Szare istnienie #101

Szare istnienie #101– Kurwa, ty gnoju!!! – zawył.
Jimmy usłyszał za plecami krzyk i gdy odwrócił się, zdumiony, natychmiast otrzymał potężny cios w twarz. Padł na ziemię. Kompletnie zaskoczony Chris przystanął, jak wryty, lecz w sekundę się pozbierał i bez chwili zwłoki kopnął stojącego obok 23-latka stopą w brzuch. Frank targnięty siłą uderzenia mocno się pochylił, wtedy blondyn z pełnym impetem poprawił mu z łokcia i gdy chłopak także upadł, natychmiast zaczął agresywnie g okopać.
– Chris, zostaw! – krzyknął Jimmy, który miał niemałe problemy z podniesieniem się, było to dość solidny cios, który chyba odrobinę go zamroczył. – Kurwa, Mnichu! – ryknął widząc, że Chris nie reaguje i gdy udało mu się końcu wstać, najszybciej, jak mógł, odciągnął kumpla od Franka.
Brunet już zdążył przyjąć kilka konkretnych razów.
– No co jest?! – wyjechał pretensjonalnie 30-latek, który nic a nic nie zrozumiał.
Jimmy nie odpowiedział, tylko chwycił Franka za chabety i mocno pociągnąwszy, podniósł do pionu i z całej siły łupnął o ścianę.
– Co ty, kurwa, szukasz wrażeń?! – zagrzmiał, uderzając chłopakiem po raz drugi.
– Puszczaj, kurwa! – ryknął Frank, szarpiąc się z brunetem.
– Do chuja, Jimbo, co to za frajer?! – dopytywał się Chris.
– Chodź tu, kurwa! – zagrzmiał Jimmy, ignorując przyjaciela, ponownie szarpnął brunetem, pociągnął go mocno i wciągnął go za pierwszą z brzegu kamienicę. – Co ty, kurwa?! – powtórzył, wściekły, przyciskając chłopaka do budynku i podnosząc za fraki do góry.
Był prawie o głowę niższy, lecz to nie przeszkodziło mu w zadarciu głowy Franka niemalże do samego nieba. Ten był jednak tak zawzięty, do tego wódka tylko dodawała mu tylko sił, że już po chwili zdołał odbić się od ściany, by zaraz zacząć pchać Jimmy’ego do tyłu. Teraz to starszy z chłopaków trzasnął plecami o przeciwległy budynek, lecz 23-latek nie czekał i od razu poczęstował go kolanem raz i drugi. Jimmy’ego nieco przygięło, zapewne nieźle odczuł te kopniaki.
– Kurwa, pieprzyłeś moją kobietę! – zaryczał Frank i już przymierzał się do zadania kolejnego ciosu, lecz nie zdążył, bo Chris odciągnął go od kumpla i rzucił na ziemię.
– Kurwa, Mnichu, nie wpierdalaj się! – ryknął Jimmy, szybko prostując się z półskłonu. – Skoro ty nie potrafisz, to ktoś musiał to zrobić – zwrócił się do Franka palącym wręcz w uszy, ironicznym tonem.
– O ty, kurwaaa! – wściekły Frank migiem wstał i znów ruszył na chłopaka, chcąc kolejny raz uderzyć go w twarz, tym razem jednak nie poszło mu tak łatwo, bo Jimmy bardzo zręcznie się odchylił i po chwili to on trzepnął rywala raz, drugi i trzeci. Frank w okamgnieniu znalazł się z powrotem na ziemi, uderzając twarzą w beton. Ciosy były błyskawiczne.
Jimmy nie czekał, tylko od razu przykucnął przy leżącym i wykręcił mu do tyłu prawą rękę, mocno przyciskając kolanem jego szyję.  
– Kurwa, szukasz guza, pytam?! – warknął furiacko.
– Puszczaj, skurwielu! – pyskował Frank, lecz głosik miał już bardzo nietęgi, bo poza tym, że nie mógł się ruszyć, to dotkliwie musiał odczuć uścisk chłopaka.
– Pytałem, co tu robisz?! Chcesz się bić?! Pojebało cię chyba! – kontynuował zdyszany Jimmy. – Mam cię połamać, a potem śliczna połamie mnie, tak?! – grzmiał. – Masz szczęście, bo gdyby nie ona...
– Kurwa, Jimbo, dowiem się w końcu czegoś, czy nie?! Bo zaraz sam ci najebię! – Chris się zdenerwował.
– To książę, jak to mówi ta jebana szmata, twoja siostra, przydupas Laury – zaśmiał się Jimmy.
– Puszczaj mnie – szumiał nadal Frank, lecz już dawno złagodniał, przeciwnik trzymał go bardzo mocno.
– Kurwa, przydupas? – fuknął Jimmy. – Co ja mówię, przydupas?! Jebana ciota! – drwił. – Gdzie byłeś, bohaterze, jak Amber ją prześladowała, co? – zapytał, już spokojniej.
– Puszczaj!
– Gdzie byłeś, pytam?! – zagrzmiał brunet, ciut mocniej wykręcając rękę ofiary.
Frank starał się, jak mógł, wyjść na twardziela, ale zmuszony był, niestety, głośno jęknąć.
– Kurwa, ona nic mi nie mówiła, rozumiesz, frajerze?! – wystękał.
– A ty, biedaku, jesteś tak ślepy, że o niczym nie wiedziałeś, nie? – szydził wkurzony 25-latek.
– Kurwa, wiedziałem, ale prosiła mnie, kazała mi, żebym nic nie robił, nie zgłaszał, to co ja, kurwa, mogłem?! – Frank znowu się rozkrzyczał. – Chciałem jej nakopać, to mi nie pozwoliła, potem prosiłem, żeby zgłosiła, to się zapierała, w końcu chciałem załatwić to wszystko po cichu, to wynik był taki, że się na mnie obraziła! Ona się panicznie bała, rozumiesz, skurwielu?! Mój kumpel wklepał tej suce w jej obronie, to wylądował na intensywnej terapii, i ty się, kurwa, dziwisz, że nie chciała?! I nie sprzedała kurwy, nic nikomu nie powiedziała, a mimo to widzisz, co się stało?! PRZEZ CIEBIE ZRESZTĄ! – brunet wrzasnął tak głośno, że gdyby był teraz na cmentarzu, obudziłby pewnie wszystkich jego mieszkańców.  
Jimmy’ego w tym momencie jakby ktoś trzepnął w łeb. Poczuł się strasznie, bo jakby nie było, Frank miał rację. Chłopak do tej pory czuł się cholernie winny wszystkiemu temu, co się stało, a obecny tekst rywala tylko dobił gwóźdź do trumny jego psychicznej porażki.
Puścił 23-latka i wstał.
– Spadaj stąd, i żeby cię tu więcej nie widział! Bo jak znowu cię zobaczę, już nie będę się z tobą pierdolił, rozumiesz! – nakazał szorstko, lecz bardzo zdławionym głosem, po czym ruszył w stronę ulicy, a za nim milczący Chris, który chyba zupełnie pogubił się w całej zaistniałej sytuacji.  
I nagle Jimmy się odwrócił.
– I JA JEJ, KURWA, NIE PIEPRZYŁEM, TYLKO SIĘ Z NIĄ KOCHAŁEM! – krzyknął jeszcze, idąc chwilę tyłem, po czym wykręcił się na pięcie i zniknął z przyjacielem za rogiem.
Frank tkwił na ziemi jeszcze chwilę, po czym ciężko się podniósł, wycierając obficie sączącą się z wargi i nosa krew. Chciał wyprostować i rozmasować wykręconą rękę, ale nie dał rady, bolała jeszcze zbyt mocno, Jimmy się nie patyczkował. Wkurwiło go, że nie udało mu się mu naklepać, aczkolwiek był bardzo zadowolony z faktu, że mu dogryzł, i to jak? Nie widział twarzy Jimmy’ego, ale bardzo dobrze rozczytał jego zachowanie po wyrzuceniu mu winy. Słyszał natychmiastowe milczenie chłopaka, wręcz widział jego zakłopotanie i to powiedziało mu wszystko, co powinien wiedzieć.
Wolnym krokiem ruszył do samochodu, pęknięte żebro zostało pięknie pogłaskane przez Chrisa i teraz rwało już z całą swoją siłą. Chłopak pomyślał, że może z pęknięcia zrobiło się już złamanie, ale zignorował to, w tej chwili miał ochotę tylko i wyłącznie się napić.
Choć brzuch i boki dokuczały, dość szybko dotarł do Toyoty, z grymasem bólu na twarzy wyjął z niej zakupy, telefon, zamknął auto i ruszył w kierunku domu Laury. Rozpoczął poszukiwania taksówki, ale w okolicy, jak na złość, nie było ani jednej. Znowu zaczął się irytować, a bolący nos, żebra i drażniąco piekąca warga tylko tą złość zaogniały. Bardzo wyraźnie odczuwał "zabiegi” Jimmy’ego, chłopak miał co nieco w dłoni.
Dopiero po upływie wkurwiających, długich, dziesięciu minut, udało mu się w końcu zatrzymać zieloną Mazdę i od razu zapytał kierowcy:
– Przepraszam, czy mogę usiąść z przodu? Mam złamane żebro, a obok pana jest trochę więcej miejsca.
– Nie ma problemu – odparł z uśmiechem facet, a może raczej już dziadek, mężczyzna grubo po sześćdziesiątce i zabrał leżącą na fotelu pasażera gazetę.
Nie dziwił fakt, że kierowca nie miał obaw, Frank nie wyglądał raczej na seryjnego zabójcę, bardziej na poturbowaną ofiarę wypadku.
– Dziękuję – sapnął brunet i ciężko usiadł, a raczej wtoczył się na przednie siedzenie.  
– Wszystko w porządku? – zapytał mężczyzna.
– Tak. Grand Avenue 12 proszę.
– Się robi. A może powinien pan pojechać do szpitala? – drążył kierowca i wolno ruszając, wręczył chłopakowi chusteczkę.
– Dziękuję, nie trzeba – mruknął 23-latek, chwycił chustkę i przyłożył do nosa, odchylając głowę
Mężczyzna już nie zawracał mu głowy i skupił uwagę na drodze, obok niego nie siedziało przecież dziecko, a dorosły facet, kierowca uznał więc, że sam wie, co jest dla niego najlepsze.  
Przebicie się przez odrobinę zatłoczone, (co było dość dziwne o tej porze) centrum zajęło im około dwudziestu minut i dokładnie o 20:06 taksówka dojechała do celu. Frank zapłacił, podziękował i z niemałym trudem opuścił auto – wejść było zdecydowanie łatwiej, niż wyjść. Po chwili już dzwonił pod jedynkę i niemal natychmiast usłyszał w domofonie damski głos.  
– Cześć Kim. Jest Matt? – wycharczał, żebro bolało coraz bardziej, zakłuło nieprzyjemnie, gdy chłopak, opuszczając pojazd, zmuszony był napiąć wszystkie mięśnie.
– Frank? Wejdź – odparła zdziwiona dziewczyna i w drzwiach zaraz zabrzęczał mechanizm otwierający.
Mimo, iż było to zaledwie pierwsze piętro, brunet miał dość nieprzyjemną podróż, teraz już wiedział, że nieźle oberwał.
Gospodyni już czekała na niego w progu.
– Jezu, Frank, co ci się stało?! – wykrzyczała od razu, gdy tylko wszedł do mieszkania, natychmiast do niego doskoczyła i już miała jego twarz w swoich dłoniach.
Zaczęła obracać głową chłopaka na lewo i prawo, oglądając go jak zawodowy lekarz.
– Nic, miałem bliskie spotkania trzeciego stopnia – zażartował, zaśmiawszy się mdło, ale zaraz jęknął.
– Boże, dzieciaku, gdzieś ty się wpierdolił? – dopytywała się zszokowana Kim, który to szok bez trudu można było poznać po wyrażeniu, jakiego użyła.
Dziewczynie bardzo rzadko zdarzało się przeklinać, Frank słyszał z jej ust wulgaryzm zaledwie kilka razy w życiu, a znał ją przecież już całe wieki.
– Jest Matt? – ponowił pytanie.
– Poszedł do sklepu, zaraz wróci. Chodź, trzeba to przemyć – nakazała ciepło, chłopak pozbył się adidasów i zaraz siedział w salonie, na ustawionej przy prawej ścianie, jasnobrązowej kanapie.
– Schowaj do lodówki, ale zrób mi najpierw drinka, co? – poprosił, wręczając jej reklamówkę. – Dwie trzecie wódki, jednak trzecia soku – wyszczerzył się zaczepnie.
Kim tylko przewróciła oczami, wzdychając ciężko, z niemałą dezaprobatą w wyrazie twarzy zabrała torbę i zniknęła z pokoju. Migiem była z powrotem i postawiła na umieszczonym przed chłopakiem stole dwa drinki, oraz asortyment z co najmniej połowy apteki. Brunet natychmiast złapał za szklankę, z której od razu ubyło pół.
– Frank, co się stało? – wnikała, nabierając na wacik dość sporo wody utlenionej.
– Nic, pobiłem się, nie ma z czego robić afe… Kurwa! – zawył, gdyż dziewczyna właśnie przyłożyła watkę do jego rozciętego z lewej strony nosa, chłopak nawet nie zauważył, że ma tam ranę.
– Cicho! Sam wlazłeś, musisz teraz pocierpieć – uśmiechnęła się wymownie, po czym namoczyła drugi raz i delikatnie przytknęła mu do ust.
Już nie darł twarzy, syknął tylko, niezadowolony.
– No jak to nie ma? Wiesz, że masz złamany nos? – kontynuowała.
– Skąd wiesz?
– Wiem, widzę.
– Taaak? A ciekawe, skąd ty możesz to wiedzieć?
– Jest spuchnięty, poza tym rozcięty, żeby rozciąć skórę na nosie, trzeba nieźle przywalić. Kto cię tak urządził?
– Nieważne, i tak nie znasz, więc po co pytasz? Skąd wiesz, że złamany, rozcięcie jest niewielkie, a spuchł, bo mi przyjebał, prosty temat, nie? – burknął wkurzony, ale zawstydzony też chłopak.
Matt miał dwa razy, wiem, jak to wyglą…
Zatrzeszczał klucz w zamku i po chwili w progu salonu stanął przyjaciel bruneta z pizzą i reklamówką w dłoni.
– Frank? – wywalił wielkie oczy i zaraz sterczał naprzeciwko kumpla. – No ładnie, kurwa, tylko mi nie mów, że zrobiłeś to, o czym myślę?! – zapytał, marszcząc brwi.
23-latek uśmiechnął się pod nosem.
– Jesteś pojebany, tylko tyle ci powiem – warknął 21-latek, obrócił się na pięcie i schował w kuchni.
– Co zrobiłeś? – Kim natychmiast zareagowała.
– Nic, kurwa, nieważne, ok? I tak nie zrozumiesz, więc daj już spokój, dobra? – wkurzył się chłopak.
– Musisz koniecznie jechać z tym dziś do lekarza, bo jak ci szybko go nie nastawią, będziesz miał kulfon jak baba jaga – zaśmiała się dziewczyna.
Matt powrócił, operując bardzo nieciekawą miną.
– Czyja to wódka? – zapytał, słychać było, że jest już bardzo zły.
– Franka.
Nie zdążył nic więcej powiedzieć, bo kolejny raz delikatnie trzasnęły drzwi i po chwili zza pleców Matta wyłoniła się uśmiechnięta postać Ashley, która spojrzała w stronę kanapy i momentalnie zamarła!
Frank zdębiał!

1 404 czyt.
100%146
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2227 słów i 13176 znaków, zaktualizowała 4 gru 2017.

6 komentarzy

 
  • Olciaa

    Olciaa · 15 gru 2017

    Kiedy coś nowego?

  • aKubek

    aKubek · 2 gru 2017

    No nieźle księżniczko  go urządzałaś   ale co tam robiła. Ashley??

  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 · 30 lis 2017

    No to dostał, ale za to w gębie mocny   Nie ma to jak wrócić do domku i poczytać ulubione opowiadanko

  • Black

    Black · 29 lis 2017

    Pomimo stosowania przez ciebie gróźb karalnych, powiem,że mi się podoba

  • zabka815

    zabka815 · 29 lis 2017

    No ułożyło mi nie wygląda to tak źle   Super część   kochana  

  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK · 29 lis 2017

    Oooo, wróciła moja cudowna artystka