Szare istnienie #5

Szare istnienie #5

Gadali kilka minut, gdy nagle Frank wyjechał:
– Możemy popływać dziś! Bielizna to to samo, co bikini, albo właźmy w ciuchach!
– Jasne...
– Mówię poważnie! – chłopak zaczął zdejmować buty i skarpetki.
Patrzyła na niego, jak na idiotę. Gdy był już boso, zabrał dziewczynie piwo i wziął ją na ręce.
– Wchodzisz ze mną! – zakomunikował, ruszając w stronę wody.
– Frank, nie! – krzyknęła, ale on szedł dalej.
– Postaw mnie...! Fraaank...! Pożałujesz tego...! – te i tym podobne słowa rozbrzmiewały z ust dziewczyny, nadal bez skutku.  
Wyrywała się, lecz na chłopaku nie robiło to najmniejszego wrażenia. Był już coraz bliżej wody.
– Przestań! – apelowała.
Przeszło bez echa. Doszedł do brzegu i wlazł do jeziora trochę powyżej kolan. Uwiesiła się na jego szyi.
– Jeśli mnie zamoczysz, popamiętasz!
Frank śmiał się na całego.
– A co mi zrobisz?
– Zobaczysz!
– Aha...! Czyli jak puszczę cię wolno, to nie zobaczę. Więc ja chcę zobaczyć! – nachylił się nad taflą.
Jeszcze mocniej do niego przylgnęła.
– Wkurzasz mnieee! – Przecież to tylko woda – podburzał dziewczynę, ale zaraz się wyprostował. – Czy ty coś jesz? Dziesięciolatek waży więcej.
– Spadaj.
Chłopak wyszedł z jeziora i postawił pannę na ziemi. Nadąsana poszła w stronę drzewa. Stanął przed nią.
– Fajnie się złościsz – nabijał się, widząc zabawny foch, figurujący na jej twarzy.
– Więcej nigdzie z tobą nie jadę! – zagrzmiała, chwytając piwo.
Chłopak także zaczerpnął z butelki i rzekł:
– Nie jedziesz...?! Czyli jeśli jutro nie popływamy? Więc musimy to zrobić dzisiaj! – objął dziewczynę w pasie i zaczął się cofać, ciągnąc ją za sobą.  
Zapierała się nogami, ale nadal szła do przodu.
– Tym razem nie żartuję i cię wykąpię – oświadczył, nie zatrzymując się.
– Obleję cię piwem! – zagroziła, podnosząc butelkę nad jego głowę.
– Proszę bardzo, będzie warto.
Stanął stopami w jeziorze.
– Frank, nie…! – zaparła się jeszcze bardziej.
Zatrzymał się. Laura stała wzburzona, a brunet rechotał na całego.
– Jak będziesz mi grozić, źle skończysz.
– Nie odzywam się do ciebie!
– Niemożliwe...! No dobra, już nie będę, tylko proszę… odzywaj się. Nie zniósłbym twojego milczenia – dowcipkował.
– Doigrasz się!
Wziął ją na ręce i zaniósł do miejsca, gdzie siedzieli. Laura stała naburmuszona, co wywoływało wesołość u faceta. Znowu objął ją w pasie.
– Nie dąsaj się, lubię się podroczyć – uśmiechnął się. – Naprawdę myślałaś, że wsadzę cię do tej wody?
Milczała. Skończyła piwo i Frank zabrał od niej butelkę. Ręce powróciły na talię. Miała krótką bluzkę, więc czuła jego palce na skórze. Od razu straciła swoją bojowość. Stali tak chwilę, w końcu oznajmiła:
– Wiem, że byś tego nie zrobił, choć facetom nie można ufać.
Uśmiechnął się, nie odrywając od niej wzroku. Palce na ciele lekko się poruszały. Nie zauważyli nawet, kiedy zapadł zmrok. Było już zupełnie ciemno. Laura w tym mroku trochę odważniej patrzyła na kumpla.
– Mówiłem ci już, że jesteś śliczna? – wyjechał Frank.
Dziewczyna się zarumieniła.
– Tak, jak się złoszczę – odparła, próbując się rozluźnić.
– Tym bardziej...
W tym momencie nachylił się i czule ją pocałował. Z każdą sekundą robił to coraz namiętniej, gładząc jej policzek. Chwycił ręce dziewczyny i założył na swoją szyję. Dotknęła jego silnych ramion i przeniknął ją dziwny dreszczyk. Za moment poczuła, że dłonie chłopaka przesuwają się powoli w stronę pleców. Jeszcze bardziej się skrępowała.
Gładził jej skórę, nie odrywając się od ust. Mimo, iż jego dotyk był bardzo przyjemny, Laura czuła coraz większe onieśmielenie. Mocniej przytulił ją do siebie. Za chwilę prawa ręka ruszyła do przodu i zatrzymała się na bieliźnie, okrywającej lewą pierś nastolatki. Dziewczyna natychmiast się spięła. Chłopak w lot to wyłapał i zabrał dłoń, która powróciła na plecy. Trwali w pocałunku dość długo – panna zapomniała o wszystkim innym. W końcu brunet się od niej odkleił.
– Świetnie całujesz!  
Uśmiechnęła się skromnie.
– Która godzina? – zapytała po chwili.
– 22:10.
– Cholera, Travis mnie zamęczy!  
– O której miałaś być?
– Właśnie mam dziesięć minut spóźnienia – zaśmiała się.
– Jedźmy, po co mają się martwić.
Ruszyli w stronę wozu.
– Czemu nie nazbierasz na samochód? Słyszałem, że masz prawko.
– Z takimi zarobkami składanie trwałoby dwadzieścia lat.
– Nieprawda. Za pół roku spokojnie byś coś kupiła. Może nie byłaby to rewelacja, ale ważne, że cztery kółka. Chyba lepsze to, niż męczyć się w niewdzięcznych autobusach?
– Może i tak, ale po zdaniu egzaminu jeździłam tylko kilka razy. Od prawie dwóch lat nie siedziałam za kółkiem, już chyba nie umiem…  
– Umiesz! – wcisnął jej kluczyki w dłoń.
– Chyba żartujesz…?! – natychmiast mu je oddała, patrząc spode łba.
– Czego się boisz? Ten samochód jedzie sam.
– To sportowe auto, nie zapanowałabym na nim nawet, gdybym miała obie ręce.
– To co z tego, że sportowe? Wóz jedzie, jak mu każesz, a nie odwrotnie – rozweselił się Frank.  
– Jedźmy już.
– Ok, ale obiecaj, że mnie kiedyś przewieziesz.
– Dobrze. Kiedyś...
  

Teraz Frank jechał spokojniej, nie chciał stresować towarzyszki. Po około dwudziestu minutach byli na miejscu. Gdy dochodzili do schodków, fotokomórka znienacka uruchomiła światło nad drzwiami i chłopak lekko podskoczył.
Laura uderzyła głośnym śmiechem.
– Boisz się żarówki?
– Zaskoczyła mnie – rzucił skonsternowany chłopak.
– Dobra, dobra... – przeszyła go zadziornym uśmieszkiem i na tym temat się zakończył.
Weszli na werandę i kumpel zapytał:
– O której po ciebie przyjechać?
– Nie musisz, dojadę sama – natychmiast pomyślała o Amber.
– Mała, przestań mnie wkurzać! O 9:30 będzie dobrze?
– Tak – mruknęła.
23-latek spojrzał na zegarek.
– 22:30, nie zabiją cię – uśmiechnął się i znów przywarł do jej ust. Stali pogrążeni w pocałunku, gdy nagle otworzyły się wejściowe drzwi
– Mamo...! – krzyknęła speszona dziewczyna, odrywając się od chłopaka.
– Przepraszam... – wydusiła zaskoczona kobieta i schowała się w środku.
– Wpadliśmy! – zaśmiał się Frank.
Brunetka zamilkła.
– Dobra, leć, miłych snów – pocałował ją w policzek szybko odszedł w stronę auta.

  
Laura weszła do kuchni i od razu natknęła się na matkę.
– Tylko kolega...? – kobieta wymownie spojrzała na córkę.  
– Jak widzisz światło pod domem, nie musisz od razu wychodzić! – burknęła nastolatka.  
– Paliło się kilka minut. Skąd mogłam wiedzieć, że to nie ktoś obcy?
Dziewczyna bez słowa otworzyła lodówkę, chwyciła zieloną puszkę i chciała wyjść, ale matka nie dawała za wygraną.
– Ile on ma lat?
– Dwadzieścia trzy.
– Wygląda na porządnego chłopaka, ale bądź ostrożna. Wypij, jak ręka będzie dokuczać – dała córce tabletkę
– Ok, dobranoc – mruknęła Laura i zniknęła na schodach.
Tylko zdążyła usiąść na łóżku, gdy usłyszała pukanie.
– Właź!
Travis klapnął przy siostrze.
– Jest po 22:00 – uśmiechnął się cynicznie.
– Spadaj.
– Dalej się oburzasz za nasza dzisiejszą rozmowę? Po prostu nie chcę, żeby ktoś ci dokuczał, rozumiesz? Wiesz, że obiję mordę każdemu, jeśli się dowiem?!
– Wiem, chojraku. I nie jestem zła, tylko zmęczona. Idę spać.
– Pamiętaj! Jak coś złego będzie się działo, masz mi powiedzieć.
Cisza
– Dobrze…?!
– Tak – odparła dla świętego spokoju.
– Dobranoc – ucałował ją w czoło i wyszedł.
Dziewczyna wskoczyła w piżamę i walnęła się na łóżko. Wycieczka nad jezioro i odprężające działanie świeżego powietrza dobrze jej zrobiły, ale ręka, o której nie myślała, znów zaczęła ją wkurzać. Popiła tabletkę i wróciła do pozycji sprzed chwili. Zaczęło się myślenie:  
"O Franku i jego włosach; O tym, co działo się nad jeziorem; i oczywiście o nieszczęsnej Amber”. Wiedza, iż ta zna jej adres, nie dawała dziewczynie spokoju. Do tego dochodziło pytanie: "skąd go zna…?”
  

  
Głośno zawył budzik i panna podniosła powieki. Leniwie usiadła i wyłączyła urządzenie. Spojrzała w okno – padał niewielki deszcz. Ucieszyła ją ta pogoda, nie miała za dużo odwagi, by pokazać się Frankowi w stroju kąpielowym.  
Po szybkim prysznicu znów wyjrzała przez okno i stwierdziła, że mimo deszczu, jest bardzo ciepło. Zaczęła szperać w szafie. Po kilku minutach niezdecydowania nałożyła w końcu ciemnoszare rybaczki, na górę narzuciła ulubioną białą koszulkę z napisem: "RESPECT YOURSELF” i zabrała się za smarowanie dłoni. Gdy skończyła, zegarek wskazywał 8:48. Poszła na dół i skierowała się do szafki z lekami. Nie znalazła bandaża, zostawiła więc rękę niezawiniętą. Zrobiła dwie kanapki, chwyciła napój i ruszyła do salonu. Nie zdążyła wziąć nawet kęsa...
– Do cholery z tymi butami! Laura, zabiję cię!
Uśmiechnęła się pod nosem, dziwiąc się jednocześnie, że Travis jest w domu. Ten zaraz pojawił się na dole i podszedł do siostry, lekko kulejąc.
– Nauczyć cię, gdzie się stawia adidasy?! Korytarz to miejsce dla butów?! – ryknął.
– Sorry. Postawiłam je na chwilę, a potem o nich zapomniałam.
– Wyrzuciłem je przez okno – poinformował i poszedł do kuchni.
Laura się zaśmiała i wróciła do śniadania. Po chwili brat usiadł koło niej z kubkiem.
– Nie wiem, na co ty czekasz? Aż kompletnie zmokną? – zamoczył usta w kawie.
– Dobra! Ściemniać to ty możesz swoim kolegom.
– Jak chcesz. Jak nie szkoda ci nowych adidasów...
Dziewczyna szybko wstała i poszła na górę, ale zaraz zeszła i wyszła na zewnątrz. Nie było jej chwilę.
– Oddawaj moje buty! – huknęła po powrocie.
– Leżą na podjeździe.
– Z werandy widać cały podjazd, więc nie kłam. Dawaj je, zaraz muszę iść do pracy.
– Może uciekły? Stwierdziły, że o nie nie dbasz, bo rzucasz byle gdzie, więc miały dość.
– Travis, ja mówię poważnie! Za dwadzieścia minut muszę wychodzić!
– Poszły do obuwniczego powiedzieć innym butom, żeby się chowały, gdy przyjdziesz po zakupy – chłopak bawił się coraz lepiej.
– Spieprzaj! – krzyknęła i wróciła do posiłku.  
Jadła w milczeniu, zła.
– Może je dogonisz, jak będziesz szła na autobus. Raczej chodzą wolniej od ciebie – 22-latek zanosił się coraz większym śmiechem.
Dziewczyna się nie odzywała, była już na granicy wytrzymałości. W końcu wstała, odniosła talerz i udała się na górę. Nałożyła niebieskie sandały i wróciła na dół. Spoczęła na kanapie, wlepiając wzrok w wyłączony telewizor. Po chwili usłyszała:
– Są w łazience na górze.
– Nie odzywaj się do mnie!  
Deszcz przestał padać i dziewczyna została w obuwiu, które miała na nogach. Po paru minutach rozbrzmiał klakson samochodu. Zdziwiony nieco Travis spojrzał w stronę okna, ale nie komentował. Laura wstała i już chciała wyjść.
– Poczekaj! – nakazał chłopak i poszedł na górę. Za chwilę był powrotem.
– Masz – podał jej dwadzieścia dolców.
– Nie potrzebuję! – huknęła i znów chciała odejść, ale złapał ją za ramię.
– Masz jakieś pieniądze?
– Mam.
– Pokaż.
– Puść mnie, muszę iść! – szarpała się.
Wsadził jej banknot w tylną kieszeń spodni.
– Czemu się tak obrażasz? Żartowałem przecież. Masz ostatnio dziwne humory –
– podsumował i puścił siostrę.
Ta za chwilę wsiadła do mustanga.
– Cześć – mruknęła.
– Cześć.
Od razu zauważyła, że ton głosu chłopaka nie jest taki, jak zawsze. Poza tym nie było uśmiechu, którym zawsze operował. Nie pytała.
Tym razem nie zapomniała o zapięciu pasa, więc 23-latek bez słowa odpalił silnik i ruszył. Dziewczyna co chwila kierowała na niego wzrok, ale on wciąż patrzył na drogę.
– Czemu nie zawinęłaś ręki? – odezwał się w końcu, gapiąc się przed siebie.
– Nie mam bandaża, muszę kupić.
Gdy dojechali do miasta, zatrzymał się przy aptece i już chciał wysiadać.
– Sama pójdę – rzuciła i szybko opuściła auto. Kupiła, co trzeba i wróciwszy, wyciągnęła do bruneta rękę z pieniędzmi.
– Oddaję za maść.
– Przestań...! – mruknął.
Widząc jego dziwny humor, odpuściła. "Oddam mu potem” – pomyślała. Gdy weszli już do swojego lokalu, Laura od razu poczuła na sobie wzrok stojącej za barem Amber. Nie patrzyła na nią, tylko szybko uciekła do szatni. Przebrała się i migiem znalazła w kuchni.  
– Cześć – przywitała pijącego kawę Matta.
Ten włączył czajnik.
– Cześć. Rób sobie coś do picia – uśmiechnął się. – Chcesz coś zjeść?
– Dzięki, już jadłam – odparła, zasypując herbatę.
Frank wszedł do kuchni z gazetą, którą położył na stole. Zaspał kawę.
– Gdzie masz ten bandaż? Przenieś, zawinę ci rękę – rzucił apatycznie.
Laura weszła do szatni i od razu natknęła się na grzebiącą się w szafce Amber. Ta milczała. Nastolatka wzięła opatrunek i już miała wyjść, kiedy usłyszała:
– Widzę, że do ciebie jednak nic nie dociera. Myślisz, że to tylko czcze gadanie? Więc wkrótce przekonasz się, jak się leczy wadę słuchu.
Szybkim, nerwowym krokiem opuściła szatnię. Dała Frankowi bandaż. Wziął nożyczki z apteczki i w milczeniu zawiązał jej rękę.
– Podziękowała, ale się nie odezwał.
Herbata stała już zrobiona. Brunet dolał mleka do kawy i usiadł nad przyniesioną gazetą. Wziął niewielką karteczkę, długopis i spisał z niej kilka numerów, po czym rzucił prasę w kąt. Jack krzyknął z baru:
– Młoda, idź do biura!  
Laura od razu zdrętwiała na myśl o rozmowie w właścicielem, ale zaraz się do niego udała. Zapukała i weszła do środka.
– Dzień dobry – mruknęła.
– Wiesz, że są skargi na ciebie? – nawet się nie przywitał.
Dziewczyna nie wiedziała, co powiedzieć. Dziwnie się czuła.
– Dobrze ci się odpoczywa w pracy? Podobno ostatnio nie masz nic do roboty. Rozumiem oparzoną dłoń, ale to nie powód do całodziennego siedzenia. Poza tym chyba nie dasz rady pracować jedną ręką, co widać po ubywających naczyniach – burknął złośliwie.
Nastolatka milczała, ale przewidywała, jaka będzie dalsza część tego wykładu. Ben wskazał na pieniądze leżące na biurku.
– To za dni, które przepracowałaś. Za szklanki nie odliczyłem. Mam nadzieję, że znajdziesz pracę, która będzie ci bardziej odpowiadać – oświadczył, po czym nachylił się nad jakimiś dokumentami.  
Laura wzięła pieniądze i bez słowa opuściła biuro. Przebrała się w okamgnieniu, usiłując powstrzymać płacz. Spakowała ciuchy i wyszła, nie pożegnawszy się nawet z chłopakami. Idąc już przez salę usłyszała jeszcze wesołe: "powodzenia!”, po czym opuściła lokal. Ruszyła w stronę przystanku.  
– Laura, poczekaj! – usłyszała Franka.
Nie zatrzymała się.  
– Poczekaj! – złapał ją za ramię. – Zwolnił cię?
– A co, nie widać?!  
– Chodź! – pociągnął ją za sobą.
– Nie chcę, zostaw mnie! – huknęła, próbując się uwolnić.
– Idziemy, powiedziałem! – mocno ścisnął jej rękę i poprowadził do baru.
Amber targnęła złość, gdy zobaczyła chłopaka wracającego z Laurą, o czym świadczyła jej diaboliczna mina. Brunet zabębnił głośno w drzwi biura i wciągnął nastolatkę do środka.
– Za co ją wywaliłeś?! – zagrzmiał do szefa.
– Chyba już mówiłem.
– Czyli...?
– Płacę za pracę, nie za siedzenie.
– Jakie siedzenie?! Możesz jaśniej?!
– Poza tym nie stać mnie na kupowanie coraz to nowych rzeczy. Nie da rady pracować w tym stanie, więc zakończyliśmy współpracę.
– Doprawdy…?! A zapytałeś chociaż, kto ją tak urządził?! Może zwolniłeś nie tą osobę, co trzeba?! Masz tu pracownika zagrażającego zdrowiu innych, czemu na to nie reagujesz?! Poza tym ona pomaga przy frytkach, ja się nie rozerwę! – chłopak był wściekły.  
Zresztą od samego rana dziwnie się zachowywał.
– Już powiedziałem i zdania nie zmienię – orzekł Ben.  
– Tak...?! Więc ja także kończę naszą współpracę. Nie będę się nadwyrężał, jeśli jesteś taki stronniczy. Matt zapewne też sam nie będzie tu tyrał. Nagadali ci głupot, a ty od razu wyciągasz pochopne wnioski, a tej żałosnej laluni zza baru nawet nie upomniałeś za rękę tej dziewczyny! Żegnam! Idziemy – powiedział do Laury, chwytając jej dłoń.
– Poczekaj! – rzucił właściciel.
Kompletnie stracił pewność siebie.
– Dobra, dam jej ostatnią szansę. Ale jeśli dowiem się, że znowu przychodzi do pracy popijać kawę, nie przekonasz mnie.
– Od takich informatorów dowiesz się jeszcze pewnie niejednego – warknął Frank i opuścił z nastolatką biuro. Za chwilę jednak wrócił i wsadził głowę do środka:
– Ona nie pije kawy! – dodał, po czym zamknął agresywnie drzwi. – Idź, przebierz się. Zaraz przyjadą kurczaki, będziesz miała zajęcie – rzekł w drodze na zaplecze.
Laura skręciła do szatni i zaraz była w kuchni. Frank znowu ucichł.
– Chciał cię wywalić...?! Co za frajer! – wyjechał Matt, podchodząc do nastolatki. – Pij herbatę, musimy dziś zrobić dwadzieścia porcji kurczaka. Nie będziesz się nudzić.
Dziewczyna migiem wysączyła napój, nie chciała, aby znowu widziano ją z kubkiem. Spłukała go i wróciła do młodszego chłopaka. Nie zdążyła się nawet odezwać, bo do kuchni wszedł jakiś koleś z niewielkim, białym pojemnikiem.
– Dobra, koniec laby! Towar dostarczono! – krzyknął, zadowolony.
Podszedł do nich i dał Mattowi jakiś świstek:
– Gdzie Frank? Musi podpisać. Widzę, że macie nowego pracownika – spojrzał na Laurę z uśmiechem.
– Nie wiem, gdzieś łazi. Od rana jest jakiś dziki. Zanieś dla Bena.
– Odjechał, zanim wysiadłem z auta.
– Czekaj, poszukam go. Pewnie dzwoni w sprawie mieszkania. Od rana buszował tu z gazetą – powiedział Matt.
– Cześć. Max – przybysz wyciągnął dłoń do dziewczyny.
– Laura – zrobiła to samo.
– Dobrze ci się tu pracuje? Przecież w tej knajpie można umrzeć z nudów, pomijając humor Matta – zakomunikował z radością.
– Może być – mruknęła, speszona.
Chłopak się uśmiechnął i nie męczył dłużej nastolatki Stanął z boku i odpalił fajkę. Za chwilę w kuchni zjawiła się Amber. Podeszła do niego.
– Nawet nie przyjdziesz pogadać?
– Czekam na autograf. Poza tym zaraz uciekam, mam dziś od groma dostaw – odparł z uśmiechem.
– Kawę możesz wypić, pięć minut cię nie zbawi – obcięła Laurę dzikim spojrzeniem i wyszła.
Za chwilę Frank się zjawił, zajrzał do skrzynki i podpisał świstek.
– Sorry, że musiałeś czekać, nie mogłem przerwać rozmowy – tłumaczył się.
– W porządku. Wieczorem jest impreza na starym lotnisku. Zajrzysz?
– Nie wiem, zobaczę. Muszę znaleźć jakiś kąt i to szybko.
– Dobra, ale w razie czego zbieramy się po 18:00. Zerknąłbyś mi przy okazji pod maskę, silnik ostatnio dziwnie pracuje – powiedział.
– Może wpadnę, ale nie obiecuję.
Faceci podali sobie ręce, przybysz rzucił do Laury szybkie: "Miło było cię poznać. Miłej pracy", i zaraz go nie było.  
Frank spojrzał na godzinę – kilka minut po 11:00.
– Na którą ma być to zamówienie?! – krzyknął do Matta.
– Na 13:00!
– Dobra, chodź – rzekł do Laury i skierował się w stronę lodówki. Wziął kilka jajek, rozbił je do dużej miski, dodał mleko, mąkę, po czym postawił naczynie przed nastolatką, dając jej trzepaczkę.
– Wymieszaj to do jednolitej konsystencji.
Stanął obok i wziął się za krojenie mięsa. W kilka minut nakroił całą michę, zasypał jakąś przyprawą, wymieszał i wstawił do lodówki. Spojrzał w naczynie brunetki.
– Daj. Jedną ręką ciężko to robić.
Zabrał jej miskę i zaczął energicznie mieszać. Po chwili dolał trochę wody, znów zamieszał i odstawił.
– Skocz do magazynku i zobacz, czy są tam płatki śniadaniowe.
Przyniosła mu opakowanie. Frank je otworzył, wysypał do blendera i zmiksował. Przesypał do dużego, kwadratowego pojemnika, dodał tyle samo mąki i sporo papryki. Zamieszał i otrzymał różowy proszek. 18-latka stała i gapiła się na to wszystko w milczeniu.
– Dobra, panierkę już mamy, teraz możemy wypić drugą kawę. Mięso musi trochę postać – uśmiechnął się w końcu niemrawo i włączył czajnik.
– Kończą się sosy – oznajmił przyjacielowi.
– Zaraz zrobię. Zrób mi też kawę!
– Czy ten kurczak ma być z frytkami?
– Tak.
– A gdzie drugi kosz? Przecież w jednym tego nie zrobię.
– Nie wiem, pytaj wywłoki, ona rządzi frytkownicą.
– Zasyp dwie kawy i posłodź – poprosił Laurę, po czym odszedł i wychylił głowę przez dziurę.
– I ty masz czelność mówić, że ktoś siedzi w pracy, pusta idiotko?! Rusz dupę i szukaj drugiego kosza! I to migiem!
Amber za chwilę weszła do kuchni.  
– A skąd ja mam wiedzieć, gdzie on jest? Powinien być w szafce – rzuciła z oślą miną.
– Chyba ty zajmujesz się myciem frytkownicy, więc szukaj, gdzie go wpieprzyłaś. I to szybko, nie mam czasu na zabawę! – huknął.
Laura w tym czasie wzięła się za zalewanie kawy, cały czas przysłuchując się tym wrzaskom. Była mocno zdziwiona dzisiejszą złością chłopaka. Amber po chwili znalazła to, czego szukała i przyniosła Frankowi.
– Dajesz mi zakurzony sprzęt?! – wrzasnął, wyrwał jej go i rzucił do zlewu.  
Chwycił pannę za fraki, pociągnął w stronę wyjścia i wypchnął z kuchni.
– Zejdź mi z oczu! Spieprzaj z powrotem za bar, zabawiać się ze swoim tępym koleżką! Oboje jesteście siebie warci! – ryknął jej prosto w twarz.  
Wrócił do zlewu, umył koszyk, wytarł i położył obok frytkownicy. Przyniósł wielką butlę oleju, napełnił drugą komorę we frytkownicy i przysiadł w końcu przy kawie.
– Czemu nie zrobiłaś sobie herbaty? – spytał małolatę.
– Nie chcę, i tak jest gorąco.
Chłopak ruszył do lodówki i za chwilę postawił jej przed nosem puszkę zimnej coli.
– Dzięki – mruknęła.
Długo siedzieli w ciszy. Kumpel był wyraźnie zły, więc Laura nie chciała się odzywać. W końcu wypił kawę i wstał. Wyjął dużą, metalową blachę, wytarł i postawił na kuchennym blacie. Następnie udał się po mięso, które postawił obok i sięgnął po miskę z ciastem. Zawołał nastolatkę.
– Zapanierujesz bez problemu, to łatwa robota.  
Wziął kilka kawałków, wrzucił do ciasta, wymieszał i widelcem przełożył do panierki. Porządnie wstrząsnął pojemnikiem, aby się dobrze przykleiła, po czym przełożył na blachę.
– Dasz radę? – spojrzał na pannę.
– Jasne.
– Nie bierz za dużo ciasta. Nadmiar delikatnie otrząśnij, bo porobią ci się grudki w panierce. Jest wystarczająco gęste, więc nie powinnaś mieć problemu.
Zakończył nauki, ale nie ruszał się z miejsca. Laura wzięła sześć, może siedem kawałków i wrzuciła do miski. Zamieszała i przełożyła do drugiego pojemnika. Potrząsnęła podobnie jak kumpel i za chwilę następne kurczaki wylądowały obok wcześniejszych.
– Super, czyli mogę zabrać się za frytki. Jak zapełnisz blaszkę, krzyknij, dam ci drugą – rzekł i się oddalił.
Po kilku minutach zatrzeszczały wrzucane do oleju ziemniaki, a koło nastolatki pojawiła się druga blacha. Prawie pełną chłopak odstawił na bok i zajrzał do mięsa.
– Szybko ci idzie – rzekł i wrócił do frytek.  
Po chwili obok Laury pojawił się Matt, który na reszcie wolnego blatu porozkładał pudełka na dania i w każdym umieścił mały, plastikowy pojemniczek z białym sosem.
– Cwaniak zagonił cię do paplania się w panierce, bo pewnie sam nie lubi tej roboty. Dałaś się podpuścić – rozweselił się.
– Niekoniecznie. Przecież to nie jest złe zajęcie.
– Porób to codziennie przez miesiąc – szybko zmienisz zdanie. Kiedyś w tej knajpie sprzedawali tylko kurczaki, i to pod różną postacią. Było o wiele lepiej. Klientów było więcej i żarcie lepsze. Hamburgery nie dorównują dla drobiu.
Micha frytek pojawiła się koło młodszego faceta i ten wziął się za zapełnianie pojemników.
– Mała, ruchy. Muszę usmażyć mięso, zanim frytki ostygną – poinformował Frank i zabrał pierwszą blachę.
Szybko wrzucił kawałki na gorący olej, nie wyjmując z niego koszyczków. Po trzech, może czterech minutach pierwsza miska z mięsem pojawiła się koło Matta. W okamgnieniu zapełnił dwanaście pudełek i oddał kumplowi naczynie. Laura chwilę wcześniej zdążyła skończyć swoją pracę i Frank zabrał blaszkę. Po następnych minutach ostatnie kawałki zostały usmażone i zapakowane. Matt zaniósł wszystko na bar i chwycił miskę, w której było jeszcze kilka porcji. Podsunął ją pod nos koleżanki, stawiając obok sos.
– Spróbuj. Uważaj, sos jest bardzo czosnkowy. Jeśli nie lubisz, nie radzę ruszać –  
– zaśmiał się i wepchnął do ust umoczonego w mazi kurczaka.
Ugryzła kawałek – chrupnęło pod zębami.
– Panierka z płatków sprawdza się idealnie, prawda? – zapytał Matt z zapchaną gębą.
– Tak. Jest bardzo smaczna.
– Wsuwaj, będziesz miała obiad z głowy.
Zjadła cztery kawałki i porcję frytek. Frank w tym czasie wrzucił wszystkie brudne naczynia do zmywaka i znów wyjrzał przez wnękę.
– Amber! Bierz się za zmywanie!
– Matt, muszę wyjść na godzinę. Umówiłem się z facetem w sprawie chaty. Dopilnuj, żeby naczynia były umyte jak wrócę, bo nie ręczę za siebie! – orzekł chłodno i wyszedł.
Laura w końcu nie wytrzymała.
– Co mu dziś jest?
– Pewnie pokłócił się ze starym, zawsze tak się wzburza. Idź do chłodni i zobacz, czy są jeszcze banany, zrobimy sobie koktajl na ochłodę.
Poszła, ale wróciła z pustymi rękoma.
– Nie ma.
– I co teraz...? Nakręciłem się na ten koktajl, a tu lipa. Poszedłbym kupić, ale nie zostawię cię z tymi prostakami. Chyba, że ty skoczysz?
– Nie, i tak wystarczająco na mnie nagadali.
– Dobra, więc zrobimy inaczej.
Otworzył zamrażarkę, szperał w niej chwilę, po czym skierował się do lodówki i tam wznowił poszukiwania. Wrócił i zakomunikował:
– Mamy lody czekoladowe, waniliowe i mrożone truskawki, więc trzy smaki do wyboru. Wolałbym banany, ale trudno. Jaki chcesz?
– Obojętnie.  
– Co to znaczy: ”obojętnie”? Musisz się zdecydować! – uśmiechnął się.
– Może być waniliowy.
– No widzisz...? Też bym taki wybrał!
  

Minęło już kilka minut, a starsza z pracownic nie kwapiła się do pojawienia na zmywaku. W końcu Matt wychylił się przez dziurę.
– Długo jeszcze mam czekać, żebyś zajęła się pracą?! – syknął.
– Za chwilę! – dobiegło z drugiej strony.
Westchnął tylko i sięgnął do szafki koło chłodziarki. Wyjął mikser. Za chwilę starsza z dziewczyn pojawiła się w kuchni. Chłopak od razu do niej podszedł.  
– Za chwilę…?! Latasz na skargę bez powodu, a sama jak się zachowujesz?! Myślisz, że masz tu większe prawa od innych?! Co ty sobie wyobrażasz?! – zagrzmiał na całe pomieszczenie.
– Spierdalaj. Nie będziesz mi mówił, co mam robić.  
– Że co…?!!! – ryknął Matt.
– Gówno!
W tym momencie chwycił ją za fraki i łupnął o ścianę.
– Dawno ktoś skopał ci dupę?! – przycisnął ją mocno.
Laura stała jak wryta. Chłopak dalej trzymał Amber, która w końcu burknęła:
– Zabieraj łapy!
Szarpnął ją, pociągnął w stronę zmywaka, chwycił za włosy i wsadził jej głowę do zlewu, przyduszając policzek do dna.
– Za dziesięć minut to wszystko ma być czyste, rozumiesz?!  
– Puuuść mnieee – z trudem wydusiła. – Rozumiesz…?! – przycisnął ją jeszcze mocniej, ściskając za włosy
– Spierdalaj! – nadal udawała bohaterkę, ale głos już miała bardzo niewyraźny.
Puścił dziewczynę. Laura obserwowała to wszystko w niemałym osłupieniu. Chłopak chwycił za mikser i stanął obok.
– Chyba trochę przesadziłeś – oświadczyła nastolatka, nieco niepewnie.
– Jeszcze jej bronisz? Naprawdę mnie zadziwiasz. Nawtykała na ciebie głupot, a sama przesiedziała dziś pół dnia, nie kiwnąwszy palcem – odparł i ruszył do zlewu.
Spłukał urządzenie, przyniósł z lodówki lody i mleko, po czym władował pół na pół do miksera. Dosypał lodu, wanilię w proszku i spojrzał na koleżankę.
– Może wolisz gęstszy? Ten będzie rzadki.
– Wypiję taki, jaki zrobisz.
– Ok – rzucił i włączył mikser.
Za chwilę płyn znalazł się w szklankach. Orzeźwiał znakomicie.
– Pyszny – stwierdziła dziewczyna.
– Starałem się – wyszczerzył zęby i spojrzał na zegarek – 13:35. – Nudy, co? Znowu pustki. Choć może to i dobrze, nie chce mi się nic robić w tym zaduchu.
Amber ze złością układała naczynia na suszarce.
– Mocniej nimi walnij, nie słychać jeszcze na ulicy! – wrzasnął Matt.
– Daj spokój… – wtrąciła Laura.
Ten się tylko uśmiechnął i zaraz zapytał:
– Jedziesz na lotnisko?
Przytkało ją.
– Nie – odparła, zaskoczona pytaniem.  
– Czemu? Frank pewnie pojedzie, zawsze jeździ. Te imprezy odbywają się tylko latem, udaje się zrobić raptem dwie, może trzy w roku, temu zawsze na nich jest. Jedź z nami, napijemy się piwa i porozrabiamy. Zobaczysz, jakie akcje się tam odbywają – zaśmiał się. – Kiedyś, gdy było bardzo sucho, wypitemu towarzystwu zachciało się największego wielkość ogniska w historii zlotu. Wszyscy, prócz kierowców, byli ostro wstawieni i nikt nie dopilnował porządku. Zabawa wymknęła się spod kontroli i trawa wokół zajęła się ogniem. Poszło jak burza. W kilka minut jarało się pół łąki wokół pasów startowych, ale zanim przyjechała policja i straż, już nas nie było. Z odległości kilku kilometrów widać było łunę od tego pożaru – rechotał chłopak. – No i mówili o nas w wiadomościach – dodał z dumą..  
Laura się roześmiała.
– Dalej jeździmy na dziko, ale to stare, dawno nie używane lotnisko, więc raczej nikt się nim zbytnio tym nie przejmuje. Poza tym tylko tam można się bezpiecznie pościgać. W mieście tego nie zrobisz, zaraz zjawiłyby się psy. Pojedziesz?
– Raczej nie.
– Aleś ty uparta. Korzystaj z lata, zimą będziesz przynudzać przed telewizorem – nie odpuszczał.
– Tam się wszyscy znają i pewnie są starsi, będę się nieswojo czuć.  
– Przestań! Co roku jest ktoś nowy, poza tym znasz nas i Amy, którą widziałaś w barze. To fajna laska. Pewnie ta suka Amber też się tam będzie, bo ponad rok była z Frankiem, więc zna jego towarzystwo, ale ona nie będzie nas zaczepiać. Teraz ma swoich znajomych i ich się trzyma…
Gadkę przerwał dźwięk dzwonka przy barze. Matt ruszył po kartkę i leniwie włączył grill. Dochodziła 14:00. Laura wzięła szklankę i stanęła obok, bojąc się samej bezczynnie egzystować przy stole.
– Pomóc ci? – spytała.
– Weź osiem bułek i rozłóż na nich warzywa. Widziałaś, jak Frank to robi. Ładuj na oko.  
Wyjęła pieczywo i dodatki. Kotlety syknęły na grillu. Dziewczyna bardzo ostrożnie układała warzywa na bułkach. Matt co chwila na nią zerkał, w końcu zareagował:
– Nie musi być co do grama, aby mniej więcej tyle samo. Nie bądź taka nadgorliwa, to tylko kanapki – roześmiał się.  
Po kilku chwilach wziął wszystkie usmażone hamburgery na wielką łopatkę i stanął koło Laury.
– No widzisz? Jest ok.
Dokończył kanapki i zaniósł na bar. Zostały dwa, z których jeden wziął w rękę, a drugi umieścił na mniejszym talerzyku i podał dziewczynie.
– Pracujesz tu drugi tydzień, a jeszcze nie jadłaś naszych kanapek. To niedopuszczalne. Poza tym już późno, a ty zjadłaś tylko małą przekąskę. Smacznego – rzekł i zabrał się za swój posiłek.
Laura podziękowała i szybko zjadła hamburgera, bo faktycznie trochę zgłodniała.  
– Jeszcze jedną?! – zapytał kumpel.
– Nie, dzięki. Nie jem dużo, to wystarczy.
– Na pewno? Nie wstydź się, w końcu nie jesteś tu pierwszy dzień.
– Nie wstydzę się – wzburzyła się.
– W porządku – uśmiechnął się i zabrał jej talerzyk, który wstawił do zlewu na zmywaku.
Starszej dziewczyny już nie było, a naczynia stały umyte.
– Dobra! Czas na trzecią kawę. Też wypijesz…? – zapytał z lekko cyniczną miną i włączył wodę.  
– Dzięki! – burknęła.  
– Jesteś jeszcze młoda, kiedyś polubisz kawę... tak myślę. Ja piję ze cztery dziennie, ale już przywykłem – poinformował, zasypując ciemnobrązowy proszek do szklanki. – Siadaj, wygodnie ci stać? Widzisz, że nie ma klientów. Szczerze mówiąc to się zdziwiłem, że Ben kogoś zatrudnił, widząc cię pierwszy tu raz. I tak siedzimy bezczynnie pół dnia. Gdyby jeszcze wywalił tą wywłokę, byłoby pięknie. Fajnie, że jesteś, wprowadziłaś trochę pozytywnego klimatu do tej kuchni. Tu jest strasznie drętwo – uśmiechnął się.
Nastolatka się zarumieniła i usiadła obok kumpla. Nieco swobodniej czuła się przy nim, niż przy Franku, być może temu, że był dwa lata od niego młodszy.
– Zostaniesz tu sam, jak Frank odejdzie, czy poszukasz innej pracy? – zapytała.
– Nie wiem. Raczej nie zostanę za długo, bo jeszcze mnie poniesie i kogoś pobiję – wskazał głową w stronę baru. – Ale dopóki nie znajdę innej roboty, muszę tu tkwić.

2 544 czyt.
100%122
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 5763 słów i 34137 znaków, zaktualizowała 24 gru 2016

Komentarze (2)

 
  • AuRoRa

    AuRoRa 1 lutego

    Nie wiadomo czy się cieszyć, że wrócili Laurę z powrotem, Amber nie wydaje się zachwycona, a sądząc po jej charakterze, to nie odpuści.

  • Obca

    Obca 24 maj 2018 ip:8121036

    A czy tu czasem nie pracowałaś kiedyś za barem? Znasz dużo szczegółów z życia za barem