale mimo wszystko jest w nim dość ciepło.  
Zamilkła, zrobiło jej się odrobinę głupio. Nie pomyślała o tym, choć z drugiej strony skąd mogła wiedzieć? Nie jest przecież jasnowidzem.
– Przepraszam – mruknęła, skonsternowana, otrzymując w odpowiedzi cichy śmiech. – Co z nim?
– Nic, siedzi i czeka na ciebie, umierając z tęsknoty – ironizował chłopak. – Powiedziałem Jacobsowi, że kroplówka się skończyła, zaraz przyjdzie – dodał.
– Która godzina?
– Kilka minut trzeciej, pospałaś sobie prawie dwie godziny. Jak się czujesz?
– Dobrze. Sprawdzałeś telefon, dzwoniła?
– Nie sprawdzałam.
Zapytała, lecz po chwili uświadomiła sobie, że niepotrzebnie wspomina o komórce i daje mu jakoby do zrozumienia, że może w niej szperać. Przecież mógł dzwonić Jimmy, lub jakaś inna, niepożądana osoba i zaraz byłyby pytania. Aczkolwiek z drugiej strony przecież on już i tak wszystko wie, więc…?
– Dużo jest tam osób? – zapytała.
Bardzo wstydziła się pokazać w takim stanie, zaczęły się więc kombinacje, jak tu przejść niezauważenie? Czemu, do cholery, nie umie znikać i dlaczego nie wzięła od Jenny tych pieprzonych okularów? Do uczucia zażenowania doszła złość. "Kurwa, co za pojebany dzień!” – burczała podświadomie, wkurzona na wredne odchyły swojego organizmu, przez które będzie musiała teraz świecić oczyma.
– Nie, trzy osoby – odparł chłopak.
– Trzy? Ja słyszę o wiele więcej głosów. I jak ja stąd wyjdę, nie wiesz? Nie trzeba było tu przyjeżdżać – wkurzała się.
– Mała, znowu marudzisz? To już staje się nudne. Skończ już i przestań mnie denerwować – rzekł chłopak i mimo, iż starał się zachować spokój, jego głos emanował dogłębną irytacją.
Wyciszyła się, lecz swoje myślała. Mocniej ścisnął jej dłoń i także zaniechał rozmowy. Widząc jej wzburzenie nie chciał zaogniać atmosfery, do tego widział jej zawstydzenie i miał nadzieję, że jak przemilczy temat, dziewczyna trochę się uspokoi.
Siedzieli tak przez kilka minut, jak zupełnie obcy sobie ludzie, w końcu lekarz przerwał tą niezręczną sytuację, wchodząc do sali ubrany już w cywilne ciuchy.
– I jak się mamy? – uśmiechnął się niemalże po ojcowsku. – Jak się czujesz? Mdłości minęły?
– Tak.
– Głowa już nie boli?
– Nie.
– No dobrze, zobaczmy – rzekł i usiadł obok z zamiarem ponownego zmierzenia ciśnienia.  
Zrobił to bardzo szybko i oznajmił:
– Jest jeszcze nieco podwyższone, lecz nieznacznie. Mogę ją wypuścić, ale musicie koniecznie dzisiaj wykonać kolejną tomografię. Dobrze? – wymownie spojrzał na nastolatkę, jakby wyczuł tkwiący w niej bunt.
Przytaknęła ruchem głowy.
– Dobrze, to chodźcie, wypiszę wam receptę i skierowanie.
Laurę otuliło nieprzyjemne ciepło, perspektywa wyjścia na korytarz przeraziła dziewczynę. Opanowała ją tak duża panika, jakby mieli ją tam co najmniej zlinczować. Frank w okamgnieniu wyłapał manierę ukochanej.
– Pojdę sam, dobrze? Rozumiesz…? – rzekł do Jacobsa.
Ten się tylko uśmiechnął i wyszedł z sali.
– Zaraz wracam – brunet ucałował policzek dziewczyny i ruszył za lekarzem.
Laura włożyła czapkę, ponownie spuszczając daszek i wstała. Powoli podeszła do drzwi i chcąc zorientować się w sytuacji, delikatnie wychyliła twarz. Dojrzała siedzące naprzeciw recepcji starsze, jak wywnioskowała, małżeństwo i jakiegoś młodego chłopaka. Zażenowanie natychmiast wzrosło, wywołane osobą młodzieńca. Olała staruszków, bo co jej oni, ale ten koleś…? "I jak tu się pokazać w takim stanie? Kurwa mać, przecież to kolosalna lipa. Frank, zabiję cię…!”.  
Była wdzięczna chłopakowi, gdyż to dzięki jego uporowi czuje się w tej chwili o niebo lepiej, jednak siedzący w poczekalni blondyn sprawiał, że poczuła się bardzo niepewnie. Uczucia mieszały się oszalałe, wprowadzając niemały bałagan w jej głowie.  
Nagle znajdujące się obok gabinetu Jacobsa drzwi się uchyliły, głośno padło nazwisko i blondyn wstał, chowając się po chwili w sali. Dziewczynę opanowało bezgraniczne szczęście, nie czekając więc, aż okazja przepadnie spuściła nisko głowę i nieporadnie ruszyła w stronę wyjścia. Szła na tyle szybko, na ile pozwalało jej pobite ciało, gapiąc się pod nogi. Przechodząc obok recepcji rzuciła jeszcze niewyraźne: "Dziękuję. Do widzenia” i po chwili była już przy drzwiach. Nie zauważyła nawet, że pokonała hol w ekspresowym tempie, najwidoczniej targająca nią w tej chwili adrenalina w dużym stopniu uśmierzyła ból. Wyszła na zewnątrz, przysiadła na znajdującym się przy wejściu murku i delikatnie uniosła głowę. Klinika znajdowała się na tyłach stojących przy głównej ulicy budynków, dlatego też nie było tu żywej duszy, co było to nastolatce bardzo na rękę. I o dziwo – w tej chwili nie obawiała się jakiegoś niepożądanego spotkania, była nad wyraz spokojna. Nie byli w samym centrum, poza tym nie wierzyła w notorycznie powtarzające się zbiegi okoliczności, to by było już przegięcie. Była przekonana, że nic się nie stanie, a na pewno nie tu i nie teraz. Pewności siebie dodawał też fakt, że nie była sama, w pobliżu znajdowały się przecież inne osoby, wiedziała więc, że w razie problemów będzie mogła liczyć na pomoc.
– Ej! – nagle usłyszała wyraźnie wkurzony głos bruneta, który dobitnie ją wystraszył.  
Podskoczyła na murku, zaskoczona.  
– Mała, do cholery, nie mogłaś zaczekać?! Nie znikaj tak! – zagrzmiał ponownie, gapiąc się na nią na wskroś.
Uśmiechnęła się szeroko, jego mina była przezabawna.
– To jest według ciebie śmieszne?! Pamiętam, że ktoś tu przed chwilą był taki malutki, a teraz siedzisz sobie i się cieszysz?! – chłopak się zdenerwował, lecz na Laurze nie zrobiło to większego wrażenia. Nic nie zdołało w tej chwili zepsuć jej zdecydowanie lepszego humoru, fakt, że w pięknym stylu udało jej się uniknąć zrobienia z siebie pośmiewiska wywołał u niej zadowolenie.
– Wyluzuj, przecież tu siedzę, nie? Nie chciałam, aby ktoś mnie oglądał, nie wiesz, jacy ciekawscy potrafią być staruszkowie? – odparła luźno, nadal ciesząc się pod nosem.
– Idziemy? – zapytał Frank, westchnąwszy głośno i chwycił jej dłoń, zaniechała więc dalszego dokuczania chłopakowi i w milczeniu ruszyła z nim w stronę Toyoty.
Miko już z daleka dojrzał nastolatkę, przez co od razu zaczął kotłować się w samochodzie, kręcąc się w kółko na tylnym siedzeniu. Laura się zaśmiała i spojrzała na bruneta – nadal pałał gniewem. Gdy dotarli do auta, Miko już przekraczał wszelkie granice szału, ponieważ zdążył już przepchnąć się przez przednie fotele i zająć miejsce Laury.
– Kurwa, zdemoluje mi samochód! – warknął wkurzony chłopak. – I jak zamierzasz wsiąść? Zaraz wyskoczy – spojrzał na Laurę.
– Nie wyskoczy, otwórz.
– Za chwilę będziesz leżeć na ziemi, to bardziej, niż pewne – nie odpuszczał, lecz już wyluzował, o czym świadczył jego przypieczętowany lekkim uśmiechem, zdecydowanie cieplejszy ton.
– Nie będę, otwórz. Poskacze chwilę i zaraz mu przejdzie.
Frank otworzył drzwi, lecz wbrew jego przewidywaniom Miko nie wyskoczył z auta, tylko skakał na fotelu i machając zamaszyście tyłkiem, zaczął trącać nosem nastolatkę.
– Chodź – dziewczyna chwyciła go za obrożę i bez najmniejszego problemu "przemeldowała” na tylne siedzenie.
Poczochrała go jeszcze po głowie, po czym rzucając stanowcze: "zostań!”, za moment zajęła miejsce obok kierowcy.
– Normalnie nie mogę w to uwierzyć, coś ty mu zrobiła? On ich się w życiu tak nie słuchał, jak się słucha ciebie – Frank od razu podsumował małżeństwo Ricksów.
– No widzisz? Widocznie mam cechy przywódcze – odparła z pełną powagą. – Miej się więc na baczności… – dodała zaczepnie, wyszczerzając zęby.
– Mała… Uważaj!
Laura się zaśmiała, humor polepszał jej się z minuty na minutę.
– To co, jedziemy na tą tomografię? – rzekł chłopak i dziewczynie zrzedła mina.
– A może jutro…? – zaczęła kombinować.
– Nie, dzisiaj. Zadzwonię do Davida, może jeszcze jest w pracy.
– Dobrze – ustąpiła.  
Na twarzy bruneta wymalowało się niemałe zaskoczenie, znając jej wieczny upór, bardzo zdziwił się tą jakże szybką kapitulacją. Chwycił komórkę i wszczął poszukiwania numeru. Laura wzięła swoją, chcąc sprawdzić, czy już się naładowała, lecz gdy tylko podświetliła ekran, dobry humor prysł tak szybko, jak się pojawił. Dziewczyna zrobiła maksymalnie duże oczy, a palący żar opanował całe jej ciało. O 14:58 pojawiło się kolejne nieodebrane połączenie od Jimmy’ego, lecz to nie to tak bardzo poruszyło dziewczynę. Powodem jej zszokowania było widniejące na wyświetlaczu: "14:24. Nieodebrane. Emma – dom”, a poniżej to samo, tylko, że minutę później. Gapiła się chwilę w telefon, jakby nie mogła uwierzyć w to, co widzi, zaraz się jednak pozbierała i przepełniona olbrzymią nadzieją, natychmiast oddzwoniła. Niestety, nadzieja ta była złudna, nikt nie podnosił słuchawki.
– David jest jeszcze w pracy – rzekł brunet. – Do kogo dzwonisz?
Zajęta telefonowaniem dziewczyna nie odpowiedziała, tylko ponownie wybrała domowy numer kumpeli. Czekała chwilę, lecz efekt był taki sam.
– Emma dzwoniła, ale teraz nie odbiera – odparła, trzymając słuchawkę przy uchu.
Za moment ponownie się rozłączyła, aby zadzwonić po raz trzeci, jednak jak w miarę upływania kolejnych sygnałów doszła do wniosku, że przyjaciółki na ma już w domu, dała spokój. Dyskretnie skasowała połączenie od Jimmy’ego i odłożyła komórkę. Znów zawładnął nią niepokój, kompletnie nie widziała, co ma o tym wszystkim myśleć. Wiedza, iż Emma pojawiła się jednak w domu napawała ją lekkim optymizmem, lecz denerwowała się pytaniem: "dlaczego już jej tam nie ma? Czy gdzieś poszła, czy może jednak…?".
– Frank, a może zajedziemy jeszcze raz? Mam złe przeczucia – poprosiła.
– Mała, po co? Przecież byliśmy rano.
– Ale dzwoniła, dwa razy, jeden po drugim… z domowego, czyli była w domu. A jeśli ona zrobi sobie coś złego?
– Przestań!
– Kurwa, dlaczego nie wzięłam ze sobą tego cholernego telefonu! – wyjechała nagle.  
Tak się na siebie wściekła, że najchętniej walnęłaby się teraz w mordę.
– A skąd mogłaś wiedzieć? – mruknął byle jak Frank, był już chyba zmęczony jej ciągłym narzekaniem i wymyślaniem coraz to głupszych teorii.
Laurę coraz bardziej korciło, aby ponownie zajechać do domu przyjaciółki, aczkolwiek już nie prosiła. Chłopak maksymalnie ją wkurzył, zachowując się tak, jakby zajechanie do kumpeli był dla niego wielkim problemem. Nie odzywała się, siedziała naburmuszona, gapiąc się w szybę.  
– Zrobimy badanie i zajedziemy, skoro tak ci zależy, choć uważam, że to bez sensu – rzekł w końcu Frank, widząc jej zachowanie.
– Bez łaski…  
Raz po raz gapiła się na telefon, w końcu nie wytrzymała i po raz czwarty podjęła próbę skontaktowania się z koleżanką. Chłopak kątem oka obserwował ukochaną kompletnie nie rozumiejąc jej uporu, lecz już nie pouczał dziewczyny, wiedział, że jego interwencja skończy się tylko i wyłącznie na jakiejś niepotrzebnej pyskówce.  

Dojechali do szpitala, ale i tym razem Laura nie odczuła stresu, była bardzo spokojna. Emma zagłuszała wszystko, poza tym była z Frankiem, nie widziała więc powodu do obaw.
– Zadzwonię, że jesteśmy – bąknął brunet, lecz nie otrzymał odpowiedzi.
David zjawił się bardzo szybko, prowadząc przed sobą wózek. Miko widząc chłopaka ponownie się ożywił, nie szalał jednak, wydawał z siebie jedynie pocieszne jęki, machając wesoło ogonem.
– Dobrze mu z tobą – chłopak zaśmiał się do Laury, po czym wsadził dłoń przez uchyloną tylną szybę i pogłaskał pupila. – Jak się zachowuje?
– W porządku. Po co ci ten wózek? – zapytała dziewczyna, niechętnie opuszczając auto.
– Lekko ci chodzić? – odparł David nieco prowokacyjnie. – Poza tym chcesz siedzieć w poczekalni półtorej godziny? Pięć osób czeka na badanie.  
Dziewczyna zamilkła i grzecznie usiadła w fotelu na kółkach.  
– Postawię w cieniu – rzekł Frank i odpalił silnik, więc David chwycił wózek i ruszył w stronę budynku.
– Weź mój telefon! – krzyknęła jeszcze brunetka.
Dojechali do wejścia i Laura ponownie poczuła się jak ofiara losu. Zawstydzona spuściła głowę.
– Młoda, znowu się przejmujesz? Przecież to szpital, nikt nie będzie zwracał na ciebie uwagi. Wyluzuj – uspokajał ją znajomy.
Nie odpowiedziała. Bardzo szybko dotarli do sali tomograficznej i David jak zwykle, wdając się po drodze w konwersacyjną przepychankę z niezadowolonymi pacjentami, wprowadził "pojazd” do wewnątrz, zupełnie ignorując kolejkę i wzburzenie oczekujących.
Badanie trwało bardzo krótko, zaledwie dziesięć minut, ale że tym razem wykonywał je stażysta, musieli jeszcze skonsultować wyniki z neurologiem. Brunetka nie była zadowolona, nie sprzeciwiała się jednak, chciała jak najszybciej mieć to już za sobą i wrócić do domu. Emma kotłowała się w jej głowie, do tego znów zaczęła odczuwać lekki głód, apetyt ewidentnie jej wracał.
– Musi jeszcze do lekarza, ale tam też wcisnę ją bez kolejki – rzekł cwaniacko David do czekającego za drzwiami Franka.
– Travis dzwonił – burknął tępo brunet, spojrzawszy na ukochaną.
– Odebrałeś?
– Nie.
– Dlaczego?
– Nie zdążyłem, zagrało tylko chwilę, chyba padł mu telefon.
– Dobra, poczekajcie, zapytam – rzekł młody lekarz, zatrzymując wózek przed gabinetem, w którym zaraz zniknął.
– Która godzina? – zapytała.
– Za piętnaście czwarta.
– Daj mi telefon.
Dostała go i bezzwłocznie sprawdziła połączenia, lecz Emma się odzywała. David wyszedł z sali i kazał dziewczynie iść do środka. Wizyta trwała dosłownie moment. Niski facet po pięćdziesiątce zapytał tylko, jaki był powód skierowania na tomografię, co dziś jadła, czy nadal ma zawroty i jak się ogólnie czuje, po czym wręczył jej opis wyniku, aby mogła pokazać go Jacobsowi i pozwolił opuścić gabinet.
– Pokaż – nakazał David, gdy tylko Laura zamknęła za sobą drzwi. – Wszystko ok – uśmiechnął się.
– Mówiłam… – warknęła nastolatka. – Jedźmy już – poprosiła i bez zbędnego zaproszenia posadziła tyłek na wózku.

David odprowadził ich do samochodu i po gdy po kilku chwilach ponownych przepychanek z Miko Laurze udało się w końcu zająć miejsce, zapytał:
– Wpadniecie w sobotę na grilla?
– Nie wiem – odparł Frank.
– Młoda?
– Na grilla? – natychmiast się zbulwersowała. – David, czy ty nie widzisz, jak ja wyglądam?
– Normalnie, poza tym prócz nas, was i Becky z facetem nikogo więcej nie będzie. Laura, nie zawieszaj.
– No właśnie, "z facetem”, to wystarczy, żebym najadła się wstydu.
– Przestań. Zresztą mam wasz numer, zadzwonię jutro i się dogadamy, ok? Przemyśl sprawę – David nie odpuszczał, stojąc z nosem wciśniętym w okno nastolatki.
– Dobrze, zobaczę – mruknęła dziewczyna, nie miała w obecnej chwili nastroju na wymyślanie kolejnych wykrętów. Znów poczuła zmęczenie, co zaczynało ją powoli denerwować, czuła się jak emerytka.
– Dobra, to trzymajcie się – David uśmiechnął się szeroko i po chwili schował się w budynku szpitala.
Frank przekręcił kluczyk i ruszył. Laura ponownie zadzwoniła do Emmy, choć sama nie wierzyła już w sen tego działania. Brunet milczał, ona także – atmosfera w dalszym ciągu nie była zbyt pozytywna. Przejechał przez centrum, lecz nie skręcił w prawo, do Laury, tylko w lewo.
– Gdzie jedziesz? – wymusiła słowa.
– Przecież chciałaś sprawdzić...
Na tym ta nadzwyczaj długa rozmowa dobiegła końca i po kilku minutach Frank zatrzymał się pod domem Emmy.
– Mam zajść? – zapytał.
Pokiwała głową.
– Dziesięć po czwartej, o której jej matka kończy pracę? Nie mam zamiaru znowu z nią dyskutować, ona ma nierówno – rzekł chłopak.
– Jeszcze raczej jej nie ma.
– Dobra, idę.
Chłopak pukał trzy razy, lecz nikt mu nie otworzył, przez co Laura straciła już wszelkie nadzieje. Wiedziała, że to już nie są żarty, że dziewczyny nie ma zdecydowanie za długo. Dzwoniła dwa razy, ale co z tego, skoro teraz nie daje znaku życia? Przez chwilę nastolatka pomyślała, że może pojechała do dziadków, ale wtedy zadzwoniłby i czwarty, i piąty raz, a tu nic. Nie wiedziała już, co robić, gdzie szukać. Policja olewa sprawę, więc co ona biedna może?
– Jesteś głodna? – przerwał jej zamyślenie.
– Trochę.
– To może zajdę do sklepu i zrobię nam coś dobrego?  
– Dobrze…
Zadzwonił telefon bruneta, więc chłopak zgasił silnik i przyłożył słuchawkę do ucha.
– Co takiego?! – wykrzyczał po chwili, kierując na siebie uwagę ukochanej. – Ty chyba sobie żartujesz?! Skąd wiesz?!
Ktoś szmerał chwilę z drugiej strony, po której Frank rzekł:
– Powiedz jej, że zadzwonię do niej za godzinę i się gdzieś umówimy.
Dzwoniący rzucił jeszcze kilka słów i rozmowa się zakończyła. Laura bacznie patrzyła na chłopaka, który wściekle rzucił telefon na deskę rozdzielczą i położył ręce na kierownicy. Miał bardzo zastanawiającą minę
– Co się stało? – zapytała w końcu.
– No kurwa, nie wierzę… – ignorując nastolatkę mruknął sam do siebie, parskając ironicznym śmiechem, po czym odpalił silnik i ruszył w kierunku jej domu.

1 491 czyt.
100%134
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3562 słów i 20957 znaków, zaktualizowała 28 lip 2017

Komentarze (4)

 
  • Bonny

    Bonny 31 lip 2017 ip:7922480

    No nie przeczytałam już wszystko! Czekam na kolejną część ze zniecierpliwieniem! ????

  • Jo

    Jo 29 lip 2017 ip:8324212

    Pamiętaj, miałaś ją uśmiercić... Tak zaspojlerowałaś, a ja mam screeny

  • Black

    Black 28 lip 2017

    I dlaczego w takim momencie kończysz?  

  • karo16

    karo16 28 lip 2017 ip:21376164

    chyba 94xd