Szare istnienie - zmiany #15

Szare istnienie  - zmiany #15

– No kurwa, znowu… – burknął w myślach, przełykając suchość w ustach.
Po chwili usłyszał dochodzącą z kuchni, cichą rozmowę i chichot Ashley, wiedząc więc, że przyjaciel jest już na nogach, ubrał się i niechętnie zwlókł się z łóżka. Salon był już posprzątany, chłopak spał tak twardo, że nie usłyszał nawet krzątających się obok znajomych. Ruszył do kuchni.
– Kawa czy piwo? – zaśmiała się dziewczyna, widząc stojący w progu wrak człowieka.
– Dobra kolejność – Frank uśmiechnął się niemrawo i zasiadł na krześle przy otwartym ma oścież oknie.
Laura oczywiście już zdążyła zacząć molestować chłopaka, a na kaca dół zdawał się być jeszcze większy. Siedział w kuchni przyjaciela, a gdyby nie to wszystko, co się stało, teraz pewnie siedziałby u niej w salonie, ewentualnie z nią w swoim mieszkaniu i ze względu na godzinę, na pewno by już coś gotował. Uwielbiał to robić, zwłaszcza dla niej. Przypomniał sobie rybę i znikający w trybie natychmiastowym sos, a także pierwszy raz, kiedy poczęstowali ją w pracy stekiem. Ta niewinność i nieśmiałość dziewczyny, która z biegiem czasu zmieniała się w słodkie, zgryźliwe pyskówy, no i ten cały urok brunetki – to wszystko powodowało, że tęsknił coraz bardziej.
I słowa, które przed chwilą usłyszał – mimo, że starał się je zignorować, chcąc nie chcąc, wywołały złość i niepokój. Udawał przed sobą, że ma to w dupie, że mu nie zależy, prawda była jednak zupełnie inna. Czuł, że jak już z nim poszła, będzie kiepsko. Myśl o Jimmym szarpała chłopkowi nerwy, przez co bił się podświadomie w twarz, wiedząc, że sam zaprzepaścił sprawę. Wiedział, że Laura także nie jest t bez winy, lecz to ani trochę nie dodawało mu otuchy, czuł, że to już definitywny koniec.
Teraz żałował, cholernie żałował że nie wrócił i nie spróbował pogadać jeszcze raz. A nuż…
– Frank – Ashley położyła dłonie na ramionach chłopaka. – W porządku?
– Nie.
– Kawa – dziewczyna się uśmiechnęła, stawiając przed nim żółty kubek.  
– Dzięki.
Frank po pijaku powiedział im wczoraj wszystko, dlatego był wdzięczny, że Ashley go rozumie i nie zagłębia się w temat. Miał świadomość, że pocieszanie wbiło by go w jeszcze większą rozpacz, lub wręcz odwrotnie – we wściekłość, a chciał tylko zapomnieć. Tylko jak to zrobić?
Chwycił kubek. Suszyło go, jakby przez miesiąc przemierzał pustynię, dlatego też widząc chłodny, zabielany napój, wypił go jednym haustem.
– Powoli – zaśmiał się Matt. – Ile chcesz jajek?
– Nie chcę.
– Na pewno?
– Tak. Kurwa, zapomniałem o pracy i Meg jest wściekła – poinformował przyjaciela.
– Gadałeś?
– Tak, w poniedziałek muszę iść.  
– Nos i oko się nie zagoją – zaśmiała się Ashley.
Frank się napuszył, lecz nie okazywał tego.
– Daj to piwo – poprosił Matta i zaraz otrzymał butelkę. – Ładnie żeś mnie załatwił, nie ma co. Dobrze, że odpuściła, dziś przypaliłbym pewnie nawet wodę w czajniku – zażartował mdło brunet, przysysając się do zimnego trunku.
Zadzwonił telefon, który chłopak niechętnie odebrał.
– No jedziesz czy nie? – wyjechał pretensjonalnie Travis.
– Daj wypić kawę, dobra? Poza tym po co mam się śpieszyć? No po co? – warknął brunet.
– A rób sobie, co chcesz – rzucił wkurzony ratownik i się rozłączył.
– Co jest? – zapytał natychmiast Matt.
– Laura spierdoliła… ze swoim kochasiem. I dobrze, nie będę musiał oglądać jej narcystycznej gęby – syknął Frank.
– Oczywiście – Matt łobuzersko wygiął usta.
Przyjaciel miał rację. Franka aż paliło w środku, aby pojechać i sprawdzić, co się dzieje, nie chciał jednak jeszcze bardziej się nakręcać. Wiedział, że gdy wejdzie do jej domu, będzie jeszcze gorzej, poza tym po co miał to robić? Przecież wiadome było, gdzie jest dziewczyna i z kim, i że on nic i tak nic w tej sprawie nie zdziała, rozdrapie tylko niezagojone jeszcze rany.
– Nie pojedziesz? – zapytał gospodarz.
– Nie wiem.
– Nie jedź, to i tak nic nie da, a się tylko znowu naszarpiesz nie w tą stronę, co trzeba. Ona wróci…. prędzej czy później wróci, zobaczysz. To koleś z marginesu, zabawi się nią i oleje. I zanim coś powiesz! – Matt strzelił palcem w kierunku przyjaciela – wiem, że to, co teraz mówię nie jest miłe, ale młoda, jak nie dostanie kopa od życia i nie sparzy się na swoim UKOCHANYM – zaakcentował szorstko – to nigdy się nie ogarnie. Stary, wyluzuj, jest młoda i głupia. Nie wyszalała się jeszcze, dlatego wciąż myśli, że może góry przenosić. I twierdzisz, że on nie zrobi jej krzywdy, tak? No być może fizycznej nie, ale jak się dziewczyna ostro przejedzie, zrozumie. No i wtedy nie będzie już miała takiego parcia na lewe towarzystwo. Życie daje czasem ostre, lecz trafne i skuteczne lekcje. No… chyba, że się zakocha – zarechotał Matt.
Frank nie odpowiedział, przyjaciel powiedział już wszystko.
– Oż kurde, aleś wyjechał, nie ma co! – zaśmiała się głośno Ashley. – Koteczku, nie myślałeś, żeby zostać psychologiem? Chociaż psycholog palący trawkę… no… nie wiem – dowcipkowała, artystycznie drapiąc się po brodzie.
Frank nie wytrzymał i parsknął śmiechem, dziękując w duchu dziewczynie, że – o czym już nie raz zdążył się przekonać – potrafi w trzy sekundy całkowicie zmienić ciężką atmosferę.
– Widzisz? Nie mam nosa do bab, poderwałem ją, a ona wciąż mi dokucza – poskarżył się Matt, brechając.
– Dobra, ja chyba powinienem już spadać – rzekł Frank, odstawiając pustą butelkę.
– Spadać? Gdzie, po co? – Matt zmarszczył brwi.
– Pojadę do domu, ogarnę się i zadzwonię do Becky. Muszę dojść do siebie do poniedziałku i zacząć coś robić z restauracją. W końcu matka stanęła na rzęsach, żeby tą sprawę wyprostować, nie mogę więc teraz tego olać. Zresztą… nie chcę tego olać. No i jest jeszcze jeden plus – dam wam robotę… jeśli chcecie oczywiście – Frank z dumą wyszczerzył zęby.
– Z restauracją? – zapytała zdezorientowana Ashley.
– Potem ci wyjaśnię – odparł Matt.
Frank wykręcił numer siostry. Odebrała bardzo szybko, jakby czekała na telefon. Rozmowa trwała dość krótko, po której chłopak oświadczył:
– Przyjedzie za dziesięć minut, jest na mieście.
– Na pewno chcesz jechać? Weekend się jeszcze nie skończył – rzekł sugestywnie Matt, uśmiechając się do przyjaciela.
– Pojadę. Muszę jeszcze ogarnąć chłopaków, bo może mają już nową fuchę… na pewno mają, a innej ekipy nie chcę, więc muszę ładnie gadać. Oni już wiedzą co i jak. Zrezygnowałem z ich usług z dnia na dzień… Znaczy zrezygnowałem... – syknął Frank – ojciec zrezygnował, o czym dowiedziałem się oczywiście od Becky, i teraz nie wiem, czy zechcą wrócić.
– Będzie dobrze, a nawet, jak nie, mało to fachowców na mieście? – stwierdził Matt.
Frank wzruszył ramionami i na tym temat się zakończył. Chłopak dostał kolejne piwo, które wypił akurat chwilę przed tym, jak usłyszał klakson.
– Ok, dzięki za melanż – uśmiechnął się krzywo i podniósł tyłek.
– Jak coś, wiesz, co masz robić – rzekł nakazująco Matt, odprowadzając przyjaciela do drzwi.
– Spoko, zadzwonię – mruknął brunet. – Trzymaj go krótko, żeby nie narozrabiał – rzekł jeszcze do Ashley, zmuszając się na kolejny uśmiech i minutę później wsiadał do Bmw siostry.
– Ładnie wyglądasz – zaśmiała się dziewczyna, czochrając brata po głowie. – Kac zakrapiany podbitym okiem i złamanym nosem to już coś, prezentujesz się imponująco – drwiła. – Matka mi powiedziała, jak wyglądasz, więc byłam przygotowana – dodała wesoło.
– Jedź do jakiegoś sklepu – mruknął Frank.
Piwo pomagało i chłopak po dwóch butelkach poczuł niedosyt. Becky chyba bardzo dobrze znała brata, bo od razu spojrzała na chłopaka z zimną dezaprobatą.
– Co, zamierzasz znowu pić? – zapytała oschle, ruszając.
– Jest sobota, więc mam jeszcze cały dzień i niedzielę – odpysknął.
– I co, zamierzasz się przez nią wpędzić w alkoholizm? – dziewczyna nie odpuszczała. – Bo wiesz, że ja nie pozwolę, abyś przez jakąś gówniarę wpadł w gówno. I jak zajdzie potrzeba, wcale nie będę miała oporów, żeby wpierdolić jej na boki, rozumiesz? – warknęła Becky.
Frank nie zdziwił się wcale jej podejściem, wiedział, że jeśli chodzi o rodzinę dziewczyna nie będzie się patyczkować, nawet, jeśli polubiła Laurę.
– Chociaż sporo w tym twojej winy, nie sądzisz? – kontynuowała blondynka.
– Ona pierwsza dała dupy – syknął Frank.
– I uważasz, że to jest wytłumaczenie? Gadasz jak mały dzieciak.
– Dzieciak? No dobra, może i dzieciak, ale jak myślisz, czy ona przyznałaby się, gdybym także jej nie zdradził?
– Nie wiem. Frank, ona po prostu nie jest laską dla ciebie… tak myślę. Ma dopiero osiemnaście lat, czego się spodziewałeś? I nie chodzi mi tu o seks, tylko o ogół. Ona jeszcze sama nie wie, czego chce, rozumiesz? Jest jeszcze rozbrykana i będzie popełniać jeszcze masę błędów, więc może daj sobie spokój?
– Kurwa, błędów?! – wydarł się chłopak. – To co? To, że ma dopiero osiemnaście lat to znaczy, że jej zachowanie jest usprawiedliwione?! Poszła na działki ćpać i pić, a potem jebała się z jakimś kryminałem; uważasz, że jest za młoda, aby wiedzieć, że takie zachowanie jest śmieszne?! – wrzeszczał.
Miał wrażenie, że w przeciągu pół godziny drugi raz słyszy to samo i zaczęło go to ostro wkurzać.
– Ciszej! – upomniała dosadnie Becky. – Tak, masz rację, ale nie do końca, wbrew twoim poglądom ten wiek jest jeszcze wiekiem, kiedy człowiek jest zupełnie nieodpowiedzialny i nawet jak wie, że robi źle, nadal to robi, rozumiesz? – tłumaczyła spokojnie Becky.
– A idź… Najlepiej skończmy ten temat, ok? – rzekł sucho Frank.
Becky tylko westchnęła i mocniej wcisnęła gaz.

619 czyt.
100%121
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1726 słów i 10277 znaków, zaktualizowała 11 sty o 12:50

Komentarze (1)

 
  • AnonimS

    AnonimS 11 stycznia

    Skończmy ten temat... Fajnie się  komuś udziela rad,  Tylko gorzej ich słuchać. Pozdrawiam