Szare istnienie #93

Szare istnienie #93

Natychmiast chwycił ją za ramiona i posadził prosto w fotelu. Miko zerwał się z miejsca i wystawiwszy łeb między siedzeniami, usilnie próbował dostać się do dziewczyny.
– Miko, leżeć!!! – huknął zdenerwowany chłopak. – Mała – zaczął poklepywać nastolatkę po policzku, lecz nadal nie reagowała, wyglądała, jakby spała.  
Miko pokręcił się jeszcze przez moment, aczkolwiek po chwili ustąpił, legł z tyłu i sapnąwszy głośno, zwiesił głowę z siedzenia.  
Frank kolejny raz próbował przywrócić Laurę do świadomości, widząc jednak, że jego działania nie przynoszą oczekiwanego rezultatu nie cucił jej dłużej, tylko szarpnął ostro, zawrócił i ruszył w stronę centrum. Raz po raz zerkał na dziewczynę, która po kilku chwilach niemrawo się poruszyła, a po kilku następnych znów założyła ręce za głowę i pochyliła się do przodu. Do uszu chłopaka doszedł kolejny, tym razem cichszy szloch.
– Laura, co jest grane? – dotknął jej pleców.  
Piesek, usłyszawszy nastolatkę, ponownie ruszył się z miejsca, wsadzając nos między oboje pasażerów, lecz już nie wpychał się do przodu.
– Miko! – wkurzył się Frank.
Laura się nie odzywała, wciąż siedziała skulona, pociągając nosem. Z upływem sekund ból jednak z wolna zaczął uchodzić, aby w końcu zniknąć całkowicie, pozostawiając po sobie dziwną ciężkość i pulsowanie pod czaszką.  
– Frank, zwolnij – wybełkotała cicho, nie zmieniając pozycji. – I nie krzycz na niego, przecież nic nie robi – upomniała w kwestii psa.
Zdjął nogę z gazu.
– Nie jedź do żadnego szpitala – mruknęła, dość niezrozumiale.
– Nie jadę do szpitala – odparł podobnym głosem, nastolatka do głębi przeraziła go swoim wyskokiem.
Za moment brunetka powoli się podniosła. Jej twarz ozdabiała wyraźna czerwień, Frank za to był blady jak ściana, przez co w tej chwili oboje bez problemu mogliby robić za flagę Monako. Głowa przestała boleć, lecz w zamian za to dziewczynie zaczęło robić się niedobrze. Nadal było jej duszno, a ciało drżało w każdym możliwym miejscu, nie wiadomo, czy to ze strachu, czy powód był inny.
– Laura, co się dzieje? – powtórzył chłopak, nieustannie obserwując ukochaną.
– Już ok – przetarła oczy. – Gdzie jedziesz?
– Do Jacobsa.
– Do kogo?
– Do znajomego.
– Nie – przestraszyła się, nie będąc pewną, czy mówi prawdę.
– No jak to nie? Padasz mi tu i jeszcze się sprzeciwiasz?!
– Frank, już wszystko ok.
– Bez dyskusji! – huknął zdenerwowany brunet i nie zamierzając dłużej bezsensownie się przekomarzać, skierował wzrok na drogę.  
Obawy dziewczyny rosły, lecz gdy po kilku minutach zobaczyła, że chłopak zatrzymuje się pod ładną, dużą, prywatną kliniką, odetchnęła. Ulga była jednak chwilowa, zaraz uświadomiła sobie, że w środku jest pewnie masa ludzi, a ona wygląda niewątpliwie jak po walce bokserskiej.
– Frank, ale jak ja się tam pokażę? No zobacz, jak ja wyglądam – wykręcała się, zawstydzona.
– Normalnie. Dopiero jedenasta, poza tym u niego wizyty są umawiane, więc w środku będą najwyżej dwie, może trzy osoby.
– Ale…
– Kurwa, żadnego ale!!! – zagrzmiał ponownie i zaraz opuścił pojazd.
Otworzył drzwi pasażera i Laura, bojąc się już przeciwstawić, z jego niewielką pomocą grzecznie wysiadła, lecz gdy tylko stanęła na nogach, machnęło nią, jak pijakiem, który właśnie sumiennie poleczył kaca.
– Mała! – przytrzymał dziewczynę, zabarwieniem głosu wyrażając do głębi pretensjonalne: "I jeszcze się stawiasz?!”.
Nie mogła się ruszyć, stała więc w uścisku bruneta na miękkich jak guma kończynach, które trzęsły się, jak galareta.
– Laura – znów się wystraszył, ona zresztą też. – Co się dzieje?
  – Nie wiem, dziwnie mi – wystękała, choć raz w życiu szczerze.
– Może zadzwonię po karetkę.
– Nie!  
  – No dobrze, więc postójmy tu chwilę.
  Pozostawiony w aucie Miko, który nie zdążył wyskoczyć za dziewczyną, zaczął piszczeć i drapać w drzwi, co bardzo irytowało bruneta.
  – Niech tylko podrze matce tapicerkę, to skręcę mu łeb! – fuknął.
Laura mdło się uśmiechnęła. Po chwili jednak piesek się uspokoił i usiadł na tyłku, gapiąc się na oboje, z nosem przyklejonym do szyby. Nadal stali w bezruchu, lecz Frank ani na moment nie wypuszczał dziewczyny z uścisku, w końcu ta zabrała głos:
– Już chyba przeszło.  
– Na pewno? – nie bardzo uwierzył, znając kłamczuchę.
– Tak… chyba tak.
– To co, zaryzykujemy i idziemy?
Pokiwała głową, wyrażając zgodę, nie godząc się jednocześnie ani trochę.


Zza szklanych, prowadzących do holu drzwi nastolatka zauważyła, że faktycznie – w środku siedziała jedynie jakaś kobieta około trzydziestki i mały, na oko siedmioletni chłopiec. Z miejsca zawładnęły nią porażająca konsternacja i strach. Cofnęła się.
– Frank, ja tam nie pójdę – mruknęła.
– Mała…
– Nie pójdę – powtórzyła, stawiając kolejne, maleńkie kroki w tył.
– Laura, przecież nikt nie będzie zwracał na ciebie uwagi. Pójdziemy do drugiego korytarzyka, tam, za ścianą – wskazał palcem zaciemnione miejsce. – Tam nikogo nie będzie.
– Ale ten lekarz…
– Co lekarz?
– Zaraz będzie pytał, a ja nie chcę – broniła się, jak mogła.
– Nie będzie, on już cię badał.
– Co takiego?! – ze zdziwienia aż otworzyła usta.
– Jak wróciłaś, w sobotę.
– Kłamiesz – fuknęła, zupełnie tego nie pamiętając.
– Mała, nie kłamię, po co miałbym to robić? Chodź – pociągnął jej dłoń.
Ustąpiła. Nadal czuła się dziwnie, niemniej jednak doszła do wniosku że faktycznie – dobrze byłoby zapytać o to specjalisty. W tej chwili wolała przełknąć wstyd, niż znowu przeżyć ten horror, który jakby nie było, bardzo ją wystraszył.
Zacisnęła usta, najniżej, jak mogła, spuściła daszek i po chwili weszli do środka. Teraz pożałowała, że oddała Jennifer okulary.
– Poczekaj chwilę, zapytam – rzekł Frank, sadzając dziewczynę ma miękkim, czerwonym, bardzo wygodnym fotelu i ruszył w stronę recepcji.
Czekający natychmiast skierowali całą swoją uwagę na osobę brunetki, u której, mimo kamuflażu, nie dało się przecież nie zauważyć widocznych jeszcze śladów pobicia. Głowa zaczęła ponownie boleć, lecz teraz był już to ból do zniesienia, ćmił tylko trochę. Mdłości jednak nie zniknęły. Czuła się bardzo niekomfortowo, do tego opanował ją jeszcze większy lęk, bała się, aby nie narobić komedii i nie zaprezentować nieznajomym, co miała okazję dziś jeść. Zażenowanie tylko wzmagało to nieprzyjemne uczucie, zaczęła więc brać długie, głębokie wdechy, gdyż słyszała kiedyś od kogoś, że to rzekomo pomaga.
– Mamo, co się stało tej pani? – zapytał znienacka mały, jasnowłosy chłopak.
Laurę natychmiast przeszedł zimny dreszcz.
– Joey, zachowuj się! – skarciła go kobieta, wystawiając twarz przed nosem małolata. – Przepraszam – mruknęła do Laury, z wyraźnym zakłopotaniem.
– Nic się nie stało – odrzekła cicho nastolatka, lecz owszem – stało się.
Konsternacja natychmiast wzrosła, dziewczyna poczuła się, jak prezentująca wszystko co obrzydliwe i wstrętne gwiazda, grająca w tej chwili główną rolę w opartym na faktach filmie "Totalna żenada”. Wyobrażała sobie, jak muszą odbierać jej wygląd ludzie, skoro nawet siedmiolatek zwrócił na nią uwagę.
Spuściła głowę jeszcze niżej marząc o tym, aby jak najszybciej zniknąć z ich pola widzenia, a Frank, jak na złość, gdzieś zniknął, na co wcześniej, pochłonięta spalaniem się ze wstydu nie zwróciła nawet uwagi.
Spojrzała w stronę znajdującego się nieopodal, zaciemnionego holu, w którym dziś najwyraźniej nie przyjmował żaden lekarz i natychmiast pomyślała, żeby usiąść tam, bała się jednak wstać. Nie będąc pewną, czy nogi znów nie odmówią jej posłuszeństwa w rezultacie pozostała na swoim miejscu, czując, jak mdli ją coraz bardziej.
Frank właśnie pojawił się w zasięgu wzroku dziewczyny, zamykając drzwi znajdującego się obok recepcji gabinetu.
– Mała, musimy chwilę poczekać – powiedział, siadając obok ukochanej. – Co się stało? – zapytał od razu, widząc wyraz jej twarzy.
– Nic. Chodźmy tam – wskazała głową pogrążony w ciemności korytarzyk i powoli wstała. – Sama pójdę – dodała, uprzedzając zamiary chłopaka i w chwilę później siedziała już okryta podnoszącym na duchu półmrokiem.  
– Zaraz nas przyjmie, ta laska tylko po receptę – oznajmił brunet w temacie kobiety z dzieckiem.
– Kiedy on mnie badał, dlaczego ja tego nie pamiętam? – nie mogła darować onieśmielona faktem, że oglądał ją obcy facet, do tego w takim stanie, w jakim wtedy była.  
Nie mogła odtworzyć dokładnego przebiegu wydarzeń w domu, w szpitalu, u Jenny, aczkolwiek miała pojedyncze przebłyski i w pewnym stopniu była świadoma swojego zachowania. Pomyślała o Jimmym i uderzył w nią wyrzut sumienia przez to, że całą winą obarczyła w pewnym momencie jego. A on przecież nic chciał nic złego, na dodatek dobrze się bawiła się jego towarzystwie. A teraz śmie mieć pretensje…?
– Mała – brunet złapał jej ramię, gapiąc się na nią z szerokim uśmiechem. – Powinnaś zostać myślicielką, wiesz? Zrobię ci kiedyś zdjęcie, byłabyś wtedy świetną muzą malarzom – zaśmiał się, lecz dziewczynie bliżej było raczej do wybuchu rozpaczy, niż wyłuskania z siebie chociażby szczypty radości. – Chodź – wstał, ujmując jej dłoń.
Nawet nie załapała, kiedy w progu gabinetu pojawił się doktor Jacobs, aby ich poprosić. Wstała i ruszyła za ukochanym – kobiety i chłopca już nie było.
– Dzień dobry – wydusiła nijako, nie patrząc na lekarza.
– Usiądź – mężczyzna wskazał dziewczynie wąskie łóżko, po czym zwrócił się do Franka:
– Co się dzieje?
– Nie wiem, zasłabła… zemdlała – odparł chłopak.
– Podwiń rękaw – nakazał brunetce, chwytając ciśnieniomierz, którego opaska po chwili opatuliła jej ramię. – Byliście w szpitalu? – kontynuował do 23-latka i usadowiwszy się obok Laury, zaczął ściskać gumową gruszkę.
– Tak.
– A dlaczego nadal nie jest?
– Matka ją wypisała.
– To nie było mądre posunięcie – mruknął z dezaprobatą Jacobs.
Wizyta trwała zaledwie chwilę, a dziewczyna miała już dość. I te pytania, wyrzuty…
– Robiła tomografię? – ciągnął mężczyzna.
– Tak.
– Masz wynik?
– O kurczę… – Frank się "obudził”. – Zapomnieliśmy wziąć od Davida – rzekł do ukochanej, która jednak podniosła głowę – przecież facet i tak już ją widział.
– Widział go lekarz? – zapytał Jacobs.
– Tak, wszystko w porządku.
– Musicie zrobić ją jeszcze raz, i koniecznie dzisiaj. Czasem urazy pojawiają się później, przez co pacjent jest zupełnie nieświadomy, że coś mu dolega.  
– Dobrze, zrobimy.
– Ma bardzo wysokie ciśnienie, przewiduje więc, że dlatego zemdlała. W jej wieku takie skoki są dość niepokojące, dlatego też nie mogę jej wypuścić. Damy jej kroplówkę i za godzinę, półtorej zobaczymy, czy sytuacja się ustabilizuje.
Laura nie była zadowolona, nie protestowała jednak, czuła, jak w jej wnętrzu nadal wszystko drga. A może to ze strachu przed lekarzem... szpitalem…?
– Co mogło spowodować ten wzrost ciśnienia? – mężczyzna nadal pytał Franka widząc, że Laura nie czuje się dobrze i na dodatek jest mocno wyobcowana.
– Zdenerwowała się.
– Rozumiem…
– Panie doktorze, niedobrze mi – nastolatka postanowiła jednak przemówić, gdyż mdłości z chwili na chwilę się nasilały.
– Jadłaś coś?
Pokiwała potakująco głową.
– To zapewne z nerwów, jak dostaniesz kroplówkę, nudności powinny ustąpić. A teraz musisz wyjść, chcę ją dokładnie zbadać – rzekł do Franka.
Dziewczyna się speszyła. Wiedziała, że lekarz zna obecny wygląd jej ciała, mimo to wciąż nie mogła pozbyć się uporczywie tkwiącego w niej uczucia zawstydzenia.
Chłopak ucałował ją w policzek i wyszedł. Jacobs kazał dziewczynie zdjąć koszulkę, położyć się na łóżko i po chwili zabrał się do pracy. Postanowiła nie myśleć, starając się skoncentrować uwagę na czymś innym, nie udało jej się to jednak. Leżała przed lekarzem w samym staniku, posiniaczona jak zbite jabłko, przez co teraz najchętniej teraz zapadłaby się pod ziemię, aby tam schować się w jakiejś ciemnej norze.
  Mężczyzna się nie odzywał. Prócz zadania nastolatce jedynie dwóch czy trzech pytań sprawiał wrażenie, jakby zupełnie nie zwracał uwagi na jej wygląd, albo po prostu bardzo dobrze udawał.
Zbadał ją dosyć szybko, kazał się ubrać i chwycił słuchawkę telefonu. Po chwili w gabinecie pojawiła się młoda dziewczyna, której dał instrukcje dotyczące podania leku i kazał zawołać Franka.
– Nic jej nie jest, nie zauważyłem niczego niepokojącego. Idźcie do dwójki, niech się spokojnie położy, zaraz Becky podłączy jej kroplówkę. I proszę leżeć spokojnie – uśmiechnął się do nastolatki i usiadł w fotelu, z drugiej strony biurka.
– Dziękuję – powiedziała cicho i udała się z chłopakiem do znajdującej się w zaciemnionym holu sali numer dwa.
– Jak się czujesz? – zapytał brunet, gdy już posłusznie zajęła miejsce w pozycji "na wznak”.
– Nie wiem, dalej mi dziwnie.
– To wszystko przez to, że nabierasz do głowy – skarcił ją sucho, siadając obok na białym taborecie.
– Nie nabieram, po prostu się martwię. Nadal nie dzwoni – znowu zaczęła.
– Laura, przestań już. Sama się wkręcasz w jakieś durne przypuszczenia, a ja ci mówię, że do wieczora sprawa się wyjaśni – rzekł brunet z pełną stanowczością, robiąc do bólu kłamliwie przekonująca minę.  
Do sali weszła pielęgniarka, ekspresowo złączyła pacjentkę z przeźroczystym woreczkiem, dokonała jeszcze kilku "formalności” i za słowami: proszę leżeć spokojnie” wyszła, nie zamykając drzwi.  
– Co zrobisz z Miko? – napomknął Frank, biorąc jej wolną dłoń.
– Nie rozumiem…
– No co powiesz matce? Tylko już na mnie nie krzycz – uśmiechnął się – ale sporo ryzykujesz, nie pytając jej o zdanie, nie informując chociażby.
– Będzie dobrze – także delikatnie się uśmiechnęła, mdłości jakby zaczęły zanikać zapewne dlatego, że mając już za sobą wizytę u Jacobsa, nieco się uspokoiła.
– A jeżeli nie? Odwieziesz go? Będzie płakał – zaśmiał się chłopak.
– Nie odwiozę, Travis mi pomoże.
– Travis?! – Frank wywalił oczy. – Z tego co wiem, to Travis raczej zawsze robi ci na przekór.
– Nie w tym przypadku. On chciał wziąć kolejnego psa, ale matka się nie zgodziła. Jej też nie obeszła śmierć Scrapa.
– Wydajesz się być przekonana… a zresztą, co będzie, to będzie – rzekł chłopak.
– No właśnie – mruknęła Laura.
Jej głos nagle zrobił się dość niewyraźny i leniwy, najwidoczniej podłączona kroplówka sprawiła, że powieki zaczęły robić się coraz cięższe i opanowała ją przyjemna senność. Nawet nie wie, kiedy odleciała.

1 605 czyt.
100%195
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2598 słów i 15504 znaków, zaktualizowała 2 lip 2017

Komentarze (5)

 
  • Karo16

    Karo16 22 lip 2017 ip:8321140

    Kiedy następna część?

  • aKubek

    aKubek 7 lip 2017

    Nie no...ani mi się waż robić krzywdę  Laurze  
    Jak się musisz na kimś wyżyć to pamiętaj o Amber

  • Black

    Black 2 lip 2017

    Bardzo mi się podobało

  • zabka815

    zabka815 2 lip 2017

    Super   Czekam na następną część