Szare istnienie #82

Szare istnienie #82

– Wskakujcie – Chris kiwnął głową, samemu zająwszy miejsce obok kierowcy.  
Susan wsiadła z lewej strony, Jimmy natomiast przepuścił Emmę, która znalazła się pośrodku i zaraz posadził tyłek obok.
– Kenny, miło cię widzieć! A już myślałam, że umarłeś!!! – zapiała Sue, której kokaina prawidłowo wkręciła się już do krwioobiegu.  
– Ciebie też – chłopak wygiął usta – zwłaszcza w stanie nieważkości.
– A możesz zdradzić mi powód, dla którego jest tu tak cholerne gorąco? – zapytała, radując się i w okamgnieniu otworzyła okno. – Jimbo, otwórz u siebie.
– No właśnie, przecież masz klimę, czemu się tu kisisz?! – warknął Chris i natychmiast przekręcił znajdujące się obok radia, niebieskie pokrętło.
– Nie podniecaj się, zaraz się wyłączy – uśmiechnął się jasnowłosy, ścięty na krótko kierowca. – Pieprzy się. Miałem naprawić, ale nie mogę znaleźć na to czasu – dodał i ruszył.
– Podkręć, natychmiast!!! – zawyła Sue, słysząc w radiu Tiesto.
Chłopak wzmocnił dźwięk i sąsiadka Emmy z miejsca zaczęła pląsać na siedzeniu, wydając się być nad wyraz szczęśliwą i wyluzowaną.
– Idziemy na dyskotekę! – oznajmiła nagle, niemal krzycząc w ucho nastolatce.
– Gdzie idziemy?! – roześmiał się Jimmy.
– W dupę ciemną! Idziemy na imprezę i bez dyskusji! W "Crazy” wrzucają zajebistą muzę, czyli punkt ósma zamierzam tam być! Młoda… – spojrzała na sąsiadkę.
Ta skierowała na nią wzrok, lecz się nie odezwała, Sue swoimi wymyślanymi na poczekaniu, coraz to bardziej zwariowanymi pomysłami wprowadzała niemały zamęt w głowie dziewczyny.
– No co? Popijemy, pofikamy i po dwunastej wrócimy. Ja, stara, dwudziestosiedmioletnia baba lubię sobie poskakać, a ty, młoda dziewczyna…? – naciskała, objąwszy nastolatkę. – Nie lubisz odreagować?
– Lubię, ale jak…? – mruknęła Emma. – Chodzę w tych ciuchach już trzeci dzień, jak ja się ludziom pokażę? – tłumaczyła się, nie wiedząc, jak się wykręcić, tym bardziej, że ciężko jej było przeciwstawić się starszej koleżance.
– Stara jest w pracy?
– Nie wiem – dreszcz zawitał ponownie i auto właśnie się zatrzymało.
– Dzwoń do domu – Sue podała jej komórkę.
Totalnie zaskoczona nastolatka zrobiła dość nieokreśloną minę, nie miała pojęcia, co jest grane.
– No dzwoń!
Wzięła telefon i wykręciła numer. Czekała, wysłuchawszy siedmiu sygnałów, lecz nikt nie odbierał.
– Powinna być w pracy, przeważnie wraca po 17:00 – wydusiła w końcu niepewnie.
– Mnichu, idź, a my zaraz dojedziemy. Kenny, podrzucisz nas? Młoda powie ci, gdzie.
Teraz Emma zbłądziła już na amen, zaniepokojona faktem, że Sue zamierza jechać do jej domu, i po co?  
Zaczęła zadawać sobie pretensjonalne pytania, dlaczego nie ściemniła, że ktoś jest w domu i odebrał? I co teraz?
– Nie ma problemu – odparł kierowca.
– Tylko nie śpijcie tam. I nie władujcie się w kłopoty! – nakazał Chris i wysiadł z wozu, który po chwili ruszył.
– Gdzie mam jechać? – zapytał Kenny, odwracając się.
– Młoda… – Sue spojrzała na nastolatkę.
– Ale po co chcesz tam jechać? – bąknęła strachliwie Emma.
– Weźmiesz jakieś ciuchy.
Jimmy się nie udzielał.
– Ale jak…?
– Normalnie, z szafy – zaśmiała się Susan. – No mów, nie ma czasu!
Nastolatka chcąc nie chcąc, podała blondynowi adres i niecałe dziesięć minut później byli pod jej domem.
– To nie jest dobry pomysł. A jak wróci wcześniej? – panikowała Emma, nie mając pojęcia, co zrobić, jak odciągnąć nową znajomą od tego szalonego pomysłu.
– Dzwoń jeszcze raz – tyle otrzymała w kwestii odpowiedzi.
Zadzwoniła, lecz nadal nikt nie podnosił słuchawki. Perspektywa oszukania wciąż kręciła się jej po głowie, nie miała jednak odwagi zełgać, przecież Sue mogłaby usłyszeć, domyślić się, że nikt się nie odezwał…
– Młoda, nie zasypiaj – szturchnęła nastolatkę. – Pytałam, czym jeździ?  
Spojrzała cielęcym wzrokiem, pytanie jej umknęło.
– Twoja matka – sprostowała Sue, która już dawno zauważyła popłoch, w jaki wpadła Emma
– Srebrną Impalą.
– Dobra, Kenny, ty tu pilnuj, a my idziemy. W razie przypału, dzwoń… Tylko nie śpij! – rzekła radośnie pomysłodawczyni i szybko wysiadła z auta.
– Jimmy… – mruknęła Emma, szukając ratunku w osobie chłopaka.
– Em, nie panikuj, będzie dobrze, poza tym Sue raczej nie odpuści. Szaleństwo to jej drugie "ja”, zwłaszcza, gdy jest na haju.
– A jak jednak wpadnie? Ona ma czasami takie odchyły. Jimmy, ja się boję.  
– To jej naklepię i po sprawie – zaśmiał się chłopak. – Mała, wrzuć na luz, nie wpadnie, a jeśli nawet, to mamy sposoby na to, żeby wyjść z tego czysto – objął nastolatkę widząc, że zrobiła się blada, jak ściana.
– Ale drzwi… Jak wejdziemy? A jak włączyła alarm? Raz to robi, raz zabiegana, zapomina. Jakie sposoby? – drążyła, spłoszona wiedząc, jak niepokorne jest to towarzystwo i na co może być ich stać.
– Chodź, będzie dobrze – odparł wymijająco brunet, wysiadł i pociągnął dziewczynę za rękę. – Miej oczy otwarte! – rzekł dobitnie do kierowcy i poprowadził znajomą w stronę budynku.
Sekundy później zatrzymali się przed wejściem.
– Sue, ale alarm… Zaraz nas zgarną – Emma nie odpuszczała i mimo wypicia już dość sporej dawki alkoholu, z tego wszystkiego otrzeźwiała. Była przerażona.
– Alarm uruchamia się w przypadku uszkodzenia drzwi lub nie wyłączenia go po określonym czasie, a tu żadnego włamania nie będzie – Susan uśmiechnęła się cwaniacko. – Chudy, otworzysz? – popukała w wielkie, ciemnobrązowe, masywne, nie wyglądające jednak na łatwo dostępne włamywaczom drzwi.
– Nie wiem, lekko nie będzie – mruknął Jimmy i wyjął klucze, wśród których znajdowały się dwa dziwne, metalowe wytrychy.
Natychmiast znalazły one swoje miejsce w dolnym zamku, buszując w nim delikatnie. Wystarczyło kilka sekund, żeby puściło zabezpieczenie, a Emmie nerwy. Trzęsła się już jak galareta, tym bardziej, iż nie wiedziała, jak zachowają się w środku, czy przypadkiem coś głupiego nie przyjdzie im do głów.
Chłopak chciał już dobierać się do górnego zatrzasku, lecz nastolatka wcisnęła mu rękę przed nos, nacisnęła klamkę i drzwi się otworzyły. Spojrzał na nią, zaskoczony.
– Nigdy nie zamyka na górę, chyba, że wyjeżdża gdzieś na dłużej – wyjaśniła, szybko weszła do wewnątrz i wcisnęła kod alarmu, wyłączając go.
Skierowała się do środka, więc pozostali ruszyli za nią i Sue od razu udała się do znajdującego się po prawej, przestronnego, jasnego salonu. Udekorowany czarnymi meblami, ładną, brązową kanapą, wiszącą na morelowej ścianie wielką plazmą i stojącym obok kinem domowym, oraz dużym, kryształowym żyrandolem i miedzianymi zasłonami pokój wyglądał dość ekskluzywnie. Dzieła zwieńczały śnieżnobiałe firanki i ciemnoszary, wpadający w odcień srebrnego, leżący na błyszczącej, drewnianej podłodze, puchaty dywan.
– No, to suka nieźle umila sobie życie, wsadzając za kratki dobrych ludzi – warknęła 27-latka, rozglądając się po tym urządzonym z wyraźnie przesadnym przepychem miejscu.  
Nastolatkę z miejsca sparaliżowało i mocno się zmieszała. Milczała.  
– Masz coś do picia? – zapytała Sue i sekundy później już siedziała z głową w lodówce, mając najwyraźniej kompletnie w dupie, że jest w cudzym domu, do którego, notabene, weszła nielegalnie.
– Kuchnię też macie niezłą, niejeden hotel mógłby wam pozazdrościć – podsumowała wyłożone brązowo-złotymi kafelkami, otoczone masą drogich urządzeń i ładnych, białych mebli, pomieszczenie
– Biorę jakieś ciuchy i spadamy, nie chcę tu być – oznajmiła przepełniona trwogą Emma, nie chcąc już słuchać pretensji starszej dziewczyny, której zaczynała się po prostu bać.
Nie patrząc na to, czy nie przetrząsną jej domu i czy jej czasem nie okradną, w okamgnieniu pomknęła na górę, aby jak najszybciej załatwić sprawę i jeszcze szybciej opuścić budynek. Wtargnęła do łazienki i w biegu wsadzając w usta szczoteczkę do zębów, jak burza wpadła do sypialni, a następnie do szafy. Dobrze widziała, gdzie co leży, lecz przez zdenerwowanie i spowodowane myślami o osobach na dole rozkojarzenie nie mogła się skupić, przez co jej chaotyczne, nerwowe przewalanie ciuchów poskutkowało w końcu wywaleniem połowy z nich na podłogę. Chwyciła plecak, złapała pierwsze z brzegu, sięgające do połowy ud, jasnoniebieskie Nike, białą koszulkę tej samej firmy, jasnoszare rybaczki i jeszcze jeden T-shirt, fioletowego koloru, dołożyła do tego leżącą z brzegu bieliznę, skarpetki, granatowy strój kąpielowy (w razie czego), po czym resztę garderoby wpakowała na odwal się z powrotem do szafy i pędem ruszyła do toalety. Ekspresowo dokończyła mycie zębów i biegiem udała się na dół. Wszystkie czynności zajęły jej zaledwie kilka minut, gdyż wykonywała je niemal tempem złotego medalisty olimpijskiego w biegach.
Była już cała mokra. Lekko zasapana wpadła do salonu, ale pomimo jej obaw, nic złego się w nim nie działo. Susan oglądała stojące na regale zdjęcia, Jimmy natomiast obserwował, co się dzieje za oknem.
– Czemu nie masz nic do picia? – starsza z dziewczyn się odwróciła, słysząc za sobą kroki.
– Moja matka nie zwykła pić.
– No jak to? Nie ma żadnej Brandy, czy wódki? Gdzie masz barek? – drążyła Susan, wyraźnie nakręciwszy się nie w tą stronę, co trzeba.
Emma wskazała ręką drugie drzwiczki po lewej, które zaraz zostały otwarte.
– No kurwa, Jimbo, patrz – "nie zwykła pić!” – zadrwiła głośno 27-latka, wskazując stojące w regale butelki, których było chyba z dwadzieścia, jak nie więcej. – "Bo zwykła chlać” – dodała wesoło.  
Wyglądała bardzo zastanawiająco, kokaina zrobiła niej w tej chwili gotowego na wszystko, chamskiego i nie mającego krzty przyzwoitości natręta.
– Kurwa, wszystkie zamknięte, ale to nie problem – kontynuowała Sue, chwytając w dłoń pierwszą z brzegu whiskey.
– Susan, nie zabieraj tego, będzie przypał – bąknęła spłoszona Emma, prosząc losu, aby dziewczyna odstawił trunek.
Bała się zareagować, nie miała jednak wyjścia, za wszelką cenę chciała uniknąć kłopotów. W tej chwili zaczęła bezlitośnie wyrzucać sobie, że nie wyszła wcześniej od Jimmy’ego. Przecież oni i tak jej nie polubią, nie zaakceptują, więc tym bardziej nie będą patrzeć, czy poniesie jakieś konsekwencje. Alkohol pomógł w tym, że łudziła się jak głupia, że są do niej jednak pozytywnie nastawieni, mimo, iż dobrze wiedziała, że to tylko bezsensowne dodawanie sobie otuchy. W końcu kim ona dla nich jest?
– Młoda, myślisz, że to policzyła? – Sue nie rezygnowała, szczerząc się do nastolatki. Zobacz, ile ona tego tu ma? Czego się trzęsiesz? – głos ostygł.
– Ona dobrze wie, ile czego ma – odparła Emma, nerwowo spoglądając na zegarek – 14:22.
– Kurwa, zostaw to! – zagrzmiał Jimmy, wyrywając przyjaciółce butelkę, którą odstawił na miejsce i zamknął kredens. – Chcesz nagonić jej kwasu?! Spadamy, miała być chwila! – pociągnął kumpelę za ramię.
– Aleście sztywni, jak stare dziady – warknęła Susan – Kończy mi się faza… przez ciebie! – lekko popchnęła bruneta, ruszając z nim po chwili w stronę wyjścia. – Mam nadzieję, że Mnich wziął coś ze sobą – burczała.
Emma miała już serdecznie dość tej "imprezy”, nie wiedząc, czy w tej chwili Susan po prostu sobie błaznuje, bawiąc się w chamski sposób jej lękiem i niemożnością przeciwstawienia się, czy to narkotyk wywołuje u niej te pojebane zachowania.
Doszli do drzwi, lecz nastolatka nagle rzuciła:
– Idźcie, zaraz przyjdę.
– A drzwi? – zapytał Jimmy, trzymając już w dłoni narzędzie przestępstwa.
– Zatrzaskują się od środka.
– Ruchy – nakazał i zniknął z Susan za zewnątrz, Emma natomiast migiem ruszyła z powrotem do salonu.
Otworzyła znajdującą się pod telewizorem szufladę, następnie znajdujące się wewnątrz, drewniane pudełko, wyjęła z leżącego w nim pliku banknotów dwadzieścia dolarów i już miała wychodzić, lecz nagle jej wzrok przykuło coś innego – telefon spoczywał na ułożonych jedna na drugiej książkach. Zadumała się chwilę i zaraz miała go w dłoni, niestety, nie było w nim ani baterii, ani karty.
– Kurwa – fuknęła.
Wiedziała, że nie może go zabrać, lecz mogłaby przynajmniej sprawdzić połączenia i wiadomości, złość więc była w pełni uzasadniona. Sekundę później znalazła się przy telefonie domowym i wykręciła numer przyjaciółki, lecz ta, nie wiedzieć czemu, nadal nie odbierała. Zawiedziona dziewczyna wykręciła ponownie, lecz gdy po czterech sygnałach usłyszała znienacka ponaglający klakson, "obudziła się". Odłożyła słuchawkę, zarzuciła plecak na ramię, zbiegła po schodkach, włączyła alarm i zatrzasnęła drzwi. Sprawdziła jeszcze, czy są zamknięte i po chwili siedziała już w aucie.
– No młoda, dobry z ciebie ananas. Tak się bałaś, a sama tam zaginęłaś – Sue objęła Emmę, uśmiechnąwszy się wreszcie z pełną sympatią i Ford szarpnął z miejsca, po czym pomknął dziarsko w stronę centrum.

1 176 czyt.
100%142
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2348 słów i 13708 znaków, zaktualizowała 20 maj 2017

Komentarze (2)

 
  • Naznaczona

    Naznaczona 20 maj 2017

    Podoba mi się!

  • Caroliness

    Caroliness 20 maj 2017

    wygląda na ciekawe i fajne, ale za dużo tego