Szare istnienie #76

Szare istnienie #76Dziewczyna się obejrzała, po czym ruszyła przed siebie, trzymając się za bolącą głowę. Nie wiedziała, co robić, gdzie iść, nie miała pieniędzy, zegarka, nic. Na domiar złego zbliżała się noc, kiedy jest tylko około dziesięciu stopni, a ona nie wzięła żadnego ciucha.  
Doszła do ulicy i ruszyła w stronę centrum, nic innego nie przyszło jej w tej chwili do głowy. Do Billy’ego iść nie chciała, ze względu na jego chorą babcię, do Travisa też nie, gdyż zaraz zasypie ją masą pytań, na które nie miała dziś sił, zresztą nawet nie o pytania w tej chwili chodziło, po prostu głupio jej było po tym wszystkim tak po prostu do niego pójść, nie dała rady. Laury nie ma, Frank zapewne jest w pracy, zostało więc tylko miasto i nadzieja, że może spotka kogoś znajomego. W sumie są jeszcze działki i wiedza, że Billy nie wstawił nowego zamka, ale przecież chłopaki! Oni też mogą wpaść na pomysł, aby odwiedzić to miejsce. Żeby był jeszcze Jimmy, może byłoby inaczej, gdyż zdążył już wzbudzić jej zaufanie, a tak? Ale kurwa, o czym tu myśleć, na działki musiałaby iść na piechotę, a to przecież około piętnastu kilometrów, więc i tak bez szans.
Sprawdziła kieszenie – niestety – pieniądze się nie rozmnożyły, nadal miała dwadzieścia trzy centy, czyli na niecałe pół minuty połączenia na komórkę. Ale gdzie zadzwonić, do kogo? Najchętniej zadzwoniłaby do Billy’ego, ale jak? Miała przy sobie karteczkę z numerami, która zawsze nosiła… w razie czego, lecz nie zapisała jeszcze na niej numeru chłopaka. Teraz zaczęła sobie wyrzucać, dlaczego od razu tego nie zrobiła tak, jak notorycznie postępowała z każdym nowym numerem.
Płakała nadal, nijak nie mogąc się uspokoić, w czym bardzo pomagały jej słowa matki: "kurwo, dziwko, pieprzyłaś się z nim…”. Czy to naprawdę taka zbrodnia, że kocha tego chłopaka? Nie mogła pojąć, dlaczego ta baba jest aż tak zawistna.  
Krążące wokół kobiety myśli tylko podkręcały jej nastrój. Przydałaby się jej w tej chwili chusteczka, ale że nie miała, jej role przejęły to jedna, to druga dłoń.

Do centrum miała tylko około dwóch kilometrów, więc po niecałej pół godzinie dotarła na miejsce. Była środa, miasto nie tętniło więc zbytnio życiem, pomijając oczywiście masę samochodów, wiozących ludzi z pracy. Maksymalny korek na Hilton, głównej ulicy spowodował, że "kłótnie” różnorakich klaksonów grzmiały na całą okolicę. Niesamowicie drażniło to dziewczynę, którą zaczęła od tego wszystkiego boleć już głowa.  
Zegar przy pubie "Ghost House” poinformował, że dochodzi 17:42, postanowiła więc jednak zadzwonić. Znalazła budkę, wrzuciła wszystkie drobne, lecz wiedząc, że  
22-latek ma dwa telefony, zamiast jego numeru, wybrała numer Laury, kompletnie jej się pochrzaniło. Żal nieco opadł, lecz gdy usłyszała głos przyjaciółki, natychmiast powrócił, w asyście zdziwienia, a raczej zszokowania, że to właśnie ona odebrała. Rzuciła kilka słów, które jako pierwsze przyszły jej do głowy, lecz połączenie nagle się urwało, po czym automat wypluł ze swojego wnętrza sumę ośmiu centów.
– Kurwa! – przywaliła w urządzenie, które swoją "postawą” jeszcze bardziej podkręciło jej rozgoryczenie.
Spróbowała ponownie, lecz monety przeleciały przez wnętrze i wypadły na dole.
– Kurwa, zajebany złom! – wrzasnęła, drugi raz bijąc telefon, zabrała drobniaki i ruszyła w poszukiwaniu innej budki.
"Osiem centów, kurwa, na pewno wszędzie się dodzwonię” – wkurwiała się, pochlipując. Nie dość, że matka wyprowadziła ją z równowagi, to teraz jeszcze pojebany, zepsuty automat. Miała serdecznie dość.
Było jeszcze jasno, szła więc, pochlipując, z lekko spuszczoną głową, aby nie widzieli jej przechodnie. Po kilku minutach znalazła następny telefon, ale ten nie działał w ogóle, w słuchawce słychać było tylko głuchą, wkurwiającą ciszę. Już nie przeklinała, tylko totalnie zrezygnowana ruszyła dalej. Kolejny automat odnalazła dopiero przy samym końcu centrum. Spojrzała na zegarek na jego wyświetlaczu – 18:06. Wiedziała, że Laury nie ma i nie ma sensu marnować "kasy” na połączenie, postanowiła więc zadzwonić do Franka. Wiedziała, że jest ogarniętym chłopakiem i być może jakoś jej pomoże, a może będzie miała fart i pozwoli jej przenocować? Ale przecież on jest z Laurą, więc niepewna sprawa, choć jutro idzie do pracy, więc może jednak będzie spał w domu?  
Stała tak w tej budce dobre dziesięć minut, nie mogąc się zdecydować, co robić, czy zaryzykować, w końcu z myślą: "trudno, co będzie, to będzie”, wrzuciła monety. Chłopak odebrał, spytała więc na żywioł, czy może przyjechać, lecz gdy brunet zapytał, "gdzie jest” i już chciała mu powiedzieć, rozmowa się zakończyła.
– Kurwa jego mać – warknęła i znowu się rozpłakała, nosiło ją całą, do tego teraz już kompletnie nie miała pojęcia, co robić.
Nie odwieszając słuchawki wyszła z budki i ruszyła dalej, w stronę końca centrum. Szła, kombinując i nagle przypomniały jej się słowa matki: "ja go załatwię”. Od czasu wyjścia z domu kompletnie zapomniała o tych groźbach, myślała tylko o tym, gdzie zadzwonić, jak załatwić jakikolwiek nocleg, lecz teraz, gdy miała aż nadto czasu na przemyślenia, przypomniała jej się ta deklaracja. To ją dobiło. I co teraz? Sama ma go zostawić? On raczej tego nie zrobi, przecież obiecał. Wiedziała, jakie matka ma znajomości i jaką jest suką, choć z drugiej strony, co mogłaby mu zrobić? Wrobić w coś? W co? Bez dowodów? Choć dziwka pracuje w prokuraturze, po co jej dowody? Ta kurwa jest gotowa na wszystko.
Zaczęła bać się o chłopaka i mieć coraz większe skłonności ku temu, aby jednak nie odnawiać tego związku. Rozmyślanie o Billym, matce, perspektywie spędzonej zapewne na przystanku, dzisiejszej nocy i innych rzeczach tak nią zawładnęło, że nie załapała nawet, kiedy doszła do mostu i że zaczęło się już ściemniać.  
Uśmiechnęła się mdło widząc, że przeszła niezły kawałek – od jej domu do mostu było z dziesięć kilometrów. Oparła się o poręcz i przez chwilę przeszło jej przez myśl, żeby skoczyć, lecz niestety, nie miała na tyle odwagi.  
Gapiła się na rzekę, wracając myślami do noclegu. Pomyślała, żeby może jednak iść do Travisa, przecież nic innego nie wymyśli. Ale jak, co mu powie? Głupio się czuła, nie chciała i się bała, choć sama nie wiedziała, czego. Może tego, co zrobiła z Billym? Siedziało to w jej psychice i miała dziwne wyrzuty sumienia. Czuła się, jakby oszukała 22-latka, dlatego też chyba nie chciała do niego iść, a nawet, jakby się zdecydowała, teraz musiałby przejść kolejne dwanaście czy piętnaście kilometrów, a na to nie miała już sił.
Postała jeszcze chwilę i ruszyła z powrotem, było już całkowicie ciemno. Szła dość anemicznie, nogi zaczęły już ją boleć. "Kurwa, tylko samochód i samochód, temu nie mam kondycji” – pomyślała, zła.
Gdy doszła z powrotem do centrum dowiedziała się, że jest już 22:09 i wywaliła oczy – nie miała pojęcia, kiedy uciekło jej te pięć godzin. Była już na skraju wyczerpania fizycznego i psychicznego, myśli goniły jedna druga, stopy bolały coraz bardziej, a jakby tego było mało, poczuła, że jest głodna, nic przecież dziś nie jadła. Pić też jej się chciało, przez co już nie wiedziała, co gorsze, głód, czy pragnienie.
Przemaszerowała jeszcze kilkaset metrów, w końcu już nie mogła, weszła więc do pierwszego, lepszego pubu i podeszła do lady. Stał za nią młody, długowłosy brunet.
– Przepraszam, czy mógłbyś dać mi szklankę wody? Ale nie mam pieniędzy – wydusiła, kompletnie zażenowana.
– Nie ma problemu – uśmiechnął się i po chwili przed nastolatką wyrosła podłużna szklanka wody z lodem i cytryną.
– Dziękuję – mruknęła. – Mogę usiąść na chwilę? – wskazała stolik.
– Jasne.
Klapnęła na krzesełku, natychmiast przyklejając usta do szkła. Suszyło ją tak, że gdyby mogła, pewnie wypiłaby całość, lecz nic z tego, woda była bardzo zimna. Spojrzała na fajnie wyglądający, podświetlany, ogromny, półmetrowy zegar – 22:32. Była już tak zmęczona, że najchętniej walnęłaby się głową na tym stoliku i zdrzemnęła. Wiedziała już, gdzie spędzi dzisiejsza noc, cieszyła się jednak z tego, że było dość ciepło. Zapachy z kuchni pubu rozstrajały ją nerwowo, postanowiła więc się już stamtąd ulotnić. Wypiła wodę i odniosła szklankę.
– Dziękuję – powtórzyła do dwudziestokilkuletniego chłopaka.
– Nie ma sprawy – uśmiechnął się. – Trzymaj – postawił przed nią półlitrową butelkę tego samego trunku.
Zrobiło jej się jeszcze bardziej głupio, aczkolwiek wzięła wodę, podziękowała po raz trzeci i wyszła z knajpy. Nadal była w samym centrum, lecz nie miała najmniejszej ochoty iść dalej, poza tym dokąd miałaby iść?  
Usiadła na przystanku. Znowu pomyślała o Travisie, że mogła spróbować poprosić kierowcę autobusu, aby ją podwiózł, ale znając maniery tutejszych kierowców domyślała się, że gówno by z tego wyszło, musiałby mieć naprawdę ostry fart. Ale w sumie mogła spróbować, a teraz już jest za późno, aby do kogokolwiek zachodzić.  
W tej chwili wkradło jej się do głowy, że niepotrzebnie została na noc, mogła wrócić do domu i spotkać się z Billym na drugi dzień, lecz cóż, stało się.
Dumała, myślała, aż przysnęła.

– Hej, mała – ktoś poszarpał ją za ramię. – Hej, obudź się – usłyszała wesoły, ewidentnie pijany głos i poczuła objęcie za ramię.
Natychmiast wróciła do żywych.
– Hej, śliczna, co tu robisz w środku nocy? Szukasz towarzystwa? – przed jej twarzą wyszczerzył się jakiś najebany typ, a obok zaraz usiadł drugi.
Chciała wstać, ale posadził ją na miejsce.
– Już uciekasz? Jeszcze nie zaczęliśmy zabawy – zaśmiał się, chuchając alkoholem prosto w jej twarz, po czym położył rękę na nodze dziewczyny.
W tym momencie zerwała się najszybciej, jak umiała i tym razem udało jej się uwolnić. Natychmiast biegiem ruszyła przed siebie, po kilkudziesięciu metrach jednak ją dorwał i agresywnie przycisnął do budynku.
– Dokąd, maleńka? Nie chcesz się pobawić? – zarechotał, łapiąc nastolatkę za pierś.
– Puuuść mnieee!!! – wrzasnęła, usiłując się wyswobodzić, wtedy typ jeszcze mocniej ją przydusił, wbijając zapijaczone usta w jej szyję.
– Po…
Zatkał jej usta i zaczął zjeżdżać ręką niżej, nagle ktoś oderwał go od dziewczyny i rzucił na glebę. Napastnik wstał i chciał uderzyć przybysza, lecz ten bez trudu się uchylił, szybkim ciosem ponownie powalił go na ziemię i zaczął kopać. Zszokowana Emma stała przy budynku jak słup. Wybawca zadał kilka ciosów, po czym zostawił pijaka, podszedł do dziewczyny i ujął jej ramiona. Dopiero teraz go poznała.
– Emma, co ty tu robisz? Jest druga w nocy? – zapytał osłupiały brunet.
Nie odpowiedziała, nie przeszły jej chyba jeszcze wrażenia ze spotkania z potencjalnym gwałcicielem.
– Emma – chwycił w dłoń jej twarz. – Już ok.  
– A ty? – wymamlała. – Co ty tu robisz? – głos trząsł się jak galareta.
– Jesteś prawie pod moim domem, to moje rejony – uśmiechnął się. Widziałem cię, jak szłaś w tamtą stronę, krzyknąłem, ale nie zareagowałaś, a póki przebiłem się przez ulice, już gdzieś zniknęłaś. Nie słyszałaś mnie, czy nie chciałaś słyszeć?
– Sorry, nie słyszałam.
– Chodź – ujął jej ramię.
Ruszyła z nim. Po drodze kopnął jeszcze mamroczącego na glebie bydlaka i za kilka sekund skręcili do małego, drewnianego domku, których podobnych stało jeszcze kilka między kamienicami. Weszli do środka i od razu znaleźli się w niewielkim pokoju, lecz obok był drugi i to do niego chłopak zaprowadził nastolatkę. Zapalił światło i Emma od razu zauważyła, jak skromne jest to mieszkanko, w którym prócz łóżka, regału naprzeciw niego, telewizora we wnęce i stołu na środku, nie było nic. Wszędzie za to pachniało lawendą, bardzo ładnie i świeżo.
– Siadaj – wskazał jej ogromne łóżko i zniknął w pomieszczeniu po prawej, czyli w kuchni.
Po chwili wrócił i wręczył dziewczynie otwarte piwo, po czym usiadł obok i objął nastolatkę – wciąż odrobinę drżała.
– Mała, co jest? Skąd ty się tu wzięłaś tak późno? Czemu nie jesteś w domu? Gdzie Mały?
– Pokłóciłam się z matką i chyba wyrzuciła mnie z domu. Ale jak ty się tam znalazłeś? – nie dowierzała w swoje szczęście.
– Jak? Bo masz fart. Siedzieliśmy jeszcze z chłopakami za kamienicą i usłyszałem twój krzyk… choć krzyk to raczej nie był, ale dało się wyłapać jakąś szamotaninę. Nie miałem pojęcia, że to ty, poza tym nigdy bym się ciebie tu nie spodziewał, ale jak zobaczyłem, że jakiś złamas dobiera się do laski, interweniowałem, to chyba jasne.
– A twój brat? – zapytała, wystraszona, bojąc się tu być.
– Mój brat?! – zaśmiał się Jimmy. – Mój brat odwiedza łono natury, ze swoją dziwką do spółki.
Wstał, udał się do regału, wyjął z niego skręta i podał 18-latce.
– Zapal, rozluźnisz się – usiadł na miejsce.
– Nie chcę.
– Zapal, mówię, wyluzujesz. Ten bydlak na pewno napędził ci stracha.
– Ich było dwóch.
– Wiem – odparł dość cwaniacko Jimmy.
– I co, pobiłeś dwóch? – nie dowierzała w jego hardość, była pewna, że to tylko czcze przechwałki.
– A co za sztuka było ich zlać. Nie widziałaś, w jakim byli stanie? Gdyby byli trzeźwi, być może bym oberwał, a tak… – wyszczerzył zęby. – Pal.
Wzięła skręta i zaraz dostała ognia. Zaczerpnęła dwie chmury i oddała chłopakowi.
Nagle ktoś pociągnął za klamkę, a że Jimmy przekręcił klucz, zaczął łomotać w drzwi.
– Kto to? – 18-latka natychmiast wpadła w popłoch.
– Spokojnie.
– Kurwa, Jimbo, otwieraj! – zza drzwi wydarł się głos.
Emma cała zesztywniała, natomiast Jimmy się zaśmiał i ruszył do drzwi.
– Kurwa, no co z tobą?! – fuknął także pijany głos. – Co poszedłeś i nie przyłazisz? Walisz tu konia?!
– Ciszej, nie wyj! – wkurzył się chłopak. – Nie przyjdę już, a ty kładź się i śpij – ponownie się zaśmiał.
– Kurwa, daj mi piwo z lodówki, tamtego nie da się pić – rzekł głos i ruszył w stronę pokoju.
Nastolatka mimo, iż przypuszczała, że przy brunecie krzywda jej się nie stanie, to jednak opanował ją lęk. Do pokoju wpadł pijany Chris, a za nim Jimmy.
– O kurwa, śliczna, a co ty tutaj robisz?! To już przyjechał Mikołaj?! – zaświergotał wesoło. – Witaj w moich skromnych progach! – darł się i zaraz uściskał dziewczynę, kiwając się na boki. – Fajnie, że ktoś nas odwiedził, bo tam, na ławce, to samo bydło – mamlał, dusząc nastolatkę. – Moja niedoszła żona – bredził, nawalony w sztok.
– Dobra, puść, chcesz ją udusić. Siadaj tu, zaraz dam ci piwo – Jimmy chwycił go za fraki i posadził przy stole, naprzeciwko dziewczyny.
Ta już miała uśmiech na ustach, nie dało się nie uśmiać z obecnego wyglądu i zachowania Chrisa.
– Moja kochana, fajnie, że przyjechałaś – znów wstał i zaczął tulić dziewczynę, lecz za chwilę ponownie został wysłany na krzesło.  
– Siedź, kurwa! – zaśmiał się brunet i dał mu piwo.
– Ja cię przepraszam, żono niedoszła, ale troszeczkę sobie wypiłem i mogę być niekompetentny w swoim racjonalnym zachowaniu, więc wybacz. Albo możesz się pośmiać, dziś jestem pijany i śmieszny i kurwa… chyba pijany – bełkotał i teraz dziewczyna już nie wyrobiła i uderzyła gromkim śmiechem. Matka zniknęła.
– Ty, a co ona tu robi? A kiedy przyjechała i czemu ty mi nic nie mówisz? – zapytał, a raczej zajęczał Chris. – Nie została moją żoną, to chociaż wódki by się ze mną napiła, a ty ją schowałeś i dla siebie chcesz?! Chamie ty!
śmiech Emmy wyraźnie się spotęgował. Jimmy spojrzał na nią, kręcąc palcem przy skroni w kwestii oceny przyjaciela, ale zaraz sam się roześmiał. Chris odwrócił się w stronę stołu, wyjął pakiet, lusterko i chciał nasypać, ale był już tak upity, że nie umiał nawet otworzyć zwykłej, plastikowej torebki.
– Ty, Chudziutki, weź nasyp, co? Kręci mi się, kurwa, wszystko w koło.
Jimmy zrobił dwie ścieżki i spojrzał na Emmę.
– Chcesz?
– Nie.
Chris wciągnął proszek do nosa, podobnie brunet i 30-latek natychmiast wyjechał:
– A ty co? Dobrze się czujesz? – spojrzał na Jimmy’ego, bujając się na krześle.
– A tak… w drodze wyjątku.
Emma wypiła piwo.
– Dzięki – odstawiła butelkę na stół i w okamgnieniu dostała pełną.
Nie protestowała, piwo ją rozluźniało i tego jej było trzeba po dzisiejszej akcji.
– Ty! A kiedy ona przyjechała? – Chris znowu się uruchomił. – Moja żona – wyciągnął ręce i już chciał na powrót wstawać, lecz brunet go zatrzymał.
– Kurwa, daj jej chwilę spokoju, siedź!
– Ale kurwa, kiedy przyjechała, pytam?! – blondyn się zbulwersował.
– Kurwa, nie przyjechała, tylko ją spotkałem. Jakiś gnój się do niej dobierał, to obiłem mu ryj! – powiedział w końcu Jimmy.
– Jaki gnój? Gdzie on jest? Do mojej pięknej koleżanki, niedoszłej żony jakiś gnój?! Gdzie on, kurwa, jest?! – Chris wstał.
– Zobacz przez okno, może leżakuje jeszcze koło przystanku, choć wątpię, nie przykopałem go aż tak ostro.
Chłopak wyjrzał na zewnątrz, ale chyba nikogo nie wypatrzył, bo zaraz usiadł na miejsce. Chodził jakby nieco lepiej po tej kokainie, choć różnicy prawie nie było.
– Czemu nie krzyknąłeś? – zapytał bruneta.
– A po co? Żebyś zrobił mu krzywdę?
– Właśnie tak, każdej kurwie startującej do kobiety zrobię krzywdę – warczał blondyn. – Jak się czuję twoja koleżanka – spojrzał na Emmę.
– Nie wiem, chyba lepiej.
– Czyli? – wtrącił Jimmy, gapiąc się na dziewczynę.
– Nie wiem, dziś z nią gadałam, ale tylko kilka sekund.
– Jest już w domu?  
– Nie mam pojęcia.
Rozległo się kolejne pukanie do drzwi i zaraz w salonie pojawił się Diablo, o dziwo – trzeźwy.
– Cześć, młoda – uśmiechnął się, wielce zdumiony jej obecnością, po czym zwrócił się do Chrisa. – Stary, spierdalamy, rano mam sprawy.
– Która godzina? – blondyn także trochę otrzeźwiał.
– Za dwadzieścia trzecia.
– Dobra, to jutro o 14:00 w "Diabłach”.
– A ty skąd się tu wzięłaś? – olbrzym skierował wzrok na Emmę.
Wzruszyła tylko ramionami, nie wiedziała, co powiedzieć i mimo, że już trochę ich znała, czuła się bardzo nieswojo, może wolałby być znowu na tym przystanku? Diablo się zaśmiał i wyszedł, a Jimmy przekręcił klucz.
– Zapytaj ją, czy mogę do niej zadzwonić – brunet wznowił wątek.
– Dobrze. Dzięki za piwo, ale pójdę już – nastolatka się podniosła.
– Gdzie?!!! – Chris zawył tak głośno, że aż podskoczyła.
Zastygła w bezruchu, wystraszona.
– Siadaj!
W mig wróciła na łóżko.
– Gdzie chcesz iść o trzeciej w nocy? – zapytał, już spokojnie.
– Do domu – mruknęła, przestraszył ją, jak trzeba.
– Przecież się pokłóciłaś – wtrącił Jimmy.
– To nic, już jej pewnie przeszło – łgała.
Chris poszedł po piwo i Emma otrzymała trzecią butelkę, którą bez sprzeciwu wzięła z drżące dłonie.
– Żono skradziona, nie bój się, czasem mam taki odchyłki po proszku – wyjaśnił.  
– A gdzie Mały? – ciągnął Jimmy.
– Nie wiem, rozstałam się z nim po południu.
– Kto ci podbił oko? – wyjechał nagle, odwracając jej twarz w swoją stronę.
Zaskoczył ją, nie sądziła, że uderzenie matki może pozostawić jakikolwiek ślad.
Nie odpowiedziała.
– Już trochę podpuchło, będziesz miała siniaka. Będzie malutki, ale będzie.
– Nieważne – wybąkała 18-latka.
– Idę lulu, łeb mnie już boli. – rzucił Chris, skończył robić skręta i zniknął w pokoju obok.
– Kto ci podbił oko? – usłyszała ponownie.
– Pobiłam się z matką.
– Tłucze cię?
– Nie, tylko dziś tak wyszło.
– Na pewno? Mogę z nią pogadać, jeśli jest taka mocna – Jimmy nagle zrobił się zimny, jak głaz. – Skończmy to ziółko – rzekł i wziął z popielniczki przygaszonego peta.
Odpalił i podał dziewczynie. Nie bardzo chciała, lecz opanował ją jakiś dziwny lęk, więc ponownie wzięła dwie chmurki i podała Jimmy’emu.
– Jeszcze!
Pociągnęła kolejne dwie i wtedy dopiero zabrał od niej trawę.
– Będzie ci się lepiej spało. Dziś przenocujesz u mnie, a jak wstaniemy, zadzwonimy do ślicznej, albo Małego, nie możesz się tak szwendać po nocach.
– Dzięki, że mi pomogłeś – bąknęła.
Spojrzał na nią spode łba, ale milczał. Emma była już maksymalnie zdenerwowana, nie chciała spać z nim w jednym łóżku, wolałaby już wyjść, ale jak?
– Dobra, mała, wstawaj, ściągniemy ten koc i będziesz miała kojo. Ja też już muszę walić w kimę, bo jutro mam robotę – rzucił Jimmy i dziewczyna wstała.  
Nogi jej się trzęsły, co Jimmy w mig zauważył.
– Czego się boisz?
– Niczego – ledwo z siebie wydobyła.
Chłopak ściągnął narzutę z pościeli i walnął ją na stół. Teraz już nie nogi, tylko trzęsła się już cała, mając w oczach twardą wizje seksu z brunetem.
– Emma! – szturchnął ją, śmiejąc się z jej strachu. – Ty śpisz tu, ja tam – wskazał palcem pokój naprzeciw łóżka, za ścianą. – Jak zechce ci się pić, w lodówce jest piwo i woda, Idę lulu, a ty się nie bój i spokojnie kładź się spać.
Cisza.
– Słyszysz? – ponownie się roześmiał, chwytając jej ramiona.
Pokiwała głową.
– Jak przejdziesz przez kuchnię, na wprost jest kibel. Na razie – uśmiechnął się, wziął piwo z lodówki i zniknął za ścianą, nie zamykając drzwi.
– Uważaj, Chris kurewsko głośno chrapie! – krzyknął jeszcze i zapadła cisza.
Dziewczyna zachichotała, ale radość była chwilowa. Nie wiedziała, co robić, poczekać, aż zasną i wyjść, czy zostać? Niemniej jednak była już bardzo zmęczona, postanowiła więc zaryzykować, dlatego też napiła się jeszcze piwa, zagasiła światło i wskoczyła do łóżka. Pościel ładnie pachniała.
"A niech się dzieje, co chce, muszę odpocząć” – pomyślała i zamknęła oczy.

1 322 czyt.
100%101
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 4048 słów i 22937 znaków, zaktualizowała 1 sie 2017.

1 komentarz

 
  • Black

    Black · 24 kwi 2017

    Pierwsza łapa moja   chociaż raz.. Jesteś w formie koleżanko