Szare istnienie - zmiany #5

Szare istnienie - zmiany #5Sorry, że tak krótko, ale chcę przejść do Laury, a jakoś nie lubię tak w środku Pozdro

***

– Gdzie narzeczona? – zapytał Frank widząc, że Matt przyszedł sam.
– Została z Kim, czego nie rozumiem. Też deczko zapaliła, nie zamuli się? Buntowała się trochę, ale wiesz… ma się ten dar przekonywania – zaśmiał się przyjaciel. – Co bierzemy?  
– A bo ja wiem? Ma być byle jak, szybko, wykwintnie, czy szybko i wykwintnie... bez byle jak? – zarechotał Frank, który po wypaleniu kilku chmurek był już w pełni zadowolony.  
Laura nie zniknęła, lecz pojawił się dobry humor, co było swego rodzaju ukojeniem dla zszarganych nerwów.
– Czyli? – dopytywał Matt.
– Co "czyli”?
– No co wykwintnego? Chce ci się z tym grzebać?
Frank tylko spojrzał spode łba.
– Kurde, jestem głodny, a ty zamierzasz robić nie wiadomo, co? Ile to będzie trwało, dwie godziny?
– Trzydzieści minut – brunet uśmiechnął się zaczepnie. – Ale tu nic nie kupimy, potrzebuję pstrąga. Dostaniemy gdzieś?
– Tak.
Kwadrans później zaopatrzeni już w odpowiednie zakupy wtargnęli do mieszkania, ciesząc się do siebie jak cyrkowe klauny. Siedzące w salonie dziewczyny spojrzały z politowaniem, lecz nie skomentowały. Faceci schowali się w kuchni i zaraz pojawiła się w niej Ashley.
– Co macie? – rozradowana wsadziła nos do reklamówki.
– Nie interesuj się – Matt objął ją w pasie.
– Kim się wkurzyła, połapała, że zapaliliśmy. Mówiłam, żeby poczekać – oznajmiła brunetka.
– Ojojoj, i co? Mam się bać? – rechotał Matt.
– Ale to trochę nieładnie, nie jestem u siebie – mruknęła Ashley.
– Ale jesteś u mnie – syknął szatyn, lecz uśmiech nie znikał mu z twarzy.
– Umyj i oskrob. Mimo, że to pstrąg, nie lubię syfu – Frank przerwał dowcipkowanie, kładąc przed nosem przyjaciela torbę z rybami. – I czemu nie ma żadnych ziół? – dodał, zaglądając do szafek.
– Ja mam oskrobać? Ja tu gotuję? – skrzywił się szatyn. – W życiu, nie lubię tego robić.
– Daj to – Ashley zabrała mu pstrągi i stanęła przy zlewie.
– No, i to mi się podoba. Widzisz? Laska ma jaja i już wiem, kto będzie rządził w tym układzie – zaśmiał się Frank. – Nie mam czym przyprawić – powtórzył.
– Chyba pięć minut temu byliśmy w sklepie, tak? – warknął Matt, zdecydowanie zrobiło mu się głupio.  
– No kur… w każdej kuchni są zioła… a przynajmniej powinny być – docinał Frank.
– Iść kupić?
– Tak, jeśli ma być porządnie. Koperek i estragon lub rozmaryn, co dostaniesz. Choć wolałbym to pierwsze.
Matt wyszedł i w jego miejsce pojawiła się Kim.
– Frank, widziałe… Aha – już chciała skarżyć się na brata, lecz migiem połapała, o co chodzi.
– Kim, wyluzuj – chłopak ją przytulił. – A może też dwa dymki? – wyszczerzył zęby.
– Frank, ja nie żartuję, ja wiem, jak kończy się dzień, kiedy on pali – wkurzyła się dziewczyna.
Chłopak spojrzał na Ashley – stała odwrócona do ściany i w milczeniu robiła swoje. Szturchnął Kimberly, z wyrzutem wskazując głową brunetkę. Kim natychmiast do niej podeszła.
– Ashley, ja do ciebie absolutnie żadnych pretensji nie mam, jeśli o to chodzi – sprostowała szybko.
– A czy ja coś mówię? – mruknęła dziewczyna.
– A powiedziałabyś? – zaśmiała się Kim.
– Oczywiście? – odparła nieco luźniej brunetka.
– Jasne.
Trzasnęły drzwi i Matt pojawił się w kuchni.
– Masz, wziąłem wszystkie, zadowolony? – fuknął radośnie, stawiając przed kumplem torbę.
– No, i nawet z doniczkach, masz u mnie punkt – dowcipkował Frank. – To teraz wyciskaj pomarańcze. A ty może zrobisz mi drinka i ewakuujesz się do pokoju, ciasno się tu zrobiło – spojrzał na Kim.
– Jest tylko zimne piwo, wódki nie kupowałem – oznajmił Matt.
– Spoko.
– Co robisz? – zapytała Kimberly, która nie wyglądała, jakby zamierzała opuścić kuchnię.
– Zobaczysz. I ja mówię poważnie, zmykaj stąd, nie ma jak się ruszyć. Mała, jak te ryby?
– Już kończę.
Dwie minuty później po ostrzejszej reprymendzie Franka dziewczyny wzięły po piwie i wyszły, chłopak natomiast, popiwszy swojego, zapytał:
– Zrobisz sos?
– Słabo – odparł Matt.
– Zrób, jest prosty. Zeszklij cebulę, daj szczyptę imbiru dla charakterku, wlej sok i zredukuj, aż się zagęści. Potem dasz trochę śmietany, doprawisz, jeszcze raz zagotujesz i tyle.
– Spoko, ale mam wycisnąć to wszystko? – zapytał szatyn, wskazując całą siatkę pomarańczy.
– Pogrzało cię? – zaśmiał się Frank. – Ze cztery, pięć sztuk. Lubię ten sos, więc lepiej, jak będzie więcej. A teraz powiedz mi, gdzie jest twoje naczynie.
Kumpel dał mu je i brunet od razu zaczął wymyślać, wskazując dość spory, szklany kwadrat:
– Kurwa, widzisz, jakie masz? Po co ci, skoro nie gotujesz? Ja kupiłem jakiś syf, bo nigdzie nie ma takiego, jakie chciałem. Nie chcesz się czasem zamienić?
– Gadaj z Kim, ona i tak rzadko z niego korzysta, poza tym chyba masz zadatki na proroka, bo zawsze gada, że kupiła niedobre, że jest za duże na dwóch.
– No, to pięknie! – Frank już zacierał ręce, widząc naczynie dziewczyny stojące w swojej szafce.
Szybko uporał się z rybą, napychając ją odrobiną masła i ziołami, wstawił do piekarnika i zawisł nad przyjacielem.
– Tyle tylko z pięciu sztuk? – skrzywił twarz. – Zjebane jakieś te owoce. Ale się z tym babrzesz – szydził, widząc, że Matt dopiero co skończył kroić cebulę.
– Spierdalaj, a kto mnie goni?
– Dobra, dawaj to – Frank zabrał mu deskę sprzed nosa i chwycił garnek…


Niecałe pół godziny później przed zniecierpliwionymi dziewczynami pojawiły się w końcu talerze z rybą i ryżem, a na stole zagościła butelka Frankowego wina.
– Do ryby przydałoby się białe, ale miałem tylko takie – chłopak wskazał butelkę. – A zresztą, może nie rozerwie – zaśmiał się.
– Ależ to ładnie pachnie – pochwaliła Kim, unosząc talerz.
– Tylko ciekawe, jak smakuje, robię go trzeci raz w życiu – rzekł brunet. – To może wy zjedzcie i jak za pół godziny nie popadacie, zjem ja – rechotał.
– Dobra, cicho, zjemy w końcu? – syknął Matt.
Spojrzeli na niego jak na dzikusa, lecz dali spokój. Gdy skończyli, Frank otrzymał kolejne miłe słowa, po czym Kim wstała.
– Matt, wezmę prysznic i zaraz jadę do Josha. Pewnie zostanę na noc, więc ma być tu spokój, rozumiemy się?  
– Jasne, pani sierżant – odparł chłopak, szczerze zadowolony z obrotu spraw.
– Mały, ja mówię poważnie.  
– Kur… kobieto, jest piątek, daj żyć, dobra? I nie rób mi wstydu przed dziewczyną, nie jestem małym dzieckiem – wkurzył się szatyn.
– Widzę, że szybko wyzdrowiałeś – burknęła Kimberly.
– Tak, wyzdrowiałem, ale widzę, że swoim paplaniem znów wpędzisz mnie w choróbska – szydził zadowolony chłopak.
– Frank, nie rozrabiajcie, proszę – zrezygnowana dziewczyna zwróciła się do bruneta.
– Spoko.
Kim widząc, że obaj panowie nic sobie nie robią z jej słów, a wręcz przeciwnie, że chyba bardzo ich w tym momencie bawi, już nic nie mówiła, tylko westchnęła ciężko i schowała się w łazience.


Po zakupie dwóch butelek wódki i dodatkowo kilku piw, wypaleniu całej trawy, którą miał Matt, wbrew zaleceniom Kimberly dość krzykliwa impreza przeciągnęła się do godzin porannych i dopiero około piątej nad ranem zmęczone towarzystwo poległo.
Pierwszy obudził się Frank, a raczej do żywych przywrócił go dźwięk telefonu. Nie zamierzał odbierać, ale telefon grał i grał. Ucichł w końcu, lecz nie na długo, za moment odezwał się ponownie i chcąc nie chcąc brunet dla świętego spokoju sięgnął po urządzenie, dowiadując się przy okazji, że dochodzi prawie piętnasta i półprzytomny wcisnął "akceptuj”.
– Frank? – usłyszał bardzo dziwny głos Travisa.
– Kurwa, czego? Jestem po imprezie, a ty mnie budzisz – warknął wkurzony chłopak.
– Frank, możesz przyjechać? To nie rozmowa na telefon.
– Przyjechać? – zdziwił się.
– Kurwa, przyjedź, młoda chyba uciekła…

***

Przyśpieszyłam, bo niektórzy marudzą, że przeciągam, więc...   
Dla sprostowania – jadłam taką rybę i muszę przyznać, że jest zajebista!

722 czyt.
100%112
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1394 słów i 8464 znaków, zaktualizowała 24 wrz 2018.

2 komentarze

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 21 wrz 2018

    Wywalcie Som z poczekalni, proszę Kurde...

  • AnonimS

    AnonimS · 21 wrz 2018

    ŻE jadłaś to się domyslilem ale czy umiesz też przyrządzić?   . Ciekawy odcinek choć pomostowy.  Mam jedno pytanie . Skad oni na te imprezy mają kaaaassę?, bo takie balety kosztują. Zestaw na tak . Pozdrawiam