Szare istnienie - zmiany #6

Szare istnienie  - zmiany #6– Wzięłaś wszystko? – zapytał brunet.
– Co to znaczy: "wszystko”? Wzięłam, co było pod ręką, chyba tak mówiłeś – warknęła nieuprzejmie Laura, która nadal nie ochłonęła. Wciąż miała przed oczyma kłótnię z bratem, a plącząca się w podświadomości wizja możliwych niemiłych konsekwencji ucieczki tylko podkręcały zdenerwowanie. Nie wiedziała tak naprawdę, czy matka zgłosi, czy nie, i czy nie narobią sobie przez to problemów. I nie bała się tylko o przyjaciół, bała się o siebie, czy czasem przez swoje wybryki nie doprowadzi do tego, że kobieta faktycznie nie pociągnie za odpowiednie sznurki i nie zamknie jej w zakładzie dla trudnej młodzieży, jakimś innym, dennym przybytku, albo, co gorsza, w jakimś makabrycznym psychiatryku. Złość i frustracja wywoływały różnorakie perspektywy, wszystkie te najgorsze.
– Laura – objął ją w pasie, zatrzymując w miejscu.  
Syknęła cicho, niezrośnięte żebro znowu się odezwało. – Mała, boli cię coś? Uderzył cię tu? – zaniepokojony chłopak natychmiast dotknął jej talii, wyglądając w tej chwili, jakby chciał kogoś zamordować.
– Nie, to po tamtym – odparła, choć szczerze obecnie wisiało jej to, czy Travis oberwie, czy nie, wkurzył ją na amen.
– Po tamtym? – parsknął pogardliwie Jimmy.
– Tak, i koniec tematu – warknęła nastolatka. – Idziemy.
Jimmy ustąpił, lecz nie odrywał wzroku od dziewczyny. Dobrze wiedziała, że się na nią gapi, nie miała jednak ochoty na przekomarzanie się, nawet te żartobliwe. Głowa bolała nadal, kac nie zniknął, a awantura soczystym obrazem stała przed oczyma, co wywoływało rozdrażnienie i kompletne zobojętnienie na wszystko.
Gdy zbliżyli się do auta, Laura aż otworzyła usta.
– No co, widzisz coś dziwnego? – Emma wyszczerzyła zęby, zaglądając na przyjaciółkę przez otwartą szybę.
Brunetka pytająco spojrzała na Jimmy’ego.
– Nie mogę prowadzić, wypiłem trzy piwa, a nie chcę wpierdolić się przed samym wyjazdem – wyjaśnił chłopak.
– Przecież ona też wypiła – syknęła poddenerwowana Laura, nie wyglądała na zadowoloną.
– Ona nic nie piła.
– Jak to nie? Myślisz, że nie poznam jej przez telefon? – buntowała się nastolatka, patrząc to na Emmę, to na bruneta.
– Czekasz na rodzinkę? – upomniała blondynka, widząc, że kumpela zapomniała o całym świecie.
– Widzę, że w dupie macie wszystko, więc ja też nie będę się przejmować. Róbcie, jak chcecie, ale jak wpieprzymy się w kłopoty… – syknęła wkurzona nastolatka, zajmując miejsce z tyłu. – A tak w ogóle to masz dokumenty? – spojrzała na kumpelę.
– Mam – odparła z dumą Emma, na twarzy której uśmiech nabrał właśnie rozmiaru XXL.
– Taaak? Ciekawe, skąd?  
– Z domu, kurwa, skąd, skąd… – fuknęła Emma.
– Dobra, mała, ruszaj, bo naprawdę wjebiemy się w gówno, a lepiej, żebym w tej chwili nie dorwał tej pały w swoje ręce – wtrącił Jimmy, więc Emma zaniechała sporu, ze złością przekręciła kluczyk i łagodnie wyjechała na pustą ulicę.
– Ja nie rozumiem… – zaśmiał się nagle Jimmy. – Faceci, jak się zepną, dają sobie po razie i po bólu, czemu laski tak nie mają? Piszczycie, trajkoczecie, tylko do cyrku czy kabaretu – rżał.
– Ha, ha, ha! – skwitowała Laura, skrzętnie ukrywając lekkie rozbawienie, które jednak wywołał chłopak.
– A co ją bić? – rzekła Emma, poprawiając lusterko, aby dokładnie przyjrzeć się koleżance.
– Gdzie Miko? – zapytała brunetka, nie chcąc znowu zaczynać.
– W domu.
– Z kim? – natychmiast się zaniepokoiła.
– Spokojnie – Jimmy ją przytulił.
– Z kim?!
– Z Sue, wyluzuj. Co wzięłaś? – chłopak ponowił pytanie, wskazując plecak.
– Nie wiem, pierwsze z brzegu rzeczy. Jimmy, ona naprawdę nie piła? – dociekała Laura.
– Nie.
– Ale Jimmy, przecież wczoraj ostro się nachlała, myślisz, że jakby nas teraz zatrzymali, nie wydmuchałaby?  
– Piękna, wyluzuj już, przecież to dziesięć minut drogi – uspokajał chłopak.
– To nic nie da, ona zawsze panikuje – zaśmiała się Emma.
– Ale za to ty wypiłaś, i to chyba sporo, daje od ciebie istną gorzelnią – dowcipkował Jimmy, widząc naburmuszoną minę ukochanej.
– Ja to ja – odparła Laura, zdobywając się wreszcie na rzetelny uśmiech. – Miko nie wariował?
– Nie, spał całą noc, dopiero rano chyba zaczął cię poszukiwać, bo łaził jak mara po chacie. Ale nie widać było, aby strasznie przejął się twoją nieobecnością, bo połaził, zjadł i znów walnął się na pryczę – wyjaśnił Jimmy. – Co w domu?
– Nic.
– Nic? – chłopak sugestywnie uniósł brwi.
– Nic, wyszła ostra draka, ale olewam – mruknęła Laura.
– A mówiłem, żebyś została?
– Mam to gdzieś.
– Zabrał ci telefon?
– Tak.
– Bez różnicy, i tak musiałabyś go zostawić.
– Dlaczego?
– A jeśli matka naprawdę zgłosi? Szybko by nas namierzyli – wyjaśnił spokojnie Jimmy.
– Nie zgłosi – rzekła Laura, lecz bez cienia przekonania. – Szybciej zgłosi ta szmata – dodała, tonem głosu dobitnie sugerując, o kim mówi.
– Może ma rację, więc lepiej, jak zostanę – mruknęła Emma, której chyba zrobiło się przykro.
– Kurwa, przestańcie! – zagrzmiał nagle Jimmy. – Dziewczyny, co jest z wami? Siedzicie chwilę cicho i zaraz znowu zaczynacie sobie dogryzać, co się dzieje?
– Nic – bąknęła Laura.  
Emma milczała.
– Mała, nie wyżywaj się na niej, ona nie jest niczemu winna – brunet zganił ukochaną, zniesmaczony całą sytuacją.
– Wiem, przepraszam, po prostu jestem zła – usprawiedliwiła się szybko, zrozumiawszy, jak beznadziejnie się zachowuje. Nie widziała twarzy przyjaciółki, ale bardzo dobrze odczytała jej obecną manierę, znała ją w końcu pół życia. Zrobiło jej się głupio i w tej chwili postanowiła, że totalnie się wyluzuje i przestać wprowadzać nerwówkę.
Tylko jak to zrobić?


Do końca trasy żadne z pasażerów już się nie odezwało. Emma prawdopodobnie przetrawiała ostatnie słowa Laury, Jimmy znów zdawał się być wkurzony, natomiast Laura chciała jak najszybciej opuścić duszny pojazd, w którym atmosfera nieprzyjemnie zgęstniała.  
– Idźcie do Sue, muszę jeszcze podjechać w jedno miejsce – rzekł Jimmy, gdy dojechali na miejsce.
– Gdzie? – zareagowała natychmiast Laura, dobrze widziała jego kwaśną minę.
– Śliczna, zaraz wracam – odparł półsłówkiem i migiem wsiadł za kółko.
– Jimmy – zawisła obok drzwi.
– Jadę po małego.
– Przecież piłeś – drążyła, czując dobitne oszustwo.
– Ale teraz jadę sam – rzekł chłopak.
– Nie jedź – naciskała Laura, którą opanowało jakieś złe przeczucie, znając swoje życiowe szczęście bała się, żeby nie wyszły z tego jakieś nieoczekiwane problemy, czemu wcale by się nie zdziwiła.
– Laura, za pół godziny jestem z powrotem, muszę podjechać – przekonywał Jimmy.
– Na pewno?
– Tak. I mała… Nie daj się zbałamucić Sue, od rana ma zbyt dobry humor, co zazwyczaj kończy się… różnie – zaśmiał się.
– Idziemy? – zniecierpliwiła się Emma.
– Aha, i dałem jej kasę – wskazał blondynkę – może skoczycie naprzeciwko, kupicie coś do jedzenia? Jestem pewien, że nie jadłaś śniadania, a w domu nic nie mam – rzekł chłopak.
– Nie wiem, zobaczymy.
– Dobra, spadam – Jimmy już nie czekał, tylko szybko odjechał.
– Nie podoba mi się to, widziałaś jego minę? – poskarżyła się od razu Laura. – Em, przepraszam cię, nie wiem, co dziś ze mną jest – chwyciła przyjaciółkę za rękę. – Pobiłam się z tym chamem i do tej pory nie mogę się uspokoić. Przepraszam, wiem, że to nie jest wytłumaczenie, ale…
– Dobra, było, minęło. Idziemy do sklepu? – przerwała jej Emma.
– A bo ja wiem? A jak kogoś spotkamy?
– Nie spotkamy. Chodź, bo też nic nie jadłam, a chętnie bym coś przegryzła.
– Masz kaca? – Laura się uśmiechnęła i wolno ruszyła w kierunku przejścia.
– Tak sobie.
– Tak sobie?
– Nie umieram, jeśli o to ci chodzi – bąknęła Emma.
– Em, jesteś zła – Laura gwałtownie się zatrzymała.
– Nie jestem, ale jeśli masz rację, jeśli ona to zgłosi? Boję się o Billy’ego. Mi gówno zrobi, ale on? Przecież wiesz, że go nienawidzi.
– Wiesz co? Najlepiej zaufajmy chłopakom. Też się boję, ale przecież to Jimmy, bardzo wątpię, aby pozwolił narobić nam przypału – rzekła Laura, samej sobie dodając otuchy.
– Al…
– Cicho! Mam brandy, może się napijemy? – brunetka zachichotała, chcąc odwrócić uwagę Emmy od niemiłego tematu,  
– Tu, na środku chodnika? – kumpela niemrawo wygięła usta.
– Nie, tam – Laura wskazała zaciemnione miejsce między dwoma kamienicami.
– Chyba cię pogięło. Będę jak menel stać za winklem i chlać wódę – napuszyła się Emma, gdzie Laura nie wyczuła w jej głosie ani krzty buntu, jedynie głupie pieszczenie się.
– Tak, idziemy! – zadecydowała chłodno i pociągnęła przyjaciółkę za rękę.


– Trzymaj – zachichotała Laura, z dumą podając przyjaciółce butelkę, gdy już się schowały.
– Naprawdę zgłupiałaś – zaśmiała się Emma, biorąc alkohol i rozglądając się dookoła. – A zresztą, wypijmy, może w końcu zniknie ta kwaśna atmosfera – dodała i pociągnęła znikomy łyk. – Idiotko, wiesz, że ostatnimi czasy nie robimy nic innego, tylko wpędzamy się w alkoholizm – śmiech się nasilił.
– I w narkomaństwo – potwierdziła Laura, ciesząc się do koleżanki.
– Widzę, że poprawił ci się humor.
– I pieprzę to. Nie będę się zawieszać, przejmować i dołować, mam dość takiego życia. Co będzie, to będzie, teraz czas na balety – oświadczyła uroczyście brunetka, która nagle zaczęła zachowywać się, jakby się naćpała.  
– Masz rację, choć jeszcze możemy się rozmyślić – kwestionowała nadal Emma.
– Nie zamierzam, poza tym co nam zależy spróbować? Nie wiem, co jest z Jimmym, że zawsze przekona mnie do swego, ale przekonał i na razie jest dobrze tak, jak jest – rzuciła twardo Laura, usilnie chcąc uspokoić kumpelę i przekonać do swoich racji. – Chlaj, przestaniesz wydziwiać – popchnęła trzymającą butelkę rękę dziewczyny.
– Skąd to masz? Zwinęłaś z domu?
– Pożyczyłam – zapiała radośnie Laura.
– A zresztą… – Emma z uśmiechem na ustach pociągnęła kolejny łyk i oddała przyjaciółce alkohol.
Po dwudziestu minutach butelka była pusta.


A tymczasem…

712 czyt.
100%92
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1773 słów i 10737 znaków, zaktualizowała 25 wrz 2018.

2 komentarze

 
  • zabka815

    zabka815 · 26 wrz 2018

    Łapa w górę ciekawe co wymyślą teraz małolaty  

  • Fanka

    Fanka · 25 wrz 2018

    A tymczasem??? Oj coś czuję że jeszcze dużo tu namieszasz