Szare istnienie - zmiany #8

Szare istnienie - zmiany #8

Do obskurnej, szemranej okolicy dotarł po dwudziestu minutach. Skierował kroki do tak samo zaniedbanej kamienicy i po chwili pukał do ładnych, czarnych drzwi na pierwszym piętrze. Nikt nie kwapił się do otwarcia, zapukał więc ponownie i teraz usłyszał trzask zamka.
– W sprawie? – wyjechał od razu zimno wielki jak góra koleś, z niesmakiem krzywiąc twarz.
Jimmy był totalnie zaskoczony, pierwszy raz widział typa na oczy.
– Ja do Rachel. Jest?
– Nie ma – burknął olbrzym, wyraźnie niezadowolony niezapowiedzianą wizytą i już chciał zamykać drzwi.
– WPUŚĆ GO! – chłopak usłyszał byłą i emanującą z jej głosu, soczystą złość.
Był z nią ponad rok i dość dobrze znał dziewczynę, od razu więc wyłapał, że coś jest nie tak.
Typek wyglądając, jakby chciał zaraz ugryźć bruneta, niechętnie odsunął się od drzwi i gdy Jimmy przestąpił próg, zamknął skrzydło i schował się w pokoju obok.
– Zrób sobie coś do picia, a jak chcesz coś zimnego, jest w lodówce! Zaraz przyjdę, daj mi minutę! – rozbrzmiało z łazienki.
Chłopak spojrzał jeszcze na zamknięte drzwi pokoju, po czym skierował się do kuchni i wyjął z lodówki zimny sok, wypełniając nim całą szklankę.
Dobrze znał to mieszkanie, był w nim setki razy, mimo to czuł się trochę nieswojo, wciąż mając przed oczyma postać wkurwionego faceta, który tak miło go przywitał. Nie wiedział, kim jest, co to za charakterek i czego można się po nim spodziewać. Wiedział, że Rachel znała ludzi przeróżnych, poczynając od szkolnych ofiar losu, na wariatach i recydywistach kończąc, lecz był szczerze zaskoczony widząc, że koleś panoszy się po jej domu, jakby był u siebie. Nie wierzył, że ta stanowcza, pewna siebie dziewczyna sobie na to pozwala.
Odpalił papierosa i czekał, niecierpliwiąc się coraz bardziej, w końcu otworzył okno i wystawił głowę na zewnątrz, chcąc zobaczyć, czy coś się tu zmieniło.
– Sok, nie piwo? – usłyszał za plecami wesoły głos i natychmiast się odwrócił, przyklejając na twarz najszerszy uśmiech, na jaki chyba było go stać.
– Cześć – podszedł do szatynki i ucałował ją w policzek.
– Poczekaj chwilkę – poprosiła Rachel i wyszła z kuchni. – Co ty, kurwa, odpierdalasz, jak to mnie nie ma?! Co ty sobie wyobrażasz?! – usłyszał z korytarza.
– Nie znam typa – bąknął koleś, lecz definitywnie się speszył.
– Wypierdalaj! – rozkazała dziewczyna.
– Przecież czekam na Petera...
– Gówno mnie to obchodzi! Wypierdalaj! – powtórzyła dosadnie Rachel i po chwili Jimmy usłyszał głośne łomotnięcie drzwiami.
Uśmiechnął się pod nosem, taką ją znał, taką zapamiętał i taką lubił.
– Kurwa, co za plebs! – syknęła dziewczyna, sięgając po leżące na stole papierosy. – A tyle razy mówiłam, żeby go tu nie sprowadzał, to nie, ciągnie frajera. Nie mogę już na niego patrzeć  
– Przepraszam, że tak długo, miałem małe problemy – rzekł Jimmy, kładąc na stole kupkę banknotów i proszek, który dostał od Chrisa. – Weźmiesz? – wskazał kokainę.
– Twój? Kurwa, czy wiesz, że "J” nar…
– Wiem, wiem, wszystko wiem – przerwał jej chłopak. – I dzięki, że się za mną wstawiłaś, naprawdę, kurwa, nie miałem pojęcia.
– Bo to był pierwszy raz, wcześniej dawał uczciwie. Co mu odjebało? – zapytała Rachel, z każdej strony oglądając torebkę.
– Nie chce mi się o nim gadać, on już dla mnie nie istnieje.
– Szkoda tylko, że tak późno. Co się stało?
Jimmy wyjawił jej prawdę, widząc, jak dziewczyna w trakcie opowieści coraz bardziej wybałusza oczy. O zemście także wspomniał, gdyż oboje od zawsze sobie ufali, byli ze sobą szczerzy i nigdy nie mieli przed sobą tajemnic.
– Kurwa, takie akcje? To, że jest fiutem to zawsze wiedziałam, to, że niezrównoważonym też wiedziałam, ale to, o czym teraz do mnie mówisz… – rzekła zszokowana dziewczyna – to przechodzi ludzkie pojęcie. – Źle to zakończyłeś, ja bym zostawiła ich w tym lesie… głęboko pod ziemią – dodała wkurzona. – A ta laska? Co to za kurwa?
– Siostra Mnicha, na pewno ją widziałaś.
– Być może, ale nie kojarzę. Ją też chyba przydałoby się przykopać, połamać, zakopać, nie uważasz? – szydziła Rachel.
– Dobra, nie gadajmy już o tym, bo znowu podnosi mi się ciśnienie. Suka oberwała i oberwie jeszcze pewnie nie raz, już ja się o to postaram.
– Masz dziewczynę? – Rachel nagle zmieniła temat, siadając na stole obok chłopaka.
– A bo ja wiem? W sumie to nie wiem, ale… chyba mam – odparł humorystycznie Jimmy, wzruszając ramionami przy akompaniamencie komicznych min.
Rachel uniosła brwi, bezgłośnie każąc sprostować wypowiedź.
– Młoda cipka, osiemnaście lat, ale kurewsko ładna. Tylko strasznie płochliwa i niezbyt harda, ale to mi się właśnie w niej podoba. Choć potrafi otworzyć gębę, oj, potrafi – zaśmiał się brunet. – Jedziemy do Yellow, do tej pory nie wierzę, że ją namówiłem.
– Uważaj – ostrzegła dziewczyna.
– Wyluzuj, bez przypału.
– Taaak? Jimmy, przecież to jeszcze dzieciak, dobrze to przemyślałeś? – naciskała Rachel.
– Tak.
– Ok, na pewno wiesz, co robisz…. mam nadzieję. A to? – dziewczyna wskazała narkotyk.
– Prawie dziewięć dych.
– Skąd masz?
– Mnich skądś przytargał. Znaczy wiem, od kogo, ale nie znasz. Proszek na pewno w porządku.
– Ok, mogę zhandlować, ale kasę dam ci potem, bo teraz nie mam. Z długu, który mi oddałeś muszę dołożyć do swojego, więc sam rozumiesz. Jak ci pasuje, to daj mi czas do osiemnastej.
– W porządku.
– Piwko? – zapytała gospodyni, zeskakując ze stołu.
– Nie wiem, wypiłem już trochę.
– Kurwa, ile wypiłeś, pierdolisz, nie widzę, abyś padał z nóg – rzuciła radośnie Rachel, wciskając mu trunek w dłoń.
– Mała… jak mnie kurwy powiną za jazdę pod wpływem, oberwiesz – roześmiał się chłopak, dziewczyna ewidentnie poprawiła mu humor.
– Dobra, to cię odwiozę, nie histeryzuj – rzuciła zadziornie Rachel, na powrót sadzając tyłek na meblu. – Tęsknisz za mną trochę… troszeczkę? – zapytała wesoło dziewczyna, tykając nogą kolano bruneta.
– Jasne – odparł ironicznie Jimmy.
– Nie słyszałam tego – rzekła Rachel, szczerząc się nieustannie.  
– A poza tym co słychać? – zapytał chłopak.
– Nic się się zmieniło.
– A Pepe?
– Rozpił się ostro. Rozstał się z laską i ma doła. Miał kupić samochód, a teraz przepija na niego pieniądze i nic nie daje moje gadanie. W ogóle nie rozumiem, wyszedł dwie godziny temu, zostawił tu tego barana i nie wraca. Dobrze wie, że go nie toleruję i robi mi takie numery? Nie wyjebałam go stąd wcześniej tylko i wyłącznie ze względu na Petera, bo prosił, ale jakim prawem ta kurwa rządzi się w mojej chacie? "Nie ma mnie” – co to miało, do cholery, znaczyć? Tym bardziej, że przecież byłam w łazience i wszystko słyszałam, uważa się za kozaka, czy jak? – wkurzyła się szatynka.
– Olej.
– A tak w ogóle to czemu siedzimy w kuchni? Idziemy do pokoju?
– Tu jest ok…


Rozmowa trwała kolejną godzinę, dwie, w końcu zadzwonił telefon bruneta.
– No co z wami? – zapytała Sue, soczyście wkurwiona.
– Jestem u Rachel, musiałem oddać pieniądze. Czekaj, jak to "z wami”? – Jimmy nagle połapał, nerwowo spoglądając na byłą.
– Nie rozumiem... no z wami. To co, nie jesteście razem? Nic nie kumam – kontynuowała dobitnie zaskoczona Susan. – Więc gdzie są małolaty? Bo ze mną ich nie ma.
– Nie ma? – Jimmy aż zerwał się z krzesła. – Kurwa, odstawiłem je pod samą chatę ponad dwie godziny temu, jak to nie ma?
– Co mnie pytasz? Zgubiłeś dupę i mnie pytasz? – syknęła Susan.
– Dobra, już jadę! Mała, muszę jechać – zwrócił się do gospodyni.
– Co się stało?  
– Nie wiem, laski gdzieś przepadły. Wysadziłem je pod domem i zniknęły – zaśmiał się Jimmy, choć był bardzo zaniepokojony, gdyż już na samym początku rozmowy z Sue stanął mu oczach "J”.
– Laski? – zdziwiła się Rachel.
– Laura z koleżanką. Ta druga to Billy’ego, też jedzie.
– Oj, Jimbo… – westchnęła z niezadowoleniem Rachel.
– Dobra, my tu gadu, gadu, a ja muszę jechać – chłopak zbył dziewczynę, ruszając do drzwi.
– Zawieźć cię?
– Nie, wypiłem dwa piwa. To czekam na telefon. Na razie – Jimmy ponownie ucałował szatynkę i szybko zbiegł po schodach.
– Nie rozrabiaj! – usłyszał jeszcze, zanim opuścił blok.
Uśmiechnął się pod nosem…


Miko od razu przywitał bruneta swoim szaleńczym tańcem, chyba polubił chłopaka.
– Jak to ich nie ma? W ogóle nie było? – zapytał, wpadając do pokoju jak burza.
– Nie – odparła Sue, popijając kawę, wydawała się być bardzo spokojna, jak nie obojętna.  
– No kurwa, to gdzie one są? I żadna nie ma telefonu – warknął Jimmy.
– Mają jakieś pieniądze?
– Nie wiem, Emma chyba podprowadziła coś matce.
– No to sprawa wyjaśniona, pewnie siedzą gdzieś i urządzają sobie pogaduszki… jak to kumpele – Susan w końcu się uśmiechnęła.
– Kurwa, Cicha, pogaduszki?! A "J”?! Wiesz, czy szmata nie kręci się po mieście?! – Jimmy się zdenerwował.
– Nie kręci się, uwierz mi, musiałby być albo bardzo odważny, albo szalony… choć to drugie już dawno u niego stwierdzono – odparła sucho blondynka.
– Cicha, dawaj, przejdziemy się, będę spokojniejszy.
– Siadaj i siedź, same wrócą, nie są małymi dziećmi – zniesmaczyła się dziewczyna.
– Kurwa, chwilę, tak? Przemkniemy tylko tu, po okolicy, i jak ich nie namierzymy, wracamy. Mam kurwa, złe przeczucia – nalegał Jimmy.
– Oj, Jimbo, dupę zawracasz – westchnęła Susan, lecz niechętnie podniosła się z miejsca. – Mały, chodź – przy akompaniamencie kolejnego westchnięcia zapięła psu smycz i operując chmurną miną, wyszła z podminowanym kumplem z domu.

482 czyt.
100%61
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1702 słów i 10151 znaków, zaktualizowała 21 paź 2018

Komentarze (1)

 
  • zabka815

    zabka815 6 paź 2018

    I dziewczynki zaginęły   . Super część i łapka obowiązkowo