Szare istnienie #64

Szare istnienie #64Brunetka stała i przysłuchiwała się tej rozmowie, odrobinę podminowana, gdyż ten bardzo sympatycznie wyglądający chłopak wydał jej się nagle bardzo agresywny.
– Dobra, to ty jedź, a jak skoczę z nią na piwo i wrócę taksówką.
– Ok, to zadzwoń jutro, jakbyś chciał przyjechać  
– To cześć – rzuciła z uśmiechem dziewczyna i Frank po chwili wsiadł do GMC, ale zaraz wysiadł.
– Matt! – krzyknął, gdyż para już oddaliła się już o kilka metrów.
Odwrócili się.
– Jadę w tamtą stronę, podrzucić was gdzieś?!
– Nie, tu zaraz jest fajna knajpa! – odkrzyknął przyjaciel i dopiero wtedy Frank ruszył na basen.
Jechał szybko, więc dotarł w niecałe dziesięć minut i około pół kilometra od kąpieliska zobaczył lawetę, a chwilę później stojącego przy niej 22-latka. Gdy zaparkował obok i wysiadł, Travis w sekundę do niego doskoczył.
– Kurwa, zabrali ją, rozumiesz?! Chciałem jechać za nimi, ale widzisz...! – zagrzmiał, wskazując stojącego już na platformie Nissana. – Kurwa, Frank, i co teraz? A jak to się skończy tak samo, jak z młodą?! – panikował.
– Travis! Uspokój się i opowiedz wszystko od początku.
– Poczekaj chwilę.
Ratownik poszedł do kierowcy lawety, zamienił z nim parę słów i gdy ta po chwili odjechała, wrócił do kumpla.  
– Dobra, ładuj się – nakazał Frank i wsiadł za kółko, a Travis obok, wznawiając wątek:
– Przyszedł rano z jakimś wytatuowanym od stóp do głów kolesiem... ten Jimmy, pytał o Laurę, kazał dać mi jej telefon i jak obejrzał film, powiedział, że kogoś tam zajebie i się zmył. Potem pojawił się na basenie i namawiał Emmę, żeby gdzieś z nim szła, ale Chris nam pomógł i go wyprowadził. No i pięknie, ale co z tego...? Jak wyszliśmy po szóstej, to przestąpili nam drogę i bez żadnego "ale” ten Jimmy objął ją i zaciągnął do samochodu. Kurwa, no nic nie mogłem zrobić! Było ich pięciu, do tego dwóch wielkich jak dęby! Może nic jej się nie stanie, bo jeśli ten typek lubi się z młodą, to mam nadzieję, że nic jej nie zrobią, ale z drugiej strony, po co innego mieliby ją brać? Nawet, jeśli ten koleś nie ma złych zamiarów, to przecież jest ich tam jeszcze czterech i nie sądzę, że jakby coś in odwaliło, a on chciał ją obronić, żeby go posłuchali. Kurwa, wyruchają ją i skopią tak jak młodą, jestem tego pewien! – Travis już krzyczał.  
– Dobra, opanuj się, krzyk tu nic nie pomoże – rzucił Frank i dopiero teraz uruchomił silnik. – A mówili coś? Coś, co pomogłoby zgadnąć, gdzie mogą być?
– Nie, kur... nic nie mówili, po prostu ją chwycił i już.
– Dzwoniłeś na policję?
– Nie, warczeli, żebym lepiej tego nie robił... i chyba nie zadzwonię, bo się szczerze mówiąc trochę dygam, kolesie nie wyglądali na takich, którzy pogłaszczą cię po głowie i dadzą buzi na dobranoc. No i widzisz, jak wygląda fura... Koleś wysiadł, wyjął gnata i nie patrząc wcale na to, że jest na środku ulicy, przestrzelił mi opony, po czym spokojnie wrócił do wozu i odjechali.
– No kurde, Travis, nie wiem, co teraz zrobić, możemy chyba tylko czekać, zresztą... i tak nic nie wymyślimy. Chodź, weźmiemy jakąś wódkę, walniemy drinka – zaproponował Frank, zatrzymując się pod sklepem.
– Co z młodą? Matka szaleje i chciałaby ją zobaczyć.
– Tak sobie, cały czas nawija o jakimś "J-u”, wymyśliła sobie, że niby go znasz i przyprowadzisz, więc panikuje jak najęta. To na pewno on ją tak urządził, bo dlaczego tak się go boi?
– Prawdopodobnie tak, ale typ ostro wyłapie... tak przewiduję. Ten Jimmy nie wygląda na takiego, co będzie się z nim cackał, no i jego agresja.... ostro go ruszył ten film. Dobra, możemy coś wypić, ale nie za dużo, jutro idę do roboty. Jedź do mnie, na chwilę, muszę pogadać z matką.
Frank nabył alkohol, sok i kilka minut później parkował na podjeździe Laury. Gdy weszli do domu, natychmiast wyskoczyła do nich pani Anderson, zagradzając im drogę w korytarzu.
– I co? Co z Laurą, widziałeś ją?
– Nie, ale zaraz pojadę.
– Też chcę.
– Mamo, ona nas nie pamięta, i tak się z nią nie dogadasz. Ona nawet mnie się boi, musisz jeszcze poczekać, lekarz, u którego jest mówi, że to niedługo minie.
– Jak to "nie pamięta”?! Dlaczego?! – kobieta się zdenerwowała.
– Jak uciekła, rozwaliła głowę i ma lekką amnezję, pamięta tylko jego... – wskazał głową bruneta.
– I Emmę, chyba od dziś – wtrącił Frank.
– Co z jej głową? – kobieta nie odpuszczała, gapiąc się na syna, blada jak ściana.
– Już ok. Zrobili jej tomografię i wszystko jest w porządku, proszę się nie denerwować. Jak tylko cokolwiek sobie przypomni, dam pani znać – rzekł Frank.
– Gdzie twoje auto? – zapytała nagle, kierując wzrok na ratownika.
– Złapałem gumę, a nie miałem zapasu, jutro je odbiorę. Dobra, stary, idziemy, chcę wcześniej wrócić, bo na ósmą idę do roboty, remontują ten nieszczęsny bar i jutro chyba już skończą – rzekł Travis, chcąc zakończyć wreszcie to przesłuchanie.
– Ucałuj ją ode mnie i dajcie znać, jak coś się zmieni.
– To raczej Frank, ona nie da mi się przecież do siebie dotknąć – uśmiechnął się chłopak. – Spadamy.
– O której wrócisz? – zatrzymała syna.
– Nie wiem, za dwie, może trzy godziny.
– Dobrze, to idźcie – rzekła wyraźnie przybita kobieta, uwalniając pierworodnego.

Kwadrans później byli w centrum, gdyż brunet zapomniał o bandażu, a po następnych piętnastu minutach dzwonili już dzwonkiem do Ricksów. Otworzył im David w towarzystwie psa, Frank wręczył mu zakupy, prosząc o zrobienie drinków i udali się do salonu. Laura egzystowała w pozycji siedzącej i gdy tyko zobaczyła Travisa, zrobiła dziwną minę. Chłopak się nie patyczkował, tylko zaraz usiadł obok.
– Jak się czujesz? – zapytał.
Nie odpowiedziała, szukając oczyma ratunku w postaci osoby Franka. David postawił na stole cztery drinki i zniknął w kuchni, w towarzystwie bruneta.
– Laura. Matka martwi się o ciebie – kontynuował Travis.
– Daj mi spokój – wypaplała, jak zwykle.
Chłopak ciężko westchnął i w tej chwili nad dziewczyną zawisł 23-latek.
– Zrobię ci koktajl bananowy, wypijesz?
Pomachała twierdząco głową, czego się raczej nie spodziewał.  
– Gdzie Matt? – zapytała.
– Poszedł na randkę – uśmiechnął się Frank. – A może coś zjesz?
– Nie.
– Czy ona dziś cokolwiek jadła? – zapytał 22-latek.
– To, co widać – brunet wskazał stojącą na stole, rozbabraną sałatkę.
– To żarty? Młoda, kończ jedzenie!
– Nie chcę.
– Dobra, potem zje, inaczej nie dam jej leków i będzie cierpieć – rzekł David, który pojawił się w pokoju.
– Muszę do łazienki – spojrzała na Franka.
– Gdzie Jenny? – ten natomiast zapytał gospodarza.
– Poszła do was na chwilę, Becky dzwoniła.
– No, to mała, musisz iść ze mną.
Nie była zbyt chętna, wstydziła się, że jest ofiarą losu, ale musiała załatwić sprawę, ruszyła więc niechętnie w objęciu chłopaka w kierunku toalety.
– Ja sama – rzuciła, gdy przekroczyli jej próg.
– Na pewno...?
– Tak.
Chłopak wyszedł, ale czekał pod drzwiami i stał tam już dobre pięć minut, dziewczynie chyba dość opornie szła ta czynność.
– Mała, żyjesz? – zapukał w końcu w drzwi.
– Już.
Powolutku odprowadził ją na miejsce i po chwili pojawił się przy niej David z tubką w dłoni.
– Smarowaliście dziś? – zapytał.
– Raz.
– Czemu? Specjalnie zostawiłam maść na wierzchu. Oj, z tą Jenny...! Młoda, kładź się, musimy posmarować.
– Nie...! Ty sam! – spanikowała.
– Dobra, uciekajcie – zaśmiał się do chłopaków, którzy z niechęcią opuścili salon.
Zabieg trwał kilka minut, po którym gospodarz udał się do kuchni, identyczną czynność wykonał z żebrami Franka, zabandażował i we trójkę wrócili do salonu. Brunet już trzymał w dłoni gotowy koktajl, który zaraz dał nastolatce. Był zimny, słodki i smaczny, więc wypiła prawie całą szklankę, wywołując szczęście na twarzy 23-latka. Po chwili zasiedli z Travisem po obu stronach dziewczyny, natomiast David otworzył dolną szafkę w regale i zaczął wyciągać z niej różnego rodzaju rzeczy.  
– No kurde, już kochana teściowa chyba tu rządziła, wkurwia mnie takie coś. Zawsze wszystko rozpieprzy i potem nie można niczego znaleźć. No ja pier...! – wkurzył się blondyn. – Co to w ogóle za moda, żeby szperać w cudzych rzeczach?! – warczał, otwierając kolejną skrytkę.
Po niezbyt długim przeszukiwaniu znalazł w końcu jakieś niewielkie pudełko, wyjął z niego takiej samej wielkości urządzenie i zaraz stanął przed nastolatką.
– Daj rękę, zmierzymy ciśnienie.
Bez sprzeciwu wyciągnęła dłoń, lecz gdy tylko chłopak zadarł nieco jej rękaw, aby założyć opaskę, Frank zdębiał, podobnie Travis. Także była cała posiniaczona, dziewczyna zasłaniała się przecież rękoma, jak bydlak ją kopał. Wściekłość dała znać o sobie w duszach obu panów, ale nie komentowali, nie chcieli wpędzać jej w zakłopotanie. David starał się jak mógł założyć pasek delikatne, mimo to dziewczyna cicho syknęła.
– Przepraszam – spojrzał na nią i włączył guzik.  
Ciśnieniomierz burczał kilka chwil, zaciskając opaskę na ramieniu brunetki, po czym ucichł.
– No i ma za niskie – oznajmił David, gdy "machina” skończyła pracę. – Bo nie je – dodał z kwaśnym uśmiechem i schował sprzęt.
Trzasnęły drzwi i Jenny luźnym krokiem weszła do salonu, rozradowana od ucha do ucha.
– I z czego ta radość?! – wyjechał od razu David. – Powiedz swojej matce, że jak jeszcze raz będzie robić mi burdel w regale, to więcej jej noga tu nie postanie. Poza tym jakim prawem ona szpera w naszych rzeczach?!
– Nie wiem, co mnie pytasz? Przy mnie nie szperała.
– To, kurwa, może mam wstawiać zamki do szafek, żeby mi wścibska baba po nich nie łaziła?!
– Przestań, przecież nic się nie stało.
– A idź... Czy do ciebie nic nie dociera?! Nie widzisz, że coraz częściej ingeruje w nasze życie? No tak... wolałaby pewnie, żebyś dalej trzymała się tego bogatego dupka, z którym byłaś dwa lata temu! – wkurzył się chłopak i chwycił w dłoń reklamówkę z przywiezionymi ze szpitala rzeczami.  
– Oj, kotku, przestań. Nie jesteś jej mężem, tylko moim i może sobie myśleć, co chce, w dupie to mam! – uniosła się blondynka, lecz David już zaniechał sporu i zwrócił się do Laury:
– Dobra, nieznajoma, musimy podłączyć kroplówkę – stanął przed nią z foliowym woreczkiem. – Nie musisz się kłaść, ale staraj się nie ruszać za bardzo ręką, ok? Albo nie, podłączymy na dłoni, będzie ci wygodniej, dobrze?
Pokiwała głową na tak i David rozpakował czysty motylek, który wbił z górną część ręki, przykleił plastrem i chwilę później dokręcił do niej lek.
– Dzisiaj ostatnia, a jutro zobaczymy. I musisz coś zjeść, jesteś osłabiona i bardzo mi się nie podoba twoje ciśnienie – dodał. – Zamówmy coś, ta pizza nie była zbyt sycąca, dalej jestem głody. Jen...? – spojrzał na żonę, która naburmuszona klapnęła na fotelu.
– Nie wiem, zamów, co chcesz.
– Może moje ulubione kurczaki? Znam super knajpę, robią tam zajebiste! – wtrącił Frank.
– Masz jeszcze? – zapytała nagle brunetka, wskazując puste szkło po bananowym specjale.
– Pewnie.
Dostała kolejną porcję, której też wypiła dość sporo, ewidentnie jej posmakował.
– Czemu Emma nie przyjechała? – wyjechała niespodziewanie, spojrzawszy na Travisa, który od razu zesztywniał, nie mając pojęcia, co powiedzieć.
Brunetka czekała cierpliwie, w końcu odparł:
– Nie wiem, ma jakieś sprawy.
– Dobra, dzwonię – wcisnął się w to wszystko Frank, chcąc jak najszybciej odbiec od tematu, zanim dziewczyna domyśli się, że coś jest nie tak. – Mała, zamawiam kuraki i masz zjeść – spojrzał nakazująco.
Nie odezwała się. Zamówił cztery porcje, gdyż 22-latek nie był skory do jedzenia i po kwadransie, który zleciał na dość zdawkowej konwersacji zadzwonił dzwonek do drzwi.
Dochodziła dwudziesta. Frank chwilowo zapomniał o chwilach uniesienia z byłą, lecz teraz znowu weszły mu one do głowy i chłopak ponownie złapał nieprzyjemny dół. Spojrzał na Laurę – siedziała, trzymając w dłoni białe pudełeczko z mięsem, lecz zjadła tylko jeden, chyba najmniejszy kawałek. Miała dziwną minę, gdyż znów zaczęły dokuczać jej żebra, ale przez swój brak apetytu wstydziła się i bała poprosić o zastrzyk. Zerknęła na Davida w nadziei, że sam się domyśli i jednak da jej lek. Oczy miała już mocno szkliste i bardzo wymowną, wręcz błagalną minę. Chłopak wyłapał, co się dzieje, ale nie reagował. Dziewczyna czekała minutę, dwie, trzy, w końcu na siłę wcisnęła do ust kolejny kawałek kurczaka, który żuła i żuła, w końcu przełknęła z w wielkich mękach. Wszyscy już dawno skończyli, kiedy ona starała się zjeść trzeci, a potem czwarty, po czym, "zmęczona”, odstawiła pudełko.
– Proszę cię, już nie dam rady. Dasz mi zastrzyk? – ponownie skierowała wzrok na lekarza, gdyż ból okazał się być już większy, od wstydu.
Dał jej lek i w tym momencie piknął telefon brunetki, który jej brat cały czas nosił przy sobie. Poznała, że to jej komórka, lecz Jimmy nadal nie wracał, nie zdenerwowała się więc zbytnio.
22-latek wcisnął: "otwórz” i ukazał mu się plik video, podpisany: "Laura – to dla Ciebie!”...

1 807 czyt.
100%162
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2370 słów i 13877 znaków, zaktualizowała 22 lut 2017.

2 komentarze

 
  • aKubek

    aKubek · 18 lut 2017

    Zakończenie  rewelacja

  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK · 16 lut 2017

    Jak zwykle rewelka