Szare istnienie - zmiany #22

Szare istnienie  - zmiany #22
– Frank, zamierzasz znowu się schlać? Nie idziesz w poniedziałek do pracy? – napuszyła się Becky, widząc, że Travis wsiada do samochodu z torbą po brzegi wypełnioną alkoholem.
– Nie, ty się za mnie schlasz – warknął chamsko brunet.
– A zresztą, rób sobie, co chcesz – dziewczyna machnęła ręką i wyjechała spod sklepu.
Droga do domu Franka minęła w niezbyt miłej atmosferze. Becky strzelała piorunami, Travis rozmyślał nad czymś namiętnie, natomiast Frank siedział i się wkurwiał, nie mogąc odgonić od siebie myśli o Laurze, która znów wlazła do jego głowy. Zaczął zastanawiać się nad słowami Travisa i mimo swego buntu, w środku poważnie martwił się o dziewczynę. Miał świadomość, w jakie towarzystwo wpadła i czuł, że prędzej czy później napyta przez to sobie kolejnej biedy. No i jest z nim. Niewiedza, co robią, co on robi,dobijała chłopaka, dlatego też chciał jak najszybciej zagłuszyć wstrętne myśli alkoholem i chociaż na jakiś czas się uspokoić.
– Śpisz?! – warknęła Becky.
Otrząsnął się z letargu – stali pod jego blokiem. Travis widząc minę kierowcy, migiem opuścił pojazd.
– Nie idziesz? – zapytał Frank, gdyż Becky nie ruszała się z miejsca.
– Nie.
– No chodź, wypijesz kawę. Albo drinka, przenocujesz.
– Nie, idź już. Co mam powiedzieć matce?  
– Że zadzwonię jutro.
– A zadzwonisz? – dziewczyna poczęstowała brata wybitnie ironiczną miną.
– Kurwa, zadzwonię. Idziesz czy nie? – Frank otworzył drzwi.
– Nie. Może potem przyjadę, mam jeszcze kilka spraw.
– Przyjedź – poprosił łagodnie chłopak.  
– Zobaczymy. I spieprzaj już, kumpel na ciebie czeka – rzuciła Becky, uśmiechając się w końcu.
Frank widząc, że nie namówi dziewczyny, wysiadł i ruszył do przyjaciela.
– Aha! I I jakbyśmy się jednak nie zobaczyli, życzę ci tak zajebistego kaca, żebyś do końca życia zapamiętał! – krzyknęła jeszcze Becky i szybko odjechała.
Travis się roześmiał, lecz Frankowi nie było do śmiechu. Natrętne myśli o dziewczynie, do tego ból nosa i kac znęcały się nad nim bezlitośnie, chłopak marzył już o tej wódce.



– Wiesz, że one chyba są razem? – rzekł nagle Travis, nalewając trzeci kieliszek?
– Kto? – zajęty dołowaniem się Frank nie zrozumiał.
– No Emma.
– Emma? – fuknął brunet. – Z kim? Przecież kretynka pojechała z nim, gdzie tam miejsce dla Emmy?
– Nie wiem, ale czuję, że mam rację. Nie mogę się do niej dodzwonić, na domowy też. Komórka jest wyłączona. Znaleźliśmy ją wczoraj w skateparku, najebaną w trzy dupy i wątpię, aby wróciła do domu. Przecież odebrałaby domowy.
– A jebać to. Lej!
Litr wódki zniknął dość szybko, lecz chłopakom szła dziś ona tak dobrze, że okazała się być niewystarczającą ilością.  
– Jadę do domu – wymamlał pijany Travis, gdy panowie opróżnili kolejne pół litra.
– Do domu? – zdziwił się Frank. – Przekimaj, po co masz dobijać matkę?
– Nie, pojadę, pokażę jej tą zakichaną kartkę i niech decyduje. Ale wiem, że bez psów się nie obejdzie, ona nie odpuści.
– Na pewno?
– Tak. Zadzwoń po taksówkę.
Dziesięć minut później ratownik trzymał już uchylone drzwi windy.
– Daj znać, co i jak… no z matką. Kurwa, niech zgłosi, to naprawdę przestało być śmieszne. Młoda nagle zrobiła się wielce odważna, ale chyba nie wie, w co się pakuje – rzekł Frank, kiwając się w progu mieszkania.
– Zadzwonię rano. A ty lulu, nie tykaj już tego piwa – zaśmiał się Travis i zniknął we wnętrzu dźwigu.



– Travis, jak ty wyglądasz? – pani Anderson niemalże złapała się za głowę. – Gdzie Laura?  
– A co, napić się nie mogę? Nie chlam jak młoda, nie ćpam, nie puszczam się – odparł chamsko chłopak.
– Travis, gdzie Laura? Ma wyłączony telefon.
– Telefon leży koło telewizora, a Laury nie ma i pewnie długo nie będzie. Zresztą gówno mnie to obchodzi – paplał upity do cna chłopak.
– Jak to nie będzie? TRAVIS, GDZIE LAURA?! – wydarł się zdenerwowana kobieta.
– Gdzie? Ze swoim ukochanym spod ciemnej gwiazdy – rzekł ratownik i wyjął z kieszeni wymiętoloną kartkę, którą wręczył matce.
– Co to jest? – kobieta spojrzała na syna pełnym przerażenia wzrokiem.
– To co, nie widzisz? Chyba umiesz czytać. Pierdolę ją, jak dostanie po dupie, to się opamięta. Idę spać – wycedził Travis i chciał wyminąć matkę, lecz go zatrzymała.
– Do cholery, Travis, wyjaśnij mi to! – krzyczała rozgorączkowana kobieta, szarpiąc syna za ramiona.
– Co mam ci wyjaśniać? Ona, kiedy ją skopali, też była w nocy z tym typem, a teraz chyba do niego uciekła. Kurwa, co ja mówię – chłopak szyderczo się roześmiał – nie chyba, tylko na pewno. Za mało jej jeszcze przetrzepali skórę, to pchnie się po więcej. A ja mam to w dupie. Chce problemów, sama ich szuka, to niech jedzie gdzie chce i z kim chce. I ty też powinnaś na to położyć, do tej pustej rury już nic nie dotrze. Jak się ostro przejedzie, to może przemyśli swoje postępowanie i zacznie w końcu rozsądnie wybierać kochanków – wypalił wprost ratownik.
– Jakich kochanków, jaki typ? Synu, przestań drwić i mów po ludzku – błagała spanikowana rodzicielka.
– Mamo, jestem pijany, idę spać. Rano wstanę to pogadamy, ok?  
– Rano? Dzieciaku, trzeba zgłosić to na policję!
– Rób, co chcesz, ale nie widzę sensu; zgłoszenie i tak przyjmą dopiero po co najmniej dobie.
– Po dobie?! Do cholery, przecież wiedzą, co się stało, przyjmą na pewno od razu – matka nie odpuszczała.
– Rób, jak uważasz, pogadamy rano, dobrze? Widzisz, że nie ma ze mną dziś rozmowy. Przepraszam – rzekł szczerze skruszony chłopak, który już nieco ochłonął i nie zatrzymywany już przez matkę, szybko zniknął na górze.



Wstał rano maksymalnie pokaleczony fizycznie. Nie miał chęci ruszać się z miejsca, lecz wiedząc, co obiecał wczoraj matce i że ta się denerwuje, z trudem zwlókł się z łóżka i umknął pod prysznic. Ten nie pomógł ani trochę, chłopak nadal ciężko skacowany wkroczył na teren kuchni, człapiąc noga za nogą. Kobieta najwyraźniej już na niego czekała, bo gdy tylko przekroczył próg, zerwała się na równe nogi i zawisła nad synem.
– Travis, co się dzieje? Gdzie jest Laura, jaki chłopak, gdzie ona pojechała, z kim? Co to za kartka? Czy ona nie zamierza wrócić do domu? – dopytywała rozgorączkowana kobieta, machając rękoma przed nosem chłopaka.
– Mamo, uspokój się, zaraz zrobię kawę i wszystko ci opowiem.
Pani Anderson głośno westchnęła i wróciła do stołu, zasiadając za nim tak ciężko, jakby postarzała się o co najmniej dwadzieścia lat.  
Chłopak wyznał matce wszystko – o działkach, o kłótni Laury z Frankiem, i o Jimmym oraz Emmie, która prawdopodobnie byłą z Laurą. Nie wspomniał jedynie o Amber i kłopotach siostry z nią związanych, uznał, że dopóki jest spokój, nie będzie wtajemniczał i jeszcze bardziej denerwował matki. Doszedł do wniosku, że to i tak nie ma znaczenia, przecież dziewczyna i tak nie wie, gdzie jest nastolatka.  
– Jedziemy na policję – zrządziła rodzicielka, która po tej mrocznej opowieści zrobiła się blada jak ściana. Nie mogła chyba uwierzyć, że jej od zawsze spokojna, cicha i godna zaufania córka tak się zmieniła.
– Na pewno? A może damy jej trochę czasu? Myślę, że zadzwoni – rzekł spokojnie Travis.
– Zadzwoni?! I co z tego, że zadzwoni?! Ja nie zamierzam czekać Bóg wie ile na Bóg wie, co! Jedziemy! – powtórzyła bezkompromisowo pani Anderson, ściskając kluczyki w dłoni, więc Travis już się nie stawiał, tylko posłusznie ruszył za nią.
Postanowi zdać się na kobietę i jej decyzje. W końcu matka wie najlepiej.

605 czyt.
100%115
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1354 słów i 7931 znaków.

5 komentarzy

 
  • Iga21

    Iga21 · 2 czerwca

    Hej i kiedy spodziewać się  następnego ?

  • Mikki

    Mikki · 29 maja · 381258678

    @agnes1709 gdzie się podziewsz z tym opowiadankiem ? 😘😘 Życzę duuuzo weny twórczej 😀😀

  • Iga21

    Iga21 · 11 maja

    No i co według umowy za tydzień kolejna część?

  • Lilu

    Lilu · 9 maja · 381258675

    Ojojoj chyba Laura jednak porzuci swojego Jmiego 😘

  • Iga

    Iga · 4 maja · 287366678

    Niezle. Czyli jednak zglasza.  
    Hmm to sie bedzie dzialo teraz.