Szare istnienie #99

Szare istnienie #99

– Jennifer zamurowało, Laura słyszała tylko cichy, nerwowy oddech, który z chwili na chwilę znacznie przyśpieszał.
"Kurwa, narobiła sobie smrodu, a teraz nie umie stawić temu czoła?” – pomyślała, zniesmaczona.
Połączenie trwało, lecz Jennifer wciąż nie otwierała ust.
– Jenny! – teraz Laura już krzyknęła. – Odezwij się!
– Ale młoda… ale ja… ja cię przepraszam, naprawdę… ja… przepraszam cię – wypaplała chaotycznie, chyba tylko na tak głupie zdanie było ją w tej chwili stać.
Prawdopodobnie już szlochała, lub było jej do tego bardzo blisko, barwa jej głosu zrobiła się dość niecodzienna.
– Płaczesz? – zapytała Laura, której zrobiło się odrobinę przykro.
Kompletnie nie rozumiała, dlaczego ma jeszcze wyrzuty sumienia i nie ma do niej tak dużych pretensji, jak do Franka. Przecież oboje uczestniczyli w tej zabawie i oboje są w takim samym stopniu winni, aczkolwiek wychodziła też z założenia, że Jenny nie jest jej dziewczyną, a Frank jest (a może już nie) jej chłopakiem, stwierdziła więc, że on bardziej tu zawinił.
– Nie płaczę – wymamlała Jennifer i mimo, że coraz trudniej było jej znieść tą rozmowę, Laura odniosła wrażenie, że dziewczyna wciąż boi się rozłączyć.
Trzasnęły wejściowe drzwi i brunetka uśmiechnęła się pod nosem. Miko znalazł się w jej pokoju pół minuty później, a za nim pojawił się Travis.
– Poczekaj chwilę, nie rozłączaj się! – poprosiła, a raczej rozkazała dość cierpko nastolatka.
– Z kim gadasz? – zapytał od razu.
– Z Jenny – odparła z pełnym spokojem, delikatnie odsuwając od siebie atakującego ją psa.
– Pozdrów ją i podziękuj jej jeszcze raz.
"Kurwa, jasne, bardzo jej podziękuję!” – wzburzyła się, lecz wciąż zachowywała kamienną twarz, nie chciała, aby widział, że coś nie gra.
– Ile dać mu tego jedzenia? – chłopak wyciągnął dłoń z drobiową puszką.
– Nie wiem, już późno, więc może tylko trochę. Jenny, ile dać jeść Miko?
– Nie wiem – wydusiła. – A jadł coś wcześniej?
– Tak, dwa plasterki szynki – zaśmiała się Laura.
Jenny mruknęła, nie mogąc się powstrzymać po tym wesołym oświadczeniu, lecz był to śmiech tak płytki, że gdyby się zmaterializował, postawiłby na mieliźnie wszystkie statki w Ameryce.
– Daj mu ze trzy, cztery stołowe łyżki – bąknęła, zapewne marzyła już o tym, aby zakończyć tą katorżniczą rozmowę.
– Cztery łyżki – poinformowała brata, ale ani na moment nie przestała wsłuchiwać się w odgłosy dochodzące z drugiej strony słuchawki.
– Zamówiłem kurczaki, jak skończysz, zejdź na dół – poprosił Travis i zabierając psa, przymknął za sobą drzwi.
– Jesteś? – zapytała Laura.
– Tak – odparła Jenny, jej głos stawał się coraz cichszy i zrobił się wyraźnie dławiący.
– Przyjedziesz?
– Nie wiem.
– Przyjedź, przecież cię nie pobiję. Jestem mniejsza i do tego, jak wiesz, niedołężna, wyobrażasz sobie, że dam ci radę? – rozradowała się Laura.
Ponowny, mdły jak szare mydło chichot blondynki.
– Laura, ale ja naprawdę muszę do rodziców – kręciła uparcie, miała chyba głupią nadzieję, że dziewczyna odpuści.
– O której będziesz?! – zapytała tym razem bardzo agresywnie nastolatka, ta zabawa w kotka i myszkę zaczęła ją już drażnić i męczyć.
– Nie wiem, zadzwonię rano, dobrze?
Jenny była już kompletnie w innym świecie, do tego ton głosu Laury zrobił się bardzo wymowny, nic dziwnego, że blondyna najwyraźniej zaczęła panikować.
– O której?!
– Nie wiem, może o dziesiątej, jedenastej?
– Może…?! – warknęła pretensjonalnie Laura, wkurzając się, że jeszcze robi łaskę.
– Dobrze, to o jedenastej, ok?
– Więc czekam! Na razie – rzuciła brunetka, wiedząc, że przeciąganie tego cyrku i tak nic nie da, a sama się tylko jeszcze bardziej wkurwi.
"Może jak się prześpi, to nabierze odwagi?” – pomyślała.
– To cześć – 26-latka w okamgnieniu zakończyła połączenie, wkurzając tym Laurę jeszcze bardziej.  
Znowu się nadąsała, nie mogąc zrozumieć, dlaczego Jenny boi się przyjechać. Woli siedzieć i się z tym gryźć, niż z nią pogadać i mieć to wszystko z głowy? Przecież zrobili to praktycznie na jej oczach i Jennifer powinna mieć świadomość, że ona mogła to wszystko słyszeć, więc nie powinna się tak bać.
Westchnęła z ciężką rezygnacją i po sprawdzeniu godziny, która obecnie "brzmiała” – 19:40, odłożyła telefon na biurko i drugi raz postanowiła sprawdzić zawartość szuflady. Wyglądała w tej chwili, jakby sama wyszukiwała sobie powodów do złości, znowu zaczęło nosić ją na wszystkie strony. Olewała jednak, że sama dąży do tego, że humory zmieniają jej się z każdą chwilą i przez to doprowadza też do nieporozumień z bliskimi.
Rozdrażniona, z determinacją otworzyła szafkę i dzielnie wszczęła poszukiwania, choć zdawała sobie sprawę, że to bez sensu. Przewaliła całą, wywalając niemalże wszystkie rzeczy na łóżko, ale kasy jak nie było, tak nie było, a ona była już bez grosza. Matka pewnie o tym wiedziała, mimo to zabrała banknoty, co bardzo ją drażniło.
– Kurwa, no i zajebała mi pieniądze, na które ciężko zapracowałam, szarpiąc się przy okazji dzień w dzień z tą kurwą! Co ona sobie, do cholery, wyobraża?! – fuknęła, zatrzaskując z hukiem szufladę i robiąc to tak mocno, że zadygotał cały mebel, a leżący na nim telefon o mało nie znalazł się na podłodze.
Spojrzała na miejsce, na którym śpi.
– A kurwa, pierdolę to, nie będę niczego sprzątać. Jebać to! – zaklęła artystycznie na odchodne, chwyciła komórkę i zostawiając cały ten rozgardiasz na łóżku, wolno ruszyła na dół.
Znowu się uruchomiła. Przecież już wcześniej miała niezłe odchyły, a teraz, po krzywdzie, którą jej zrobili, kompletnie jej już odwaliło.  
Była już w połowie schodów, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi, nie przejęła się tym jednak, wiedziała, że to dostawa.  
– Kurwa, Miko, przestań w końcu skakać, chcesz mnie połamać?! – wydarła się na Bogu ducha winnego psa, który powitał ją na dole, wywijając bez skrupułów powietrzne piruety.  
Po chwili minęła się w korytarzu z bratem, który zmierzył ją morderczym wzrokiem i nadęta jak balon usiadła na kanapie, chwytając pilot. Apetyt minął jej jak ręką odjął i znowu zachciało jej się alkoholu, emocje szarpały dziewczynę za wszystkich stron. Jenny dała jej spokój, jej miejsce zajęło nieszczęsne sto dolarów, które, jak przewidywała, z jej spokojnym (a może już nie?) trybem życia starczyłyby jej zapewne na dwa tygodnie.
Miko niezbyt przejął się furią swojej obecnej opiekunki, bo nadal łasił się do dziewczyny.
– Przepraszam – bąknęła, przytulając głowę zwierzaka, którą zaraz ucałowała.
– Co się znowu stało? – zapytał spokojnie Travis, stawiając na stole białą reklamówkę.
– Nic!
– Wiesz co? Ja myślę, że matka nie do psychologa powinna cię zaprowadzić, a już do psychiatry. Masz świadomość, jak się zachowujesz? Jak niespełna rozumu psychopatka, ostrych psychotropów ci trzeba, dobre, mocne pasy na oddziale zamkniętym i gumowe cztery ściany – podsumował.
Nie odezwała się, nie patrzyła na brata, w odpowiedzi chłopak otrzymał jedynie wystawiony z zupełną obojętnością, środkowy palec.
– Zjesz? Kupiłem sałatkę – zrezygnował z walki, rozpakowując torbę.
– Nie, chcę piwo.
Ratownik zaśmiał się z pełną ironią.
– No co się śmiejesz? Ukradłeś moje, więc masz mi oddać – burknęła.
– Pocałuj mnie w dupę – odparł sucho Travis. – Jesz, czy nie?
– Nie, obejdzie się, sam sobie żry…
Zatrzeszczał klucz w drzwiach i Miko pobiegł do nich jak wariat. Laura natychmiast się wyciszyła. Wściekłość momentalnie pomieszała się z niewielkim lękiem i ogromną niechęcią na spotkanie z matką.
– O JEEEZU! – wrzasnęła nagle wystraszona kobieta, która już powinna dojść do salonu, ale widocznie Miko nie dawał jej przejść.
Laura złośliwie uśmiechnęła się pod nosem, widząc obecne kłopoty pani Anderson.
– TRAAAVIS!
Chłopak zerwał się od razu za psem, więc po chwili był przy matce, z którą za moment wtargnął do pokoju, trzymając zwierzaka za obrożę. Kobieta przeszła przez salon i bez słowa schowała się w kuchni. Laura nie wiedziała, czy to cisza przed burzą, czy nie, nie patrzyła na matkę, więc nie widziała jej twarzy. Travis wziął z lodówki piwo, spokojnie zajął miejsce obok siostry i zaczął wcinać zamówionego kurczaka.
Uśmiechał się kąśliwie, wiedział, jak wkurza ją to, że pije trunek. Ta nadal gapiła się w telewizor zupełnie bez zainteresowania, gdyż tam leciała właśnie polityka, dziewczyna włączyła po prostu byle co.
– Cześć. Jak się czujesz? – kobieta pojawiła się znikąd i ucałowała córkę w czoło.
Miko szykował się już do przypuszczenia kolejnego ataku, lecz ratownik go zatrzymał.
– Dobrze – mruknęła Laura.
– Dlaczego nie jesz?
– Nie chcę.
– Jadłaś coś?
– Tak, stek i frytki. Miko, leżeć! – zganiła go, gdyż koniecznie chyba chciał bliżej poznać matkę nastolatki.
Usłuchał i położył się obok jej nóg. Kobieta przemknęła obok stołu i delikatnie usiadła między córką, a synem. Laura zdrętwiała od stóp do głów, cała jej zaciętość uleciała w okamgnieniu.
– Mamo, zjesz kurczaka? Jeszcze ciepły. Tylko nie radzę ruszać sosu, chyba, że lubisz sobie polatać – zaśmiał się ratownik.
– Nie, dziękuję, już jadłam. – Laura – spojrzała na córkę, nadal będąc jeszcze chyba w szoku.  
Brunetka nieustannie gapiła się przed siebie, myśląc chyba, jak to myślą dzieciaki: "że jak nie widzi matki, to i ona jej nie widzi".
– Dziecko, możesz mi to wyjaśnić? Co to za pies i skąd on się tu wziął? Wystraszył mnie niemiłosiernie, zdajesz sobie sprawę?
Laura już wiedziała, że nie będzie tak łatwo, jak to sobie wyobrażała, wręcz przeciwnie – będzie bardzo krucho. Głos matki oznaczał tylko i wyłącznie jedno – duże kłopoty. Ale wiedziała, o co chodzi. Zrozumiała, że przecież nie będą nadskakiwać nad nią do końca życia, zwłaszcza, że sama nawarzyła sobie tego piwa.
– Laura! – ponaglała kobieta.
Zagubiona nastolatka najdyskretniej jak umiała, spojrzała na brata, ale u niego uśmiech znacznie się powiększył, był bardzo usatysfakcjonowany obecnym położeniem siostry.
– Pokaż mi rękę – cicho westchnęła 44-latka, chcąc najwidoczniej dać dziewczynie czas na znalezienie jakichś racjonalnych odpowiedzi.
Laura niepewnie wyciągnęła drżącą już dłoń, przez ostatnie wydarzenia kompletnie zapomniała o skaleczeniu.  
– Ładnie się zagoiła, ale blizna cię nie ominie. Może coś na to poradzimy, ale jest jeszcze za wcześnie.
Travis wstał i wyniósł pozostałość kurczaka do kuchni. Laura nie była zachwycona, nie chciała być z matką sama, już wolała jego i jego wkurzające towarzystwo.
– To Miko, pies Davida, tego, który mi pomógł – nastolatka w końcu raczyła zaszczycić kobietę jakimkolwiek zdaniem.
– Davida? – 44-wywaliła oczy. – No dobrze, ale co on robi u nas w domu?
– Musiałam go zabrać… to znaczy nie musiałam, ale oszalał, jak pojechałam i nie daje im żyć – tłumaczyła dziewczyna, którą to przesłuchanie z wolna zaczęło wyprowadzać z równowagi.
– I co? Może jeszcze zamierzasz go zatrzymać?  
– Nie wiem, ale wiem, że on będzie się teraz tam męczył. Zakochał się we mnie – brunetka uśmiechnęła się przez zęby, ale była już bardzo zła.
– Mówiłem jej, że nie będzie tak łatwo, ale ona ma to wszystko w dupie. Odwala jej coraz bardziej, kompletnie zdziczała, powinnaś przemyśleć zamknięcie jej w psychiatryku – wtrącił chłopak, wracając na miejsce.
– Travis…
– No co? Mówię, jak jest.
– Zamknij ryj! – zareagowała w końcu Laura.
– LAURA!  
– Won, niedorozwoju! – pyskował chłopak.
– LAURA, TRAVIS, przestańcie, co jest z wami?!  
– Sorry – mruknął ratownik, dziewczyna za to milczała, jak głaz.
– Dziecko, no i jak ty to sobie wyobrażasz? – drążyła kobieta. – Nie doszłaś jeszcze do siebie, a my pracujemy, kto się nim zajmie?
– Ja – odparła dziewczyna.
– Taaak… – ironizował Travis. – Na dwa dni…
– Kurwa jego mać, mam was dość! – nastolatka w końcu pękła i zerwała się z miejsca. – Oni być może uratowali mi życie, a na pewno uratowali zdrowie, i teraz, jak mają kłopoty, to mam wywalić na nich chuj?! – darła się, machając rękoma przed twarzą matki.
– Laura, co się z tobą dzieje?! – 44-latka niedowierzała w to, co widzi.
Nie poznawała własnej córki, była kompletnie i bardzo niemile zaskoczona
– Gówno cię to obchodzi, odwalcie się w końcu ode mnie, rozumiecie?! Ode mnie i od tego psa – zawyła dziewczyna, już praktycznie płacząc i, jak na jej obecne możliwości, w zadziwiająco ekspresowym tempie ruszyła w stronę schodów.  
– LAURA, WRACAJ! – krzyknęła oszołomiona kobieta, ale nastolatka i piesek byli już daleko.
– LAURA!
– I oddaj mi moje pieniądze, pieprzona złodziejko! – wrzasnęła jeszcze z góry dziewczyna, po czym zatrzasnęła się w swoim pokoju.

1 411 czyt.
100%122
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2322 słów i 13579 znaków, zaktualizowała 21 gru 2017.

2 komentarze

 
  • aKubek

    aKubek · 26 lis 2017

    No widzę  jakieś postępy kochana

  • zabka815

    zabka815 · 25 lis 2017

    Jaka bojowa małolata widać jesteś w swoim żywiołem to pisząc   . Jak sama się przespała z chłoptasiem to jest ok a jak Frank z laską to już nie i się na niego foszy tak naprawdę pierwsza Franka zdradziła   . Czekam na kolejną część