Szare istnienie #11

Szare istnienie #11Ponownie zagrała komórka młodego faceta.
  – Tak...?  
  Szmer w słuchawce trwał bardzo krótko.
  – Dobrze, zaraz sprawdzę. Nic nie szkodzi, zrobię w tym czasie jakieś zakupy, mam pustki w lodówce. Do zobaczenia – oznajmił Frank, po czym nacisnął guzik.
  Spojrzał na pasażerkę.
  – Mogliśmy się nie śpieszyć, będzie o 11:00. Zatrzymamy się przy bankomacie, a potem pojedziemy do sklepu. Muszę kupić kilka rzeczy. To, co mam obecnie w kuchni, robi ze mnie kulinarnego kalekę.
  Laura uderzyła śmiechem.
  – Nie zauważyłam...
  – Bo nie miałaś kiedy zauważyć.
  Dojrzał bankomat.
  – Zaraz wracam.  
  Operacja trwała bardzo krótko, chłopak zaraz był z powrotem.
  – Dobra, mam parę groszy, na trochę wystarczy. Gdzie jedziemy?  
  – Nie wiem. Zależy, co chcesz kupić?
  – Dobra, to jedziemy do mojego sklepu. Tam dostanę wszystko.
  – Ok.
  Pocałował ją w policzek i ruszył. Po kilku minutach mijali swoje byłe miejsce pracy i Laura spojrzała jego stronę. Mimo, że jechali szybko, zdążyła dojrzeć, że lokal jak zwykle jest pusty.
  – Walić ich, niedługo splajtują – cieszył się Frank. – Ciekawe, czy kogoś zatrudnił? Współczuję przybyłym – śmiał się cynicznie.
  Za niedługo zatrzymał się pod wielkim hipermarketem. Po wyjściu z wozu już miał w dłoni rękę sympatii. Wzięli wózek i poszli do AGD. Zatrzymali się przy naczyniach i Frank się zamyślił.
  – Co za lipa. Taki sklep, a naczyń żaroodpornych jak na lekarstwo. Te są za duże, a te za małe, do tego owalne. Co to w ogóle za kształt?! – wkurzył się. – Przydałoby mi się takie, jakie mam w domu. I co teraz? – spojrzał na Laurę.
  – Nie wiem, nie znam się na tym.
  – Może podjedziemy do drugiego sklepu? Jak tam nie dostanę, kupię takie, jakie będzie.
  – Dobrze, jedźmy.
  W następnym markecie byli po kwadransie. Był o wiele mniejszy. Szybko znaleźli naczynia, w których chłopak zaraz zaczął przebierać. W końcu wybrał jedno.
  – Trochę za małe, ale przynajmniej nie jajo! – roześmiał się na całe gardło, w przysiadzie oglądając towar. – Ale będzie dobre, to tylko litr mniej – zerknął na towarzyszkę, która nie miała pojęcia, o czym on mówi.
  Pokazał jej prostokątne, przezroczyste naczynie.
  – Co mi pokazujesz? Ja nie wiem, jakie ci potrzebne?
  – Na dwóch chyba wystarczy, nie?  
  – Moim zdaniem to wystarczy na czterech.
  – Skoro tak mówisz... – uśmiechnął się zaczepnie i wsadził naczynie do wózka. – Dobra, na kolację zapiekanka, idziemy na spożywczy.
  Nabrał cały kosz wszystkiego. Gdy przechodzili obok alkoholi, chłopak zapytał:
  – Chcesz drinka? Tego, którego piłaś na ognisku.
  – Może jednego.
  – Jakiego?
  – Czerwonego.
  Frank głośno się roześmiał.
  – Jesteś już czwartą laską, którą Matt przekonał do tego koloru!
  Dziewczyna od razu posmutniała.
  – Mała, uśmiechnij się, wszystko będzie ok – objął ją mocno.
  – Gówno prawda! Przeze mnie o mało go nie zabili i nie wiadomo, co z nim będzie!  
  – Ty nadal swoje...? Nie musiał tłuc jej po durnym łbie, choć sam bym jej pewnie przyjebał. Ta szmata nie zasługuje na nic innego, niż lanie! I przestań się obwiniać! – chłopak się zdenerwował.
  Nie dyskutowała dłużej. Frank umieścił w wózku cztery butelki z czerwonym płynem, oraz czteropak piwa.
  – Z makaronem czy ziemniakami? – zapytał.
  Spojrzała tępo.
  – Zapiekanka... – rozweselił się, widząc jej nieroztropność.
  – Nie wiem.
  – Lubisz makaron?
  – Tak.
  – Ok, to zrobimy z makaronem. Dawno go nie jadłem.
  Dołożył do koszyka wszystkie składniki i w końcu ruszyli do kasy. Zadzwonił telefon dziewczyny, przez który jeszcze nie rozmawiała. Spojrzała na wyświetlacz: "Travis”.
  – Halo?  
  – Cześć! Ta suka z twojej pracy jest na basenie. Mam ją utopić? – zaśmiał się drwiąco.  
  Laura się uśmiechnęła, ale zaraz odparła:
  – Nie zaczepiaj jej. W ogóle się do niej nie zbliżaj.
  – Długo nie zabawi. Siedzi tu dopiero od godziny i pije już czwarte piwo. Jak się nawali, wyleci na kopach.
  – To dobrze, zostaw to dla ochrony. Masz się do niej nie zbliżać! – huknęła nastolatka.
  – Wyluzuj, nie zamierzałem. Ale jak będzie się topić po pijaku, na pewno nie będę jej ratował, choć to moja praca – radość nie znikała. – Dobra, kończę. Na razie – połączenie się urwało.
  – Co jest? – zapytał Frank.
  – Amber jest na basenie i Travis już robi sobie jaja.
  – I ma rację, z tej wywłoki tylko jaja można robić. Przecież to kretynka – zaśmiał się, ale panna nadal była zaniepokojona. – Dwadzieścia po dziesiątej, a lalunia na basenie? Czyżby zrobiła sobie wolne? Mam nadzieję, że się w nim utopi – szydził chłopak.
  

  Przy kasie było sporo osób, para stała tam dość długo. Wreszcie przyszła ich kolej. Frank zapłacił i po kilku minutach zakupy znalazły się w bagażniku, a kwadrans później chłopak parkował już pod swoją kamienicą. Dał dziewczynie klucz.
  – Idź, otwórz drzwi, wezmę zakupy. I tak będę musiał obrócić dwa razy.
  – Daj mi jedną torbę.
  – Przecież masz chorą rękę.
  – To nic, mniejszą mogę wziąć.
  – To weź tą z pieczywem i warzywami, jest najlżejsza.
  Laura chwycił pakunek i pierwsza ruszyła do budynku. Od razu przywitał ją stróż.
  – Dzień dobry. Jak minął poranek? – miał bardzo sympatyczny głos.
  – Dziękuję. Dobrze.
  Wyskoczył zza lady i zanim dziewczyna doszła do windy, wcisnął guzik. Po chwili powitał też Franka i przytrzymał im drzwi dźwigu.
  – Dziękuję – powiedział chłopak.
  Nastolatka otworzyła drzwi i zanieśli cały majdan do kuchni
  – Pójdę po resztę – oznajmił Frank i wyszedł.  
  Laura otworzyła lodówkę i zaczęła rozpakowywać sprawunki. Póki brunet wrócił, pochowała prawie wszystko.
  – Już rozpakowałaś? Dzięki – przytulił dziewczynę i sprawdził czas – 10:36.
  Nastolatka była czuła się coraz bardziej niezręcznie, nie chciała uczestniczyć w rozmowie Franka z matką. Chłopak przelał drinka do szklanki, wsypał lód i dał dziewczynie.  
  – Chodź do pokoju – powiedział, chwyciwszy piwo.
  Znów odezwał się telefon 18-latki. Zerknęła na wyświetlacz, ale numer był jej nieznany. Od razu się zaniepokoiła, nie chciała odbywać przy Franku być może bardzo niemiłej rozmowy. Telefon nadal dzwonił, więc nie mając wyjścia, nerwowo spojrzała na bruneta i wcisnęła guzik.
  – Halo? – wydusiła w słuchawkę.
  – Cześć. Zapomniałaś już o mnie? Masz telefon i nawet nie napisałaś? – usłyszała pretensjonalny głos swojej najlepszej przyjaciółki, dziewczyny w tym samym wieku.  
  – Cześć. Sorry, ostatnio byłam trochę zajęta i wyleciało mi z głowy. Czemu nie wyświetlił mi się twój numer?
  – Dzwonię od kumpla, zapomniałam telefonu. Przyjedź na basen. Jutro wyjeżdżam na dwa tygodnie, chcę się z tobą zobaczyć.
  – Nie, na basen nie przyjadę. Jak chcesz, wpadaj do mnie.
  – Czemu? Przecież jest gorąco.
  – Bo nie, mam swoje powody.
  – Jesteś w domu?
  – Nie, ale zaraz mogę być.
  – Gdzie cię w ogóle poniosło? Zajeżdżałam do ciebie i dzwoniłam.
  – To nieistotne. Powiem ci, jak się spotkamy – Laura od razu wyczuła szansę na zostawienie Franka z matką sam na sam.
  – Jesteś u faceta – stwierdziła od razu Emma.
  – Travis ma za długi język!  
  – Nie, on mi nic nie powiedział. Widziałam cię ostatnio na mieście z jakimś gościem, ale nie zdążyłam podejść, bo wsiedliście do samochodu i odjechaliście. Niezły – zaśmiała się.  
  – Wiem... – uśmiech zagościł na twarzy nastolatki. – Zostaw ten basen i przyjeżdżaj.
  – Ok, to za kwadrans będę.
  – Jesteś samochodem?
  – Tak.
  – Możesz po mnie podjechać? Będziesz miała po drodze. Jestem na Union Street.
  – Jasne. A gdzie dokładnie?
  – Taka duża, biała kamienica. Jest tam tylko jedna taka. Będę przed wejściem.
  – Ok, już wyjeżdżam. Na razie – dziewczyna się rozłączyła.
  – Opuszczasz mnie? – Frank objął brunetkę.  
  – Kumpela jutro wyjeżdża, chcę z nią pogadać. Dwa tygodnie się nie widziałyśmy. Poza tym spokojnie porozmawiasz z mamą.
  – Przyjedziesz na kolację? Podjadę po ciebie.
  – Frank, zawsze będziesz po mnie przyjeżdżał? Paliwo tanio nie kosztuje.
  – Tak, będę – patrzył ciepło.
  – Dobrze, przyjadę, ale autobusem.
  – Nie. Nie chcę, abyś sama wychodziła z domu. Mam do ciebie niedaleko, paliwo to nie problem. I nie protestuj – przytulił ją mocniej.
  Rozmawiali kilka minut i Laura podniosła się z miejsca, odstawiając pół pełnej szklanki.
  – Muszę iść, ona szybko jeździ – uśmiechnęła się.
  – Odprowadzę cię.
  Frank zamknął drzwi i zaraz byli za zewnątrz.
  – O której mam być? – zapytał.
  – Nie wiem, zadzwonię.
  Chłopak uderzył w śmiech, obejmując dziewczynę od tyłu.  
  – Tak...! Już ja znam te twoje telefony.
  – Zadzwonię... za kilka godzin.
  – Ok, zobaczymy – wtulił twarz w jej włosy, lecz zaraz ją odwrócił i ucałował.
  Stali tak tylko chwilę, ponieważ przerwał im podjeżdżający duży, czarny Jeep. Otworzyła się szyba pasażera i siedząca za kółkiem blondynka krzyknęła wesoło z głębi wozu:
  – Hej, zakochana! Nie śpij!
  Frank się roześmiał. Laura wsiadła do terenówki, a chłopak podszedł i przez otwartą szybę podał rękę przybyszce.
  – Frank – uśmiechnął się.
  – Emma – odwzajemniła wyraz twarzy.
  – Mała, czekam na telefon – ucałował ją w usta. – Miło było cię poznać – zwrócił się do blondynki i sobie poszedł.
  Dziewczyny się uściskały i blondynka od razu zapytała:
  – Boże, co ci się stało?! – wzięła w rękę skaleczoną dłoń koleżanki.
  – Laska w pracy oparzyła mnie olejem.
  Laura przy Emmie zupełnie zmieniła swoje zachowanie, rozluźniła się całkowicie.
  – Jak to olejem? – dopytywała się przyjaciółka.
  – Normalnie. Pewnie zrobiła to specjalnie, ma do mnie jakieś żale.
  – Za co?
  – Za Franka.
  – On o tym wie?
  – Wie, ale nie wszystko. Nie chce mu mówić, będzie jeszcze gorzej.
  Dojechały na miejsce i po chwili już stały w kuchni.
  – Co ci zrobić?
  – Jak masz mleko, to kawę.
  Laura włączyła wodę i zajrzała do szafki.
  – Masz szczęście, mam jeszcze trochę rozpuszczalnej. Travis pije ja na umór, to cud, że jeszcze cokolwiek się uchowało – roześmiała się i nasypała do szklanki dwie łyżeczki granulatu. – Chcesz coś zjeść?
  – Nie, napchałam się hot-dogiem, Travis mi postawił – oświadczyła Emma z wesoła dumą,  
  – Podrywa cię?
  – Tak, a jego tysiąc plastikowych lal. Wiesz, że najwięcej ręczników leży koło jego stanowiska?
  Dziewczyny uderzyły śmiechem, ale blondynka zaraz spoważniała.
  – To nie wygląda najlepiej – znów spojrzała na ranę przyjaciółki.
  – Wiem.
  – Co miało znaczyć: "będzie jeszcze gorzej”?
  – Suka nie daje mi żyć. Jak pracowałam, łaziła za mną z pogróżkami. Wybili mi szybę w kuchni, do tego jakiś typek zaczepił mnie w sklepie. Już nie wiem, co mam robić, może powinnam przestać się z nim spotykać? Choć on zawsze wkręci taką gadkę, że ustąpię. Poza tym chcę się z nim widywać.
  – Czemu nie zgłosisz tego na policję?
  – Bo nie. Ta laska ma nierówno pod sufitem. Nasłała kolegów na mego kumpla z pracy, bo się za mną wstawił. Tak go skopali, że trafił na oiom. Boję się o Travisa, nie wiadomo, co tej szmacie strzeli do łba.
  – Przestań! Takie ździry są zazwyczaj mocne w gębie. Fika, bo wie, że się boisz. Założę się, że jakby ją przycisnęli, odwaga szybko by z niej uszła.  
  Woda się zagotowała i Laura zalała kawę. Wzięła waniliowe ciastka, napój z lodówki, Emma "doprawiła” kawę i ruszyły do salonu. Klapnęły po obu stronach kanapy, zakładając na nią nogi i brunetka wznowiła przerwany wątek:
  – Być może by tak było, ale wolę nie ryzykować. Żebyś zobaczyła tego gościa ze sklepu, nie gadałabyś tak.
  – Nie rozumiem cię. To co... pozwolisz się terroryzować? Ona na niego leci?
  – To jego była. Nie wiem nic na temat ich związku, ale laska ewidentnie ma na niego parcie.
  – Pracujesz tam nadal?
  – Nie. Frank się wkurzył i zrezygnował, zabierając mnie ze sobą. I tak bym tam sama nie została.
  – Fajny jest… – Emma uśmiechnęła się jednoznacznie. – Przy nim Nick wygląda jak dzieciak – rozweseliła się na wspomnienie o byłym Laury.  
  – Gdzie wyjeżdżasz?
  – Do dziadków, dawno u nich nie byłam. Chcesz jechać?
  – Nie, muszę szukać pracy, nie mam ani grosza. Przydałoby się w końcu kupić jakiś samochód.
  – Jak chcesz, na dwa tygodnie dam ci swój.
  – Nie mam kasy, mam tylko dwieście dolców. Za długo bym nie pojeździła. Poza tym muszę kupić jakieś ciuchy, chociaż parę nowych jeansów. Mam już dość tych szmat, chodzę w nich od dwóch lat.
  – Wyjeżdżam o 13:00, jak się namyślisz, dzwoń. Zresztą matka będzie miała kluczyki, jak wóz będzie ci potrzebny, zgłoś się do niej. A jak chcesz kupić, to kumpel mojego faceta ma do sprzedania Hondę Civic. Chce za nią piątkę. Samochód w dobrym stanie i nie pali dużo.
  Laura ryknęła śmiechem.
  – Pięć tysięcy...?! Kobieto, kiedy ja tyle nazbieram?!
  Emma się uśmiechnęła.
  – Masz faceta?! Od kiedy? I czemu ja nic o tym nie wiem?! – oburzyła się brunetka.
  – Poznałam go tydzień temu w "Star”. Świetny koleś – mój bohater…! – znowu się zaśmiała. – Jakiś pijany typ się mnie uczepił i Eloy zainterweniował. Potem wypiliśmy trochę drinka i dalej samo poszło. Po wyjściu z klubu siedziałam z nim w samochodzie do piątej rano.
  – Eloy...? Co to za imię?  
  – Portugalskie. Przyjechał stamtąd z rodzicami, jak miał trzy lata.
  – Jak wygląda?
  – Brunet, ścięty zwyczajnie, na krótko. Ubiera się w luźne ciuchy i tańczy hip-hop. Nigdy nie przepadałam za takimi facetami, ale jemu to bardzo pasuje. Żebyś zobaczyła, jak koleś się rusza… – oznajmiła z dumą Emma i łyknęła kawy.
  – Kiedy mi go pokażesz?
  – Jak wrócę.  
  Zadzwonił domowy telefon.
  – Halo – Laura przyłożyła słuchawkę do ucha.
  – Laura? – usłyszała głos matki. – Zobacz w mojej sypialni, czy nie zostawiłam portfela.
  Poszła – brązowy portfel leżał na komodzie.
  – Zostawiłaś.
  – To dobrze, myślałam, że mi ukradli – kobieta odetchnęła z ulgą. – Będziesz cały czas w domu?
  – Nie wiem, może pojadę do Franka.
  – Napisz mi jego adres, dobrze?
  – Dobrze.
  – To cześć.
  – Zrobiła się strasznie ciekawska – oznajmiła Laura, po skończeniu rozmowy.
  – Bo masz faceta. I pewnie temu, że jest starszy. Ile on w ogóle ma lat?
  – Dwadzieścia trzy.
  – No widzisz, to już nie dzieciak. Zrobiliście to? – wyjechała przyjaciółka.
  – Nie.
  – A ja tak... Wczoraj – rzuciła triumfalnie.
  – Jesteś z gościem tydzień i już się z nim przespałaś?!
  – Sama nie wiem, czemu tak wyszło? On coś w sobie ma.
  – I jak było?
  – Na początku okropnie. Lisa miała rację, to nie było najprzyjemniejsze przeżycie. Ale tylko przez pierwsze parę chwil, potem już było zupełnie inaczej. Facet jest niesamowity – pochwaliła się.
  Nagle trzasnęły wejściowe drzwi i Travis wszedł do salonu.
  – Co to za pogaduszki? Młoda, zrób mi kawę, zaraz muszę wracać do pracy – poprosił i zniknął na górze.
  Dziewczyny się roześmiały i Laura włączyła wodę. Za moment kawa stała zaparzona i posłodzona. Wróciła do kumpeli. Nie zdążyła się odezwać, bo 22-latek pojawił się w pokoju z kubkiem.
  – Chcesz do pracy? – zapytał siostrę. – Do końca wakacji.
  – Gdzie?
  – U mnie.  
  – Na basenie?!  
  – Na basenie, na basenie... A gdzie?!
  – Nie wiem.
  – Martwisz się tą suką? Ona tam nie przychodzi, dziś widziałem ją pierwszy raz. Poza tym nikt cię tam nie tknie. Cztery godziny dziennie, od 10:00 do 14:00, lub od 14:00 do 18:00. Dziesięć dolców za godzinę.
  – Czemu akurat teraz, a nie miesiąc temu? W połowie wakacji zwalnia się miejsce pracy?
  – Laska, która teraz pracuje, za dwa dni wyjeżdża i jutro jest ostatni dzień. Zarobki może nie są ogromne, ale robota też nie jest ciężka.
  – Czyli...?
  – Będziesz zbierać puste butelki, opakowania, wycierać stoliki przy basenie i w barze, jednym słowem – plątać się w kółko. Klienci zazwyczaj zamawiając nowe trunki zabierają puste szkła, zostawiają dopiero te po ostatnim zamówieniu. Niektórzy potrafią przesiedzieć przy jednym stoliku cały dzień, więc roboty nie będzie dużo. Rita, która teraz pracuje, większość czasu spędza na rozmowie z pracownikami, bo nie ma zajęcia, a kasę dostaje. Robotę ma przeważnie po zamknięciu. W godzinę się uwija i do domu. Jak się namyślisz, to jutro o 10:00 ze mną pojedziesz.
  – Dobra, zobaczę.
  – No tak, zobaczę... bo Franka tam nie ma – szydził wesoło i Emma głośno się zaśmiała. – Ratownicy, jak twierdzą laski z basenu, to niezłe ciacha. Jak poznasz Dave'a i Mike'a, zapomnisz o Franku – rechotał.
  – Spadaj!  
  – Patrz, jak broni swego królewicza – zwrócił się do Emmy, nie przestając się śmiać.
  – Bo jest czego bronić – wyjechała dziewczyna, natychmiast uciszając 22-latka.
  Teraz to Laura dał głośny upust swojej radości.
  – Dobra, muszę spadać – Travis odstawił do połowy nadpitą kawę. – Trzymaj się – pożegnał blondynkę i wyszedł.
  – Widzisz? Jak mu dogadasz, to ucieka – śmiała się brunetka.
  – Ja też zaraz spadam, już po 12:00. Muszę zrobić jakieś zakupy, zawieźć coś dziadkom. Może jednak pojedziesz? Odetchniesz.
  – Nie, może pójdę do tej pracy. Został tylko miesiąc wakacji, a kasa się przyda. Mam nadzieję, że po wakacjach dostanę coś na stałe.
  – Aleś się uparła na tą pracę. Wrzuć na luz, dopiero skończyłaś szkołę.
  – Ty też...? Przestańcie mnie pouczać. I co, będę siedzieć bez grosza? Matka za dużo mi nie da. Chcę nazbierać na jakikolwiek samochód.
  – Ok, jak chcesz, jadę. Jak mówiłam – namyślisz się na Jeepa, zajedź do matki, ona da ci kluczyki – Emma wstała z sofy.
  – Ok.
  Ruszyły w stronę drzwi, uściskały się i kumpela poszła do auta. Po chwili już jej nie było. Laura schowała się w domu i skierowała do lodówki. Nie znalazła ani jednego napoju.
"Iść, czy nie iść?” – pomyślała. Dumała chwilę, poszła na górę, wzięła kilka dolców, które miała w innych spodniach i ruszyła do sklepu.
  Raz po raz oglądała się za siebie, ale nic podejrzanego się nie działo. Bardzo szybko doszła do marketu, chwyciła cztery puszki Sprite'a i udała się w drogę powrotną. Do domu dotarła w okamgnieniu. Schowała napoje, wziąwszy jeden i zerknęła na zegar w kuchni – 12:26. Poszła do swojego pokoju. Gdy weszła do środka, ktoś nagle zakrył dłonią jej usta objął ją w pasie, krępując ręce.
   – Spokojnie, nic ci nie zrobię – powiedział z tyłu nieznajomy, nachylając się do ucha dziewczyny.
  Laura znała już ten głos, poznała go w sklepie. Nogi zmiękły.
  – Myślałem, że już nigdy nie wyjdzie – przytulił twarz do szyi nastolatki.
  Ta już była cała struchlała.
  – Musicie zmienić zamek. Ten, który macie, bardzo łatwo otworzyć – jego głos przerażał dziewczynę. – Ktoś mógłby was okraść, a to nie jest miłe, prawda?
  Brunetka stała sparaliżowana, trzęsąc się jak osika.
  – Prawda?! – powtórzył głośniej, mocniej ścisnąwszy nastolatkę, która od razu wyczuła od niego wiń alkoholu.  
  Przytaknęła, poruszając głową.
  – Boisz się mnie?
  Powtórzyła czynność.
  – Niepotrzebnie. Nie zamierzam zrobić ci krzywdy, chyba, że będziesz niegrzeczna.
  Laura nadal stała nieruchomo, oblana zimnym potem.
  – Puszczę cię pod warunkiem, że nie będziesz krzyczeć. Mogę na ciebie liczyć?    
  Ponownie kiwnęła głową na tak. Odwrócił ją i przyparł do ściany. Spuściła głowę.
  – Spójrz na mnie – nakazał, więc strachliwie podniosła twarz.
  Uśmiechał się szeroko, patrząc jej w oczy. Po chwili sięgnął do jej kieszeni i wyjął z niej telefon. Wpisał w nim swój numer, zadzwonił do siebie i schował z powrotem.
  – W razie, gdybyś zgubiła kartkę – oznajmił. Mam nadzieję, że się nie pogniewasz, jak wezmę twój?
   Nastolatka milczała, czuła tylko łomoczące serce.
  – Pogniewasz się...?! – powtórzył ozięble.
  – Nie – wycedziła.
  – Nie martw się, ta suka Amber go nie dostanie – uśmiechnął się, nie odrywając od niej wzroku.
  Brunetka w dalszym ciągu stała bez słowa, coraz ciężej łapiąc powietrze. Myślała tylko o tym, co on zamierza? Był pod wpływem alkoholu, bała się, żeby mu nie odbiło. Poza tym jego prezencja wskazywała na to, że to prawdopodobnie chłopak z marginesu, być może już karany.
  – Amber mówiła, że jesteś wredna, musiałem się sam przekonać. Masz żal, że wszedłem do twojego domu?  
  – Nieee – ledwo wydusiła.  
  – Oj, chyba tak! – zaśmiał się. – Kochasz tego swojego chłopaczka?
  Nie odpowiedziała.
  – Bo podobno jest kiepski w łóżku. Takiej ładnej dziewczynie potrzebny prawdziwy facet – lekko przycisnął 18-latkę.
  Był chyba naćpany, gdyż jego oczy nie wyglądały normalnie. To jeszcze bardziej przestraszyło brunetkę.
  – Co ty na to? – pocałował ją w szyję, trzymając za talię.
  – Zostaw mnie – chciała go odepchnąć, lecz ani drgnął.
  – Miałaś być grzeczna! – warknął, obejmując ją w pasie i przyciskając do siebie.
  Nastolatka była przerażona, tysiące myśli przelatywało jej w tym momencie przed głowę.  
  – Rozluźnij się, nic ci nie zrobię. Chciałem cię tylko odwiedzić – zacisnął rękę na jej pośladku, przywierając mocno do jej ciała.
  Stado lodowatych mrówek przemaszerowało po dziewczynie.
  – Wiesz że jesteś niezła? Pewnie dobrze całujesz.
  Ujął w dłoń podbródek nastolatki i agresywnie ją pocałował. Wstrząśnięta panna, bojąc się przeciwstawić, beznamiętnie odwzajemniła pocałunek.
  Stali tak dłuższą chwilę.
  – Masz cudowne usta – oznajmił, odkleiwszy się od brunetki.
  18-latka uciekła gdzieś wzrokiem.
  – Jak się czuje twój kolega?
  Laurę ponownie przeszedł zimny dreszcz. Nie odpowiedziała.  
  – Słyszałaś pytanie?!
  – Nie wiem – wybełkotała niezrozumiale.
  – Wiedz, że ja nie miałem z tym nic wspólnego, to gówniarze  
  Cisza.
  – Nie chcesz ze mną pogadać? Przecież jestem miły.
  Słowa nadal stały kołkiem w gardle.
  – A może masz ochotę na coś innego? – chwycił ją za pierś, wpijając usta w jej szyję i jeszcze mocniej przydusił do ściany.
  – Zostaw mnie! – próbowała go odepchnąć, lecz bez skutku.
  Całował ją natarczywie, a ręka cały czas pracowała. Napierał na nią bardzo mocno.
  – Proszę cię, przestań – wydusiła, płaczliwym głosem, bezskutecznie próbując się uwolnić.  
  Wypuścił ją z uścisku, ale nadal stał bardzo blisko.
  – Widzę, że dziewczynka jest niedoświadczona. Chyba czas to zmienić. Co ty na to? – uśmiechnął się demonicznie
  – Nie, proszę cię… – wyjąkała, całkowicie roztrzęsiona.  
   Oczami wyobraźni widziała już, jak rzuca ja na łóżko i bezpardonowo rozbiera. Słabo jej się zrobiło, nogi zmiękły.
  – Nie bój się, żartowałem! – zaśmiał się, gładząc ją po twarzy.
  – Zostaw mnie już w spokoju – wyjąkała zrezygnowana dziewczyna, uderzając płaczem.  
  Marzyła tylko o tym, żeby koleś zniknął.
  – Mała, nie płacz, nie chcę, abyś była smutna – nadal muskał placami jej miękki policzek. Dłoń miał dużą i męska, aczkolwiek bardzo delikatną. – Jeśli obiecasz, że zadzwonisz, to sobie pójdę.
  – Obiecuję – wydusiła.
  – Nie wierzę ci za grosz – jego złowrogo-spokojny ton głosu tylko wzmagał lęk nastolatki.
  – Naprawdę zadzwonię – mruknęła, mając nadzieję, że chłopak już da jej spokój.
  Nie skomentował tego, tylko uniósł do góry jej skaleczoną dłoń.
  – To sprawka tej suki? Bo chwali się, że nieźle cię urządziła.
  – Taaak – dziewczyna spuściła wzrok.
  – Mam połamać jej ręce? Powiedz tylko słowo, a skopię ją jak psa.
  Brunetce ciężko było wydusić jakąkolwiek odpowiedź.
  – To jak...?
  – Nie.
  – Na pewno?
  – Tak.
  – Ok, jak chcesz.
  Znów stał w milczeniu, przyglądając się bacznie piwnym oczom młodej brunetki, po chwili jednak oznajmił:
  – Amber nie miała racji, bardzo słodka i skromna z ciebie dziewczyna. Mogę cię jeszcze odwiedzić?
  Głucho.
  – Mam sobie iść? – przejechał dłonią po jej włosach.
  – Tak – wycedziła przez zęby, kompletnie wyczerpana już psychicznie nastolatka.
  Po kolejnych sekundach wzrokowej inwigilacji oznajmił:
  – Mam nadzieję, że zadzwonisz – pocałował ją w usta i wyskoczył przez okno.  
  Za moment jednak znów zajrzał do pokoju, stojąc na dachu.
  – Jestem Jimmy! – rzucił z uśmiechem i zniknął.
  Laura skuliła się na łóżku i uderzyła w płacz. Minęła dobra godzina, póki udało jej się uspokoić. Akcja z brunetem uparcie drążyła jej myśli i nie wiedzieć, czemu, główną rolę grała nie napaść, lecz jego uśmiech. Mimo, iż bała się okropnie, młody facet dziwnie ją zaintrygował. I ta propozycja: ”mam połamać jej ręce?” – nie wiedziała, co o tym myśleć. Zaiskrzyła w niej nutka nadziei, że chłopak zainterweniuje i może w końcu Amber da jej spokój. Głowa zaczęła ją boleć przez ten dość długi szloch, zamknęła więc oczy i wtuliła twarz w poduszkę. Zasnęła.

2 509 czyt.
100%82
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 4379 słów i 25788 znaków, zaktualizowała 13 lut o 23:07.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 13 lutego

    Końcówka tej części jak najbardziej emocjonująca. Laura nie może się już czuć bezpiecznie we własnym domu. I jak tu nie czytać dalej .

  • Karolina12

    Karolina12 · 4 cze 2016

    Mam mieszane uczucia co do Jimmiego. Bedzie dzis jeszcze część? Pozdrawiam