Szare istnienie #19

Szare istnienie #19

Czekała chwilę, lecz drzwi się nie otwierały. Obejrzała się na siedzącego w samochodzie brata i zadzwoniła po raz drugi. Po kilku sekundach usłyszała stawiane cichutko, wręcz bezszelestnie kroki, lecz przyjaciółka nadal nie otwierała i brunetka zaczęła się już denerwować. Przyłożyła ucho do drzwi, przez co dowiedziała się, że osoba znajdująca się wewnątrz stoi już przy samym wejściu.
– Em, otwórz – poprosiła dziewczyna, lecz w odzewie usłyszała tylko szmer poruszającej się z drugiej strony postaci.  
Zapukała ponownie, tym razem o wiele głośniej.
– Emma! – zagrzmiała. – Otwórz, przepraszam. Pogadajmy! – apelowała, czując, jak rozpacz powoli zaczyna napływać do jej wnętrza.
– Odejdź, chcę być sama – usłyszała przerywany bełkot przyjaciółki.
– Otwórz, proszę cię – nalegała nastolatka, pociągnąwszy za klamkę zamkniętych niestety drzwi.
Nastąpiła grobowa cisza. Laura nie reagowała, czekając cierpliwie i po około minucie jej wytrwałość została nagrodzona, zamek pod klamką cicho zazgrzytał. 18-latka machnęła Travisowi, informując, że może jechać i nie czekając na jego reakcję, weszła do środka. Blondynki już nie było, lecz Laura dobrze wiedziała, gdzie jest.  
Przeszła podłużny, jasnobrązowy korytarz, mijając po drodze salon i małą kuchnię, po czym wyszła przez znajdujące się na jego końcu drzwi do ogrodu. Przyjaciółka siedziała przy drewnianym, sześcioosobowym stoliku, umiejscowionym na środku niewielkiego, otoczonego brukowym chodnikiem trawniku.  
Ogarnięta niepewnością i wstydem dziewczyna usiadła obok, mocno przytulając gapiąca się w dal rówieśniczkę.
– Em, sorry – mruknęła, biorąc przepełniony goryczą, głęboki wdech.
– Nie masz za co przepraszać, przecież miałaś rację – odparła cicho przyjaciółka.
– Em, ja naprawdę nie chciałam, nie wiem, co mi odwaliło. Po prostu mnie zaskoczyliście, poza tym ostatnie wydarzenia sprawiają, że czasami potrafię być naprawdę perfidną suką – tłumaczyła się w nadziei, że zaraz wróci ta wesoła, beztroska Emma.
– Nie mówmy już o tym, ok? Napijesz się piwa? – wydusiła, z wyraźnym brakiem chęci i pomysłu na rozmowę, gospodyni.
Laura nie zdążyła odpowiedzieć, ponieważ cicho piknął sms i jak zwykle, natychmiast wywołał niepokój.  
– Pójdę po browar – oznajmiła Emma, wolno podnosząc się z drewnianej ławeczki.
Brunetka nie czekała, tylko szybko odczytała wiadomość. "Jak nie będziesz miała transportu, napisz, przyjadę po ciebie” – poinformował Travis.  
Wielki głaz niepewności i strachu opuścił jej ciało, lecz jakaż była to ulga, jeśli jej podświadomość nadal zamieszkiwały niepożądane osoby...?
– Trzymaj – rozbrzmiało nagle.
Laura podniosła głowę i zobaczyła stającą z dziwną miną, trzymającą w dłoniach dwie butelki trzydziesto-trzy mililitrowego Budweisera, Emmę. Jej zaczerwienione oczy migotały od łez, przez co brunetce zrobiło się jeszcze bardziej głupio. Wzięła butelkę, patrząc tchórzliwie na kumpelę.
– Chcesz szklankę? – zapytała gospodyni.
– Nie.
Przyjaciółka usiadła obok i zaraz upiła z butelki. Laura poszła w jej ślady, ciężko przełykając pierwszy łyk. Nastała niezręczna cisza i mimo, iż brunetka bardzo chciałby coś powiedzieć, kompletnie nie miała pojęcia, co? Znała kumpelę od jedenastu lat, lecz w tej chwili czuła się, jakby siedziała obok zupełnie obcej, lub dopiero co poznanej osoby.
– Travis coś mówił? – odezwała się nagle blondynka, przerywając tą niewygodną ciszę.
– Tak, opieprzył mnie – oświadczyła Laura, uśmiechając się niemrawo.
– Nie o to mi chodziło...
– Nie, nic nie mówił. Zresztą wiesz, że on nie należy do tych, co dyskutują o swoich sprawach.  
– Czemu nie przyszedł z tobą?
– Chciał, ale mu nie pozwoliłam. Miałam go wziąć?
– Nie, w porządku.
– Em, co się dzieje? Masz coś do niego?
– Nie – wydusiła dziewczyna. – Nieee wiem...
Laurę nieco zniesmaczyły te słowa i już chciała wyjechać z: "rzucił cię facet, to nagle zaczęłaś interesować się Travisem?!”, ale jednak we właściwym czasie się opamiętała.
– Zadzwonić do niego? – zapytała, nieco kwaśnym tonem.
– Nie.
– Dlaczego nie? Nie rozumiem cię.
– Przecież on ma dziewczynę? Poza tym to, co się rano stało, to tylko tak... Zresztą sama nie wiem, co się właściwie stało – oświadczyła 18-latka, opierając czoło o dłonie.
– Ja ci na pewno tego nie powiem. Zadzwoń do niego i pogadajcie. Wiem, że przeze mnie, ale jednak uciekłaś, a po wykładzie, jaki od niego dostałam myślę, że warto, abyście coś sobie wyjaśnili – nalegała brunetka. – On żadnej ze swoich dotychczasowych lasek nigdy nie bronił tak, jak wyjechał dzisiaj na mnie – zaśmiała się i Emma podniosła głowę.
Czerwień oczu się nasiliła i brunetce zrobiło się trochę przykro. Ponownie przytuliła przyjaciółkę.
– Em, wszystko się ułoży, zobaczysz.
– To był mój pierwszy raz i naprawdę myślałam, że to coś więcej. Nie wyglądał na takiego, co mnie przeleci i zostawi – bąknęła ni z tego, ni z owego blondynka, na powrót uderzając płaczem.
Laura zamilkła, zaskoczona tą nagłą zmianą tematu. Nie skomentowała, tylko mocniej uścisnęła kumpelę. Nie odzywała się, wiedziała, że czcze gadanie jest w tej chwili zbędne, poza tym chciała dać jej się w spokoju wypłakać.  
Siedziały w tej pozycji dobre kilka minut, w końcu płacz zaczął zanikać i Emma przetarła wilgotne oczy. Nie powiedziała nic, tylko sięgnęła po swoje piwo, którego wypiła dość sporo. Laura także zaczerpnęła trunku, wpatrując się ze smutkiem w przyjaciółkę.
– I co on sobie pomyśli...? – wyskoczyła nagle Emma. – Że się nim zainteresowałam akurat wtedy, jak straciłam chłopaka? A może już pomyślał... – dodała, bliska ponownego wybuchu rozpaczy, co brunetka wywnioskowała po jej zacinającej się barwie głosu.
– Przestań, o czym ty gadasz?! Poza tym go znam i wiem, że zapewne to on zaczął, więc nie pleć głupstw. Zresztą on nie wie, że miałaś faceta, a nawet, jakby wiedział, to na pewno nic by sobie nie pomyślał. Znam swojego brata! – wzburzyła się 18-latka.  
– Jedziemy nad wodę? Ale już prawie druga, więc chyba nie ma sensu – rzuciła blondynka, szybciutko zmieniając temat.
– Zanim dojedziemy, będzie trzecia, więc raczej nie ma. Frank nas zapraszał, może pojedziemy do niego? – zaproponowała brunetka
– Sorry, ale nie mam ochoty. Może innym razem.
– Czemu? Przestaniesz rozmyślać i zjemy coś dobrego, a zapewniam cię – on świetnie gotuje! – nalegała Laura, kombinując, jak poprawić humor przyjaciółce, zwłaszcza, że nadal czuła się winna pogorszenia jej nastroju.
– Laura, nie mam ochoty i dziś mnie nie namówisz. Teraz to najchętniej wlałabym w siebie trochę procentów, ale zaraz wraca matka, więc tu mamy lipę. Zresztą nie chodzi nawet o matkę, po prostu chcę wyjść z tego drętwego domu – oznajmiła blondynka i w końcu lekko się uśmiechnęła. – Znasz jakieś spokojne miejsce, gdzie nie ma wrzeszczącego tłumu? Bo mi nic nie przychodzi do głowy.
– Chcesz pić w ten upał? Jest ponad trzydzieści pięć stopni, przecież to samobójstwo – roześmiała się brunetka.
– Tak, chcę! Nie muszę się przecież prażyć w słońcu, nie wycieli chyba jeszcze wszystkich drzew na tej planecie? – ironizowała kumpela.
– No dobra, znam jedno, Frank mi je pokazał. Ale jest pytanie: jeśli uparłaś się na picie, to przecież nie pojedziemy samochodem, więc jak potem wrócimy?  
– A to daleko?
– Stąd jakieś dwadzieścia – trzydzieści minut.
– Weźmiemy taksówkę – oświadczyła klarownie Emma.
Brunetka zauważyła, że dziewczyna naprawdę napaliła się na to wyjście, jednakże nie rezygnowała.
– No dobra, ale ciekawa jestem, gdzie kupisz alkohol? – wyjechała z cwaniacką miną, gapiąc się z zadowoleniem na rówieśniczkę.
– O to to już ty się nie martw! – odparła pewnie Emma.
Jej triumfalna mina przekonała Laurę do kapitulacji.
– Idziemy – nakazała blondynka i obie panie ruszyły do wnętrza domu.
Przechodząc przez korytarz gospodyni zdjęła z wieszaka ciemnobrązowy plecak i po chwili były już na zewnątrz. Gdy dotarły do ulicy, Emma wyjęła kluczyki od Jeepa.
– No chyba nie zamierzasz jechać samochodem?! – ryknęła od razu Laura.
– Co się spinasz? Muszę wziąć kasę – burknęła Emma, otwierając przednie drzwi. – Trzymaj, zostawię kluczyki – mruknęła, wcisnąwszy portfel w dłoń Laury, zamknęła wóz i udała się do domu.
Kilka minut później stały już przed witryną malutkiego sklepu: "Taylor’s Shop”, a następnie przed nieco podniszczoną ladą.
– Cześć, Tay! – rzuciła blondynka, wyszczerzając się najmocniej, jak chyba tylko umiała.
– Witam. Nie na basenie? – zapytał wysoki, dwudziestoparoletni szatyn, wyginając z sympatią usta.  
– Dziś nie. Poznajcie się, to Laura, a to Tay – oświadczyła, patrząc z dumą na brunetkę.
Po dokonaniu "formalności” Emma oznajmiła:  
– Tay, potrzebne mi co nieco.
Wydawała się być dość stanowcza, lecz dało się wyczuć nutkę niepewności w jej głosie.
– Młoda... – mruknął sprzedawca. – Wiesz, że mogę mieć kłopoty...
– Wyluzuj, przecież już mi sprzedawałeś.
– Ale co za dużo, to niezdrowo – oznajmił, spojrzawszy na Laurę.
– No co ty...?!!! Przecież to moja "siostra”! – zaśmiała się Emma.  
– Oj, mała, narobisz mi kiedyś syfu – westchnął chłopak. – Leć, tylko szybko.
Zapakowanie alkoholu do plecaka zajęło blondynce kilka sekund i za moment, zadowolona, stanęła przed ladą.  
– Daj mi jeszcze dwa kubeczki – poprosiła i chłopak włożył je do reszty zakupów, które zaraz podliczył.
– No, młoda...! Jak to wszystko wypijecie, będę pełen podziwu! – zaśmiał się.
Laura nic nie rozumiała, ale znając koleżankę domyślała się, że ta już wywinęła jakiś numer.  
– Dzięki, jesteś najlepszy! – rzuciła Emma, składając całusa na policzku szatyna i za moment dziewczyny opuściły sklep
– Co to za koleś? – wyskoczyła od razu brunetka.
– Ma się chody... – ogłosiła koleżanka, pusząc się jak paw.
– Nie boi się...? A kamery? – drążyła Laura.
– Już on ma na to swoje sposoby. Dzwonię po transport – rzekła blondyna i wykręciła numer taxi.
  
  
– Gdzie jedziemy? – zapytał kierowca po zajęciu przez dziewczyny miejsc na tylnym siedzeniu niebieskiego Forda.
Brunetka wyjaśniła i mężczyzna po chwili ruszył. Jechał dość szybko, więc po upływie kilku minut mijali dom 23-latka i Laura od razu skierowała na niego całą swoją uwagę. Wyglądał jak wymarły, brama była zamknięta, a podjazd pusty.
– Chata Franka, już niedaleko – poinformowała, pokazując przyjaciółce budynek.
– Chata...?!!!! Dobra mi chata! – skomentowała Emma.  
– I co już myślisz? Że jest nadziany, to nie wiadomo, jaki?! To chata jego starych, poza tym on już tu nie mieszka – wzburzyła się Laura i pokrótce opowiedziała koleżance całą historię. Skończyła w odpowiednim czasie, gdyż facet był już niedaleko miejsca, w którym należało skręcić.
Do celu dotarli chwilkę później.
– Czy razie czego będzie można liczyć na pana w kwestii transportu powrotnego? – zapytała Emma. – Jak pan widzi, to trochę odludne miejsce, a pan już zna drogę  
– Nie ma problemu. Tu jest mój numer boczny, jak będziecie dzwonić, poinformujcie dyspozytorkę. Ale pracuję tylko do 18:00 – odparł z uśmiechem, podając blondynce brązową wizytówkę.
Emma zapłaciła, obie podziękowały i facet odjechał.
– Fajnie tu, tylko, że nie wzięłam żadnego koca – poinformowała z niezadowoleniem pomysłodawczyni wycieczki.
– Tam jest tron Franka, choć szczerze mówiąc, nie za bardzo wygodny – zaśmiała się Laura, wskazując głową na powykręcane drzewo.
– A co mi tam, jest sucho! – rzuciła głośno Emma i zaraz posadziła tyłek za trawie.
Laura natychmiast klapnęła obok i zabrała kumpeli plecak.
– Co tam kupiłaś? – zapytała, wsadzając głowę do środka. – Ty chyba sobie żartujesz?! – zagrzmiała, wyciągając z wnętrza litrową wódkę, cztery piwa i pomarańczowy oraz grapefruitowy sok. – Chcesz to wszystko wypić?!!!
– No pewnie!
– Naprawdę masz coś z głową – westchnęła Laura. – I wiedz, że jak nie zamierzam się tu nawalić!  
– Zobaczymy... – uśmiechnęła się kąśliwie przyjaciółka, ściągając ciuchy.
– Nie wzięłam stroju – mruknęła brunetka.
– I co z tego? Ja też nie – odparła Emma. – Przecież nikogo tu nie ma.
– Na razie...
– Laura, wyluzuj, od kiedy to jesteś taka wstydliwa? Dawaj te kubki – rozkazała i odkręciła butelkę.
Po chwili przed koleżankami stały już dwa prowizoryczne drinki, lecz za moment kubeczek Emmy był już pusty.  
– No dawaj! To jest sok sto procent, wódkę pije się z nim jak kompot – poinformowała blondynka, ponaglając przyjaciółkę.
Laura wypiła całą zawartość i zaraz stwierdziła:
– Nie za bardzo schłodzony, ale smaczny, więc da się żyć – zaśmiała się.
– Wódkę wzięłam z lodówki, a sok jest, jaki jest. Trudno, nic nie poradzę. Jeszcze jednego! – rzuciła, napełniając kolejną porcję.
Po wypiciu trzech zapytała:
– Idziemy popływać?
– Idziemy, ale nie na długo. Ktoś może tu przyjść, a ja nie zamierzam paradować przed obcymi ludźmi w samej bieliźnie – oznajmiła Laura.  
Za moment obie siedziały już w wodzie, nie zapomniawszy oczywiście o "napojach” i Emma zapytała:
– Jak ręka?  
– Dobrze.
– Czemu jej nie zawinęłaś?
– Zapomniałam, poza tym tak jest wygodniej. Zresztą nie uważasz, że kąpiel w bandażu to kiepski pomysł?  
– Nie wiem – odparła i ruszyła wpław.
Dziewczyny nie moczyły się długo, po kilku minutach znów siedziały przy brzegu, sącząc alkohol.
– Zjesz coś? – zapytała blondynka, wyciągając kilka kanapek. – Zrobiłam rano, bo myślałam, ze pojedziemy od ciebie.
– Daj jedną.
Laura wzięła przekąskę i w tym momencie przypomniało jej się zrobione w domu zdjęcie. Natychmiast uderzyła śmiechem i sięgnęła do spodni po telefon. Emma z totalnym niezrozumieniem przyglądała się brechającej, szukającej czegoś w komórce, koleżance.
– Patrz!!! – ryknęła brunetka, wciskając telefon w dłoń przyjaciółki.  
– Co to?! – spytała blondyna, uśmiechnąwszy się szeroko.
– Travis robił kurczaka i oto mamy efekt! No kurwa, to wygląda jak... jak nie wiadomo co!!! – zawyła Laura.  
Radość dziewczyn była tak głośna, że była słyszalna chyba na całą okolicę, w czym bardzo pomagały wkręcające się stopniowo do głów procenty.
– Muszę zadzwonić do Franka – rzuciła nagle brunetka, gdyż z niewiadomych przyczyn rozszarpany kurczak przypomniał jej o chłopaku.
– To dzwoń, pójdę przy okazji do "kibla” – powiedział Emma i ruszyła w stronę zarośli.

**********
Napiszcie, czy nie za bardzo zagłębiam się w fabułę? Ale niestety, już tak mam - jak nie piszę, to nie piszę, a jak już zacznę, to wszystko ze szczegółami (co nie jest chyba dobrym rozwiązaniem). Niestety, tak mi wychodzi i chyba nie umiem inaczej. Proszę o sugestie!

1 912 czyt.
100%82
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2626 słów i 15609 znaków, zaktualizowała 16 cze 2017

Komentarze (2)

 
  • Lovcia

    Lovcia 11 lip 2016

    Świetne Kiedy kolejna?

  • Misiaa14

    Misiaa14 10 lip 2016

    Jeest dobrze naprawdę nie zmieniaj tego jak piszesz cudoooo ♡♡♡