Szare istnienie #77

Szare istnienie #77

Przebudziły ją ciche szmery. Nie zajarzyła chyba jeszcze, gdzie jest, dlatego też nie reagowała, dopiero, gdy do jej uszu doszła jakaś dziwna krzątanina, otworzyła oczy. Już załapała, lecz bała się ruszyć, czuła się bardzo nieswojo.
– …kurwa, nie ma innej?! Jest dziewiąta, będę czekał do dziesiątej?! – usłyszała Jimmy’ego, a zaraz po nim syk odkręcanego piwa. – A w pizdu, weź jakieś hamburgery, czy coś, jestem głodny.
– Ile?
Tego głosu nie znała, ale brzmiał, jakby jego właściciel był nieco przestraszony. Stres się nasilił.
– Kurwa, ile, ile, nie wiem, tyle, żebyśmy się najedli.  
– A ona?
– Co ona?
– Dla niej też? – zapytał bojaźliwie koleś.
Brzdęknęła zapalniczka i do nastolatki momentalnie doszedł aromat marihuany.
– Kurwa, człowieku, ty masz coś z głową, czy tylko takiego udajesz?! No kurwa, co za koleś! – zniesmaczył się brunet. – I kup wódkę, Chrisa na pewno łamie – zaśmiał się. – Tylko tam nie zaśnij, knajpa jest po drugiej stronie ulicy, do dwudziestu minut powinieneś obrócić.
Typek ruszył do wyjścia.
– Czekaj! – huknął Jimmy. – Mała, śpisz?!
– Nie – mruknęła niepewnie.
– Wstań na chwilę.
Podniosła się powoli, nie obudziła się jeszcze do końca. Spojrzała na Jimmy’ego, który natychmiast uderzył w śmiech.
– Pięknie wyglądasz o poranku, jakbyś chciała komuś nakopać! – cieszył się jak idiota, ziółko najwyraźniej dawało oczekiwany efekt. – Dobrze, że ja nie mam takich problemów – poczochrał się po swoich króciutkich włosach, co oznaczało, że to o nich mówi.
Dziewczyna się zawstydziła, ale i uśmiechnęła, i zaraz przejechała ręka po swojej porannej szopie. Spojrzała w stronę drzwi – stał przy nich ciemnowłosy koleś wzrostu Billy’ego, lecz chyba odrobinę starszy. Był ładnie ubrany, miał na sobie białą czapeczkę, szare jeansy Mustanga i czarną koszulkę niewiadomej firmy.
– Jakiego chcesz hamburgera? – zapytał brunet.
– Nie wiem – bąknęła, nadal czuła się bardzo wyobcowana.
Nie lubiła hamburgerów, ale wstydziła się przyznać, nie wypadało wybrzydzać.
– No jak to nie wiesz?
Zamilkła.
– Emma…
– Nie przepadam za hamburgerami – wyjawiła w końcu.
– I co, boisz się powiedzieć? Chyba cię za to nie pobiję. Dziewczyno, wyluzuj w końcu! – zrobił kwaśną minę. – Co chcesz na śniadanie?
– Obojętnie.
Była głodna, więc nie stawiała się w kwestii poczęstunku. Chłopak tylko ciężko westchnął z wielce słyszalną rezygnacją i zwrócił się do typka:
– Kup jej stek, frytki i jakąś sałatkę, bo na pewno lubi…. jak każda baba – zarechotał. – Może być? – spojrzał na nastolatkę.
– Tak.
– No, to rozumiem. Szoruj i wracaj szybko, nie tak, jak zawsze – trzy godziny!
Typek wyszedł.
– Chcesz jeszcze pospać? – zapytał brunet.
– Nie. Napiłabym się kawy, jak można, bez kawy jestem nieprzytomna – uśmiechnęła się.
Jimmy wstał i wyjrzał przez okno.
– Danny!!! – wydarł twarz. – Kup małe mleko!!!
Schował głowę, polazł do kuchni, włączył guzik w czajniku, coś tam gmerał przy stoliku i zaraz z kolejnym piwem wrócił na miejsce.
– A może piwko?
– Z samego rana? – oburzyła się, wywołując nieposkromioną falę radości u chłopaka, humor ewidentnie mu dopisywał.
– Kurwa, czy ty musisz drzeć ryj z samego rana?! Głowa mi pęka, nie wiszcz, debilu! – warknął Chris, który jak zmora przepłynął przez pokój i po chwili także miał w ręku piwo.
– Cześć, żono niedoszła – ucałował dziewczynę w policzek i usiadł z brzegu łóżka.  
Emma była totalnie zaskoczona tym gestem.
– Wyspałaś się? Dałem ci spać? – uśmiechnął się markotnie.
– Tak, dzięki.
– Kurwa, nie mogłeś powstrzymać mnie od chlania? Teraz czuj się winny mojego chujowego samopoczucia – fuknął do przyjaciela, który nadal wyszczerzał zęby. – Ile prochu wczoraj zjadłem, że tak mnie gniecie?
– Nie wiem, ale z wora na pewno.
Chris już się nie odzywał, tylko przywarł do butelki, z której wysączył ponad połowę, a następnie już wciągał do nosa.
– Gdzie on poszedł?
– Po żarcie.
– Kto płaci?
Jimmy nie odpowiedział, uśmiechnął się tylko znacząco.
– A zresztą, kurwa, stać go – burknął Chris, był bardzo zmęczony. – A po co przyszedł?
– No nie wiesz, po co?
– I co, nie boi się?  
– Nie ma gdzie kupić, to się zebrał na odwagę. Raz już mu kiedyś dałem, też podbił do mnie na ulicy. Zbrechałem, ale dałem.
– I co, Susan przywiezie?
– Yhym.
– O której.
– Za pół godziny.
– To dobrze, bo już mam tylko na dwa jointy, a ja muszę dużo palić – teraz Chris wyszczerzył zęby.
Emma się poddenerwowała z powodu przyjazdu jakiejś dziewczyny. Wiedziała, z jakim siedzi towarzystwem i bała się, że owa Susan nie będzie zadowolona, widząc obcą osobę, do tego płci żeńskiej.  
– Ej, mała! – krzyknął Chris. – Co jest?
– Sorry, zamyśliłam się.
Nastolatka nie wiedząc, co ze sobą zrobić, wyłoniła się w końcu spod kołdry, którą ułożyła równo na łóżku i już chciała łapać za narzutę, lecz Jimmy odsunął ją od stołu i sam nakrył mebel.
– Jesteś moim gościem, nie? – uśmiech nie znikał.
– No i co z tego? Spałam tu, tak? – odparła twardo.
Pyknął guzik, więc gospodarz ruszył do kuchni i po chwili postawił na stole parujący napar i cukier.
– Dzięki.
– No widzisz? – zwrócił się do Chrisa. – Całą noc miałem w domu taką świetną dupę i tego nie wykorzystałem. Chyba dziadzieję – zaśmiał się.  
Wzrok, jakim spojrzała na niego Emma sprawił, że zawył jeszcze głośniej. Chris także zaczął wesoło pomrukiwać, "lek” zaczynał działać.
– A nie mówiłem?! Już jak wstała, wiedziałem, że ma chęć komuś przyjebać, i patrz! Patrz, jak na mnie spojrzała, chyba będę pierwszy na celowniku! – rżał jak najęty, totalnie mu odpaliło.
– Prawidłowo. Jesteś nieuprzejmy, należy ci się w pierdol – uśmiechnął się blondyn.
Jimmy wstał i chwycił w dłoń twarz dziewczyny, którą przeszedł lekki dreszczyk, ale zaraz zniknął.
– Już trochę zaszło, jutro zajdzie jeszcze bardziej, ale nie będzie duży. Nieźle cię pociągnęła – rzekł, nieszczególnie chyba zadowolony.
– Kto?! – wyjechał od razu Chris.
– Nieważne.
– Kurwa, kto?! – zagrzmiał, z diabelską miną.
Emma spojrzała na niego spłoszona, wydawał się być mocno rozgniewany, Jimmy natomiast skierował wzrok na nią, mówiąc bezgłośne: "powiedz mu, bo będzie się wkurwiał”.
– Nikt, pobiłam się z matką – rzuciła niepewnie nie wiedząc, jak zareaguje.
– Uderzyła cię? Skopię jej twarz – oznajmił Chris, śmiertelnie poważnym tonem.
Dziewczynie zrobiło się zimno. Wiedziała, jacy są, jaki on jest i zaczęła bać się o matkę, jaką suką by ona nie była.
– Przestań świrować, nie strasz jej! – burknął Jimmy, widząc minę nastolatki.
Nagle dziewczynie przeszła przez głowę jedna myśl: "Przecież to kryminalista, a ja jestem córką prokuratora. A co to by było, gdyby się dowiedzieli? Do tego wiem, co robili, co ćpali, gdzie przesiadują, kogo znają i kogo pobili… Zaraz oskarżyliby mnie o sprzedawanie lub coś innego i pewnie dostałabym w pierdol”.  
Natychmiast opanował ją lęk o totalnie się zdołowała.
– Mała – potarmosił ją brunet. – Co z tobą?
– Nic.
– Zapal – podał jej skręta.
– Nie, napiję się kawy.
Wstała, aby posłodzić napój, lecz przez ten niewdzięczny fakt ręce zaczęły tak już jej się trząść, że cała łyżeczka cukru zamiast znaleźć się w szklance, wylądowała obok.
– Mała – zareagował natychmiast Jimmy. – Co jest?
Powietrze stało już kołkiem, była szczerze zła, że to sobie uświadomiła właśnie teraz, nie mogła tego zrobić z dala od chłopaków?
– Emma! – szarpnął ją porządnie, aż podskoczyła ze strachu. – Co się stało? No co jest? – nie odpuszczał.
– Nic.
– No jak to nic, ręce ci drżą. Co się stało?
– Nic – mruczała, płaczliwym już głosem.
– Ile słodzisz?
– Jedną.
Do mieszkania wszedł Danny z wielką torbą, którą postawił na stole.
– No, nareszcie, kurwa, już myślałem, że pojechałeś do ruskich po to żarcie! – zadrwił Jimmy, wyjął mleko i dolał do kawy.
– Chodź – chwycił kubek, rękę dziewczyny i wyszedł z nią na zewnątrz, po czym kazał usiąść na stojącej obok domku ławeczce.
Wiedziała, że będą pytania, więc teraz zaczęła już cała się telepać, zwłaszcza, że brunet, do łatwych rozmówców nie należał. Usiadła, coraz ciężej wciągając powietrze i w tej chwili dziękowała Bogu, że nie zapaliła tej trawy.  
Podał jej kubek – latał na wszystkie strony. Objął dziewczynę.
– Młoda, co jest? Pogadajmy? Co cię nagle tak szarpie, co jest? – ponowił pytanie najdelikatniej, jak umiał.
Cisza, tylko coraz zimniej.
– Emma…
– Nic mi nie jest, myślę o tym, co będzie z matką – mruknęła.
– Tak…? I przez to cała się trzęsiesz? Przed chwilą było wszystko ok, więc co się teraz stało? Emma, gadaj prawdę, jaka ta prawda by nie była, rozumiesz? – nakazał.
Z jego wypowiedzi na kilometr wiało zgrozą, co jeszcze bardziej przytłoczyło nastolatkę, która już o mało nie zaczęła wylewać kawy. Mocno złapał jej dłonie, trzymające kubek, aby te przestały wierzgać.
– Mała…
Chciała zniknąć, rozpłynąć się w powietrzu, umrzeć, aby tylko uniknąć tej rozmowy i wyjawienia prawdy. Bicie po twarzy córki prokuratora stało już w jej głowie, do tego oszczerstwa, drwiny i Bóg wie, co jeszcze.
Jimmy siedział i cierpliwie czekał, patrząc hipnotycznie na nastolatkę, w końcu dziewczyna widząc, że raczej nie uda jej się wykręcić, nie wytrzymała napięcia.
– Ale nie będziesz zły… i Chris? To nie moja wina – wyskoczyła głosikiem zagubionego dziecka.
– Zły? Za co? – chłopak wywalił oczy, sam się w tej chwili gubiąc.  
– No bo moja matka…
Zacięła się, te słowa nie chciały przejść jej przez gardło. Już widziała zdziwienie, potem wybuch złości bruneta, następnie poinformowanie Chrisa, a potem to już tylko przejebane.
– Emma – objął jej ramię. – Co twoja matka?
– Wiesz, kim ona jest? – wycedziła tak cichutko, że ciszej się chyba nie dało.
Chłopak uniósł brwi totalnego zaskoczenia, po czym wydał z siebie tak upiorny śmiech, że słychać go było chyba na końcu miasta. Siedział i śmiał się do rozpuku, a Emma patrzyła na niego, nie wiedząc, o co chodzi. To tylko spotęgowało strach.
– To o to chodzi?!!! – rżał, za nic nie mogąc się opanować. – Oj, mała, przecież ja dobrze wiem, kim jest twoja matka – powiedział, odrobinę się uspokoiwszy.
– Ale Chris… – nie odpuszczała, to jego bała się najbardziej.
– Chris…?! Chris bardzo dobrze zna panią Colleman, pani Colleman – uśmiechnął się. – Osobiście nie miał z nią zatargów, ale raczej nie da się nie znać zastępcy prokuratora okręgowego, prawda? – spojrzał w oczy zagubionej dziewczynie. – On dobrze wie, czyją jesteś córką, ale leje na to, gorzej, jakby dowiedzieli się chłopaki z osiedla, zaraz byłby kwas. Ale spokojnie, on nie zamierza nikomu o tym mówić, a nawet, jakby skądś się dowiedzieli, żadna krzywda ci się nie stanie. Oni do niego nie fikną, a on nie pozwoli cię skrzywdzić, tym bardziej, że wpadłaś mu w oko. Wczoraj pół dnia o tobie nawijał. Polubił cię, a uwierz – dobrze jest mieć w nim przyjaciela, zwłaszcza, że on mało kogo tak szybko akceptuje. Jego brat, Lucas pewnie miałby żale, ale na to Mnich także kładzie, zresztą oni zawsze się dogadają, więc spokojnie. Niech ta kurwa, "J” dziękuje Bogu, że Lucky siedzi, bo ta zabawa, której byłaś świadkiem skończyłaby się zupełnie inaczej. Jest tylko pięć lat starszy od Chrisa, ale za to pięć razy bardziej pojebany. Gdyby on tam wtedy był, w ruch poszedłby i kaktus, i pała, a jakby, nie daj Boże, za ostro się uwalił, to wsadziłby mu w dupę nawet stary garnek, czy inny czajnik. To czubek – zaśmiał się brunet, wywołując w końcu u Emmy radość. – No widzisz, jaki ze mnie przypał? Siedzę i gadam sobie z córką prokuratora o swoich  
kumplach – kryminalistach – brechał.
– Ale skąd on…  
– A co ty myślisz, że my nie wiemy, gdzie mieszkasz i gdzie mieszka pani prokurator? – wcisnął się jej w zdanie. – Poza tym byłaś z nią kilka razy w sądzie, a Mnich ma bardzo dobrą pamięć do twarzy. Nawet tam mówił, jaka fajna z ciebie dupa, a Bóg cię pokarał taką matką. Uspokój się już, wyluzuj, wszystko je…
– No kurwa, Jimbo, śpicie tu?! Żarcie już wam ostygło! – z drzwi wyłoniła się wrzeszcząca twarz tematu rozmowy.
– Już idziemy!
Chris się schował.
– Wczoraj to myślałem, że padnę, o mało mnie przez ciebie nie pobił – brunet wznowił gadkę. – Zeszliśmy na wasz temat i jak oświadczyłem, że do Laury nie stajesz... bez urazy oczywiście.... to się uniósł jak idiota – mocniej przytulił dziewczynę. – Potem mędrkował, że Laura to przy tobie jest taaaka maleńka i takie tam pierdoły, a jak popił, to już w ogóle gęba mu się nie zamykała, dopóki mu się w końcu nie znudziło. I mówię ci – żeby nie Mały, on by nie odpuścił, ale że nie jest świnią, to powiedział, że nie będzie się wpierdalał, choć szczerze mówiąc, nie był zadowolony. Więc teraz już wiesz, że jakbyś miała jakieś kłopoty, wal do niego, jak w dym, on ci pomoże. A co do obicia ryja twojej matce to był oczywiście żart, chociaż żeby nie było mu szkoda wolności, zapewne dostałaby ostre w pierdol, co skończyć by się mogło nawet na oddziale szpitalnym. Mnich za kobietę potrafi się rozchodzić, nawet, jeśli to nie jest jego kobieta. No dobra, Jimbo, a teraz skończ już pierdolić i chodźmy coś zjeść, bo zaraz znowu wylezie i będzie jęczał – zaśmiał się głośno i podniósł z miejsca, ciągnąc dziewczynę za rękę.
Weszli do środka i Jimmy od razy sprawdził zamówienie blondynki – ostygło. Wstawił do mikrofalówki i zaraz miał kanapkę w zębach.
– Młody, wcinaj – spojrzał na młodzika, który siedział przy stole cały struchlały.
– Dzięki, jadłem śniadanie.
– Co, jarać się chce? Nie macie swoich dostawców? – zapytał brunet.
– Nie bardzo.
– Ale masz świadomość, że gdyby nie Mały, to nic byś ode mnie nie dostał?
– Tak.
– I że jak narobisz przypału, to nie będzie miło?
– Tak.
– Długo palisz?
– Cztery lata.
– Kurwa, to cztery lata palisz i nie załatwiłeś sobie jeszcze dojścia?! – Jimmy wywalił oczy. – To skąd brałeś, jak nie brałeś ode mnie?
– Kumpel załatwiał, ale wyjechał.
Piknął dzwonek w kuchence i Jimmy po chwili postawił na stole śniadanie dziewczyny i butelkę piwa.
– Mała, mam tylko piwo i wodę. Widzisz, nie pomyślałem, żeby kupić sok. Wypijesz piwo, czy chcesz wodę?
– Obojętnie.
– Co wy, baby, macie z tym "obojętnie”? I czego się tak boicie? Druga Laura, no nie mogę! – zaśmiał się, ale zaraz mina mu zrzedła. – Jedz, bo ostygnie. Smacznego.
Emma się nie patyczkowała, było głodna jak wilk.
– Powiedziałeś swoim koleżkom, od kogo bierzesz? – Jimmy znów uczepił się Danny’ego.
– Nie.
– Na pewno?
– Tak.
Chłopak był już mocno spłoszony przez to całe przesłuchanie. Zadzwonił telefon Chrisa i ten wyszedł na zewnątrz. Brunet spojrzał na Emmę, która pałaszowała śniadanie, jak szalona i już chyba dawno przestała przejmować się obecnością chłopaków. Szeroko się uśmiechnął, ale milczał, nie przeszkadzał jej.
– Chcesz piwo? – zapytał Danny’ego.
– Mogę wypić.
Przyniósł dwa piwa i odpalił fajkę. Zapadła cisza. Emma się zatrzymała i spojrzała na Jimmy'ego – gapił się na nią, zadowolony. Od razu zrobiło jej się głupio i wznowiła posiłek, tym razem jednak bardzo spokojnie.  
Chris wrócił.
– Będziesz miał coś dla Czarnej? – zapytał Jimmy’ego.
Emmę zmroziło, dobrze wiedziała, o kim mowa.
– Chyba ci powiedziałem, że ona już nic ode mnie nie dostanie, załatwiaj jej sam, zresztą ona może załatwić sobie sama.
– Kurwa, to muszę specjalnie dzwonić, jak zaraz będę miał na miejscu?
– Powiedziałem! Zajebana suka ma szczęście, że jest twoją siostrą, bo inaczej tak bym ją obił, że by się nie pozbierała, pierdolona rura!
– Chudy, wyluzuj już. Wie, że przegięła, odpuść już, kurwa, ten temat, dobra?! – warknął Chris.
– Co przegięła, co wie, kurwa, co wie?!!! – Jimmy zerwał się z krzesła. – Czy ta szmata cokolwiek wie?! A żeby ona była na jej miejscu?! – wskazał Emmę – też byś tak jej bronił, kurwy tej jebanej?! Powinienem ją tu przywlec i też zruchać jak szmatę, rozumiesz?! Pamiętaj, tylko ze względu na ciebie… tylko!!! – grzmiał Jimmy. – Kurwaaa! – usiadł na miejsce i w moment wykończył piwo.
Emma była w szoku, jak on się wyraża o Amber przy jej bracie. Skończyła jedzenie w samą porę, bo gdyby tego nie zrobiła, pewnie już odebrałoby jej apetyt.
– Dzięki – bąknęła do bruneta, spłoszona.
– Spoko. Pij piwko – fuknął, totalnie wyprowadzony z równowagi.
Rozległo się pukanie i Jimmy ruszył do drzwi. Blondynka znów zaczęła drżeć, każdy gość wywoływał u niej lęk. Chciałby już wyjść, ale po tym, jak jej pomógł, głupio jej było tak od razu uciec. Siedziała więc na dupie i czekała, co się wydarzy.
– Cześć Mnichu – do pokoju weszła średniego wzrostu blondynka i ucałowała chłopaka w policzek.
Ubrana w granatowe jeansy, błękitną, obcisłą koszulkę i z kucykiem przeplecionym przez białą czapeczkę dziewczyna nie wyglądała szczególnie groźnie. Stanęła obok Chrisa i z miejsca spojrzała na Danny’ego i Emmę podejrzliwym, niezbyt przyjemnym wzrokiem, po czym odpaliła papierosa i mocno się zaciągnęła.
Blondynka struchlała.

1 159 czyt.
100%124
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3138 słów i 18309 znaków, zaktualizowała 26 kwi 2017

Komentarze (4)

 
  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK 26 kwi 2017

    Rewelacja  

  • zabka815

    zabka815 25 kwi 2017

    Dobre dobre  

  • Black

    Black 25 kwi 2017

    Cud, miód i orzeszki