Szare istnienie #2

Szare istnienie #2Otworzyła oczy i spojrzała na zegarek.
– Kurwa mać! – zaklęła, co raczej rzadko jej się zdarza, zerwała się z łóżka i biegiem ruszyła do łazienki.
Dochodziła 8:30. Nie brała porannego prysznica, tylko przemyła twarz i szybko wróciła do pokoju. W locie nałożyła ciemne jeansy i niebieską bluzkę, po czym zbiegła na dół. Wpadła do kuchni i zobaczyła na stole dwadzieścia dolarów, oraz kartkę, na której widniało: "Kup sobie coś do jedzenia”. Od razu poznała rozlazłe pismo brata. Chwyciła banknot i prawie biegnąc, udała się na przystanek. Trzeba było podejść spory kawałek, co trwało około dziesięciu minut.
Zbliżała się za dziesięć dziewiąta, a autobusu nie widać. Przyjechał dopiero po kwadransie. Doliczając do tego dwadzieścia minut jazdy i pięć na dojście, była przy lokalu około 9:30. Ogarnięta strachem przez spóźnienie bojaźliwie otworzyła drzwi. Weszła do środka i oniemiała – podłoga była czysta!  
Poszła do szatni i zaczęła się przebierać. Bała się iść na kuchnię przez tą umytą posadzkę. Była pewna, że to przez jej niepunktualność. W końcu jednak musiała tam pójść.  
Frank z kawą w ręku stał przy patelni i coś smażył. Podeszła do niego, pełna obaw.
– Przepraszam, zaspałam – spojrzała na chłopaka niepewnie.
– Mam nadzieję, że lubisz omlet z pomidorami i serem. Od samego rana mam na niego ochotę – uśmiechnął się.
– Czy to ty umyłeś podłogę?
– Tak.
– Przepraszam, zdążyłabym to zrobić.
– Jestem tu od 8:30, nudziłem się – energicznie poruszył patelnią.
Za chwilę na placek, który na niej tkwił, wrzucił sporo jakiegoś dziwnego sera i złożył go na pół. Po kilkunastu sekundach omlet znalazł się na talerzu, który postawił przed nastolatką.
– Smacznego! – rzekł z uśmiechem
Wrzucił na patelnię następną porcję pomidorów i zamieszał. Usiadł koło dziewczyny.
– Dlaczego nie jesz? Założę się, że jesteś bez śniadania.
– Za dużo dla mnie.
– Zjedz, ile dasz radę.
Wrócił do patelni i zamieszał warzywa. Po niedługim czasie wlał jajka i potrząsnął porządnie. Gdy te się ścięły, powtórzył czynność z serem i za parę chwil siedział z talerzem obok dziewczyny. Zjadła prawie wszystko. Chłopak się uśmiechnął.
– Smakowało?
– Tak, dzięki.
– Bardzo mnie to cieszy. Idź, zrób sobie coś do picia, a jak chcesz coś zimnego, w lodówce są napoje.  
Dziewczyna, choć wstydliwie, poszła i wzięła puszkę coli. Po chwili usłyszała:
– Travis to twój brat?
Zdziwiła się nieco, ale zaraz odpowiedziała:
– Tak, skąd wiesz?
– Byłem już kiedyś pod waszym domem. Pamiętam 12-latkę, jedzącą lody na werandzie – zaśmiał się donośnie.
Dziewczyna nabrała kolorków, co Frank od razu zauważył.
– Zawstydziłem cię? Sorry – objął ją ramieniem. – Nie ma się czym przejmować, też kiedyś miałem dwanaście lat.  
Trzasnęły z hukiem drzwi na Sali i Laura od razu spojrzała w stronę wejścia do kuchni. Po kilku minutach pojawi się w niej Matt.
– Cześć – burknął niewyraźnie i od razu sięgnął do lodówki po napój. – Ostatni raz piłem piwo – rzekł do przyjaciela i przyssał się do puszki.
– Chcesz coś do żarcia? – zapytał Frank.
– Nie chcę, potem coś zjem.
Nastolatka milczała, ale uśmiech pojawił się na jej twarzy. Matt wydawał się jej bardzo zmęczony.
– Ta suka przyjdzie dziś do pracy? – zapytał młodszy chłopak.
– Nie wiem, chyba tak. Ale po co? I tak nie ma ruchu. Nawet, gdybym był sam, to bym sobie poradził.
– To dobrze, trzeba wymienić olej we frytkownicy. Powinna była wczoraj to zrobić, ale nikt jej nie upomniał, więc oczywiście olała.
Usiadł i zapalił papierosa. Nagle w dziurze pojawiła się głowa jakiejś dziewczyny.
– Cześć! Co takie luzy?! Do roboty! – krzyknęła wesoło.
Za chwilę weszła do kuchni i od razu spojrzała na nastolatkę. Natychmiast do niej podeszła.
– Nancy – wyciągnęła rękę.
– Laura – brunetka podała jej dłoń.
– Nie ma kawy i śmietanki na barze. Ktoś robi zakupy do tego lokalu? Bo widzę, że jest coraz gorzej – rzekła do Franka.
– Byłem wczoraj w hurtowni, ale nie powiedziano mi, że trzeba coś kupić.
– Co za burdel! – burknęła i poszła do magazynku.
– Czyli złamas ma dziś wolne. Nie będziesz musiała go oglądać – chłopak z radością poinformował 18-latkę.
– Jestem uratowana! Znalazłam jedno opakowanie! – krzyknęła nagle zadowolona Nancy, wymachując kawą. Towarzystwo się rozradowało.  
W tym momencie we wnęce pojawiła się kartka i rozległ okrzyk:
– Na wynos!  
Chłopak spojrzał na świstek, po czym włączył frytkownicę i grill. Wyjął frytki i postawił przed dziewczyną.
– Poradzisz sobie?
– Tak.
– To tylko siedem porcji. Ładuj cały koszyk, to usmażysz za jednym podejściem.
Wyciągnął zamrożone kotlety i stanął przy grillu, po lewej stronie dziewczyny. Po kilku chwilach burgery syczały już na ruszcie. We frytkownicy zaświeciła się druga lampka. Frank zaczepił koszyczek powyżej tłuszczu i rzekł do koleżanki:
– Ładuj.
Wrzuciła kilka garści.
– Jeszcze trochę.
Nałożyła cały kosz i chłopak zanurzył go w oleju, mocno potrząsając. Za chwilę przewrócił mięso. Rozłożył siedem bułek i wykonał wszystkie zabiegi dotyczące robienia kanapek.
– Zamieszaj – rzucił do brunetki.
Ta ciut niezgrabnie wstrząsnęła koszyczkiem.
– Przyzwyczaisz się – powiedział z uśmiechem i wydobył z szafki białe opakowania, do których powkładał hamburgery. Po dwóch minutach zerknął na frytkownicę.
– Ok, wystarczy – przekręcił włącznik i wyjął ziemniaki z tłuszczu.
Otrząsnął i odwiesił wyżej. Laura stała w milczeniu, nieco spanikowana. W dwóch opakowaniach, obok kanapek, chłopak umieścił po niedużej ilości frytek i zwrócił się do dziewczyny:
– Działaj – wskazał głową na puste pudełka i wyszedł z kuchni.
Nastolatka dokończyła zapełnianie, ale była bardzo niepewna, co do ilości ziemniaków. Frank za chwilę wrócił i spojrzał na porcje.
– W porządku – szybko pozamykał opakowania, włożył do reklamówki i zaniósł na bar.
Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Poszła do łazienki i po powrocie stanęła obok chłopaka.
– Nudzisz się? – zapytał.
Nie wiedziała, co powiedzieć.
– Zrób mi jeszcze jedną kawę, tylko nalej pół szklanki wody. Umyj też brudne, ale zrób to tu – pokazał jej kuchenny zlew, znajdujący się za półmetrowym blatem, umieszczonym po prawej stronie frytkownicy.  
Laura udała się do czajnika. W tym momencie do kuchni weszła Amber i młodsza dziewczyna od razu sposępniała.
– Rób porządek z olejem! – ryknął Matt.
Nie protestowała, tylko wzięła szeroki pojemnik, postawiła na blacie obok zlewu, chwyciła wielką łychę i zabrała się za wybieranie frytury.
Nastolatka ze szklankami ulokowała się przy zlewie i zaczęła pracę. Stała bardzo blisko starszej dziewczyny, przez co była mocno poddenerwowana. Amber z coraz większą złością przelewała zawartość urządzenia. Raz po raz przypatrywała się Frankowi, który stanął po ich lewej stronie i zapisywał coś na kartce. W końcu tak się chyba zapatrzyła, że cała chochla gorącego oleju zamiast znaleźć się w pojemniku, wylądowała na lewej dłoni nastolatki. Ta ryknęła z bólu i skuliła się nad ręką. Frank migiem do niej podbiegł, chwycił jej dłoń i wsadził pod strumień zimnej wody. Znów krzyknęła, uderzając głośnym płaczem.
– Będzie blizna – powiedział, spojrzawszy z nienawiścią na Amber, która stała, osłupiała.  
– Przepraszam, nie wiem, jak to się stało – wystękała.
Chłopak rzucił okiem na dłoń brunetki – od połowy palców do nadgarstka robiła się coraz bardziej czerwona. Dziewczyna łkała niemiłosiernie.
– Nie ruszaj się! – nakazał.
Poszedł do zamrażarki, nabrał lodu w foliowy woreczek i wrócił do dziewczyny. Wyjął jej rękę spod kranu i przyłożył do niej lód.
– Trzymaj mocno.
Dziewczyna przycisnęła prawą dłoń do woreczka.
– Jedziemy do szpitala! – rzucił do Matta, który już stał obok.  
  Chwycił Laurę za ramię i pociągnął za sobą. Przebrał się pędem, po czym szybko wyszli z lokalu. Prowadził koleżankę prawie w biegu. W mig znaleźli się w samochodzie. Ruszył gwałtownie. Jechał bardzo szybko, co chwila spoglądając na koleżankę, która siedziała i chlipała. Chłopak się nie odzywał, ale miał wściekłą minę. Po kilku minutach dojechali i Frank od razu powiedział pierwszemu z brzegu lekarzowi, co się stało.
– Proszę poczekać, zaraz ktoś przyjdzie – odparł mężczyzna.
Ręka była już nieco spuchnięta i pojawiły się bąble. 23-latek objął cierpiącą dziewczynę.
– Wszystko będzie dobrze.  
Nawet się nie uśmiechnęła. Za chwilę zjawił się lekarz i zabrał nastolatkę do gabinetu. Po niecałych dziesięciu minutach wyszła z cienkim opatrunkiem i receptą w ręku. Brunet od razu do niej podszedł.
– W porządku?
– Tak – mruknęła, lecz miała grymas bólu na twarzy. – Powiedział, że blizna nie będzie duża.
– Olej troszkę ostygł, ale różnica była niewielka – rzekł oburzony Frank.
  Po niedługim czasie byli już w drodze powrotnej. Dziewczyna nieco się uspokoiła.
– Bardzo boli? – zapytał chłopak.
– Nie, dał mi zastrzyk.
Dojechali do pracy. Weszli na kuchnię i Frank poszedł do przebieralni. Matt podszedł do dziewczyny.
– Jak tam?  
– Dobrze – odparła cicho.
Amber myła frytkownicę, nie patrząc na nastolatkę, zerknęła tylko na Franka, który przed chwilą wszedł do pomieszczenia. Ten szybko do niej podszedł i zamachnąwszy się porządnie, huknął ją z liścia w twarz.
– Co ty odpierdalasz?! Zrobiłaś to celowo!
– Nie, naprawdę, zamyśliłam się… Przepraszam… – tłumaczyła się, oszołomiona zachowaniem faceta.  
  Frank agresywnie ścisnął ją za ramiona i łupnął o ścianę.
– Ty niedorozwinięta kretynko! A co by było, gdybyś wylała jej to na twarz?! – grzmiał, wściekły.
– Puść, to boli! – usiłowała wyrywać się z uścisku.
– Pytam, czy ty czasem myślisz?! Zamyśliłaś się, czy gapiłaś tam, gdzie nie powinnaś?!  
Powinienem drugi raz ci przyłożyć! – zamachnął się.  
Ta odwróciła głowę myśląc, że znowu ją uderzy. Laura widząc, że chłopak bardzo się rozjuszył, podeszła i zaczęła go odciągać.
– Frank, przestań!
Posłuchał dziewczyny, zostawił Amber i poszedł włączyć czajnik. Nancy wpadła do kuchni.
– Co tu się dzieje?!
– Ta idiotka o mało na amen nie skaleczyła dziewczyny – huczał brunet.  
Barmanka spojrzała na opatrunek, a potem na Amber.
– Na szczęście nic poważnego się nie stało.  
Frank milczał i sterczał nad czajnikiem
– A ty uważaj na to, co robisz – rzekła do starszej z dziewczyn i wyszła.
Laura stała kompletnie zagubiona, a obok Amber, która po chwili złośliwie się uśmiechnęła. Nastolatka dobrze zrozumiała ten wyraz twarzy. Spojrzała na 23-latka – milcząc nasypywał kawę do szklanki.  
– Wszystko ok? – zapytała.
– Jasne.
18-latka wróciła do brudnych szklanek w zlewie, ale Frank natychmiast się przy niej zjawił.
– Zostaw! Jak zamierzasz to zmywać?!
– Dam radę.
– Nie, ona to zrobi!
Nagle rozległ się donośny dźwięk stukających naczyń. Matt powyjmował z szafek garnki, miski i różne przybory kuchenne, po czym władował to wszystko do zlewu na zmywaku. Podszedł do Laury, zabrał jej sprzed nosa wszystkie nieumyte szklanki i zaniósł do reszty
– Za godzinę to wszystko ma być umyte, wytarte i pochowane na miejsce! – powiedział do Amber, przechodząc obok niej.
– Chyba sobie żartujesz…
Natychmiast zawrócił i stanął przed młodą kobietą.
– Słucham…?!  
– Nie umyję tego w godzinę – w mig stchórzyła.
– To przebieraj się i spierdalaj stąd!
Już nie dyskutowała, tylko poszła do garów. Laura widziała łzy złości w jej oczach i mimo jej niedawnej, złośliwej mimiki, trochę szkoda jej się zrobiło dziewczyny.
– Młoda, chodź tu – mruknął Frank.
  Podeszła.
– Jak chcesz, to idź do domu, i tak nie popracujesz z tą łapą.
Nastolatka spojrzała na zegarek – 11:55.
– Jeszcze godzina, mogę robić cokolwiek. Nie chcę wychodzić wcześniej.
– Ok. To idź do lodówki i sprawdź plastikowe pojemniki z potrawami. Są na nich kartki z datami. Weź worek i wszystko, co było robione przedwczoraj, wywal. Tylko bez opakowań… – uśmiechnął się zaczepnie.
– Dzięki za poinstruowanie – mruknęła, oburzona.
Wzięła czarną torbę na śmieci i otworzyła lodówkę. Pojemników nie było dużo, zaledwie kilka sztuk, ale żywność we wszystkich, prócz dwóch, była do wyrzucenia. Wyjęła je i postawiła na stole. Zapomniała się jednak i z przyzwyczajenia otworzyła pierwszy z nich oparzoną ręką. Momentalnie upuściła pudełko, którego cała zawartość znalazła się w tej chwili na podłodze. Od razu wpadła w zakłopotanie i przykucnęła, chcąc pozbierać rozwaloną papkę. Ze zmywaka natychmiast rozległ się złośliwy śmiech, przez co nastolatka jeszcze bardziej się zdołowała. Zaczęła sprzątać bałagan, nie podnosząc głowy.
– Zostaw! – usłyszała nagle Franka, który chwycił ją za ramię i podniósł do pozycji stojącej. – Idź, przetrzyj stół do krojenia, to możesz zrobić jedną ręką – powiedział, po czym wziął się za likwidację nieporządku.
Przecierała stół, słysząc za plecami chichot, mieszający się z donośnym stukaniem garów, spowodowanym najwidoczniej rozdrażnieniem zmywającej. Gdy skończyła, poszła do łazienki. Ledwie zdążyła umyć ręce, kiedy w łazience pojawiła się Amber. Jej wyraz twarzy nie podnosił Laury na duchu. Natychmiast opanował ją lęk.  
Podeszła i stanęła bardzo blisko nastolatki.
– Dalej do ciebie nie dociera, szmato?! – warknęła.
Laura chciała ominąć dziewczynę i odejść, ale ta zatrzymała ją ręką i odepchnęła do tyłu.
– Może Frank miał rację? Trzeba było wylać ci ten tłuszcz na pysk.
– Zostaw mnie w spokoju – wydusiła wystraszona brunetka i znów chciała wyjść.
Amber popchnęła ją jeszcze mocniej.
– Gdzie?! Jeszcze nie skończyłam! – zawyła, patrząc nastolatce prosto w oczy. – Słuchaj, suko! Jak nie przestaniesz się za nim snuć, to pogadamy inaczej. I wtedy to już nie będzie tylko ręka, zrozumiałaś! Ślinisz się na niego, ale co ty, dziecko, możesz wiedzieć o facetach? – wyszczerzyła się szyderczo.
Laura się nie odzywała. Napastniczka nie słysząc odpowiedzi, uderzyła ją w twarz.
– Pytałam, czy zrozumiałaś?!
– Tak – wydusiła brunetka.  
Agresorka odwróciła się na pięcie i wyszła. Nastolatka stała w kompletnym szoku, czegoś takiego się nie spodziewała. Amber definitywnie wyglądała na dziewczynę, która obraca się w nieodpowiednim towarzystwie, ale nie sądziła, że ją zaatakuje.
Tkwiła tam chwilę, rozmyślając, w końcu podeszła do kranu i przemyła twarz. Przeciągała jak mogła powrót na kuchnię.
– Mała, coś się stało?! – usłyszała głos Franka.
– Nie, już idę – spojrzała na zegarek – siedziała w łazience prawie piętnaście minut.  
Obejrzała w lustrze piekący policzek – był odrobinę czerwony. W końcu wyszła i wróciła do kuchni. Nie patrzyła na dziewczynę przy zmywaku. Nie wiedząc, co robić, wzięła pozostawione przez Franka brudne pudełka i ruszyła do kuchennego zlewu.
– Zostaw to! – krzyknął Matt.
– Umyję, to tylko cztery rzeczy.
– Z oparzoną ręką?  
– Ręka mi nie przeszkadza – odparła, nie patrząc na kolegę. Miała świadomość, że rumieniec jest jeszcze widoczny.
– Zanieś to na zmywak.
Od razu się spłoszyła i przystanęła w miejscu. Chłopak w lot zauważył, że dziewczyna unika Amber, więc powiedział:  
– Dobra, jak chcesz.  
Nastolatka odeszła, milcząc. Zagryzła zęby i umyła pojemniki, co trwało dość długo. Stukanie na zmywaku znacznie ucichło od czasu powrotu z łazienki. Zajęta pudełkami brunetka dopiero teraz zauważyła, że starszego chłopaka nie ma na kuchni, więc gdy skończyła, zapytała Matta.
– Co mam robić?  
Ten obejrzał się na zegarek.
– Nic, posiedź sobie i napij się czegoś. Zaraz kończymy – uśmiechnął się. – A może chcesz coś zjeść?  
– Nie, dzięki.
– Siadaj! – wysunął krzesło spod szafki.
Usiadła obok chłopaka. Nie mając zajęcia, obserwowała go. Pakował sosy do małych pojemniczków, ale robił to bardzo niemrawo, od czasu do czasu popijając kawę. W końcu skończył i zaniósł opakowania do lodówki. Po powrocie wziął trzy brudne miski po maziach i rzucił przed nosem Amber, ogłaszając:  
– Ruszasz się jak emerytka. Ja bym już dawno to zrobił i zdążył jeszcze usmażyć furę kotletów.  
– A odpierdol się w końcu!  
– Nie wyjdziesz stąd, dopóki tego nie skończysz, a ja się poświęcę i poczekam, żeby sprawdzić, czy jest czyste – zaśmiał się zadowolony i wrócił do Laury. Usiadł obok.
– Jak ręka, boli?
– Nie, dostałam zastrzyk.
– Nie chcę cię straszyć, ale wieczorem odczujesz. Rozwiń ją na noc, niech rana oddycha. Mnie też kiedyś załatwili – podniósł koszulkę i pokazał dziewczynie bliznę na boku.  
Była dość spora, zapewne wielkości dwóch dłoni dorosłego mężczyzny i bardzo nieciekawie się prezentowała. Przeraził ja ten widok i od razu pomyślała o swojej ręce.
– Nie martw się, twoja nie będzie tak wyglądać. Ja oberwałem kipiącym olejem, do tego przez ubranie. Matoł był tak samo uważny, jak ta tam... – wskazał głową na zmywak. – Nie powiem, żeby to należało do najprzyjemniejszych rzeczy w moim życiu – zaśmiał się.
  

Dochodziła 12:50, a starszego z facetów nadal nie widać. Laura cały czas zastanawiała się, gdzie zniknął? W końcu ciekawość przeważyła.
– Gdzie Frank? – zaytała.
– Coś z ekspresem w barze, on umie go naprawić. Złom już nie pierwszy raz odmawia posłuszeństwa. Ten cały przybytek to jeden wielki cyrk – oznajmił Matt, odpalając papierosa.
Nagle doszedł ich głośny rumor, dochodzący zza wnęki.
  – Kurwaaa! – usłyszeli głos Franka.
Ten po chwili wpadł do kuchni. Połowę jego jeansów i ręce pokrywała czerwona ciecz. Podszedł do kranu i spłukał dłonie. Matt siedział i rechotał.
– Truskawki! Pożegnaj się ze spodniami. Przebierać należy się po skończeniu pracy –
– zataczał się śmiechem.
– Ostatnie dwa szklane dzbanki poszły w niepamięć. Teraz już nie ma żadnego. Zresztą mam to w dupie! – rzucił Frank, chwyciwszy swoją niedokończoną kawę.
Usiadł przy Laurze. Ta od razu spojrzała na zmywak, ale zaraz wróciła wzrokiem do chłopaków.
– Jak twoja ręka? – zapytał.
– Ok.
– Jak ty będziesz pracować? Może odpuść. Za tydzień zaczniesz u nas, gadałem z ojcem.
Dziewczyna, trochę zaskoczona, nie bardzo wiedziała, co powiedzieć. Frank zauważył, że się pogubiła, ale kontynuował:
– Chcesz tu przychodzić?
– Nie wiem – palnęła głupio.
– Przecież nie pozmywasz z bolącą dłonią, najwcześniej za dwa tygodnie dasz radę jako tako popracować. Ale skoro się uparłaś, to staniesz do frytek. W tygodniu będziesz miała przy nich zajęcie i możesz to robić jedną ręką. Będziesz przychodzić na 10:00, a Amber zajmie się sprzątaniem, dzięki sobie samej zresztą.
Laura milczała, kompletnie nie wiedziała, co ma zrobić. Bała się jeszcze większej wściekłości dziewczyny, spowodowanej zmianą zajęcia na gorsze. Chłopak zauważył, że coś jest nie tak. Wstał i pociągnął ją za rękę.
– Chodź.
Zaprowadził ją do szatni, posadził i usiadł naprzeciw.
– Co się dzieje?
– Nic.
– Młoda, mów prawdę. Jeśli nie chcesz pracować w restauracji, przecież nie musisz.
– Nie o to chodzi…
– A o co?
– Szef będzie się wkurzał. Powie, że zatrudnił mnie do sprzątania, a ja pchnę się frytek.
Frank głośno się roześmiał.
– Ty myślisz, że jego obchodzi, kto co robi?! On tylko struga ważniaka przed nowymi pracownikami. Ma być posprzątane i klienci obsłużeni, reszta go nie interesuje.
Do szatni weszła Amber i od razu przeszyła siedzącą bardzo blisko chłopaka Laurę, demonicznym wzrokiem.
– Skończyłam, mogę iść? – zapytała.
– Idź. I ty też już się przebieraj, już pierwsza – nakazał nastolatce.
– Za chwilę, muszę do łazienki.
Szybko opuściła szatnię i poszła do toalety. Wcale nie musiała, tylko stała i czekała, aż Amber opuści lokal. Egzystowała tam dobre dziesięć minut, w końcu Frank krzyknął zza drzwi:
– Mała, żyjesz?! Czekam na ciebie!
– Już idę!  
Wyszła po chwili. Chłopak stał z uśmiechem. Udała się do szatni, a Frank za nią. Starsza dziewczyna jakby czekała na 18-latkę, bo nadal marudziła przy szafce. Frank oparł się ścianę, już dawno wyczuł, że Laura boi się zostać z nią sama. Nastolatka zdjęła fartuch, schowała i zmieniła buty. Dłonie jej drżały, ale starała się jak mogła ukryć to przed kumplem.
– Jutro masz przyjść o dziewiątej i sprzątnąć salę – rzucił do Amber.  
Nie zareagowała.
– Słyszałaś, co powiedziałem?!
– Tak – burknęła.
– Gotowa? – zwrócił się do Lury.
– Tak – odparła, ale mimo obecności bruneta, nadal była bardzo niespokojna.
– Chodź, podrzucę cię.
Ruszyli do wyjścia. Nastolatka czuła na plecach rozjuszony wzrok rywalki. Doszli do samochodu i chłopak otworzył drzwi.
  – Wsiadaj.
  – Pojadę autobusem, nie chcę cały czas robić ci kłopotu.
  – Przecież jadę w tą samą stronę.
Amber właśnie wyszła z lokalu i zdążyła jeszcze przed odejściem zmierzyć nastolatkę nienawistnym wzrokiem.
  – Czy ona ci dokucza? – zapytał w końcu Frank.
  – Nie.
  – Na pewno…?!
  – Tak, wszystko jest ok.
Raczej nie do końca uwierzył, ale odpuścił.
  – No wsiadaj, zaraz będziesz w domu – nalegał.
  Laura nie była pewna, czy jechać. Bardzo obawiała się starszej dziewczyny nie wiedząc, czy jej pogróżki to tylko czcze gadanie, czy może posunąć się do czegoś gorszego.
  – Laura! – obudził ją z letargu, szarpiąc delikatnie za rękę. – Co jest z tobą?
  – Nic, sorry...
– Jedziemy! – otworzył drzwi auta.
Dziewczyna w końcu wsiadła do samochodu.
  – Śpieszysz się do domu? – zapytał brunet, siedząc już za kierownicą.
  – Trochę
  – Pójdziemy coś zjeść? Mam dość barowego żarcia.  
  – Muszę wracać.
  – Laura, nie ściemniaj. Jest niedziela, pierwsza po południu.
  – Chcę wziąć prysznic, rano nie zdążyłam – wykręcała się.
  – Zrobisz to wieczorem. I tak jest upał. Za godzinę po prysznicu zostanie tylko wspomnienie.
Widząc, że chłopak brnie uparcie, powiedziała:
– No dobrze, ale zajdę do domu, nałożę coś lżejszego. Te jeansy mnie dobijają.
– Nie ma sprawy – uśmiechnął się i przekręcił kluczyk.
Szybko dojechał pod jej miejsce zamieszkania i dziewczyna wysiadła.
– Wejdziesz? – nachyliła się do szyby widząc, że chłopak się nie rusza.
– Nie, leć sama. Poczekam tu.
– Chodź, napijesz się czegoś zimnego.
Frank wysiadł, zamknął auto i poszedł za dziewczyną. Weszli do domu i udali się do kuchni. Dziewczyna zajrzała do lodówki.
– Mam piwo, Sprite'a i wodę. Co chcesz?
  – Pasuje mi wszystko, prócz piwa.
Dostał zimny napój i Laura rzekła:
  – Może jednak wezmę prysznic? To potrwa pięć minut. Chata wolna, wszyscy są w pracy, nie musisz obawiać się najazdu – zaśmiała się.
  – Nie należę do ludzi, którzy boją się innych ludzi – rozradował się chłopak. – Jak chcesz, to idź. Poczekam.  
  – Chodź do salonu.
Posadziła go na kanapie.
  – Jak masz chęć, włącz telewizor. Zaraz wracam.
  – Ok, poradzę sobie – roześmiał się.
Panna poszła na górę do łazienki. Prysznic trwał mniej więcej dziesięć minut. Po wyjściu wskoczyła w białe spodenki i krótki t-shirt z jakimiś bazgrołami. Nie zasłaniał całego brzucha, ale tym się akurat nie przejmowała. Było jej okropnie gorąco. Wróciła do chłopaka.  
– Ładnie wyglądasz – rzekł.
– Dzięki.
– Kolczyk też ci pasuje – uśmiechnął się.
Laura od razu puściła kolorki.
– Czy wszystkie nastolatki mają manię na przekłuwanie pępków?
– Nie wiem, ale większość na pewno.
– Czy to boli?
– Nieee... – zaśmiała się.
– Dobra, chodźmy. Dzięki za napój – oddał jej puszkę.
– Nie ma za co.
Wychodząc z domu natknęli się na matkę dziewczyny. Brunetka od razu się zmieszała.
– Wychodzisz? – zapytała córkę, spojrzawszy na Franka.
– Jadę na miasto.
Chłopak zaraz się wtrącił i przedstawił kobiecie, podając jej rękę. Wiedział, że matka może się trochę niepokoić, widząc ją ze sporo starszym facetem.
– Nie wracaj późno – rzekła do Laury.
– Dobrze.
– Miło było panią poznać – rzekł młody mężczyzna, gdy ruszali już w stronę auta.
– Wzajemnie.
Jak odeszli już kawałek, dziewczyna rzekła:
– Przepraszam... Myślałam, że pracuje dłużej.
– Nie żartuj, przecież mnie nie pobiła! – ironizował, rozbawiając koleżankę.
Wsiedli do wozu i za kilka minut Frank zatrzymał auto pod dużym budynkiem. Dziewczyna się zdziwiła, gdyż wczoraj pod tym samym domem wysadził dziewczynę, którą powoził. Teraz połapała, kim była. Ruszyli w stronę drzwi i za chwilę byli w środku. Laura bardzo się speszyła, dom był ogromny. Kumpel w lot wyłapywał wszystkie reakcje nastolatki.
– Chodź, też nikogo nie ma. Starzy w niedzielę zawsze gdzieś jeżdżą, a Becky pewnie jest u faceta.
Ale się pomylił, siostra siedziała w salonie.
– Cześć – wybełkotała wstydliwie Laura, widząc ją na kanapie.
– Cześć – Becky wstała i podeszła do brata.
– Rodzice pojechali do dziadków, wrócą jutro. Robimy imprezę?
– Jak chcesz. Na dziesiątą idę do roboty, ale kilka piwek mógłbym wypić. Czemu nie jesteś u Davida?
– Nie ma go, gdzieś pojechał.  
Frank spojrzał na Laurę – stała zagubiona. Wziął ją za rękę i zaprowadził do kuchni.
– Czego się napijesz?
– Obojętnie.
  – Ok, czyli chwilę poczekasz.
Posadził ją na stołku, umył ręce i czym udał się do lodówki. Wyjął michę truskawek, którymi załadował połowę miksera. Dosypał sporo lodu, trochę cukru, dolał mleka i wcisnął sok z cytryny. Włączył sprzęt. Był tak głośny, że huczał na całe pomieszczenie, co chyba wkurzało chłopaka. Po kilkunastu sekundach przelał do wysokiej szklanki, włożył do niej słomkę i postawił przed nastolatką.
– Smacznego.
– Dziękuję.
– Becky, chcesz koktajl, bo jeszcze szklankę mam?! – ryknął na cały dom.
Dziewczyna przyszła i zaraz przelała napój.
– Dzięki.
– Zaopiekujesz się Laurą? Wziąłbym prysznic.
– Pewnie, chodź – powiedziała z uśmiechem i pociągnęła dziewczynę do pokoju.
Usiadły na sofie.
  – Czy mój brat cię podrywa? – wyjechała.  
Miała bardzo przyjazny wyraz twarzy i nastolatka trochę się wyluzowała, lecz mimo to czuła jeszcze lekkie skrępowanie.  
– Nieee – zaśmiała się.
– Oj, nie byłabym taka pewna! Uważaj na niego!
Laura parsknęła śmiechem.
– Co się stało? – Becky wskazała na oparzoną rękę.
– Nic takiego, mały wypadek.
– To pewnie dokuczliwe? Współczuję ci.
– Nie, w porządku.
– Przyjdziesz na imprezę?
Laurę nieco zatkało.
  – Nie mogę, rano idę do pracy. Poza tym nikogo tu nie znam – odparła, ale zaraz zrozumiała, jak głupio palnęła.
  – Znasz mnie i Franka – blondynka kompletnie nie zwróciła uwagi na jej idiotyczną odpowiedź. – Potem już będzie z górki. Zapraszamy tylko kilka osób, nie robimy melanżu dla mas. Gdy raz taki urządziliśmy, zrobili nam z domu pobojowisko. Frank się wkurzył i powiedział, że nigdy więcej.
Nastolatka milczała, ale Becky nie odpuszczała.  
  – Ile masz lat?
  – Osiemnaście.
  – Tym lepiej. Myśmy już ostro balowali w wieku szesnastu – śmiała się.  
Laura odpowiedziała uśmiechem, ale usilnie kombinowała, jak się wykręcić. Rozmawiały jeszcze kilka minut, gdy nagle obie podskoczyły ze strachu.
  – Od razu lepiej! – krzyknął z tyłu Frank.  
Stał w granatowych spodenkach i trzymał w dłoni jasną koszulkę.
  – Nie strasz! – oburzyła się Becky.
  – No jak tam? Nie zamęczyła cię? – spojrzał na Laurę.
  – Koleś, uważaj…! – burknęła do niego siostra, roześmiawszy się.
  Brunetka zachichotała.
  – Widzę, że się dogadałyście. To świetnie. A teraz trzeba coś ugotować. A może chcesz zjeść coś na mieście? W końcu takie było początkowe założenie – nachylił się nad nastolatką.
  – Obojętnie – mruknęła niepewnie.
  Frank poszedł do kuchni, ale zaraz wrócił.
– Gdzie są krewetki z zamrażarki? – zapytał siostrę.
– Nie wiem, pewnie rodzice je wzięli.
– Mówiłem, żeby nie ruszać moich rzeczy!
– Dlaczego na mnie wrzeszczysz? Czy to moja wina?
– Sorry, nie wrzeszczę. Zrobiłbym żarcie, ale nie mam z czego – rzucił, zły.  
Spojrzał na zegarek – 14:07.
– Jednak pojedziemy, bo nic nie mam, a chciałem ci zrobić coś dobrego.
Laura się uśmiechnęła. Spojrzał na jej szklankę – była pusta.
– Jeszcze jednego?  
– Nie, dziękuję. To było dość sycące.
– Na pewno...? Nie krępuj się. Mam jeszcze banany, taki osobiście sam wolę.
– Nie krępuję się, naprawdę już nie dam rady.
Chłopak nie nalegał dłużej, tylko rzekł do siostry:
– Kto ma przyjść?
Wymieniła sześć osób.
– Pojadę do sklepu. Co mam kupić?
– Weź trochę piwa, ze dwa wina i jakąś wódkę do drinków. No i coś na grilla.
Zadzwonił dzwonek do drzwi i Becky poszła otworzyć. Za chwilę wróciła z jakimś chłopakiem. Ten od razu podał rękę Frankowi i podszedł do nastolatki.
– David – wyciągnął dłoń.
– Laura – panna znowu się lekko zawstydziła, nieznajomy był chyba starszy od jej kolegi z pracy.
Za chwilę przybysz objął Becky i zwrócił się do Franka:
– Jedziesz po browar?
– Tak.  
– Trzymaj, kup więcej – dał mu kilka banknotów.
– Ok – chłopak schował kasę do kieszeni. – Chcesz najpierw coś zjeść, czy pojedziemy do sklepu? Doradzisz mi z zakupami – rzekł do nastolatki. – Oczywiście, jeśli masz chęć ze mną połazić.
– Nie jestem głodna, śniadanie było dość spore. Mogę z tobą pojechać.
– To chodźmy – nałożył koszulkę, wziął pannę za rękę i poprowadził w stronę wyjścia.
Trzymał jej dłoń przez całą drogę do auta. Dziewczyna czuła się ciut nieswojo, ale starała się tego nie okazywać. Za chwilę byli w Mustangu.
  – Zapnij pas – rozkazał.
Zrobiła to i chłopak gwałtownie ruszył. Co chwila spoglądał na pasażerkę, w końcu zapytał:
– Boisz się szybkiej jazdy?
– Raczej nie.
– Odnoszę inne wrażenie.
– Nie boję się, mój brat jeździ podobnie.
Frank mocniej wcisnął pedał gazu. Silnik warknął groźnie. Znów zerknął na dziewczynę – patrzyła przed siebie.  
– Nie boisz się...? – uśmiechnął się zaczepnie.
– Nie.
– Ten samochód potrafi więcej.
– Domyślam się – odparła, nieco stremowana ironią młodego mężczyzny.
– Kiedyś się przejedziemy – oznajmił, zatrzymawszy się pod sklepem.  
Wysiedli i bez pośpiechu ruszyli do środka. Market był bardzo duży, ale ludzi prawie w nim nie było.
– Zjedzmy jakieś lody, strasznie pali na zewnątrz – zaproponował chłopak, ponownie chwytając jej dłoń.
Gdy doszli do cukierni, zapytał:
– Jaki smak?
– Waniliowe.
Dziewczyna po raz kolejny poczuła zażenowanie. Nie lubiła, jak ktoś za nią płacił, zwłaszcza, że był to już drugi raz. Nie bardzo wiedziała, co zrobić, w końcu oświadczyła:
– Ja zapłacę.
– Nie ma mowy.
– W takim razie nie chcę!
– Dobrze, nie będę się sprzeczał – rzucił zaskoczony chłopak.  
Laura zapłaciła i poszli do stolika. Zjedli bardzo szybko i ruszyli na sklep. Frank od razu skierował się do alkoholi i załadował do wózka potrzebne rzeczy. W drodze po mięso wziął jeszcze cztery opakowania chipsów i trzy duże napoje. Dotarli do lodówek. Chłopak wrzucił do koszyka kilka opakowań steków, po czym skierował wzrok na dziewczynę.
– Odpowiada ci? – zapytał, pokazując jej produkt.
Chyba go nie zrozumiała.
– Liczę na to, że przyjdziesz.
– Raczej nie.
Chłopak w lot wyłapał, co ją gryzie.
– Nie masz się czego obawiać, nie będziesz najmłodsza w tym towarzystwie. Sam ma osiemnaście lat, a jego laska dziewiętnaście, więc są w podobnym wieku.
– Ręka mi dokucza – odparła i tym razem nie kłamała, dłoń zaczynała mocno boleć.
– Musimy wykupić maść, którą ci przypisał, ona schłodzi rękę. Za kilka dni nie będzie już tak piec. Wracając zajdziemy do apteki.
Nastolatka natychmiast się zestresowała, gdyż te dwadzieścia dolców to były jedyne pieniądze, jakie miała. Była pewna, że po słodkościach ma niewystarczającą sumę. Zamyśliła się głęboko, namiętnie planując, jak uniknąć zakupu.  
Podeszli w końcu do kasy, Frank uregulował rachunek i udali się w stronę wyjścia. Gdy zatrzymał się przed apteką, Laura zakomunikowała:
– Kupię jutro, nie wzięłam kasy.
– Nie, kupisz dzisiaj. Zapłacę.  
Nie zdążyła zaprotestować, bo wciągnął ją do lokalu. Nabył maść i wręczył nastolatce.
– Dzięki. Jutro się rozliczymy – było jej totalnie wstyd.
– Nie ma pośpiechu – uśmiechnął się i spojrzał na zegarek – 15:30. – Muszę wyczyścić grill, to zajmie trochę czasu. Odwiozę cię i przyjadę po ciebie za dwie godziny, ok?
Dziewczyna widząc, że nijak się nie wykręci, przystanęła na tą propozycję. Po niecałym kwadransie zatrzymali się pod jej domem.
– Nasmaruj rękę. W domu nie zawijaj, zrobisz to przed wyjściem – rzekł chłopak.
– Dobrze.
– Do zobaczenia – uśmiechnął się szeroko i odjechał.
C.D.N.

3 630 czyt.
100%143
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 5783 słów i 34338 znaków, zaktualizowała 24 gru 2016.

3 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 22 stycznia

    Cały czas coś się dzieje, opisujesz bardzo obrazowo. Przeczytałam z zaciekawieniem, a tu koniec kolejnej części Laura nie będzie miała lekko, skoro już teraz Amber nie ma hamulców.

  • Obca

    Obca · 24 maj 2018 · 201233482

    Ta Amber mnie wkurza. Ale akcja się rozkręca. Mam wrażenie, że oni ciągle coś robią

  • DanaScully

    DanaScully · 18 mar 2017

    Hmmm... Frank jest zbyt impulsywny, ma problem z utrzymaniem własnych emocji na wodzy, przez to staje się nadwyraz porywczą osobowością. Zdecydowanie ma władcze zapędy, zważywszy na dająca sobą pomiatać Laurę mogą tworzyć dość ciekawą konfigurację...a biorąc pod uwagę charakter opowiadania-dramat może być to bardzo intrygująca, przepełniona patologią relacja kata i ofiary. Czytam dalej.