Szare istnienie #81

Szare istnienie #81Emma zajęła miejsce obok, niezbyt optymistycznie nastawiona do perspektywy rozmowy.
– Dobrze, że jest kawałek cienia, pierdolca można dostać – stwierdziła Sue, podając Emmie butelkę. – A u Jimbo w chacie nie lepiej, mimo, że pootwierał okna.
Nastolatka milczała, w tej chwili nie bardzo wiedziała, co powiedzieć, poza tym znając już trochę pokręcony charakter nowej znajomej, krępowała się przy niej pewnym stopniu.
– Skąd znasz Chudego? – zapytała Susan.
– Ja zbytnio go nie znam, bardziej moja kumpela.
– Ta, co się w niej zadurzył? – rozległ się śmiech.
– Nie wiem, czy się zadurzył.
– To jakaś twoja dobra koleżanka?
– Chyba najlepsza – Emma się uśmiechnęła.
– Dlaczego "chyba”?
– A nie wiem, jakoś tak mi się powiedziało.
– Ta jak to jest? Jimbo zna ją, nie ciebie, a jesteś tu ty, bez niej. Nie kumam...
– Spotkałam go wczoraj.
– Kto ci podbił oko? – wyjechała nagle.
– Pobiłam się z matką.
– Naprawdę?! – śmiech stał się intensywniejszy. – Nieźle! Wypijmy za to! – Sue stuknęła butelką w szkło Emmy i zaraz pociągnęła dość spory łyk. – Naklepałaś jej chociaż? Bo jak widzę, ona tobie tak – cieszyła się blondynka, której humor powoli wracał.
Emma zaczęła się denerwować, bała się, żeby ta rozmowa nie zeszła przypadkiem na temat zawodu jej matki.nie  
– Nie dam jej rady, to silna baba – odparła po chwili, usiłując okazać wyluzowanie, co nie było jednak łatwe.
– Jest wredna?
– Czasem…
– No co, laski? My tu czekamy na wódkę, a wy tu sobie popijacie piwko? – stanął nad nimi Chris, który wyrósł jak z podziemi.
Emma natychmiast podziękowała mu w duchu.  
– Żono, romansujesz tu beze mnie? – usiadł, objął nastolatkę i wręczył jej skręta. – Uważaj na nią, ona jest niebezpieczna – wskazał głową Sue, emanując świetnym humorem.
– Nie chcę, za dużo palicie – Emma szybko zmieniła temat, oddając mu narkotyk, zaczerpnęła jednak dwa dymki.
– David ma przyjechać? – zapytał Chris starszą dziewczynę.
– O wilku mowa… – odparła Susan, wskazując głową ulicę, na której zatrzymało się czarne Audi i od strony pasażera wysiadł z niej ścięty na jeżyka szatyn. Zagadał coś do kierowcy, i skierował się w stronę towarzystwa, lecz gdy tylko się do nich zbliżył, zastygł w bezruchu, jakby coś go przytkało.
Emmie w okamgnieniu stanął w gardle kolosalny kołek, gdyż to na nią patrzył przybysz, jakby nie wierzył, że to właśnie ją widzi.  
– Kurwa, Sue, co tu jest grane?! – wyjechał od razu, podając rękę Chrisowi. – Chcesz mieć pały na karku?!
Nie odpowiedziała, nie miała pojęcia, o co mu chodzi.
– Dave, wyluzuj – rzucił Chris, patrząc to na niego, to na Emmę, którą zaczynało już dusić, do tego trawa wkręcała jeszcze większy lęk. Nie spodziewała się, że jednak będzie miała kłopoty, była pewna, że to wszystko przejdzie bez rozgłosu.
– O co ci chodzi? – Susan odzyskała mowę.
– No kurwa, jak to, o co chodzi?! Skąd ona się tu wzięła…?! No jak…?! – nie dowierzający chłopak już sam nie wiedział, co powiedzieć, zaskoczenie kompletnie splątało mu słowa. – No kurwa, Chris, możesz mi to wyjaśnić?!  
– David, możesz jaśniej?! – teraz i starsza dziewczyna spojrzała na nastolatkę, której serce waliło już jak szalone
– Ty wiesz, kto to jest?
Sue wzruszyła ramionami, .
– To córka tej szmaty, Colemann!
– Co takiego? – blondynka uniosła brwi.
– Chris ci nie powiedział?! Przecież wie!
Emmie zrobiło się już słabo, przybysz wyglądał naprawdę groźnie.
– Młoda, to prawda? – zapytała totalnie zaskoczona Sue, robiąc to jednak bardzo łagodnym tonem, co wprawiło nastolatkę w niemałe zdumienie. Spodziewała się raczej krzyku, szarpania lub bicia, nie mówiąc o szykanach, groźbach i Bóg wie, czym jeszcze.
Przerażona tylko pokiwała głową, kiedy nagle David się zbliżył i trzasnął ją po twarzy.
– I co ty, kurwa, jeszcze tutaj robisz?! Wypierdalaj! – zagrzmiał, wskazując palcem kierunku jezdni.
– Ej!!! – Susan zerwała się z miejsca i mocno odepchnęła chłopaka. – Zachowuj się, kurwa!!!  
– I co, może będziesz jej bronić?! Co z tobą, dziewczyno, do cholery…?!  
– Pójdę do domu – wydusiła rozdygotana Emma i wstała z miejsca, lecz Chris natychmiast wyrósł przed jej nosem.
– Nigdzie nie pójdziesz. Chodź – wziął ją pod rękę i zmusił do pójścia z nim do wnętrza domu. – A ty więcej tego nie rób! – wskazał palcem w kierunku Davida, robiąc to nad wyraz przejrzyście.
Weszli do środka.
– Siadaj – nakazał chłopak i na powrót zniknął za wyjściowymi drzwiami, trzasnąwszy nimi dość mocno.
Pokornie usiadła, trzęsąc się jak galareta, marzyła tylko o tym, aby już stąd wyjść.
– Mała, co jest? – Jimmy klapnął obok.
– Powinnam już iść, ale Chris mnie nie puszcza – bąknęła, zduszonym głosem.
– Co się stało? Czemu jest taki wkurwiony?
– Przyjechał tu jakiś David i Susan już wszystko wie, teraz ja dostanę w pierdol – panikowała.
W tej chwili bała się dziewczyny chyba bardziej, niż dwa dni temu facetów. Wiedziała, że płeć żeńska jest bardziej zawzięta, tym bardziej z takim charakterkiem…
– Em, wrzuć na luz, od nikogo nie dostaniesz – obudził koleżankę. – David jest zły, bo ma przez twoją starą zawiasy. Ale to nie twoja wina, więc o nic się nie martw, Sue to duża i mądra dziewczynka – objął nastolatkę.
– Ale skąd on wie? – wypytywała, usilnie próbując dowiedzieć się, na czym obecnie stoi.
– To dobry kumpel Chrisa, zresztą oni wszyscy znają się jak łyse konie – Chris, David, Cicha, Diablo, Łysy… i tak dalej.
– No ale to jej chłopak, ona mi nie daruje – głos już stał się płaczliwy, a ziółko tylko zaogniało strach.
– Jaki chłopak? To jej kumpel.
– No ale…
– Że seksu jej się chce?! Ona ma czasem w czapce! – roześmiał się chłopak.
Do domu wtargnęła Susan, spojrzała przelotem na dziewczynę, postawiła na stole zakupy, po czym wzięła z kuchni swój pakunek i wyszła.
– I widzisz? Davida zaraz nie będzie, on przyjechał tylko po towar – poinformował brunet.
–Zadzwoń do Laury, pojadę do niej – Emma nie odpuszczała.
Jak pojedziesz? Zobacz, jaka jesteś nawalona, zaraz dostaniesz wykład. Dla niej nawet stan, w jakim się aktualnie znajduje nie będzie zapewne przeszkodą do wywalenia z siebie pretensji, sam miałem okazję przekonać się o jej fochach – oświadczył wesoło Jimmy, lecz radość ta była wyraźnie zmącona złością i smutkiem.
– To nic, muszę iść – chciała wstać, ale posadził ją na miejsce. – Jimmy, puść mnie – nalegała, lecz nie zdążyła ponownie podnieść tyłka, bo Sue właśnie wróciła z Chrisem i zawisła nad nastolatką.
Natychmiast ją zmroziło, była pewna, że oberwie, do tego gorzej, niż Amber.
– Młoda, dlaczego nic mi nie powiedziałaś? – zapytała. – Jimbo, lej! – poprosiła, nie odrywając wzroku od dziewczyny.
Ta nie miała odwagi na nią spojrzeć, dlatego też błądziła oczyma po wszystkich zakamarkach pokoju, dławiąc się przy okazji zalegającą w jej wnętrzu trwogą.
– Kurwa, a o czym tu gadać?! – wtrącił Jimmy. – Co?! Miała podejść do ciebie i wyjechać: "Cześć. Na wstępie, ku twej informacji chciałabym powiedzieć, że jestem córką Colleman", tak?! Pierdolisz, kurwa! – chłopak się zdenerwował.
– No co "pierdolisz”, kurwa?!!! Chris…! – spojrzała na 30-latka. – No kurwa, czemu mi nie powiedziałeś?! – klęła jak szewc, chcąc jasno wyrazić, do jakiego stopnia duże jest jej niezadowolenie. – Człowieku, ja miałam przy sobie pół kilo trawy, czy to do ciebie dociera?! I jeszcze mi tu pieprzycie: "wszystko gra”! – grzmiała, gniotąc samopoczucie nastolatki coraz bardziej i bardziej...
– Kurwa, to laska Małego, on się raczej nie zadaje z byle kim, nie?! – Jimmy twardo dążył do celu.
– Małego?! To co z tego? – burczała Susan, lecz wydawała się być zaskoczona, o czym świadczył ton głosu, który jakby się nieco zmienił. – Młoda – zwróciła się do Emmy i klapnęła w końcu na krześle, zdejmując czapkę.  
Spłoszona nastolatka niepewnie spojrzała w jej stronę.  
– Mam nadzieję, że wiesz, co się z tobą stanie, jeśli cokolwiek wyjdzie poza te drzwi.
Pokiwała głową.
– Kurde, Sue, przestań już. Czy to jej wina? Ona zawodu tej suce nie wybierała – huknął zniecierpliwiony Chris. – Czemu ty wszędzie widzisz sprzedawczyków? Ona nic nikomu nie powie.
– Dobra, zakończmy już ten temat, wypijmy lepiej, bo przez to wszystko wytrzeźwiałam. Ale tak, czy siak, powinniście mi powiedzieć, rozumiesz?! Chyba wiesz, jak się sprawy mają… – powarkiwała jeszcze Sue, operując wzburzoną miną i zaraz opróżniła kieliszek.
– No widzisz, mała, już sprawa wyjaśniona – brunet jeszcze mocniej przytulił zagubioną dziewczynę, czując, jak drży.
– Ale lepiej będzie, jak już pójdę… naprawdę... – Emma brnęła uparcie, mając nadzieję, że ją w końcu wypuszczą.
– Dobra, młoda, nie spinaj się, już wszystko gra. Zaufam temu dupkowi – spojrzała na kumpla z pretensjonalnym półuśmiechem. – Wkurwiłam się, co jest oczywiste, ale wyluzuj i nie wkręcaj się już. Wypij lepiej – dodała, biorąc w zęby skręta.
– Kurwa, to ja siedzę i kręcę, a wy wszystko wypalacie?! To jak to jest?! – rzucił Jimmy, cały czas trzymając blondynkę w uścisku.
– Milcz! – odparła Sue i dopiero teraz na jej twarzy zagościł naturalny uśmiech.
Brunet wstał i podszedł do stołu.
– Raz, dwa… – chwila milczenia i wytykanie palcem kolejnych blantów – …dziewięć, dziesięć, jedenaście. No, macie szczęście, że brakuje tylko dwóch. To dla mnie? – wyjął z torby przekąski.– Cebulowe i Fromage? No kurde, Susan, lipa wielka! Nie mogłaś wziąć jakichś paprykowych, z pieprzem, czy po prostu zwykłych, solonych? Do dupy taka impreza – zaśmiał się, lecz zaraz otworzył niebieską tubę, wytrząsnął kilka chipsów i bez skrupułów wpakował do ust. – Fu, jakie niedobre, mydło lepiej smakuje, choć nigdy nie próbowałem – wymamlał, z zapchaną gębą.
Na ustach Emmy pojawił się lekki uśmiech, choc nadal był spięta.
– Miałeś polewać, nie pyskować – Susan wstała i podała nastolatce skręta, którego ta pod wpływem zdenerwowania bała się odmówić, wzięła go więc w trzęsące się uparcie dłonie. – Kurczę, młoda, wyluzuj już, jak nie jestem seryjnym mordercą – rzekła dziewczyna i widząc, że Jimmy nadal siedzi jak kołek, ciesząc się sam do siebie, osobiście nalała alkoholu.
Chris jakby zniknął gdzie myślami, gsyż cały czas siedział w milczeniu, chyba był zły.
– Młoda, siadaj tu. Jimbo, zamień się z nią – wskazała krzesło, na której siedział brunet.
Ustąpił miejsca, która Emma zaraz zajęła, wciąż będąc niepewną co do faktu, jak dalej potoczy się dzisiejszy dzień.
– Jedziemy! – Susan podniosła kieliszek i obie panie po chwili były już po zabiegu.  
Jimmy przyniósł z kuchni szklaną miskę i wywalił do niej zawartość dwóch opakowań chrupek, ponownie sięgając po kilka, tym razem cebulowych.
– Przecież niedobre – warknęła Sue.
– Bo niedobre, ale zgłodniałem
– Piętnaście po pierwszej, za kwadrans pojedziemy, coś zjemy – Chris ożył, wstał i wziął się za przygotowywanie działek, które w ilości trzech sztuk po chwili gościły już na lusterku.
Wciągnął bez zastanowienia i gdy tylko odchylił się od stołu, Susan wlepiła w niego wzrok, lekko kiwnąwszy głową w stronę Emmy, czego dziewczyna nawet nie wyłapała, gdyż nadal zerkała na nią jedynie sporadycznie. Posypał jeszcze jedną i usiadł na łóżku.
– Młoda, dawaj – Susan wskazała narkotyk, uśmiechając się szeroko.
Nastolatka zdębiała!
– Nie chcę, nie biorę prochów – wydusiła ciężko.
Emma, to mała krecha. Ładuj, odprężysz się i przestaniesz świrować – naciskała Sue.  
– Ty…! Nie namawiaj jej do koksu! – zareagował natychmiast Jimmy.
– Ja nikogo nie namawiam, ja proponuję – warknęła dziewczyna.
– Czemu mi nasypałeś? Nie chcę – rzekł Jimmy do kumpla.
– Rozpędziłem się – zaśmiał się Chris. – No, żono, zarzucasz? – spojrzał na nastolatkę.
Pomachała przecząco głową.
– Dlaczego? Zrobi ci się... fajnie! – cieszył się chłopak.
– Kurwa…! – huknął Jimmy.
– Może potem… – mruknęła Emma, która była jednak odrobinę ciekawa działania kokainy, lecz bała się jej.
– W porządku – Chris odpuścił i spojrzał na zegarek. – Idziemy, już za dwadzieścia, zjemy coś.
– Myślisz, że przyjdzie? – Jimmy kąśliwie się uśmiechnął, otrzymując w zamian wzrok, mówiący ironiczne: "taaak, przyjdzie…”.
– No laski, ruszajcie dupy, nie ma czasu – ponaglał widząc, że Susan zamiast ruszać się a miejsca, polała następne kieliszki, które obie panie miały już w dłoniach, a chwilę później w przełyku.
Sue podniosła się z miejsca, więc Emma także, na sztywnych nogach. Czuła się dziwnie, nie wiedziała, co robić, iść z nimi, czy ponowić próbę ulotnienia się. Ale w takim stanie, upalona i lekko już podpita…?
– Mała, nie zawieszaj się! Idziemy! – Jimmy szybko rozwiał jej wątpliwości, biorąc jej dłoń.  
Posłusznie więc poszła za nim. Chłopak zamknął drzwi na klucz, wyszli na ulicę i za moment pojawił się na niej duży, czarny Ford, zatrzymując się przed samym nosem dziewczyny…

1 774 czyt.
100%243
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2326 słów i 13830 znaków, zaktualizowała 21 sie 2017.

3 komentarze

 
  • zabka815

    zabka815 · 12 maj 2017

    Eh.... chyba ta część miała być inna    Podoba mi się zresztą wiesz że kocham Szare    

  • aKubek

    aKubek · 12 maj 2017

    Cisza przed burzą ;>

  • Black

    Black · 12 maj 2017

    Wkręciłaś mnie, czuję się zdradzona Liczę na naprawę błędów w kolejnej części