Szare istnienie #67

Szare istnienie #67

Brunetka zrobiła większe oczy, zapewne nie spodziewała się, że 22-latka jest na tyle zawzięta i bojowa, żeby przyjść za nią do łazienki i zacząć się rzucać.
– Odejdź, dziewczyno, ja nie szukam zaczepki – powiedziała zaskoczona tym atakiem i chciała wyminąć napastniczkę, lecz Amber, jak to Amber, bardzo pewna siebie pchnęła dziewczynę do tyłu, nie zamierzając odpuścić.
– Kurwa, co mu nagadałaś, że się do mnie sadzi?! – burczała, gapiąc się demonicznie na Ashley.
– Nic, prawdę. A teraz przepraszam cię, daj mi przejść – poprosiła spokojnie brunetka, próbując po raz drugi wyjść, lecz szukająca jak zawsze wrażeń Amber ponownie ją odepchnęła, tym razem tak mocno, że dziewczyna przemieściła się o kilka kroków w tył.
– Kurwa, robisz mi syf w pracy?! Jesteś tam trzeci dzień, a już się popisujesz?! – furczała Amber.  
– Ja się popisuję?! – zapytała nierozumiejąca tego narcystycznego zachowania Ashley, unosząc ze zdziwienia brwi i uderzając wesołym, ironicznym śmiechem. – O co ci chodzi, dziewczyno? Tak cię bawi zaczepianie ludzi, jesteś do tego stopnia kreatywna, że stać cię jedynie na tak mało inteligentną rozrywkę? Specjalnie tu przyszłaś szukać zwady? – śmiała się, jeszcze bardziej wyprowadzając napastniczkę z równowagi.
– Kurwa, ty szmato! – zagrzmiała podrażniona Amber i chciała uderzyć dziewczynę, lecz nagle stało się coś, czego chyba w życiu by się nie spodziewała – Ashley zgrabnie się uchyliła, chwyciła zmierzającą w jej kierunku rękę agresorki i wykręcając ją do tyłu, przekręciła 22-latkę o sto osiemdziesiąt stopni, po czym bez trudu powaliła na ziemię, przyciskając kolanem jej szyję.  
– Kurwa, puszczaj mnie! – jęknęła cicho obezwładniona, odczuwszy dotkliwy ból karku i skręcanej ręki.
– Dasz mi w końcu spokój? – zapytała brunetka, mocno trzymając Amber, której już zeszkliły się oczy.
– Puszczaj, kurwa i lepiej nie wychodź z tej knajpy, bo będziesz kwiczeć, obiecuję ci to! – pyskowała ofiara, nie mogła przecież podkulić ogona.  
– Czekam na odpowiedź – rzekła Ashley, nie tracąc ani krzty zimnej krwi.
– Dobra, dam, puszczaj mnie! – wystękała unieruchomiona Amber, której zaczynało brakować już powietrza, a ręka bolała coraz bardziej.
– Bardzo mnie to cieszy – rzekła brunetka i puściła dziewczynę.
– Przygotuj się na obicie ryja! – nie mogła darować poniżona Amber, lecz Ashley zignorowała jej słowa i spokojnie opuściła toaletę.
Wyszła przez podwójne drzwi i od razu zderzyła się z Mattem.
– Już cię zaatakowała? – zapytał bez ogródek, poddenerwowany faktem, że obie dziewczyny zniknęły z sali w tym samym czasie.
– Nieee – zaśmiała się.
– No jak to nie?! Dość tego! – fuknął i chciał wejść do łazienki, ale go zatrzymała.
– Matt, daj spokój, minęłam się z nią, to wszystko. Nawet nie wdawałam się w dyskusję, tylko po prostu przepchnęłam się przez nią i wyszłam – uspokajała go nowa znajoma.
– Ashley, co ty mi tu ściemniasz, myślisz, że jestem głupi? Przecież ja znam ją na wylot i wiem, że nie odpuściłaby tak łatwo.
– Chodź, dajmy już temu spokój – rzekła brunetka i chwyciwszy go pod ramię, pociągnęła w kierunku ich stolika.
Usiadł, zły, spoglądając to w stronę ubikacji, to na towarzyszkę, która chwyciła butelkę i w milczeniu łyknęła piwa, uśmiechając się od ucha do ucha. Amber po chwili wyszła zza granatowych drzwi i mimo, że usilnie próbowała ukryć swoje boleści, to Matt w mig zauważył jej niecodzienną minę. Z grobowym wyrazem twarzy usiadła przy koleżance i dopiero wtedy chwyciła się za bolącą rękę, wywołując u chłopaka niemałe osłupienie.
– Co tam się stało? – zapytał w końcu, pożerany ciekawością spowodowaną widokiem obecnej prezencji Amber.
– Niiic – zaśmiała się Ashley, z pełnym wyluzowaniem.
– To jakaś tajemnica? – nie ustępował.
– Oj Matt, daj już spokój, po prostu nie dałam się zastraszyć, to wszystko.
– Zrobiłaś jej coś? No zobacz, jak ona wygląda, gdzie się podziała jej hardość? – drążył, nie dowierzając.
– Aleś ciekawski, wiesz, że to nieładnie tak wypytywać? – rozweseliła się dziewczyna.
– Dobra, nie chcesz, to nie mów, ale jeśli dałaś jej popalić, to bardzo mnie to cieszy – mruknął, niezbyt zadowolony z faktu, że nie chce mu nic powiedzieć.
Amber właśnie chwyciła komórkę i po chwili zaczęła mówić coś w słuchawkę, gapiąc się na Ashley zaciętym, pełnym nienawiści wzrokiem, co brunetka w lot wyłapała.
– Pijmy i chodźmy, bo czuję, że coś się szykuje, a ja chcę spokojnie zakończyć ten wieczór – poprosiła, choć nie wyglądała na wystraszoną, raczej na chcącą uniknąć niepotrzebnych zdarzeń.
Matt odwrócił się w stronę 22-latki, zmierzył ją wzrokiem i powrócił spojrzeniem do znajomej.
– Dobrze, chodźmy, ja nie mam siły się dziś tłuc – odparł i chwilę później, po osuszeniu butelek wstali i ruszyli do wyjścia.  
Amber odprowadziła parę niezadowolonym wzrokiem, najwidoczniej rozczarowana tym, że tak szybko wychodzą i nie zdąży nasłać na nich swoich popapranych kolegów. Nie ruszała się jednak z miejsca, być może dlatego, że w razie kolejnej porażki narobiłaby sobie jeszcze większego wstydu, do tego nie dość, że przed kumpelą, to jeszcze przed Mattem, a nie mogła przecież pozwolić sobie na to, aby zobaczył, jak ponosi klęskę.  
– Obroniłabym cię – rzuciła nagle Ashley, uderzając gromkim śmiechem, gdy już wyszli na zewnątrz.
– Nie wątpię... – rozradował się Matt, rozbawiony jej bojowością, ale nie miał pojęcia, że dziewczyna wcale nie żartuje, że ma za sobą dziesięć lat treningu Teakwondo i niejedno umie. – Będziesz moim ochroniarzem? – ironizował, choć nie był co do tej ironii do końca przekonany, cały czas mając przed oczyma osobę skompromitowanej Amber, co dawało mu sporo do myślenia.
– Jak będzie trzeba... – odparła Ashley, chichocząc radośnie.
Miała świadomość, że chłopaka niewątpliwie gryzie tajemnica toalety, co wprawiało ją w niesamowicie dobry nastrój.
– Co? – zapytał w końcu widząc, że jest jej zdecydowanie za wesoło.
– Nic, mam po prostu dobry humor. Poszukajmy sklepu, kupimy jakiś alkohol, nie przepadam za winem – poprosiła.
Nie był szczególnie zadowolony, że znowu ona będzie płacić, lecz tym razem nie zaprotestował, tylko wszedł za nią do pierwszego, lepszego marketu. "Jutro jej oddam” – pomyślał, dodając sobie otuchy.
– Co bierzemy? Może jakieś drinki, lub wódkę i sok? Nie mam ochoty na piwo.
– Nie wiem, sama zdecyduj, ja i tak nie mogę pić za dużo. Nie doszedłem jeszcze dobrze do siebie, no i siostrzyczka zaraz będzie piszczeć, że chlam, a nie mam dziś ochoty słuchać jej żali – uśmiechnął się niemrawo, nie mogąc odsunąć od siebie uczucia zażenowania.
W tej chwili trochę żałował, że nie zakończył tego spotkania i nie umówił się z nią na jutro, z drugiej strony jednak cieszył się z jej towarzystwa. Targał nim wstyd, pomieszany z zadowoleniem i szarpiącą go ciekawością: "co się stało w tym jebanym kiblu?” – czuł się dziwnie.
– Matt! – wyjechała głośno widząc, że znów go nie ma. – Przestań już, będziesz miał, to kiedyś odstawisz – oznajmiła, usilnie próbując wyrwać chłopaka z tego dołka.
– Sorry – wyjąkał. – Dobra, weźmy pół litra i sok, jeśli ci pasuje.
– Ok.
Nabyli trunki i po wyjściu ze sklepu 21-latek zaczął rozglądać się za taksówką.
– Może zadzwonię, bo będziemy tu stać do jutra? – spojrzał na koleżankę.
– Jak uważasz.
Wezwał transport, schował telefon i ni z tego, ni z owego, wyskoczył:
– Mogę cię o coś zapytać?
– Śmiało.
– Może to pytanie nie na miejscu, ale ile masz lat? – ciężko wydusił.
Było mu głupio, lecz mimo skrępowania zapytał, bardzo go to ciekawiło.
– A jak powiem, że czterdzieści, to nici z dalszej części randki? – zaśmiała się, rozweselało ją to jego zakłopotanie.  
– Nie, dojrzała kobieta oznacza duże doświadczenie – zachichotał, zadowolony, że tak ładnie udało mu się odbić piłeczkę.
– Śmiejesz się, ale ja wcale nie żartuję, mam trzydzieści pięć, tylko tak młodo wyglądam, każdy się dziwi – kontynuowała z wielką powagą, starając się zdusić w sobie próbujący opuścić jej wnętrze śmiech.
– No i super, mi to nie przeszkadza – skomentował, usatysfakcjonowany faktem, że dziewczyna chyba dobrze czuje się w jego towarzystwie, bo nie przestaje robić sobie żartów.
– Dwadzieścia trzy – powiedziała wreszcie z uśmiechem. – A ty?
– Dwadzieścia jeden.
– Co ci się stało, dlaczego byłeś w szpitalu?
– Długa historia i szczerze mówiąc, niezbyt ciekawa – mruknął. – Naprawdę chcesz wiedzieć?
– Nie muszę, jeśli nie chcesz o tym mówić – uśmiechnęła się.
– To żadna tajemnica, ta szmata tak mnie urządziła. Wstawiłem się za przyjaciółką, którą też zaczepiała w pracy, dostała po łbie no i chyba bardzo ją to zabolało – oznajmił chłopak. – Ona ma nie po kolei, moim zdaniem jedynie wyjście to chyba tylko zakład zamknięty, bo na ten wynalazek innego sposobu już nie ma, dlatego też cieszę się, że zrezygnowałaś z tej pracy. Co się stało w tym kiblu, no nie maltretuj mnie już? – niespodziewanie wznowił temat, nie mogąc uwolnić się od kwestii, dlaczego ta wystraszona i potulna dziewczyna zrobiła się nagle kompletnie obojętna, a nawet nieco szydercza w stosunku do Amber?
– Oj, Matt, ty znowu swoje?! – roześmiała się, lecz nie zdążyła nic więcej dodać, gdyż przed ich nosem właśnie zatrzymała się odrobinę podniszczona, czerwona taksówka.
Wsiedli i Matt od razu wykręcił numer siostry, którą poinformował po chwili, że jadą i że musi zapłacić.  
– Która godzina? – zapytała Ashley.
– Za dwadzieścia ósma.
– To już dość późno, twoja siostra może nie być zadowolona z wizyty o tej porze.
– Przestań, mam spoko siostrzyczkę, zresztą sama zaproponowała, abym cię zaprosił, jak się tak pięknie wpieprzyłem z tą kasą – powiedział Matt, próbując za wyluzowaniem ukryć wciąż siedzące w nim zawstydzenie. – Poza tym nie mam pięciu lat i może się zdziwisz, ale posiadam też własny pokój – zaśmiał się z żartobliwą dumą.
– Czyli jednak niecne plany – stwierdziła, patrząc na niego z zadziornym wyrazem twarzy.
– Nie, ja jestem grzecznym, spokojnym chłopakiem – uśmiechnął się. – No i co jest tak niecnego w ewentualnym seksie? – uśmiech się powiększył.
– No wiesz... tak szybko to raczej nie przystoi.
– To się nie nazywa "szybko”, tylko "spontanicznie”, mylisz pojęcia, moja droga – ironizował.
– No dobrze, niech i tak będzie, mój błąd – uradowała się brunetka i taksówka właśnie zatrzymała się pod blokiem chłopaka.
Kim już czekała pod klatką i Ashley zrobiła dość dziwną minę, Matt miał wrażenie, że chyba jednak nieco krępuje się tą wizytą.
– Chodź – poprosił stanowczo, wysiadając i przytrzymał drzwi dziewczynie, która także opuściła pojazd.
Kimberly zapłaciła i zaraz podeszła do czekającej na nią na schodkach pary.
– Cześć. Kim – uścisnęła rękę nieco zagubionej brunetce. – Zapraszam – uśmiechnęła się, zauważywszy chyba niepewność w oczach 23-latki i skierowała kroki do wnętrza budynku, więc Matt chwycił dłoń dziewczyny, aby się tak nie krępowała i ruszył za siostrą.

1 966 czyt.
100%124
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2004 słów i 11820 znaków, zaktualizowała 27 lut 2017

Komentarze (4)

 
  • aKubek

    aKubek 2 mar 2017

    Wróciłem i  co tu widzę....

  • Łukasz

    Łukasz 28 lut 2017 ip:2851200

    Agnieszko, jesteś coraz lepsza w te literki

  • zuzaaa

    zuzaaa 27 lut 2017 ip:109173211

    Super czekam na next  

  • Mlody1

    Mlody1 27 lut 2017

    Ja już się pogubiłem..