Szare istnienie #22

Szare istnienie #22

Piknął kolejny sms. Laura spojrzała na telefon i natychmiast na chłopaka, lecz ten niewzruszenie stał do przy kuchence, odwrócony do nich plecami i właśnie rozległ się głośny syk wrzucanego na patelnię... czegoś. Emma szturchnęła przyjaciółkę, mówiąc tym samym: "czytaj!”.
Z niechęcią i strachem sięgnęła po telefon, lecz obawy były bezpodstawne, ponieważ wiadomość brzmiała: "Zamierzasz iść do roboty?”. Odetchnęła ciężko i zaraz odpisała. Spojrzała na towarzyszkę, która natychmiast podniosła brwi, otwierając szerzej oczy, które pytały: "no i...?”.
– Travis. Boi się, że nie pójdę do pracy – ogłosiła Laura, robiąc to tak wyraziście, jakby chciała, aby brunet wziął to sobie do wiadomości.  
– Dobrze popracować dziś na świeżym powietrzu, taki ładny dzień... – mruknął Frank, odwracając się na ułamek sekundy, po czym podrzucił warzywa, który wyeksponowały swój zapach po całym wnętrzu.
Laura nie odpyskowała, znając powód jego ironii, jednakowoż trochę ją ona zaskoczyła.
– Może być nieco pikantny? – zapytał, stawiając obok dziewczyn pudełko z jajkami i miskę.  
– Wszystko jedno – mruknęła Laura.
Spojrzał pytająco na blondynkę.
– Obojętnie – rzuciła, lekko chyba zawstydzona całą sytuacją ze śniadaniem.
– Jeszcze jedno? – zapytał, zabierając ze stołu pustą butelkę.
– Niee, dzięki.
– Nie krępuj się, poza tym mam tu zapas – uśmiechnął się, otwierając lodówkę, w której ukazało jej się chyba z piętnaście ułożonych z gracją butelek. – To jak...?
– No dobra, ale więcej mi nie proponuj, wystarczy mi po wczorajszym – odparła, wyszczerzając zęby.
Nastała cisza. Laura nałogowo obserwowała koleżankę i z wolna zazdrość i rozdrażnienie zaczęły malować się na jej twarzy, które na domiar potęgowało jeszcze złe samopoczucie i perspektywa rychłego spotkania z Amber. Emma widziała jej obecną prezencję i nie mogła pojąć, jaki jest jej powód Nie zareagowała jednak, uznając, że jest ona bezpodstawna. Dziwną atmosferę przerwał brunet, stawiając na stole dwa talerze z parującymi, pachnącymi chińszczyzną, omletami. Za chwilę obok zagościły sztućce, a przy Emmie kolejna butelka, w sąsiedztwie szklanki z "lekiem”.  
– A ty? – zapytała Laura, gdyż Frank usiadł obok niej jedynie z piwem.
– Już jadłem. Nie wnikaj, tylko wcinaj, one szybko stygną – dodał, nieco już cieplejszą barwą głosu.
Blondynka bez skrupułów zabrała się za posiłek i całkiem nieźle jej szło, czego nie można powiedzieć o jej przyjaciółce. Laura z wielką niechęcią nadziała na widelec pierwszy kawałek, który zniknął w ustach z podobną manierą. Żuła anemicznie, bardzo nieżyczliwie nastawiona dziś do śniadania, w końcu przełknęła. Kolejne próby wyglądały podobnie, w tym, że wykonywane były coraz wolniej, za to napój znikał bardzo szybko. Emma już podziękowała i przywarła ustami do zimnego piwka. Frank w ciszy przyglądał się zmęczonej sympatii, która jadła jakby za karę, w końcu powiedział:
– Mała, wsuwaj, bierz przykład z koleżanki – uśmiechnął się.
– Nie dam rady, potem coś zjem... może pizzę... w pracy... – mruknęła, odsunąwszy naczynie, z którego nie ubyło nawet pół. – Przepraszam, wiem, że specjalnie zrobiłeś, ale naprawdę mi nie lezie – spojrzała na chłopaka błagalnym wzrokiem.
– Dobra, zaufam ci, ale miej w świadomości, że zapytam Travisa, czy coś zjadłaś – zagroził – No widzisz, mała? Fajnie poszaleć, lecz gorzej potem wydychać – dodał złośliwie i wstał w celu sprzątnięcia stołu.  
Laura nie odpowiedziała, wiedziała, czemu się "mści”, lecz poczuła się po tych słowach nieco zakłopotana. Chłopak stał przy zlewie, a przyjaciółki milczały. Emma popijała piwo, które chyba poprawiło jej już nieco samopoczucie, Laura natomiast zagłębiała się w planowaniu dzisiejszego, jakże rozrywkowo zapowiadającego się popołudnia. Z zaświatów wyrwał ją dźwięk telefonu 23-latka. Gdy tylko wyszedł, Emma zapytała:
– O co ci chodzi?! Jesteś zazdrosna?! Bo nie rozumiem... – była wyraźnie zniesmaczona.
– O nic. Chyba wiesz, o co.
– Nie wiem. To co? Mam siedzieć jak dzikuska i się nie odzywać?  
– Widziałaś chyba sms-a, nie? Widziałaś...?! Więc się odpierdol, myślisz, że chodzi o niego?! – ryknęła brunetka.  
Emma zamilkła, na powrót przechylając butelkę.
– Sorry, po prostu nie mam dziś nastroju na nic – burknęła Laura, nie patrząc na koleżankę.
– Dobra, dziewczyny, fajnie było, ale muszę wyjść. Mała, muszę zajechać na chwilę do biura, do matki, pojedziesz ze mną? – zapytał, oparłszy się o kuchenne drzwi. – Potem mogę pojechać z tobą do pracy, i nie mam nic innego do roboty. Zamoczyłbym tyłek.
Laura się pogubiła, nie była zachwycona jego pomysłem, widząc przed sobą wściekłą Amber i jej rozbawionych kolegów.
– Mała! – podniósł głos. – Znowu odlatujesz? Co jest?! – oparł ręce o stół, naprzeciw dziewczyny.
– Nic.
– Laura, nie kłam, czemu znowu kręcisz? Masz mnie za idiotę?  
– Nie kłamię, po prostu mam kaca i chyba dziś zdechnę – mruknęła.  
Frank spojrzał na Emmę i znów na brunetkę.
– Pokaż mi telefon! – rozkazał.
Laura zdębiała.
– Po co?
– Pokaż.
18-latka mimo świadomości, że nic podejrzanego w nim nie ma, czuła dziwną obawę.
– Dałeś mi telefon, żeby potem w nim szperać? – natychmiast przyjęła postawę obronną.
– Masz coś do ukrycia? – zapytał, lecz sposób, w jaki to zrobił, wywołał na ciele brunetki zimny dreszcz.  
– Nie mam! – ryknęła, rzucając mu komórkę pod nos.
Wziął ją i bez słowa i zaczął przewalać jej zawartość. Laura kompletnie zgłupiała, widząc obecne zachowanie chłopaka. Spojrzała na Emmę, która wzruszyła ramionami, rozkładając ręce w geście: "nic nie rozumiem” i znów wlepiła wzrok w bruneta. Ten po chwili przestał klikać.
– To co, pojedziesz ze mną? – powtórzył, kładąc urządzenie obok właścicielki.
– Nie, idę do pracy i chce się jeszcze wykąpać – burknęła, ochłonąwszy nieco.
– Dobra, to odwiozę was i potem po ciebie przyjadę. Jest 12:04, o której mam przyjechać, żebyśmy zdążyli?  
– Nie wiem, po pierwszej – mruknęła widząc, że jest zdecydowany i nijak się nie wykręci.
– Jeśli czujesz, że możesz się nie wyrobić, podwieź nas do mnie. Weźmie prysznic u mnie i potem ją podrzucę – wtrąciła Emma.
– Po dwóch piwach...? – spojrzał kolejno na obie dziewczyny.
– Może i ma rację, tak będzie lepiej, poza tym obiecała mi, że pójdzie ze mną do roboty – zareagowała natychmiast Laura. – A dwa piwa...?! A co to dla niej? – zaśmiała się. – Zresztą zanim wyjedziemy, już dawno ochłonie.  
– Nie jestem przekonany do tego pomysłu, ale dobra, jak chcecie. Bierzesz lekarstwo? Jest bardzo zimne, dobrze ci zrobi – zapytał, wskazując lodówkę.
– Tak.
– To czekaj, muszę dodać więcej soku.
Wyciśniecie dodatkowych pięciu cytryn i przelanie soku do butelek zajęło brunetowi niecałe trzy minuty, Emma w tym czasie dopiła piwo i uśmiech świadczący o poprawie jej zdrowia, zagościł na jej obliczu. Co robiła w tym czasie Laura?... A cóż mogła robić...
Była tam oczywiście Amber, plącząca się między osobą wybierającego się na basen Franka, a Jimmy’ego, który nie wiadomo, jak się zachowa. Lecz najbardziej gryzło ją to, że w knajpie jak było, tak było, lecz była mała i zawsze ktoś kręcił się w pobliżu, natomiast basen to przecież o wiele obszerniejszy, do tego otwarty teren, z mnóstwem zaułków i miejsc, dogodnych do dokonania napaści.
– Jedziemy? – zapytał 23-latek.
Brunetka nie zareagowała, a jej towarzyszka nie zamierzała odpowiadać na nie do niej skierowane pytanie.  
– Laura!!! – huknął, podirytowany.
– Sorry...
– Idziemy?! – gapił się na nią, przeszywając na wylot pytaniami i pretensją.  
– Tak – mruknęła i już chciała ruszać
– Aha...! – krzyknął nagle i Laura przystanęła.
Poszedł do salonu, z którego wrócił z bandażem i plastrem.  
– Masz maść? – zapytał.
– Nie.
– Moja została w samochodzie. No trudno... A tak w ogóle, to czemu jej nie zawinęłaś?
– A po co? Przecież nie byłam w pracy.
– Dobra, obwiążemy dwa razy, aby tylko nie dochodziło do nie słońce. Nie ma sensu robić z ciebie mumii, no i będzie przewiewniej – poinformował z uśmiechem i szybko wykonał opatrunek.
– Dzięki – bąknęła anemicznie.
– Dobra, spadamy...  


  
W czasie podróży, czyli dokładnie przez okres niecałych dwudziestu minut, cała trójka milczała. Gdy zatrzymał się pod domem blondynki, Laura znowu "spała”.
– Ej! – szturchnęła ją Emma. – Idziemy!
Zmęczona, niechętnie opuściła pojazd, do tego kac i palący żar dobijały ją do głębi.
– Małą, zaczekaj! – rzucił Frank i wyskoczył z auta.
Emma w lot zrozumiała i szybko się oddaliła, a chłopak stanął naprzeciw, chwyciwszy jej dłonie.
– Laura, co się dzieje? Powiedz, przecież widzę, że to nie kac. Jeśli nie chcesz, żebym przyjechał na basen, to nie przyjadę.
W Laurze zatliła się iskierka nadziei, lecz głupio jej było spławić chłopaka, więc odparła:
– A czemu miałabym nie chcieć? I czemu mi nie wierzysz, że źle się czuję, ile razy widziałeś mnie najebaną? – usilnie próbowała zaprezentować ogromną pewność siebie.
– To o czym tak namiętnie rozmyślasz?
– O Travisie, bo wiem, co będzie. Zaraz będzie truł, że się wczoraj napiłam i nie wróciłam, więc muszę nastawić się psychicznie na tą paplaninę – odparła ze śmiechem, lecz zrobiła to tak sztucznie, że sztuczniej już chyba się nie da.  
– Oj, Laura, ja już nie wiem, jak do ciebie dotrzeć – westchnął. – Dobra, leć, bo naprawdę się spóźnisz. I jakby coś było nie tak, dzwoń, dobrze? Chodź znając twoje upór i tak wiem, że nie zadzwonisz. Na razie – uśmiechnął się z widocznym żalem, ucałował ją czoło i zaraz go nie było.
Gdy weszła do domu, opanował ją przyjemny chłód, głaszcząc przyjemnie rozgrzane słońcem (i kacem, rzecz jasna) ciało.  
– Eeeem! – wydarła się.
– Na górze!
Po przestąpieniu progu pokoju kumpeli od razu skierowała się jednej z dwóch komód, stojących po dwóch stronach łóżka.  
– Nawet nie pamiętam, co tu mam – oświadczyła i zaczęła przewalać górną szufladę. – O kurwa, a ja wszędzie ich szukam! – zagrzmiała i nie podnosząc głowy, wyciągnęła rękę, pokazując białe, materiałowe spodenki przed kolana. – No...! To je nałożę, są lekkie. Idę pod prysznic – zakomunikowała, chwytając także bieliznę i zniknęła w znajdującej się w sypialni łazience.  
Często nocowała u przyjaciółki, można powiedzieć, że była w swoim drugim domu, więc prócz wspomnianej bielizny i ciuchów, miała tam też strój kąpielowy, białe sandały Nike, trochę plażowych kosmetyków i kilka innych, przydatnych lub nie, rzeczy.
Prysznic trwał "chwilę” i po kilku minutach rześka dziewczyna weszła do pokoju, paradując w staniku i spodenkach. Zaraz złożyła na górę niebieską bokserkę i nie widząc Emmy, związała prowizorycznie włosy w kucyk i zeszła na dół. Znalazła kumpelę zajadającą lody w kuchni.
– Zjesz? – zapytała, wskazując trzylitrowe pudło waniliowego smakołyku.
– Daj, ale nie dużo.
Zegarek w kuchence wskazywał 13:22, więc dziewczyny dość szybko zjadły deser, po czym blondynka, w sąsiedztwie "lekarstwa”, zapakowała do plecaka bikini, olejek i trochę owoców.
– Ta butelka zajmuje całą przestrzeń – warknęła, upychając ostatnie rzeczy. – Po co ci to?
– Milcz!  
W samochodzie siedziały chwilę później.
  
  
  
– I ty myślisz, że swoim zachowaniem nie zwracasz na siebie uwagi? – wyjechała Emma, odchylając osłonę przeciwsłoneczną. – Przecież on nie jest głupi...
– O co ci chodzi?! – burknęła Laura, chwytając leżące w schowku okulary koleżanki, które po chwili miała na nosie.
– Czemu na niego naskoczyłaś? Nie uważasz, że takim zachowaniem tym bardziej wzbudzasz podejrzenia? Do tego siedzisz półprzytomna i nic do ciebie nie dociera, nie dziwne, że zadaje pytania...
– Dobra, skończ już! Było, minęło, nie gadaj o tym, dobra?!
– Jeśli nie chcesz, aby wypytywał, to staraj się chociaż stwarzać jakiekolwiek pozory, a nie wyjeżdżasz z chamskimi pyskówkami. Masz naprawdę fajnego faceta, któremu, jak wiedzę, na tobie zależy, a zachowujesz się jak kretynka – ciągnęła niezrażona blondynka
Laura tylko westchnęła, informując tym samym, iż ma powyżej uszu tych nauk i zaniechała dyskusji. Emma także odpuściła i skupiła się na drodze. Pasażerka cały czas obserwowała okolicę, a im bliżej ośrodka były, tym uważniej to robiła. Kierująca coraz zerkała na rozglądającą się niespokojnie, w końcu oznajmiła:
– Przestań się denerwować. Przecież jest tam Travis i inni pracownicy, nic się nie stanie. Poza tym ma przyjechać Frank, a on, jak mniemam, na pewno nie pozwoli na żadne akcje.
– No właśnie... Frank. Może lepiej by było, żeby jednak nie przyjeżdżał. Ona dostaje kurwicy, jak mnie z nim widzi – mruknęła Laura.
– Przecież będziemy wśród ludzi, wyluzuj, wszystko będzie ok.
– Tak, wśród ludzi, a co potem? Ja już boję się siedzieć w domu, bo zaraz telefony, z którymi muszę gdzieś się chować i boję się, że kiedyś się w końcu wpierdolę.
Emma widząc, że kumpelę męczy ta rozmowa, przestała dyskutować, zatankowała jeszcze po drodze i o 13:48 były dotarły na miejsce. Po chwili stały przy kasie obok wejścia, blondynka kupiła bilet i ruszyły w stronę stanowiska 22-latka. Laura bacznie obserwowała teren wokół basenu, ale nic podejrzanego nie zauważyła. Była coraz bardziej zdenerwowana, przez co zapewne zapomniałaby nawet o kacu, gdyby nie podnosił jej on z sekundy na sekundę i tak wysokiego już ciśnienia.  
Inwigilacja otoczenia trwała nadal, lecz prześladowczyni wciąż nie pojawiała się na horyzoncie i dziewczyna powoli zaczynała odczuwać lekką ulgę. Ta nie trwała jednak długo, gdyż nagle dostrzegła rywalkę, którą zasłaniała wcześniej dość spora, jak na taki basen, zjeżdżalnia. Niepokój zmagał też fakt, że nigdzie nie było Travisa... Jimmy’ego zresztą też nie.
Tak namiętnie zerkała na siedzącą z dziewczyną z knajpy i dwoma kolesiami, roześmianą Amber, że w końcu wlazła na porzucony, stojący na samym środku leżak i wyrżnęła jak długa na ziemię. Głośny śmiech dobiegł do jej uszu, i to nie tylko z okolicy, gdzie siedziała 22-latka.
– Nie zwracaj uwagi – powiedziała Emma, gdy zażenowana Laura podniosła się z trawnika. – Gdzie Travis?
– Nie mam pojęcia – mruknęła, udając, że rozgląda się za bratem, lecz prawda była zupełnie inna. – Siadaj tu, ja muszę iść – nakazała, gdyż byli akurat przy jego stanowisku. – I nie gap się na nią! – warknęła i przy akompaniamencie radości szybko poszła w stronę baru.


  
Gdy weszła za ladę, od progu przywitał ją szeroki uśmiech Troy’a.
– Cześć, piękna! Masz pięć minut spóźnienia, pracujesz pół godziny dłużej, bez stawki! Kara za niepunktualność, zarządzenie szefa! – oświadczył głośno.
Laura natychmiast się zmieszała i nieco ją przytkało.
– Żartowałem! wrzasnął rozradowany, widząc minę nastolatki. – Siadaj, zaraz przyjdzie Travis, da ci ciuchy – wskazał znane już jej krzesło.
Usiadła, pokrzepiona spotkaniem z sympatycznym chłopakiem, lecz Amber nie zniknęła z jej głowy, a jeden z typów, którego zobaczyła, notabene po raz pierwszy, przyprawiał ją o jeszcze większy lęk. Wytatuowany od stóp do głów, dobrze zbudowany koleś, nie wyglądał zbyt przyjaźnie. Drugim był małolat ze stadionu, który, mimo, iż był znacznie młodszy od Amber, także napawał brunetkę niepokojem. Dobrze pamiętała jego bezczelne, zaczepne odzywki, po za tym miała w świadomości, że to rzekomo właśnie małolaci pobili jej przyjaciela...
– Hej...! Co jest? – obudził ją barman. – Źle się czujesz? Marnie wyglądasz.
– Trochę. Zabalowałam wczoraj z kumpelą – mruknęła.
– Luzik, damy radę. Nie ma dziś zbytniego ruchu na sali, wczoraj było zamknięte i temu dziś wszyscy smażą się w słońcu, czego nie rozumiem. Widzisz tamte? – wskazał dwa stoliki z czterema osobami przy każdym. – Jak pójdą, przetrzesz je i sprzątniesz wszystko, co znajdziesz na nich i pod nimi. Rzadko zmywamy, gdy są jeszcze zajęte, chyba, że goście siedzą przy nich pół dnia, wtedy już wypada machnąć szmatką co półtorej – dwie godziny. Spokojnie, szybko załapiesz, łatwiejszą i lżejszą pracę można sobie tylko wymarzyć. A basen tak konkretnie to już po zamknięciu, ale tam też szybko ci pójdzie, zresztą będziesz miała mnie do pomocy... jak ja teraz ma do pomocy ciebie – ucieszył się. – W godzinach zbierzesz tylko z grubsza, to, co rzuca się w oczy, ale ludzie z reguły nie robią syfu, tam raczej znajdziesz więcej skarbów – wskazał jej kilkanaście młodych świerków, porozsadzanych po całym terenie, w sąsiedztwie ogrodzenia. – Tam pijaki chowają się od słońca – dodał wesoło i wręczył Laurze kubek lodowatego, pomarańczowego soku.
Teraz właśnie uświadomiła obie, że nie wzięła butelki z plecaka, a już chciało jej się pić.
– Dzięki. Gdzie w ogóle jest Travis? – zapytała.
– W biurze. Ciekawe, co tam robią, nie ma go już piętnaście minut? – cyniczny uśmieszek zagościł na ustach szatyna. – Spokojnie, na razie nie ma nic do roboty.
Laura miała głęboką nadzieję, że ludzie wykażą się kulturą i nie będą zaśmiecać trawnika, plątanie się na oczach Amber nie za bardzo leżała w jej interesie.
– To tak się pracuje?! – wrzasnęła Emma, stanąwszy przed ladą.
Laura się roześmiała i przedstawiła sobie oboje. Blondynka kupiła piwo i zapytała:
– Gdzie Travis? Nie ma z kim pogadać.
– Zaraz przyjdzie. A ty nie chlaj... – napomniała Laura.
– Spadaj – burknęła Emma, podziękowała za trunek i poszła zadowolona, dzierżąc szklankę w dłoni.  
– Czekaj! – krzyknęła nagle Laura i szybko wyszła zza baru. – Co robią?  
– Nic, siedzą i piją, ale już chyba wyczaiła, że mnie zna, bo ciągle się na mnie gapi. Zaraz przesiądę się za wieżyczkę, bo zaczyna mnie to wkurwiać. No i mam nadzieję, że nie przyjdzie jej ochota na pogawędki.
– To chodź do baru – zaproponowała niespokojna brunetka.
– Przestań, nie zamierzam się chować! A kim ona jest...?!!! Jak zobaczysz Travisa, powiedz, niech ruszy dupę. Nudzę się – oświadczyła i ruszyła w stronę swojego ręcznika. – I przestań się denerwować...!
  

  

Wchodząc na zaplecze z zamiarem odwiedzenia łazienki zderzyła się w drzwiach z bratem. Włosy miał całe zakurzone, a ciuchy utaplane w szaro-czarnych plamach od... nie wiadomo, czego. Od razu zmierzył Laurę karcącym wzrokiem.
– No, zjawiłaś się w końcu! Czemu nie przyszłaś do biura?  
– Nie wiem, nie wiedziałam – mruknęła.
– Jak tam? Jebie...? – wyszczerzył się najmocniej, jak umiał.
– Spieprzaj! Miałeś mi dać jakieś ciuchy...
– Widziałaś...? – zmienił temat na osobę Amber.
– Tak.
– Najlepiej rób to, co robisz i nie zwracaj uwagi. Zresztą dziś nie będzie miała okazji.
– Czemu? – podniosła brwi.
– Bo mamy dla ciebie inne zajęcie, tylko jak twoja ręka? Jeśli dasz radę, to pomożesz Sandrze powynosić majdan z biura... książki, dokumenty, ogólnie większość tego, co się tam znajduje. Generalnie są to lekkie rzeczy, więc nie umrzesz. No, chyba że... – uśmiechnął się obscenicznie.
– A odpierdol się w końcu! – warknęła. – Co cię boli?!
– Mnieeee...? – uśmiech nie znikał.
– Czemu z biura? – zapytała, mając dość jego wkurzających komentarzy.
– Będą odświeżać, pojawił się tam niewielki grzyb, no i ogólnie już od dawna potrzebuje rehabilitacji. Chodź, dam ci ciuchy...
– Muszę do łazienki.
– To idź i przyjdź do nas. Jest otwarta – powiedział i zniknął za drzwiami gabinetu.  
Lżej się zrobiło na duchu dziewczynie, gdy dowiedziała się, że nie będzie musiała paradować niedaleko Amber i z kilkunastoma kilogramami zmartwień mniej, ruszyła do toalety, a chwilę później wchodziła już do biura
– Dzień dobry – powiedziała do pakującej do pudeł różnorakie drobiazgi córki właściciela.
– Dzień dobry...?!!! – rozradowała się Sandra, w ślady której zaraz poszedł 22-latek. – Może jeszcze raz...? – zaproponowała, a raczej nakazała, śmiejąc się
– Cześć – wycedziła Laura.
– No, już lepiej! Cześć! To co, pracujesz dzisiaj ze mną?!  
– Chyba tak – mruknęła brunetka, speszona nieco zaistniałą sytuacją.
– To przebierz się i zaraz ci powiem, co masz robić.
Travis wręczył jej koszulkę i spodenki, obie rzeczy nowe i zafoliowane.
– Zobacz, czy dobre, jak coś, to wymienimy – oznajmił i wręczył jej klucz od szatni.
– Emma jest, siedzi chyba przy twoim stanowisku – oświadczyła nagle Laura i chłopak wywalił oczy.
– Dopiero teraz mówisz?!
– Nie było cię... – oświadczyła i teraz to ona poczęstowała brata cyniczną miną, po czym bardzo z siebie dumna, zniknęła z pomieszczenia
  

  
Koszulka i spodenki niczym nie różniły się wyglądem od stroju 22-latka, w tym, że spodenki były niebieskie, nie czerwone, a na t-shircie nie widniał napis: "ratownik”. Pasowały jak ulał, do tego były zwiewne i bardzo wygodne.  
Po chwili stała już obok szefowej.
– Idę na chwilę na zewnątrz – poinformował Travis i wyszedł.
– Na pewno możesz to robić? – zapytała szatynka, wskazując głową na rękę pracownicy.
– Tak.
– Dobrze, to bierz te mniejsze i noś tam – pokazała brunetce drzwi między oknami za jej biurkiem.
Laura, mimo bardzo przyjacielskiego zachowania do niej szefowej, czuła się trochę nieswojo. Nie zważała jednak na to, tylko chwyciła pierwszy z brzegu karton i po przekroczeniu wyszła z nim na zewnątrz, znajdując się tym samym w niewielkim ogródku. Pudło nie było zbyt ciężkie, co dodatkowo pokrzepiło dziewczynę, bardziej motywując do działania...

2 237 czyt.
100%73
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3880 słów i 22697 znaków, zaktualizowała 22 sty 2017

Komentarze (3)

 
  • Lovcia

    Lovcia 30 lip 2016

    Kiedy kolejna?

  • Misiaa14

    Misiaa14 19 lip 2016

    Ah...powiedz mi tylko jedną rzecz czy ona powie o tych wszystkich wydarzeniach z amber tym gościem i wgl swojemu chłopakowi ...część jak zawsze świetna ♡♡

  • violet

    violet 19 lip 2016

    A mówiłaś, że pomysłu nie masz. Bardzo dobry kawałek, czekam na kolejną część, równie udaną.