Szare istnienie #52

Szare istnienie #52

– Kiedy?! – Frank aż wstał.
  – Dzisiaj w nocy. Pytał o ciebie.
  – Jak się czuje?
  – Przeleżał ponad miesiąc, więc wszystko się zagoiło, ale jest osłabiony... choć o papierosa już poprosił – zaśmiała się niewyraźnie.
  – Zaraz przyjadę. No... może nie zaraz, ale do godziny.
  – Dobrze.
  – To cześć.
  Chłopak usiadł na miejsce w totalnym szoku, tylko, że tym razem był to szok pozytywny. Spojrzał na znajomych – gapili się na niego w oczekiwaniu.
  – Kumpel wyszedł ze śpiączki, a już myślałem, że po nim, było bardzo źle. Ta sama kurwa go załatwiła, co Laurę! – rzekł, wkurwiony.
  – To ja widzę, że ona pozwala sobie na wszystko. I ty nic z tym nie robisz? – zapytał David.
  – A co mam, kurwa, zrobić?! Nie ma dowodów, więc gówno mogę, policja też, a mała nic nie mówi, bo się boi. Nie wiem, zajebać ją w końcu i zakopać w lesie?! Bo innej opcji na tą wywłokę chyba już nie ma!
  Laura się poruszyła, cicho jęknąwszy i Frank natychmiast przysunął się bliżej. Jęknęła ponownie.
  – Boli – wyszeptała po chwili.
  David wstał i dał jej kolejny lek przeciwbólowy, tym razem w ramię, po czym rozmasował delikatnie. Jęknęła jeszcze głośniej, aplikacja nie była chyba zbyt przyjemna.
  – Nie za dużo tych prochów?! – zdenerwował się Frank.
  – Spokojnie – uśmiechnął się gospodarz.
  – Pić – wystękała.  
  Po tych psychotropach zrobiła się jakaś nieprzytomna. Dostała sok, którego tym razem wypiła już więcej.
  – "J”... czy jego już nie ma, zabraliście go? Zabraliście?! – wyjechała nagle, przestraszona.
  – Mała, nikogo tu nie ma – przytulił ją.
  – Kłamiesz, jest, wiem, słyszałam, gadaliście z nim. Ja nie chcę, niech idzie, nie chcę! – znów zaczęła panikować, po czym się rozpłakała.
  – Ty, co ona gada? – brunet spojrzał na Davida, oczekując wyjaśnień.
  – Pewnie coś jej się śniło, a jeszcze nie łapie, co to jawa, a co sen. Spokojnie, minie jej – rzekł, ale już miał strzykawkę w dłoni.
  Dziewczyna płakała coraz głośniej, w końcu Jenny wkroczyła do akcji.
  – Przesuń się – rozkazała Frankowi i zaraz usiadła obok Laury, przytuliwszy ją mocno. – Laura, nikogo tu nie ma, żadnego "J-a”, jesteśmy tylko my. Śniło ci się, już wszystko dobrze.
  – Kłamiecie, jest, chcę stąd wyjść! – prawie krzyknęła i już chciała wstawać, lecz blondynka ją przytrzymała.
  – Puść mnie, puszczaj, chcę wyjść! – znów zaczęła się rzucać, więc David w końcu zareagował, ale wstrzyknął jej tylko pół.
  – Puść mnie – powiedziała jeszcze, wijąc się chwilę, lecz widząc, że jest bezsilna, padła na miejsce, płacząc jak najęta.
  – To nie wygląda dobrze, czy ona nie zeświruje? – zapytał przerażony Frank.
  – Nieee – zaśmiał się David.
  Laura zaczynała się uspokajać, płacz też ustawał, więc dziewczyna na powrót zamieniła się z brunetem.
  – Mała, już dobrze – objął ją, przytulając do niej głowę.
  Nie zareagowała.
  – Co oni takiego jej zrobili, że dziewczyna tak się załamała? To niewiarygodne, co za bydlaki! – wkurwiła się Jenny, w końcu Frank wyjął telefon, znalazł plik i podał go byłej.
  – Włącz – nakazał, po czym szybko wyszedł.
  Jenny uruchomiła film i po chwili zasłoniła ręką usta, nie dowierzając w to, co widzi. David był w podobnym szoku, ale siedział zimny jak głaz. Gdy video się skończyło, Frank wrócił i usiadł na miejsce. Jenny oddała mu telefon, ale jakby nie mogła wydusić słowa, podobnie jej mąż.
  – Kurwa, analnie?! Przecież to okropny ból, chyba, że jest się rozruchaną dziwką! A przecież ona jest taka drobna – rzucił w końcu wkurzony gospodarz, nie mogąc chyba darować. – Mogę załatwić tabletki na złagodzenie nieco tego bólu, tylko czy ona zechce je popić?
  – Nie mam pojęcia, ale spróbować można.
  – O kurwa, no widzisz, zapomniałem! – David zerwał się z kanapy i sięgnął do torby, z której wyjął małą tubkę.
  Nabrał maści na palec, ukucnął przy nastolatce i chciał przekręcić nieco jej twarz, ale zaraz się wyrwała.
  – Laura, spokojnie, nasmaruje ci oko, szybciej się zagoi.
  Przestała się stawiać i przy akompaniamencie głośnego syku namazał dziewczynie siniaka.
  – No widzicie? Słaby ze mnie lekarz, kupiłem maść i zapomniałem. Lekarz ze sklerozą, kto takiemu zaufa? Przyjdzie pacjent, zbadam go i zanim wypiszę receptę, nie będę pamiętał, na co ta recepta ma być – zarechotał, lecz pozostałym nie było do śmiechu, gdyż Frank uśmiechnął się tylko niemrawo, a Jenny dalej siedziała kompletnie ogłupiała.
  – Muszę jechać do szpitala, poradzicie sobie? – zapytał brunet.
  – Zadajesz durne pytania – wkurzyła się Jenny.
  – Nie będę długo, za godzinę, półtorej wrócę.
  – Jedź.
   Poszedł, sprawdził garnek – mięso było już miękkie.
  – Jen, popilnuj żarcia, niech odkryte jeszcze chwilę odparuje i za pięć minut wyłącz, ok? Tylko mieszaj – dodał z kąśliwym uśmieszkiem.
  – Oj... – wkurzyła się.
  – Pożyczycie mi samochód? Zatankuję – poprosił wiedząc, że taksówką będzie wlókł się pół roku. I nie czekajcie, tylko jedzcie.
  Dostał kluczyk z kosmitą i zaraz siedział w aucie. Dochodziła 12:30, więc znów natknął się na niewielki korek, ale teraz już starał się uważać, w końcu nie jechał swoim wozem. W asyście wszystkich przekleństw, które zna, po pół godzinie w końcu wydostał się z zastoju i już na spokojnie dojechał do szpitala, lecz gdy podszedł pod salę Matta, jakoś dziwnie mu się zrobiło, jakby bał się wejść. Postał chwilę, w końcu wziął się w garść i wszedł do środka. Gdy tylko 21-latek zobaczył kumpla, wyszczerzył zęby najszerzej, jak chyba tylko umiał. Frank ucałował w policzek Kimberly i ze słowami: "cześć stary”objął 21-latka po czym klapnął na stojącym obok stołku.
  – Pójdę coś zjeść – oświadczyła dziewczyna i wyszła.
  – Jak się czujesz? Fajnie, że w końcu wróciłeś – uśmiechnął się brunet.
  – Kurwa, wyspałem się na pół roku, co? – ironizował Matt.
  Wyglądał bardzo dobrze, bo prócz tego, że miał nieco przymulone oczy, wszystkie ślady zniknęły, a i jak widać, już zaczynał swoje gadki.
  – Kurwa, to nie jest śmieszne, napędziłeś mi niezłego stracha – oburzył się Frank.
  – Nawet nie wiem, kto mnie tak urządził. Jak podszedłem pod drzwi, dostałem z tyłu w łeb, więc nie rozglądałem się, kto i co, tylko zasłoniłem głowę, a potem to już nie pamiętam. Wiem, że to ta suka, bo dostała razy, ale jej raczej tam nie było – cieszył się.
– Pracujesz jeszcze w cyrku? – rechotał jak dureń.
  – Nie.  
  – A co u młodej?
  Franka natychmiast przytkało, lecz zaraz odparł:
  – Wszystko ok, też już tam nie pracuje – język mu drętwiał, ale skłamał, nie chciał denerwować kumpla.
  – Jesteście razem, czemu nie przyjechała?
  – Jesteśmy. Ma jakieś sprawy – mruknął Frank, ale do oczu już napływały łzy.
  – Wiesz co? Teraz ci powiem, bo nie możesz dziś obić mi mordy – radość Matta wzrastała.
  23-latek spojrzał i czekał.
  – Pocałowałem ją, kiedyś, w robocie. Ale nie myśl sobie, to był tylko buziak.
  – Teraz to już mało istotne – mruknął Frank.
  – Przywieź ją jutro, chcę z nią pogadać – 21-latek nie odpuszczał i teraz brunet już kompletnie się pogubił.
  Nie wiedział, jaką ściemę wcisnąć, czemu ciągle nie może przyjechać. Przecież bardzo go lubi, a wciąż jest zajęta? "Kurwa, mogłem powiedzieć, że wyjechała. Co za kretyn” – wyrzucał sobie, dalej szukając dobrego rozwiązania.
  – Frank! – huknął przyjaciel. – Co z tobą, co się stało?
  Znał kumpla całe życie, zauważył od razu.
  – Nic, głowa trochę mnie boli.
  – Głowa?! Co ty mi tu pierdolisz! Centralnie się zawieszasz, co ci się nie zdarza. Co jest grane?! – chłopak się zdenerwował i w tym momencie Frank pękł, uderzając płaczem.
  Mina, jaką zrobił Matt, widząc płaczącego przyjaciela była bardzo zastanawiająca.
  – Frank... – nalegał.
  – Zgwałcili ją – brunet wystękał niewyraźnie.
  – Zgwałcili?! Co ty gadasz?! Kto, kiedy?! – Matt zerwał się do pozycji siedzącej.
  – Trzy dni temu. Nie wiem kto, pewnie ta suka za tym stoi.
  – I co z nią?
  – Źle. Zerżnęli ją w tyłek, do tego skopali jak psa i nie mam pojęcia, czy to wszystko, co wiemy. Jest cała posiniaczona, lewego oka w ogóle nie widać, nie poznaje ludzi, wszystkiego się boi, po prostu czysta histeria. Wysłali mi film z jej telefonu, jak to jeszcze trwało, więc to ktoś, kogo znamy, bo skąd by wiedział, komu wysłać, żeby wkurwić. Uciekła ze szpitala, choć nie da rady stać na nogach, czyli tam też coś ją wystraszyło. Rozbiła głowę, ale Jenny ją znalazła, to chyba cud, bo zbiegiem okoliczności bym tego nie nazwał. Jest u niej i cały czas wspomina jakiegoś "J-a”, którego panicznie się boi, więc to jego sprawka, ale jak tu się dowiedzieć, co to za kurwa? Poza tym pod jej salą kręcił się jakiś podejrzany typ, ale jak mnie zobaczył, to zwiał. – poinformował Frank, ledwo cedząc słowa.
  Matt był w szoku i chwilowo zaniemówił, ale zaraz rzucił:
  – Masz jeszcze ten film? Pokaż mi go.
  – Nie chcesz tego oglądać.
  – Pokaż!
  Frank dał mu telefon z uruchomionym nagraniem i wyszedł. Wrócił po dokładnie minucie i stwierdził, że mina przyjaciela nie różni się niczym od min wszystkich, którzy to video oglądali.
  – No nie wiem stary, co ci powiedzieć – wydukał 21-latek. – Nie, no tego nie można tak zostawić, suka przegięła. No kurwa, taka fajna dziewczyna. No kurwaaa! – chłopak był wyraźnie wkurwiony, a i to chyba za małe słowo. – Niech no ja tylko stąd wyjdę, już ja tej kurwie narobię. Jebany kurwiszon! – klął i w tej chwili do sali wróciła Kim.
  – Co się stało, co to za przekleństwa? – zniesmaczyła się.
  – Nic – fuknął 21-latek.
  Dziewczyna, znając brata, nie ciągnęła tematu, tylko powiedziała:
  – Matt, muszę wracać do pracy, przyjadę wieczorem, dobrze.
  – Jasne.
  Ucałowała brata, pożegnała się z kumplem i zaraz jej nie było.
  – Ty już nic nie kombinuj, zapomniałeś, nadal jesteś w szpitalu? – uśmiechnął się Frank.
  – No i tutaj wyślę też tą szmatę, tylko, że ona już stąd nie wyjdzie!
  – Tylko dziwi mnie jedno. Skąd Laura zna kogoś z otoczenia tej szmaty, i co dziwne, ten ktoś jej pomaga, czyli chyba się lubią.
  – Co ty pierdolisz? – Matt wywalił oczy.
  – Zajebali jej telefon, a od razu na drugi dzień go odzyskała. Możesz mi to wyjaśnić? – oznajmił Frank, robiąc cwaniacką minę.
  – Może to nie oni go zajebali?
  – A kto? Mała dostała robotę na basenie i ta suka była tam ze swoimi przydupasami, więc kto? Wjebali się do szatni i komórka poszła się jebać, bo nic innego nie zginęło.
  – Trzeba to wszystko zgłosić, no kurwa...
  – Policja wie, byli w szpitalu, ale jej nie przesłuchali, bo jest za wcześnie, poza tym ty myślisz, że coś by im powiedziała? Jak ją tak załatwili, to i na pewno zastraszyli, ona nic nie powie.
  – To trzeba tą kurwę wywieźć do lasu i tam pod ziemią zostawić!
  – Aj, daj spokój, to nie żarty. Zresztą jeszcze jedno mnie gryzie. Ona w przeddzień tego wszystkiego spotkała się chyba z jakimś Jimmym, i to być może on jej pomaga, ale czemu się spotkała? Komórka to jedno, ale nie wróciła na noc. Być może ci, co jej to zrobili byli z nią całą tą noc, temu nie wróciła, a jeśli nie, jeśli ona z nim coś kręci? – Frank się podłamał.
  – Laura na dwa fronty?! No kto, jak kto, ale ona...?! Poza tym ona na początku wstydziła się ciebie, a tu od razu pociągnęłaby się z drugim, tak? Przestań pierdolić! – wkurzył się 21-latek i w tym momencie do sali wjechał obiad.
  – No, pierwsze żarcie, ale nie zapatruję się na to zbyt optymistycznie – rzekł Matt.
  Po chwili na szafce pojawiła się taca i salowa zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Frank podał mu jedzenie i chłopakowi od razu mina zrzedła.
  – A cóż to, kurwa, jest? – zapytał, widząc rozbabraną, żółtawego koloru mamałygę, ziemniaki i surówkę z kapusty. – Weź ty spróbuj – spojrzał błagalnie na Franka, który wziął widelec i skosztował odrobinę.
  – Chyba jakiś gulasz rybny, albo coś w tym stylu to miało być, lecz zjebali maksymalnie. Spróbuj ty.
  21-latek wziął do ust najmniej, jak tylko się dało i od razu się skrzywił.
  – Może i czuć tu jakąś rybę, ale soli to w tym przybytku chyba nie mają? I nie mogli zrobić normalnego fileta, tylko rozpierdolić to na miazgę – był wyraźnie niezadowolony. – Jestem głodny, ale jak mam to zjeść? Smakuje jak odpadki w porcie... chociaż nie wiem, jak takowe smakują.
  – Oni to rozgotowali, temu się rozpadło – zarechotał Frank. – A soli nie dali, bo jesteś na diecie, długo nie jadłeś.  
  I teraz mu się przypomniało!
  – Jak mała była w szpitalu, podobne jadło jej dali. Wiesz, co ta idiotka zrobiła? Nawpierdalała się tabletek, bo obwiniała się za pobicie ciebie. Żeby nie przytomność Travisa, już by jej tu nie było – oznajmił rozdrażniony chłopak.
  – Poważnie? A ona miała tu do rzeczy?
  – Bo ją obroniłeś.
  – To dobrze, że nic jej się nie stało, ale żebym tam wtedy był, dostałoby jej się – oświadczył Matt i wziął się za jedzenie, ale zjadł tylko ziemniaki i surówkę, "rybę” zostawił. – Nic się, kurwa, nie najadłem, ale to szczegół. W barze na pewno mają kanapki, kup mi ze dwie – poprosił. – I fajki!
  Frank, znając kumpla, nie sprzeciwiał się, tylko po przyniósł mu dwie podłużne bułki z szynką, papierosy i zapalniczkę, które ten schował do szafki.  
  – Czemu nie pod poduszkę? – zapytał przyjaciel.
  – Kurwa, przyjdą zmieniać pościel, znajdą moją kontrabandę i dalej będę głodny i nienajarany– zaśmiał się. – Do szafki nie mają prawa zajrzeć.
  – Jeszcze będzie kolacja.
  – Taaak, zapewne tak obfita, jak to to – zarechotał Matt, wskazując głową na niedojedzone szczątki.
   – No, tylko jestem ciekaw, jak zapalisz?
   – Dawaj do okna, pomóż mi, bo zaraz przylezie po tacę i będzie przypał.
  Brunet zaśmiał się z wariacji kumpla, ale pomógł mu dojść do okna i po chwili Matt już palił, ale jak tylko wypalił, machnęło nim do tyłu, lecz przyjaciel go przytrzymał.
  – Dawaj z powrotem, bo się zaraz wyjebię – zaśmiał się "naćpany” fajką 21-latek. – Spalę kilka i wszystko wróci do normy.
  – Po co w ogóle jarasz, po takim czasie nie ma już głodu.
  – Lubię jarać.
  Do sali weszła salowa i w mig wyczuła nikotynowy zapach.
  – No nie, no panowie, co wy tu robicie? – wkurzyła się. – Tu się nie pali!
  – To moja wina – wcisnął się Matt.
  Kobieta tylko westchnęła i wyszła i jak tylko zniknęła, obaj kumple jak jeden mąż uderzyli głośnym śmiechem.
  – No dobra, stary, dochodzi trzecia, pojadę już. Nie wiem, co z Laurą. Przyjadę jutro po południu, ok?
  – Spoko. Pozdrów ją.
  – Tak? Jak do niej nic nie dociera, ale dzięki, dam całusa.
  – Może być.
  – To trzymaj się – Frank uściskał kumpla i wyszedł.

1 602 czyt.
100%101
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2678 słów i 15473 znaków, zaktualizowała 22 sty 2017

Komentarze (1)

 
  • Mlody1

    Mlody1 22 sty 2017

    no no no
    ja się pytam czemu takie krótkie?