Szare istnienie #126

Szare istnienie #126Z POZDROWIENIAMI DLA MOJEJ MARIDKI KOCHANEJ!!! ** BUZI, MAŁA


– O Boże – jęknęła z bolesnym przejęciem.
Po Laurze spłynęło to jak po kaczce i zupełnie zignorowawszy kobietę, wyminęła ją i niezgrabnie wtoczyła się do domu, opierając się o ścianę. Nie zaszła jednak daleko, bo już na drugim schodku potknęła się i wyłożyła jak długa. Natychmiast się roześmiała.
– Laura, wstawaj – zszokowana matka chwyciła ją pod ramię, lecz rozradowana dziewczyna ani myślała jej słuchać, upojona do cna alkoholem nadal leżała i śmiała się jak głupia.
– Laura! – zagrzmiała kobieta, ciągnąc córkę za rękę, wciąż jednak bez rezultatu. – Laura, ćpałaś coś?! – krzyknęła pani Anderson, powoli tracąc cierpliwość.
– Nie, piłam wódkę… duuużo wódki – zawyła rozanielona dziewczyna.
– Dziecko, wstań – matka nie odpuszała.
Laurze w końcu udało się podnieść, lecz odarnięta wesołością po chwili znowu klapnęła na tyłku, rżąc jak niedorozwinięta.
– TRAAAVIS! – wrzasnęła kobieta, nie wiedząc już, jak dotrzeć do nastolatki.
– Nie wołaj go, niech spierdala – pysknęła bezczelnie dziewczyna, ponownie wstała i wgramoliła się na górę, zataczając się na boki.  
Po krótkiej, nierównej walce ze schodami udało jej się wejść do korytarza, z którego przemieściła się do kuchni, a następnie skierowała do lodówki.  
Zaczęły się poszukiwania. W oczach wszystko jej się plątało, szybko jednak znalazła puszę Sprite’a, która już po chwili wypadła z niezgrabych rąk i potoczyła pod stojący pod oknem stół.
– Moje piiicieee! – zawyła, pokiwała się w stronę mebla i padłszy na kolana, na czworakach wczołgała się pod niego, śmiejąc się do rozpuku.
Matka stała i milczeniu obserwowała córkę, nie wierząc własnym oczom.
– Chodź tu, dziwko – zarżała nastolatka, próbując dosięgnąć puszkę, która wtoczyła się między nóżki krzesła, a tych Laura widziała nie cztery, a osiem. – Kurwa, chodź tu, mówię, suko zielona – przeklinała rozradowana, nie patrząc zupełnie, że z tyłu cały czas stoi rodzicielka.
Nadal nie mogąc sobie poradzić, wyciągnęła się jak struna, usilnie próbując zdobyć napój i to wystarczyło, bo ponownie straciła równowagę i legła jak długa na posadzce. Śmiech w okamgnieniu się nasilił, dziewczynie zupełnie odbiło.
– Co tu się dzieje? – zapytał surowo ratownik.
– Travis, zrób coś, ja już nie mam siły – westchnęła kobieta.
– Nie dotykaj mnie, kurwaaa! – ostrzegła natychmiast Laura, leżąc na plecach pod stołem i gapiąc się na rodzinę półprzytomnym, rozbawionym wzrokiem.
– Wyłaź! – nakazał Travis.
– Pocałuj mnie w dupę – warknęła nastolatka, ponownie przyjęła pozycję "na pieska” i podjęła kolejną próbę odzyskania napoju.Tym razem się udało, bo chwyciła puszkę już za pierwszym razem.
– Wyłaź, mówię, bo stracę cierpliwość.
– Spierdalaj, damski bokserze – brunetka szła w zaparte, stojąc tyłkiem do brata, gdy nagle poczuła uścisk za kostkę i płynnym ruchem wyjechała spod stołu.
– Nie dotykaj mnie! – wydarła się, wierzgając nogami przed nosem chłopaka. – Wypierdalaj, chuju, nienawidzę cię! – szalała.
– Laura, do cholery, uspokój się! – matka podniosła głos.
– Co się uspokój?! Nie chcę go znać, jebanego boksera! – klęła soczyście, a radość zniknęła tak szybko, jak się pojawiła.  
Kobieta pytająco spojrzała na syna, lecz na chwilę obecną nie zaczynała tematu.
– Wstawaj, kurwa! – zagrzmiał wkurzony chłopak i prężnym ruchem poderwał siostrę do pionu.
– Won, bydlaku! – wrzasnęła, rzucając się z pięściami na brata, szybko ją jednak przystopował, obejmując mocno i krępując ręce.
– Młoda, opanuj się, mówię, bo się doigrasz – zagroził surowo.
– Co? Znowu mnie pobijesz?! Tak, pobił mnie, jakbyś nie wiedziała – syknęła ze złością dziewczyna, gapiąc się na matkę.
Ta milczała, zupełnie zagubiwszy się w obecnej sytuacji.
– I zaraz oberwiesz drugi raz – odparł Travis, nie przejąwszy się wcale.
– No to dawaj! – Laura znowu zaczęła się rzucać, lecz na nic szły jej wysiłki. – Puszczaj, śmieciu! – darła twarz.
Chłopak się wyciszył, czekając, aż minie jej furia.
– No co? Miałeś mnie lać, na co czekasz?! Kurwa, wszystko powiem Jimmy’emu i zobaczymy, jaki wtedy będziesz mocny! Wpierdoli ci tak, że się nie pozbierasz – paplała, zupełnie nie patrząc już na to, co mówi.
Travis tylko się zaśmiał.
– Dobrze, rżyj, zobaczymy, jak będziesz się śmiał, jak staniesz z nim oko w oko, – przechwalała się, wierzgając jak wariatka nogami.
– Kurwa, uspokoisz się, czy nie?! – huknął chłopak, agresywnie wzmacniając uścisk.
Jęknęła cicho, poczuwszy ból.
– Kuuurwaaaa, puszczaaaaj! – rozdarła się chyba najgłośniej, jak mogła, miotając się szaleńczo, upojona, kompletnie straciła już nad sobą panowanie. – Jutro wypierdalam z tego domu, rozumiecie?! I wcale nie żartuję, wyjeżdżam! Mam dość was i tego miasta, ma to wszystko w ciemnej dupie! I nie radzę wzywać policji, bo jeśli przywiozą mnie z powrotem, ucieknę znowu i wtedy w ogóle nie wrócę – wrzeszczała, zachowywała się, jakby postradała rozum.  
– Mamo – zrezygnowany chłopak spojrzał na kobietę, szukając pomocy.
– Nie mam nic – oznajmiła pani Anderson i podeszła do córki.
Szybko się jednak cofnęła, bo gdyby tego nie zrobiła, na pewno oberwałaby nogą.  
– Laura, proszę cię, uspokój się – poprosiła łagodnie widząc, że krzyki tylko zaogniają sytuację.
Nastolatka, o dziwo, usłuchała i przestała się rzucać, poza tym zmęczyła się już tą szarpaniną.
– Dziecko, chodź, położysz się – zaproponowała kobieta najłagodniej, jak umiała.
– Puść mnie – Laura mruknęła do brata dziewczyna.
Travis jednak nie słuchał, dopiero, gdy matka kiwnęła głową, uwolnił siostrę. Ta nie czekała, tylko podniosła puszkę, która znów leżała na ziemi, wyminęła chłopaka i jak strzała pomknęła na górę – przez tą furię jakby nieco otrzeźwiała. Wpadła do swojego pokoju i mocno łupnąwszy drzwiami, nie rozbierała się nawte, tylko walnęła na łóżko. Była wściekła, a płacz już wisiał na włosku. Alkohol wykręcił ją już do maksimum, dziewczyna zupełnie nie zdawał sobie sprawy, jaki cyrk odstawia, miała wszystko w głębokim poważaniu.  
Poleżała chwilę, próbując opanować nerwy, zaraz jednak usiadła i wyjęła doładowanie oraz telefon; niestety, cyferki tak jej skakały, że mimo usilnych prób, nie dała rady go doładować.
– A pierdolę to – syknęła, rzuciła wszystko na biurko, napiła się i znów przyjęła pozycję leżącą.
Z wolna zaczęła się uspokajać, próbując zatrzymać kręcącą się w głowie karuzelę, która znowu gnała jak szalona. Zasnęła.


Przebudziła się w nocy z kompletnym niesmakiem i suchością w ustach, szarpana olbrzymim pragnieniem. Ledwie żywa podniosła się i chwyciła puszkę, którą osuszyła w moment. "Kurwa, ostatni raz piłam cokolwiek. To wszystko przez ciebie” – wściekała się na Jimmy’ego, lecz i na siebie i swoją głupotę.  
Głowa pobolewała, aczkolwiek nie był to zbyt dotliwy ból, ćmił jedynie w okolicach skroni. Dzrzemka nie pomogła, nadal była zła. Położyła się i zaczęła rozmyślać o dzisiejszej imprezie. Czuła się jak rozjechana przez pociąg, ale przecież – pomijając wszystkie krzywe akcje – bawiła się znakomicie. To było zupełnie co innego niż smażenie się nad basenem, tkwienie w domu, lub drętwe łażenie po parku bez celu i urządzanie smętnych pogaduszek. Wiedziała, że obecna fascynacja jest dużym błędem, który może źle się skończyć, lecz mimo wielu definitywnych "przeciw” coraz bardziej zaczynało jej się podobać takie życie – wesołe, zakręcone, bez nadzoru, nakazów i nudy.
Pomyślała o brunecie i jego propozycji, która zachęcała coraz bardziej i bardziej, kusząc wolnością i beztroską, a fakt, że Emma także jedzie tylko nakręcał brunetkę. Przez głowę przeszedł jej też Miko, co robił, gdy wyszła, jak się zachowywał. Natychmiast uniosła się na rękach i chwyciła komórkę, czując, że zobaczy w niej sms na temat wariacji pieska. Nic się jednak takiego nie stało, jedyne, co ujrzała, to: "02:58”.  
Zamknęła oczy…


"O kurwa” – ta oto subtelna myśl jako pierwsza przeszła jej przez głowę po odzyskaniu świadomości. W nocy alkohol nie odparował jeszcze do końca, ale teraz już tak i kac bardzo się nasilił. Suszyło jeszcze bardziej, miała wrażenie, że boli ją wszystko, co tylko może boleć, nawet włosy.
Otulona podłym samopoczuciem niechętnie usiadła, spuszczając nogi i chwyciła telefon – dochodziło wpół do dziesiątej. Nadstawiła ucha, ale w domu było cicho, wywnioskowała więc, że nikogo nie ma. Pewna jednak nie była i póki wstała i ruszyła do kuchni, minęło jeszcze dobre pięć minut.
Wytrzeźwiała i poczuła się odrobinę głupio po swoim wczorajszym wybryku, niemniej jednak nie gryzło ja to za bardzo, był przekonana, że to ich wina, że przecież sami szukali zaczepki, pouczając ją i zabraniając wszystkiego.  


Postawiła nogę na ostatnim stopniu schodów i teraz już była pewna, że rodzina poszła do pracy. Od razu przyśpieszyła kroku – zimny Sprite był w tej chwili najbardziej pożądaną rzeczą. Pałając zadowoleniem na oścież otworzyła lodówkę, zawiodła się jednak, gdyż prócz dwóch piw i butelki mleka żadnego napoju nie uraczyła. "Nie schował po wczorajszym”? – zdziwiła się, widząc alkohol. "Albo zapomniał”.
Zastanowiła się chwilę i pół minuty później już miała trunek w dłoni. Absolutnie nie miała ochoty na picie, tym bardziej, że było jej niedobrze, ale pragnienie robiło swoje, postanowiła więc zaryzykować. "Lepsze to, niż kranówa, poza tym Emma zawsze mówiła, że pomaga. Jak wypiję jedno, nic się nie stanie” – usprawiedliwiła się szybko i pociągnęła znikomy łyk, a raczej łyczek. Skrzywiła się, jednak temperatura trunku była tak odpowiadnia, że nie bolało tak.
I dopiero teraz ujrzała leżącą na stole kartkę. "Młoda, przegięłaś, mamy do pogadania. I nie waż się ruszyć piwa, bo popamiętasz, ROZUMIESZ?” – taką oto informację otrzymała. "Spierdalaj” – roześmiała się i chwyciła doładowanie. Paznokciem zdrapała srebrny pasek i wbiła kod, tym razem już bez problemu. Uśmiechnęła się dumnie, szybko wyszukała numer bruneta i już miała wciskać ikonkę, gdy rozbrzmiał domowy telefon. Taraz już się nie bała, nie sądziła, a była wręcz przeknana, że to nie Amber, czuła, że po wczorajszym nie miałaby odwagi.  
No i słowa Chrisa.
Słuchawka leżała w kuchni, odebrała więc szybko, aczkolwiek niechętnie.  
– Laura, jak Travis wróci z pracy, nigdzie nie wychodź – usłyszała dziwny głos matki.
Nic nie zrozumiała. Dlaczego, "jak wróci Travis”? Przecież gdyby chciała, mogłaby wyjść zaraz.
– Laura, słuchasz mnie?
– Tak – syknęła wkurzona faktem, że raz wróciła do domu w poimprezowym stanie, a już są pretensje. – Ale o co chodzi?
– Zapisałam cię do psychologa, jutro idziemy na jedenastą – oświadczyła matka, lecz głos miała bardzo niepewny.
– Co takiego? – dziewczyna natychmiast się ożywiła.
– Dziecko, przecież widzę, co się dzieje, chcę, abyś z kimś porozmawiała.
– Nie!
– Laura, to jedna wizyta, nie spieraj się ze mną, dobrze?
– Kur… a co się dzieje, powiedz mi? Ja żartowałam z tą wódką, wypiłam trzy piwa, poza tym mam osiemnaście lat i jak raz zabalowałam, to już chcesz ciągać mnie po jakichś szarlatanach? – warczała brunetka.
– Ale dziecko, przecież wiesz, że to nie chodzi tylko o wczoraj.
– Nigdzie nie idę, rozumiesz?!  
– Nie, Laura, ja już nie będę z tobą dyskutować, miarka się przebrała! – uniosła się kobieta, której już puściły nerwy.
– Taaak?! To zobaczymy! I pamiętaj, co ci wczoraj powiedziałam w temacie policji! I wiedz, że nie żartowałam! – nastolatka już krzyczała.
– Drzwi są zamknięte – rzekła beznamiętnie panoi Anderson.
Nie musiała powtarzać, Laura w mig znalazła się na dole. Pociagnęła za klamkę – zamknięte.
– Kurwa, dlaczego mnie zamknęłaś?! Uczysz się od Colleman?! – zawyła wściekła dziewczyna, widząc już oddalający się wyjazd, na który napaliła się już na całego, a rodzicielka w tym momencie tylko utwierdziła ją w tym postanowieniu.
Cisza.
– Kurwa, wyjdę oknem – zagroziła dziewczyna.
– I co? Zostawisz otwarte, dla włamywaczy? – matka uparcie brała ją pod włos.
– Spierdalaj! – rzuciła obelżywie nastolatka i się rozłączyła. – Kurwa! – rzuciła słuchawkę na stół i próbując powstrzymać płacz złości, chwyciła zimną butelkę. "Tak? To zobaczymy – odgrażała się w duchu. Była już kompletnie wyprowadzona z równowagi.  
Pomyślała o piesku, że chętnie by go teraz przytuliła, aby ochłonąć i w tym momencie żałowała, że go nie zabrała.
Chwyciła komórkę i wykręciła numer bruneta…

SORAWA ZA BŁĘDY, JAKBY SIĘ POJAWIŁY!

Sorki, ta część miała być OSTATNIA, ale widzicie - nie wyszło. Czyli będzie jeszcze jedna. Przepraszam

1 265 czyt.
100%156
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2379 słów i 13598 znaków, zaktualizowała 12 maj 2018.

6 komentarzy

 
  • Black

    Black · 16 maj 2018

    Pięknie, ale co dalej?

  • Zuza

    Zuza · 15 maj 2018 · 195359697

    Mam nadzieje ze wyjedzie z „brunetem”  

  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK · 13 maj 2018

    Śliczna kiedy kolejna część?  

  • zabka815

    zabka815 · 12 maj 2018

    świetna część, jak dla mnie to możesz pisać i pisać    

  • Marida

    Marida · 11 maj 2018

    Standardowo - zajebiście    Czekam na kolejną i kolejne  

  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK · 11 maj 2018

    Tak tak jeszcze jedna a najlepiej jeszcze miliooooonnn    
    Opowiadanko sztosik zresztą jak zawsze