Szare istnienie - zmiany #2

Szare istnienie - zmiany #2– Matt, ja nie żartuję – ostrzegła chłodno Kimberly.
– Śpieszyłaś się chyba, czy mi się wydaje? Czy raczej stanie nad łbem i robienie mi lipy przy kobiecie jest dla ciebie w tej chwili ważniejsze? – syknął wkurzony chłopak.
– To żadna lipa, ja się po prostu martwię. Ale ok, skoro ty się nie przejmujesz samym sobą, ja też już nie będę – odparowała rozdrażniona Kim, chwyciła torebkę i bez słowa wyszła z mieszkania, sugestywnie trzaskając drzwiami.
– I czemu jeszcze ją podburzasz? – wyjechała pretensjonalnie Ashley.  
– Ja ją podburzam? A jak ona się zachowuje? Nie jestem nastoletnim szczeniakiem, żeby mi tu matkowała – odparł Matt.
– Ona ci nie matkuje. I chciałabym ci przypomnieć, że niedawno leżałeś na intensywnej terapii, walcząc o życie, więc nie rozumiem twojej postawy, za to całkowicie rozumiem jej postawę – rzekła Ashley, nie wykazując absolutnie żadnych emocji.
– Dobra… – warknął pokonany Matt i uciekł do kuchni.
– On tak zawsze? – dziewczyna zaśmiała się do Franka.
– Przeważnie – odwzajemnił uśmiech. – Zaraz mu przejdzie.
– Chcesz? – w progu zawisł gospodarz, trzymając w dłoni zimne piwo; nadal był nadąsany.
– Nie, może potem, jakby nie było, trzeba jechać do tego szpitala, bo naprawdę zostanę z takim kulfonem na wieki – mruknął skonsternowany brunet. – Masz jakąś czapkę?
– Coś znajdę, ale najpierw przydłoby się coś zjeść, nie?  
– Nie chcę – rzekł Frank.
– Ja też nie, ale jak jesteś głodny, to zjedz, szpital nie ucieknie – dodała Ahley.
– Dobra, zjem coś po drodze. Jedziemy, potem będzie od groma ludzi – zadecydował Matt. – Ale jak pojedziemy? Ja mam kaca, ty też, wolę nie ryzykować.
– Mogę poprowadzić – wtrąciła Ashley.
– Na pewno? Nie masz kaca? – zaśmiał się młodszy facet.
– Nie mam.
– Jak to nie masz? Wypiłaś tyle samo, co ja.
– Tyle samo? Jakbyś nie pamiętał, piłam po pół kieliszka, więc wypiłam o połowę mniej, kochany – dziewczyna cwaniacko się uśmiechnęła.
– Ale ja nie mogę oddać swojej Lady pod rządy kobiety. Włożyłem w nią sporo pracy, szkoda mi auta – odparował Matt.
– W porządku, jak chcesz – Ashley się uśmiechnęła.
– Ale czekaj, czekaj, to ty masz prawo jazdy? – Matt dopiero załapał.  
– Mam.
– To dlaczego ja nic o tym nie wiem? I czemu nie jeździsz samochodem?
– Bo żeby jeździć samochodem, trzeba go mieć – odparła Ashley, chcąc za ironią ukryć fakt wstydliwego dla nie niej tematu, tamatu braku pieniędzy.
– Dobra, odwal się, ok? Jej sprawa – wtrącił się wreszcie Frank, dobrze odczytując emocje dziewczyny.
– No co? Przecież nic takiego nie powiedziałem – napuszył się Matt.
Frank popukał się w czoło, gdy tylko Ashley odwróciła wzrok, na co Matt tylko wzruszył ramionami, chcąc usprawiedliwić swoje zachowanie.
– Dobra, skoczę jeszcze do toalety i możemy jechać. Łobuz ma rację, potem będą kolejki – rzuciła Ashley, grając wyzulowaną, w co Frank w dalszym ciągu nie dał się nabrać. – Ale Matt, mam do ciebie sprawę – mruknęła, zawstydzona.
– Jedziesz – wyszczerzył zęby.
– Możemy podjechać do mnie? Podrzuciłabym przy okazji siostrę do szkoły.
– Do szkoły? Mamy wakacje – zdziwił się Matt, który za pierwszym razem zupełnie nie połapał, kiedy Ashley wspomniała o szkole.
– Chodzi na kółko matematyczne, jest naprawdę dobra – wyjaśniła dziewczyna.
– Ok, to podjedziemy. Ale mówiłaś, że chodzi na dziesiątą, a jest dopiero po ósmej.
– No tak – przytaknęła Ashley.
– To może zjemy coś po drodze i akurat będzie odpowiednia godzina?
Dziewczyna nie odpowiedziała, sytuację rozwiązał natomiast Matt, który po krótkich poszukiwaniach wręczył przyjacielowi czarną bassebalówkę i ze słowami: – jedziemy – chwycił z szafki kluczyki.


– Już to mówiłam, ale powtórzę: świetna bryka – pochwaliła Ashley, z niemałym zadowoleniem zajmując miejsce za kierownicą.  
– Wiem, dlatego się boję – dogryzał Matt.
Dziewczyna nie rozwijała się w dyskusji, tylko przekręciła kluczyk i miękko wyjechała spomiędzy aut.
– Masz mało paliwa – stwierdziła po chwili jazdy.
– Wiem, podjedź gdzieś.
– Jeździ zdecydowanie lepiej od ciebie, nie odbija jej tak jak tobie pod względem koni mechanicznych – rzucił wesoło Frank.
– Po to właśnie są, żeby odbijało – odparował Matt. – Za dwadzieścia dziewiąta, więc mam propozycję. Zatankujemy, podjedziemy gdzieś po jakieś hamburgery, czy co tam sobie życzycie i akurat będzie odpowiedni czas, żeby zawieść młodą do szkoły – wymownie spojrzał na kierowcę.
– Ok, jak chcesz – odparła.
Napełnienie baku i zakupienie sześciu kanapek i po butelce napoju zajęło im niecałe dwadzieścia minut i około dziewiątej parkowali już na Candy Road, na jednym z nowszych osiedli zaraz za centrum.
– Zaraz wracam – oświadczyła Ashley, wysiadając z wozu, lecz po chwili wsadziła jeszcze głowę do środka. – I jak coś, nie zwracajacie uwagi, ona ma często problemy z utrzymaniem języka na wodzy – zaśmiała się, po czym zniknęła w budynku.
Nicole zaatakowała ją, gdy tylko dziewczyna przestąpiła próg mieszkania na pierwszym piętrze.
– Gdzie byłaś? Zapomniałaś, że mam zajęcia? – od razu uderzyła z pretensjami.
– Gdzie tata? – zapytała Ashley, która już od wejścia do mieszkania wiedziała, że mężczyzny nie ma.
– Pojechał na jakąś wizytę. Ktoś dzwonił rano i nalegał, żeby przyjechał. Czemu masz wyłączony telefon? – młodziutka nastolatka nie odpuszała.
– Wyłączony? – zdziwiona Ashley szybko sięgnęła po urządzenie. – Rozładował się – wyjaśniła.
– Już nie wiedziałam, co robić, czemu nie zadzwoniłaś? – kontynuowała Nicki.
– Młoda, weź na wstrzymanie, ok? Poza tym masz dwanaście lat, możesz sama pojechać do szkoły – wkurzyła się dziewczyna.
– Tak? Bez pieniędzy na bilet?
– A autobus?
– Autobusu w wakacje nie ma – wzburzała się małolata.
– Dobra, chodź. Jestem z kumplami, podrzucimy cię. I o której kończysz?
– O drugiej.
– I co potem? Ja jadę w sprawie pracy i nie wiem, czy wyrobię się do drugiej.
– To daj mi na bilet, ale masz problem – pyskowała Nicki.
Ashley wygrzebałą z kieszeni pięć dolarów i wręczyła siostrze.
– Tylko Nicki, prosto do domu, rozumiesz?
– A niby gdzie mam iść? – warknęła dziewczynka.
– Nie wiem, zaraz gdzieś zabłądzisz – zaśmiała się Ashley. – Dobra, idziemy, już po dziewiątej.
– Pięć dolców? Nie zrobiłam nic do jedzenia – oznajmiła Nicki.
– To co, nie miałaś czasu od rana? Nie jesteś małą dziewczynką i możesz czasem sama zrobić sobie lunch.  
Nicole nie odpowiedziała, nadąsała się tylko.
– Nicki, nie mamy kasy, a ty byś tylko jadła hamburgery i pizzę. Skąd mamy na to brać, nie wiesz? – wkurzyła się Ashley.
– Dobra, nieważne – bąknęła małolata.
– I masz się zachowywać! – ostrzegła jeszcze Ashley, zanim opuściły klatkę schodową.
Spadaj.


– Przepraszam, że tak długo to trwało, z nią czasem ciężko się dogadać – wyjaśniła brunetka, otwierając swojej młodszej kopii tylne drzwi. – Wskakuj.
– Cześć – rzuciła luźno nastolatka, spojrzawszy się na facetów bez cienia skrępowania.
– Cześć. Chce ci się do szkoły w wakacje? – zapytał od razu Matt, szczerząc się jak najęty.
– Może ciężko to zrozumieć, ale się chce – odparła kąśliwie Nicki.
– Młoda! – zagrzmiała Ashley. – Sorry – mruknęła, patrząc na Matta.
– Jakie sorry? – zaśmiał się chłopak. – Prawidłowo, że nie daje sobie dogryzać.
– Ale nie myl tego z bezczelnością – warknęła Ashley i zabrała chłopakowi jedną z toreb. – Masz, twoje ukochane hamburgery, zadowolona? – syknęła, podając ją siostrze.
– Bardzo. Dzięki – Nicki szeroko się uśmiechnęła.
Frank nie wytrzymał i też się roześmiał, nie skomentował jednak. Ashley tylko głośno westchnęła i wyjechała z parkingu.
– Co ci się stało, miałeś randkę z pociągiem? – zapytała znienacka Nicole, patrząc Frankowi prosto w oczy.  
Poczuł się, jakby dostał obuchem w głowę tym bardziej, że zawstydziła go dwunastolatka. Matt zarżał głośno, tego się raczej nie spodziewał.
– Młoda, zaraz pójdziesz piechotą! – huknęła Ashley, lecz na dziewczynie nie zrobiło to raczej wększego wrażenia.
– Miałem mały wypadek – odparł brunet, starając się ukryć zmieszanie.
– No co? Przecież żartuję, zapytać nie można? – najeżyła się Nicole.
– Nie zwracajcie uwagi, ona nie ma czasem za grosz ogłady – tłumaczyła się skonsternowana Ashley.
– Spoko – śmiał się Matt, zgłaśniając nieco radio.
–Światna nutka – oznajmiła Nicole, słysząc trance'owy utwór.
– Wiem, dlatego podkręciłem – odparł zadowolony Matt.
– Nie dyskutuj z nią – mruknęła Ashley, która była już zła jak osa.
– Kotku, wyluzuj, jest młoda, przejdzie jej – bronił nastolatki Matt. – Niech pofika, póki wypada – dodał wesoło.
– Ona nie może zrozumieć, że nie każdy jest tak zamulony życiowo – drwiła Nicole.
Ashley milczała, starając się jak może trzymać nerwy na wodzy. Frank raz za razem spoglądał na nastolatkę, która z każdą chwilą wydawała mu się coraz bardziej zabawna; widząc, jak usilnie stara się wyprowadzić siostrę z równowagi, opanowała go radość. Trzymał się jednak poważnej postawy, nie chciał jeszcze bardziej denerwować podminowanej dziewczyny.
Dziesięć minut później auto zatrzymało się pod szkołą i Nicole grzecznie podziękowawszy, szybko opuściła pojazd.
– Prosto do domu! – przypomniała Ashley, wystawiając głowę przez okno.
Nicole w odpowiedzi tylko odwróciła się na pięcie, pokazała język siostrze i szczerze rozbawiona, szybko się oddaliła.
– Nieźle! – zapiał Matt, któremu Nicki także niesamowicie poprawiła humor. – Kotku, nie dąsaj się, jest jeszcze młoda i głupia – dodał, chcąc, aby dziewczyna już wyluzowała.
– Ja już nie mam sił – westchnęła Ashley i mocno wcisnęła gaz.

950 czyt.
100%86
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1685 słów i 10339 znaków, zaktualizowała 20 sie 2018.

6 komentarzy

 
  • Fanka

    Fanka · 20 sie 2018

    Świetne

  • zabka815

    zabka815 · 20 sie 2018

    Super   czekam na next !!!!    

  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK · 20 sie 2018

    Super! 😀
    Czekam na ciąg dalszy  

  • Marida

    Marida · 20 sie 2018

  • Ftylka

    Ftylka · 19 sie 2018 · 212633024

    Moco? Chyba "mocno". Ostatnie zdanie.

  • AnonimS

    AnonimS · 19 sie 2018

    Z. Y. X..........