Szare istnienie #16

Szare istnienie #16

UWAGA!!! ZAWIERA TREŚCI PRZEZNACZONE OSOBOM PEŁNOLETNIM!!!  
  

  Spała bardzo długo i zapewne umarłaby w tym łóżku, gdyby nie dźwięk telefonu. Nie spojrzała, kto to, tylko po omacku wcisnęła: "akceptuj”.
  – Halooo – rzuciła zaspana.
  – Cześć, wracam jutro – rozbrzmiał głos Emmy. – Dziadkom wypadł niespodziewany wyjazd, a mi nie uśmiecha się z nimi jechać. Zadzwonię, jak już będę. Przyjedziesz do mnie?  
  – Cześć. Nie wiem, jeszcze nie myślę, spałam.  
  – Będę po południu, może do tego czasu już się obudzisz – zaśmiała się.
  – Nie bądź taka mądra... Dobra, zadzwoń, spotkamy się.
  – To na razie – rzuciła blondynka i odłożyła słuchawkę.
  Po otwarciu leniwych powiek dowiedziała się, że dochodzi 20:56, a na zewnątrz zapadł już zmrok. Bardzo chciało jej się pić, lecz bała się zejść na dół, mając w świadomości wizję zacnych, rodzinnych nauk.  
  Leżała i dumała, jak by tu przemknąć, unikając zbędnych wyrzutów, lecz trema przed bratem niestrudzenie ostudzała jej zapały. Pragnienie, podobnie jak niezdecydowanie, stawało się coraz większe...
  "A co mi będzie tu, kurwa, rządził! To już nie mogę wyjść?!” – pomyślała w końcu, strugając bohaterkę, lecz jej próby dodania sobie otuchy nadal odnosiły marny skutek. Po krótkiej, wewnętrznej walce, suchość w gardle jednak zwyciężyła, więc ciężkim, anemicznym ruchem zwlekła się z posłania. Już za drzwiami usłyszała dźwięk grającego telewizora, co wzmogło lęk. Postanowiła nie zwracać uwagi na chłopaka, tylko jak najszybciej przemknąć do kuchni.  
  Będąc już po schodach, stawiała po nich tak flegmatyczne kroki, że pomyślałby kto, że zaraz tam zaśnie. Po chwili postawiła wreszcie stopy za ostatnim stopniem, wzięła głęboki wdech i jak torpeda ruszyła do lodówki. Kątem oka starała się zerknąć na Travisa, lecz trzymając głowę prosto, ciężko jej było cokolwiek dostrzec. Zdziwiła się przy okazji, że nie ma: "Młoda, chodź tu; Laura, chodź tu...”. Dało jej to do myślenia, lecz nie była to w tym momencie odpowiednia do rozmyślań pora.  
  Szybko otworzyła chłodziarkę i jej oczom ukazała się ostatnia, w tej chwili jakże bezcenna puszka Sprite’a. Zaraz miała ją w dłoni, lecz gdy zobaczyła przy okazji wędzoną szynkę, żółty ser i masę warzyw doszła do wniosku, że jest głodna. "Jeść, czy nie jeść? Zaraz tu wpadnie i będzie pierdolił” – pomyślała. Zastanawiała się dłuższą chwilę, lecz wizja niechcianej konfrontacji przeważyła, odpuściła więc posiłek i przy ponownym akompaniamencie ciszy, ruszyła z powrotem. Usiadła na łóżku z uczepionym do niej, bajkowym obrazem wnętrza lodówki.
  Siedziała i kalkulowała, z coraz dokuczliwszym ssaniem w żołądku. "Raz się udało, dziwne, że bez kazań? Może się obraził? Trudno, co będzie, to będzie” – zdecydowała się w końcu i za chwilę znów była na dole. Tym razem, przechodząc przez salon, spojrzała na 22-latka. Ten tylko przelotnie odwrócił głowę i zaraz wrócił do seansu. Zadowolona, ze jest już w kuchni, zrobiła sporą, składaną kanapkę i usiadła przy stole. Zjadła w okamgnieniu.
  – Jutro nie pracujemy! – usłyszała nagle.
  " Wiem” – pomyślała, lecz nie odpowiedziała, ton głosu chłopaka nie brzmiał kwieciście. Zaraz wykonała drugą porcję, która także zniknęła bardzo szybko. Travis jednak wszedł do pomieszczenia, ale wziął tylko z lodówki puszkę Heinekena i zniknął bez słowa.
  "Co jest grane, naprawdę ma fochy? A może mu przykro, że go olałam?” – dedukowała i powoli zaczęły atakować ją wyrzuty sumienia. "Zawsze fajne wieczory przed telewizorem, a teraz co...? Lipa. Poza tym nudno na górze, obejrzałabym coś, a tu taki syf... Jak tu zagadać?” – kombinowała.
  Siedziała tam jak kretynka dobre dziesięć czy piętnaście minut, wreszcie wzięła się w garść, ruszyła do salonu i usiadła obok brata.
  – Przepraszam – mruknęła, patrząc niepewnie na chłopaka.
  Nie zareagował.
  – No sorry... nie chciałeś mnie wypuścić.
  – Nic mnie już to nie obchodzi – burknął Travis, wyłączył telewizor i wyszedł z pokoju.
  Laurę zatkało, takiego obrotu spraw się nie spodziewała. Z minuty na minutę bolało ją to coraz bardziej, więc mimo zażenowania, spróbowała po raz kolejny. Za moment pukała w drzwi 22-latka i nie czekając na zaproszenie, weszła do środka. Spojrzał na nią obojętnie, przerywając pisanie sms-a.
  – Travis, obraziłeś się? Przestań już, chciałam się tylko przejść – wznowiła temat, siadając obok. – Przepraszam, powinnam była chociaż napisać.
  – Wyjdź i zamknij drzwi – mruknął, wznawiając przerwaną czynność.
  – Travis...  
  Milczał.
  – A jak sobie chcesz! – rzuciła zdeprymowana i wróciła do salonu.
  Chwyciwszy pilot, nacisnęła guzik numer jeden i rozsiadła się na kanapie. Nerwowo zaczęła skakać po kanałach, chcąc zająć czymś głowę, lecz chłopak z piętra uparcie nie dawał jej spokoju. Znalazła po chwili jakiś zaczynający się akurat film, zostawiła więc go.  

  Zatrzeszczał klucz w zamku i dziewczyna natychmiast się zdenerwowała. Mając świadomość, że rozmowa z matką jest nieunikniona, wyłączyła telewizor i chciała wyjść z pokoju, ta jednak wyrosła jak spod ziemi, stając przed nią w samym progu.    
  – Cześć. Pomożesz mi z zakupami? – zapytała. – Zostały jeszcze dwie torby.
  Nastolatka poszła do czerwonego Forda, przyniosła pakunki i ponownie chciała uciec.
  – Poczekaj na mnie w salonie – usłyszała.
  Ciężko przełknęła ślinę, ale usiadła na tyłku i ponownie uruchomiła telewizor. "No i po co to zrobiłam? Teraz będzie wypytywać” – myślała, wściekła na siebie. Złość jednak szybko zmieniła się w strach, gdy pani Anderson po kilkunastu sekundach usiadła przy córce, wyłączając przy okazji sprzęt. Dziewczynie gul stanął dęba w przełyku.  
  – Laura. Czy jest coś, o czym powinnam wiedzieć? – wyjechała bardzo spokojnie.
  To jeszcze bardziej zdołowało brunetkę, wolałaby w tej chwili, aby po się prostu na nią wydarła. "Kurwa! Teraz będzie grzeczne dociekanie i słodko-mdłe robienie z siebie psychoterapeuty..."  
  – Laura, słuchasz mnie?! – zniecierpliwiła się kobieta.
  – Tak, sorry... – bąknęła dziewczyna, chcąc już zniknąć, choć wykład się przecież nawet jeszcze nie zaczął.
  – Laura, co się dzieje? Masz jakieś problemy? Co ty wyprawiasz, chciałaś odebrać sobie życie...?! Dlaczego? – kontynuowała bardzo łagodnie, wpatrując się w córkę, która przeleciała wzrokiem już po każdym możliwym zakamarku salonu.
  Nie odzywała się do matki, czując się jak ostatnia kretynka. Ta jednak była bardzo uparta.
  – Dziecko, jeśli potrzebujesz pomocy, możemy to załatwić. Powiedz, co się dzieje, nie okłamuj mnie. To, co zrobiłaś, to nie jest żadne wyjście, są inne sposoby...
  – Mamo, przestań już, nie mam żadnych kłopotów! – zagrzmiała w końcu zakłopotana nastolatka. Miała serdecznie dość, zwłaszcza, że matka jak na złość, emanowała stoickim spokojem.
  – Laura. Nie denerwuj się, tylko porozmawiaj ze mną. Takich rzeczy nie robi się bez powodu. Powiedz mi, co się dzieje, proszę cię. Zawsze znajdzie się na to jakaś rada.
  – Jaka rada...?! Nie pójdę do żadnego lekarza, jeśli o to walczysz. I daj mi już spokój! – ryknęła na Bogu ducha winną kobietę i zerwawszy się, migiem pobiegła na górę. – Kuuurwaaa! – wściekła brakiem klucza, kopnęła jeszcze furiacko w drzwi, po czym walnęła się na łóżku, odwróciwszy głową w stronę okna. Nagle do pokoju wtargnął Travis, stając przed siostrą z diaboliczną miną.
  – Kurwaaa! Co ty sobie wyobrażasz?! – zagrzmiał. – Zachowujesz się jak bezmyślna idiotka, szarpiesz matce nerwy, a teraz jeszcze pyskujesz, drąc mordę?! Kurwa, opamiętaj się w końcu, bo sam ci przyjebię! – ryknął w twarz kompletnie zaskoczonej dziewczynie.
  – Odwal się ode mnie – odpysknęła, lecz mimo to odczuła cień strachu.
  – Laura... nie przeginaj – powiedział, teraz już na spokojnie. – Idź, przeproś matkę.  
  Jego słowa były zbędne, sama zamierzała to zrobić, lecz wiszący nad nią chłopak nie pozwalał jej w tej chwili w jakikolwiek sposób zareagować.
  – Młoda... – naciskał.
  – Dobra, wiem, źle zrobiłam. Zaraz pójdę! – warknęła, zmęczona już tym wszystkim.
  22-latek odwrócił się na pięcie i wyszedł bez słowa. Dziewczyna wstała i poszła na dół, do sypialni.  
  – Przepraszam – wydusiła ciężko, siadając przy leżącej już w łóżku kobiecie.
  Ta się podniosła i mocno przytuliła córkę.
  – Obiecaj mi, że już nigdy czegoś takiego nie zrobisz. Obiecaj!!! – mruknęła, z wyraźnym rozżaleniem w głosie.
  – Obiecuję, to było głupie... przepraszam. I nie mam żadnych kłopotów, po prostu nie wyszło mi z facetem, to wszystko. Ale to już przeszłość. Wiem, że zachowałam się po szczeniacku, że to nie był powód do brania tych tabletek... Przepraszam – powtarzała się w kłamstwach, widząc przed oczyma twarz Amber.
  – Dobrze, idź już, muszę trochę odpocząć. Dobranoc – ucałowała córkę i wróciła do pozycji leżącej.
  – Dobranoc – mruknęła Laura i zamknęła za sobą drzwi.
  Wiedziała, że to jeszcze nie koniec tematu, ale poczuła się o wiele lżej. Nie chciała już spać, na powrót więc zasiadła w salonie, uruchomiwszy telewizor. Przeszło tylko kilka minut filmu, więc Laura do niego wróciła, lecz gdy po kilku następnych połapała, że już go widziała, znowu zaczęło się pstrykanie. Po krótkiej zabawie nie znalazła jednak nic godnego uwagi, wróciła więc do sypialni. Nie mając pomysłu na nudę, chwyciła telefon i chciała zapoznać się z obsługą, lecz zamiast tego zapoznała się z następującymi informacjami: "2 nieodebrane połączenia”, oraz: "Odebrano 1 wiadomość”. Przeszedł ją dreszcz, lecz po chwili odetchnęła. Połączenie było od Franka o 21:50, a sms, nadany trzy minuty później, brzmiał: "Mała, czemu nie odbierasz? Właśnie wybieram się do domu, w czym dojazd powinien mi zająć do pół godziny. Wiem, że już późno, ale myślałem, że może się nudzisz i pojedziemy do mnie? Odpisz, jak nie śpisz. CAŁUJĘ!
  Sprawdziła godzinę – 22:14. Nie wiedziała, co zrobić, co napisać? Wlekący się czas skłaniał ją do pojechania z brunetem, lecz perspektywa zdenerwowania matki jej ewentualnym wyjściem z domu, odsuwały chłopaka na boczny tor. Nie wiedzieć też czemu w tej chwili pomyślała, że gdy będzie szła z brunetem do samochodu, stanie im na drodze ekipa Amber. Oświadczenie: "dzień się jeszcze nie skończył” uparcie tkwiło w jej głowie, przynosząc coraz to nowe scenariusze i niepokój. Nie chciała żadnych akcji przy chłopaku, lecz bała się także, że coś się wydarzy, gdy zostanie w domu. "Jak się zachować przy matce, jeśli tu przyjadą i zaczną coś odpierdalać?” – pomyślała, pełna obaw.
  – Kurwa, może choć raz ruszysz dupę do telefonu?! – ryknął nagle Travis, wsadzając głowę do pokoju. – Do ciebie – warknął, wyciągając rękę ze słuchawką.
  Nastolatkę natychmiast ogarnął strach, nikt nie miał w zwyczaju dzwonić do niej o tej godzinie. Rozgorączkowana wzięła telefon i przyłożyła do ucha.
  – Halo – wydusiła ciężko.
  – Jak wrażenia po rance? – rozbrzmiał nieznany jej, męski głos.
  Zdenerwowanie momentalnie wzrosło, czemu pomógł fakt, iż 22-latek nadal tkwił w progu. Totalnie się pogubiła i nie wiedząc, co robić, wyłączyła rozmowę.
  – Kto to? – zapytał.
  – Nie wiem, coś przerwało – mruknęła.
  Telefon zadzwonił ponownie, przez co serce brunetki w okamgnieniu przemieściło się z piersi do przełyku. Rozgorączkowanie sięgnęło zenitu, do tego Travis jak na złość, nie ruszał się z miejsca.
  – Czy ty musisz tu stać?! Czy mnie obchodzą twoje rozmowy?! – huknęła wreszcie, po czym wyminęła go i ruszyła na dół.
  Telefon grał nadal. Błyskawicznie pokonała schody, oglądając się jeszcze po drodze i dopiero, gdy zniknęła w łazience na dole, rzuciła ciche: "Taaak...?
  – Nie odkładaj słuchawki!!! – rozkazał od razu, złowrogim, surowym tonem.
  Rozstrojona dziewczyna nie mogła wydusić słowa, a w głowie, od czasu pierwszego połączenia tkwiło tylko: "Kto to?”
  – Pytałem, jak wrażenia po randce?! Słyszałem, że lubisz mężczyzn, dlaczego więc tak szybko uciekłaś? Rozczarowałaś Chudego, wiesz o tym? Teraz siedzi smutny i płacze. Oj, Laura, nieładnie, nieełaadnieee... – zaśmiał się przy asyście innych, dobiegających z oddali głosów.
  W dalszym ciągu milczała, z trwogą czekając na następny atak. Poza tym... cóż mogła powiedzieć?  
  – Laura, śpisz?! Pogadajmy. Spóźniłem się nieco, ale słyszałem, że niezła z ciebie dupa, a ja lubię fajne suczki – brnął rozradowany, dołując brunetkę coraz bardziej.  
  W ciszy przyjmowała kolejne, ironiczne ciosy, co chwila spoglądając na drzwi, aby się upewnić, czy nikt jej nie słyszy.  
  – Hej, szmato, śpisz tam?!!! – ryknął zniecierpliwiony koleś, strasząc przy okazji nastolatkę.  
  – Nieee śpię – wydukała.
  – To jak? Jimbo ci nie pasuje, to może spotkasz się ze mną? Zrobię ci dobrze, a rżnę ostro, wierz mi. Obiecuję, że będzie słodko, tak słodko, że szybko zapomnisz o swoim czarusiu. To jak, zabawisz się ze mną?
  Przerażona dziewczyna była już bliska obłędu, a telefon w dłoni ślizgał się coraz bardziej. Dzwoniący chwilowo zamilkł, ze słuchawki dochodziły jedynie donośne śmiechy kilku osób.  
  – No jak tam...? Czekam! – rzucił ponownie.
  Cisza.
  – Kurwa, odezwij się, dziwko, bo zaczynasz mnie wkurwiać!!! Zadałem ci pytanie! Mam przyjechać i cię stamtąd wywlec, czy wyruchać cię przy matce?! A może ją?! Jak wygląda?! Widziałem twoje zdjęcie i jeśli urodę masz po niej, to chyba wezmę was obie – zaśmiał się szyderczo. – I nie myśl, że ja to Jimbo, ja dotrzymuję słowa – dodał oschle.
  Umęczona już psychicznie brunetka zaczynała powoli chlipać, lecz w dalszym ciągu nie mogła wyrzucić z siebie jakiejkolwiek wypowiedzi.  
  – No co tam, młoda, płaczesz? Nie płacz, taka fajna laska...
  – Daaa jj mii juu uż spoookój, proosz ęęę cię – wyjąkała, rozpłakawszy się konkretnie.
  Siedziała i trzęsła się cała, czując, jak powoli uchodzi z niej chęć do życia.    
  – Czemu? Umawiasz się z Jimbo, przyjeżdżasz na nasz stadion... widocznie szukasz wrażeń, więc / proponuję ci rozrywkę – kpił.
  – Oon mi kaaazał – stęknęła.
  – Co ci kazał?
  – Przyyyjechać.
  – Więc ja też ci każę. No dobra, wyluzuj, nic ci nie zrobię, obciągniesz mi tylko i dam ci spokój – wyjechał wesoło i ekipa obok uderzyła głośnym śmiechem.
  Dziewczynie zrobiło tak słabo, że zaczęło ją dławić. Język na powrót zesztywniał w ustach, a łzy wręcz bolały w przełyku.
  – Dobra, maleńka, widzę, że nie masz nastroju na pogawędki, a ja też muszę już kończyć, bo piwko mi się grzeje. Zadzwonię jeszcze. Śpij dobrze i śnij o mnie – rzucił pieszczotliwie, po czym cmoknął w słuchawkę i się rozłączył.
  Ledwie żywa brunetka wtuliła głowę w zgięte kolana i uderzyła jeszcze większym płaczem. Tym razem jednak ten był tak intensywny, że miała wrażenie, że zaraz się udusi. Ciężko łapała powietrze, starając się uspokoić, lecz rozgoryczenie było silniejsze.
   Nieznajomy szybko pomógł jej rozwiązać problem Amber, gdyż ta definitywnie zniknęła z jej głowy, zastał w niej tylko obraz zmuszającego jej do najróżniejszych rzeczy chłopaka...
  – Laura, co tam robisz?! – zapytał Travis, pukając w drzwi.
  – Nic, zaraz wychodzę – odparła, starając się jak może zabrzmieć normalnie.
  – Młoda, wszystko ok?
  – Tak.
  – Laura, otwórz – nakazał jednak chłopak.
  Nie wiedzieć czemu, od razu przekręciła zamek i wróciła pod ścianę. 22-latek wszedł do środka.
  – Co się stało? Płakałaś? – usiadł obok.
  – Nieee.
  – Jak to nie? Młoda, kto dzwonił?
  Cisza.
  – Laura...
  – I tak nie znasz, więc po co pytasz? Pokłóciłam się, to wszystko. I nie myśl zaraz, że coś z Amber, gdyby tak było, na pewno nie otworzyłabym ci drzwi – wyjechała, gdyż już pożałowała, że go wpuściła.  
  – Młoda, kłamiesz.
  – Nie kłamię. Po za tym jak mogła dzwonić, jeśli nie zna naszego numeru? Zresztą myśl sobie, co chcesz – mruknęła.
  Za nic w świecie nie mogła wyczytać z twarzy brata: "uwierzył, czy nie?”, ale zaprzestała tłumaczenia się. Travis nie kontynuował przesłuchania, mimo to bacznie obserwował siostrę, która wyglądała w tej chwili jak bezdomny na dworcu, trzymający w rozlatanych dłoniach pusty kubek.  
  Siedzieli w ciszy kilka chwil, w końcu 18-latka wstała.
  – Idę spać – oświadczyła, wręczyła słuchawkę bratu i wyszła z łazienki.

2 798 czyt.
100%82
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2992 słów i 17279 znaków, zaktualizowała 22 sty 2017

Komentarze (2)

 
  • Lovcia

    Lovcia 30 cze 2016

    Szalejesz. Kiedy kolejna?

  • Misiaa14

    Misiaa14 25 cze 2016

    ♡♡♡