Szare istnienie #53

Szare istnienie #53

Wsiadł do wozu i ruszył. Znowu rozmyślał o wszystkich przykrych sprawach, lecz nagle jego uwagę przykuło coś innego. Przejeżdżając obok swojego miejsca pracy zauważył, że drzwi nadal są otwarte, a już przecież po piętnastej. Zatrzymał się, wysiadł i szybko udał się do środka. Wszedł do kuchni.
– Megan! – krzyknął i szybko ukucnął przy leżącej dziewczynie.
Zaczął poklepywać ją po policzkach, lecz bez skutku.
– Megan – powtórzył czynność i brunetka się ocknęła.
– Co się stało? – wystękała.
– Nie wiem, chyba zemdlałaś. Co ty tu robisz o tej godzinie? Chodź, wstań – chwycił ją za rękę i powoli poniósł z podłogi.
Nogi miała niestabilne, lecz udało mu się posadzić ją na najbliższym krześle i za chwilę dostała wody. Wziął stołek i usiadł naprzeciwko.
– Co ty tutaj robisz do tej pory? Jest po trzeciej – powtórzył, totalnie zdezorientowany w całej sytuacji.
– Pomyślałam, że może trochę posprzątam, nie chciałam jechać do domu i siedzieć tam sama, dostałabym pierdolca. Wypiłam już cztery kawy i pewnie temu padłam – zaśmiała się markotnie.
– Chodzi o Danny’ego, mam rozumieć? Co się stało? – postanowił w końcu zapytać.
– Poszło o przeprowadzkę. Gnieździmy się w dwóch pokojach już trzy lata, mam dość. Chciałabym kupić jakiś dom, ale on nie chce, on woli siedzieć w mieście, czego w ogóle nie rozumiem. Nawet nie mam jak zaprosić kogokolwiek, bo gdzie przenocują? Nie wiem, co mam robić? Kocham go, więc zrezygnować i dalej męczyć się w tej klitce? – głos już stał się płaczliwy. – A może to tylko pretekst do rozstania? Nie wiem już...
– Może nie chce mu się kosić trawnika – zaśmiał się Frank i Megan niewyraźnie wygięła usta – A tak na poważnie to przecież jeszcze dzieciak, może z czasem zmądrzeje. Jakby nie było, jest od ciebie o pięć lat młodszy, temu zapewne macie inne poglądy, choć to raczej dziwne. Mogę z nim pogadać.
– To nic nie da, uparł się i koniec.  
– Ale spróbować można, nie uważasz? Poza tym kobieto! Są lepsze sposoby na zabicie czasu, niż sprzątanie knajpy. Chodź, odwiozę cię do domu.
– Nie chcę.
– Posiedziałbym z tobą, ale nie wiem, co z małą, muszę wracać.
– To wracaj i nie zawracaj sobie mną głowy, zaraz zadzwonię do koleżanki i do niej pojadę.
– Kłamiesz – Frank od razu wyłapał jej ściemę.
– Nie kłamię. Uderzyłam go, niepotrzebnie.
– Zasłużył.
– Na pewno już go nie ma, nie chcę, żeby się wyprowadził. Co ja mam zrobić? – w końcu pękła i się rozpłakała. – Chyba ustąpię, nie mam wyjścia.
– Przestań, będziesz mu się podporządkowywać?! Nie płacz – chłopak się wkurzył.
– Tak to jest w życiu, w związku ktoś musi ulec.
– A znasz takie słowo jak "kompromis”?
– Jaki kompromis? Chyba, że wybudują domy w centrum, wtedy będzie kompromis, a to i tak nie rozwiązałoby problemu, ja mam dość tego zaduchu. Nie po to tyle czasu oszczędzałam, żeby dalej siedzieć w tym syfie – płacz nie ustawał. – Zadzwonię.
Wyjęła telefon i wybrała numer. Chłopak wyszedł, ale nie odszedł daleko, chciał zobaczyć, czy ściemnia, czy nie. Po chwili usłyszał:
– Dobrze, to zaraz będę.
Odetchnął z ulgą, szkoda mu było dziewczyny. Wrócił.
– I co?
– Jest w domu, jadę. Podwieziesz mnie? Boję się prowadzić.
– Jasne, idziemy.
Pozamykała i po dziesięciu minutach byli pod kamienicą, znajdującą się pod koniec centrum.
– Poczekam, aż wejdziesz – rzekł Frank, dalej chyba do końca nie wierząc, że mówi prawdę.
– Dobra, dzięki. Jakby coś się zmieniło w sprawie jutrzejszej pracy, zadzwonię, bo być może nie będę miała nastroju.
– Ok. Na razie.
– Cześć.
Megan zniknęła, a on spojrzał na zegarek – 15:48. "Mam prawie dwie godziny spóźnienia. No, ładnie” – pomyślał i widząc, że dziewczyna nie wraca, ruszył dalej. Do Ricksów dotarł dopiero po godzinie, gdyż jak zwykle zastał korek, tym razem ciągnący się w nieskończoność, gdyż godzina była do tego jak najbardziej odpowiednia.
Zapukał i otworzył mu Miko, w towarzystwie Davida.
– Sorry, musiałem pomóc szefowej, padła w kuchni, poza tym są zajebiste korki – wyjechał od razu, oddając mu kluczyki.
– Wyluzuj – uśmiechnął się chłopak i zamknął za nim drzwi.
Miko atakował bruneta, póki nie został pogłaskany i dopiero wtedy sobie poszedł. Frank migiem znalazł się w salonie, gdzie Laura w pozycji siedzącej, tkwiła beznamiętnie ze spuszczoną głową.
– Mała – ukucnął przed nią, chwytając jej dłonie.
Nie zareagowała.
– Zjadła coś? – spojrzał na Davida.
– Nie mogę jej przekonać.
– Laura – podniósł delikatnie jej podbródek. Wyglądała jak naćpana, bez jakichkolwiek oznak życia. – Zjedz coś, zrobiłem zupkę, nie trzeba jej gryźć – uśmiechnął się.
Bez reakcji.
– Jest jeszcze trochę otępiała po lekach, za godzinę powinno jej przejść.
– Czemu wstała?
– Ja ją posadziłem, jak się obudziła, bo myślałem, że coś zje, ale nic z tego.
– A wyście jedli?
– Jasne, super żarcie – David uśmiechnął się szeroko, więc Frank również.
– Mała, musisz coś zjeść, proszę cię.
Cisza.
– A gdzie żona? – zaśmiał się brunet.
– Polazła do sklepu, czyli dwie godziny spokoju – zachichotał David.
– Przynieś tej zupy, spróbujemy – poprosił i za chwilę otrzymał miseczkę.
Usiadł obok i wyciągnął do ukochanej łyżkę, ale nawet się nie poruszyła.
– Laura, trochę, proszę cię – nalegał.
– Nie chcę – mruknęła w końcu.
– Musisz jeść, nie będziemy cię non stop faszerować lekami – kombinował.
Ponowna cisza.
– A to, kurwa, zdechnij z głodu! – ryknął wściekły, zerwał się z miejsca, poszedł do kuchni i odlał zupę do garnka.  
Wrócił i usiadł na fotelu, z piwem w dłoni. Mina Davida była niepojęta po tym jego wyskoku, Franka zresztą też. Po chwili jednak ochłonął i wrócił do dziewczyny.
– Mała, przepraszam cię, po prostu już mnie to wszystko przerasta – chciał ją przytulić, ale natychmiast skręciła się w kłębek, podkulając kolana.
– Laura.
Bez reakcji.
– Dobra, nieznajoma, połóż się, musimy podłączyć kroplówkę – wtargnął w to wszystko David i w towarzystwie niewielkiego jęku bólu ułożył dziewczynę na miejsce. – Laura, musisz trochę pocierpieć, nie mogę tak często dawać ci prochów, rozumiesz? Wiem, że jeszcze tak mocno nie boli, potem ci coś dam – ukucnął obok. – Zjesz coś?  
Cisza.
Odpuścił. Ustawił lek i usiadł obok Franka, który wrócił na fotel.
– Nie jedziesz do frajera? – zapytał brunet.
– A pierdolę, kociak się denerwuje, pojadę innym razem.
– To skąd on biedny weźmie kasę? – zarechotał 23-latek.
– A co mnie to...
Zadzwonił telefon Franka.
– Tak?
– No, możemy już przyjechać – usłyszał Travisa.
– Co tak późno?
– Kurwa, jakie późno, i tak wcześniej wyszedłem z pracy!
– Dobra, to dawajcie – rzekł Frank, podał adres i wyłączył rozmowę.
– Nie, proszę, niech nie przychodzi, proszę – usłyszeli, dziewczyna znów spanikowała nie wiedząc, kto ma przyjść, wszyscy kojarzyli jej się z osobami, które zrobią jej krzywdę.
– Mała, przecież to twój brat – Frank migiem znalazł się obok.
– Nie, proszę cię, ja nie chcę, proszę cię – ponowny płacz, choć już łzy pobierała chyba na kredyt.
– Mała, uspokój się. Nie pamiętasz Travisa... Emmy? – teraz już ją przytulił.
Ponownie ta sama gadka, więc Frank nie wiedząc, co robić, spojrzał na Davida.
– No, zobaczymy, ale to może być trudna przeprawa – rzekł chłopak.
– Proszę cię – ponowiła apel.
– Dobrze, spokojnie, nikt nie przyjedzie, uspokój się już – ściskał ją. Trzęsła się cała.
– Daj mi pić.
Frank się zmądrzył i nie dał jej soku, tylko nalał zupy do butelki. Była bardzo rzadka, więc bez problemu przepływała przez słomkę. Podstawił jej do ust, czekając na reakcję.
Bez problemu wypiła pół butelki, nie pisnąwszy nawet.
– No widzisz mała, i trochę zjadłaś. Było tak strasznie? – uśmiechnął się.
– Daj mi pić.
Dał jej soku i w tym momencie zazgrzytał klucz w zamku. Miko migiem ruszył do drzwi.
– Nie, proszę was – znów to samo.
– Spokojnie, to Jenny.
– Miko, daj mi przejść! – usłyszeli gospodynię.
Nagle rozległ się brzdęk tłuczonego szkła.
– Kurwa, Mikooo!!! Do cholery jasnej z tym psem!!! – zagrzmiała.
Frank spojrzał na Davida – uśmiechał się od ucha do ucha i po chwili do pokoju wtargnęła 26-latka z wielką reklamówką.
– Kurwa, Miko, zapierdalasz do sklepu! – oznajmiła wkurzona, stawiając pakunek w kącie.
Laura lekko się uśmiechnęła, co wielce ucieszyło Franka.
– Co się stało? – zapytał David.
– Kupiłam dwie wódki do drinków bo pomyślałam, że zechce przenocować – wskazała na Franka – ale teraz piją ją schody! – zagrzmiała, ale zaraz się uśmiechnęła.
Chłopaki ryknęli śmiechem, lecz 23-latek nie zapomniał o obserwacji ukochanej – uśmiech nie zniknął. Wiedział, że marne są to przebłyski, ale był przeszczęśliwy, że w ogóle są.
– No i co się cieszysz?! Zasuwaj! – wyjechała do Davida, zabawnie naburmuszona. – Dobrze, że uchował się chociaż sok, który zakręciłam w ciuchy... jakbym miała przeczucie – dodała, wyjmując trzy litrowe butelki, które zaniosła do lodówki i poszła sprzątnąć szkło.  
Uwinęła się w okamgnieniu, wróciła do salonu i ponownie sięgnęła do torby.
– Kupiłam ci bokserki – rozradowała się, rzucając mężowi czarne bokserki w żółte słoniki.
Frank zawył tak głośno, że mało nie pękł.
– Widzisz? Zrobiła to celowo, żeby mnie przed tobą upokorzyć – rzucił David i wyszedł z pokoju.
– Zaraz mu przejdzie. Były tak pocieszne, że nie mogłam się powstrzymać. Nie zrobiłam tego złośliwie, a że wyszło wesoło...? – oznajmiła uśmiechnięta Jenny, chwyciła bieliznę i ukucnęła przed Laurą. – Jak się czujesz?
– Dobrze – mruknęła nastolatka.
– No co, brzydkie?! – Jen wystawiła bokserki przed nos Laury, która natychmiast zaśmiała się głośniej, ale od razu jęknęła z bólu. – Przepraszam – rzuciła zakłopotana blondynka i wstała. – Zjadła coś? – spojrzała na byłego.
– Zjadła, podstępem.
Jenny już chciała coś powiedzieć, ale zadzwonił dzwonek do drzwi i uśmiech 18-latki natychmiast zniknął. Nie panikowała już, jakby obecność właścicielki domu trochę ją uspokoiła, lecz znów zwinęła się w kłębek, oczekując, co nastąpi. Rozmowa blondynki przy drzwiach chwilkę trwała i pierwsza do pokoju wtargnęła Emma, a za nią Travis, który zaraz podał rękę Frankowi. David zszedł z góry i zapoznał się z gośćmi, po czym widocznie wkurwiony klapnął na fotelu. Emma natychmiast przykucnęła przy Laurze, próbując zamienić z nią choć słowo, lecz ta schowała twarz w poduszkę, kompletnie nie reagując na jej słowa.
– Czemu ma kroplówkę? – wyjechał od razu zaniepokojony Travis.
– Bo jest osłabiona i nie je – odparł David.
– Kto jej podłączył?
– David, jest lekarzem. Zapomniałem ci powiedzieć przez to wszystko – rzekł Frank i chłopak się nieco uspokoił.
Emma dała spokój i pojawiła się obok ratownika.
– Czego się napijecie? Poczęstowałabym was drinkiem, ale niestety, moją wódkę wypiły schody, dzięki temu panu – zaśmiała się Jenny, wskazując siedzącego przy Davidzie labradora. – Może piwo?
– Jestem samochodem, ale jedno mogę wypić – odparł Travis.
– A ty? – Spojrzała na Emmę.
– Może być piwo, dzięki.
Poszła do kuchni, ale zaraz wtargnęła jak strzała z powrotem.
– Kotku, wychlałeś wszystkie piwa, a było chyba z dziesięć! – wydarła się, dając Emmie butelkę. – Niestety, kobietom pierwszeństwo. Zaraz dokupię – spojrzała na Travisa, chwyciła z szafki kluczyki i wyszła, łomotnąwszy z całej siły drzwiami.
– Frank – mruknęła nagle Laura i wszyscy jak jeden mąż spojrzeli w jej stronę.
Przykucnął przy niej.
– Daj pić.
Ponownie spróbował z zupą, ale tym razem się zbuntowała, dał jej więc soku. Ukucnął przed nią Travis.
– Młoda, jak się czujesz?
– Zostaw mnie, odejdź! – krzyknęła, skręcając się na łóżku tak mocno, jakby chciała się w nie wbić.
Spojrzał na Franka.
– Ona cię nie pamięta, mówiłem ci – rzekł brunet. – Musimy poczekać.
Travis odpuścił, ale minę miał bardzo zastanawiającą. Emma gadała sobie z Davidem, więc 22-latek usiadł obok bruneta, w nogach siostry.
– Wiesz co? – rzekł Frank. – Wydaje mi się, że ona tu o wiele szybciej dochodzi do siebie, nie wiem, czemu? Może dzięki Jenny, atmosferze...? Nie wiem, nie mam pojęcia, ale może niech zostanie, póki jej się nie polepszy? O ile się zgodzą.
– Matka wariuje.
– Powiesz jej, co i jak, ona i tak jej nie pamięta. Chodź – skinął głową i wstał, prowadząc chłopaka do kuchni. – Pamiętasz, jak mówiłem ci o typie, który kręcił się koło jej sali? Zrobiłem mu zdjęcie – dał mu telefon. – Znasz go?
– Ty! Gdzieś już go widziałem, ale za chuja nie wiem, gdzie. Ale widziałem na pewno, na bank! Kurwa, aleś mi dał zagwozdkę, teraz będę całą noc myślał – uśmiechnął się 22-latek. – Ale sobie przypomnę, choćbym miał zlasować sobie mózg.
Laura znów zaczęła pojękiwać, więc faceci wrócili do salonu. Frank już przy niej siedział. Dziwnie oddychała, ciężko i płytko, a z zamkniętych powiek już popłynęły łzy.
– Co się dzieje? – nachylił się, biorąc jej dłoń. Mocno drżała i była nieco wilgotna.
– Boli – wydusiła tak, jakby to miały być jej ostatnie słowa.
David spojrzał na zegarek, wstał i zajrzał do torby.
– Ostatnie trzy – oznajmił, nabierając do strzykawki płyn z malutkiej fiolki. – Za mało wziąłem i strzykawki też mi się kończą – dodał i nachylił się nad Laurą. – Spokojnie – rzekł widząc, że boi się zastrzyku, choć ten trwa sekundę.
Wstrzyknął lek, rozmasował, wywalił strzykawkę i fiolkę do drugiej torby i ukucnął przy dziewczynie. Frank nie ruszał się z miejsca, a i Laura już nie zabierała dłoni.
– Zaraz będzie lepiej, za kilka chwil – uśmiechnął się, ale ona nadal miała grymas bólu na twarzy. – Musisz jeść, bo w końcu i leki przestaną działać, rozumiesz?
Pokiwała delikatnie głową.
– No, to super. Zjesz potem trochę zupy? Troszeczkę.
– Tak.
– No, to się cieszę. Prześpij się – pomasował ją po ramieniu i wrócił na miejsce.
Trzasnęły drzwi i Jenny jak burza wpadła do domu. Jej mina była dość zastanawiająca, można by się jej wręcz w tej chwili obawiać. Poszła do kuchni żołnierskim krokiem i po chwili wróciła, stawiając na stole sześciopak piwa.
– Co się stało? – zapytał w końcu David.
– Jebana suka, czy ja zawsze muszę na nią trafić? Żeby widziała, że mam otwarty dach, to by tego nie zrobiła, ale że kropi, to zamknęłam.
– No i...?
– I znowu mnie dziwka tak zastawiła, że musiałam wsiadać z prawej strony. Albo jej kiedyś przyjebię tymi drzwiami, albo w mordę, mam jej dość!!! Tylko szkoda mi mojego lakieru, żeby rysować tą jej zardzewiałą puchę! – grzmiała. – No kurwa, jak to wyglądało? Dobrze, że nie było ludzi, bo by sobie pomyśleli: "jakaś pojebana, wsiada od strony pasażera” – darła się wściekła i w tym momencie David ryknął głośnym śmiechem.
– No i z czego się cieszysz?!  
– Bo wyobraziłem sobie, jak to wygląda. Ale kotku, pomyśl, są też tego dobre strony – jest tam przecież dźwignia zmiana biegów, więc nie masz co narzekać – rechotał.
– Spierdalaj.
Pozostała trójka słuchała sprzeczki z uśmiechami od ucha do ucha, ale milczeli.
– To zemsta za gacie, tak?! – wkurzyła się Jenny, ale zaraz uśmieszek zagościł na jej twarzy.
– Nie, stwierdzam fakty.
– Pić – bąknęła Laura i zaraz dostała sok, który właśnie się skończył.
– Kupiłam – rzuciła gospodyni i zaraz dała Frankowi nową butelkę.
– Rozliczmy się za to wszystko – wyjął portfel.
– Przestań! – zagrzmiała, więc migiem schował go z powrotem. Widocznie bardzo dobrze ją znał.
U Travisa w kieszeni zadzwonił telefon Laury. Frank spojrzał na dziewczynę – poruszyła się niespokojnie. 22-latek odebrał, rzucając: "halo”, lecz z tamtej strony było głucho. Nie czekał, tylko się wyłączył.
– To już trzeci raz – oznajmił, nie zwracając uwagi na siostrę.
Frank kiwnął głową na tak, co miało oznaczać :”Jimmy?” i zaraz otrzymał potwierdzenie. Spojrzał na Laurę – nie reagowała, ale leżąca pod jej szyją lewa ręka zaczęła delikatnie drżeć.
– Kto ma chęć na drinka? Bo ja się napiję. A zresztą... – rzuciła i poszła do kuchni.
Wróciła po chwili z czterema szklankami wypełnionymi lodem, z sokiem pomarańczowym i litrową wódką.
– A ty jesteś mi winny pięćdziesiąt dolców, rozumiesz! – rozdarła się na leżącego już obok Laury psa i zaraz nalała cztery porcje.
– Ja nie mogę – oznajmił Travis.
– Jednego możesz, zrobiłam ci słabszego. – Zjeżdżaj z mojego fotela! – fuknęła do męża, gdyż Travis z Emmą na kolanach zajęli sąsiedni fotel, a było ich tylko dwa.
David wstał, przyniósł sobie krzesło i nie dyskutował z wkurzoną dziewczyną, śmiał się tylko pod nosem, podobnie reszta załogi, lecz z chwili na chwilę uśmiech był coraz szerszy.
– Taaak?! – Jenny wstała. – Zobaczymy! – fuknęła i ruszyła w stronę regału, z którego chwyciła śmieszne portki. – Proszę bardzo – wręczyła je Emmie, która zaraz zachichotała, Travis również nie omieszkał, a Frank już rechotał na całego.
Zabawę przerwała im "pacjentka”, która znowu zaczęła wiercić się na łóżku i brunet momentalnie spoważniał.
– Cicho! – ryknął i znów spojrzał na dziewczynę, którą zaraz przytulił.
Travis od razu wstał i zawisł nad chłopakiem.
– Laura, wszystko dobrze – powiedział do mamroczącej pod nosem dziewczyny i ta się po chwili uspokoiła. – Dobra, wszystko ok – powiadomił ekipę, ale do tej pory nie puścił ręki ukochanej, która był już naprawdę gorąca i dłoń bruneta zaczęła się powoli pocić.

Przesiedzieli tak do jedenastej wieczór, w sumie Travis wypił osiem drinków, podobnie reszta, jedynie Frank wypił cztery, tkwiąc uparcie przy ukochanej, która spała jak zabita, w końcu 22-latek się podniósł.
– Pojedziemy już, i tak się zasiedzieliśmy, rano idę do roboty.
– Odprowadzę was – powiedziała Jenny, która była już ewidentnie podpita, z Emmą do spółki.
Pożegnali się i zniknęli, a David zaraz podszedł do Franka.
– Obiecała, że zje zupę – wskazał na Laurę.
– Może niech śpi?
– Może i tak, ale muszę zmienić kroplówkę i też spadam spać, na szóstą idę do pracy.
Gdy tylko dokonał zmiany, do domu wróciła 26-latka.
– Gdzie jest duży, biały materac? – zapytała męża.
– To nie ma sensu. Przenieśmy ją na dół do sypialni, na tym łóżku zmieszczą się oboje i jeszcze zostanie miejsce dla pułku wojska. Jutro znów się ją tu położy, tu się przecież cały dzień kręcimy – rzekł David.
– No jasne, nie pomyślałam.
– Nigdy bym od ciebie tego nie wymagał – zarechotał chłopak, podburzając żonę jeszcze bardziej, ale już nie pyskowała, będąc widocznie zmęczoną.
Frank wziął ukochaną, David stojak i zaraz ułożyli dziewczynę na wielkim łóżku w przytulnej, beżowej sypialni.
– A co mam zrobić, jak znów zacznie wariować? – spanikował brunet. – W szpitalu był personel, a tak...?
– Dam jej pół dawki, dośpi do rana. Brała dawno, więc mogę bez obaw – odparł David i Frank nieco się uspokoił. Też był już bardzo zmęczony, do tego kompletnie zdrętwiała mu lewa ręka, w której jeszcze nie do końca odzyskał czucie. David zaraz zaaplikował podopiecznej lek i ze słowem: "dobranoc” zniknął z sypialni.
Frank migiem położył się koło Laury, lecz bał się ją objąć wiedząc, jak reaguje, położył więc tyko delikatnie rękę na jej boku i zamknął oczy...

1 624 czyt.
100%151
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3498 słów i 20589 znaków, zaktualizowała 25 sty 2017.

1 komentarz

 
  • Mlody1

    Mlody1 · 25 sty 2017

    Gites. Tylko za krótkie!!!!