Szare istnienie #89

Szare istnienie #89Teraz tylko czekam, kto pierwszy urwie mi głowę
Pozdrawiam!

Z DEDYKACJĄ DLA BLACK!  
KOCHANA, MUSIAŁAM PODZIELIĆ NA DWIE CZĘŚCI, GDYŻ WYSZŁO NIECO PRZYDŁUGIE, ALE OCZYWIŚCIE, OBIE DLA CIEBIE, SŁOŃCE MOJE!

********

Podróż trwała już dobre kilka minut, ale dziewczynom jakby zatkano usta. Susan siedziała podminowana, dlatego też Emma się nie odzywała, a może raczej bała się to zrobić.
– Zarywa do ciebie? – zapytała siedząca obok nastolatki Sue, przerywając końcu tą niemiłą ciszę.
– Nie wiem – Emma się uśmiechnęła.
– Zapomnij o tym, co widziałaś u mnie, to nieistotne – mruknęła.
Nastolatka nie odniosła się do tej wypowiedzi, było jej głupio. Sue już nic nie mówiła, tylko zaczęła grzebać się po kieszeni, gdyż taksówka właśnie wjechała na Hilton. Kierowca jechał bardzo żywo, co znacznie skróciło czas podróży. Zatrzymali się pod domem bruneta i Emma od razu skierowała swoją uwagę na ławeczkę, lecz ta była pusta. Susan zapłaciła i po chwili przekraczały próg.
– Nooo, nareszcie! Ile można czekać?! – warknął Jimmy, zaciągając się papierosem.
Był ewidentnie zły. Trzasnęły drzwi łazienki i w pokoju pojawił się Chris.
– Cześć, żono moja uprowadzona – Emma w asyście śmiechu znów otrzymała całusa. – Ależ ładnie wyglądasz! – rozkrzyczał się, wlepiając oczy w nastolatkę. – Przepięknie!!!
Zawstydził dziewczynę, aczkolwiek zrobiło jej się niezmiernie miło. Puściła kolorki.
– Masz kolczyk?! – zaświergotał, zaskoczony, bez skrupułów zaglądając pod jej lekko zadartą koszulkę. – Pięknie!!! – powtórzył, zachwycony.
Czerwień twarzy się nasiliła.
– Zabłądziłyście? Wypiliśmy waszą wódkę – wskazał butelkę zawierającą jeszcze niecałą połowę.
Był bardzo wesoły, o czym świadczyły jego błyszczące oczy i niezbyt rozsądna gadka, zwłaszcza w kwestii coraz to zabawniejszych określeń w stosunku do osoby nastolatki.
– Siadaj, moja śliczna – będący znów "sobą” Chris wręczył dziewczynie zimne piwo i usiadł obok, obejmując ją w pasie.
Skrępowała się, lecz starała się tego nie okazywać, nie chcąc wyjść na sztywniaczkę. Nie protestowała też w kwestii alkoholu, po niedawnych, dość stresujących chwilach miała ochotę na piwo, wódkę… na cokolwiek.
– Żono, wyluzuj, to po przyjacielsku – rzekł Chris, widząc jej reakcję na jego uścisk, której nie udało jej się ukryć.
– O której wpadł? – przerwał zaloty Jimmy, który nie wyglądał tak promiennie, jak jego przyjaciel.
– Nie wiem, około siódmej – odparła Susan. – Co mu się stało, do cholery? Ma całą pobitą gębę i ledwo łazi – także otworzyła piwo.
– Jak oni wrócili do miasta? – Jimmy spojrzał na kumpla.
– Obchodzi cię to? Bo mnie wcale.
– Kurwa, obchodzi, jeśli tu wpada! Musiał obserwować chatę, bo skąd wiedziałby, że nas nie ma? Długo był? Bo nic nie zginęło, wziął tylko ciuchy – ponownie zwrócił się do starszej z dziewczyn. – I dziwne, że zostawił wódkę?
– Nie długo, kilka minut, ale wystarczyło, żeby młoda dostała po ryju – wywaliła bez skrupułów Sue, spojrzawszy na Chrisa.
– Co takiego?! – chłopak natychmiast spoważniał i momentalnie wlepił wzrok w nastolatkę. – Cwel cię uderzył?!
– To nieważne, to nic takiego – odparła delikatnie Emma widząc, jaką minę ma w tej chwili chłopak.
– Cicha! – przeciął wzrokiem przyjaciółkę, żądając szczerego sprawozdania.
– Nic jej nie zrobił, nie zdążył. Pociągnął ją tylko z liścia i raz przykopał, ale że ledwo łaził, to nawiałyśmy. O co mu chodziło, dlaczego tak do niej wyskoczył?  
– Przykopał?! Już ja go, kurwa, przykopię! – Chris aż wstał. – Wypijmy – burknął i nalał po kieliszku.
– Bo przyłożyła mu baseballem – rzekł nagle Jimmy, uśmiechnąwszy się soczyście.
– Naprawdę?! – Sue aż otworzyła usta. – Jak to "przyłożyła”?
– Normalnie. Wzięła w garść i łupnęła po gnatach – cieszył się brunet.
– No, młoda, niezła z ciebie artystka – chichotała Susan, złość spowodowana sytuacją w domu odeszła w zapomnienie. – Ale za co? – zrobiła się strasznie ciekawska.
– Miałem z nim swoje porachunki, więc trochę mi pomogła. Ale muszę przyznać, że przywaliła mu konkretnie – rzekł szczęśliwy Jimbo.
Emma się zarumieniła i ogarnęło ją dziwne uczucie dumy. Wypili alkohol, a po nim następny i jeszcze jeden – Chris narzucił konkretne tempo.  
– Dobra, wypiliśmy, to teraz trzeba podbić atmosferę, bo widzę, że źle się dzieje – zakomunikowała Susan, patrząc na wciąż wzburzonego 30-latka.
Po chwili nasypała trzy porcje kokainy i podsunęła lusterko pod nos Emmy.  
– Nie chcę – mruknęła nastolatka, co nie było jednak do końca prawdą.
– Młoda, dawaj, wódka nie będzie cię tak łamać.
– Sue! – Jimmy ponownie dał głośny wyraz swemu niezadowoleniu. – Nie wciskaj jej proszku!
– No kurczę, Jimbo, to niecała pięćdziesiątka, wrzuć już na luz! Co się tak napinasz? Dziewczyna trochę poświruje, rozluźni się, nie przesadzaj z tą troską, dobra?! Nie uzależni się od takiej ilości, najwyżej będzie chciała później podkręcić, ale też nie ma biedy. Pobawi się dziś, jutro zapije zjazd, bo nikt jej jutro prochu nie da, i po krzyku – Susan nie odpuszczała i polała kolejne, ostatnie już porcje.
Sama zażyła białego proszku i zostawiła lusterko na stole. Chris zaraz poszedł w jej ślady.
– Poza tym będzie miała kompana w mękach, bo też nie zamierzam jutro niczego tykać – wznowiła temat Sue, wycierając nos. – No młoda, pij i jedziesz. Nie zmuszam cię, ale zobaczysz, zrelaksujesz się, pokręcisz fajnie, w końcu raz się żyje, nie?! – brnęła.  
Emma kompletnie nie rozumiała, dlaczego tak jej zależy, że może po prostu chce zobaczyć, jak zachowuje się nawalona małolata i zrobić sobie z niej jaja? A może nie? Pogubiła się. Bała się narkotyku, lecz słowa nowej znajomej zaczęły sprawiać, że ciekawość stawała się większa, niż lęk i dziewczyna coraz poważniej zaczęła zastanawiać się nad zażyciem. "W sumie ma rację, raz się żyje. Nie umrę chyba od tego…” – pomyślała, a krążący w krwioobiegu alkohol i wzrastająca odwaga jeszcze bardziej skłaniały ją do podjęcia tej niezbyt mądrej decyzji.  
– Żono, nie śpij! – zaśmiał się Chris, którego już używka widocznie chwyciła w swoje szpony.  
– Ale ja nie umiem – mruknęła, gdyż pchnięta słowami Susan doszła w końcu do wniosku, że: "raz kozie śmierć, co będzie jutro, to będzie. I przynajmniej matka nie będzie mnie wkurwiać”.
Chris wziął pustą szklankę i nalał do niej odrobinę napoju.
– Nie łupnie jej dobrze – wtrąciła od razu Sue, widząc, co zamierza.
– Łupnie, to jej pierwszy wrzut – odparł chłopak, wsypał do płynu ostatnią z kresek, dosypując odrobinę z torebki, zakręcił szklanką i podał Emmie. – Tylko jeszcze raz zamieszaj i od razu przechylaj – uśmiechnął się.
Spojrzała na Jimmy’ego – nie wyglądał na zadowolonego. Zerknęła na szklankę i mimo, iż ciekawość i chęć sięgały już zenitu, miała jeszcze dość duże opory.
– No nie bój się, pij – poganiał Chris.
– Ale czemu dosypałeś? – dociekała, zaniepokojona tym faktem.
– Spokojnie. Bierzesz doustnie, będzie to samo, co mniejsza krecha do nosa. Nie panikuj – wyjaśnił luźno.
Już chciała wypić…
– Zamieszaj!
Zakręciła szklanką i przechyliła jednym haustem, nie będąc jednak pewną, czy dobrze robi. Chris zabrał jej szkło i spojrzał wewnątrz, po czym wyszczerzył się od ucha do ucha.
– Jak prawdziwa profesjonalistka! – zapiał głośno.
– Oj, Em, zobaczysz, polegniesz – warknął Jimmy. – Daję ci góra pół godziny, godzinę na to, że poprosisz Mnicha o kolejną działkę, a potem o kolejną i kolejną. Lepiej było zapalić.
– Ty też brałeś i nie prosiłeś – postawiła się w końcu.
– Bo ja jestem twardzielem – uśmiechnął się. – Poza tym biorę to gówno raz na rok.
– Dochodzi dziewiąta, o której jedziemy? – zapytała Susan, przerywając wreszcie umoralniające wykłady kumpla.
– Naprawdę chcesz jechać? – zdziwił się Chris i zaczął grzebać się po kieszeniach.
– Tak.
– Napiłbym się jeszcze.  
Emma siedziała pełna napięcia i czekała, co się stanie. Zdarzało jej się widzieć ludzi po kokainie i zawsze wydawało jej się, że są bezkreśnie szczęśliwi. Sama nie czuła jeszcze nic, co tylko zwiększało ciekawość i zniecierpliwienie.
– Żono, idziesz ze mną po wódkę?! – Chris głośnym pytaniem wtargnął w jej zamyślenie.
– Idę – odparła pewnie i wstała, lecz gdy tylko się podniosła, od razu poczuła się inaczej.
Stała się lekka, jak piórko, a uśmiech, chcąc nie chcąc, sam cisnął się na usta, wyginając je w szeroki łuk. Ogarnęło ją przyjemne podniecenie i zadowolenie. Miała wrażenie, że jej ciało zrobiło się miękkie, jak gąbka, do czego doszła nagła potrzeba pójścia gdziekolwiek, dlatego też perspektywa wycieczki do sklepu dogłębnie dopełniała jej szczęście. Czuła się trochę jak po trawie, z drugiej strony jednak całkiem inaczej… o niebo lepiej.
– Ale ją targnęło! – ucieszył się 30-latek. – Patrzcie, jaka zadowolona! Idziemy! – uśmiechnął się i ruszył w kierunku drzwi.
Puścił dziewczynę przodem i moment później szli już w kierunku przejścia. Nastolatka czuła się fantastycznie, przy czym każdy kolejny wykonywany przez nią krok był o wiele przyjemniejszy od poprzedniego, mogłaby tak iść nawet do Chicago.
– Czemu my w ogóle idziemy na przejście? Już nie ma takiego ruchu? Chociaż to może i dobrze, fajnie się przejść – język jej się rozwiązał.
Spojrzała na Chrisa – radość malowała się na jego twarzy.
– A co będzie jutro? – zapytała w kwestii narkotyku, nie poważniejąc ani trochę.
– Nic. Zapalimy, wypijemy… będzie dobrze – odparł ciepło chłopak.
– Dawaj tędy! – pociągnęła go nagle za rękę, zatrzymując się w połowie drogi do przejścia.
Roześmiał się.
– No co? Gorąco – fuknęła, ciesząc się jednocześnie jak głupia.
– Dobra, mów, że wódki się chce – rzekł Chris.
– To też – odparła twardo. – A tobie się nie chce?
Kokaina uderzyła już w nią z pełną siłą, nastolatka mogłaby tak bez końca. Pomyślała o matce i w tym momencie doszła do wniosku, że ma ją głęboko w dupie. Nie wróci, będzie pić, palić i bawić się w najlepsze, a ona niech spierdala. Zestresowana Emma sprzed kilku minut gdzieś zniknęła. Teraz dziewczyna zaczynała rozumieć Laurę, dlaczego polubiła Jimmy’ego, nie mogąc też przy okazji uwierzyć, dlaczego do tej pory była taka drętwa i strachliwa, robiąc sobie totalną lipę? Przecież to świetni ludzie.
– Powiedz mi, czemu moja matka jest taką suką? – zapytała nagle Chrisa, targało nią już na wszystkie strony.
– Nie wiem, chyba taka jej natura. Olej ją, dziś jest dzień rozrabiania – odparł wesoło chłopak.
Weszli do chłodnego sklepu i narkotykowa faza nieco się zmieniła, lecz w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu.
– Co bierzemy? – zapytał.
– Nie wiem. Chciałeś wódkę.
– A do picia?
– Co mnie pytasz, bierz obojętnie co i chodźmy. Zmuła tu – nawijała dziewczyna, wszelkie zahamowania i obawy w kwestii nowych znajomych gdzieś uleciały.
Nosiło ją, chciałby być teraz we wszystkich miejscach na raz.
– Ale cię poszarpało, żono moja piękna. Boję cię wziąć na dyskotekę, rozniesiesz im lokal – zaśmiał się.
– Tylko troszkę – zadeklarowała radośnie.
Chris już dał jej spokój, kupił dwa soki jabłkowe i dwie butelki litrowej wódki.
– Nie za dużo? – zapytała.
– Za dużo?! – zrobił dość ciekawą minę. – Jeszcze będziesz piszczeć, że za mało.
– Na pewno nie! – zbuntowała się, robiąc to w tak zabawny sposób, że chłopak ryknął na cały sklep, zwracając na siebie uwagę zniesmaczonego sprzedawcy.
– No i co się gapisz? Pośmiać się nie można? – warknął do stojącego za ladą, młodego chłopaka.
– Uspokój się – szturchnęła go Emma, która zrobiła się nagle strasznie bohaterska.
– To co się przygląda? Niech bierze kasę i pilnuje swego tyłka! – burczał chłopak, ciesząc się jednocześnie.
Udało im się w końcu zapłacić i opuścić sklep.
– Ile kosztuje kokaina? – zapytała z zaskoczenia nastolatka, wywołując niemałe zdziwienie u osoby chłopaka.
– Dlaczego chcesz to wiedzieć?
– A tak, z ciekawości.
– Różnie, od dwustu, nawet do czterystu dolców. Nie jest tania.
– Kurewsko droga. I działa tak krótko? – Emma rozgadała się na całego.
– Krótko, ale za to jak? Spójrz na siebie – zatrzymał dziewczynę i spojrzał jej w oczy. – Masz gały jak talerze, mogłabyś robić za zastawę stołową – zaśmiał się.
– Nic mi nie jest, jestem taka, jak zawsze. A to, że lżejsza i weselsza, i że pić mi się chce to nic, mam to w dupie – paplała jak najęta. – A wygląd moich oczu mam gdzieś!
– Oj, piękna, świetna jesteś nadmuchana. Wyluzowałaś totalnie, a nie, jak wcześniej – siedziałaś i nie wiedziałaś, co ze sobą zrobić, ciężko przestraszona – stwierdził, poważniejąc odrobinę.
– Głupoty gadasz! – wzburzyła się.
Nie rozwinęli dyskusji, bo właśnie doszli do drzwi, nie wiedząc nawet, kiedy to się stało. Pochłonięci wesołą rozmową zapomnieli o całym świecie.
– Ależ młoda się wykręciła, no mówię wam! Gęba jej się nie zamyka! – zrelacjonował przyjaciołom Chris, stawiając zakupy przed nosem Susan. – Polewaj, suszy ją – zaśmiał się.
– Bredzisz, nic z tych rzeczy – broniła się rozweselona nastolatka, która w tej chwili czuła się, jakby miała u stóp cały świat.
Była nad wyraz szczęśliwa, że jest tu i teraz... z nimi.
– No i super – podsumowała Sue i zaraz napełniła, co miała napełnić. – Żałujesz, że wzięłaś? – spojrzała na młodszą dziewczynę.
– Nie, ale boję się, co będzie, jak przestanie działać.
– Nie dopuścimy do tego – zadeklarował Chris, podając jej kieliszek i napój.
– Kurwa mać!!! – nagle zza ściany dobiegł huk padającego z łomotem "czegoś”.
Wszyscy jak jeden mąż zerwali się z miejsc i wsadzili głowy w drzwi.
– No szlag…!!! – ryczał roześmiany Jimmy, stojąc przy szafie, przy nogach którego leżało wielkie pudło i masa porozwalanych obok, przeróżnych rzeczy.
– Co ty tu wyrabiasz?! – zakwiliła głośno Susan.
– Kurwa, chciałem to zdjąć i wszystko zjebało mi się na łeb. A zawsze sięgałem – rechotał.
– Zostaw to i chodź na kielicha. Czego ty tam szukasz? Mamy i taty? – roześmiał się Chris.
– A z resztą, jebać to! – fuknął brunet i ruszył w stronę salonu.

Po upływie niecałej pół godziny jedna z butelek była już pusta.
– To jedziemy w końcu?! – zbulwersowała się Susan.
– Już jedziemy, posypię tylko jeszcze – odparł Chris.
Emma mimo, że jeszcze ją trzymało, nie miała absolutnie nic przeciwko. Nadal siedziała zadowolona, plotąc, co jej ślina na język przyniesie, z czego reszta ekipy miała niezły ubaw. Blondyn wykonał trzy kolejne ścieżki.
– Żono, chodź – wyciągnął do Emmy dłoń ze skręconym banknotem.
Tym razem Jimmy nic nie powiedział, nie patrzył nawet krzywo, natomiast Emma nie marudziła już, że nie potrafi, tylko chwyciła rulonik i stanęła nad lusterkiem. Zastygła jednak w bezruchu nie będąc pewną, czy umie to zrobić, jak należy. Pomimo to chciała spróbować, wmawiając sobie, że dziś potrafi wszystko, aczkolwiek czuła tkwiącą w jej wnętrzu, drażniąca niepewność.  
– Ale ja nie wiem, czy umiem – spojrzała na Chrisa.
– A co tu umieć? Przytkaj jedną dziurkę i ciągnij. Tylko trochę mocniej.
"No kurde, przecież to nie jest jakiś wielki wyczyn, do cholery” – warknęła w duchu i po chwili, choć trochę nieporadnie, udało jej się wciągnąć proszek.
– Odchyl głowę i pociągnij jeszcze kilka razy – nakazał Chris, delikatnie przytykając jej nos.  
Zrobiła to. Po chwili chłopak ją uwolnił i także zażył narkotyku.
– Jedźmy już, do cholery, dochodzi dziesiąta! – zagrzmiała zniecierpliwiona Susan, wstając z miejsca.
  
Do "Crazy” poszli piechotą, lokal znajdował się zaledwie trzysta metrów od domu Jimmy’ego. Przez całą drogę krzyczeli i śmiali się jak najęci, popijając wódkę. Nie patrzyli na nic, ani na nikogo, a Emma kompletnie zignorowała fakt, że może zgarnąć ją policja. Do celu dotarli kwadrans później, lecz stojący w progu bramkarz od razu wyjechał do nastolatki:
– Masz jakiś dokument?
– Nie mam – odparła butnie. – A czy to w czymś przeszkadza?
– Tak, tu wstęp dozwolony jest od dwudziestu jeden lat.
– Gdzie Tyler? – wtrącił Chris, odsuwając dziewczynę na bok.
– W środku.
– Zawołaj go.
– W celu…?
– Zawołaj go, dobra, i nie pytaj o cele! Powiedz, że Chris go prosi – fuknął chłopak, ton jego głosu był bardzo czytelny.
– No co za dupek – wymruczała do Susan 18-latka, której od dobrej godziny uśmiech nie schodził z twarzy. – Słyszę tam fajną muzę, a stoję tu! – dodała, z artystycznym niezadowoleniem.
– Mnich zaraz to załatwi. Chodź, siądziemy – odparła Sue i objąwszy nastolatkę za ramię, poprowadziła ją do znajdującego się nieopodal, wyłożonego drewnem murku. – Jak się czujesz?
– Zajebiście! – euforia wypłynęła z głosu ożywionej dziewczyny.
– No widzisz? A tak się bałaś.
– Nie bałam się, ale nie chcę się wciągnąć.
– Spokojnie. Koks jest drogi, poza tym przewiduję, że nie masz gdzie kupić. Fakt –jutro, pojutrze będzie ci się cholernie chciało, ale to minie, trzeba tylko mieć silną wolę, albo się po prostu schlać – zaśmiała się starsza dziewczyna.
– Ej! – krzyknął Chris. – Chodźcie!
Chwilę później stali już w wypełnionej tłumem sali, w której łomotało szybkie, aczkolwiek lekkie i wpadające w ucho techno. Emmę momentalnie szarpnęła ta muzyka, zdawało jej się, że słyszy każdą nutkę z osobna, wyłapując przy okazji rozmowy i śmiechy wszystkich znajdujących się wewnątrz imprezowiczów.
– Kurwa, nie ma gdzie klapnąć – warknął Chris, rozglądając się po miejscach, gdzie stały stoliki. – Ty – puknął Jimmy’ego w ramię. – Tam siedzą jakieś dwie pały. Laski, idziemy – wyszczerzył zęby.  
Podeszli do zajmowanego przez dwóch cwaniacko wyglądających chłopaków stolika.
– Dobra, cipki, wyjazd! – wrzasnął Chris, usiłując przekrzyczeć muzykę.
– Co takiego? Jak to wyjazd? – nabuzował się wyższy z nich.
– Kurwa, normalnie! Wypad! – zagrzmiał 30-latek i chwytając typka za fraki, podniósł go z miejsca i odepchnął od stolika.
Jego kumpel sam wstał i cofnął się o kilka kroków, dużo mu chyba powiedział wygląd blondyna.
– Ej, co ty robisz?! – zbuntował się wygnany typ.
– Siadajcie – rzekł do dziewczyn Chris, kompletnie ignorując wnoszącego pretensje kolesia i spokojnie zajął miejsce naprzeciwko siedzącej obok Jimmy’ego Emmy.
– Pojebany kutas! – warknął poniżony chłopak, odwracając się na pięcie i Chris już podnosił tyłek.
– Siadaj! – huknęła Sue, przytrzymując go za fraki. – Zostaw!
Posłusznie wrócił na miejsce i po chwili na stole zagościła resztka wódki, kieliszki i napój.
– Jesteś bardzo nieuprzejmy, oni nic ci nie zrobili. A nie łaska poczekać, aż coś się zwolni? – wyskoczyła ironicznie nastolatka, pałając zupełną beztroską.
– No właśnie, wywalczyłem miejsca i dlaczego nie siedzę obok żony? Jimbo, szoruj stamtąd! – zaśmiał się chłopak i zaraz zamienił miejscami z przyjacielem, siadając od strony ściany. – Cicha, lej. Piękna stękała, że za dużo wódki – brechał, wskazując resztki w butelce.
– Bo za dużo. I nie przedrzeźniaj mnie, bo możesz gorzko pożałować – zagroziła Emma, wrzeszcząc stłumionym chichotem, była już ostro naćpana.
– O kurwa, normalnie jestem w szoku! Mała, nie krzycz na mnie, przecież ja chciałem dobrze, żebyś miała gdzie posadzić tyłek – objął dziewczyną, której już nie udało się powstrzymać śmiechu.
Czuła się wspaniale. Zero trosk, zero nieprzyjemnych myśli, wódka wchodziła jak woda, a grająca wkoło muzyka powodowała, że nastolatka z chwili na chwilę coraz bardziej bujała się na ławeczce.  
Kieliszki zostały zapełnione i w okamgnieniu opróżnione.
– Fajny lokal, nigdy tu nie byłam – poinformowała Emma, uspokoiwszy nieco ton rozbawionego głosu.
– To najlepsza knajpa. Nie lubię dyskotek i dzieciarni, ale "Crazy” jest taki, jaki powinien być – usłyszała od Susan, która już lała kolejną porcję. – Czyli normalny.
– Jimbo, wziąłeś jakieś palenie? – zapytał Chris.
Brunet pokiwał potakująco głową i położył na stole cztery skręty.
– Każdemu po jednym – zarządził starszy z chłopaków, podsuwając pod nos znajomych po jednej używce.
– Dziękuję! – wrzasnęła Emma niemal w ucho Chrisa i bez większych obiekcji schowała blanta do kieszeni, uśmiechając się szeroko.
– Dawaj, zatańczymy! – Susan nagle zerwała się z miejsca, szarpnęła nastolatkę za rękę i sprawnie podnosząc z miejsca, pociągnęła w stronę parkietu. – Nie zgub skręta! – zaśmiała się, nachylając do ucha dziewczyny, po czym chwyciła jej obie ręce i zaczęła pląsać jak szalona.
Nabuzowana używkami nastolatka nie miała najmniejszych oporów w kwestii zabawy, po chwili więc tańczyły już obie, trzymając się za dłonie i podskakując jak małe dziewczynki. Raz machały nimi na boki, to znów skakały do góry, unosząc ręce i robiąc coś w stylu pajacyka. Zupełnie nie patrzyły na to, jak zabawnie wyglądają, muzyka zawładnęła nimi do cna, wykręcając im mózgi.
Faceci popijali i gapili się na koleżanki, rżąc jak opętani, w tej chwili naprawdę wyglądały jak dwie rozbawione sześciolatki, imprezujące na urodzinach kolegi z przedszkola.
Powariowały dobry kwadrans, w końcu Susan się zatrzymała, szczerząc się do Emmy.
– Może coś wypijemy?! Musze zapalić! – wrzasnęła, muzyka bębniła naprawdę głośno.
– Ok! – odwrzasnęła nastolatka, choć szczerze mówiąc, chętnie by się jeszcze pokręciła.  
Tanecznym krokiem ruszyły w stronę stolika i zadowolone z siebie oraz wielce szczęśliwe klapnęły obok kumpli.
– Aleście dały popalić, mogłem was nagrać! – wygłosił Chris, bezzwłocznie obejmując Emmę, która nadal nie reagowała sprzeciwem. – Zajebiście, że laski dobrze się bawią! – dodał usatysfakcjonowany, patrząc wymownie na młodszą dziewczynę.
– No pewnie, że się bawią, a nie siedzą i zamulają, jak stare dziady z przytułku – usłyszał sympatyczną odpowiedź, po której to Susan zaśmiała się tak głośno, że niemal zagłuszyła w tej chwili rozbrzmiewający remix "Let your party go”. Kawałek był tak skoczny, że głowa Emmy ponownie zaczęła poruszać się w jego takt, w po ciele wędrowały przyjemne dreszcze.
– Patrzcie, jeszcze ją nosi – stwierdził Chris. – Długo, to dobrze, ale wódka nam się kończy, to niedobrze – zrobił zabawną minę.
Faktycznie, kokaina trzymała jeszcze dziewczynę, lecz gdy krótkie podbicia po kolejnych wypitych kieliszkach mijały, czuła, że działa już słabiej i chętnie zażyłaby ponownie. Dużo słyszała i zdawała sobie sprawę, jakie ma działanie biały proszek, nie sądziła jednak, że chęć na kolejną porcję będzie aż tak duża. Pierwsza fala ekstazy była do tego stopnia fascynująca, że dziewczyna chciałby czuć się tak bez końca. Nie żałowała jednak, że wzięła, gdyż mimo lekkiego niedosytu czuła się świetnie.
– Polewaj! – zarządziła nagle, chcąc podbić nieco fazę.
– Skoczę, kupię jeszcze jedną – Chris wstał.
– Idę z tobą! – Emma także się podniosła, nadal pląsając w miejscu.

– A może piwo? – zapytał chłopak, stojąc już przy ladzie.
– Nie, wódkę. Dołożę się – wyjęła z kieszeni skradzione matce dwadzieścia dolarów i chciała wręczyć Chrisowi, lecz natychmiast się sprzeciwił. – No co? Mam dwie dychy, to dołożę, cały czas mi stawiacie – wzburzyła się.
– Piękna, nic z tego. Schowaj, przydadzą ci się.
– Chris!
– Nie!
Wiedząc, że nie wygra odpuściła i minutę później siedzieli już na swoich miejscach, trzymając kieliszki w dłoniach. Emma nigdy nie była tak szczęśliwa z powodu obecności wódki.
– Zarzucimy? – zaproponował Chris i dziewczynie zabłyszczały oczy. – Ale marnie, już po ostatniej. Kurwa, nic nie kupiłem i nie ma gdzie dostać, będzie dopiero jutro – oświadczył, nie będąc szczególnie szczęśliwym i pokazał opakowanie, w którym faktycznie – było już niezbyt wiele.  
Emma się wystraszyła, nie chciała, aby kokaina się wyczerpała. Bała się, co się wtedy stanie, choć bardziej przerażał ją fakt, że nie będzie się już tak świetnie czuć.
Chris się nie patyczkował, tylko bezceremonialnie nasypał narkotyk na lusterko i podsunął pod nos Susan. Nastolatka natychmiast się rozejrzała, spłoszona tym oficjalnym wyskokiem, lecz zaraz się uspokoiła – żadna z bawiących się osób nie zwracała na nich uwagi. Lusterko podjechało do niej i teraz już bez jakichkolwiek zahamowań zaaplikowała proszek do nosa, robiąc to jak w tej chwili jak stary ćpun...

1 378 czyt.
100%105
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 4418 słów i 25980 znaków, zaktualizowała 21 cze 2017.

5 komentarzy

 
  • Bonny

    Bonny · 31 lip 2017 · 201034926

    Zaczęłam wczoraj, dziś jestem już tutaj. Świetnie się czyta, kawał dobrej roboty!

  • zabka815

    zabka815 · 21 cze 2017

    Brawo świetna część, młoda jak pląsała   ale się uśmiałam. Dzięki, kocham  

  • Black

    Black · 20 cze 2017

    Kochana dziękuję, dziękuję, dziękuję!!! Uśmiech nie schodzi mi z twarzy już od przeczytania pierwszych linijek Doskonale dałaś sobie radę, mimo tych chwil zwątpienia. Myślę, że lepiej nie mogłaś tego napisać Niektórym czytelnikom się nie spodoba, ale cóż... Życie. Nie można zadowolić wszystkich. Gatunek jakim jest dramat pokazuje wiele możliwości wyboru, jakie stawia przed ludźmi los, w większości tych złych. Dlatego jeszcze raz dziękuję ci za to, że podjęłaś wyzwanie Jesteś niesamowita!

  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK · 20 cze 2017

    Nie podoba mi się to :/

  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 · 20 cze 2017

    :/ No i ćpun.