Szare istnienie #31

KRÓTKIE, BO MNIE NACISKACIE!:)


   Brzmiał bardzo dziwnie, jakby bardzo mu się śpieszyło, a jednocześnie koniecznie chciał się z nią spotkać.
  – Nie wiem, czy wyjdę, mam tu małe zamieszanie – powiedziała cicho Laura, bacznie obserwując drzwi. – Ale czekaj, wyjdę, tylko nie zdążę w pół godziny.
  – Weź taksówkę, zapłacę. Będę w parku, przy starym niedźwiedziu. Muszę kończyć, do zobaczenia – rzucił Jimmy i się rozłączył.
  Wieść o odzyskaniu telefonu chwilowo wytrąciła z jej głowy wszystko inne, lecz za moment wróciła do rzeczywistości, zastanawiając się, czy matka nie będzie robić problemów z jej wyjściem z domu. Przecież tak źle się czuła?!
  Kombinowała chwilę, w końcu postanowiła nie sprawdzać reakcji matki, tylko po prostu wyjść, a raczej uciec. Problem tylko w tym, że osobie siedzącej bliżej kuchni z salonu nie będzie problemem dostrzeżenie jej, a tam akurat siedzi matka, więc jak tu przemknąć? Spojrzała na zegar – 19:20, po czym otworzyła szufladę, wzięła pięćdziesiąt dolarów, mały, ręczny zegarek, który schowała do kieszeni i wyszła z pokoju. Bezszelestnie zeszła po schodach, zatrzymując się na przedostatnim, skąd jeszcze nie było jej widać, lecz gdy usłyszała, że kobieta, jak na złość, nadal siedzi na swoim miejscu, straciła wszelką mobilizację.
   Postanowiła na żywioł. Weszła do salonu, odłożyła telefon i oświadczyła, starając się ukryć stres:
  – Mamo, wychodzę, zaraz wracam – po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła w kierunku drzwi.
  – Poczekaj! – doszło za plecami.
  "No, to teraz będzie pierdolić”.
  – Gdzie idziesz? Kiedy wrócisz? – wyrosła przed nią rodzicielka.
  Mówiła dość cicho, nie chcąc chyba, aby goście usłyszeli tą rozmowę.
  – Mamo, umówiłam się, czy ty musisz o wszystko pytać? Za godzinę wrócę i już musze iść, bo się spóźnię.
  – Z kim się umówiłaś? Już po siódmej, nie idziesz jutro do pracy?
  – Mamo, nie wiem, Travis mi powie. Z Frankiem, zadowolona? – wymruczała Laura, chcąc, aby ta wścibska baba w końcu się od niej odpierdoliła.
  – Laura, kłamiesz, gdzie idziesz? – drążyła 44-latka, coraz mocniej zdenerwowana.
  Znała przecież córkę od osiemnastu lat, widziała, co się z nią dzieje, zwłaszcza po jej zachowaniu przy gościach.
  – Mamo, nie mam już czasu – wkurzyła się dziewczyna, wyminęła matkę i szybko zbiegła do drzwi, ale kobieta natychmiast przed nimi wyrosła.
  – Laura! Nie wyjdziesz, póki mi nie wyjaśnisz! – zagrzmiała.
  – Puść mnie! – huknęła dziewczyna, próbując przepchnąć się przez kobietę, ale ta była nieustępliwa i zatrzymała córkę, łapiąc ją za ubranie.
  – Mamo! – krzyknęła prosząco brunetka, bliska już wybuchu płaczu, zwłaszcza, że czas cały czas uciekał, a pół godziny to nie jest zbyt długo.
  – Nie wyjdziesz!
  – Kurwa, puść mnie, kobieto!!! – ryknęła jak wariatka, agresywnie odepchnęła matkę od drzwi i migiem wyskoczyła na zewnątrz, biegiem ruszając jak najdalej od domu.
  – Laura!!!
  Jeszcze szybszy bieg.
  – Laura, wracaj!!! – brzmiało, lecz dziewczyna właśnie skręciła za ogrodzenie i jak już zniknęła kobiecie z oczu, dopiero się zatrzymała.
  "W dupie to mam, co mi zrobi, jak wrócę? Pogada i tyle. Co, już nawet wyjść nie mogę? – tłumaczyła się, rozglądając przy okazji, czy nie nadjeżdża zagrożenie w postaci samochodu brata. Spojrzała na zegarek – 19:32, więc ma około kwadransa, a nigdzie jebanej taksówki. Była na przedmieściach, więc nie dziwiła się brakiem transportu, lecz zdenerwowanie spóźnieniem wzrastało, w końcu miał jej komórkę, już nie będzie musiałaby martwić się Frankiem.
  Zerknęła przed siebie i ujrzała oddalony o jakieś sto metrów przystanek. "Kurde, autobusem nie zdążę, czemu nie ma tu żadnej pierdolonej taksówki? Jak nie trzeba, to jeżdżą tabunami. Co za kurestwo!” – warczała w duchu, lecz o obserwacji okolicy nie zapominała.
  Nagle z futurystycznym, nieco kosmicznym szumem minął ją nowiutki autobus i Laura rzuciła się w pogoń za nim. Zatrzymał się, gdy dziewczyna była kilkadziesiąt metrów od przystanku i zaraz ruszył, ale po chwili ponownie stanął. Gdy resztą sił dotarła w końcu do celu, drzwi się otworzyły i brunetka ciężko wkroczyła na schodki.
  – Dziękuję! – krzyknęła do kierowcy i zmęczona do granic, usiadła z przodu, ponownie nie kupując biletu.
  "Nie mam kondycji” – pomyślała, szczęśliwa wyrozumiałością człowieka za kierownicą. "Ciekawe, gdzie Travis? Może coś jeszcze się stało?” – pomyślała nagle i przeszedł ją zimny dreszcz. "A pierdolę, dość mam myślenia, co będzie, to będzie” – postanowiła i zerknęła na kasownik – 19:41. "Poczeka” – stwierdziła, lecz pewna nie była, a do najbliższego miejsca, gdzie jest szansa na złapanie taksówki jeszcze dwa przystanki, a parku jakieś dziesięć minut jazdy nią.
  Autobus błyskawicznie pokonał dwa kolejne postoje, bo już po minucie dziewczyna opuściła pojazd i ku jej wielkiemu uradowaniu, zaraz obok przystanku stał znak z napisem: "Taxi”, a pod nim czarny, błyszczący mercedes.
  " O losie kochany!!!”

  – Do miejskiego proszę. Tylko trochę mi się śpieszy – poprosiła chudego jak patyk, wąsatego kierowcę.
  – Dowiozę cię najszybciej, jak się da... w miarę możliwości. Sama rozumiesz... – odparł z uśmiechem mężczyzna, odpalając silnik.
  Jechał dość szybko, więc na miejsce dotarli dokładnie o 19:47, Laura zapłaciła sumę niecałych dwunastu dolarów i podziękowawszy bardzo miłemu facetowi, szybko opuściła auto. Śpieszyła się jak mogła, gdyż aby dojść do pomnika, trzeba było zejść na sam dół parku i przejść jeszcze około stu, może stu dwudziestu metrów. Za niedługo, a dokładnie za siedem ósma była na miejscu, ale bruneta nie wypatrzyła, usiadła więc pod rzeźbą ogromnego, czterometrowego Grizzly z nadzieją, że jednak gdzieś jest, że nie poszedł, lecz raczej nie była optymistycznie nastawiona. "Śpieszył się, może osiem minut to było mu za długo? Kurwa, wszystko przez matkę, mogłam wyjść wcze...”
  – Spóźniłaś się – ukucnął przed nastolatką, zerkając co raz to za pomnik, to za siebie, jakby znowu go coś go niepokoiło.
  – Sorry, matka mnie zablokowała. Nie chciała mnie wypuścić, ale uciekłam – oświadczyła z niemałą dumą brunetka, uśmiechnąwszy się szeroko.
   Jimmy’emu jednak najwyraźniej nie było do śmiechu, gdyż spojrzał tylko z dołu na dziewczynę i zaraz wznowił obserwację okolicy.
  – Co się dzieje? – zapytała w końcu.
  Nie odpowiedział, nadal wgapiał się w stronę centrum, jakby coś bezlitośnie przykuło jego uwagę, lecz po chwili agresywnie wstał.
  – Chodź! – rzucił szorstko, mocno pociągnąwszy rękę towarzyszki, więc zmuszona jego silnym uściskiem wstała i ruszyła za nim.
  Szedł bardzo szybko, ciągnąc dziewczynę za sobą i gdy doszli do końca parku, skręcił w pobliskie zarośla i dopiero tam się zatrzymał.
  – Trzymaj – wyjął z kieszeni telefon nastolatki, który zaraz jej oddał.
  – Dziękuję. Ale... – zacięła się, nie będąc pewną, czy pytać. – Jak go zdobyłeś? – wydusiła jednak, patrząc niepewnie na chłopaka.
  – Nieważne. I pilnuj go lepiej, bo drugi raz już mogę go nie odzyskać. A teraz musze się napić – uśmiechnął się wątle i wydobył z krzaków butlę jabłkowego soku i dużą wódkę, którą zaraz odkręcił.
  Otworzył też napój i bez słowa wyciągnął w kierunku Laury dłonie z oboma trunkami.
  – Nie lubię wódki, ogólnie nie przepadam za alkoholem... – poinformowała i chłopak już chciał zabrać poczęstunek. – Ale dziś się napiję! – wyskoczyła nagle i praktycznie rzecz biorąc nie zabrała, a wyrwała mu z rąk oba opakowania.
  Uśmiechnął się szeroko, zdziwiony nieco jej obecną, raczej niespotykaną zawziętością.
  – Ktoś nadepnął ci na odcisk, co? Mogę z nim pogadać – rzucił Jimmy, gapiąc się na brunetkę w oczekiwaniu, aż się w końcu napije, jakby był bardzo ciekaw, cóż za zjawisko ujrzy.
  – Nieważne, niektórzy ludzie są po prostu pojebani – mruknęła.
  – No to napij się w końcu, grzejesz towar – zaśmiał się.
  Spojrzała na butelkę, wzięła głęboki wdech i w końcu pociągnęła niewielki łyk, w okamgnieniu popijając pięć razy większą ilością soku. Skrzywiła się mocno, co wywołało u chłopaka jeszcze większy wybuch radości i po chwili rzekł:
  – No, śliczna! Gdybym miał częściej z tobą pić, to na wódkę wydałbym tylko dwadzieścia, lecz za to na sok stówę, mimo, iż ten kosztuje sześć razy mniej – rechotał, zapomniawszy chyba przez moment o tym, co go gryzie.
  Laurze po tych słowach od razu stanął w oczach Frank, wydawało jej się, że Jimmy ma strasznie podobne poczucie humoru, a przynajmniej pyskówki, lecz na chwilę obecną drugi z brunetów chyba nie chciał zbyt mocno zagościć w jej głowie, liczyło się tylko to co tu, i teraz.
  – Laura! – gapił się na nią, nadal uśmiechnięty. – Pijesz na drugą? – zapytał, gdyż nadal stała jak kołek, z wódką w dłoni.
  – Piję!
  Kolejna porcja wylądowała w brzuchu dziewczyny, przy akompaniamencie identycznej, zabawnej miny. Zadzwonił telefon bruneta i jego soczysty humor zniknął w okamgnieniu. Spojrzał na wyświetlacz, schował komórkę i odebrawszy Laurze butelkę, przyssał się do niej jak pijawka, zostawiając tylko na jeden, może dwa kieliszki, po czym oderwał się od szkła, ciężko oddychając.
  – Przepraszam, cham ze mnie – spojrzał na brunetkę, unosząc do góry butelkę. – Chodź, kupimy następną.
  – Nie trzeba, nie lubię pić, już ci mów...
  Przerwał jej kolejny dźwięk telefonu, z których każdy kolejny wywoływał u Jimmy’ego coraz to inne odruchy i miny. Teraz już była pewna, że to coś poważnego i najchętniej dowiedziałaby się w końcu, co jest grane? Komórka zadzwoniła po raz trzeci i Jimmy rzucił:
  – Muszę iść, bo kurwa, nie dadzą mi spokoju! Chodź, odprowadzę cię na taksówkę, tu też nie jest zbyt bezpiecznie.
  Nie wiedziała, co zrobić, szczerze mówiąc nie chciało jej się wracać, dziś czuła się towarzystwie chłopaka wyjątkowo dobrze, lecz widząc, że ma wisielczy nastrój, bała się mu przeciwstawić, posłuchała więc i ruszyli na schodki, prowadzące na górę. Szedł jak na szpilkach, co Laura widziała jak na dłoni, lecz milczała, mimo wszystko nie miała odwagi się wtrącać, zwłaszcza, że miał grobową minę. Doszli do ostatniego stopnia i skierowali się w prawo, na postój. Dzięki niewdzięcznym telefonom ponownie wędrowali w ciszy i Laura gotowa była już cokolwiek powiedzieć, lecz nagle chłopak mocno pociągnął ją za koszulkę i wciągnął między dwa najbliższe budynki. Stali tam chwilę, po której delikatnie wyjrzał zza kamienicy i zaraz ponownie schował głowę.
  – Co się dzieje? – zapytała w końcu, zdenerwowana już mocno nastolatka.
  – Nic, cicho!
  Zamilkła, kompletnie zagubiona w sytuacji. Jimmy wyjrzał jeszcze dwa razy, po czym rzucił: "idziemy” i powoli wyłonił się zza kamienicy, ale gdy tylko zrobili kilka kroków, usłyszeli z tyłu:
  – Młody!
  – Kurwa! – syknął chłopak i jakby zamarł w bezruchu, podobnie Laura, która bała się odwrócić.
  Nie czekali długo, po chwili wyrósł przed nimi podejrzanie wyglądający, wysoki gość, który, ku trwodze nastolatki, był w towarzystwie typa, którego widziała na stadionie w towarzystwie Amber.
  Ciężko przełknęła ślinę, a nogi zrobiły się jak z waty. Jej niedawna hardość gdzieś zniknęła, poczuła się nagle jak malutka, zbłąkana owieczka.
  – No i co? Myślałeś, że się nie dowiem? – zapytał koleś, stając jak posąg przed brunetem. – Gdzie, kurwa, miałeś być?!
  Jimmy milczał, stojąc jak kukła w totalnym, jak można było stwierdzić, przerażeniu.
  – Zgoniłeś coś?! – kontynuował typ, karcącym, zimnym głosem.
  – Nie, kurwa, jest za wcześnie, biały dzień, nie? – warknął Jimmy.
  – Kurwa, miałeś być w centrum, a gdzie jesteś?! Ciągasz się po parku z jakąś dziwką! – spojrzał na Laurę, która czuła, że chyba zaraz zemdleje.
  – Zakochał się – zaśmiał się znany jej już oprych.
  – Do domu! – ryknął koleś, mocno uderzając bruneta w potylicę.  
  Siłą ciosu Jimmy zrobił dwa kroki w przód i wolno ruszył przed siebie.
  – A ty spierdalaj! – dodał zbir, odwracając się do Laury i poszedł za kompanami.
  Dziewczynie nie trzeba było dwa razy powtarzać, w mig odkręciła się na pięcie i skierowała w pierwsze, lepsze miejsce, w którym było trochę więcej przechodniów

1 779 czyt.
100%81
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2235 słów i 12961 znaków, zaktualizowała 12 gru 2016

Komentarze (1)