Szare istnienie #111

Szare istnienie #111Z tak dużymi oczyma, jakie po tych słowach wywaliła Laura i z jej obecną miną dziewczyna bez dwóch zdań mogłyby teraz zagrać w filmie dokumentalnym pt: "Niewyjaśnione wybryki natury”. Milczała, próbując zrozumieć, czy naprawdę to powiedział, czy dobrze słyszała. Czuła się, jakby ktoś dał jej w twarz, zaskoczenie zdławiło ją do granic.  
– Laura – mocniej ścisnął jej dłoń.
– Wyjechać? – wypaplała w końcu. – Jak to: "wyjechać”? Ty chyba nie mówisz poważnie?
– Mówię bardzo poważnie – rzekł stonowanie Jimmy. – Mała, nie pytałbym cię o to, gdybym był pewien, że tkwienie tu czyni cię szczęśliwą. Laura, przecież widzę, że wkurwia cię ta monotonia, do tego jest Amber, z którą miałabyś już święty spokój, odpoczęłabyś od tego całego syfu i zasmakowała trochę wolności. Nikt nie stałby ci już nad głową, rozkazywał, pouczał… Proszę cię, przemyśl to, a ja obiecuję, że zaopiekuję się tobą najlepiej, jak umiem. Tak, powiedziałem ci, że pewnie będę sprzedawał co nieco, lub dostanę jakąś inną fuchę, ale zrobiłem to dlatego, bo chciałem być z tobą szczery i żebyś wiedziała, na czym stoisz.  
– Ale Ji..
– Poczekaj, daj mi dokończyć – przerwał jej łagodnie. – Billy jedzie ze mną. Jego babka… Jego babka nie żyje, zmarła trzy dni temu, dziś był pogrzeb. Chłop jest totalnie przybity i powiedział, że nic go już tu nie trzyma. No i chce… chce namówić Emmę, bo wie, że tu matka nie da im żyć, choć jednocześnie bardzo się waha. Wie, że Emma z jej charakterkiem nie będzie miała skrupułów, że po prostu spakuje się i pojedzie, dlatego boi się, co dalej. Jej stara, przecież ona nie odpuści i pewnie będzie jej szukać. Szmata jest, kim jest, więc jakim problemem będzie znalezienie jej i narobienie chłopakowi kłopotów? Chociaż mieszkanie jest w samym centrum Yellow Field, więc wątpię, czy tak szybko nas namierzy. Ale Mały uparł się i powiedział, że bez niej nie pojedzie, z drugiej strony jednak ma obawy, i to nie o siebie, tylko o nią. No i ja.. ja też bez ciebie nie pojadę. Laura, musisz to przemyśleć, proszę cię. Śliczna, ale w żadnym razie nie naciskam. Jeśli powiesz mi teraz, że jestem ci zupełnie obojętny, że kochasz tego zwiecha, co smutne życie ma – burknął z pogardą i niedowierzaniem – zostawię cię w spokoju.

Po tych słowach chłopak zamilkł, lecz wciąż wwiercał się w Laurę brązowymi, błyszczącymi nadzieją oczyma. Dziewczyna także nie otwierała ust, po lawinie tych szokujących dla niej słów zupełnie zbłądziła. Chłopak zrobił się tak poważny ale i spłoszony zarazem, że Laura poczuła się w jakimś stopniu osaczona. Ostatnie słowa bruneta odebrała jako ewidentny szantaż i poczuła się z tym bardzo źle. Miała wrażenie, że powiedział to po to, aby w razie niepowodzenia wywołać u niej wyrzuty sumienia, że przez nią nie pojechał, że jeśli coś mu się stanie, będzie to jej wina, i żeby tym samym ją przekonać.
– Śliczna, no powiedz coś – wypchnął gardłowo Jimmy, przerywając niezręczną ciszę. – Nie, nie naciskam cię, nie zmuszam i nie chcę stawiać pod ścianą, jeśli tak to odebrałaś – mruknął, jakby czytał w jej myślach – po prostu zapytałem, bo… bo cię kocham, rozumiesz? Zabujałem się jak idiota – spuentował, dusząc wręcz Laurę ostatnimi słowami.
Lodowaty dreszcz przemaszerował po nastolatce, zatrzymując się jednocześnie tak samo w głowie, jak i w dolnych okolicach. Doskonale wiedziała, jak mu na niej zależy, aczkolwiek takiego wyznania w życiu by się nie spodziewała, a przynajmniej nie tak szybko.  
A może to tylko też po to, aby ją omamić?
– Jimmy, ale ja nie rozumiem, to… to jest szalone, co mi proponujesz – wydusiła w końcu, widząc, że z niecierpliwością czeka na jej reakcję.
– Wiem – uśmiechnął się szeroko, w okamgnieniu zmieniając swój wizerunek.
– Ale Emma… niech on jej tego nie proponuje, bo będzie tak, jak mówisz. Jej matka… ona ostatnio ma ją w dupie, ale wie, że gdzieś tu jest, dlatego się popisuje i struga nieugiętą. Ale gdyby ona jednak uciekła, zniknęła na dłużej, jestem prawie pewna, że szmata pociągnęłaby za sznurki. Jimmy, jesteś pełnoletni, pomyślałeś, o co ta dziwka mogłaby cię oskarżyć, jakby dorwała cię z Emmą? O porwanie, przetrzymywanie i masę innych, wyssanych z palca rzeczy. Nie rozumiesz? – wyjaśniła, nie mając pojęcia, dlaczego skupiła się na przyjaciółce, nie na sobie, jakby chciała się tym obronić.
– Nie boję się – odparł spokojnie chłopak. – I nie rozmawiamy o Emmie, tylko o tobie, młodą będzie martwił się Billy.
– Kurwa, a ty co?! – zagrzmiała nagle Laura. – Nie martwisz się o niego?! To co, że jest jeszcze, jak sądzę, niepełnoletni, jej matka jest zastępcą prokuratora, czy to do ciebie nie dociera?! I nawet, jeśli nie przejmie się Emmą, w co jednak wątpię, to narobi syfu tylko i wyłącznie po to, żeby nasrać mu w życiu! Em powiedziała mi, jak się sprawy mają, ona go nienawidzi! Jimmy, zastanówcie się!  
– Mała, nie denerwuj się – mruknął Jimmy, zaskoczony jej agresją. – Billy dobrze wie, co jest grane, dlatego także nie zamierza naciskać, choć pewnie będzie tak, jak mówił – młoda nie będzie pierdolić się w tań…
Telefon bruneta przerwał dyskusję. Po krótkiej wymianie zdań i zdecydowanym: "Weźcie na wynos i jedźcie do mnie. Wiesz, gdzie jest klucz” Jimmy zakończył rozmowę i ponownie spojrzał na Laurę.
– Wiecznie niecierpliwa Sue już zaczyna się wkurzać. Nie ma nas niecałe pół godziny, a ta już warczy, bo pewnie wódki jej się chce. Wczoraj nawąchała się prochu, dziś nie chce, bo myśli racjonalnie, co jej się bardzo chwali, więc zamierza leczyć się alkoholem. I to już, natychmiast – zaśmiał się chłopak – jakby te pół godziny miało coś zmienić. W kilka minut wychlały piwo i nie zdziwię się, jeśli zajedziemy do mnie, a one będą już w połowie flaszki. Twoja Emma to też niezła artystka z tego, co widzę i też lubi sobie zaszaleć – skwitował Jimmy tonem, jakby był zadowolony, a wręcz dumny z postawy blondynki.
– I znów się nawali, tak? – wzburzyła się pasażerka. – Ja jej do domu ciągnąć nie będę, ooo na pewno nie! – zagroziła Laura, pociesznie marszcząc brwi.
– Najpierw zapytaj, kto zaciągnie ciebie? – Jimmy parsknął śmiechem.
Znów się napuszyła i nie odpowiedziała, tym bardziej że wiedziała, iż może mieć rację. Już w domu miała ochotę wypić z Emmą, ale tylko z Emmą, a że wyszło tak, jak wyszło…? Do tego te wszystkie pytania chłopaka, to zaskoczenie i świadomość, że Emma może ulec sprawiły, że mimo, iż nigdy nie przepadała za alkoholem, teraz miała ochotę się napić i olać wszystkie nieprzyjemne kwestie.
– To co, jedziemy? Śliczna, zawsze tak masz? – zachichotał Jimmy, będąc już któryś raz z kolei świadkiem jej odlotów.  
Bez odzewu. Chłopak widząc, że Laura jest poddenerwowana i wciąż przetrawia jego słowa, dał jej chwilowo spokój, odpalił silnik i ruszył.  


Pod dom zajechał bardzo szybko i jeszcze szybciej wysiadł, Laura jednak nie ruszała się z miejsca, zatopiona gdzieś w otchłani przemyśleń.
– Śliczna, co jest? – zapytał, otwierając drzwi pasażera.
– Nic, chcę tu chwilę posiedzieć. Weź tylko psa – odparła smętnie.
Jimmy uszanował jej decyzję, chwycił Miko za obrożę i ruszył w stronę domu. Laura spojrzała na nich i zaskoczył ją trochę widok Miko, który się nie wyrywał, tylko spokojnie poszedł z chłopakiem. Uśmiechnęła się, uspokojona faktem, że z psem wszystko ok, za chwilę jednak znów sposępniała, słowa Jimmy’ego nie dawały jej spokoju. Nadal nie mogła uwierzyć, że wyjechał z taką propozycją. Mogłaby spodziewać się wszystkiego: namawiania ją do imprez, do nie wracania na noc, ignorowania rodziny i tak dalej. I nie zdziwiłaby się nawet, gdyby znowu zaczął nakłaniać ją do olania Franka, bo przecież już wcześniej próbował, ale wyjazd? Tego zupełnie się nie spodziewała, nie przeszłoby jej nawet przez myśl, że takie coś może przyjść mu do głowy. Do tego zdziwiła się, że chłopak, znając jej charakter i dystans do imprezowego stylu życia jednak ją o to zapytał, na domiar tego zaczął nawet naciskać, jak to odebrała.
Do tego słowo "wolność” i dosadny ton, z jakim je wypowiedział, to najdotkliwiej krążyło w myślach nastolatki i to wywoływało największy chaos w jej głowie, wzniecany tylko możliwością wyjazdu Emmy. Musiała przyznać, że mimo ogromu wątpliwości kusiła ją ta perspektywa, do tego miała przeczucie, że zdolności Jimmy’ego w temacie przekonywania i jego stanowczy styl bycia w połączeniu z jej częstą nieumiejętnością odmawiania sprawią, że w końcu ulegnie. Z Frankiem było inaczej, czasem dawała za wygnaną, Jimmy'emu, jak do tej pory, oprócz wczorajszej rozmowy nigdy jeszcze nie udało jej się odmówić.
Siedziała i dumała, mając nadzieję, że Jimmy nie powróci już do tematu i śmiejąc się jednocześnie sama z siebie i z tego, że tak głupio myśli, że to raczej nierealne.  
– Hej! – ktoś zapukał w szybę i Laura zerwała się jak oparzona.
Spojrzała w lewo – Billy stał nachylony do okna i bacznie się jej przyglądał. Uśmiechnął się, gdy skierowała na niego wzrok, lecz był to uśmiech zmęczony i wymuszony, chłopak wyglądał, jakby ćpał i pił pół nocy.
– Cześć – mruknęła, odrobinę speszona, odkręcając szybę, wyobrażenie, w jakim stanie widział ją na działkach natychmiast stanęło w jej głowie i wywołało ogromne zażenowanie.  
– Ty tu? – trochę bardziej przekonująco wygiął usta, na co Laura w milczeniu odpowiedziała takim samym gestem, wzruszywszy ramionami. – Czemu siedzisz tu sama, gdzie Chudy?
– W domu.
– Coś się stało?
– Nie… nic, musiałam pomyśleć – odparła i oswoiwszy się nieco z obecnością chłopaka, poczuła się odrobinę spokojniej.
– Czyli już zapytał – stwierdził Billy, któremu radość wylała się w tej chwili na całą szerokość twarzy.
– Tak – odparła Laura, z niewiadomych powodów puszczając kolorki.
– I…?
Ponownie wzruszyła ramionami, nie wiedząc, co mu powiedzieć. Chłopak bardzo dobrze zrozumiał przekaz, nie ciągnął więc tematu, tylko rzekł:  
– Wyłaź z tej puchy, przecież tu jest kurewsko gorąco. Idziemy do domu.
Bez sprzeciwu wysiadła i ruszyła za młodzikiem, który przytrzymał jej zniszczoną furtkę i przepuścił dziewczynę przodem.
– Nie zamyka? – zapytała, wskazując głową auto.
– Nigdy nie zamyka. Przecież wszyscy go tu znają, poza tym kto chciałby ukraść taki złom? – zaśmiał się chłopak, rozbawiając dziewczynę, z ust której wydobył się w końcu wesoły chichot.  
– Jak się czujesz? – zapytał niepewnie.
– Dobrze.
Na tym pytania się zakończyły, bo właśnie doszli do drzwi. Od razu usłyszeli grającą muzykę i śmiechy, najwyraźniej, mimo dość wczesnej pory, zabawa zaczynała się już rozkręcać.
Billy otworzył drzwi, ponownie przepuścił nastolatkę i po chwili wszedł za nią do salonu. Emma, gdy tylko zobaczyła chłopaka, zerwała się z krzesła, wskoczyła na niego i uwieszając się na nim i oplatając go jak pnącze, natychmiast przykleiła się do jego ust.
Laura uśmiechnęła się na ten widok, aczkolwiek znowu zaczęła czuć się nieswojo. W domu bruneta była pierwszy raz i mimo, iż było czyste i zadbane, to jednak wyglądało, jakby przewijał się przez nie różny element i Laura zaczęła obawiać się nieproszonych gości. Zdziwiła się też zachowaniem psa, który nie skakał jak wariat, tylko liznął ją po dłoni i powrócił do obwąchiwania nowego miejsca, w którym się znalazł.
– Mała, no co jest? Chodź – Jimmy delikatnie pociągnął ją za rękę widząc, że utkwiła w progu. – Zjesz teraz? Podgrzać? – pokazał jej białe pudełko.
– Dzięki, nie chcę, może później – mruknęła szczerze, nie była jeszcze głodna.
– Piwo, czy kielicha? – ukucnął przed nią, szczerząc zęby.
– Nie wiem, chyba nie chcę pić – odparła, choć chętnie by się napiła, ale nadal było jej głupio.
Brunet trafnie odczytywał poszczególne zachowania nastolatki, bo natychmiast wstał i za moment przed jej nosem pojawił się kieliszek i szklanka pomarańczowego soku.
Susan nie było w pokoju, co odrobinę rozluźniło dziewczynę, wzięła więc kieliszek i wypiła, robiąc przy tym jak zawsze przezabawną minę, jakby piła nie wódkę, tylko zlewki z wczorajszego obiadu.
– To się chyba nigdy nie zmieni! – zapiał Jimmy, uderzając głośnym śmiechem.
– Pierwszy i ostatni kieliszek – zagroziła Laura, oburzona faktem, że bezczelnie ją zawstydza.
To tylko podkręciło bruneta, który ze śmiechu aż zrobił się czerwony.
– Maleńka, przecież żartuję, wyluzuj się w końcu. Dlaczego się nadymasz? Co zrobię, jak pękniesz? Umrę z tęsknoty, wyschnę, kurwa – rżał jak najęty, obejmując nastolatkę.
– Bujaj się!
Trzasnęły wejściowe drzwi i w pokoju pojawiła się Sue, z olbrzymim zadowoleniem wypisanym na twarzy.
– To co, gotowi? Jedziemy – zarządziła.
– Jedziemy? – zdziwił się Jimmy.
– Kurwiszon się wyłonił i wiem, gdzie jest – wyjaśniła dumnie.
– Wiesz?
– Wiem – powtórzyła wyniośle. – Jedziemy, bo zaraz gdzieś wsiąknie.
– My zostajemy – wtrącił Billy, wchodząc z Emmą do pokoju.
– Chudy, prowadzisz – Sue rzuciła mu kluczyki i Jimmy bez sprzeciwu wstał.
– Chodź – wyciągnął dłoń w kierunku Laury.
Nie była zadowolona, mało tego, była mocno wystraszona. To nic, że była z Susan i z chłopakiem, nadal bała się Amber i najchętniej uniknęłaby tej wycieczki.
– Młoda, nie bój się, przecież nic ci się nie stanie – Sue wyrosła przed głową nastolatki. – Idziemy, nie ma czasu.
Chcąc nie chcąc Laura wstała i ruszyła z Jimmym do wyjścia. Miko po chwili już przy niej był.
– Mały, zostajesz z Emmą – pogłaskała go, lecz on nie odstępował jej na krok. – Pilnuj go! – nakazała przyjaciółce i dopiero, gdy Billy przytrzymał psa za obrożę, udało im się opuścić mieszkanie.



– Jedź pod ten wielki sklep, suka gdzieś tam się plącze – powiedziała Sue, gdy drugi już dziś raz Jimmy wjechał w osiedle Amber.  
Laura była coraz bardziej poddenerwowana, nie mając pojęcia, jak się to wszystko skończy. Cholernie bała się kolejnej zemsty.
– Młoda, wyluzuj, mówiłam. Ta szmata już cię placem nie tknie, nie spojrzy nawet na ciebie, gwarantuję ci. Nie spinaj się – uspokajała ją Susan, która rozsiadła się na całym na tylnym siedzeniu i spokojnie popalała papierosa.
– Nie spinam się – mruknęła Laura.
– Za co ona w ogóle się do ciebie uczepiła?
– Nie wiem.
– Nie wiesz? No jak to nie wiesz? Choć w sumie rozumiem, dziwka nie potrzebuje specjalnych powodów, żeby zaleźć komuś za skórę. Skończy się, kurwa, jej kadencja, szmata za dużo sobie pozwala w moim mieście. Nie dość, że puszczalski pustak, to jeszcze bohaterka… do mięczaków – zaśmiała się dziewczyna. – Bez urazy – dodała wesoło, tykając siedzącą przed nią brunetkę. – Szkoda, że jesteś, jaka jesteś, bo ja na twoim miejscu od razu wzięłabym coś ciężkiego i ładowała w pusty łeb. Ale dziwka dobrze wie, do kogo może startować, jak ja, kurwa, nie lubię takich cwaniaków – warczała Sue, która już nieźle się nakręciła.
– I co zamierzasz zrobić? – zapytał Jimmy.
– Jeszcze nie wiem, ale coś wymyślę. Zadzwonię do Tony’ego i sprzedam kurwę, jak tak lubi się pieprzyć. Nie jest brzydka, figurę też ma, jak ją dobrze wyszorują to i oni zarobią parę groszy, i ona będzie zadowolona. W końcu będzie w swoim żywiole, nie? Nie ma to jak dogodzić obu stronom – ironizowała dziewczyna, mrocznym, grobowym tonem. Wydawałoby się, że jej dobry humor gdzieś uleciał i teraz jest wściekła.
Chłopak podjechał do dużego marketu i zrobił kółeczko dookoła, ale Amber nie wypatrzyli.
– Mała, wyluzuj – położył rękę na nodze Laury.
– Wszystko ok – wybąkała.
– Nie to, żebym się przechwalała, ale chcę zobaczyć jej minę, kiedy zobaczy ją ze mną – zakomunikowała zadowolona Susan.  
– Ja też – zaśmiał się Jimmy i nagle samochód się zatrzymał. – Jesteś pewna? – zapytał chłopak widząc Amber na ławeczce z dwiema innymi, podejrzanie wyglądającymi dziewczynami.
– Nie boję się smarkaczy – rzekła Sue i już chciała wysiadać, ale ją zatrzymał.
– Idę z tobą – zadecydował.
– Poradzę sobie – odparła Susan i szybko wysiadła.
– Pójdę z nią, ok? To nie jest dobry pomysł, żeby szła sama nawet, jeśli umie się bić – chłopak spojrzał na Laurę, otwierając swoje drzwi.
Pokiwała głową, wtedy Jimmy migiem wyskoczył z auta i ruszył z przyjaciółką, która była już dość daleko. Laura uchyliła szybę i bacznie obserwowała oboje. Amber już z daleka ich dojrzała i zrobiła dość zastanawiającą minę, aczkolwiek nie ruszała się z miejsca, nadal strugając bohaterkę.
Doszli do ławeczki i Sue powiedziała coś do Amber, ta jednak milczała i nie reagowała, podobnie jej koleżanki. Susan powiedziała coś po raz drugi i gdy znowu nie otrzymała odpowiedzi, z miejsca chwyciła Amber za włosy, zwlekła z ławki i zaczęła ciągnąć w stronę samochodu, zgiętą w pół.
Laura wytrzeszczyła oczy, widząc, jak jej prześladowczyni idzie bez słowa, ciągnięta za włosy jak kukła. Byli coraz bliżej i mimo, że Amber idąc w półskłonie nie widziała jeszcze Laury, stres się nasilał.
– Otwieraj bagażnik! – nakazała Sue, gdy już zatrzymała się przy oknie pasażera.
Amber chciała podnieść głowę i dowiedzieć się, do kogo mówi, Susan jej jednak na to nie pozwoliła, trzymając ją tak mocno, że Amber nie potrafiła zrobić nawet najmniejszego ruchu.
Przestraszona Laura nie miała pojęcia, jak otworzyć bagażnik, lecz z opresji wybawił ją Jimmy, który pojawił się w drzwiach i pociągnął znajdującą się pod kierownicą wajchę. Klapa się odblokowała i Susan pociągnęła ofiarę na tyły wozu.
– Ładuj się! – nakazała surowo.
– Puszczaj mnie – Amber odzyskała mowę i w odpowiedzi natychmiast otrzymała potężny cios kolanem.
Jęknęła cicho.
– Ładuj się, mówię, bo zaraz stracę cierpliwość! – grzmiała Sue.
– Czego ty ode mnie chcesz? – Amber zaczęła panikować.
– Kurwa, dość tego, będę tu stał do jutra?! – wtrącił się w to wszystko Jimmy, bez zbytniego trudu agresywnie wepchnął Amber do bagażnika i Susan szybko zatrzasnęła klapę.

1 164 czyt.
100%167
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3311 słów i 19069 znaków, zaktualizowała 10 lut 2018.

7 komentarzy

 
  • Black

    Black · 11 lut 2018

    Jak mogłaś pozostawić taki niedosyt, niedobra ty! Czekam na więcej i proszę nie kończyć w takich momentach

  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 · 11 lut 2018

    Zajebiste

  • AnonimS

    AnonimS · 10 lut 2018

    Nie rozumiem tego akapitu " Szmata jest, kim jest, więc jakim problemem będzie znalezienie jej i narobienie chłopakowi kłopotów?" Całość coraz bardziej wciąga . Barwne młodzieżowe słownictwo , ciekawi bohaterowie no i końcówka. Specjalnie przerwałaś narrację w takim momencie .... ale oprócz tego co będzie z Amber, równie interesujące jest czekanie na decyzję Laury .....

  • aKubek

    aKubek · 10 lut 2018

    No Śliczna   Przerwać w takim momencie...

  • zabka815

    zabka815 · 10 lut 2018

    A myślałam że w końcu jej nakopią   a tu dalej nic   .Świetna część   Czekam na kolejną  

  • Hanna

    Hanna · 10 lut 2018

        

  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK · 10 lut 2018

    Uuu no dzieje się dzieje. Jest wspaniale