Szare istnienie #91

Szare istnienie #91

MALAWASACZKA03 - ENJOY!

– Podłącz telefon, ładowarka jest w schowku. – przypomniał Frank. – Czemu od razu tego nie zrobiłaś?  
Otworzyła go, lecz zobaczyła nie jedną, a trzy.
– Zapomniałam. Która to?
– Biała.
Za moment urządzenie zostało zgrane z akumulatorem i włączone, Laura miała nadzieję, że Emma się jednak odezwie.  
– Co zamierzasz zrobić? – zapytał Frank.
– Z czym?  
– Jak zajedziemy do Jenny.
– Nie wiem. A co mam zrobić, z czym?
– No z psem.
Laura spojrzała na niego krzywo, nie rozumiejąc, do czego zmierza.
– Nie wiem. A co mam zrobić z psem?
– Ja nadal uważam, że źle robimy, jadąc tam. Jeśli Miko naprawdę odbija, to potem będzie jeszcze gorzej.
– To co ja na to poradzę? Prosiła, tak? Jakbyś nie wiedział, dużo mi pomogła, więc jak teraz mogę ją zostawić? "Tobie zresztą też” – już się jej wyrywało, ale ugryzła się w język.  
Chłopak zaniechał sporu i skupił uwagę na tym, co ma przed sobą. Laura wciąż myślała o przyjaciółce, czując się przez to coraz gorzej. Zdenerwowanie odczuwalnie podniosło jej ciśnienie i chyba przez to zaczęła pobolewać ją głowa. Wciąż wyrzucała sobie, że nie może jej znaleźć, że znają się na wylot, a ona, kretynka nie wie, dokąd mogła pójść. Nikt z jej znajomych nie przychodził jej do głowy, a do ojca raczej nie pojechała… na pewno nie pojechała! Do domu nie wróciła, skatepark pusty, więc, do cholery, gdzie?  
Pogubiła się i wkurzyła na siebie, że tak szybko kończą jej się opcje. A może jednak jest w domu, tylko brała prysznic i nie słyszała? A może śpi? A może po prostu nie chce odebrać, albo…?!
– Frank, jedź do Emmy! – krzyknęła nagle jak wariatka, płosząc zaskoczonego chłopaka.
– Mała, chcesz, żebym ogłuchł? – uśmiechnął się, prezentując dość oryginalną minę. – Do Emmy? Przecież jej nie ma.
– Jedź!
– Mała, ale to nie ma sensu.
– Zatrzymaj się, sama pojadę – nakazała.
Wiedziała, że tego nie zrobi, ale uznała, że to dobry sposób, aby już nie dyskutował. Nie pomyliła się, chłopak tylko westchnął i zaraz skierował pojazd w przecznicę, którą jedzie się do Collemanów.


– Zamierzasz iść sama? – wywalił oczy, gdy Laura po dotarciu na miejsce otworzyła swoje drzwi.
– Że niby co? Że tak wyglądam? W dupie to mam. Jak chcesz, chodź ze mną, jaki widzisz problem? – odparła, niezbyt sympatycznie.
Minutę później stali na werandzie. Zapukała bardzo głośno, czekając zniecierpliwiona, niestety, nikt nie otwierał.  
– Emma otwórz drzwi, jeżeli tam jesteś! Otwieraj, do jasnej cholery!!! – poniesiona zdenerwowaniem, załomotała z całych sił.
– Mała, nie ma jej tam – wtrącił Frank widząc, że znowu robi płaczliwą minę.
– A jeśli nie?
– Mała, nie ma jej, zaufaj mi – delikatnie objął ukochaną.
Odpuściła i z manierą skazańca, któremu ucieka życie, wróciła do wozu.
– Frank, a może pojechać na policję? – zapytała zrezygnowana, patrząc oślim wzrokiem na bruneta.
– Wątpię, aby przyjęli od ciebie zgłoszenie, przecież od tego jest rodzina. Ona ma matkę. I co im powiesz? Że nie zgłosiła?
– Właśnie tak.  
– No dobrze, możemy spróbować, ale nie wiem, czy jest sens – rzekł widząc, że jej zależy.
– Jedźmy.
Chłopak ruszył i Laura znowu się zamyśliła, przerwał jej jednak po kilku chwilach.
– Mała. A jeśli ona nie chce, żeby to zgłaszać? Może specjalnie nawiała?
– Zadzwoniłaby, znalazłaby sposób. Wie, że się martwię, a mimo tego nie dzwoni, na pewno coś się stało – wydukała posępnie.  
– Może nie ma numeru?
– Przecież dzwoniła wczoraj.
– Aaa, no tak…
Gdy dotarli pod komisariat, zbliżało się południe.  
– Może idź sam? Przecież wiesz, jak wyglądam, zaraz będą pytania.
– Jak się nazywa?
– Colleman.
– Będą chcieli zdjęcie… o ile w ogóle zaczną ze mną gadać – stwierdził.
– Nie mam. W domu owszem, mam, ale to w domu – odparła. – Nie pomyślałam…
– Mała. Ja nadal nie jestem pewien, czy sprawa jest warta zachodu. Wątpię, aby przyjęli zgłoszenie od obcego, a jeśli nawet, to zaraz powiedzą, że dopiero po upływie dwudziestu czterech lub czterdziestu ośmiu godzin. Pla, pla, pla… – ironizował wzburzony chłopak przypomniawszy sobie, jak im się śpieszyło, żeby znaleźć Laurę. I przecież mieli film.
– Powiedz im, że to córka prokuratora, szybko ruszą dupy – nastolatka delikatnie się uśmiechnęła.
– Co takiego? – Frank uniósł brwi.
– No tak. Nie wiedziałeś?
– A skąd mogłem wiedzieć? Dobra, idę, zobaczymy – ucałował ją w policzek i zaraz zamykał od środka drzwi komendy.
Laura już nie dumała nad tym, gdzie szukać przyjaciółki, tylko siedziała i błagała w duchu, żeby ta cholerna policja cokolwiek zrobiła. Miała naprawdę złe przeczucia. Z otchłani zmartwień wyrwał ją dźwięk telefonu, leżącego na desce rozdzielczej, przed samym jej nosem. Chwyciła go w dłoń i struchlała! Jimmy. Nie wiedziała, co zrobić, nie chciała odbierać, choć z drugiej strony bardzo ją korciło. Pogapiła się chwilę na migoczący ekranik i postanowiła jednak na razie dać spokój i zadzwonić, gdy już będzie sama, bez bruneta. Rozmowa z chłopakiem na pewno wprowadziłaby nerwówkę, co Frank bez dwóch zdań zauważyłby. Nie chciała się tłumaczyć i szukać kolejnych wymówek, których już, notabene, nie miała.
Żeby tylko wiedziała, że chodzi o Emmę…
Komórka umilkła, aby mogła odezwać się druga, którą 23-latek zostawił przy gałce zmiany biegów. To nie pozwoliło jej na zagłębienie się w spekulacjach. Spojrzała – Jenny.
– Halo – z odebraniem tego połączenia nie robiła już sobie zbytnich problemów
– Laura? No co z wami? Za ile będziecie? – zapytała Jen, dziwnie zdyszana.
– Nie wiem, jesteśmy na komisariacie, ale myślę, że nie zajmie nam to dużo czasu. Wiesz, jaki jest tam burdel – stwierdziła szorstko brunetka.
– Na komisariacie? Dlaczego? Co się stało?
– Kumpela gdzieś zniknęła, martwię się.
– A dlaczego wy to zgłaszacie?
– Tak jakoś wyszło… Zresztą, nieważne.
– Ok, nie wnikam. Ale Laura, pośpieszcie się. Kupiłam cudowne steki i czekam na kucharza, szkoda byłoby tak pięknego mięska – ucieszyła się Jenny, lecz wywołała tym oświadczeniem tylko kwaśny uśmiech na ustach dziewczyny.
Nastolatka znów się nakręcała i zaczęły nachodzić ją dziwne humory.
– Dobrze, niedługo powinniśmy być – mruknęła.
– To czekam. Do zobaczenia.
Odłożyła komórkę i spojrzała w stronę budynku, lecz chłopak się nie pojawiał. Znudzona, nie chcąc znowu zacząć wmawiać sobie różnych idiotyzmów włączyła radio, lecz gdy tylko usłyszała w nim muzykę z lat osiemdziesiątych, szybko je wyłączyła. Rozejrzała się po okolicy, ale i tam nic ciekawego się nie działo. Nieliczni przechodnie snuli się jak cienie, a jeżdżące wkoło samochody toczyły zażartą walkę: "który pierwszy”, jakby mało było dnia.
Frank nagle wyszedł z kamienicy i zaraz usiadł obok.
– A nie mówiłem? – burknął.
– Co?
– Powiedzieli, że powinna zgłosić to rodzina, poza tym minęło za mało czasu. Ale typ był dość spoko i dodał, że jakby do wieczora się nie pojawiła, żeby przyjechać i wtedy przyjmie zgłoszenie. Powiedziałem mu więc o matce i jej nazwisko – żebyś zobaczyła, jaką zrobił minię. Wywalił takie oczy, że o mało mnie nimi nie połknął – zaśmiał się chłopak, wielce z siebie dumny.
– No i co? – ponaglała 18-latka.  
– Jak tylko usłyszał nazwisko, zapytał, dlaczego ona ich nie zawiadomiła? Powiedziałem, że nie wiem, że pewnie się pokłóciły, bo dziewczyna dzwoniła zapłakana i dlatego sam przyjechałem, ponieważ się martwię. No co miałem powiedzieć? – tłumaczył się, nie wiedząc, jak zareaguje ukochana. – Pytał też, skąd ją znam. Powiedziałem, że poznałem przypadkowo. Typ orzekł, że będą próbować skontaktować się ze starą, aby wyjaśnić tą sprawę. Nie wiem, ale mam wrażenie, że zrobił to na odczepnego, jego mina była dość obojętna.
– Kurwa, wyjaśnić! – zagrzmiała Laura. – Trzeba jej szukać, nie wyjaśnić sprawy. Dobrze, że powiedziałeś wszystko, ale jak widzisz, gówno pomogło – warczała.  
– Mała, uspokój się, wszystko będzie ok.
– Dzwoniła Jenny – mruknęła, opanowawszy nieco ton głosu.
– Odebrałaś?
Pokiwała głową.
– I co? – spojrzał na nią z uśmiechem, lecz nastolatka dobitnie widziała w jego oczach cień niezadowolenia z faktu, że odebrała jego połączenie.
Jego mina odbiegała odrobinę od normy, lecz to nie telefon był powodem. Miał tam przecież film, którego nie skasował i bał się, żeby dziewczyna nie wpadła na pomysł przewalenia jego komórki. Nie była to już przecież ta sama Laura, życie ostatnio zaczęło wychowywać ją od nowa, nie zdziwiłby się więc, gdyby bez większych skrupułów, bezczelnie przeleciała po jego plikach. Jej jednak nawet nie przeszło to przez myśl.
– Nic, kupiła steki i czeka na kucharza – odparła nieco ironicznie.  
– Dobra, jedziemy, już po dwunastej – rzekł Frank i nagle zrobił strasznie dziwną minę, po której uśmiechnął się już na całą szerokość twarzy.
– Co znowu? – szturchnęła go, lecz sama po chwili się rozradowała, brunet wyglądał przezabawnie.
– Nic. Przypomniało mi się, że Matt przecież przedwczoraj poszedł na randkę, a wczoraj miał jechać do Bena po zaległą wypłatę. Ciekawe, jak mu wyszły oba te procedery. Nie dzwoni, nie chwali się, to dziwne.
– Na randkę? – dziewczyna zdziwiła się i randką, i kumplem, na śmierć zapomniała, że przecież się z nim widziała.  
– Ben przyjął do pracy jakąś dziewczynę i ten już kombinuje, nie wiesz? – uśmiech nie znikał, lecz u Laury i owszem.
– Jaką dziewczynę? To tam ktokolwiek chce jeszcze pracować? No kurwa! – napuszyła się jak paw.
Osoba Amber powróciła, choć w tej chwili, o dziwo, nie wywoływała ani odrobiny lęku, tylko zniesmaczenie i nienawiść, bardzo negatywnie targając emocjami dziewczyny.
– Już nie, zrezygnowała.
– Nie dziwię się, ta szmata każdemu odbierze chęć do życia – odparła nabuzowana nastolatka. – Ona w ogóle jeszcze tam pracuje?
– Tak, ale olać sukę. Zadzwońmy lepiej do Matta – chłopak widząc, że ukochana się nakręca, chwycił telefon, nastawił na głośnik i wybrał numer przyjaciela.
Auto nadal stało w miejscu.
– Halo – usłyszeli po chwili zaspany głos 21-latka.
– A ty co? Śpisz do tej godziny?! – zdziwił się Frank.
– Cześć. No tak jakoś wyszło – mruknął Matt, lecz głos miał dość niecodzienny, emanujący zadowoleniem i jakąś dziwną dumą.
– Coś taki rozanielony? – zapytał wesoło brunet.
– Nic.
– Odebrałeś kasę?
– Tak, ale wyobraź sobie, że znowu kombinował. On nie chciał mi wypłacić tych pieniędzy, czy jak?
– Stary, wszystko możliwe. Nie znasz barana?
– Jak młoda?
– Sam ją zapytaj.
– Cześć – mruknęła Laura, szeroko się uśmiechnąwszy.
– Oooo! To już bujasz się po mieście, czyli widzę, że lepiej? Bardzo mnie to cieszy. Kiedy na piwko? – rozweselił się chłopak.
– Oj, chyba nieprędko.
– Aj tam, nieprędko. A ja ci mówię że szybciej, niż myślisz – ton głosu 21-latka wyraźnie wskazywał uszczęśliwienie z powodu lepszego samopoczucia koleżanki.  
– Kończ już! – nagle z oddali usłyszeli damski głos.
– Aaaa!!! To temu pan taki zadowolony! – zawył głośno Frank. – Nocowała u ciebie? – wypytywał, totalnie zaskoczony.
– A żeby to raz... – odparł cicho lecz nieco pysznie Matt, chichocząc.
"Dobra, to udanego seksu życzę” – chciał już powiedzieć Frank, lecz w porę ugryzł się w język
– Ok, to nie zawracamy dupy – rzekł w zamian.
– Laura! – Matt nagle podniósł głos. – Możemy się zobaczyć?
– Jasne, ale nie dzisiaj.
– W porządku. To dacie znać.
– Ok – uśmiechnęła się.
– Dobra, stary, na razie. Odezwę się, albo ona – powiedział Frank.
– Na razie.
– To jaką pizzę? – zapytał, odkładając telefon i patrząc na ukochaną.
– Przecież Jenny kupiła steki, zapewne po to, żeby nas poczęstować.
– Dobra, to jedźmy, bo skończy się na tym, że w końcu zostaniemy tu na noc – roześmiał się Frank i w końcu ruszył.

Miko chyba od razu wyczuł nastolatkę, bo nie musieli nawet dzwonić, wystarczyło tylko, że weszli na werandę, żeby piesek zaczął wydawać specyficzne, podobne do ptasich treli dźwięki i drapać w drzwi. Frank nie zdążył nacisnąć dzwonka, ponieważ zazgrzytał zamek i drzwi się uchyliły, ale tylko odrobinę.
– Laura, uważaj, mogę go nie utrzymać! – oznajmiła niewyraźnie gospodyni, szarpiąc się chyba, sądząc po odgłosach, z pupilem.
– Puść go – zaśmiała się brunetka.
– Nie radzę.
– Puść.
Miko w sekundę wyskoczył jak szalony i już miał dziewczynę w objęciach. Syknęła cicho, żebro znowu się odezwało, choć nie było to zbyt dokuczliwe.
– Miko, spokój! – odciągnął go Frank, gdyż piesek o mało nie przewrócił nastolatki.  
Ten wyrywał się i piszczał przejmująco.
– Puść go, już się przywitał – rzekła Laura i Frank uwolnił zwierzaka. – Miko, nie skacz! – podniosła głos i o dziwo – natychmiast usłuchał.
– Chodźcie do kuchni – rzekła nieco zażenowana zachowaniem pieska Jenny i goście ruszyli za nią.
Miko nie odstępował Laury na krok, idąc praktycznie przyklejony do jej nóg, przez co ich spacer wyglądał dość zabawnie. Znów ją niemal przewrócił, lecz nastolatka go nie upominała i w tym dziwacznym tańcu, po kilku chwilach, udało jej się w końcu dotrzeć do celu.
Wygląd pomieszczenia nieco się zmienił – miejsce stojących jeszcze wczoraj przy stoliku, drewnianych krzeseł zajęły niewielkie, miękkie fotele, a dywanik, na którym Frank i Jenny dopuścili się niecnych czynów, wymieniony został na dużo większy, lecz także biały.
– Frank, zrobisz? – zapytała Jenny, postawiwszy mu przed nosem trzy potężne kawałki soczyście czerwonego mięsa.
– Jasne.
– Czego się napijecie?
– Wódki – wyjechała natychmiast Laura, z miejsca kierując na siebie wzburzony wzrok ukochanego.
– Ok.  
– Mała!
– Daj mi spokój, nie mogę wypić drinka? – wkurzyła się.
– Frank, wyluzuj – poparła ją Jen, otwierając zamrażarkę. – Co chcesz? – spojrzała na byłego.
– Masz piwo? – burknął oschle, chwytając opakowanie z mięsem i nóż.
Miko siedział z głową na nogach brunetki, machając zamaszyście ogonem, nie zareagował nawet, gdy Frank rozpakował mięso i rzucił na dużą, drewnianą deskę.
– No i widzisz? – zwróciła się do Laury 26-latka, stawiając przed nią ciemnoczerwony płyn. – Czy ty wiesz, dziewczyno, co myśmy wczoraj tu mieli? Że o nocy nie wspomnę?Ja już nie mam już sił – westchnęła, siadając obok 18-latki.
Ta się zaśmiała.
– Jasne, śmiej się, tobie to może być śmieszne.
Jenny wciąż miała grobowo poważą minę, piesek chyba naprawdę nieźle dał się jej we znaki.
– Gdzie masz przyprawy? –0 wtrącił Frank.
Wskazała mu szafkę nad lodówką, po czym wznowiła temat:
– Gdy tylko wyszliście, piszczał jak najęty, do wieczora nie odstępował drzwi, w końcu, gdy zapadł w końcu zmrok, zaczął wyć, jak pojebany. Dzięki Bogu, przeszło mu to szybko, bo David był już gotów zamknąć go w piwnicy.
Laura słuchała wyznania, totalnie zaskoczona i nie wiedziała, co powiedzieć, upiła więc tylko ze szklanki.
– Laura… – sapnęła Jenny, lecz zaraz się zacięła.
Spojrzał z uśmiechem na starsza dziewczynę
– Nie zgodzisz się.
– No co?
– Weźmiesz go?

1 282 czyt.
100%135
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2718 słów i 16017 znaków, zaktualizowała 22 cze 2017.

5 komentarzy

 
  • Naznaczona

    Naznaczona · 23 cze 2017

    Nie wiem dlaczego, ale nie mogę przestać czytać tej serii

  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK · 22 cze 2017

    No Kochana, moja krew    

  • zabka815

    zabka815 · 22 cze 2017

    Hym..... miało być coś jeszcze i co? Super w końcu Frank i Laura. Dzięki  

  • Meska

    Meska · 22 cze 2017

    A dlaczego nie ma nic o smsie od Jimmiego po telefonie? Co on numery pomylil?

  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 · 22 cze 2017

    No nareszcie! Tylko kurde co tu Jenny robi!?