Szare istnienie #100

Szare istnienie #100

JUBILEUSZ, HEHEHE :)

Szedł do wozu bardzo szybko, prawie biegiem. Był wkurwiony, jak rzadko kiedy, i na domiar tego cholernie chciało mu się płakać. Dziewczyna ewidentnie pokazała, na co ją stać. Nie mógł darować tego, że ma czelność wyrzucać mu zdradę, skoro sama go zdradziła, do tego zrobiła to jako pierwsza.  
Wsiadł do wozu, mocno łupnąwszy drzwiami i zupełnie nie patrząc na bezpieczeństwo, jak wariat wyjechał z podjazdu. Zadzwoniła komórka i mimo złości, targnięty nadzieją chłopak chwycił ją w dłoń, ale na wyświetlaczu nie ujrzał niestety imienia ukochanej, lecz imię siostry. Zatrzymał się na poboczu i wcisnął zieloną ikonkę.
– Halo! – warknął, niezbyt uprzejmie.
– Frank? Cześć. Co się stało?
– Nic, kurwa, wkurwiony już być nie mogę?
– Frank… – dziewczyna operowała stoickim spokojem.
Chłopak wziął głęboki wdech i odparł:
– Pokłóciłem się z Laurą.
– Czyli się dowiedziała, tak? – dziewczyna migiem pokapowała.
– Tak.
– No widzisz? Mówiłam ci. A skąd wie?
– Nie mam pojęcia, na pewno nas słyszała.
– No tak, pewnie, trzeba było jeszcze wleźć jej do łóżka i tam się bzykać
– podsumowała bezkompromisowo Becky.
– Kurwa, właśnie się dowiedziałem, ona też jebała się z innym, i jak ci?! – wkurwił się chłopak. – Do tego wykrzyczała mi prosto to w twarz, rozumiesz?!
– Co takiego? – zaskoczoną Becky nieco przytkało, tego się raczej nie spodziewała.
– To takiego! Puściła się z jakimś frajerem, zresztą ja wiem, z którym, i jeszcze ma czelność drzeć do mnie mordę, dasz wiarę?! O nie, kurwa, ja sobie na to nie pozwolę, rozumiesz?! Niech spierdala, mam jej dość! Stać mnie jeszcze na to, żeby znaleźć sobie dziewczynę, i to NORMALNĄ dziewczynę, taką, która nie będzie się pieścić i której nie będzie trzeba wiecznie w dupę leźć! – wrzeszczał chłopak, nakładając bardzo odpowiedni nacisk na słowo: "normalną”. – Niech wypierdala do swojego Jimmy’ego, won, kurwa! – darł się jak wariat, przełykając zalegające już w gardle łzy.
– Taaaak... – Becky wznowiła złośliwości, najwidoczniej rozbawiona manierą brata, jakby faktycznie było w tym coś zabawnego.
– A spierdalaj, kurwa, a żebyś wiedziała, że tak! Bądź tego pewna! – nosiło go całego.
Piknęła bateria i chłopak zajrzał do schowka i zaczął w niej grzebać, ale ładowarki do Nokii akurat w niej nie było.
– No kur…! – burknął, opanowawszy się trochę.
– Co się stało?
– Kurwa, ładowarek tysiąc dwieście, a do mojego akurat nie ma. Czy ktoś mi robi po złości, czy jak, czy po prostu mam taki chujowy dzień?
Becky w odpowiedzi tylko luźno się zaśmiała, wtedy bateria piknęła po raz drugi. W  
ferworze kłótni z ukochaną Frank zupełnie nie słyszał, że wcześniej dawała już o sobie znać setki razy.
– Pada mi bateria, może zdzwonimy się później? Kurwa, no co za pojebany świat! – chłopak był już mocno odpalony.
– Dobra, mały, nie denerwuj się już, tylko może przyjadę i na spokojnie pogadamy, co? Jesteś zdenerwowany, boję się, że znowu wpakujesz się w jakieś kłopoty. Pamiętasz, jak to się ostatnio skończyło.  
– Nie, nie dziś, może jutro. Dziś wiem, gdzie pojadę.
– Gdzi…
Bateria piknęła kolejne trzy razy i rozłączyło połączenie.
– No kurwa jego mać! – zawył brunet i już chciał rzucić telefonem, ale w porę się pohamował.

Westchnął ciężko, głęboko nabrał powietrza, odłożył telefon na fotel pasażera i spokojnie ruszył. Starał się jak mógł opanować nerwy, lecz te bezlitośnie się nad nim znęcały. Złość i owszem, była ogromna, rozczarowanie także, ale najbardziej gryzło go jednak to, że jego związek chyba właśnie się rozpadł. Kochał ją, to nie ulegało wątpliwości, dzielnie znosił jej humory, zresztą i tak, nawet, jakby chciał, nie umiał się na nią gniewać. Wkurzyć się, tak, wkurwić nawet, ale nigdy nie chował do niej urazy, po prostu nie potrafił. Od chwili zakończenia rozmowy z siostrą w oczach stała mu tylko i wyłącznie jej piękna, uśmiechnięta twarz; te pocieszne fochy, które zawsze poprawiały mu humor; i co dziwne, sytuacja, w której była pijana w sztok – pamiętał to bardzo dobrze, wyglądała wtedy przekomicznie. Przypomniał mu się ten odwieczny bunt w kwestii jedzenia; ta zabawna walka, którą nawet czasami udało mu się wygrać i dzień, w którym tak ostro naskoczyła na niego i Matta. Jej pierwszy prawdziwy pazur, ta zajebista złość i krzyk, pocieszne pretensje i obrażalstwo – była wtedy taka słodka…
Uśmiechnął się smutno pod nosem.
Przypomniał sobie ją nagą w łóżku i ciepło mu się zrobiło. Jej miękka, gładka skóra; delikatne jak jedwab, aksamitne usta i ten seksowny kolczyk, kolczyk, który tak polubił i który dodawał jej maksimum uroku. I właśnie uświadomił sobie, że chyba nie widział jeszcze tak ładnej dziewczyny, musiał przyznać, że Laura bez dwóch zdań swoją urodą powaliłaby na kolana każdego, bo na pewno powaliła jego. Była po prostu niesamowita.
"Kurwa, i ten skurwiel jej dotykał, widział jej ciało, pieprzył się z nią… Kurwa!” – warknął w duchu i radość w trybie natychmiastowym zniknęła z jego twarzy. Zaczął się zastanawiać, co robili, co on robił, ile razy i jak się zachowywała. I te kłujące w uszy słowa: "Z nim przynajmniej było mi dobrze”, aż dławiły w przełyku. Nie wiedział, czy powiedziała to, aby mu dopiec, czy faktycznie tak było, aczkolwiek poczuł się teraz jak kompletny idiota, podejrzewając, że się nie popisał i wyszedł na totalnego błazna. Czuł się jak skończona ciota.
Zastanawiał się też: "dlaczego?”. Dlaczego to zrobiła? Przecież od zawsze była wstydliwa, nieśmiała, sam się przecież tak późno do niej zbliżył. Naćpała się, napiła, zmusił ją, a potem już samo poszło? A może najzwyczajniej w świecie coś do niego czuje, co w tej chwili wyjaśniałoby, dlaczego lepiej mu było z tym frajerem, niż z nim.
Odetchnął nieco z ulgą pomyślawszy, że to jednak może nie on jest kiepski w łóżku, tylko po prostu nie było między nimi wystarczająco dużo chemii. W końcu Laura nie była jego pierwszą i żadna, jak dotąd nie narzekała, więc…?
Ta koncepcja tak nim zawładnęła, że przestawał skupiać się na drodze, zatrzymał się więc, aby się trochę uspokoić. Spojrzał na swoje dłonie – mocno drżały. Napiłby się chętnie, choć wiedział, że to lek jedynie na "chwilę”, że jutro parszywe myśli powrócą, do tego dzielnie będzie pomagał im kac i taka spółka to nic dobrego, że na pewno nie pomoże mu ona poczuć się lepiej, podepcze go tylko.

I coś nagle coś go tknęło! Ni z tego, ni z owego przypomniało mu się, że przecież coś sobie przyrzekł, obiecał, że poprzysiągł to sobie.
Nie czekał, tylko ruszył dość ostro i po dziesięciu minutach dojechał do centrum, zatrzymując się w miejscu, gdzie sfotografował Jimmy’ego. Owszem, bał się, przecież każdy zdrowy człowiek odczuwałby w takiej sytuacji lęk, aczkolwiek coś dziwnego, siedzącego w tej chwili w jego wnętrzu pchało go uparcie w stronę realizacji tego niezbyt racjonalnego postanowienia. Wiedział, do jakiej grupy ludzi należy 25-latek, że może bardzo pożałować tego spotkania, aczkolwiek mimo ogromnego strachu korciło go, aby w końcu się z nim spotkać, zobaczyć, jaki jest i dokładniej przyjrzeć się jego parszywej gębie. Zrobił się nagle tak zawzięty i wściekły, że nie baczył na konsekwencje, w głowie uparcie zainstalował mu się obraz nagiej Laury u boku jego nagiego ciała i to pchało go w stronę zrobienia tej kompletnej głupoty.
Spojrzał na zegarek – dochodziła siódma. Czekał już prawie trzydzieści minut, lecz bruneta nie wypatrzył. Nie miał pojęcia, że jego dom stał dokładnie po drugiej stronie, a miejsce, w którym zniknął wtedy Jimmy, to dom Billy’ego. Nie rozglądał się zbyt sumiennie, najczęściej patrzył na kamienice, między które wszedł wtedy chłopak, bo gdyby dokładniej się rozejrzał, znalazłby przy okazji zgubę i dał odetchnąć Laurze – Emma od kilku minut siedziała w pubie, około pięćdziesięciu metrów od jego wozu. Nie zauważył, jak szła z Susan przez przejście, choć przemknęła prawie że pod jego nosem, a teraz także nie wiadomo, czy by ją zauważył, bo mimo, że siedziała do niego twarzą, miała na sobie czapkę i nisko spuszczony daszek.
Siedział uparcie następne dziesięć, może piętnaście minut i obie blondynki właśnie wstały i wyszły na chodnik, przed ogródek pubu. Póki przyjechała taksówka, stały tam jeszcze dobre trzy lub cztery minuty, lecz tego brunet też nie wyłapał, siedział i jak w transie gapił się na oba budynki.
Zaczynał się powoli niecierpliwić i nudzić, wysiadł więc i postanowił przespacerować się chwilę i rozprostować kości. Lecz co z tego? Dziewczyny odjechały kilka minut temu.
Wszedł do miłego, chłodnego sklepu i wziął butelkę wody, po czym zaczął kręcić się w kółko w jakimś obłędnym niezdecydowaniu, w końcu jednak się skusił i zaraz stał przy alkoholach. Przeliczył pieniądze w portfelu, wziął dwie litrowe wódki, dwa soki o tej samej pojemności i wielką pakę solonych, panierowanych orzeszków.
– Poproszę jeszcze niebieskie LM’y 100’s – mruknął, stawiając koszyk przed zaineresowanym nim od kilku minut sprzedawcą.
Chłopak dość długo marudził między półkami i koleś pomyślał chyba, że chce coś zwinąć.
– No co? – burknął w końcu Frank widząc, że facet zbyt długo i zbyt intensywnie mu się przygląda.
– Nic. Sześćdziesiąt trzy, dziewięćdziesiąt – odparł bardzo grzecznie sprzedawca.
Brunet migiem zapłacił, nie mając ochoty dłużej patrzeć na jego krzywą mordę, szybko wziął torbę i zniknął mu z pola widzenia.
– Kurwa, jebany pedał – fuknął, zły i zaraz siedział za kierownicą.
Nie wytrzymał jednak, tylko zaraz odkręcił wódkę napił się odrobinę. Zaczerpnął tylko znikomą ilość, był w końcu odpowiedzialnym facetem i nie zamierzał jechać pod wpływem alkoholu.
Wciąż cierpliwie czekał, lecz jego postanowienie już po kilku minutach spaliło na panewce – chłopak zdążył wypić już prawie pół litra, które w miły sposób rozgrzało mu żołądek, a w głowie "zainstalowało” przyjemny szumek.  
Mijały kolejne minuty i wkurzony już tym siedzeniem Frank chciał powoli rezygnować, ale w tym momencie właśnie, dokładnie przed jego nosem, jakby ktoś chciał mu podać chłopaka na tacy, zatrzymał się czarny Ford i po chwili wysiadł z niego Jimmy w towarzystwie Chrisa.
– Ty zajebany frajerze! – huknął targnięty nagle jakimś niepojętym uczuciem Frank, odłożył trzymaną w ręku flaszkę, jak z procy wyskoczył z auta i biegiem ruszył w stronę bruneta...

965 czyt.
100%83
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1926 słów i 11101 znaków, zaktualizowała 28 lis 2017

Komentarze (3)

 
  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 28 lis 2017

    I właśnie uświadomił sobie, że chyba nie widział jeszcze tak ładnej dziewczyny, musiał przyznać, że Laura bez dwóch zdań swoją urodą powaliłaby na kolana każdego, a przynajmniej powaliła jego. Była po prostu niesamowita.  
      
    Ale się cieszę, że ta wypowiedź pojawiła się w opowiadaniu. Żeby nie było, że sucz ze mnie to Laura też dała popalić, przyznaję. A za ten piękny opis Laury przez Franka wybaczam to co o niej powiedział. Miło na serduszku

  • zabka815

    zabka815 28 lis 2017

    Nie no   świetna część , ale jak znam Ciebie to mirdobicie jest nie unikione eh.... biedny Frank   . Czekam na kolejną część  

  • Fanka

    Fanka 28 lis 2017

    No to zobaczymy jak postąpi Frank,Jimi no i oczywiście Chris   
    Oj coś czuję,że ktoś będzie miał połamane kości    
    A co do zachowania Laury,mam nadzieję że to ona będzie starała się wyjaśnić wszystko Frankowo