Szare istnienie #23

Szare istnienie #23

Po około dwóch godzinach wszystko zostało zapakowane i większość pudeł wyniesiona, pozostało tylko kilka większych.  
– No i gdzie jest Travis? – zapytała nagle Sandra. – Ta chwila dziwnie długo u niego trwa. Randkuje w pracy, jak mu dam! – zaśmiała się i chwyciła kolejny z brzegu karton, lecz po chwili go odstawiła, lub raczej rzuciła niechlujnie na miejsce, w którym przed chwilą stał. – Usiądź sobie, zaraz wracam – powiedziała i wyszła z gabinetu.  
Laura klapnęła na stojącym przy biurku krześle i mimo, że już dość dobrze zapoznała się w wyglądem biura, nie mając nic ciekawszego do roboty, zaczęła się po nim rozglądać. Amber powróciła, dzięki czemu brunetka w duchu prosiła losu, aby dzisiejsze zajęcie trwało jak najdłużej, a najlepiej przez kolejne sto dwadzieścia minut, czyli do samego zamknięcia.
– Odpocznijmy sobie, strasznie dziś gorąco – oświadczyła znienacka Sandra, stawiając na biurku dwa zimne piwa i karton z pizzą. – Poza tym kto nas goni, prawda? Zjedzmy coś – zaśmiała się, po czym podstawiła jedno z piw pod nos brunetki.
Laurze zrobiło się głupio, nie była zbyt optymistycznie nastawiona do picia w obecności 30-latki, lecz szczerze mówiąc była już mocno spragniona, o czym, w ferworze pracy, wcale nie myślała.
– Laura, co jest? Nie krępuj się, to tylko piwo. Zimny browarek, idealny na tą pogodę i nasz odpoczynek – zaśmiała się szefowa, otwierając karton z pachnącą, ciepłą pizzą. – Smacznego – dodała i natychmiast ugryzła spory kęs, popijając po chwili piwem.
Laura przyssała się do kufla, lecz lodowatość płynu sprawiła, że zaczerpnęła tylko odrobinę. Nie była głodna, lecz pomyślała, że posiłek może nieco pomóc na dzisiejsze dolegliwości, wzięła więc kawałek, który o dziwo, zniknął dość szybko. W rezultacie zjadła trzy, spoglądając sporadycznie na starszą dziewczynę, która przez cały ten czas nie odezwała się ani słowem.
– Dziękuję – mruknęła nie do końca oswojona jeszcze z sytuacją Laura, w odpowiedzi na co otrzymała szeroki uśmiech i wjeżdżającą przed jej nos paczkę srebrnych Marlboro.
– Dzięki, nie palę.
– Słusznie. Powiedz mi, jak to się robi?! – zaśmiała się szatynka, odpalając papierosa.
W drugą dłoń chwyciła krótkofalówkę i po chwili warknęła z widoczną wesołością:
– No i co?! Zdążyłam już zjeść i zapalić, a ciebie nadal nie widzę. Jak masz lepsze zajęcia, to poproś Dave’a, niech tu przyjdzie. Zostało tylko kilka dużych pudeł, które zawalają mi miejsce. Który z was to zrobi, to już mnie nie obchodzi, mają po prostu stąd zniknąć!
Szmer w urządzeniu trwał chwilę, po czym Sandra odłożyła słuchawkę.
– Za bardzo im pobłażam, chyba czas wprowadzić jakąś dyscyplinę – oświadczyła, biorąc w rękę cienką, drewnianą listewkę.
Laura natychmiast parsknęła śmiechem, pozbywając się przy okazji znajdującej się w ustach, znikomej ilości piwa.
– Przepraszam – mruknęła, zasłaniając dłonią twarz.
Sandra uśmiechnęła się szeroko i chwyciła swój kufel. W milczeniu dokończyły posiłek, wypijając swoje trunki i 18-latka doszła do wniosku, że po tej, mimo, że skromnej, lecz jednak porcji alkoholu, poczuła się nieco lepiej. W końcu biurze pojawił się Travis i zaraz otrzymał wymowne, coś na wzór ganiącego dziecko rodzica, spojrzenie.  
– Sorry, sporo ludzi, musiałem tam posiedzieć. Zresztą radio jest chyba zjebane, bo coś szumi i przerywa, ledwie cię słyszałem – tłumaczył się.
– Radio...?! Travis, dwie godziny, już dawno byśmy to skończyli. Tłum tłumem, a dziewczyna dziewczyną, nie bujaj mi tu o tłumie – uśmiechnęła się jednoznacznie Sandra.
– No dobra, już akurat się wybierałem, sorry. Ale jak widzę, dobrze sobie radzicie – oznajmił z zaczepnym półuśmieszkiem.
– Młody, nie przeginaj. Bierz się za te duże, a my za ten chlew z podłogi. Ale najpierw przynieś nam jeszcze po piwie. Z sokiem! – rozkazała 30-latka i wręczyła Laurze szczotkę. – Zamiećmy tylko z grubsza, aby się wszędzie nie nosiło. Nie widzę sensu czyścić tego na błysk, i tak jutro będzie tu pobojowisko. Którą połowę wybierasz? – spojrzała na Laurę z niezmiennie pozytywnym wyrazem twarzy.
– A jaka to różnica? – zaśmiała się brunetka i zaczęła od strony, przy której stała, czyli od lewej.
– Twój brat jest totalnie nieokrzesany, w domu też tak ma? – zapytała szatynka.
– A nawet gorzej. Trzeba być wyrozumiałym, bo to przecież jeszcze gówniarz, mimo, że o cztery lata ode mnie starszy – szydziła wesoło Laura, rozbawiając szefową, kwitującą swoje zadowolenie głośnym śmiechem.
– Czemu szatnia jest otwarta? – zapytał nagle 22-latek, który wrócił właśnie z dwoma piwami i butelką coli. – Zamknęłaś? – spojrzał na siostrę.
Kołek stanął w gardle dziewczyny, choć dałaby sobie dwie ręce uciąć, że przekręcała klucz.
– Tak – odparła, z ciężkim jak głaz wydźwiękiem.
– Na pewno?
– Na pewno!
– Mam nadzieję, że nic nie zginęło, zresztą, co miałoby zginąć? Przecież nikt, prócz pracowników, nie ma wstępu na zaplecze...
Brunetka milczała, cały odzyskany podczas pracy z Sandrą spokój rozpłynął się w powietrzu jak mgiełka. Była pewna, że zamknęła pomieszczenie, lecz mimo to niepokój z sekundy na sekundę wzrastał.
– Może któryś z chłopaków...? – wtrąciła szatynka.
– Nie wiem, nie sądzę... zresztą nieważne, już zamknąłem – rzekł 22-latek i chwycił największe z pudeł. – Nakładłaś tam cegieł? – spojrzał na szefową, z trudem dzierżąc ciężki pakunek. – Nic tu praktycznie nie było, a co do czego, to nazbierało się wszelakiego badziewia – warknął. – To na pewno całe barachło z regału, ale cegły...?! – szydził, niezadowolony.
– Kara za obijanie się! – roześmiała się 30-latka.
Laurze nie było do śmiechu, dobijało ją to, że jak nie jeden problem, to drugi. Uniknęła Amber, to teraz znowu jakaś jebana szatnia. Czemu codziennie zmuszona jest do dołowania się przez coś innego? I znowu pytania, tym razem: "Czemu jest otwarta?; A może faktycznie któryś z chłopaków...?”. Miała nieodparte wrażenie, że przebieralnia nie została niezamknięta przypadkiem, przez co doszedł jeszcze strach przez kradzieżą lub innym, niepożądanym zdarzeniem.
Zadumała się tak głęboko, że nie spostrzegła, że wymiotła już wszystko, co było do wymiecenia, do tego zrobiła to nadzwyczaj dokładnie.  
– Co teraz? – spytała, tępo patrząc na szatynkę.
– Siadaj, napij się, zaraz kończymy. Zjedz jeszcze, jeśli masz ochotę, choć zapewne już jest zimna – odparła 30-latka, spoglądając na zegarek. – Trzy po piątej, jak chcesz, możesz już iść, sprzątanie basenu dziś cię nie dotyczy. Policzę ci za cztery godziny – dodała, wyrzucając zamiecione brudy do worka i po chwili usiadła obok nastolatki.  
– Pojadę z Travisem – oznajmiła Laura.
Sandra natychmiast zlepiła usta z kuflem, a następnie w ruch poszła kolejna fajka.
– No, nareszcie można w spokoju napić się piwa, mam już dość tych porządków. W taką pogodę należy moczyć się w wodzie, nie użerać z tym bajzlem. Widzisz? Mam basen pod nosem, a tkwię tu. Ale nie z tym wrzeszczącym tłumem, ooo nie, to nie dla mnie. Jak chcesz, w łazience dla pracowników jest gorąca woda, możesz wziąć prysznic. Albo wskakuj do basenu. Poza tym to idź się przebrać, koniec na dziś. Czerwony jest od szatni, a ten z obwódką od łazienki – uśmiechnęła się i wręczyła brunetce pęczek kluczy.
Laura, pchnięta przymusem jak najszybszego sprawdzenia przebieralni, bez chwili zwłoki wstała i wyszła z biura. W szatni znalazła się błyskawicznie i na pierwszy rzut oka nic nadzwyczajnego się w niej nie działo, lecz gdy weszła do części damskiej, w lot zauważyła zmiany. Pierwotnie zamknięte drzwi były teraz uchylone, a jej pozostawione na krześle ciuchy, zauważalnie zmieniły swoje położenie. Już wiedziała, że coś jest nie tak, choć jeszcze miała nadzieję, że może tylko jej się wydaje. Natychmiast sięgnęła do spodni i jej obawy właśnie się ucieleśniły – komórka zniknęła. Mrożący krew w żyłach dreszcz spłynął od stóp do głów, totalnie spanikowała. Od razu nasunęło się pytanie: "co powiem Frankowi?”, do tego ogarnęła ją wściekłość na siebie, że nie wzięła telefonu ze sobą. Lecz przecież do głowy by jej nie przyszło, że włamią się do pracowniczej szatni, że mają na tyle odwagi...
Nie wiedząc, co robić, gdzie wleźć i łudząc się bezsensownie, sprawdziła jeszcze pod ławeczką i we wszystkich kątach, choć wiedziała, że już po telefonie. Zrezygnowana, usiadła na tyłku, mając już w głowie niemiłą perspektywę rozmowy z brunetem. Im dłużej myślała, tym większe rozżalenie atakowało ją całą, najchętniej zapadłaby się pod ziemię, zniknęła... Pozbierała się jednak, przebrała, zamknęła szatnię, sprawdzając dwa razy (choć teraz już po co?) i pełna niepokoju, udała się na zewnątrz. Minęła bar, rzucając w kierunku nalewającego piwo Troy’a wymuszony uśmiech i za chwilę była przy basenie.
Pierwszą rzeczą, na którą skierowała swoją uwagę, było miejsce, gdzie siedziała złowroga ekipa, ale to już było puste. "No tak! Jak już zajebali mi komórkę, to się ulotnili” – krzyczała do siebie, zła do granic możliwości. Kilka sekund później doszła do stanowiska Travisa, przy którym leżał ręcznik przyjaciółki, lecz jej samej przy nim nie było. Ta zjawiła się po chwili, mokra od stóp do głów.
– Co się stało? – zapytała od razu, widząc osobliwą minę koleżanki.
– Zajebali mi telefon – mruknęła załamana 18-latka. – To na pewno oni, bo któż by inny? I nie bali się włamać...? – dodała, z trudem tłumiąc wybuch płaczu.
– Powiedz Travisowi, tak nie może być! – wzburzyła się Emma. – Poza tym czemu nie wzięłaś go ze sobą?
– Kurwa, czy ja myślałam, że wjebią się do szatni pracowników? Zwłaszcza, że nie pomyśleliby raczej, że zostawię tam telefon! Powiedz Travisowi, powiedz Travisowi... I co...?! Nie ma ich już, jak widzisz! A było tak pięknie! I co ja mu powiem? – napomniała o Franku. – Kurwa, nic nie powiem, może nie zauważy – panikowała, trzęsącym się głosem.  
Kac już dawno zniknął.
– Był tu Frank, ale nie mogłam cię znaleźć, a Travisa też nie było. Nawet nie kupił biletu i nie wchodził, gadałam z nim przy bramie. Kazał ci powiedzieć, że jedzie w sprawie pracy i zadzwoni po 18:00. No... tylko jak teraz zadzwoni?
– No, ładnie, to teraz mam słodko. No i co ja mam mu powiedzieć? Na pewno nie będzie zły, ale znając go, zaraz będzie chciał interweniować, a ja nie chcę, aby ją zaczepiał, ona jest pojebana. Przecież ten telefon kosztował kupę kasy, czemu nie zostawiłam go w samochodzie? – rzuciła, zagubiona już doszczętnie w całej tej sytuacji, brunetka.  
– To mu powiedz, że zostawiłaś u mnie, a jutro coś wymyślimy.
– Co wymyślimy? On nie jest przecież głupi!
– Dobra, coś wymyślimy – powtórzyła Emma. – Skończyłaś już pracę?
– Nie wiem, chyba tak, ale muszę iść jeszcze do biura. Przyjdę do ciebie przed zamknięciem.
– Mam nie wychodzić z innymi, tylko poczekać na Travisa, tak mi powiedział. To idź i przychodź, nudno mi samej. Dobrze, że przyszedł chociaż na trochę, bo jakby nie przyszedł, wzięłabym się za barmana. Jest całkiem, całkiem... – oświadczyła, niemalże uroczyście blondynka.
– No... i dostał za ciebie opierdol – zaśmiała się Laura, najsztuczniej, jak mogła.  
– Młoda! – dobiegło z oddali.
Niedaleko baru stał Travis z dużym, niebieskim workiem – Chodź! – machnął ręką i schował się za budynkiem.  
– Idę, postaram się szybko wrócić – rzuciła Laura i odeszła od pakującej się przyjaciółki.
Gdy dotarła na tyły knajpy, chłopak zbierał szklane opakowania z trawnika.
– Idź kończ piwo i zabieraj swoje kufle, Sandra chce zamknąć biuro – nakazał, nie odrywając się od pracy.
Bez słowa udała się do gabinetu, czując się trochę nieswojo, nie było jej przecież dłuższy czas.
– Chodź, podpiszesz się – rzekła szatynka, gdy Laura przekroczyła próg pomieszczenia.
Po chwili brunetka nachyliła się nad kartką, na której widniały między innymi nazwiskami jej nazwisko, oraz godziny, w których pracowała. Sandra dotrzymała słowa, koniec pracy wpisany był na 18:00. Szybko złożyła autograf i spojrzała na szefową, nie bardzo wiedząc, jak się teraz zachować.
– Zanieś to do baru, karton wywal do kubła z makulaturą i jesteś wolna – uśmiechnęła się 30-latka, wskazując cztery szklanki i pudełko po pizzy. – Jutro też przyjdź na drugą, nie ma sensu lecieć wcześniej, po południu nie ma jeszcze nic do roboty.
– Travis mówił, że praca może być też od dziesiątej – stwierdziła, a raczej zapytała Laura.
– Tak, ale to raczej w weekendy, wtedy jest masa ludzi. Jak już mówiłam – na weekend mamy innego pracownika, ale zdarza się, że czasem potrzebujemy kogoś do pomocy, wtedy dzwonimy, lecz często bywa, że w rezultacie sprzątamy sami, gdyż pracownik ten nie może przyjść, lub po prostu mu się nie chce. Nie dziwne, dzwonimy zazwyczaj w tym samym dniu.
– To dlaczego nie zatrudniacie jednej osoby?
– Ci pracujący w tygodniu chcą mieć wolne weekendy, też chcą skorzystać z lata, sama rozumiesz... No... nie liczę ratowników... nawet tych zbuntowanych... – drwiła wesoło Sandra.
– Kończycie już?! – wystraszył dziewczyny Travis, wtykając na początku głowę, a następnie resztę siebie do biura.
– Nie krzycz, nikt tu nie jest głuchy – napuszyła się szatynka, patrząc krzywo, lecz z sympatią na pracownika. Ale ty nie kończysz, więc nie rozumiem tego poganiania. Obijałeś się pół dnia, więc pomożesz Troyowi sprzątać, poza tym trzeba też pozmywać w kiblach i pozakładać papier – dodała, spoglądając wymownie w stronę nastolatki.
Travis chyba zgłupiał, o czym świadczyła jego niezbyt rezolutna mina, lecz zaraz stanął do walki.
– Dobra, dobra, kibel, kiblem, a ja pytam poważnie. Ludzi już prawie nie ma, Troy już posprzątał, więc pytam, czy zamykamy?  
– A ja poważnie mówię! Śmigaj do magazynku, umyj posadzkę i wymień ten papier – rozkazała Sandra, migiem poważniejąc.
Kompletnie zdezorientowany chłopak spojrzał na szefową, następnie na siostrę i bez słowa, niemrawo, ruszył w stronę wyjścia.
– Stój, żartowałam! – krzyknęła Sandra, uderzając głośnym śmiechem. – Już kończymy, możecie szykować się do zamknięcia. – Chodź – spojrzała na Laurę i wstała z miejsca.
Travis szybko zniknął, 30-latka zamknęła biuro, otworzyła znajdujący się obok niewielki schowek.
– Kompletnie o tym zapomniałam. Powiesisz? Ubikacje są na tyłach budynku, zaraz za wejściem na zaplecze. Może się już nie spotkamy, więc do jutra – oznajmiła, wręczając Laurze cztery rolki różowego, pachnącego papieru i zniknęła z zaplecza.

Schludne, wyłożone biało-szarymi kafelkami, z błyszczącymi, zadbanymi sedesami toalety, wcale nie wyglądały jak toalety na basenie, prezentowały się raczej jak te ładne, hotelowe. Widać było, że goście szanują to miejsce i nie robią w nim syfu, w końcu było ono przeznaczone dla nich.
Laura szybko wymieniła w czterech kabinach puste rolki i kilkanaście sekund później stała już przy barze, przy którym siedziała Emma, z sokiem w dłoni. Travisa nie było, Troya też nie, usiadła więc obok, mając nieustannie na końcu czaszki myśli o tym nieszczęsnym telefonie.
– Skończyłaś? – zapytała przyjaciółka.
– Tak.
– To możemy jechać?
– Poczekajmy na Travisa...
– To jak, zmęczona? – zapytał nagle barman, który jak duch wyłonił się spod lady.
– Cały czas tu byłeś? – zapytała zaskoczona brunetka.  
– Ja poruszam się jak kot – uśmiechnął się, otrzymując w zamian identyczny wyraz twarzy.
– Nie, nie zmęczona... no, może trochę. Wczorajsza impreza nadal we mnie tkwi – zaśmiała się nastolatka, szturchając pokazowo przyjaciółkę.
– Bujaj się, do niczego cię nie zmuszałam – warknęła wesoło Emma, odpychając koleżankę.
– Dobra, laski, bez bijatyk mi tu! Za duże jesteście na to – zarechotał Troy, kładąc na ladzie czarną ściereczkę.
Dziewczyna się rozweseliła, zapominając chwilowo o wszystkich swoich nieszczęściach. Dziwiła się trochę i szczerze nie wiedziała, czemu przy tym akurat chłopaku czuję się kompletnie wyluzowana, co w jej przypadku było raczej rzadkością przy starszych facetach. Biło od niego ogromną dobrodusznością i ciepłem, miała wrażenie, że zna go pół życia. Sympatię do szatyna pogłębiał też fakt jego dość luźnego poczucia humoru, przez co był też niezwykle charyzmatyczny.
– Napijesz się czegoś? Chłopaki poszli się przebrać i pozamykać, masz jeszcze chwilę – zapytał.
– Może czegoś zimnego.
Dostała lodowany sok pomarańczowy i dopiero teraz barman zabrał się za wycieranie lady, spoglądając raz po raz na towarzyszki.
– Przestań już myśleć – szepnęła Emma, trącając milczącą kumpelę.
Nie otrzymała odpowiedzi, w zamian za to przy barze pojawił się Travis, kładąc na ladzie pęczek kluczy.
– Czekasz na mnie? – zapytał siostrę. – To dobrze, matka dzwoniła i mówiła, żebyś przyjechała ze mną po pracy do domu, że to ważne. Dziwnie brzmiała, nie wiesz, o co chodzi?
Laurę zmroziło.
– Jak to: "dziwnie brzmiała”?! – zdenerwowała się.
– Nie wiem, ale wyluzuj, nie była zdenerwowana, raczej jakaś dziwnie tajemnicza, gadała podobnie, jak to zawsze przynudza przed jakąś ważną rozmową z nami. "Na razie nie pytaj o nic, proszę tylko, abyście przed siódmą byli w domu” – tyle się dowiedziałem. Zresztą sam nie wiem, była po prostu jakaś dziwna – powtórzył 22-latek.
Tego było już za wiele na jej dzisiejsze przejścia. Jakby mało było Amber, komórek i kaca, to jeszcze teraz matka, której nie wiadomo, o co chodzi. Mimo, że Travis powiedział, że nie była w podejrzanym nastroju, dziewczyna bała się jechać do domu, niepewność, co ją tam czeka, dobrze grała swoją rolę. Do tego Frank: "dzwonił już, czy nie?” i dumanie nad wiarygodnymi kłamstwami, które trzeba jakoś wcisnąć brunetowi, co na pewno nie będzie łatwe...  
– Młoda! – huknął Travis, szarpiąc siostrę za bark.
Oprzytomniała i zobaczyła przed sobą dziwne, pytające miny trzech osób.
– Jedziemy! – zakomunikował, gapiąc się na nią na wskroś i ruszył z Emmą przodem.
– Wszystko ok? – zapytał idący obok Troy.
– Tak.
– Jakby co, jestem dobrym słuchaczem – uśmiechnął się sugestywnie.
– Wszystko ok – mruknęła, chcąc jak najszybciej wsiąść do samochodu i uniknąć dalszej rozmowy, na którą notabene nie miała ani pomysłu, ani chęci.
Szatyn dobrze odczytał jej postawę, gdyż z miejsca zamilkł i w takiej właśnie atmosferze za niedługo doszli do swoich aut, po czym pożegnali się z barmanem, który zaraz odjechał.  
– Nie jedziesz z nami? – zapytał Travis widząc, że Emma trzyma w dłoni kluczyki do swojego samochodu.
– Nie, przecież macie jakiś sprawy.
– No tak, może i masz rację. Ale przyjedziesz potem – dopytywał 22-latek, choć wyglądało to raczej na stwierdzenie, niż pytanie. – Zadzwonię – nalegał.
– Nie ma sprawy, przyjadę. Na razie – rzuciła blondynka i szybko wsiadła za kółko. – Zabieraj to, mi to niepotrzebne! – zagrzmiała, wystawiając przez okno butelkę z "lekiem” brunetki.
Laura zabrała od niej napój i bez słowa wsiadła do wozu brata. Wiedziała, że Travis już dawno zauważył jej podejrzane zachowanie, dlatego też marzyła, aby być już w domu, z drugiej strony jednak ten dom nie wydawał jej się w tej chwili odpowiednim miejscem pobytu. Po chwili rozmowy z Emmą 22-latek w końcu wsiadł za kółko, lecz Laura siedziała niewzruszona i gapiąc się w szybę, usilnie próbowała udawać, iż nie porusza jej zbytnio obecność chłopaka. Ten w milczeniu odpalił silnik i ruszył. Nie zaczynał tematu, nie pytał o nic, lecz jego szybka, wręcz wściekła jazda, dosadnie mówiła o jego obecnym nastroju.
Dziewczynę, przez natłok poplątanych myśli powoli zaczynała boleć głowa, do tego kac męczył ją niemiłosiernie. Matka odpłynęła z jej rozmyślań, na powrót ustępując miejsca srebrnej komórce. Nie chciała już myśleć, kombinować, miała dość. Lecz łatwiej powiedzieć, gorzej zrobić, jeśli wszelakie spekulacje na chama wpychały się do jej głowy, nie dając chwili wytchnienia i szarpiąc przy okazji nerwy. Przez chwilę pomyślała, że może jednak powiedzieć brunetowi prawdę, lecz wstyd z powodu bezmyślnej utraty telefonu wziął górę, zrezygnowała więc. Przeszło jej też przez myśl, aby kupić taki sam, tylko skąd, do jasnej cholery, wziąć pieniądze?! Pożyczyć od Emmy?! Ona zawsze ma. A może powiedzieć Jimmy’emu, może jemu uda się jakoś go odzyskać...?
– Laura, do chuja jasnego, co się znowu z tobą dzieje?!!! – huknął Travis, patrząc z niemałym już teraz niepokojem za zawieszoną dziewczynę.
Musiała odlecieć na dobre, skoro nie zauważyła nawet, że są już na swoim podjeździe.
– Nic, sorry.
– Nic...?! Młoda, czemu znowu ściemniasz, jeśli i tak ci to nie wychodzi? Co się stało? – drążył, teraz już spokojniej.
– Mówię, że nic. Myślę o tej zdzirze, chyba specjalnie dziś przyjechała, żeby pograć mi na nerwach. Przecież powinna być w pracy – zełgała ze stanowczością Laura i ten zdecydowany ton najwyraźniej pomógł, bo chłopak stwierdził:
– Olej sukę. Rób, co robisz i nie zwracaj uwagi, znudzi jej się. Idziemy.
  

Po wejściu do domu przywitał ich miły zapach pieczeni i mimo, że byli dopiero w przedpokoju, od razu poczuli panujący we wnętrzu, dziwnie uroczysty klimat i po chwili w salonie ukazał im się nakryty zastawą dla gości, stół. Travis, widząc zastawę dla czterech osób, nie czekał, od razu zaatakował kręcącą się w kuchni matkę:
– Cześć. Kto ma przyjść?
– Zobaczycie. Tylko zachowujcie się przyzwoicie, dobrze? – uśmiechnęła się tajemniczo, całując w policzki swoje pociechy.
– No nie mogę, masz faceta?! – rozradował się 22-latek, lecz matka na to już nie odpowiedziała, tylko wznowiła czynności dotyczące krojenia warzyw na sałatkę.
– Pójdę się wykąpać – mruknęła niezbyt poruszona Laura i zniknęła na schodach.

2 008 czyt.
100%83
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 4000 słów i 23063 znaków, zaktualizowała 14 sie 2017

Komentarze (3)

 
  • Lovcia

    Lovcia 16 sie 2016

    Jak zwykle świetne

  • Misiaa14

    Misiaa14 15 sie 2016

    A czy kiedyś nie było czasami w miłosne ? Bo teraz patrze i rzeczywiście jest jako dramat....a ja się dziwię że teraz prawie tylko źle się dzieje i wszystko jasne xd teraz nie mam do czego się przyczepić i poczekam spokojnie kiedy to się wyjaśni wszystko i wgl xd część jak zawsze dobra fajna fabuła dobrze napisane

  • violet

    violet 13 sie 2016

    Ciekawie piszesz, nie wiem, czy już wspomniałam, ale jak dla mnie to jedno z lepszych miłosnych tutaj. Normalne, nie przekombinowane, prawdziwe, tak trzymaj.Pozdrawiam.