Szare istnienie - zmiany #7

Szare istnienie - zmiany #7Krótkie, wiem, ale tak wyszło :(

Dociskał mocno, bardzo śpieszyło mu się, aby szybko załatwić sprawy i wracać do dziewczyny. Nie widział jej dopiero kilka minut, a już tęsknił. "Oj, śliczna” – uśmiechnął się pod nosem, nie wierząc, że dał się tak omamić. Przecież to nie pierwsza, nie jedyna z niewątpliwie niepowtarzalną urodą, a jednak wpadł i nawet, jakby chciał, nie potrafiłby już wyplątać się ze swoich uczuć.  
Dojechał do warsztatu i nie zamykając auta, wszedł do środka.
– Gdzie szef? – zapytał, uznając, że przywitanie jest zbędne, poza tym nie lubił pracującego tam, zarozumiałego kolesia, który chyba myślał, że pozjadał wszystkie rozumy.
– Pojechał gdzieś – odparł jasnowłosy chłopak, bezczelnie ignorując bruneta i nie wychylając głowy spod maski.
– Pojechał?! Gdzie? Kurwa, zaraz wpół do pierwszej, o której pojechał? Umawia się i go nie ma?! – zagrzmiał wkurwiony brunet.
– Rano – bąknął byle jak pracownik.
Jimmy wykrzywił twarz w grymasie niezadowolenia, szerokim łukiem ominął auto z bucem "w środku” i wszedł do znajdującego się tuż obok gabinetu. Na biurku leżał stos papierów, które chłopak od razu sporadycznie przejrzał, po czym chciał sprawdzić szufladę, lecz ta była zamknięta.
– Co tu robisz? – syknął blondyn, lecz zatrzymał się w progu, bał się chyba podejść do chłopaka.
Jimmy go olał i nadal przeszukiwał mebel.
– Wyjdź stąd, tu nie można wchodzić, Wiktor nie będzie zadowolony – biadolił typek.
Jimmy chwycił stojącą na stole whiskey i spojrzał na kolesia.
– Masz klucz od tych drzwi? – wskazał odrapane, białe skrzydło.
– Nie.
– Nie? – parsknął Jimmy. – A jak znajdę?
– Nie mam. I radzę opuścić biuro – rzekł chłoptaś i to przelało czarę irytacji, bo Jimmy doskoczył do typka, chwycił go za fraki i potężnie łupnął nim o ścianę.
– Nie masz, kurwa? A ja myślę, że masz – przystawił twarz do twarzy chłopaka, operując grobową miną.
– Nie mam, naprawdę, przysięgam, szef go ma – wydusił przestraszony typ.
Jimmy go puścił, wyjął z kieszeni swoje "niezbędniki” i po chwili sam otworzył drzwi. Za nimi były drugie, które także nie stawiały zbytniego oporu i po chwili chłopak był już w środku. Obejrzał się – pracownik nie poszedł za nim.
Popijając alkohol rozejrzał się po wnętrzu i ponownie skwasiła mu się mina. – Kurwa – syknął i migiem znalazł się z powrotem w biurze. Blondyn jakby przymarzł w wejściu, bo ani drgnął. Brunet podszedł do biurka i podniósł słuchawkę telefonu.
– Dzwoń do niego!  
– Ale…
– Kurwa, dzwoń, powiedziałem!  
Mechanik nie mając wyjścia wykręcił numer szefa i po chwili podał Jimmy’emu słuchawkę.
– Słuchaj, musiałe… – zaczął od razu Wiktor, lecz brunet natychmiast mu przerwał.
– O której, kurwa, miałeś być?! Zamierzasz mnie wystawić?!
– Nie, posłuchaj, to nie tak. Miałem bardzo pilną sprawę i nie mogłem jej przełożyć, dlatego musiałem wyskoczyć na kilka godzin. Zrozum. Już wracam, za godzinę będę na miejscu – tłumaczył się mężczyzna, lecz Jimmy czuł, że coś ściemnia.
– Doprawdy? – prychnął pogardliwie chłopak. – A powiedz mi, czemu ci nie wierzę? Mam ci spalić tą budę?
– Jimmy, przysięgam. Przyjedź za godzinę – stękał koleś, nie zachowywał się zbyt odważnie.
– Trzynasta trzydzieści! – skwitował bezdyskusyjnie Jimmy i odłożył słuchawkę.
Zerknął w stronę wyjścia – pracownik rozpłynął się w powietrzu. "Kurwa, pedale, tylko mnie zrób…” – warczał w myślach chłopak, miał złe przeczucia. Ponownie pociągnął z butelki i zabrał się za szufladę. Zamek był dość niewygodny, lecz po dłuższej chwili i z nim się uporał, z dumnym uśmiechem otwierając czeluści skrytki. Kryła jakieś kwity, srebrny pistolet, rulon spiętych gumką banknotów i mały notes w czarnej skórzanej okładce. Otworzył zeszyt i okazało się, że zawiera daty i numery telefonów, z widniejącymi obok, pojedynczymi, czarnymi i czerwonymi literami. "Kurwa, co za przypał, pamiętnik dla psów” – zaśmiał się w duchu. Usiadł i wgapił się w zapiski, próbując rozgryźć, dlaczego na dwa kolory, dochodząc jednak do wniosku, że geniuszem nie jest i nic nie wyduma, schował notesik w tylną kieszeń i dopiero teraz zauważył drugą broń, wiszącą w przyklejonej do spodu blatu kaburze.
"Dureń” – pomyślał, zabrał rewolwer i wyszedł z biura.
Pracownika nadal nigdzie nie było i Jimmy zaczął podejrzewać, że coś knuje. Zdenerwowany ruszył do szatni i tu znalazł chłoptasia – siedział na stołku i nerwowo palił papierosa.
– Co tu robisz? Kombinujesz coś? – warknął.
– Nie – wypaplał koleś, unosząc dłoń z fajką.
– Dawaj telefon!
– Leży przy samochodzie.
Sprawdził komórkę, lecz nic podejrzanego nie zauważył, odwrócił się więc na pięcie, zabrał leżące na dachu auta papierosy i wyszedł.


"Tylko spokojnie” – gadał podświadomie. Przed Laurą strugał luzaka, imitował spokój, a prawda była taka, że wszystko się w nim gotowało.  
Jechał coraz szybciej i choć sam w to nie wierzył, obiecywał sobie, że weźmie się w garść i nie da ponieść emocjom. Gdy dotarł na miejsce, zegarek wskazywał 12:57. Spojrzał przez bramę – Chris stał kilkanaście metrów dalej, podszedł więc do niego i nie czekając na pretensje za bilet, szybko wyjechał z fałszywym przejęciem:
– Możesz zawołać Travisa? Mam dla niego wiadomość od Laury. To ważne.
– Poczekaj – odparł Chris i nacisnął guzik szczekaczki. – Travis, jakiś typ do ciebie, chyba znowu coś z młodą.
– Zaraz przyjdę.
– Poczekam przed bramą, gorąco tu – poinformował Jimmy i się ulotnił.
Czekał dwie, trzy, pięć minut, lecz ratownik nie kwapił się do wyjścia i Jimmy zaczął podejrzewać, że może go widział i boi się wyjść. Pomylił się jednak, bo Travis za moment wyszedł zza bramy, lecz gdy tylko zobaczył bruneta, stanął jak wryty. Targnięty nagłą irytacja Jimmy błyskawicznie podszedł do chłopaka, zadał mu trzy potężne "prawa, lewa, prawa” i gdy ten upadł, bez słowa odwrócił się na pięcie i obejrzawszy się jeszcze po drodze, wsiadł do samochodu i odjechał.  


"Nie wygada się, poza tym jak? Przecież jej nie ma. Kurwa, chyba za mało” – pomyślał Jimmy, żałując, że tak łagodnie potraktował Travisa. Zatrzymał się na poboczu, wykończył alkohol i wykręcił numer Billy’ego.
– Czego? – warknął chłopak.
– Długo jeszcze?  
– Godzina.
– Jadę do Wiktora, cwel coś kręci – poskarżył się Jimmy.
– Kręci?
– Byłem już dziś i go nie ma. Fury zresztą też nie ma.
– Wyluzuj, nie wyjebie – rzekł Billy.
– No… mam nadzieję, że się nie mylisz. Zadzwoń, podjadę po ciebie.
– Sam dojadę. Jak Laura? Odebrałeś? – zaśmiał się młodzik.
– Jasne. To na razie – brunet wyłączył rozmowę i rzucił telefon na deskę rozdzielczą.


Dotknął siedzącej z tyłu broni i wszedł do gabinetu. Wiktor stał przy biurku, jakby akurat teraz spodziewał się chłopaka.
– No i…? – zapytał sucho Jimmy.
– Kasa będzie dopiero wieczorem – rzekł mężczyzna, lecz nie umiał kłamać; głos mu drżał, oczy błyszczały i Jimmy wiedział, że nie dzieje się to bez powodu.
– Wieczorem? Jak się umawialiśmy? – syknął brunet z miną psychopaty. – Tego szukasz? – pokazał facetowi rewolwer, widząc, że ten grzebie pod biurkiem i nawet nie potrafi dyskretnie tego zrobić.
– To nie tak…
– Otwieraj sejf! – rozkazał chłopak, odbezpieczając broń i celując do Wiktora.
Facet stał jak wryty.
– No ruszaj się – zawył Jimmy, naciskając spust.
Kula dosłownie o centymetry minęła twarz kolesia i utkwił w ścianie. To poskutkowało, Wiktor natychmiast otworzył skrytkę trzęsącymi się na wszystkie strony rękoma.  
– Odsuń się – nakazał Jimmy i podszedł do sejfu. – Ile jesteś mi winny? Dwadzieścia tysiaków z tego, co pamiętam – rzucił, wyciągając pojedyncze zwitki banknotów, które po kolei kładł na stole. – Dwadzieścia pięć, za moją fatygę i twoją niesłowność – dodał, kładąc na biurku ostatnie banknoty
– Jimmy, ale to nie tak, Jimmy, ja mówię prawdę. Wózek zabrali dziś i wieczorem dostarczą pieniądze.
– Więc sobie odliczysz – uśmiechnął się złośliwie Jimmy, pakując forsę do papierowej torebki.
Zrezygnowany koleś się wyciszył, ewidentnie bał się przeciwstawić chłopakowi. Ten chwycił torbę, podszedł do faceta i przystawił mu lufę do policzka, wciskając ją mocno.
– I pamiętaj! Poinformuję wszystkich, kogo tylko mogę poinformować, że interesy z tobą to lewe interesy. Masz szczęście, że tylko na tym się kończy, powinienem odstrzelić ci tą kłamliwą, kombinatorską dupę, jebany pedale – oświadczył sucho Jimmy, zabrał broń i pośpiesznie opuścił warsztat.

564 czyt.
100%102
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1469 słów i 9135 znaków, zaktualizowała 30 wrz 2018.

2 komentarze

 
  • Obca

    Obca · 2 paź 2018 · 201233482

    Łapka😊

  • zabka815

    zabka815 · 2 paź 2018

    łapaka jest . Czekam na dalsze części