Szare istnienie #106

Szare istnienie #106Obudziło ją ruszanie za ramię. Czuła się okropnie niewyspana, zinorowała więc natręta, lecz zaczepiający ją "ktoś” nie ustępował.
– Laura, wstań na chwilę – szepnęła matka, wtedy dziewczyna, chcąc nie chcąc, zmuszona była otworzyć oczy. – Wstań na chwilę i chodź ze mną – poprosiła cichutko kobieta.
Gdy Laura poczuła tradycyjny zapach jej perfum co świadczyło o tym, że matka zaraz wychodzi, podniosła się, zaspana i usiadła na łóżku. Ból powrócił, skrzywiła więc usta w  grymasie, lecz nie skwitowała go żadnym odgłosem. Spojrzała na Emmę – spała jak zabita.
– Która godzina? – wysapała ciężko, czując kompletną suchość w gardle i łamiący ją w boku, fizyczny dyskomfort.
– Dochodzi dziewiąta. Chodź – powtórzyła pani Anderson i ruszyła w stronę drzwi.
Zmuszona do usłuchania dziewczyna podążyła za matką, aby po chwili znaleźć się w jej sypialni. Strzykawka z lekiem już tkwiła w ręku rodzicielki, musiała chyba zauważyć oznakę cierpienia na twarzy córki.
– Usiądź – nakazała i Laura zajęła miejsce na krześle, przy niewielkim, stojącym przy ścianie stoliku.  
Kobieta zrobiła jej zastrzyk i zapytała:
– Skąd ona się tu wzięła? Przyszła w nocy?
Zdziwnienie, ale i niepokój rzeką wylewały się z jej głosu, mówiła jednak do córki badzo łagodnie.
– Długa historia – odparła grzecznie Laura.
– O której przyszła?
– Nie wiem, o trzeciej?
– Jej matka na pewno się martwi, trzeba do niej zadzwonić.
– Nie! – krzyknęła w popłochu Laura, bojąc się, że gdy kobieta zadzwoni do Colleman, Emma znowu ucieknie.
– Ale dziecko, przecież ona na pewno odchodzi od zmysłów. O której ona wyszła z domu? Długo jej nie ma?
– Od zmysłów? Ta suka ma ją w dupie – wyjechała bez ceregieli nastolatka, której znów podniosło się ciśnienie, każda myśl, że przez matkę Emmie mogła stać się jakaś krzywda, wywoływała u niej nieopisaną złość.  
Przypomniała sobie, jak wyglądała dziewczyna, że zupełnie nie kontaktowała i że w takim stanie nie byłoby problemem, aby ktoś zrobił jej coś złego. Od samego przebudzenia nie mogła też odeprzeć od siebie myśli o Jimmym, o tym, co się stało i jakim cudem Emma wylądowała u niego w domu.
I nagle przyszło jej do głowy: "ciekawe, czy się z nim przespała?”. To pytanie uderzyło w nią niczym obuch i natychmiast, nie wiadomo, z jakiego powodu, w głowie zakorzeniła się odpowiedź: "być może, przecież byli nawaleni…”, poza tym znając też nieokiełznany charakter chłopaka, nie zdziwiłaby się. Z drugiej strony jednak nie do końca wierzyła, aby mogła to być prawda, przecież zdążyła już trochę poznać Jimmy’ego i on chyba nie jest taki, na pewno nie mógły tak chamsko wykorzystać sytuacji, przecież do tej pory zachowywał się niemalże jak dżentelmen. Pewna jednak zachowania chłopaka być nie mogła, aczkolwiek tłumaczyła sobie, że do niczego nie doszło, że nie mógłby tak postąpić tym bardziej wiedząc, że Emma jest jej przyjaciółką.
No i poza tym przecież kocha ją…
– Dziecko, słuchasz mnie? – matka ruszyła ramieniem nastolatki widząc, że ta odpłynęła gdzie myślami. – Laura, co się dzieje?
– Nic, sorry, zamyśliłam się.
– Laura, porozmawiaj ze mną – powiedziała poddenerwowana zachowaniem córki kobieta.
– Mamo, wszystko ok, po prostu drażni mnie temat jej matki, rozumiesz? I nigdzie nie dzwoń. Ona wywaliła ją z domu, więc niech się trochę pomartwi, należy się suce.
– Laura!
– Przepraszam… no ale nie mogę…
– I co, nie zamierza wrócić do domu? Dziecko, przecież ona jest niepełnoletnia, jeśli matka to zgłosi, będą jej szukać, rozumiesz? Poza tym jest prokuratorem, więc na pewno pociągnie za odpowiednie sznurki.
– Nie pociągnie. Dzwoniłam do niej wczoraj i przedwczoraj, i ona ma Emmę głęboko w ciemnej dupie – warknęła nastolatka, lecz tym razem nie dostała reprymendy.
– Ale dziecko, tak nie można. Więc niech chociaż do niej zadzwoni i powie, że żyje – matka nie odpuszczała.
– Po co?
– Laura…
– Dobrze, powiem jej, ale ty nie dzwoń, rozumiesz? Mamo, nie dzwoń, proszę cię, boję się, że ona znowu ucieknie. Ona nie przyszła, myśmy pojechali po nią z Travisem w nocy – powiedziała w końcu Laura, która mimo obecnych niesnasek, zawsze starała się być z matką szczera.
– Z Travisem, w nocy? Ale dokąd, skąd wiedzieliście, dzwoniła do ciebie?
– Wiedzieliśmy i już. Mamo, nie naciskaj, ok?
– Dobrze, porozmawiamy później, muszę już lecieć do pracy. Zastrzyk powinien działać do siedmiu godzin, ale gdyby coś zaczęło się dziać, zadzwoń do mnie, dobrze?
Laura pokiwała głową, uczucie żalu znów nią zawładnęło i była już zła. Na samą myśl o matce Emmy ogarniała ją wściekłość, nie mogła pojąć, jak można być taką suką i wywalić osiemnastoletnią dziewczyną z domu… i się nie martwić!
– Laura, muszę już wyjść. Mam nadzieję, że będziesz w domu – matka o mało nie jęknęła pełnym przejęcia, błagalnym głosem.
– Nigdzie się nie wybieram, poza tym czekam na Jenny.
– Na Jenny?
– Na żonę Davida.
– Aha… – mruknęła matka, oddychając z nieposaną ulgą.
– Zróbcie sobie jakieś śniadanie i niech Emma zadzwoni – przypomniała.
– Dobrze, mamo – fuknęła Laura, wkurzona czepialstwiem kobiety.
Matka już nie dyskutowała, tylko opuściła pokój, a Laura ruszyła do siebie, lecz przechodząc obok sypialni brata zderzyła się z nim w korytarzu, gdyż właśnie z niej wychodził. Znów zawładnęło nią dziwne uczucie, rozczarowanie jego wczorajszym wybrykiem nadal tkwiło w dziewczynie.
– Co z nią? – zapytał, wyraźnie skonsternowany, najwyraźniej jemu także dokuczał fakt, że dał się tak mocno ponieść emocjom.
– Nie wiem, śpi – mruknęła Laura.
– Muszę jechać do roboty i już jestem spóźniony. Sandra wypytuje o ciebie, co mam jej powiedzieć? Powiedziałem, że miałaś wypadek i pyta, czy wrócisz do pracy.
– Nie wiem, ale chyba na pewno nie teraz, nie? Nie pójdę do ludzi z ponabijanymi oczami.
– Przyjęła jakąś dziewczynę, ale tylko na dwa tygodnie, więc?
– Nie wiem, kur… powiedz jej, że na razie nie.
– Dobra, spadam. I młoda! Te trzy piwa, które stoją w lodówce nadal mają tam być, jak wrócę, rozumiesz?!
Laura kąśliwie uśmiechnęła się pod nosem, w głowie mając już plan "zemsty” za wczorajszą kradzież.
– Słyszałaś?! – warknął i uśmiech dziewczyny zniknął w okamgnieniu, znów poczuła dziwny dreszcz.
– Głucha nie jestem – syknęła. – Miko, chodź – zawołała, otwierając drzwi sypialni i piesek w okamgnieniu pojawił się obok.  
Emma spała jak zabita.
– Kto naprawił furtkę i kiedy? – zapytała Travisa, schodząc za nim na dół.
– Już dawno jest naprawiona.
Na tym dyskusja się zakończyła i po chwili Laura wypuściła Miko do ogrodu, po czym udała się do kuchni i otworzyła górną szafkę. Była głodna, jak wilk, mając ogromną ochotę na płatki, lecz tych, jak na złość, nie było ani jednych. Wkurzona ich brakiem zajrzała do lodówki. Ta była zapchana rzeczami wszelakimi, co znaczyło, że matka zrobiła wczoraj zakupy, aczkolwiek po przewaleniu jej zawartości nie znalazła niczego, co by ją zadowoliło. W końcu nie były to płatki.
Zrezygnowała z jedzenia wzięła tylko puszkę i nałożyła pieskowi jedzenie, oraz nalała wody. Miko jakby wyczuł, bo za moment pojawił się obok i od razu dopadł do miski.
Zza okna doszedł charakterystyczny dźwięk silnika Nissana, który po chwili oddalił się i zniknął. Zostawiła Miko w kuchni i ruszyła na górę, lecz gdy tylko przestąpiła próg sypialni, wyminęła ją Emma, która jak szalona wybiegła z pokoju i zniknęła w łazience, dość mocno trzasnąwszy drzwiami. Laura uśmiechnęła się pod nosem i w tym momencie dostrzegła coś, co spowodowało, że jej wzrok przez chwilę utkwił w miejscu, gdzie stało biurko. Leżały na nim banknoty. Szybko przeliczyła – sto piętnaści dolalarów i ogarnęło ją nieopisane szczęście, oczami wyobraźni widziała już wypełnioną po brzegi michę miodowych płatków, zalanych zimnym mlekiem.
Ale jak pójść do sklepu?
Z łazienki dochodziły jednoznaczne, przerywane odgłosy, dobitnie świadczące o obecnym samopoczuciu blondynki.
– Em, wszystko ok?! – Laura postanowiła zapytać, pukając w drzwi toalety.
– Już wychodzę!
Wróciła do sypialni, chwyciła wczorajsze ciuchy i usiadła na kanapie, kładąc ubrania obok. Pomyślała o Jimmym, że może zadzwonić z domowego i poinformować, że znalazła zgubę? W końcu prosił.  
Emma pojawiła się w pokoju i zaraz usiadła obok Laury. Podkrążone, przekrwione oczy, blada twarz i drżące dłonie, to mówiło samo za siebie, wyglądała jak przeżuta i wypluta.  
– Nic nie mów! – uprzedziła od razu Laurę, wyraźnie zawstydzona.
– Przecież nic nie mówię – brunetka szeroko się uśmiechnęła, widok wykończonej przyjaciółki wywołał u niej nie lada radość. – Pojdę pod prysznic i zaraz wracam. Z lewej strony są jakieś twoje ubrania – wskazała szafę. – Myślę, że tobie też by się przydał.
– Potem, daj mi pić.
– Idź do kuchni, nikogo nie ma, a ja idę się umyć – odparła Laura i zniknęła za drzwiami.

Prysznic trwał dziesięć minut i już ubrana i uczesana, czując się nad wyraz rześko, zerknęła w lustro i przyjrzała się swojemu oku. Sinak zniknął całkowicie, co bardzo ucieszyło dziewczynę. Stare na boku także się zagoiły, aczkolwiek za sprawą Travisa w ich miejsce pojawiły się dwa nowe, mniejsze, co bardzo wkurzyło nastolatkę. "No co za skurwiel” – pomyślała, oglądając pobite żebro, po chwili jednak dała spokój, wzięła telefon i ruszyła do kuchni.
Emma tkwiła przy stole w towarzystwie kubka parującej kawy i leżącego pod jej nogami Miko.
– Zjesz coś? – zapytała Laura.
– Chyba żartujesz!
– Aleś się załatwiła, nie ma co. Pamiętasz w ogóle cokolwiek z wczorajszego dnia? – zaśmiała się brunetka.  
– Pamiętam, wszystko, jakbyś chciała wiedzieć – warczała Emma.
– Gadałam z Jimmym – wyjawiła Laura, wywołując na twarzy Emmy dość skomplikowaną do zidentyfikowania minę. – Em, kokaina, pojebało cię już totalnie?
Blondynka nie otwierała ust.
– Em, skocze do sklepu, bo jak nie zjem zaraz płatków, wybuchnę – oznajmiła Laura.
– Jak? Nie boli cię?
– Nie. I nie myśl, że to koniec, mamy sobie do pogadania – zagroziła brunetka.
– Kupisz mi piwo? Podobno pomaga – poprosiła niepewnie Emma, kładąc na stole pieć dolarów.
– Piwo? Nie sprzedadzą mi.
– Ale spróbuj.
– Masz siłę pić po wczorajaszym? – nie dowierzała Laura.
Blondynka tylko wzruszyła ramionami.
– Dobra, idę, a ty grzecznie tu siedź.
– Kup dwa – rzekła Emma, nieznacznie wyginając usta.
Laura tylko westchnęła, przewracając oczami i nie biorąc pieniędzy przyjaciółki, zaraz wyszła z domu. Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi, usłychała drapiącego i piszczącego Miko. Szkoda zrobiło jej się pieska, ale wiedziała, że nie może go zabrać, przecież w razie jakiejkolwiek niepożądanej sytuacji, nie utrzymałaby go.
Szła dość szybko i po trzech minutach była już pod marketem, jednak czuła jakieś dziwne obawy przed wejściem do środka. Wiedziała, że oko wygląda w porządku, aczkolwiek miała wrażenie, że nie prezentuje się dobrze, samej nie wiedząc, dlaczego tak myśli.  
Wzięła jednak głęboki wdech i delikatnie uchyliła drzwi, chęć na płatki rozrywała ją całą. Zadzwięczał zaczepiony nad drzwiami dzwonek i młody, siedzący za ladą sprzedawca od razu skierował na nią wzrok, lecz po chwili powrócił do klikania ekraniku telefonu.
– Dzień dobry – mruknęła Laura i ruszyła na poszukiwanie śniadania.
Od razu wiedziała, że chce miodowo – orzeszkowe Nestle i te zaraz trafiły do koszyka, a po chwili obok nich dwa zimne Calsbergi. Była pewna, że gość mimo, że zna ją dobrze z widzienia, nie sprzeda jej alkoholu i jakież było jej zdziwienie, kiedy chłopak podał sumę do zapłaty.
Szybko się rozliczyła i jeszcze szybciej opuściła sklep bojąc się, czy aby nagle nie przyjdzie mu do głowy zatrzymać ją i zapytać o wiek.
Ale jeśli od razu tego nie zrobił…?


Do domu doszła równie szybko i gdy tylko otworzyła drzwi, doskoczył do niej Miko i rzucił się na dziewczynę całym cielskiem, o mało jej nie przewracając.
– Miko, do cholery, uspokoisz się?! Idź! – zagrzmiała, próbując uwolnić się spod jego obsesyjnych prób przytulenia się.
Piesek szczeknął wesoło dwa razy i pobiegł do kuchni.
– Nie mogłaś go przytrzymać? O mało nie pobiłam piwa – warknęła do Emmy, której na wieść, iż dziewczyna zdobyła napoje, ze szczęścia aż zabłyszczały oczy.
– O nie, kochana – rzekła Laura, otwierając lodówkę. – Nie dostaniesz, dopóki nie zjesz śniadania.
– Ale ja nie dam rady.
– Nic mnie to nie obchodzi. Jadłaś coś wczoraj?
– Wczoraj zjadłam ponad limit.
– Taaak.
– Tak, jadłam stek, pizzę, chipsy, wszystkiego po trochu. Ale dziś nic nie przełknę, rozumiesz? Może potem. Dawaj piwo – nakazała Emma, szczerząc się jak najęta, zażenowanie chyba minęło.
– Nie. Masz zjeść, choć jedną kanapkę albo płatki. Co chcesz?
– Nie chcę.
– Em.
– Kurwa, nie chcę, rozumiesz? I piwa też już nie chcę, bez łaski! – zagrzmiała zniecierpliwiona dziewczyna, być może do tej pory targała nią chęć na narkotyk i to wywoływało u niej ten kwaśny humor.
Laura zupełnie zignorowała jej krzyki i po chwili usiadła naprzeciw przyjaciółki z michą płatków i łyżką w dłoni.
– Sorry – mruknęła Emma.
Laura nie odpowiedziała, w milczeniu pochłaniając tak długo wyczekiwane śniadanie. Zjadła bardzo szybko, spłukała miseczkę, chwyciła komórkę i udała się do salonu. Szybko wystukała numer Jimmy'ego, lecz chłopak nie odbierał. Spojrzała na zegarek – 09:51 i spróbowała kolejny raz, tym razem mając szczęście.
– Jimmy?  
– Laura? – odparł, zdziwiony, widocznie jej domowy numer mu się nie wyświetlił.
– Jimmy? – powtórzyła. – Zguba się znalazła.

1 285 czyt.
100%144
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2534 słów i 14482 znaków, zaktualizowała 28 gru 2017.

4 komentarze

 
  • zabka815

    zabka815 · 29 gru 2017

    No no Laura zaczyna kumać się z Jimmym   czekam na rozwój sytuacji.  

  • aKubek

    aKubek · 28 gru 2017

    No troszkę uspokoiłaś towarzystwo...czyżby cisza przed burzą??

  • Kamii

    Kamii · 28 gru 2017 · 194722648

    Ja Ci dam "wzięł, świaczczyło, kontakowała, trzanąwszy, wczorajaszym, usłychała"  

  • zaczarowanaK

    zaczarowanaK · 28 gru 2017

    Pięknie wręcz cudownie