Szare istnienie #50

Szare istnienie #50

– Jakbym wyczuł, że to coś więcej, niż „coś nie tak” z tą dziewczyną, że wziąłem ten zastrzyk, ale miałem tylko jeden, muszę podjechać do pracy.
    – Po trzech piwach?! – zagrzmiała rozgniewana Jenny.
    – Jen, uspokój się. Frank, podjedziesz ze mną? Wypiłeś jedno, możesz prowadzić, szybko obrócimy.
    – Nie ma sprawy, zajadę przy okazji do roboty, może dadzą mi wolne, chociaż wolałbym popracować. Nie mam kasy, a wóz w warsztacie, przyjebałem wczoraj w dupę gościowi w samym środku centrum. Kurwa, mój pierwszy wypadek i już trafiłem na jakiegoś zarozumiałego chama i gdyby nie psy, pewnie bym go tam oklepał, tak mnie wkurwił – uśmiechnął się niemrawo brunet.
    – A co, jak się obudzi? – panikowała Jenny, wskazując na „pacjentkę”.
    – Nie obudzi się , pośpi minimum sześć godzin, spokojnie. Jedźmy, szybciej wrócimy, no i Jerry niedługo kończy zmianę, chcę go złapać – rzekł David i wstał. – Daj mi swój, mam mało paliwa – poprosił ukochaną.
    – Kotku, a jak się jednak obudzi? Ja nie wiem, co mam robić, nie poradzę sobie – niepokoiła się dziewczyna.
    – Jenny, mówię ci, że się nie obudzi, dostała ostrego psychotropa, będzie spać. Zaufaj mi – uspokajał ją mąż, mocno przytulając. – Daj, bo musimy już jechać, jak Jerry wyjdzie z pracy, nic nie załatwię – nalegał.
    –  Ale wracaj szybko, dobrze –  nie odpuszczała. –  I zrób jakieś zakupy, chociaż na dziś – poprosiła, dała mu kluczyk ze śmiesznym breloczkiem malutkiego, zielonego kosmity i zaraz z Frankiem opuścili dom.
    – Czekaj, nie wziąłem portfela. Idź do wozu – rzekł gospodarz, dając brunetowi kluczyk i wrócił do domu, a 23-latek zaraz wsiadł do stojącego obok ogromnego pickupa GMC, błyszczącego, czarnego mercedesa SL 500 i od razu otworzył dach.
    David po chwili do niego dołączył i od razu zapytał:
    – Czemu otworzyłeś?
    – Nie ma dużego słońca, niech będzie otwarty. Przeszkadza ci?
    – Nie, spoko.
    – Kupiłeś? Miałeś Chevroleta – Frank wskazał ręką na czarną terenówkę.
    – Dostałem od żony – oświadczył z dumą, a może raczej z zaskoczeniem David.
    – Poważnie...?! O kurwa, no to ładne prezenty ci daje. Mówię ci chłopie – to już miłość! – rozradował się kierowca na całe gardło. – A co z tamtym? Przecież to była niezła bryka i to w dość dobrym stanie.
    – Pojechała do warsztatu, odświeżę ją i oddam Joy.
    – Dba o niego – brunet skomentował Mercedesa i w końcu wycofał z podjazdu. – Ile ma ten wóz?
    – Nie wiem, sześć czy siedem lat, ale planuje zmienić.
    – Czemu? Przecież to świetny samochód.
    – A bo ja wiem? Babskie wymysły, nie wiesz..?
    Frank wyjechał na ulicę, rzucił kątem oka na swój dom, po czym ruszył agresywnie i natychmiast uśmiechnął się szeroko.
    – Świetnie się prowadzi, pamiętam, jak nim jeździłem, i to ile razy? Za każdym razem protestowała, bo lubi prowadzić, ale zawsze ją przekabaciłem – cieszył się. – I jak tam u was, wszystko ok?
    – Jasne, tylko nalega na dziecko, a ja jeszcze nie chcę, muszę ustatkować się w sprawie pracy, zarobić, otworzyć własną klinikę, bo w miejskim to się raczej nie dorobię – zaśmiał się David.
    – Ma dopiero dwadzieścia sześć lat, ma jeszcze czas.
    – Jej to powiedz...
    Zamilkli na kilka minut, w ciszy obserwując wszystko dookoła, gdy nagle auto gwałtowanie zwolniło i powoli zjechało na chodnik. Pasażerem ostro machnęło i gdyby nie zapiął pasa, zapewne miałby już złamany nos... w najlepszym przypadku.
    – Kurwa, Frank, co jest?! – zagrzmiał.
    – Patrz! – kierowca wskazał palcem idącego po drugiej stronie Jimmy’ego – Czekaj, zrobię mu zdjęcie – oznajmił i szybko pstryknął chłopakowi trzy fotki, po czym wolno ruszył za nim.
    – Frank, kurwa, co to za typ? Zamierzasz go śledzić?! Nie zdążę złapać kumpla! – wkurzył się totalnie skołowany David.
    – Tylko chwilę, już jedziemy.
    Sunął za nim wolo przez odcinek niecałych pięćdziesięciu metrów, w końcu Jimmy skręcił między dwie kamienice.
    – Chwila! – rzucił 23-latek i szybko wyskoczył z wozu, David nie zdążył nawet wnieść sprzeciwu.
    W mig przebiegł na drugą stronę ulicy i gdy wbiegł między budynki, Jimmy akurat skręcał w prawo. Ruszył za nim i kiedy dotarł do końca budowli dostrzegł, że chłopak wchodzi do jednego z położonych za nią, rodzinnych domów. Znowu pstryknął zdjęcie i wrócił do wozu.
    – No i co ty odstawiasz?! Dochodzi dziewiąta, o on do tej godziny pracuje. Widać, jak ci zależy, żebym coś załatwił! Zresztą... to twoja laska! – zagrzmiał wkurwiony David.
    – Sorry, musiałem go pstryknąć. Kręcił się pod salą Laury, może się dowiem, co to za koleś.
    – Kurwa, pstryknąłeś, ale i tak wysiadłeś, to już kilka minut w plecy! Jedź, na co czekasz?!
    Frank ruszył i już po paru minutach zatrzymał się pod placówką, gdzie leżała jego ukochana, gdyż Jimmy’ego zobaczyli będąc już w okolicach centrum.
    – Poczekaj, zaraz wracam – rzucił David i opuścił Mercedesa.
    Szedł zły, zamaszystym, szybkim krokiem, wywołując uśmiech na twarzy kierowcy, który po chwili wyjął telefon i wykręcił numer Megan. Czekał chwilę, lecz dziewczyna nie odbierała, zadzwonił więc jeszcze raz, lecz także bez rezultatu, postanowił więc spróbować na stacjonarny i tu się udało, telefon odebrała Olivia.
    – Cześć, tu Frank. Jest Megan? – zapytał.
    – Była, ale wyszła, zaraz ma wrócić.
    – Wzięła komórkę?
    – Nie wiem.
    – No tak, skąd możesz wiedzieć? Jak wróci, niech do mnie zadzwoni, dobra?
    – Ok.
    Wyłączył się i otworzył plik ze zdjęciami. Długo im się przyglądał, usiłując cokolwiek wyłapać, przypomnieć sobie, może gdzieś go już widział, lecz nic nie przychodziło mu do głowy. Urządzenie nagle zagrało.
    – Halo.
    – I co z nią? – zapytał Travis.
    – Jest u mojej byłej i poza jej szaleństwami wydaje mi się, że wszystko ok. Rozjebała tylko głowę, ale to nic takiego.
    – Przywieziesz ją?
    – I tu jest problem... – chłopak się zaciął.
    – No mów! – ponaglał zdenerwowany ratownik.
    – Ona nic nie pamięta... to znaczy nie wszystkiego, ale części. Nie poznała mnie, choć wczoraj było inaczej, pamięta imię Emmy, moje, poza tym chyba nic, prócz tego, co się stało. Facet mojej byłej jest lekarzem i mówił, żeby na razie została u nich, żeby nie targać jej emocji. Nie wiem, jak ty, ale ja zamierzam go posłuchać i tobie też radzę.
    David wsiadł do auta i Frank pokazał mu ręką, że jeszcze chwila.
    – Chcę tam przyjechać po pracy, matka wariuje.
    – Ok, nie ma sprawy, jak będziesz wolny, to zadzwoń.
    – Dobra, na razie.
    – I co?! I lipa, wyszedł pięć minut temu?! – oznajmił wkurzony pasażer, gdy tylko Frank nacisnął czerwoną ikonkę. – Jedź do końca centrum, potem powiem ci, gdzie dalej – burknął, wyraźnie niezadowolony. – Tylko się przez ciebie najeżdżę, wisisz dwie flachy – uśmiechnął się, wywołując radość na twarzy kierowcy.

    Po kilkunastu minutach dojechali do „David’s & Brick’s Medical Center” i David wysiadł.
    – Zaraz wracam –  oświadczył i zniknął w małym, nowym budynku.
    Frank ponownie wykręcił numer szefowej, lecz znowu bez powodzenia, zaczął się więc zastanawiać, co się dzieje? Do Danny’ego nie miał numeru, więc pozostało mu tylko jechać do pracy. Laura siedziała w jego głowie, za nic w świecie nie miał ochoty dziś pracować, zresztą w ogóle nie miał ochoty po tym wszystkim pracować, lecz niestety musiał. Jimmy zżerał go żywcem, nie mógł darować, że go nie dorwał i nie dowiedział się, czego szukał pod jej salą, do tego gnębiło go to, że typ nie wyglądał na przeciętnego gościa, był jakiś podejrzany. Zaczęło mu się wkręcać, że może i dobrze, że uciekła, a jakby wrócił, jak byłaby sama? Jeśli miał dobre zamiary, to ok, ale na takiego na pewno nie wyglądał, więc ta opcja odpada...
    Trzaśnięcie drzwi pasażera wyrwało go z tych urojeń.
    – Śpisz?! – zapytał David, widząc minę kumpla. – No tak...! Nie wypiłeś kawy! – zarechotał i Frank od razu się rozweselił.
    – Czy ty jesteś czasem poważny? – chichotał. – Chyba temu mnie zostawiła, wolała idiotę – chichot zamienił się w śmiech.
    – Jestem, w pracy, chociaż też nie zawsze.  
    – Dobra, jedziemy, muszę zajechać do roboty. Załatwiłeś? – rzekł Frank, drapieżnie ruszając.
    – Tak, ale fartem, nie chciał zbytnio dać. Zresztą on nie może robić takich rzeczy, sam wiesz, poza tym ja też nie mogę jej tym szprycować bez ustanku, tylko w wyjątkowych okolicznościach, będziemy musieli radzić sobie inaczej.
    – Jasne. Patrz – Frank wskazał podświetlony, okrągły panel w desce rozdzielczej. –  Też nie zatankowała.
    – Dziwne, to się raczej nie zdarza. Dobra, jedź na stację.
    Zatankowali i za niedługo byli już pod „Happy Meal’s”. Frank wysiadł, lecz David nie.
    – No wyskakuj, postawię ci piwo, muszę  pogadać z szefową... o ile jest.
    David opuścił pojazd i udali się do lokalu.
    – Cześć. Jest już? – zapytał Frank jasnowłosą, dwudziestotrzyletnią barmankę, przedstawiając jej kumpla.
    – Nie ma i Danny’ego też nie. Wyszła pół godziny temu i miała być zaraz, ale widzisz... – odparła Olivia.
    – Daj piwo i jakiś sok – rzekł i położył na ladzie dziesięć dolarów. – Co, nie było imprezy?! – zdziwił się, gdyż na sali było czysto.
    – A czemu miałoby nie być?  
    – Jakoś czysto...
    – Jestem tu od siódmej rano – poinformowała Olivia, uśmiechnąwszy się szeroko. – Nie było tego dużo, wpół do dziewiątej już piłam drugą kawę.
     W tej chwili do pubu wszedł Danny, bez słowa przeszedł przez salę i zniknął na zapleczu, łomotnąwszy z całej siły drzwiami.
    – Oj, coś się kroi – uśmiechnął się Frank, spojrzawszy na Olivię, ale ona jakby wystraszyła się złości chłopaka, w końcu to jakby jej drugi szef.
    Brunet ponownie chciał coś powiedzieć, ale teraz wtargnęła Megan i w podobnym stylu przemieściła się na zaplecze.
    – Co, kurwa, uciekasz?! Jeszcze nie skończyliśmy rozmowy! – usłyszeli po chwili zza wnęki.
    Głosy były tak donośnie, że nie sposób było ich nie usłyszeć.  
    – Ja już skończyłem!
    – Kurwa, przestań mnie ignorować, do cholery, co ty sobie myślisz?!
    – Puść mnie i daj mi się przebrać!
    – Nie, kurwa, nie puszczę!
    – To spierdalaj!
    Po chwili zamaszyście otworzyły się drzwi i Danny wyskoczył z nich jak strzała, ale Megan nie dawała łatwo za wygraną, bo migiem wyskoczyła za nim i złapała go na środku sali.
    – Kurwa, Danny, pogadaj ze mną, do cholery! – grzmiała.
    – Ja już chyba swoje powiedziałem, nie?! Jeśli nie dajesz mi pracować, to mnie puść!
    – Nie, nie wyjdziesz teraz, rozumiesz?!
    – Puszczaj, suko! – ryknął i w tej chwili dostał w twarz.
    Natychmiast wyrwał się ukochanej, rzucił w nią kluczykami od auta i wyszedł, trzasnąwszy drzwiami. Megan nie spojrzała nawet na pracowników, tylko wróciła na zaplecze.
    – Kurwa! – usłyszeli krzyk, a po nim głośny, metaliczny dźwięk.
    – Pogadam z nią, zaraz wracam – rzucił Frank i poszedł za szefową.
    Siedziała na krześle w kuchni i płakała, z leżącą na rękach głową, a rzucona przez nią miska zatrzymała się niemal przy samym wejściu.
    – Odejdź, chcę zostać sama – uprzedziła interwencję chłopaka. – I powiedz Olivii, że może iść do domu, tylko niech wywiesi kartkę, że dziś nieczynne, zapłacę jej za cały dzień – mruczała.
    – Co jest? – ukucnął przed nią.
    – Prosiłam cię o coś...?!
    Chłopak wykonał polecenie przez wnękę, ale zaraz wrócił, ponownie przykucając.
    – Nie chcesz pogadać?
    – Nie.
    – Zrobić ci coś?
    – Nie, jedź do domu i przyjdź jutro.
    Widząc, że nie ma ochoty na zwierzenia, odpuścił.
     – Jakbyś jednak zmieniła zdanie, znasz mój numer – rzekł i zaraz opuścił kuchnię. – Możesz iść do domu – oświadczył barmance po wejściu na salę, wziął zza lady  informację i powiesił na drzwiach.    
    – Co się stało? – zapytała Olivia.  
    – Nie mam pojęcia.
    Barmanka nadal stała, jakby nie była pewna, czy na pewno może iść.
    – No idź, przecież powiedziałem. Gdzie mieszkasz?
    – Na Hilton.
    – Możemy cię podrzucić.
    – Dzięki, jestem samochodem.
    Zadzwonił telefon Franka i chłopak spojrzał na ekranik, ale od razu się zdziwił, nie znał tego numeru.
    – Halo – mruknął.
    – Cześć. Słyszałam, że się znalazła. Jak się czuje? – usłyszał Emmę.
    – Cześć, W porządku. Skąd masz mój numer?
    – Travis mi dał.
    – A kto mu pozwolił?! Oj, będą baty! – rzekł śmiertelnie poważny brunet.
    Rozmówczyni zamilkła.
    – No i co?! Nie pozwoliłem mu rozdawać mojego telefonu na lewo i prawo! – ton głosu 23-latka nic a nic się nie zmienił, lecz złośliwy uśmieszek natychmiast został posłany do towarzyszy.
    – To nie jego wina, jak go namówiłam – tłumaczyła się Emma, która wyraźnie się pogubiła.
    – Pogadam sobie z nim, a ty masz go skasować!
    – Dobrze – bąknęła niewyraźnie przez przytkane gardło.
    – Przestań, żartowałem! – rozweselił się chłopak, śmiejąc się jak wariat w słuchawkę.
    – Bardzo zabawne! – fuknęła wkurzona 18-latka. – Jak ona się czuje? – zapytała ponownie. – Przywieziesz ją?
    – Dziś na pewno nie, ale jest pod dobrą opieką.
    – Mogę ją zobaczyć?
    – To przyjedź z Travisem.
    – Dobrze, to na razie. I nie rób sobie więcej ze mnie jaj, to nie było miłe! – wyjechała pretensjonalnie, a raczej z żalem Emma, słychać było, że sprawił jej przykrość.
    – No dobra, przepraszam, mam dziś dziwny humor – usprawiedliwiał się Frank, któremu natychmiast zrobiło się głupio, słysząc smutny ton dziewczyny.
    – W porządku. To do zobaczenia.
    – Na razie.
    – Kto to? – zapytał od razu David, wykańczając swoje piwo.
    – Emma.
    – Aleś ja wkręcił, to było nieco chamskie – uśmiechnął się.
    – Wiem, mam dziś durne nastawienie do życia. Pójdę, zobaczę, co z nią – rzekł i ponownie ruszył na kuchnię.
    Megan nadal siedziała w tym samym miejscu, z kawą w dłoni, lecz już nie płakała.
    – W porządku? – przykucnął.
    – Tak.
    Mimo, iż był bardzo ciekaw, o co poszło, to jednak nie pytał, nie była to w końcu jego sprawa.    
    – A może jednak coś zjesz? Brałaś coś na uspokojenie?
    – Nie chcę jeść i nie chce prochów, chcę dziś świętego spokoju.
    – Odwieźć cię do domu?
    – Nie, sama wrócę. Idźcie już, sama pozamykam – oznajmiła, w dalszym ciągu nie patrząc na pracownika.
    – No dobra, jak chcesz, ale pamiętaj, co ci powiedziałem w kwestii rozmowy –  rzekł Frank i wyszedł. – Dobra, spadamy, ona chce zostać sama – nakazał znajomym.
    – To na pewno dobry pomysł? – zapytał David, który jako lekarz, znał, jakby nie było, ludzkie zachowania.
    – Przestań! Co ty myślisz, że ona sobie coś zrobi?! To nie ten typ ludzi! Idziemy! – zarządził stanowczo brunet i po chwili, pożegnawszy się z barmanką, już siedzieli w wozie.
    Po drodze zrobili zakupy, którymi oczywiście rozporządził 23-latek, gdyż już przymierzał się do gotowania i gdy kwadrans później dojechali na miejsce, Frank znowu zerknął na swój podjazd,lecz stał na nim tylko samochód siostry.        
    – Nie zajdziesz? – zapytał w końcu zdziwiony David.
    – Nie!

1 459 czyt.
100%75
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2631 słów i 15676 znaków. ·

Komentarze (5)

 
  • Panda

    Panda 19 stycznia ip:8720718

    Zaczęłam czytać Twoją historię niedawno, dlatego nie pisałam nic pod poprzednimi częściami. Skoro już dotarłam do tego momentu chciałam Ci powiedzieć że opowiadanie jest na prawdę super i czytam je z chęcią. Jednak jest jedna rzecz która strasznie mnie denerwuje jak czytam. Nie ma czegoś takiego jak "za niedługo". Jest to błąd i masz milion różnych innych sposobów na napisanie tego inaczej. "wkrótce, po chwili, za chwilę, chwilę później, trochę później, lada chwila, lada moment, niebawem, niedługo, w niedługim czasie, za moment, zaraz, prędko, następnie, potem, później, w krótkim czasie ". Proszę nie bierz tego do siebie, ale bardzo mi to przeszkadza a Tobie nietrudno będzie zastąpić to czymś innym.

  • Ardell

    Ardell 18 stycznia ip:374753

    Kiedy dodasz kolejną część?????

  • Agnes07

    Agnes07 18 stycznia ip:17258137

    Kiedy kolejna czesc?

  • Mlody1

    Mlody1 10 stycznia

    Ok. Spoko

  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK 10 stycznia

    Jak zwykle rewelacja