Szare istnienie - zmiany #26

Szare istnienie  - zmiany #26– Jimmy, z jakim prawkiem? – naciskała Laura.
– Normalnym. Czary mary – rzucił radośnie chłopak, z gracją wyjmując dokument z kieszeni i machając nim przed nosem dziewczyny.
– Skąd to masz?! – Laura podniosła głos, wyrywając Jimmy’emu swoją własność.
– Mówiłem – czary mary – dowcipkował brunet.
– Grzebałeś w moich rzeczach?! – wrzasnęła wkurzona dziewczyna. – Poza tym kiedy zdążyłeś to zrobi…?  
Zacięła się. Nagle zdała siebie sprawę, że musiał zabrać dokument, kiedy odwiedził ją z Susan. Ale kiedy poszedł na górę? – główkowała, wiedząc jednocześnie, że przecież była tak spięta, że nie zwracała uwagi na to, co robi chłopak. Pamięta, jak spacerował sobie po domu, mógł więc bez problemu pójść na górę i zabrać, co chciał.
– Piękna, wyluzuj, przecież sama byś o tym nie pomyślała, a prawko zawsze się przyda – wyjaśnił spokojnie Jimmy.
– Jasne, to jest najlepsze wytłumaczenie, kiedy się łazi po czyimś domu i kradnie jego rzeczy. Mogłeś mi powiedzieć, poza tym tak się nie robi. I ja mam ci ufać? – warczała Laura.  
– Śliczna, nie świruj, przecież niczego nie ukradłem. Po prostu myślę czasem za ciebie – dogryzł brunet, podburzając dziewczynę jeszcze bardziej.
– Nie odzywaj się do mnie – syknęła nastolatka, nadymając się złością.
Jimmy się roześmiał, nic sobie nie robiąc z fochów ukochanej.
– Robisz to specjalnie? – wtrąciła nagle Emma, wprowadzając Laurę w nie lada zdumienie.
– No pewnie – zachichotał Jimmy.
Emma zamilkła, westchnęła tylko sugestywnie.
– Poprowadzę. Mogę? – zapytała Laura, chcąc zakończyć dyskusję.
Emma zatrzymała się na poboczu i zamieniła z przyjaciółką. Miko już wybierał się za nastolatką, ale szybko został przystopowany. Jimmy także usiadł z przodu, uśmiechając się pod nosem. Laura starała się nie zwracać na niego uwagi i skupić na drodze. Przekręciła kluczyk i szarpnęła ostro. Na pasażerach nie zrobiło to większego wrażenia, dopiero, kiedy dziewczyna zaczęła coraz mocniej wciskać gaz, Jimmy zareagował.
– Śliczna, zwolnij, chcesz mieć psy na karku? – poprosił.
Laura jednak nie usłuchała i za chwilę auto sunęło już z prędkością ponad stu pięćdziesięciu kilometrów na godzinę. Prowadziło się bardzo lekko, nastolatka nie miała najmniejszych problemów z opanowaniem pojazdu.
– Laura! – krzyknął w końcu Jimmy.
– Jakie psy, przecież to zadupie – rzuciła kąśliwie brunetka, chcąc odgryźć się za niedawną sprzeczkę.
– Zwolnij, kurwa! – wrzasnął nagle wzburzony Billy, nachylając się do fotela kierowcy.
Poskutkowało, Laura natychmiast zdjęła nogę z gazu.


Atmosfera znów zrobiła się dość nieprzyjemna. Emma z Billym mamrotali coś do siebie, Jimmy milczał, bacznie obserwując ukochaną, Laura natomiast wróciła myślami do domu. Snuła też domysły, co zastaną, jak dojadą na miejsce. Wyobrażała sobie, jak wygląda miasto, jak będzie prezentować się mieszkanie, i – co wprawiało ją w popłoch – kim są znajomi chłopaków i czy przypadkiem nie zrobią im czegoś złego. W końcu ich nie znały, a Jimmy – o czym już wiedziała – będzie zajmował się czymś nielegalnym, co niesie za sobą nieciekawe towarzystwo.
Miała mętlik w głowie, gdyż z jednej strony kusiło ją nowe życie i już nie mogła się doczekać, jak to będzie, z drugiej jednak bała się kłopotów. Wiedziała, że Jimmy zrobi wszystko, aby nie stała jej się krzywda i w tylko tym pokładała chwiejną nadzieję, że wszystko się ułoży, aczkolwiek coś niepokojącego wciąż zaprzątało jej głowę.
Rozmyślała o wszystkim, nie zapominając przy okazji, że prowadzi. Mimowolnie znowu coraz mocniej wciskała pedał gazu, w końcu Jimmy rzucił suche: – zatrzymaj się. Do żyjącej w innym świecie dziewczyny słowa chłopaka nie dotarły, szturchnął ją więc w ramię.  
– Co? – warknęła, spojrzawszy jak demon na pasażera.
– Laura, co z tobą? Patrzysz w ogóle, co robisz i jak jedziesz? – wyrzucił pretensjonalnie brunet.
– Oczywiście, mam wszystko pod kontrolą – odparowała ironicznie dziewczyna.
– Zatrzymaj się.
– Dlaczego?
– Piękna, myślisz o niebieskich migdałach, a jakbyś zapomniała, nawiałaś z domu. Stań, ja poprowadzę – tłumaczył spokojnie Jimmy.
Zatrzymała się, aczkolwiek nie była zadowolona. Wciąż miała zły humor, choć bardzo chciała wyluzować. Czując, że podświadomie to matka wierci jej dziurę w brzuchu i przez to ponoszą ją nerwy, postanowiła od razu po przyjeździe zadzwonić jeszcze raz. Musiała się dowiedzieć, czy kobieta nie poszła na policję i czy zaakceptowała jej decyzję. Wiedziała, że „akceptacja” to za duże słowo, ale chciałby usłyszeć z ust kobiety cokolwiek, co pomoże jej choć trochę odetchnąć i nie zagryzać się od rana do wieczora.
Zasiadła na miejscu pasażera, mocno łupnąwszy drzwiami.
– Kurwa, uspokoisz się, czy nie? – burknął Billy. – Jeśli masz strugać tu obrażoną damulkę, to może wysiądź i wracaj. Dam ci na autobus – dodał oschle.
– Mały – zbeształ przyjaciela Jimmy.
– Co „mały”? Wkurwia mnie to już – syczał blondyn.
Reakcja chłopaka sprawiła, że Laurze zrobiło się nad wyraz głupio. Nagle zrozumiała, że zachowuje się jak idiotka i sama wywołuje zamieszanie.
– Sorry – mruknęła, na nic innego nie było ją stać. Mimo obecności Jimmy’ego nie potrafiła postawić się Billy’emu.
– Laura. – Kierowca położył dłoń na nodze nastolatki. – Co się dzieje?
– Nic.
– Nie dumaj, bo ci czacha zadymi i w końcu pęknie. Wszystko będzie dobrze. Matka cię targa, mam rację?
Dziewczyna przytaknęła głową.
– Zadzwonisz, jak tylko dojedziemy. Wyluzuj już.
Nastolatka w odpowiedzi oparła głowę o szybę i zamknęła oczy.


– Wstawaj, dojechaliśmy – usłyszała niewyraźne słowa. – Ile można spać? – zaśmiał się Jimmy.
Laura nie odpowiedziała, tylko od razu wlepiła nos w szybę, chcąc zobaczyć, gdzie są i jak wygląda otoczenie. Stali przy jakimś zaniedbanym bloku, w samym, jak wywnioskowała, centrum. Od razu zauważyła, że miasteczko jest bardzo małe, gdyż w porównaniu do jej miejsca zamieszkania sklepy można było policzyć na palcach jednej ręki.
– Dobra, weźcie psa i idźcie z Billym, a ja schowam furę go garażu – rzekł brunet.  
Laura nie była zadowolona. Wiedziała, że Billy jest na nią zły i bała się, że znowu się do niej przyczepi.
– Dobra, wsiadaj – rzucił Jimmy, celnie odczytując myśli nastolatki.
Wjechali do podziemi i chłopak zaparkował najbliżej wjazdu. Laura była nieco zdziwiona faktem, że blok wygląda jak przedwojenny, a posiada garaż.
– Głodna? – zapytał brunet.
– Trochę.
– Widziałem bar, zajdziemy?
– Jak chcesz.
Lokalna knajpa była dość spora, jak na tak małą mieścinę. Weszli do środka i od razu skupili na sobie wzrok wszystkich obecnych. Zajęli miejsce blisko drzwi i Laura chwyciła kartę
– To ma być „bezpiecznie”? – szepnęła, nachylając się nad stolikiem. – Wszyscy się na nas gapią, w razie pytań od razu jesteśmy namierzeni – panikowała, rozglądając się dyskretnie.
– Spokojnie, zaufaj mi. Tu przychodzi masa przyjezdnych, zaraz przejdzie im podziwianie nas. Nie widzisz, że to stare znudzone dziadki? Pojawi się ktoś nowy i zaraz mają się czym podniecać. Obiecałem, że wszystko będzie w porządku? – odparł Jimmy.
Dziewczyna milczała.
– Obiecałem?! – powtórzył twardo chłopak.
– Tak.
– Więc wyluzuj. A teraz zjedzmy coś.
Laura jadła szybko i bardzo nerwowo, chciała jak najszybciej opuścić lokal.  
– Mała, uspokój się, bo zaraz się udławisz. Dlaczego mnie nie słuchasz i nadal się denerwujesz? – zareagował w końcu Jimmy. – Mogliśmy wziąć na wynos, jeśli źle się tu czujesz.
– Wszystko ok – skłamała nastolatka. – Kończ i idziemy. Oni wciąż się gapią, wkurza mnie to.
Jimmy się uśmiechnął, dokończył kanapkę i po chwili opuścili lokal. Dziewczyna z zaciekawieniem rozglądała się dookoła, miasto wyglądało dość prymitywnie.
– Co za nora – podsumowała, krzywiąc się.
– W takich norach jest najbezpieczniej – stwierdził Jimmy.
– Nie byłabym taka pewna.
– Oj, piękna, ty masz chyba okres – zaśmiał się brunet, obejmując nastolatkę.
– Ha, ha, ha – warknęła Laura i nagle przeszedł ją zimny dreszcz, gdyż właśnie przypomniała sobie o swoim problemie.
Spuściła nos na kwintę, co chłopak w mig zauważył.
– Laura, ty nadal swoje? Powiedziałem ci coś na ten temat, więc przestań się zadręczać. Wiesz co? Napijmy się, może się rozluźnisz. Zresztą mam kaca, przyda mnie się porządny kielich. Tam jest sklep, idziemy.  


– Poważnie? – mruknęła oschle Laura, widząc wnętrze mieszkania.  
Lokal wyglądał jak rasowa melina. Tapety pokryte były dziwnymi, brązowymi plamami, zniszczona, drewniana podłoga również; kuchnia oferowała zdezelowany, również zapuszczony sprzęt, a dwa pokoje pogrążone były w półmroku, zapewne od niemytych od dłuższego czasu okien.
– No ładnie, co za chlew – burknął Jimmy. – „Nowa, czysta chata”, zajebię Darrena.
– Czysta nie w tego słowa znaczeniu – zaśmiał się Billy, wychodząc z kuchni. – Mamy laski, ogarną tu trochę – dodał zaczepnie, puszczając oczko do Emmy.
– Jasne, już się za to biorę – odburknęła blondynka.
– Dobra, wypijmy i zaraz pomyślimy, co z tym zrobić. Wieczorem zadzwonię do typa i zapytam, o co tu chodzi – warknął Jimmy, wyjmując wódkę. – Kurwa, to jakiś żart.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1627 słów i 9797 znaków, zaktualizowała 2 lut o 18:58.

2 komentarze

 
  • HeheheCO

    Wow!!! Ciekawe 😮👏 💜

  • agnes1709

    @HeheheCO Średnio ciekawe, opowiadanie chyba straciło urok. No tak, jeśli ma 1067 stron :lol2: Deko przydużo :D Dzięki jednak za miłe słowo dla tasiemca ;)

  • HeheheCO

    @agnes1709 ciekawe, ciekawe. 😌 Nie jest za długie🙈                                
                                                    pozdrawiam  
        
                                              Seniorita padalec 😜

  • agnes1709

    @HeheheCO :D

  • HeheheCO

    @agnes1709 🐭

  • Iga21

    JEST!!! NAREŚCIE JEST :) :* Zabieram się za lekture :)

  • agnes1709

    @Iga21 A ja tu szoku doznaję, widząc powiadomienie. Myślałam, tak szybko przeczytałaś :lol2:

  • Iga21

    @agnes1709 z przerwami na kilka spraw domowych właśnie przeczytałam. I mam nadzieje, że od teraz mogę liczyć na jeden rozdział raz w tygodniu :)

  • agnes1709

    @Iga21 Na razie jeszcze coś skrobię, ale z pomysłami słabo.  Zobaczymy, jak to będzie ;)