Szare istnienie #21

Szare istnienie #21

– Pijemyy jeeszcze piiwo, czyy jeedzieemy? – zapytała Emma.
– Już po sióódmej...?!!! – oprzytomniała Laura, przypomniawszy sobie słowa chłopaka. – Kurrrwa, co oon móówił? Że praacujee do szóostej!? I jaak my teeraz wóócimyy, głuupiaa?! – wrzeszczała, machając rękoma przed nosem kumpeli.
– Daawaj teleffoon! – wymamrotała blondynka, chwyciwszy iPhona towarzyszki.
Po chwili trzymała go już przy uchu.
– Poproszę taaksówkę naaa drodzee do... no... chwilaa, jaak sięę jeedziee doo... kurfaa, do... no... OOO... doo Reed Valleyy!!!! – wrzasnęła w słuchawkę.
Laura spojrzała tępo na koleżankę, która po wysłuchaniu krótkiego monologu osoby po drugiej stronie, wystękała:
– Aa sskąąd ja mamm wieedzieć? Przeepraszmm, alee jesteem troochęę pijaana, wiee panii... – chichotała.
Bardzo cierpliwa dyspozytorka ponownie coś powiedziała i po chwili usłyszała:
– Przecieeż mówięę, że niee wieem. A skąąd jaa mam wiiedzieć, jak paani niee wiee?! Czy panni przyyglądaa sięę znaaakom, przygląądaa się paani?!  
Kobieta znów się odezwała i Emma wypaplała:
– Taak?!!! Jeesteem na jakimśś zaduupiu ii jak mam teeraz wróociićć, coo?!  
Ponowny szmer w słuchawce.
– To spaadajj, staara tapeeciaroo, zgłoszęę to w twojeej fiirmie i wteedyy zoobaczymyy...!!! – zagroziła, ale babka już się rozłączyła, o czym poinformowała po chwili Laurę mina zaskoczonej towarzyszki.  
Ta rzuciła telefon na trawę i spojrzała półprzytomnie.
– Poowieedziała, żee nie wyyślee, bo niee wie, gdziee i że kurrwa, jeestemm nietrzeeźwa. Wcalee nie jeestem, kurwaa! I coo, moojaa spraawa! Noo żesz kurwaa: "To nieech paani zadzwooni do ineej koorporacji...”. Nieech saama sobiee dzwoonii, głuuupia ruraa... co zaa dziiwkaa! – klęła jak szewc, kompletnie nie przejąwszy się chyba brakiem transportu.
– Aaa idź t yyw dupęę, i coo teraaz?! Jesseś poojebanaa, nie moogłaśs grzeeczniej?! Czeemu niee zapytałaśś o tegoo goościa?! – zagrzmiała Laura.
– A kurwwaa, zapoomniaałam. Dzwooń doo tego ładiuusiaa, alboo doo Traavisaa..
– Chyyba cięę pojeebałoo! Niee pookażę sięe w doomu w taakim staanie.
– Jak too niee? A jaa...? Chciiałam u ciiebiee przenoocować, niee zamierzaam walczyyć z maatką! – oświadczyła Emma, chwytając piwo.
– Noo to łaaandiee! Trzeeba byyłoo myśleeć o tyym wcześnieej! I jeszczee chcesz chlaać?! Dawaaaj to, kuurff... – warknęła Laura i powaliwszy się na przyjaciółkę, zabrała jej alkohol.
– Mamm jeeszcze druugie – oznajmiła z dumą blondynka, chwytają plecak, ale ten po chwili także został jej odebrany.  
– Daawajj tooo – ryczała, lecz Laura nie dała odebrać sobie zdobyczy.
– Kreetynkoo, dość cii juużż. Dzwooonię do Fraanka! – zagrzmiała, chwytając telefon. – Ciichoo!!! – nakazała.
Chłopak odebrał bardzo szybko i Laura wydusiła:
– Fraankk, maam prośśbeę, mógłbyśś po naas przyyjechaćć? Niee chcąą przyysłać taaksóówki... przeez tą idiootkę. Jaa przeepraaszam, alee muuusissz nass uuratowaać – mamlała z głupim uśmieszkiem, w dodatku tak niewyraźnie, że brunet raczej nie wszystko zrozumiał.
– Mała. Jeszcze raz i powoli – zaśmiał się. – Gdzie jesteście?
– Naadd jeziioorem! – wrzasnęła Emma.
– Zaamknijj sięe, debiluu tyy! Nie słuuchajj jej, słuuchaj mniee! Jeestem przyy trooonie i woogólee jakaaś taak najeebana chyyba. Ta kretyynkaa sieęe napiiłaa i mniee upiiła i niee maam przeez nią jaak wrócić, noo i woogóole jest chyba ciemnoo juuż... plotła, chichocząc zarazem.
– Mała, przestań nawijać i daj mi dojść do słowa – roześmiał się 23-latek. – Jesteście tam, gdzie byłem z tobą?  
– Noo przecieeeżż mówięę, nieee... nooo?
– Dobra, zaraz przyjadę. Nie ruszajcie się stamtąd! – rozkazał i się rozłączył.
– Kurwaa, zoostaww too! – krzyknęła Laura, wyrywając puszkę z rąk przyjaciółki, która wiedziała, jak wykorzystać jej chwilową nieuwagę.
– A iddźź... – mruknęła blondynka, lecz zaniechała walki.  
– Zaraaz przyyjedzie i nas opieerdooli – zawyła radośnie Laura, wyraźnie dumna z faktu rychłego pojawienia się chłopaka.


Poza wędrówkami do "toalety, wyścigiem w pleceniu głupstw i durnowatym śmiechem, oczekiwanie na bruneta nie wyróżniało się niczym imponującym. Pijąc w ostateczności wyproszone przez Emmę oba piwa, pijane w sztok dziewczyny przestały zwracać uwagę na mijające beztrosko minuty i że zrobiło się kompletnie ciemno. W tej chwili nic nie miało już znaczenia, a troski, smutki i obawa przed jutrzejszą kondycją zniknęły. Pochłonięte bez reszty swoim idiotyzmem nie zauważyły nawet, że wreszcie w oddali pojawiły się niewyraźne światła samochodu, które zbliżały się błyskawicznie. Dopiero, gdy oświetliło ono ich sylwetki, Laura odwróciła głowę.
– Ooo, jaakooś szyybkkoo? – podsumowała przybycie Franka, informując przy okazji o tym fakcie połowę okolicy. – Wiidzisszsz...?! Przyyjechaał! To jeestt prffdziwyy mężczyyzna!!! – zawyła z dumą, usiłując wstać, co jej się, rzecz jasna, nie udało. – Too niicc, poosiedzęę soobie, ooo taakk! – mruknęła, wystawiając palec.
– Nooo, ładnie! – zaśmiał się brunet, stając nad nastolatkami.
– Coo ładniee? A coo, ma byćć niełaadnie? Zawszee jest ładniee. My soobiee tuu ciichutko sieedzimy i chlaamy, praawda, mojjaa suukoo?! – wymamlała Laura, obejmując kumpelę i sprowadzając się tym samym do pozycji leżącej.  
– My niee chlaamyy, tylkoo koonsumuujemy, niee? Zachoowuj sięę, suukoo! – odparła Emma, podnosząc się z trudem. – Aa tyy jeeej niee słuuchaaj, bo góowno wie, ja wszyystkoo wieem – spojrzała na Franka, odpychając brunetkę.
Chłopak się nie odzywał, stał tylko z uśmiechem, obserwując z niedowierzaniem, co wyprawiają, zwłaszcza Laura, którą właśnie poznał na nowo.
– A co tyy tu roobisz? – zapytała nagle. – Aaa, no taak... – zawyła.
Frank się roześmiał, dobitnie rozbawiony ich głupotą, po chwili jednak podjął działania.
– No dobra, mała, wstajemy – chwycił ją za ramię, zgrabnie podnosząc do pozycji stojącej, po czym poprowadził ją w stronę auta
– Alee ja nieee chcęę do domuu. Taam matkaa... będziieee mi trzeszczeeć – stawiała się.
Chłopak nie dyskutował, tylko posadził ją na tylnym siedzeniu i po chwili obok pojawiła się jej koleżanka.
– Koochaniee, aale ja nie chcęęę do domuuu, aa ona teżż niee... Aaa czeemu jaa w ogóóle tuu siedzęę, ?! Jaa chcęę z przoduu! – marudziła i już zamierzała wysiadać.
– Mała, siedź na dupie i mnie nie denerwuj! Jedziemy do mnie – poinformował zniecierpliwiony, znacznie podnosząc głos.
– Łooo, jakii groźnyy jeest móoj ksiiążęę. Kootkuu, niee deneerwuuj się, jużż będęę grzeeczna – bełkotała kretyńsko, lecz już nie ruszała się z miejsca.
Brunet tylko westchnął i ruszył gwałtownie. Jechał około dwudziestu pięciu minut, otoczony bez chwili ciszy irytującą rozmową i śmiechem, lecz wciąż był nad wyraz spokojny. Gdy stanął pod kamienicą, odwrócił się do dziewczyn.
– Dobra, pójdziemy do mnie, tylko laski... cicho! Już późno, nie naróbcie mi lipy – rzucił i wysiadł z samochodu.
Po chwili nastolatki wytoczyły się z auta, chłopak jak umiał, wziął je pod ręce i niezgrabnie ruszyli w stronę drzwi.
– Ciichooo! – zachichotała do kumpeli Laura, przykładając palec do ust.
– Mała...!
Gdy przekroczyli, a raczej przetoczyli się przez próg, stróż od razu skierował na nich wzrok. Zaskoczył, a zarazem rozbawił go widok chłopaka, z trudem prowadzącego dwie wiotkie dziewczyny. Natychmiast wstał i wcisnął guzik windy.
– Tylko proszę o spokój, już dość późno – zwrócił się do Franka z uśmiechem mówiącym: "I tak bywa...”.
– Może być pan spokojny – odparł chłopak.
Zadźwięczał dźwig i mężczyzna przytrzymał 23-latkowi drzwi, widząc, iż definitywnie potrzebuje on pomocy.
– Dziękuję.
– Naa peewnoo bęędziee cichoo, proszęę paaana, ja to paanu gwaaratuuję – zdążyła jeszcze wypaplać Laura, zanim zamknęły się jej przed nosem rozsuwane drzwi.
Frank spojrzał upiornie na sympatię, lecz i tym razem nie skomentował. Minutę później byli już w mieszkaniu i chłopak zaprowadził je do salonu. Ciężko padły na kanapie, rechocząc jak głupie, humor im nie mijał. Brunet zdjął im buty, które postawił w korytarzu i zawisł nad imprezowiczkami.
– Zjecie coś? – zapytał.
– Aa coo maszsz? – wyskoczyła Laura, nie dając kumpeli dojść do słowa.
– A tyy coo? On pytaał naass, nieeo?! – warknęła Emma, popychając brunetkę.
– Buujajj, móój chłoopaak – walczyła Laura, śmiejąc się oczywiście
Brunet stał w osłupieniu, obserwując szamoczące się nieporadnie, pijane w sztok nastolatki, lecz w końcu nie wytrzymał i uderzył głośnym śmiechem.
– Dziewczyny, uspokójcie się. Ładnie dałyście popalić, nie ma co – podsumował, nie mogąc powstrzymać radości. – Nie robiłem nic wymyślnego, mam zupę meksykańską i pizzę. Proponuję to drugie, gdyż zupa jest bardzo ostra, a wam na dziś wystarczy już chyba wrażeń – drwił wesoło.
– Niiee bądź taaki mąąądry! My zjeemy naweet ostree, aa co myyślaałeś?! Alee zjeem pizzę. A tyy jesz zuupęę? Co jeesz, gadajj noo? – spojrzała na Emmę.
– Dzięęki, niee jesteem głodnaa – mruknęła blondynka, spojrzawszy cielęco na Franka.
– A jaa jestemm baardzoo, bardzoo, a on zajeebiściee gootuje, a jak niee chcesz, to niee trzebaa, i twooja straata, tyy pijaaczkoo tyy.  
Laura swoja obecną estetyką wypowiedzi z sekundy na sekundę wywoływała u Franka w coraz szerszy uśmiech, lecz Emma już się uspokoiła.  
– Chodź, prześpisz się – rzucił, podnosząc ją z kanapy.
Nie protestowała, poprosiła tylko Laurę o napisanie sms-a do swojej matki i poszła grzecznie z brunetem. Ten migiem był z powrotem i siadając obok nastolatki, objął ja mocno, składając całusa na jej policzku.
– Aleś się naprała, nigdy bym nie pomyślał... – zaśmiał się. – Idziesz jutro do pracy? Nie wiem, jak chcesz to zrobić...
– Naapiszeesz do jeej matkii, że nocuuje u mnie? Latająą mi liteerki – poprosiła, wręczając mu telefon blondynki.
Chłopak napisał, wysłał i znów ją przytulił.
– Oj, mała, zobaczysz, jutro będzie kac...! Oj, będzie... – ironizował, wystawiając twarz przed jej nosem.
– Daasz mi tąą pizzę? – zapytała niewzruszona.
– Dam – ucałował ją i ruszył do kuchni.
Laura w tym czasie chciała napisać do Travisa, lecz czcionka skakała i rozdwajała się, jak cały obraz telefonu zresztą. Zaangażowana w pisanie dziewczyna nie zajarzyła oczywiście, że chłopak wrócił już z talerzem i szklanką soku.
– Mała, zostaw to i wcinaj – nakazał i zabrał jej komórkę.
Bez słowa zabrała się za posiłek, gdyż zgłodniała jak wilk. Chłopak jej nie przeszkadzał, w milczeniu obserwował nieporadnie jedzącą brunetkę. Skończyła bardzo szybko i spojrzała na niego, prezentując umazane ketchupem usta. Uśmiech rozpromienił jego twarz.
– Jeszcze? – zapytał.
– Niee, dziękii. Muszęę sięę umyyć – bąknęła i chciała wstać, lecz zaraz usiadła.  
Chłopak pomógł jej dojść do łazienki i po minujcie siedziała na kanapie z czystą już twarzą.
– A Traavis dziś zroobił kuraaka, a jaakiegoo zajebistegoo, o kurwfa! – wyjechała nagle, na powrót uderzając upiornym śmiechem i dała brunetowi iPhona. – Znaajdź samm, niee widzęę...
Chłopak szybko znalazł fotkę, ale nie skomentował, zaśmiał się tylko.
– Czemuu nie skaasoowałeś jeej zdjęeciaa? – wyskoczyła znienacka i Franka momentalnie zamurowało.  
Nie spodziewał się chyba takiego pytania, zwłaszcza on niej. Nigdy nie poruszała przecież tematu jego dawnego związku.
– Zapomniałem, zresztą nie tylko jej – odparł po chwili.
– Aa z reesztąąą... w dupiee too mam.... tąą sukęę – pyskowała.
Wątek dotyczący byłych romansów Franka przerwał telefon nastolatki, który zagrał niespodziewanie, strasząc przy okazji oboje.
– Haaloo – wypaplała.
– Gdzie jesteś i czemu nie napisałaś? Jesteś pijana?! – zapytał Travis.
– Jeestem, i coo? I moojaa spraawa.
– Gdzie jesteś?!
– U Fraanka, a boo co? Nie wrócęę dziś, ani jutroo, ani wcalee – zaśmiała się głupio.
– Zamierzasz iść jutro do pracy?!
– Zamierzaam, aTyy? A poo coo w ogóelee dzwoonisz? A żeebym się pieeprzyłaa, to coo? Nooo...?
– Daj mi Franka! – rozkazał widząc, że plecie już, co jej na język przyniesie.
– Nieee...
– Kurwa, młoda, nie wkurwiaj mnie, dobra?!  
– Maasz goo – wymamlała, podając Frankowi telefon.
Wziął go i zniknął w kuchni. Rozmowa trwała bardzo krótko, lecz gdy chłopak wrócił, Laura już przysypiałana kanapie.
– Travis mówił, że jutro możesz przyjść na drugą – pochylił się nad dziewczyną.– To dobrze, wyśpisz się. A teraz wstań, rozłożę łóżko...
– Chooodź tu! – pociągnęła go mocno, sadzając na łóżko i natychmiast pocałowała.
Po chwili usiadła na niego okrakiem i objąwszy go za szyję, jeszcze mocniej przywarła do jego ust. Brunet zgłupiał, totalnie zaskoczony, lecz nie stopował dziewczyny, objął ją tylko w talii. Z miejsca wplotła palce w jego włosy, całując go coraz bardziej szaleńczo i zadziornie. "Emma mogła, to ja nie mogę...? – pomyślała, mając już w głowie stanowcze decyzje.
– Pieeprzmyy sięę! – rzuciła bezwstydnie, po czym przyssała się do jego szyi, obcałowując każdy jej każdy centymetr. Kompletnie zdziczała.
Brunet postawił oczy w słup, lecz nadal nie stawiał oporu, dopiero, gdy bez skrupułów zaczęła dobierać się do jego paska, zareagował.
– Mała... – odsunął ją delikatnie, nieco oszołomiony jej zachowaniem.
– Noo coo? Niee chceeszz?! – wymamrotała i znów go zaatakowała, tym razem powalając na łóżko.
– Laura, uspokój się – mruknął, uwalniając się spod jej ciała.  
– Ją too byśś chęętnie przeeeleeciał, niee?! – fuknęła, oparłszy się na kanapie, z trudnym do zinterpretowania wyrazem twarzy.
Frank tylko westchnął, pokiwawszy z dezaprobatą głową i podniósł się z miejsca.  
– Wstań, rozłożę łóżko, musisz się przespać – rozkazał sucho.
– Pójjjdę ssspaać do nieeej, nieee jeessst u sieeebiiie – burknęła niezadowolona, wskazując głową sypialnię.  
Gdy tylko wstała, od razu ją przytrzymał, gdyż gotowa była już do zaliczenia dywanu i po chwili ułożył ją obok koleżanki. Ta już dawno odpłynęła. Przykrył obie cienkim kocem, postawił przy łóżku butelkę napoju i ze słowem: "dobranoc” ucałował ją w usta i wyszedł, nie domykając drzwi.


" O kurwa” – to oto subtelne zdanie jako pierwsze przeszło po przebudzeniu przez jej bolącą głowę, kolejną zaś było: "pić”. Nie czuła nic, poza pękającą czaszką, sklejonymi suchością ustami i nogą Emmy na swoim udzie. Po chwili doszedł ją dźwięk poruszającego się po kuchni Franka i prawie niewyczuwalny zapach kawy. "I po co mi to było?” – wyrzucała sobie, czując, jak potężny kac demoluje ją od środka. Wyschnięte na wiór, zlepione wargi za nic nie chciały się otworzyć, a pragnienie toczyło zażarty bój z niechęcią wstania z łóżka, a bólem głowy. Sama nie wiedziała, co jest najgorsze...
Zmuszona jednak do powstania ruszyła się niemrawo, spojrzała krótko na śpiąca jak suseł Emmę i ruszyła do kuchni. W pełni świadoma swojego wczorajszego popisu nie była zbyt bojowo nastawiona do spotkania z brunetem, ale nie miała wyjścia, musiała się napić czegokolwiek mokrego.
– Cześć – wyjąkała, stając przed pijącym kawę 23-latkiem. Ten od razu wyszczerzył zęby, gdyż wyglądała jak zbezczeszczone zwłoki z nieudaną ondulacją na głowie.
Zaraz wstał i ucałował ją w policzek.
– Jak tam, główka boli? – uśmiech się poszerzył.
– Daj mi się napić.
Po chwili pojawiła się przed nią szklanka z jasnożółtym, mętnym płynem.
– Co to jest? – zapytała, gdyż napój wyglądał dość dziwnie.
– Pij, pomaga na kaca. Mam tu dla ciebie zapas na cały dzień – odparł z ironiczną miną, pokazując jej dwie dwulitrowe butelki tego samego wynalazku.
Laura powąchała "lekarstwo” i gdy wyczuła cytrynę, od razu przyssała się do szklanki. Nie zostawiła ani kropli. Chłopak uderzył w śmiech i zlepił usta z kubkiem z kawą.
– Która godzina? – zapytała, a raczej chrypnęła.
– Po dziesiątej. Co chcesz na śniadanie?
– Nic. Daj mi jakąś tabletkę, jak masz.
– Widzisz..?! Jestem przewidywalny! – rozradował się, wyciągając z leżącej na stole torebki leki przeciwbólowe. – Radziłbym najpierw coś zjeść, inaczej prochy będą słabo działać – dodał.
– Frank... – zacięła się, czując napływająca do gardła falę wstydu.
Uśmiechał się, przeszywając milczeniem speszoną brunetkę, dobrze wiedział, co jej chodzi po głowie.
– Sorry za wczoraj, nie wiem, co mi odbiło. To ta wódka – wydusiła, czerwieniąc się znacznie.
Nadal milczał, gapiąc się na nastolatkę wzrokiem mówiącym: "Oj, mała, niezła z ciebie artystka”. Uśmiech nie zaniknął, lecz kawa tak.
– Mała, co zjesz? Niedużo, trochę. Wiem, że kiepsko się czujesz, ale unikanie jedzenia niczego tu nie zmieni, wręcz przeciwnie – wznowił temat.
Teraz to Laura zamilkła, będąc pewną, że jest zły, nie skomentował przecież jej przeprosin. Zawisł za nią i chwyciwszy jej dłonie, otulił ją całym sobą.  
– Mała! Przecież wiem... – uspokajał nastolatkę
– Przepraszam – powtórzyła, ale tego już nie skomentował, tylko uwolnił dziewczynę, aby nalać sobie drugą porcję kawy.  
– Może ją obudzić? – zapytała w kwestii kumpeli.
– Zostaw, niech śpi. Przecież na razie nie wychodzimy. Idziesz do pracy?
– Nie mam innego wyjścia, to mój drugi dzień. A tak strasznie mi się chce... – warknęła, uśmiechając się ospale. – Dasz mi tą tabletkę? Potem coś zjem, za dwadzieścia minut... za pół godziny! – oznajmiła stanowczo, wywołując kolejną lawinę radości u chłopaka.
Dał jej lek i po brzeg napełnił szklankę.  
– Trochę za mało cytryny, ale więcej nie miałem. No ale miałem miód, więc jakaś prowizorka wyszła. Zaraz pójdę dokupię, to dociśniemy.
– Gdzie pójdziesz? Po co?
– Nie mam nic na śniadanie, wczoraj wszystko zjadłem, prócz tej pizzy... no i tej zupy. Ja też nie byłem grzeczny, więc wyszło tak jak wyszło, że oczyściłem lodówkę – zaśmiał się.
Laura spojrzała niespokojnie, ale nie zdążyła pogrążyć się w spekulacjach.
– Popaliłem z Becky, odwiozłem ją, jak jechałem po was.
– To przez nas...?!!!! To trzeba było powiedzieć, że nie możesz! – rzuciła. Zrobiło się kompletnie głupio.
– Mała, przestań, jesteś małym dzieckiem? Jakby chciała, wróciłaby z nami, nie? – oburzył się i dziewczyna natychmiast skapitulowała. – Mam jeszcze, pomoże na kaca – oświadczył w temacie marihuany, rechocząc. – Żartowałem, nie dałbym ci, i tak jeszcze śpisz – drwił, zadowolony.
Spojrzała na niego jak zmora, czym jeszcze bardziej go rozbawiła, lecz już jej nie podburzał, tylko wstał i zniknął w korytarzu. Wrócił po chwili w butach i ponowił pytanie odnośnie śniadania.  
– Nie wiem, zrób, co uważasz. W ogóle nie chce mi się jeść, marnie się czuję – bąknęła i brunet z krótkim: "będę za dziesięć minut”, opuścił mieszkanie.  


Dziewczyna zostając sama od razu zaczęła myśleć o pracy, nie miała pojęcia, jak dziś cokolwiek zrobi. Na początku przeszło jej przez głowę, aby zadzwonić do Travisa, żeby wykręcił ją z dzisiejszego dnia, ale zaraz stanął jej w głowie wywód: "już drugiego dnia olewasz, bo chciało ci się poimprezować?”, więc pomysł natychmiast zginął śmiercią naturalną.
– Czemu mnie nie obudziłaś? – wystraszyła ją Emma, stanąwszy w drzwiach kuchni.
– Sama dopiero wstałam.
– Daj mi się napić – klapnęła na krześle obok. – Gdzie twój kochanek?
– wygięła usta w zmęczonym uśmiechu.  
– Poszedł do sklepu – usłyszała od nalewając do szklanki Frankową miksturę brunetki. – Chcesz kawy?
– Jak masz mleko...
Biały płyn gościł w lodówce, więc po chwili przed blondynką stały dwie szklanki.
– Dzięki. Gadałam wczoraj jakieś głupoty? – zapytała.
– Nie, ale ja za to zrobiłam maksymalną lipę! – oświadczyła Laura, robiąc kwaśną minę, po czym w skrócie opowiedziała przyjaciółce swój wczorajszy wybryk.
– No, ładnie! Jak chcesz, to potrafisz! – śmiech niedowierzania wydobył się z ust blondynki. – Ale to mały szczegół, byłaś nawalona. I widzisz...? Nie wykorzystał tego, nie to, co... – mruknęła Emma, w mig posępniejąc.
– Przestań, olej! Niech się, że tak powiem, jebie...!
Trzasnęły drzwi i dziewczyny natychmiast skierowały wzrok w stronę przedpokoju.
– Witam! – uśmiechnął się, stawiając na stole sklepową torbę i siatkę cytryn. – Jak samopoczucie?
– Źle – odparła zdecydowanie Emma, lecz wydawała się być nieco speszona.
– Zaraz coś zjemy, dajcie mi dziesięć minut – oświadczył i zniknął w łazience.
Piknął telefon brunetki i jak to zwykle, wywołał niepokój, lecz od razu odczytała, gdyż bruneta nie było obok.  
"Cześć, śliczna! Idziesz dziś do pracy? Czarna się tam wybiera, więc pomyślałem, że warto Cię poinformować. I nie denerwuj się, nic złego się nie stanie, poza tym ja też tam będę. P.s. Spokojnie, nie będę się pucował” – widniało na ekraniku.
Chłopak słowami: "I nie denerwuj się, nic złego się nie stanie...” miał chyba na celu uspokojenie nastolatki, lecz wyszło to całkowicie na wspak. Od razu sposępniała, czego Emma, znając ją na wylot, nie mogła nie zauważyć.
– Co jest? – nie czekała z przesłuchaniem.
– Nic...
– Gadaj, przecież widzę!
Nic.  
– Ej...!!! – wzburzyła się.
– Pojedziesz ze mną do pracy? – mruknęła w końcu Laura, pokazując przyjaciółce wiadomość, którą zaraz skasowała.
– Kto to?  
– Koleś ze sklepu – wydukała, zażenowana faktem telefonicznych kontaktów.
– Piszesz z nim?! Skąd on ma twój numer?! – drążyła osłupiała blondynka.
Laura mimo, że nie przyszło jej to łatwo, powiedziała prawdę o zajściu w domu i wszystkich wcześniejszych sms-ach. O stadionie jednak nie wspomniała.
– To po co odpisywałaś, kretynko?! Powiedziałaś mu o tym?! – wzburzyła się Emma, wskazując głową łazienkę.
– Nie i ty też nie waż się nic mówić!  
– Nie rozumiem cię...
– Wiem, że specjalnie tam idzie, przecież dziś ma pracę – zmieniła temat poddenerwowana brunetka – Czy ona się w końcu ode mnie odp...  
Nie dokończyła, gdyż trzasnęły łazienkowe drzwi i Laura w natychmiast przeszyła Emmę nakazującym, lodowatym spojrzeniem.
– Dobra, co jemy? – uśmiechnął się 23-latek, rozsiewając po całej kuchni zapach wody toaletowej. – A może po piwku? Po jednym... pomoże – dodał, operując kąśliwą miną.
– Bardzo zabawne, co?! Już nawet nie mogę najebać się z kumpelą, bo ironizujesz?! – warknęła podminowana Laura.
Zaskoczony nieco chłopak nie do końca zrozumiał jej obecne zachowanie, lecz nie odpowiedział, tylko wziął się za rozpakowywanie zakupów.
Emma z dosadną krytyką miną popukała się palcem w czoło, gapiąc się na koleżankę.  
– Sorry, źle się czuję – mruknęła Laura.
Chłopak milczał, uśmiechnął się tylko niemrawo, nie przerywając czynności.
– A ja się chętnie napiję! – rzuciła blondynka, chcąc najwyraźniej zmienić klimat.
– Dobra, zjemy omlet z warzywami. Będzie szybko i lekko – poinformował gospodarz, stawiając przed blondynką butelkę zimnego Heinekena.
– Dzięki – uśmiechnęła się, bez wahania przysysając usta do szklanej szyjki.
– Na zdrowie – mruknął przez zęby i zabrał się za przygotowanie śniadania.

2 093 czyt.
100%92
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3997 słów i 24472 znaków, zaktualizowała 17 cze 2017

Komentarze (2)

 
  • violet

    violet 16 lip 2016

    Dobry i ciekawy cykl, wciągnęłam się.

  • Misiaa14

    Misiaa14 16 lip 2016

    Ona musi mu  o tym powiedzieć :< cudooo ♡♡