Szare istnienie #97

Szare istnienie #97– Kurwa, pieprzony dupek!!! – wrzasnęła, szaleńczo kopiąc biurko, po czym usiadła na łóżku i chowając twarz w dłoniach, uderzyła w płacz.  
W tej chwili nienawidziła wszystkich. Emmy, bo zniknęła, Jenny, bo jest fałszywą suką, Jimmy’ego, ponieważ zabrał ją na te nieszczęsne działki, knajpy, w której pracowała, bo to tam się to wszystko zaczęło, a najbardziej Franka za to, że wyprowadził ją z równowagi i że to wszystko przez niego. Gdyby jej nie poderwał, gdyby, mimo jej sprzeciwu zareagował, pogadał z Amber, zagroził jej czymś albo po prostu skopał jej dupę, zrobił, cokolwiek, a tak? Nic. Nie mogła wybaczyć chłopakowi, że tak bezczelnie ją okłamał, nie usłuchał, jak prosiła, nie policzył się z jej zdaniem. Nie brała pod uwagę faktu, że Frank, idąc na policję chciał ją ratować, odnaleźć, w tym wszystkim widziała tylko i wyłącznie nie dotrzymanie słowa i doprowadzenie do tych wszystkich wydarzeń. Uczepiła się chłopaka jak rzep, on był w tej chwili najwiekszym winowajcą.
Rozmyślała, wspominała, przez co dziczała coraz bardziej. W głowie układała nowsze i kreatywniejsze wymówki, obarczając chłopaka coraz większą winą, kompletnie pomieszało jej się w głowie. Interpretowała wszystko, co tylko dało się zinterpretować, łkając bez opamiętania, lecz nie było w tym płaczu ani odrobiny smutku czy wyrzutów sumienia i spojrzenia w tym wszystkim na samą siebie, przemawiała za nim jedynie złość i pretensje do całego świata. Im dłużej pracowała wyobraźnia, tym większa wściekłość w niej rosła, miała ochotę zabić wszystkich, którzy nastąpili jej na odcisk.  
Wkurwiała się coraz bardziej, kompletnie zatraciwszy już racjonalne myślenie i siedziałaby tak pewnie do rana, gdyby znienacka nie poczuła zimnego nosa, który dotknął jej dłoni. Niechętnie uniosła głowę – stał przed nią Miko, który już nie machał ogonem, gapił się tylko na nią dziwnie, jakby wyczuł, że coś jest nie tak.
– Pewnie jesteś głodny, co? – wydobyła chrapliwy bełkot. – Jenny mówiła, że pościsz – zażartowała, uśmiechnąwszy się mdło i przytuliła zwierzaka.
W tym momencie nawet wspomnienie dziewczyny nie wzbudzało do niej tak dużej niechęci, jak do Franka. Wystarczyła minuta, żeby znowu zaczęły nasuwać jej się myśli, tym razem, że nie chce go już znać, że mimo, iż chciał pomóc, to jednak przegiął, zawodząc jej zaufanie. Drastyczny film nieskazitelnie czystym obrazem wciąż stał w jej oczach, bała się coraz bardziej, aby nie dotarł on do matki. Zgodziła by się już nawet, aby zobaczyli go wszyscy, dosłownie wszyscy, nawet całe miasto, tylko nie matka, to byłby za duży wstyd. Nie wiedziała, czy autorzy filmu nadal go mają, dlatego obawy były w pełni uzasadnione. Owszem, nagrano i wysłano go z jej telefonu, ale jakim problemem jest zrobienie kopii? I teraz mają na nią niezły haczyk. Gwałt, pobicie, wszystkie minione, nieprzyjemne sytuacje – to wszystko betka w porównaniu z tym, że mogliby rozpowszechnić wideo, a matka zapewne byłaby pierwsza na celowniku w kwestii widza.
Najbardziej zastanawiało ją tylko jedno – dlaczego Frank go nie skasował?
Cichy pisk psa ponownie wyrwał ją z myślowego dołka. Spojrzała niemalże narkotycznym wzrokiem – stał przed otwartymi drzwiami jej pokoju i wymownym wzrokiem zapraszał ją do ruszenia tyłka. Zmuszona do powstania przetarła twarz, wzięła telefon i powoli się podniosła – z nerwów nie bolało już nic. Gdy tylko zwierzak zobaczył, że Laura stanęła na nogi, ruszył dość szybko przed siebie i kiedy dziewczyna ledwie zdążyła dotelepać się do schodów, on był już na dole, ponaglając ją ponownymi ruchami ogona.
– Chwila, ok? Widzisz, że jestem niedołężna – mruknęła z ironiczną wesołością i wolno zeszła na dół.
Miko wznowił podróż i zatrzymał się przy wejściowych drzwiach. Dziewczyna z miejsca się wystraszyła, bała się wyjść z nim sama. Przecież gdyby, nie daj Boże, przyszło mu do głowy urządzić sobie niepożądaną wycieczkę, za żadne skarby świata by go nie utrzymała, poza tym z tego wszystkiego załapała nagle, że chyba zostawiła smycz w aucie chłopaka.
– Malutki, jeszcze chwilka, ok? – wymruczała i poszła do kuchni, rozwiać swoje wątpliwości.
Przewidywania okazały się słuszne – z wozu wzięli tylko piwo i zakupy, smycz pojechała sobie z brunetem. "No kurwa, i co teraz?” – fuknęła w duchu, zła, jakby jeszcze za mało wkurzył ją dzisiejszy dzień. Nie miała jednak czasu na irytację, zaczęła więc obmyślać plan. W sumie mogłaby wypuścić go do ogródka, lecz wiedziała, że furtka się nie domyka i w razie jakichś jego niepożądanych wariacji, za nic w świecie go nie załapie; na smyczy go nie utrzyma, poza tym nie ma smyczy; już nie wiedziała, co robić.
Zamyśliła się nad opcjami, po chwili jednak doszła do wniosku, że nie ma wyjścia i musi iść z nim za dom, że nie może męczyć psa. Niepocieszona, z niepokojem zdjęła klucze z wieszaka w korytarzu i zaraz była przy balkonowych drzwiach. Miała coraz większe obawy, ale nie mogła przecież nie pozwolić mu się załatwić, wygłosiła więc w duchu tysiąc jeden próśb do niebios i z trudem otworzyła drzwi, które z miejsca ją rozdrażniły, bo także miały wredne tendencje do notorycznego zacinania się. Gdy po krótkiej walce ostrym szarpnięciem uchyliła lewe skrzydło, Miko ruszył jak torpeda, agresywnie przecisnął się przez nią i żeby w porę nie chwyciła się framugi, leżałaby jak długa.
– Kur… Miko, powoli! – krzyknęła, zniesmaczona tym zrywem. – No co za czubek – burknęła i ospale pokuśtykała w kierunku furtki, aby przypilnować, by piesek nie zwiał. Wiedziała, że jest zepsuta, mimo to odruchowo pociągnęła za klamkę i jakież było jej zdziwienie, kiedy okazało się, że jest zamknięta na klucz i na dodatek naprawiona. Postawiła oczy w słup, przeklinając przy okazji rodzinę, która nie raczyła szanownie jej poinformować, aczkolwiek kamień spadł jej z serca. Spojrzała na psa – biegał jak wariat w kółko, warcząc, jakby gadał sam do siebie w jakimś kosmicznym języku. Uśmiechnęła się, widząc tą dziwaczną scenkę i wiedząc, że pupil jest bezpieczny, zostawiła go na zewnątrz i już na pełnym luzie wróciła do kuchni. Zobaczyła torbę, którą przytargał Frank i natychmiast skwasiła jej się mina – po tej maleńkiej chwili zapomnienia wizja kłótni powróciła.  
Z bezczelnie siedzącym w jej szarych komórkach, działającym jej na nerwy ciemnowłosym osobnikiem, zaczęła przewalać zawartość. Wygrzebała chińskie, mrożone warzywa, kawałek wołowiny, dwie przyprawy, których w ogóle nie zamierzała sprawdzać i śmieszny, czarny makaron. Nie miała pojęcia, co z tym zrobić, schowała więc mrożonkę, gdzie jej miejsce, makaron i przyprawy rzuciła niechlujnie do szafki, a mięso do lodówki. Pomyślała o psie, zaczęła więc przy okazji wertować jej zawartość, nie rzuciło jej się jednak w oczy absolutnie nic, co mogłaby mu dać. Rozpoczęła się ponowna kombinacja. Wiedziała, że Travis może nie wrócić z pracy o czasie, a nie chciała, aby piesek chodził głodny.  
Zerknęła na zegar – akurat dochodziła szósta. Ostro wkurzyła się na Jennifer, że ta nie pomyślała o jedzeniu dla psa, zaraz jednak doszła do wniosku, że może po prostu zapomniała.  
Miko wpadł do kuchni i od razu przykleił się do miski z wodą. Nie trzeba było długo czekać, aby pojemniczek zastał oczyszczony. Nalała ponownie i przysiadła na stołku, nie mając pojęcia, co ze sobą zrobić i jak nakarmić zwierzaka. Złość powoli ustępowała.  
Analizowała opcje dotyczące posiłku dla pieska i nagle przypomniało jej się, że ma przecież piwo. " A co tam, napiję się, co mi pozostało” – pomyślała i zaraz miała w dłoni otwartą butelkę. Tempo było przednie, po dziesięciu, może piętnastu minutach szkło było puste. Była jeszcze bardzo osłabiona, na dodatek mało zjadła, dlatego też bardzo szybko poczuła działanie trunku. Humor nieco jej się poprawił, wstała więc i sięgnęła po następne, przy okazji po raz kolejny przeglądając zawartość lodówki. Nadal nic nie znalazła. Prócz Frankowych zakupów, alkoholu, dwóch plasterków wędliny i butelki mleka nie było nic nadającego się dla psa, co zaczynało złościć nastolatkę.
– Miko, chodź do pokoju, nie siedźmy tu – nakazała, chcąc, aby do powrotu Travisa czas zleciał szybciej i za moment, w towarzystwie psa, rozsiadła się wygodnie na kanapie. – Zaraz przyjedzie zrzęda, to ci coś kupi – uśmiechnęła się złośliwie, popijając i głaszcząc pieska po karku.
Włączyła telewizor, zostawiając pierwszy z brzegu kanał, gdzie akurat leciał jakiś film i wznowiła konsumpcję. Nie przepadała za piwem, piła je bardzo sporadycznie, aczkolwiek teraz bardzo jej smakowało, no i działało cuda. Troski zaczęły zanikać, złość także, za to zagłuszający wszelkie negatywne emocje szumek robił się coraz przyjemniejszy i przyjemniejszy…
– Miko, ty łobuzie, jesteś głodny? – wypaplała nagle, przytulając psa, który rozłożył się na całym meblu, z głową na jej nogach.  
Po raz enty zerknęła na zegarek, tym razem w DVD – 18:26.
– Ja przepraszam, ale widzisz, że dupek nie wraca. No gdzie on jest? Nie mam już piwa – zaśmiała się, pokazując psu pustą butelkę. – Wiesz co? Chodźmy do kuchni, dam ci tą szynkę, która tam jest. Wiem, że to niedużo, ale zawsze, co nie? – zarechotała i wstała – była już pijana.
Machnęło nią delikatnie. Alkohol prawidłowo zdawał egzamin, zmuszona więc była zatrzymać się w miejscu, chęć na piwo jednak wzrastała, dlatego też bezzwłocznie wznowiła podróż.
– Ale będzie jazda, mówię ci, niech tylko pan kurator zobaczy, że piłam! – zapiała. – Ale wiesz, że to pomaga? Kurwa, człowieku, nic mnie nie boli i w dupie mam tego pajaca – chichotała jak głupia, stawiając coraz bardziej niezgrabne kroki.
Wyjęła kolejną butelkę, oddała psu wędlinę i oboje po chwili wrócili do salonu.
– Szkoda, że nie mam wódki, teraz wypiłabym całą – oznajmiła bełkotliwie. – Może skoczysz kupić? Mam gdzieś jeszcze jakąś kasę… chyba – zaśmiała się na całe gardło, język dokładnie jej się rozplątał. – Ale fajnie, że ze mną przyjechałeś, mój kochany – znowu objęła głowę psa – przynajmniej mam do kogo gębę ot…
Zazgrzytał klucz i Miko jak wariat zerwał się do drzwi wejściowych, szczekając na cały dom. Laurę przeszedł chwilowy dreszcz, nie wiedziała, które to z członków jej rodziny, strachu jednak nie było, były procenty.
– Kurwa mać!!! – usłyszała i wszystko stało się jasne.
Uśmiechnęła się głupio, ponieważ dobrze zdawała sobie sprawę, co za chwilę ją czeka z racji przygarnięcia pieska. Miko wrócił do salonu pierwszy, a za nim brat dziewczyny, który zaraz wyrósł nad jej głową. Już widziała, że nie jest dobrze, jego mina mówiła wszystko, . Na chwilę obecną jednak miała to gdzieś, wszystko miała gdzieś.
– Kurwa, młoda, co tu się dzieje?! Skąd on się tu wziął?! – ryknął Travis, był wyraźnie podminowany i to na pewno nie tylko z powodu obecności psa.
– Musiałam go zabrać – wypaplała, zupełnie ignorując negatywną postawę brata.
– Młoda, jesteś pijana?! – wywalił oczy zdziwienia, zwłaszcza widząc w dłoni siostry do połowy opróżnioną butelkę.
– Nie, jestem uleczona – odparła wesoło, coraz bardziej plącząc słowa.
Chłopak nie pytał dłużej, tylko nachylił się, aby odebrać jej alkohol, ale zwinęła się w kłębek, chowając pod siebie butelkę.
– Spieprzaj, to moje piwo – wydusiła niewyraźnie, z twarzą przyduszoną do oparcia kanapy.
– Laura, dawaj to! – rozkazał surowo, próbując dostać się do piwa.
– Kurwa, nie szarp mnie, bolą mnie żebra! – fuknęła, szybko znajdując drogę ratunku.
– Młoda, co ty odstawiasz?! Siedzisz i pijesz?! Gdzie Frank?! – chłopak pałał złością.
– Nie wiem.
– Nie wiesz? Jak to nie wiesz? – zapytał, lecz już z oddali i po chwili Laura usłyszała odgłos otwieranej, a następnie zamykanej lodówki i syk otwieranego piwa. Moment później doszedł też do niej odgłos przewalanego kosza, co świadczyło o tym, iż chłopak sprawdzał, ile dziewczyna już wypiła. Nasłuchiwała bacznie, nadal nie podnosząc się z miejsca, nie miała zamiaru stracić pożądanego "napoju”, a najchętniej to zdobyłaby jeszcze dwa, trzy, pięć…
Travis w końcu wrócił i usiadł na końcu mebla. Miko, widząc to, podbiegł i zaczął go zaczepiać, wydając przyjazne pomruki.
– Młoda, usiądź – poprosił już spokojniej chłopak.
– Nie, zabierzesz mi browar – zachichotała.
– Nie zabiorę, żebym chciał to zrobić, już bym zrobił, nie sądzisz? Poza tym z tego, co wiem, byłaś wielce chora i nagle co? Pijesz? – wyjechał z pełną ironią, nie przejmując się wcale, jak dziewczyna na to zareaguje.
– No właśnie, bo już wyzdrowiałam… po piwie – nadal chichotała.
– Laura, co się stało, czemu zabrałaś tego psa? Gdzie Frank, pokłóciliście się? – Travis wznowił temat
– Nieważne – wybełkotała, lecz nadal nie zmieniała pozycji, nie ufała mu.
– Młoda, usiądź, proszę cię, bo naprawdę zaraz stracisz to piwo – zażądał sucho, zniecierpliwiony.
Chwilkę się zastanowiła, po czym powoli odkleiła od kanapy, natychmiast kierując wzrok na brata i sprawdzając, czy aby przypadkiem nie zamierza przypuścić na nią ataku. Od śmiechu nabrała już kolorków, lecz brechała nadal. Myśląc chyba, że tam będzie bezpieczniejsza, odsunęła się na sam koniec kanapy, co wywołało w końcu niewielki uśmiech pod nosem Travisa. Podkuliła kolana i idiotycznie szczerząc zęby, patrzyła na brata, czekając na dalszy ciąg wykładu.  
– To twoje trzecie piwo, czy wypiłaś coś jeszcze? – zapytał, zmieniając ton głosu z oburzenia w troskę.
– Nie wypiłam, bo nie mam, ale jak kupisz, to chętnie… – odparła, odważna i zadowolona do granic i nie odrywając wzroku od chłopaka, delikatnie zaczerpnęła z butelki.
Znała go na wylot, wiedziała, co wyraża w tej chwili jego mina.
– Młoda, przecież bierzesz zastrzyki – kontynuował.
– Już nie biorę. Travis, musisz iść do sklepu, kupić mu coś do jedzenia – poprosiła, wskazując psa.
– Że co? I może jeszcze mi powiesz, że on tu zostanie? – burknął zaskoczony chłopak.  
– Kurde, musiałam go zabrać, on tam wariował, rozumiesz? To znaczy nie musiałam, ale ci ludzie mi pomogli, pies mnie polubił, to co miałam zrobić? Zignorować ich?
– Młoda, czy ty myślisz? Pijesz, przywiozłaś Miko, pomyślałaś, co na to matka? Już olać psa, zawsze można go odwieźć, ale nie przyszło ci do łba, jak zareaguje, jak zobaczy cię w takim stanie? Przecież ty jesteś kompletnie nawalona. I wciskasz mi bajki, że to twoje trzecie piwo? Po trzech się tak nie wygląda, więc mnie nie wkurwiaj i nie kłam, dobrze?
– Trzecie, naprawdę, Frank kupił nam po jednym, jak jechaliśmy do domu – trochę spoważniała, upijając następny łyk i wywołując kolejną, jeszcze dziwniejszą minę na twarzy brata.  
– Pytałem, gdzie Fran? Co się stało?
– Nic, pokłóciliśmy się, zadowolony? – fuknęła, złościło ją to przesłuchanie.
– No tak, i ja chyba wiem, kto zaczął – chłopak wyszczerzył zęby.
– Kurwa, zammknij się w końcu! To już nie mam prawa z nikim się pokłócić, bo młócisz temat?! Skończ już, dobrze?! Miałam taki fajny humor, to wszystko potrafisz spieprzyć – dziewczynie puściły nerwy. – Pójdziesz, kupisz mu coś? Jest głodny, a nic nie ma. Jakaś kasa na pewno jest w mojej szufladzie – ponowiła prośbę.
Travis westchnął cicho, ale wstał i ruszył do kuchni, lecz gdy mijał dziewczynę, znienacka, szybszym niż błyskawica ruchem, nachylił się i wyrwał jej piwo.
– Ej, kurwa, oddawaj! – natychmiast się uniosła i migiem wstała do pionu.
– Dość picia. Bierzesz leki, poza tym jesteś już najebana – odparł spokojnie.
– Kurwa, nic nie biorę, oddawaj mi piwo! – wydarła się, próbując odebrać mu butelkę.
– Nie.  
– To wiesz co? Spierdalaj! Obiecałeś i lecisz w chuja! – zagrzmiała, już mało nie płacząc, chłopak zaledwie w moment wyprowadził ją z równowagi.
– Co mam kupić? – ten zapytał spokojnie, nie reagując na jej żale.
– Bez łaski. Miko, przykro mi, będziesz głodny, dopóki nie wróci matka – warknęła, wkurzona do granic i ruszyła w stronę schodów.
– Młoda…! – zaśmiał się Travis, widząc jej humory, lecz go zignorowała i z plączącym się pod jej nogami psem po chwili zniknęła w sypialni, o czym poinformował chłopaka głośny huk zatrzaskiwanych drzwi.

1 628 czyt.
100%196
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3042 słów i 17160 znaków, zaktualizowała 14 lis 2017.

6 komentarzy

 
  • Marida

    Marida · 6 paź 2017 · 214488610

    Zaraz mija miesiąc czyli już niedługo kolejna część? ????

  • Fanka

    Fanka · 25 wrz 2017

      

  • aKubek

    aKubek · 17 wrz 2017

    No maleńka długo kazałaś czekać , ale cieszy mnie to że jednak cos naskrobałaś   czekam teraz na więcej  

  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 · 17 wrz 2017

    Nareszcie! Tęskniłam za tym wku*wiającym Frankiem, wybuchową Laurą, no i za Tobą  

  • zabka815

    zabka815 · 17 wrz 2017

    Długie te trzy dni    i znowu będę czekać trzy dni   na kolejną część. Ależ ta Laura bojowa hehehe.....

  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK · 17 wrz 2017

    No nareszcie się doczekałam