Szare istnienie #73

Szare istnienie #73"O kurwa!” – pomyślała Laura, bojąc się teraz trochę reakcji Jenny. Z niepokojem oczekiwała na wyjście dziewczyny, w końcu, po kilku minutach pojawiła się ona przy drzwiach sklepu. Zajrzała jeszcze do torby, po czym ruszyła do samochodu. Laurze ciśnienie nieco się podniosło. Jenny nie podeszła od przodu, lecz od tylnej części wozu, otworzyła bagażnik, wrzuciła zakupy i już chciała wsiadać za kółko, lecz zaraz stanęła jak wryta, po czym migiem znalazła się przy przedniej klapie.
– Kurwa, Laura, co to ma być?! – zapytała, zszokowana.
Zmieszanej brunetce słowa ugrzęzły w gardle mimo, że to nie była przecież jej wina.
– Laura! – powtórzyła blondynka, patrząc jak demon to na uszkodzenie, to na koleżankę.
– Wróciła i zrobiła to – wystękała pasażerka. – Krzyknęłam do niej, ale co ja mogłam?
– Dobra, wracamy! – oświadczyła Jennifer i wsiadła za kółko.
Zapięła nastolatce pas i wyjechała z parkingu, po czym przyśpieszyła jak wariatka. Jej złość sprzed kilku minut w porównaniu z tym, co się teraz z nią działo, była małym piwem. Milczała, Laura także. Wściekła, z każdą sekundą wciskała gaz coraz mocniej. Laurze nie podobała się ta drogowa wariacja, ale nie miała odwagi interweniować.
– Przepraszam cię – odezwała się w końcu kierująca, po przejechaniu dość sporej części trasy. – Nie powinnam się na ciebie drzeć, przecież to nie twoja wina. Sorry, nieznajoma, wkurzyłam się.
– Nic się nie sta...  
Nastolatka nie skończyła, bo za Mercedesem właśnie rozległa się policyjna syrena.  
– No ładnie, kurwa! – fuknęła blondynka i po przebyciu jeszcze kilkudziesięciu metrów, zatrzymała się na poboczu, w pierwszym, lepszym, wolnym miejscu.
Po chwili do wozu podszedł chudy jak szkapa, wysoki gliniarz, robiąc surową minę, musiał przecież być "groźny”. Laura spuściła głowę, ta wizyta była w tej chwili najmniej pożądaną rzeczą, biorąc pod uwagę jej wygląd. Miko wystawił łeb od strony swojej pani, wtedy facet się cofnął.
– Spokojnie, nic nie zrobi. Miko, do tyłu! Siad! – huknęła blondynka, wskazując palcem siedzenie, wtedy piesek grzecznie zajął swoje miejsce.
– Dzień dobry. To nie jest zabronione, ale niech go pani przewiązuje, jak opuszcza auto – rzekł sucho, patrząc na psa. – Dokumenty poproszę.
Łaska, z jaką Jennifer dała facetowi papiery aż paliła w oczy, nie wliczając zamaszystego ruchu ręką, świadczącego o wyśmienitym nastroju kierowcy.
– Wie pani, ile pani jechała?
– Nie wiem, szczerze mówiąc, to nie patrzyłam.
– Aha, nie patrzyła pani? Zawsze pani nie patrzy?
– Patrzę, po prostu mam dziś zły dzień.
"Tylko nie pyskuj” błagała w duchu nastolatka, chciała, aby facet po prostu wlepił mandat i spadał.
– Jechała pani sześćdziesiąt mil na godzinę, a tu jest dozwolone do trzydziestu. Jest pani w terenie zabudowanym, zdaje sobie panie z tego sprawę? – molestował dziewczynę.
– Tak – fuknęła, z pełną ignorancją.
Facet obejrzał auto z przedniej jego strony i wznowił katowanie.  
– Dlaczego pani tego nie naprawi? Zaraz wda się jakaś korozja – walnął idiotycznie, jakby naprawdę go to obchodziło.
– Drogi panie, to zrobiono dziś pod sklepem, rozumie pan? Tam na parkingu raczej nie ma warsztatu – pyskowała Jenny, mając chyba kompletnie w dupie, że poza prędkością może mieć jeszcze problemy za obrazę funkcjonariusza.
– Kto to zrobił, dlaczego pani tego nie zgłosiła? To jest wandalizm – tłumaczył koleś, choć Jenny raczej miała głęboko gdzieś jego nauki.
– Nie wiem, byłam w sklepie.
– Proszę to zgłosić, naprawią pani z ubezpieczenia. No dobrze, a co ma pani w bagażniku? – szybko znalazł inny sposób na podkręcenie humoru blondynce.
– Proszę pana, nie wiem, co mam w bagażniku, może trupa? – Jenny się wkurwiła.
– Proszę otworzyć – uczepił się jak rzep.
Laurze zrobiło się już gorąco. 26-latka wysiadła i otworzyła bagażnik. Facet zajrzał powierzchownie pod jakieś szmatki, gaśnice i inne szpargały, w końcu kazał zamknąć i wrócić do wozu.
– A pańska pasażerka? Ma jakieś dokumenty? – spojrzał na Laurę, którą z miejsca zmroziło.
– Nie, to moja kuzynka, jest niepełnoletnia. Przyjechała w odwiedziny.
– Jest pod pani opieką?
– Tak – Jenny już się uspokoiła, chyba ze względu na nastolatkę.
Facet popatrzył, podumał, pogapił się na Laurę, w końcu zapytał widząc, że ma okulary, czapkę i siedzi ze spuszczoną głową:
– Co jej jest? Czy ona dobrze się czuje?  
– Tak.
– Na pewno? To dlaczego nie reaguje?
– Bo ona jest… no wie pan… ona… ona potrzebuje opieki, rozumie pan? – wyjechała Jenny z pełną powagą, choć w tej chwili ledwo udało jej się powstrzymać śmiech.
– A dlaczego nosi okulary? – zrobił się strasznie ciekawski.
– Nie lubi zbyt jasnego światła.
– Ummm – mruknął gliniarz, kiwając ze zrozumieniem, a pewnie i politowaniem głową.
– Przewozi pani w aucie jakiś alkohol? – znowu zaczął.
– Nie.
– Proszę wysiąść, dziewczyna też.
– Przecież widać, że nic tu nie ma. Czy wyglądam na osobę pijącą za kółkiem?
– Proszę wysiąść!
– Muszę jej pomóc! – ryknęła od razu Jennifer, wskazując na Laurę, szybko wyskoczyła z wozu i pomogła jej wstać, znając jej obecny stan zdrowia.
– Czy coś ją boli? – kontynuował upierdliwy typ widząc, że brunetka jest lekko pochylona i stawia ciężkie kroki.
– Nie, ona tak chodzi – odparła Jenny, a wybuch jej śmiechu już wisiał na włosku.
Mężczyzna już nie pytał, tylko pozaglądał pod wszystkie fotele i pozwolił na powrót zająć miejsca i w końcu, ku uciesze dziewczyn oświadczył:
– To będzie panią kosztować sześćset dolarów i dziesięć punktów.
– Dobrze, proszę pisać.
Facet wypisał świstek bardzo szybko, Jenny podpisała i otrzymała kawałek papierka.
– I jeszcze tylko formalność – pod nos starszej dziewczyny wjechał alkomat.
Dmuchnęła i po zbędnej informacji o stanie jej trzeźwości otrzymała ustnik.
– Na pamiątkę – zażartował debilnie, z głupim uśmiechem. – Dziękuję, to wszystko. I proszę wolniej, zwłaszcza, że… – spojrzał na Laurę i już wstydził się dokończyć.
– Dobrze – burknęła Jenny, która teraz nie wiadomo, czy była już maksymalnie nabuzowana jego nadgorliwością, czy przepełniona radością z faktu zrobienia z Laury kaleki.
– Miłego dnia – rzekł policjant w końcu sobie poszedł.
Po chwili motor zawarczał, zawrócił i pojechał w stronę centrum, wtedy Laura podniosła głowę, unosząc daszek, a Jenny natychmiast dała upust duszonym w sobie emocjom, robiąc to tak głośno, jak chyba tylko umiała.
– Młoda, przepraszam cię, no ale co miałam zrobić? On stałby tu do rana – rechotała jak nienormalna.
Spojrzała na Laurę – szeroki uśmiech gościł na jej twarzy. Gapiły się na siebie chwilkę, w końcu brunetka także się roześmiała, rozbroiła ją pomysłowość koleżanki.
Siedziały i cieszyły się do siebie, nie mogąc opanować emocji, w końcu Jenny rzekła:
– Jedźmy, co?
– Tak.
– Kurwa, i po co mi to – pokazała Laurze ustnik, gdy już ruszyła, tym razem spokojnie. – Mogę mu to wsadzić w… – rzekła i wywaliła plastik na ulicę. – Widziałaś, jaki służbista? No nie mogę, co za facet! – brechała. – A to bagażnik, a to fotele, i jeszcze będzie mnie tu pouczał w kwestii tej szramy. Do tego jakiś tępy, widziałaś, jak szybko łyknął stan twojego zdrowia psychicznego?  
– Byłaś bardzo przekonująca – oznajmiła wesoło Laura.
– Nie mam pojęcia, skąd mi to przyszło do głowy – cieszyła się 26-latka i nastolatka ponownie się roześmiała. – A ta kurwa za mój wóz to już mnie popamięta! – warknęła, choć chichotała nadal.  
Laurze humor dopisywał, akcja z jej chorobą rozwaliła ją totalnie.  
– Do tego nawet nie jęknął, że nieładnie się do niego odzywam. Frajer jakiś – dodała Jenny i zatrzymała auto, lecz to nie był jeszcze jej dom.  
Laura się zdziwiła, ale zaraz zrozumiała, widząc na podjedzie małego, drewnianego budynku znane jej już, czerwone auto. Spojrzała na towarzyszkę – jej mina była dość oryginalna. Jennifer wysiadła, otworzyła bagażnik i zaczęła czegoś w nim szukać. Zdezorientowana nastolatka wyprostowała się na siedzeniu, odwróciła, na ile pozwoliło jej bolące ciało i zaczęła przyglądać się, co wyczynia jej wybawczyni. Ta po chwili wytargała z wnętrza wielki klucz francuski, zatrzasnęła klapę i ruszyła w stronę złomu.
Laura wywaliła oczy, ale nie zdążyła nawet pisnąć, bo dziewczyna szybko się oddaliła. Weszła na podjazd, podeszła do Forda, trzy razy z pełnego rozmachu przywaliła kluczem w przednią szybę, robiąc na niej spore pajęczyny, po czym odwróciła się na pięcie i prężnym krokiem ruszyła z powrotem.  
– No! Już mi lepiej – szeroko wyszczerzyła zęby, wrzuciła klucz pod fotel, posadziła tyłek i spokojnie ruszyła.
Nastolatka patrzyła na nią jak na ducha, nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie zrobiła. Ta spokojna i miła Jenny i takie akcje? Brunetka była w szoku.
Przez parę chwil zapadło ponowne milczenie, w końcu Laura nie wytrzymała:
– Jenny, coś ty zrobiła? – uśmiechnęła się, z niedowierzaniem gapiąc się na 26-latkę.
– Ma suka, na co zasłużyła!
Laura zamilkła.
– Wiesz, dlaczego ona mnie tak nie lubi? – rzekła blondynka. – Bo jej kiedyś dokuczałam, jak przyszła do naszej szkoły, miałam piętnaście czy szesnaście lat. Ale po pierwsze, to było tylko przez kilka tygodni; po drugie, sama była sobie winna. Od samego pojawienia się była zarozumiała i opryskliwa, uważając się chyba za pępek świata. Ja i moja kumpela miałyśmy uparte charaktery i myślałam, że ją trochę przytemperujemy, ale nic z tego. Najpierw było grzecznie, potem już z ironią, potem już z ostrą ironią, ale to jak grochem o ścianę, w końcu olałyśmy. To dobrze, że nie doszło do rękoczynów, bo Jess już miała ochotę ją trzasnąć. Reszta klasy w ogóle jej nie zaczepiała, chyba od razu skumali, że jakiś pustak – zaśmiała się. – Albo po prostu nie rozumiała złośliwości, albo celowo nas ignorowała, co też czasami potrafiło wkurwić. Ty wiesz, co ona kiedyś zrobiła? Poniszczyła ludziom rowery stojące pod szkołą, poprzebijała opony. Nie dużo, kilka sztuk. Oczywiście nikt jej nie przyłapał, ale czyż nie wiadomo od razu, kto był sprawcą? Ja nie wiem, czy ona jest zdrowa psychicznie, ale zadufana w sobie i wredna to na pewno. A taka ładna dziewczyna, sama zresztą widziałaś, kompletnie nie rozumiem, dlaczego ma tak najebane. Chciałam z nią kiedyś pogadać, zapytałam: "Rita, czy ty masz jakiś problemy? Mogę ci jakoś pomóc?” to dostałam: "Spierdalaj, sama masz problemy!” i tyle. I to nie było złośliwe, tylko naprawdę chciałam porozmawiać, to widzisz... Więc zrezygnowałam.
– A co będzie, jak się zemści za tą szybę?  
– Nie zna mojego adresu.
– Oj… nie bądź taka pewna – rzekła chłodno nastolatka.
– Co?! – Jen chyba nie bardzo zrozumiała.
– Nic, nieważne.
Blondynka nie dociekała, tylko skręciła na swój podjazd i od razu wywaliła oczy – stał na nim samochód Davida. Spojrzała na zegarek – 13:46.  
– A ten co? – spojrzała na Laurę, odpięła psa i on jako pierwszy opuścił pojazd. – Muszę poszerzyć ten podjazd, bo się non-stop zastawiamy. Pomóc ci? – zapytała, otwierając Laurze drzwi.
– Nie trzeba, muszę jakoś sama zacząć chodzić.
– Nie boli cię?
– Na razie nie.
– To dobrze.
Jenny wyjęła zakupy, Laura zostawiła na siedzeniu kamuflujące atrybuty i kilka chwil później wchodziły do domu. Od progu przywitał je zapach kawy i cicha muzyczka. Obie weszły do kuchni. Nie można powiedzieć, żeby małe było zdziwienie gospodarza, gdy zobaczył, że Laura była na wycieczce.
– Co ty robisz w domu? – Jenny rozpoczęła przesłuchanie, odsuwając nastolatce krzesło.
– A gdzie mam być? W lesie? – uśmiechnął się.
– Kotku, ja pytam poważnie – postawiła torby na stole.
– Skończyłem wcześniej, znów pół szpitala stażystów, więc ordynator puścił mnie do domu. A wy gdzie się szwendacie? Co tam masz? – szybko zajrzał do reklamówki. – Nie mogłaś wziąć czegoś ostrzejszego? – szybko skwasiła mu się mina.
– Sorry, nie pomyślałam. Potem pojadę, i tak muszę do warsztatu.
– Do warsztatu...?
– Tak, kurwa, do warsztatu. Idź, zobacz, jak wygląda samochód.
– Co się stało?
– Suka porysowała mi maskę, a ty zawsze śmiejesz się z tego, że ją spotykam. Ma szmata szczęście, że nie obiłam jej ryja, ale kiedyś naprawdę przestanę się pierdolić i jej najebię – złość Jennifer powróciła.
David wyszedł, ale zaraz wrócił.
– No, ładnie, nie patyczkowała się. To będzie kosztować z pięć stów.
– Trudno, ona jeszcze mnie popamięta, zęby kosztują więcej – uśmiechnęła się, lecz złość nadal była widoczna.
Laura zachichotała.
– Jak się czujesz? Dałaś rady z nią jechać? – zwrócił się do niej David.
– W porządku. Co z Frankiem?
– Nic mu nie jest, ma tylko zbitą rękę. Szedł pijany i oczywiście nie patrzył, jak lezie, no i tak to się skończyło. Trzepnął go jakiś facet, ale niegroźnie. I jeszcze będzie miał kłopoty, bo koleś nie wniesie oskarżenia, ale szedł nie po przejściu i zaraz mu dowalą za stwarzanie zagrożenia na drodze.
Laura od razu doszła do wniosku, że to wszystko jej wina. Przecież to od czasu tego pierdolonego gwałtu chłopak zaczął tak dziwnie się zachowywać i zrobił się nieostrożny.
Wkurzyła się na siebie, myśląc, że przecież mógł sobie przez nią zrobić krzywdę…
– Laura! – roześmiała się Jenny. – Co chcesz do picia? – zapytała, gdy nastolatka wróciła już na ziemię.
– Drinka – mruknęła Laura.
– Ty, no co ona ma dziś z tym drinkiem? – zaśmiała się do męża blondynka. – Od rana mnie molestuje, żeby dać jej wódkę. Nie dałam, bo przecież bierze leki, ale się uparła i koniec.
– Dawałaś jej zastrzyk?
– Tak.
– No to młoda, nici z drinka. Gdybyś wzięła tylko tabletkę, jednego, małego bym ci darował, a tak niestety. I jeśli naprawdę tak cię przycisnęło, to musisz poczekać, aż zastrzyk przestanie działać, choć i tak jako lekarz, nie powinienem pozwolić na alkohol.
– To co? – Jenny powtórzyła pytanie, patrząc na nastolatkę.
– Obojętnie – mruknęła Laura, swoją notoryczną odpowiedzią.
Jenny wzięła sok, dwie szklanki (gdyż David pił piwo), chipsy i zaprosiła ekipę do salonu.
– Obejrzyjmy coś!...

1 383 czyt.
100%124
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2583 słów i 14964 znaków, zaktualizowała 13 maj 2017.

4 komentarze

 
  • aKubek

    aKubek · 22 kwi 2017

    No Piękna  w końcu jakaś akcja ????    To mi się podoba

  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK · 22 kwi 2017

    Super  

  • Black

    Black · 22 kwi 2017

    Wyśmienicie

  • zabka815

    zabka815 · 22 kwi 2017

    Świetne ale ta Jenny groźna   . Pisz dalej czekam