Szare istnienie #28

Basen był na drugim końcu miasta, więc podróż przewidziana była na kilkanaście minut, przez co brunetka była nieco poddenerwowana, do tego zachowanie chłopaka dawało jej dużo do myślenia, gdyż jechali już ponad pięć minut, a on milczał, paląc jednego papierosa za drugim. Nagle skręcił w prawo, w kierunku jednej z dzielnic domków.
– Gdzie jedziesz? – Laura od razu się wystraszyła i wróciło jej mowę.
– Na końcu miasta jest korek, bo była stłuczka, chcesz tam stać godzinę?! – warknął. – Przy okazji załatwię coś po drodze, dopiero pierwsza, zdążysz do roboty.
Dziewczyna już się nie odzywała, ale nadal przypatrywała się brunetowi, robiąc to, o dziwo, z coraz większą odwagą.
– Sorry, mała, że fuknąłem, mam dziś chujowy dzień – rzucił po chwili.
– Nic się nie stało.
Za niedługo znaleźli się w okolicy drogich willi i Jimmy zatrzymał wóz.
– Poczekaj chwilę, zaraz wracam – spojrzał na Laurę i z jego mimiki brunetka natychmiast wywnioskowała, że nie jest zbyt zachwycony tą wycieczką.
– Ok – odparła i chłopak szybko opuścił pojazd.
Przeszedł na drugą stronę ulicy, stanął przed wielką, złota bramą i gdy ta się uchyliła, zniknął za nią. Laurę coraz bardziej zaczynało dręczyć, co mu się stało i czemu jest przestraszony. Chciałaby zapytać, lecz brakowało jej odwagi, przez co ciekawość i strach tłukły się w jej głowie, powodując niemały mętlik. Była pewna, że to żadna sprzeczka, że ktoś go po prostu pobił, żadna inna opcja jej tu nie pasowała. Niesamowicie szkoda jej było bruneta, którego z dnia na dzień lubiła coraz bardziej i chciałaby mu jakoś pomóc, ale jak? Przecież nawet, jakby powiedział jej prawdę, co mogłaby zrobić...?
Z zamyślenia wyrwało ja pukanie w szybę i Laura spojrzała w prawo. Przy aucie stał jakiś wysoki, dobrze zbudowany koleś i kołowym ruchem dłoni nakazał jej otworzyć szybę. Po dziewczynie zgroza spłynęła od stóp do głów, ale zaraz to zrobiła.
– Co tu robisz?! – zapytał typek szorstkim, wręcz demonicznym głosem, opierając ręce o drzwi auta.
– Nie wiem, przyjechałam z kumplem, poszedł coś załatwić – ledwo wydusiła, ciężko przełykając ślinę.
– Z jakim kumplem?
– Z Jimmym.
– Kurwa! – burknął olbrzym i po chwili zniknął w tej samej bramie, co brunet.  
Gdy odchodził, nastolatka zobaczyła broń, umieszczoną z tyłu, w spodniach kolesia i natychmiast przeszedł ją kolejny, zimny dreszcz. Siedziała cała w nerwach myśląc, że może wysiąść i spadać, nie zdążyła jednak, ponieważ Jimmy właśnie pojawił się przed wejściem do rezydencji w towarzystwie poznanego przez nią przed chwilą faceta.
Typ wyrzucał coś chłopakowi, gestykulując dość wyraźnie, lecz nie trwało to długo, po chwili kierowca wrócił do wozu, mocno trzasnąwszy drzwiami. W ręku miał jakiś pakunek, który wrzucił pod swój fotel i bez słowa odpalił silnik.  
Przestraszona dziewczyna patrzyła na niego w nadziei, że sam coś wyjaśni, lecz on milczał, rozżarzył tylko kolejnego papierosa. Ręce mu drżały.
– Sorry, pewnie ci przeszkadza, nie pomyślałem – spojrzał na Laurę i zaraz uchylił okno, wystawiając rękę na zewnątrz.
– Nie przeszkadza – mruknęła, ciężko jej było w tej chwili cokolwiek powiedzieć, wyraz twarzy chłopaka blokował jej wszystkie słowa, nie chciała palnąć czegoś nie tak.
Gdy dojeżdżali już do końca dzielnicy, auto nagle zwolniło, po czym z sekundy na sekundę zaczynało jechać coraz wolniej.
– Kurwa mać! – warknął brunet, stuknąwszy rękoma w kierownicę. – Skurwiel znowu nie zatankował! – dodał, w dalszym ciągu nie patrząc na Laurę.
Wysiadł, otworzył tylne drzwi i mimo, iż było gorąco, nałożył jeansową bluzę, do której po chwili schował przyniesiony pakunek, chowając go w wewnętrzną kieszeń.
– Wysiadaj – rzucił szorstko, otwierając dziewczynie drzwi i ta bez sprzeciwu opuściła pojazd.
– Kurwaaa!!! – powtórzył, kopiąc ze złością maskę samochodu i spojrzał na nastolatkę. – Musimy się przejść, chuj wie, który to już raz kutas zostawia mnie bez paliwa. Ostatni raz dostaje ode mnie samochód – oznajmił i ruszył przed siebie, więc Laura podążyła za nim. – Ja pierdolę, co za fiut! No kurwa, pierdolony sklerotyk! – mamrotał pod nosem i ponownie wyciągnął fajki, ale zaraz rzucił pudełko na chodnik. – No tak, jeszcze nie ma co zajarać! Kurwa, jebane fajki, rzucam palenie! – oświadczył i teraz dopiero spojrzał na towarzyszkę, która była już wyraźnie spłoszona i szczerze zaczęła bać się dalszej części tej podróży.
– Nie zwracaj na mnie uwagi, nosi mnie dziś.  
Niepewnie skierowała na niego wzrok – oczy miał szkliste i dziewczyna odniosła wrażenie, że gdyby mógł, najchętniej pewnie by się teraz rozpłakał. Chłopak spojrzał na zegarek.
– Dwanaście po pierwszej. Pół kilometra stąd jest przystanek, idziemy, czy dzwonimy po taksówkę?
– Nie wiem, a jak ci wygodniej?
– Przejdźmy się. Poczekam z tobą i spadam, nie mam zbyt dużo czasu. Z przystanku będę miał niedaleko. Co do ciebie gadał? – zapytał nagle.
Laura się nieco pogubiła, ale po chwili odparła:
– Nic. Co tu robię i z kim?
– I co mu powiedziałaś?
Z tego pytania powiało tak wyraźnym ostrzeżeniem, że niepokój momentalnie wzrósł.
– A co miałam powiedzieć? – wydusiła i się zacięła, nie wiedziała, co mówić dalej.
– W porządku, nie denerwuj się, sam cię przecież tam zawiozłem... niepotrzebnie zresztą. Wszystko ok, ale zapomnij o tym miejscu, ok?
– Tak – wybełkotała.
Nagle Jimmy zobaczył idącego z naprzeciwka, palącego gościa około trzydziestki i się jakby ożywił. Wpatrywał się w niego jak zahipnotyzowany do czasu, aż koleś znalazł się przed nimi.
– Masz fajkę? – zapytał i typek się zatrzymał.
– Nie mam, właśnie wyrzuciłem paczkę – odparł, z widoczną pogardą patrząc na chłopaka, który, jakby nie było, wyglądał jednak jak łobuz.
Ewidentnie słyszalne było kłamstwo, facet kompletnie nie umiał tego robić, poza tym po jego ubiorze, czyli białej koszuli i niezbyt ładnych, lecz mimo wszystko materiałowych, czarnych spodniach widać było, że to jakiś skąpy osobnik, do tego dość zarozumiały.
– No jak to nie masz, przecież palisz? – kontynuował brunet.
– Przecież mówię, że wyrzuciłem paczkę, niedaleko jest sklep – oznajmił elegancik z wyraźną złośliwością.
– Kurwa, po co mi sklep? Chcę teraz zajarać i wiem, że masz, tylko trzęsiesz. Dawaj szluga, bo jak znajdę, to zabiorę wszystkie – warknął Jimmy.
Laura milczała, nie chciała i bała się wtrącać.
– Naprawdę nie mam – tłumaczył się typ, rozglądając przy okazji, czy nie idą jacyś przechodnie.
Znajdowali się jeszcze niestety na totalnym zadupiu, kilkaset metrów od ulicznego ruchu i ku jego niezadowoleniu, nie było tu żywej duszy.
– Wywalaj kieszenie! – nakazał brunet.
– Nic nie mam, odczep się – fuknął facet i chciał wyminąć chłopaka, lecz ten go zatrzymał, pchnąwszy lekko do tyłu.
– Gdzie...?! Co powiedziałem?! – ton głosu zmieniał się z sekundy na sekundę
– Daj mi spokój, śpieszę się – rzucił gość i spojrzał na Laurę, jakby czekał, aż ta zareaguje.
– Kurwa, bo ci przyjebię! Opróżniaj kieszenie, albo skopie ci twarz! – ryknął Jimmy, agresywnie chwytając gościa za fraki.
– Ej... – wtrąciła się nastolatka, wcisnąwszy się delikatnie między niego, a eleganta.
– Nie wpierdalaj się! – syknął brunet. – No co, kurwa?, straciłeś słuch?! – znów pchnął faceta, lecz tym razem tak mocno, że ten przewrócił się na ziemię.
Od razu ruszył w jego stronę, lecz facet szybko się zerwał i rzucił do ucieczki, Jimmy jednak w moment go dorwał i znów powalił na ziemię. Wykręcił mu rękę do tyłu i sam zaczął przewalać jego kieszenie.
– Puść mnie – wystękał mężczyzna, ale chłopak miał go w głębokim poważaniu.  
Typ szamotał się na ziemi, lecz na napastniku nie robiło to większego wrażenia i po chwili znalazł portfel, ładną, czarną komórkę, dokumenty i kilka drobniaków. Fajek nie było. Puścił typa, otworzył portfel i zaczął w nim grzebać. Laura patrzyła na to wszystko osłupiała i nie wiedziała, co robić. Jimmy przetrzepał całość, rzucił portfelem w typa, który stał już na nogach i przeliczył pieniądze.
– Kurwa, dziewięćset dolców?! To na drobne wydatki? Ile zarabiają takie biurowe szmaty? Chyba dobrze, bo widzę, że telefon też niczego sobie, będzie jeszcze kilka stówek więcej – zaśmiał się i schował komórkę do kieszeni.
– Oddaj mi telefon, mam tam ważne numery, pieniądze możesz wziąć – wyjechał mężczyzna, który już dawno stracił pewność siebie.
– O kurwa, słyszałaś?! Jaśnie pan pozwala mi wziąć kasę! – rozradował się Jimmy spojrzawszy na Laurę. – Ależ dziękuję, jesteś bardzo hojny! – śmiał się ironicznie. – Spadamy – chwycił dłoń dziewczyny i ruszył przed siebie.
– Oddaj mi telefon! – krzyknął gość, ale Jimmy miał to gdzieś, przyśpieszył tylko kroku, ciągnąc brunetkę za sobą. – Nie ujdzie ci to płazem! – zagrzmiał okradziony i chłopak natychmiast się odwrócił, puszczając rękę towarzyszki.
Laluś ponownie ruszył biegiem, lecz i tym razem chłopak go dogonił, łupnął nim o stojący przy ulicy słup i pociągnął z kolana, poprawiając w okamgnieniu pięścią w twarz. Facet padł na ziemię.
– Coś mówiłeś?! Straszysz mnie, suko?! – zawył napastnik, kopiąc mężczyznę w klatkę piersiową.
Typ milczał, gapił się tylko na niego, sparaliżowany strachem.
– No co, kurwa?! Masz coś jeszcze do powiedzenia?! – darł się Jimmy i zadał mu kolejny cios, tym razem w twarz.
Kopniak był tak silny, że leżący koleś siłą uderzenia, z boku przekręcił się na plecy. Wściekły brunet szykował się już do zadania następnego razu, lecz nie zdążył, bo Laura wcisnęła się między niego, a typa.
– Zostaw, proszę cię... – pchnęła go delikatnie do tyłu, patrząc mu w oczy w totalnym szoku.
– Masz kurwo szczęście! Żeby nie ona, skopałbym cię tu jak psa – warknął Jimmy, wystawiając palec, po czym odwrócił się na pięcie i ponownie ruszył w kierunku miasta. – Jebana suka! – pyskował jeszcze pod nosem, idąc zamaszystym krokiem.
Nastolatka szła w ciszy, kompletnie skołowana zaistniałą sytuacją, przez co mocno też zdenerwowana. Wiedziała przecież, że jej towarzysz do aniołków nie należy, ale takiej akcji się nie spodziewała. Nigdy nie była uczestnikiem takiego zdarzenia, nie wiedziała więc, co zrobić, jak się zachować, nie sądziła, że będzie w stanie zaatakować kogoś w jej obecności, tacy ludzie raczej unikają publiczności...
– Mała! – stanął przed nią, wyrywając z zaświatów. – Co jest? Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć, już wszystko ok. Zapomnij o tym, co widziałaś, to nie twoja bajka. Wiem, nie powinienem robić przy tobie cyrku, ale nie pozwolę fikać takim kurewkom!
– W porządku, to nie moja sprawa – mruknęła dziewczyna.
– O, j chyba nie w porządku – uśmiechnął się, cały czas trzymając jej dłonie. – Wybacz, po prostu mam dziś zły dzi...
Przerwał mu dźwięk telefonu i Laura od razu poczuła, że jego ręce znowu zaczynają się dziwnie poruszać. Puścił ją, sięgnął do kieszeni i spojrzał na wyświetlacz. Nie odebrał, ale na jego twarzy znów pojawiła się ta mina, mina zbłąkanego dziecka.
– Chodźmy, spóźnisz się do pracy – wydusił niewyraźnie.
Przeszli tylko kilka kroków, kiedy telefon odezwał się ponownie. Nastolatka spojrzała na znajomego – twarz zaczęła mu błyszczeć, a jej wyraz stał się już kompletnie niezrozumiały, budzący wręcz grozę. Teraz już odebrał i bez słowa przystawił słuchawkę do ucha. Dzwoniący wydarł się tak głośno, że tym razem Laura dobrze słyszała niektóre, padające z telefonu słowa, a w większości raczej przekleństwa, brzmiące między innymi: "Kurwa, gdzie miałeś być...?!”, "Jak to w śródmieściu...?!”, Pogadamy w domu...!”, reszty nie udało jej się zrozumieć.
– Kurwa, kutas znowu nie zatankował, co miałem zrobić?! – wydarł się Jimmy.
Ponownie doszły dziewczynę jakieś szumy, tym razem jednak cichsze i niewyraźne, po których brunet ryknął: "A kurwa, odpierdol się!”, po czym wyłączył rozmowę, a następnie telefon i schował go do kieszeni.
Laura spojrzała delikatnie w jego stronę – teraz już nie drżał, tylko trząsł się cały.
– Chcesz pogadać? – zebrała się w końcu na odwagę.
– Nie, chcę zapalić, tam jest chyba sklep – wskazał ręką na wprost, pokazując tym samym, iż ta też lata już we wszystkie strony.
– Na pewno? Jestem dobrym i dyskretnym słuchaczem – nalegała.
Jeszcze bardziej żal jej się zrobiło chłopaka, zwłaszcza, że teraz już nie mówił, a prawie płakał, i mimo, iż usilnie starał się to ukryć, nie dało się tego nie wyłapać. Coraz bardziej wierciło jej dziurę w brzuchu, kto go tak zastrasza? Wiedziała już, że chodzi o jego dom, ale to wszystko, co wywnioskowała. Szczerze bolał ją jego obecny stan, brunet jakby coraz bardziej znikał w oczach.
– Chcesz coś? – znów przerwał jej zadumę, gdyż właśnie doszli do sklepu.
– Kup mi coś do picia jak możesz, zostawiłam wodę w twoim samochodzie.
Chłopak bez słowa odwrócił się i zniknął w sklepie.

Sorry. Wiem, że krótko, ale, że tak powiem (i tu zaczytuję Malolatę1) - "Nie mój czas". Wybaczcie!

1 775 czyt.
100%81
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2350 słów i 13875 znaków, zaktualizowała 18 gru 2016

Komentarze (1)

 
  • mariplosa

    mariplosa 24 lis 2016

    Będzie coś dalej czy wena uciekła na pustynie??