Szare istnienie #29

Szare istnienie #29

Był tam tylko chwilkę i po wyjściu od razu wsadził w zęby czerwonego L&M-a, wręczając Laurze litrową butelkę zimnego Sprite’a.
  – A może powinienem kupić wodę? – mruknął, wskazując napój.
  – Nie, w porządku, dzięki.
  – Idziemy, za piętnaście druga, i tak się pewnie spóźnisz – uśmiechnął się mizernie, otwierając piersiówkę whiskey, do której zaraz przykleił usta.
  Ruszyli w kierunku widocznego w odległości kilkuset metrów centrum. Szli w ciszy, nie patrząc na siebie, Laura zerkała jednak co chwila na chłopaka, który maszerując, cały czas rozglądał się wkoło, jakby kogoś wypatrywał, lub się czegoś obawiał. Po kolejnych minutach doszli do pierwszych zabudowań i ogarnął ich przyjemny chłód rzucanego przez budynki cienia. Jimmy palił już trzeciego papierosa, nadal nie otwierając ust, co było brunetce bardzo na rękę, gdyż jego prezencja nie napawała jej chęcią na podejmowanie jakichkolwiek działań. Nagle chłopak rzucił stanowcze: "zadzwonię!” i szybko przeskoczył ogrodzenie między kamienicami, obok których właśnie przechodzili i zniknął za jedną z nich. Zdezorientowana nastolatka patrzyła za nim kilka sekund, ale zaraz zrozumiała, dlaczego uciekł, po chwili minął ją jadący dość wolno radiowóz. Zerknęła w głąb pojazdu, ale byli w nim tylko dwaj policjanci, elegancika nie wypatrzyła. Odetchnęła z ulgą: "To tylko patrol, bo tak pewnie zaraz by mnie zwinęli i wypytywali o Jimmy’ego. I co bym im powiedziała...?” – pomyślała, drżąc nieco, zdenerwowana pojawieniem się stróżów prawa.
  Auto się oddaliło i Laura właśnie doszła do przystanku. Transport był za pięć minut, lecz niestety nie dojeżdżał on na miejsce, miała więc jeszcze przesiadkę, dzięki czemu do pracy dotarła przed 14:30, przez co była dość mocno zmieszana i poddenerwowana. "I co powiem? Że autobus uciekł, chuj tam...!” – dumała, niepewnie przekraczając bramę obiektu.  
  – Pół godziny spóźnienia, radzę omijać Travisa, bo już pyskuje pod nosem – roześmiał się Chris, wyrastając przed znajomą jak wielka góra.
  – Cześć – mruknęła Laura i dość obojętnie minęła ochroniarza, uśmiechnęła się tylko niemrawo.
  – Młoda! – zawołał za nią.
  Zatrzymała się.
  – Było włamanie, ktoś zdemolował bar, pewnie jakaś najebana ekipa. Nie dziwię się – zaśmiał się chłopak – nasze ogrodzenia i zamek w bramie widziały chyba tamtą epokę. Josh przyjechał i nie jest w najlepszym nastroju, więc jakby nie był zbyt uprzejmy, olej i nie zwracaj uwagi. Zaraz będzie Sandra, ona go trochę przytempe...
  – Kurwa, długo jeszcze będziesz tu stać?! "T” czeka na ciebie ze sprzątaniem, cały bar jest rozjebany! Spóźniasz się i jeszcze wdajesz w pogaduszki! A ty jej nie zatrzymuj, widzisz, co się dzieje! – zagrzmiał Travis, pojawiwszy się obok rozmawiających.
  – Wyhamuj, pięć minut jej nie zbawi! – syknął zniesmaczony Chris, machnął ręką na przyjaciela i wrócił na swoje miejsce pracy.
  – Kurwa, jeśli to sprawka twojej "koleżaneczki”, to pogadam z nią jeszcze raz, tym razem konkretniej! – wkurzał się 22-latek, krzycząc na bogu ducha winną brunetkę.
   Ta była totalnie skołowana, nie wiedziała, co o tym myśleć, nie sądziła jednak, aby Amber była już na tyle zawzięta i głupia, żeby demolować miejski basen, przecież co jej to da? A może po prostu chce jej narobić w życiu kompletnego syfu, w jakiej postaci syf by to nie był...
  – Laura, słuchasz mnie?! – szarpnął siostrę porządnie, patrząc na nią wściekłym wzrokiem.
  – Taaak.  
  – Wiesz coś na ten temat?!
  – Nie wiem, a skąd mam wiedzieć?
  – To czemu znowu się zawieszasz?! – ściszył głos, gdyż właśnie dochodzili do baru.
  – Bo mi wspominasz o tej suce i jeszcze zadajesz głupie pytania. A nawet jeśli to oni, to myślisz, że wiedziałabym coś o tym? Niby? skąd! – 18-latka się zdenerwowała.  
  – Ciszej, nie wyj! Dobra, może i nie wiesz, ale dziwi mnie, że dziś już nie ma tu jej ekipy. Jest trzydzieści dwa w cieniu, nie uważasz, że to podejrzane? No, ale ok, nie będę cię przesłuchiwał, to i tak nie mam sensu, zresztą zaraz przyjadą psy i może coś się wyjaśni – mruknął Travis i po chwili doszli do lady, przekraczając kilka stojących przed nią, materiałowych parawanów, odgradzających bar od basenu i informujących przy okazji, iż wstęp do lokalu jest zabroniony.
  Nerwy znów szarpnęły dziewczyną, ale zaraz ustąpiły miejsca przykremu widokowi, gdyż to, co zobaczyła, przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Spodziewała się bałaganu, ale to, co ukazało się jej oczom wyglądało, jakby roztoczyła się tu jakaś zagorzała bitwa.
  Wszystkie półki, zresztą cały regał walał się w kawałkach po podłodze, wyglądając, jakby ktoś porąbał go siekierą, alkohol został pobity, tworząc niewielkie, procentowe jezioro, a bar, także cały połamany, w dużej części wymalowany został czerwonym, rażącym sprayem. Nalewaki do piwa zostały wyrwane z niego żywcem, a stojące pod nimi wszelakie szkło pobite w drobny mak i rozrzucone po połowie sali ze stolikami.
  – Cześć – zza kontuaru wyłonił się Troy, którego mina, ku zdziwieniu Laury, nie wyglądała na taką, aby jakoś specjalnie przejął się tym, co wyprawia się w jego miejscu pracy.  
  A może to tylko pozory...?
  – No i widzisz? Już drugi raz, tylko, że wtedy to była tylko kradzież – oznajmił dziewczynie, stawiając na szczątkach lady czarny worek, który zaraz zawiązał.  
  – Co ma robić? – zapytał Travis.
  – Niech się przebierze, pomoże mi tu ogarnąć, bo jak przyjedzie Sandra, to może zabierze ją na zaplecze. Trzeba policzyć, co i ile zginęło – mruknął barman.
  – Dobra, chodź – 22-latek skinął głową i Laura zaraz się za nim udała. Nie poszedł jednak do szatni, tylko skierował się do biura, w którym ktoś gadał przez telefon.
  Weszli do środka i Laura w końcu dowiedziała się, jak wygląda jej szef. Dość wysoki, mający około sześćdziesiątki, lekko zarośnięty, siwy facet z niewielkim brzuszkiem, machnął ręką w geście, aby chwilę zaczekali, więc Travis kazał jej usiąść i zaraz klapnął na sąsiednim krześle. Czekali dosłownie sekundy, po chwili mężczyzna odłożył telefon i rodzeństwo tak szybko, jak usiadło, tak szybko wstało.
  – Dzień dobry. Laura, tak? Jestem Josh – podszedł do nastolatki z wyciągniętą dłonią, którą zaraz jej podał.
  – Dzień dobry – mruknęła zawstydzona nieco dziewczyna.
  – No widzisz...? Niezbyt mile zaczynasz u nas pracę – rzekł dość oschło facet, spojrzawszy na zegarek, co w mniemaniu brunetki oznaczało cichą naganę za spóźnienie. – Ale cóż... stało się. Na razie pomożesz Troy’owi, a jak przyjedzie Sandra, powie ci, co dalej. Ja muszę znikać, załatwić sprawy z policją. Napij się czegoś, jeśli masz chęć i miłej pracy. Travis, zamknij – nakazał, wskazując drzwi gabinetu i uśmiechnąwszy się lekko do 18-latki, pośpiesznie go opuścił.
  – Dobra, leć do szatni, a ja pozamykam i spotkamy się w barze – mruknął 22-latek i Laura udała się do przebieralni. Po minucie zawisła nad pijącym kawę barmanem z zapytaniem: "co mam robić?”.
  – Czego się napijesz? Uratował się czajnik z biura, więc mogę ci zrobić coś gorącego, bo jak chcesz coś zimnego, zostało tylko kilka butelek wody. Resztę wynieśli, lub pobili – oznajmił Troy.
  – Dzięki, mam napój – mruknęła nastolatka, rozglądając się po wnętrzu zdewastowanego lokalu.
  – Siadaj, wypiję kawę i dopiero ruszymy, potrzebuję dziś dużo kofeiny. Kurde, dobrzy są... – nagle zmienił temat. – To zapewne nie ich pierwszy włam, bo musieli umieć wyłączyć alarm, który, w przeciwieństwie do wszystkiego tu, jest co rok zmieniany na nowy, do tego wynieśli prawie wszystko, czyli cały magazynek, a sporo tam tego było, oszczędzili tylko pizzerię, uznając chyba, że zamarznięte placki nie są im do niczego potrzebne – dodał, uderzając głośnym, wesołym śmiechem. – Jess nieźle by się wściekła, ona kocha tą pizzerię... czego szczerze nie rozumiem. No właśnie, i gdzie ona jest? Miała przyjechać o wpół do trzeciej, pomóc nam, a już po trzeciej. Ja jej dam! Jak nie zjawi się za dziesięć minut, sam zdemoluje jej tą kanciapę, przynajmniej nie będzie zbytnio różnić się od baru. Porządek musi być! – zakomunikował uroczyście szatyn, zmieniając emocje ze śmiechu na głośny, intensywny rechot.  
  Laura patrzyła na chłopaka niezrozumiałym spojrzeniem, nie wiedząc, czemu się tak zachowuje, czy to śmiech przez łzy, czy naprawdę olewa tą całą sytuację? Znowu pomyślała o prześladowczyni, czy to aby przypadkiem naprawdę nie jej sprawka? Chociaż po co, w jakim interesie? Jak przecież może uprzykrzyć jej życie, niszcząc jej miejsce pracy? A może to tylko po to, aby napędzić jej kolejnego, jeszcze większego strachu i pokazać, że z dnia na dzień stać ją na coraz więcej?
  Spojrzała na Troy’a – gapił się na nią z serdecznym uśmiechem, lecz i z niezdefiniowaną miną.
  – A może jednak chcesz kawę? Widzę, że się chyba jeszcze nie obudziłaś – usta wygięły się bardziej.  
  – Sorry, zamyśliłam się. Czemu nie zamknęliście dziś? – szybko zmieniła temat, czując jak zawsze przy chłopaku kompletne wyluzowanie.
  – A po co? Jest upał, widzisz, ile ludzi. Trudno, będą dziś mieli imprezę bezalkoholową, ale chociaż zamoczą tyłek. Zawsze parę groszy więcej, ten ośrodek i tak ledwo dyszy. Widzisz zresztą, jak wygląda... Przydałby się porządny remont i trochę zmian, może jakieś atrakcje, chociażby bilard, automaty, czy nowa zjeżdżalnia...? Podwyższyłby to standard i nagoniło klientów, ale co z tego? Pomysły są, ale rzekomo nie ma za co zrobić. Nie rozumiem, bo z tego, co widzę i jeśli dobrze wnioskuję, to na czysto mają ponad dwie dychy miesięcznie, więc nie wiem, czemu Sandra twierdzi, że nie ma pieniędzy? Co ona robi z tą kasą? Podciera tyłek? A zresztą... co mnie to jebie? – rzekł Troy, odstawiając pustą szklankę i wstał z miejsca, gdyż właśnie zadzwonił telefon, którego słuchawka leżała po prawej stronie baru, na jedynej ocalałej jego części. Po rzuceniu przez szatyna do rozmówcy krótkiego: "dobra, nie ma sprawy”, zniknął on na zapleczu, lecz zaraz wrócił.
  – Dobra, sprzątnijmy do końca to szkło, a potem zobaczymy, Sandra będzie za piętnaście – dwadzieścia minut. Dasz radę ze swoją ręką? Są dosyć duże – zapytał, dając dziewczynie grube, robocze rękawiczki.
  – Tak.
  – Dobra, zbieraj i wywalaj do tych pojemników, potem się wyniesie –nakazał, wskazując dwa duże, plastikowe skrzynki i także zabrał się za porządki.
  Laura postanowiła nie dopuszczać do siebie kolejnych dołujących myśli, tylko skupić się na pracy, co nie do końca jej się jednak udało, Amber krążyła gdzieś między Jimmym, komórką, Frankiem, nieudanym seksem, zniszczonym lokalem i mieszającymi się, dochodzącymi z basenu, odgłosami rozbawionego towarzystwa.
  – Cześć! – dobiegło zza lady i po podniesieniu głowy nastolatka ujrzała Jessicę.
  – Cześć – odpowiedziała i przy barze zaraz pojawił się Troy, który zdążył już wynieść jeden napełniony pojemnik, czego Laura w ferworze obowiązków nawet nie zauważyła.
  – Kurwa, co tu się stało?! – zapytała zszokowana widokiem przybyła. – Nie myślałam, że aż tak...
  – Właśnie tak! O której miałaś być?! Jest wpół do czwartej! Jak się umawiasz, to bądź słowna, albo się nie umawiaj! – syknął Troy, którego dobry humor nagle gdzieś zniknął, zmieniając się w zimną złośliwość.
  – "T”, co z tobą? Samochód mi zdechł, co poradzę? Musiałam dojechać taksówką, do tego rozkraczył się na środku drogi i jeszcze zapłaciłam majątek za lawetę – tłumaczyła się, zdziwiona tonem głosu chłopaka dziewczyna.
  – Jaki samochód?! To jest samochód?! Już dawno ci mówiłem, że to złom i że w końcu wywinie ci jakiś numer, ale mnie nie słuchasz, więc teraz masz! Już prawie skończyliśmy, więc nie widzę sensu twojego pobytu tu, możesz co najwyżej nakarmić dzisiejsze bydło... co o tej godzinie też raczej nie należy do rzeczy racjonalnych – warknął szatyn, chwycił miotłę i zaczął wymiatać resztki szkła.
  Laura spoglądała na to wszystko, totalnie osłupiała i po chwili odprowadziła wzrokiem właścicielkę pizzerii, która z widocznymi w oczach łzami, bez słowa przeszła obok lady i zniknęła na zapleczu, trzasnąwszy niezbyt mocno drzwiami.
  Troy milczał, sprzątając zamaszyście szkło, które z podobną złością raz po raz wrzucał do pojemnika.
  – Ej, co to było?! – 18-latka w końcu nie wytrzymała.
  Przecinana brzdękiem resztek pobitych butelek cisza.
  – Troy, co się stało? Miałeś taki dobry humor! Zachowałeś się jak cham! – nie odpuszczała, rozgoryczona stojącym jej w oczach obrazem zasmuconej twarzy Jessicy.
  Nadal nie odpowiedział, doszedł ich tylko cichy odgłos otwieranej z impetem, znajdującej się za ścianą żaluzji.
  – Kurwaaa! – rzuciła z oddali starsza dziewczyna, stukając czymś dość głośno i po chwili ponownie przemknęła obok baru, zniknąwszy zaraz za jednym z parawanów.
  Minutę później szła w stronę powrotną w towarzystwie Travisa, który mijając miejsce, gdzie znajdował się Troy, rzucił w niego plastikową zakrętką z wyraźnym, sugestywnym gestem. Sądząc po kolejnym odgłosie żaluzja właśnie otworzyła się do końca i 22-latek zaraz pojawił się przy ladzie.
  – O, widzę, że szybko wam to poszło. Jak tam? – spojrzał na siostrę.
  – Dobrze – burknęła, w dalszym ciągu zła na nowego znajomego.
  – O co poszło? Jess jest gotowa gryźć lub bić każdego, kogo napotka – zaśmiał się do kumpla.
   – O nic – Troy’owi przywróciło mowę.
  – Nie ma jeszcze Sandry? – dopytywał się 22-latek, wyraźnie niechętny chyba do rychłego powrotu na stanowisko.
  – Kurwa, nie ma! Następna się spóźnia i nie wiem, co mam robić z tym chlewem? – burknął poirytowany szatyn, rzucając kawałkiem połamanego drewna w kierunku zniszczonego kontuaru.
  – A tobie co? Gorzej? A niby nie siedzisz na słońcu! Spadam – oświadczył Travis i zniknął.
  – Sorry – mruknął Troy, spoglądając na Laurę, która stała jak kołek nie wiedząc, jak się zachować, lecz nie musiała kombinować, gdyż zza parawanu wyłoniła się postać właścicielki basenu.
  – Cześć – wydusiła i widząc, co się stało z jej lokalem, założyła ręce za tył głowy.
  Krążyła przez chwilę, oglądając każdy centymetr pobojowiska, jakby wciąż nie dowierzała.
  – No to ładnie! Już nic się nie da z tym zrobić, wszystko do wymiany! – bąknęła w końcu, odrzucając na bok kawałek lady, który trzymała jakiś czas w dłoni. – Co z magazynem? – zwróciła się do barmana.
  – Wyczyszczony – odparł szatyn, nalewając kolejną kawę. – Nalać ci? – spojrzał na 30-latkę.
  – Tak, poproszę – rzekła młoda kobieta i zniknęła na zapleczu.
  – Napijesz się? – zwrócił się do Laury.
  – Jeśli mogę, to napiłabym się wody – oznajmiła brunetka, pokazując chłopakowi puste opakowanie po swoim napoju.
   W okamgnieniu dostała półlitrową butelkę, a Sandra wróciła do baru, chwyciła kawę, podniosła leżące niechlujnie krzesło i usiadła obok nastolatki.
  – Sprawdziłeś straty? – wznowiła temat, podłamanym nieco głosem.
  – Kurwa, dopiero skończyliśmy ze szkłem, nie jestem supermanem! Spóźniacie się jedna przez drugą, dobrze, że ona mi chociaż pomogła – znów warczał, spojrzawszy na Laurę, która nerwowo sączyła niezbyt schłodzoną wodę.
  – Co cię dziś ugryzło? – fuknęła Sandra.
  – Nic.
  30-latka ciężko westchnęła, ale zaraz zapytała:
  – Była policja? Gadali z ojcem?
  – Tak.
  – Dobra, trzeba przejrzeć ostatnią dostawę i rozliczenie od początku tygodnia, wtedy dowiemy się, ile straciliśmy, ale dziś nie mam na to siły, może ju...
  Nagle zza ściany doszedł rumor padających na ziemię, jakichś metalowych rzeczy i czegoś dużego, o czym świadczył głuchy, ciężki huk, któremu akompaniował stłumiony, damski krzyk i za moment zapadła grobowa cisza...

1 667 czyt.
100%122
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2855 słów i 16617 znaków, zaktualizowała 10 maj 2017

Komentarze (2)

 
  • Naznaczona

    Naznaczona 31 maj 2017

    Podoba mi się ta seria, serio

  • violet

    violet 8 gru 2016

    Bardzo dobra i ciekawa część. Lubię to opowieść, barwna, z żywymi, pełnokrwistymi postaciami.